Cześć!
Zastanawia mnie czy odejście od partnera cierpiącego na zespół Otella to koniec tej chorobliwej zazdrości?
Byłam prawie dwa lata w związku z facetem. Po około pół roku zaczęły się straszne awantury właśnie z przyczyny wyimaginowanych zdrad. Z początku czepiał się mnie o ubiór i makijaż, potem o kolegów ze studiów i o to, że z nimi rozmawiam. Doszło do takiej sytuacji, że jak widziałam kogoś znajomego na ulicy to się w środku modliłam, żeby przypadkiem nie powiedział mi "cześć", bo to oznaczało przesłuchanie i awanturę. Potem wyzywanie mnie od dziwek, k*rew i tym podobnych było na porządku dziennym. Nie ma chyba rzeczy, której mi w życiu nie powiedział. Znęcał się nade mną psychicznie. Oczywiście wielokrotnie odchodziłam, ale były kwiaty, przeprosiny, łzy, zapewnienia, że on tak nie myśli, że sobie nie radzi, że ma teraz problemy to z pracą, to w rodzinie. I jakoś zawsze wracałam - miałam wrażenie, że na moich warunkach. Poza zazdrością nasz związek był bardzo dobry- partner dbał o mnie, troszczył się, pomagał. Między nami było albo cudownie, albo tragicznie- nigdy nie było nic pomiędzy, żadnych cichych dni itd. Znosiłam to, bo wydawało mi się, że w końcu zobaczy, że jestem wierna. Starałam się mu to z całych sił udowodnić. Dzisiaj sama nie potrafię pojąć, jak mogłam w tym tkwić..
Ale w końcu stało się- zaszłam w ciążę. Znowu byla emocjonalna huśtawka, bo raz kochał mnie i mój "brzuszek", a innym razem mówił, że to nie jego dziecko i że na bank sama nie wiem czyje jest. Byłam cierpliwa, tłumaczyłam, prosiłam, płakałam, nawet zaciągnęłam go do psychologa na terapię, ale niestety nie przyniosło to efektów. W 7. miesiącu ciąży odeszłam - po tym jak przyznał się do zażywania metamfetaminy. Ciąża była zagrożona, ja sama w 7 . miesiącu ciąży nosiłam rozmiar xxs, bo nie byłam w stanie przełknąć nic do jedzenia. Potem oczywiście dzwonił pytając o to jak się czuje, jak maleństwo, ale było to przeplatane wyzwiskami i wypieraniem się dziecka. Na miesiąc przed porodem zablokowałam jego numer.
Urodziłam. Zdrową, śliczną dziewczynkę. Nie dałam mu znać, ale odblokowałam jego numer- żeby mógł się skontaktować. Jeszcze wtedy bardzo go kochałam i wierzyłam, że przestanie ćpać i problem zniknie i wszystko jakoś się poukłada. Niewiele wtedy wiedziałam o zespole Otella i innych zaburzeniach psychicznych. Skontaktował się jak malutka miała dwa tygodnie. Mówił, że kocha, że wszystko naprawi, że juz nie bierze, że wie co jest najważniejsze. Potem kontakt nam się urwał. Kilka miesięcy później zaczeliśmy znowu ze sobą rozmawiać. Bywało różnie, ale miałam wrażenie, że jest z nim lepiej, mówił, że chodzi na terapię, a ja wiedziałam, że na wszystko potrzeba czasu i że on potrzebuje motywacji. Pierwszy raz zobaczył córkę jak miała 5 miesięcy. Mieliśmy stały kontakt, spotykaliśmy się na spacerach z małą. Nie trwało to długo, bo zaczął mnie osaczać- pisał, dzwonił, robił awantury, że nie odebrałam telefonu. Kompletnie nie rozumiał tego, że wychowuje samotnie dziecko i najzwyczajniej na świecie nie mogę wisieć przy telefonie cały czas.
W końcu uznałam, że będę odpisywać na wiadomości dotyczące dziecka i nic więcej. Zdenerwował się, zerwał kontakt i mnie pozwał. Przez rok się nie odzywał, raz dzwonił - nie odebrałam. Nasze sądownictwo- ogólnie szkoda gadać, sprawy się już ciągną ponad rok i nic nie jest ustalone. W każdym razie mieliśmy zlecone badania psychologiczne i właśnie po tych badaniach znowu wrócił kontakt. Zaczęło się od listu, który od niego dostałam- pisał tam o terapii, o altruizmie i jeszcze napomknął, że kocha mnie jak koleżankę.
Na dzień dzisiejszy ja jestem z niego całkowicie wyleczona, ale mimo tego wszystkiego co mi robił, zależy mi na szczęściu córki, a on póki co wobec niej zachowuje się naprawdę fajnie. Widujemy się jakoś raz w miesiącu i nie rozmawiamy praktycznie o niczym poza dzieckiem. W zasadzie to kontakt jest jednostronny, a ja po prostu odpowiadam. Ostatnio zaczęłam się z kimś spotykać, finalnie nic z tego nie wyszło, ale w 2. urodziny mojej córki obaj panowie się minęli- mój facet wychodził, a ojciec małej akurat przyszedł. No i znowu się zaczęło- mój partner został nazwany "stadem popychaczy", zaczęły się docinki i ogólnie zrobiło się niemiło.
W związku z tym wszystkim zastanawiam się, czy to się kiedyś skończy, czy tak już będzie zawsze- ciągła krytyka, wmawianie mi, że moje życie seksualne jest bardziej bogate niż jest, nieustanne docinki i kłótnie. Teraz wie, że wszystko co do mnie napisze mogę użyć w sądzie, ale zastanawiam się co będzie później. Niestety sąd nie widzi nawet potrzeby przeprowadzenia dodatkowych badań psychiatrycznych, mimo tego, że on otwarcie się przyznał do zażywania narkotyków. Nie przedstawił żadnego zaświadczenia ukończonej terapii, mimo że sąd go zobowiązał. Ale z jakiegoś powodu po prostu sędzina robi wszystko, żeby nie mieć podstaw pozbawić go praw do dziecka.
Tak naprawdę to nie jestem pewna czy to na co cierpi ten człowiek to zespół Otella, czy coś innego. Pił dużo alkoholu, nawet kiedyś mówił coś o spotkaniach AA i że ma problem, ale potem się z tego wycofał i przyznał do tych narkotyków. Wszystkie objawy, które znalazłam w internecie do niego pasują, a sam pomysł, że to może być to padł z ust pani psycholog.