Witam wszystkie netkobiety. Znalazłąm sie tutaj może i z banalnym problemem, ale ten problem nie daje mi spokoju. Najgorsze w tym wszystkim jest, ze mam 29 lat i nie potrafię sobie z tym problemem poradzić. Dlatego liczę na pomoc od Was i z góry dziękuję za wszelkie odpowiedzi oraz porady. A teraz do rzeczy:
Uwielbiam pocałunki, całuski oraz buziaczki. Myślę, że większość z nas to lubi. Lecz jest jedno ale...mój narzeczony robi to czynić notorycznie. Podam nawet jeden z przykładów. Siedzimy oboje w kuchni, przeglądamy internet, czy wykonujemy inne czynności, a on co 5 min, mnie całuje. Na początku było to fajne, ale co za dużo to nie zdrowo. Dla mnie te całuski stały się monotonne i wręcz straciły własną wartość. Rozmawiałam o tym z partnerem, lecz on zrobił minę jakby myślał, że się nim brzydzę. Ale to nie tak. Ja go kocham i nie chce konfliktu poprzez coś co można tak naprawdę naprawić. Dla mnie pocałunek, to coś wyjątkowego, a partner uważa, że w ten sposób ukazuje mi, jak bardzo mnie kocha. Dla mnie to jest zbyt dziecinny powód, ale nie osądzam go. Skończyły nam się pocałunki z języczkiem, gdyż każdy z nich prowadził do spraw łóżkowych. Jak dla mnie, pocałunek z języczkiem pozwalał mi poczuć, że wiem, że mam kogoś kogo kocham z wzajemnością, ale to zostało zniszczone, poprzez gdy mój partner podczas takiego pocałunku doprowadzał do seksu. Nie jestem zakonnicą i lubię seks, ale nie od razu po jednym pocałunku z języczkiem i nie w momentach kiedy one są nieodpowiednie. Pragnę całusków na dzień dobry, na dobranoc, na dziękuję ( i nie dziękuję za to, że jesteś, bo wtedy to były by one nie co 5 min, lecz co 5 sekund ) itd. Chcę by one miały znacznie i przekazywały nam ciepło, a nie oziębłość.
Jeśli któraś z Was miała podobną sytuację i sobie z nią poradziła, to proszę o poradę.