witajcie kobietki. od razu mowie, ze przepraszam jesli taki topic lub podobny juz byl...
moj problem wyglada tak: jestem z moim chlopakiem juz 9 miesiecy w zwiazku... jakies 2 mc temu zaproponowal bysmy wspolnie zamieszkali. nie byla to pochopna decyzja, bo jeszcze w maju sam mowil,ze para powinna byc razem rok lub dwa nim sie do siebie wprowadza. a tu nagle taka propozycja. jestesmy studentami, ja dziennie on zaocznie plus pracuje. mieszkanie jest tak naprawde jego, tzn. mieszka z nim chlopak i dziewczyna [wspollokatorzy] a pieniadze z czynszu przekazuje on dziadkom, wiec moglabym sie tam wprowadzic. ale dylemat jest taki: gdy mi to zaproponowal wystraszylam sie... odmowilam, poza tym wzielam pod uwage opinie rodzicow plus fakt, ze mialam juz podpisana umowe na rok akademicki gdzie indziej [moge oczywiscie dac miesieczne wypowiedzenie]. pozniej, koncem wrzesnia mieszkalismy caly tydzien razem, u niego i jak przyszlo mi jechac na nowe mieszkanie... ryk, kwik i palpitacje serca. teraz tak okropnie chce z nim mieszkac... podjelam decyzje,ze wprowadze sie do niego po tym semestrze, czyli w marcu ale teraz zaluje... ciagle o tym mysle, praktycznie ciagle u niego nocuje - do siebei jade rano sie przebrac i wziac notatki na zajecia. jesli juz zdarzy sie syt,ze musze zostac u siebie to jest mi smutno, nudze sie, nie mam co ze soba zrobic... doslownie ciagle mysle o tym: potrafie w nocy sie obudzic i nie moge zasnac bo mysle jak by to wygladalo. az mnie doprowadza do placzu ta koniecznosc czekania. moj chlopak ma na uwadze fakt,ze gdybym miala sie wprowadzic, to musialby pogadac wpierw z dziadkami... nie mysle,zeby byl z nimi jakis problem... ja ciagle walkuje ten temat, az myse,ze powinnam sie uciszyc bo za chwile zamecze go i w koncu przestanie chciec bym sie wprowadzila. z drugiej str meczy mnie obecna syt. takie bledne kolo - milczec zle, odezwac sie - zle... nie mam czym sie zajac, na studiach wzgledna cisza... zwariuje za chwile jak czegos z tym moim problemem nie zrobie - POMOZCIE MI PROSZE. chociaz jakas psychologiczna rade mi dajcie, zebym poradzila sobie z moja psychika
((((( bo ja za chwile naprawde wpadne w jakas totalna depreche... az mam momentami wrazenie,ze moje zycie jest uzaleznione od niego...