Dziewczyny, długo myślałam, czy podzielić się na forum kobiecym swoją refleksją na temat faceta z którym się spotykam od 5 miesięcy. Dzieli nas jakieś 100 km. Mój facet ma 25 lat, ja 28. zacznę od tego, że jestem DDA i chodzę na terapię, zarówno indywidualną, jak i grupową. Opowiadam tam o swoim problemie i terapeuta mówi, że on nie wie, jak dokładnie może być, ale mogę za dużo wymagać. Jednak ja uważam, że nie. mam swoje kobiece potrzeby i czuję się coraz bardziej zaniedbywana, olewana w tym związku i czuję frustrację. Mój facet wcześniej niestety nie miał poważnego związku, spotykał się z kimś 1,5 roku ale twierdzi, że to było w klasie maturalnej i szczenięce. Ale przejdę do rzeczy.
1.Spotykamy się raz w tygodniu. Bywa tak, że z soboty na niedzielę u niego śpię. Spędzamy zatem dobę lub niedzielę. On cały tydzień pracuje w innej miejscowości, w której mieszka, ta miejscowość jest oddalona ode mnie o 100 km. A na weekendy już w piątek jedzie do...domu rodzinnego. Dom rodzinny oddalony jest ode mnie o jakieś 60 km. To nie jest tak daleko.
2. Ma taki swój nawyk, przyzwyczajenie, że co piątek, po całym tygodniu pracy jedzie do domu, w którym jest jego matka, siostra i brat. Tam pracuję długo i ciężko - jak twierdzi, faktycznie, pracuje tam u naszego znajomego, który zresztą nas poznał, są razem b. zaprzyjaźnieni. U niego na działce spędza całą sobotę. Niestety ja nie raczej nie mogę mu towarzyszyć w tym zajęciu, ponieważ żona tego faceta mnie nie lubi i kręci nosem. Mój ukochany spędza tam całą sobotę w niedzielę zostawia dla mnie. W ost. niedzielę ja miałam do niego jechać ale on zadzwonił po południu dopiero o 14 i zapytał, czy jadę do niego. Ja, czekając na jego inicjatywę, powiedziałam "no nie wiem..." a on odparł: "Kotku, to zgadamy się w następny weekend albo ja do ciebie przyjadę w tygodniu. Zmęczony jestem." jak to usłyszałam od powiedziałam, co myślę. Już wcześniej alarmowałam, w lipcu, że chcę go widzieć częściej, że trudno zaangażować mi się w taką weekendowo-rekreacyjną znajomość. Bardzo bał się, że mnie straci, stawał na rzęsach...ale po czasie częstotliwość spotkać wróciła do normy. A więc w ost. niedzielę pokłóciliśmy się. Nie robiłam mu wyrzutów tylko powiedziałam, czego potrzebuje, jakie są moje oczekiwania. Ustaliliśmy, że jest za późno i nie przyjadę. Miałam wrażenie, że się przestraszył i wydzwaniał z 20 razy mówiąc, że już do mnie jedzie... przyjechał.
Dziewczyny...jak tak się dzieje, to ja czuję, że on ma poczucie obowiązku i dlatego jedzie, że to nie wynika z jego naturalnej potrzeby zobaczenia mnie. Teraz nie widzieliśmy się znów cały tydzień...a mnie ogarnia tęsknota, frustracja i smutek, widzę, jak do mojej wspólokatorki facet codziennie przyjeżdża a mój chłopak? Ok, facet koleżanki jest z naszej miejscowości. Ale ja uważam, że jak komuś na kimś zależy, to ciągnie go to tej osoby i chce dzielić z nią swoje zajęcia, pasje.
Jestem w stanie wiele zaakceptować i zrozumieć, wydaje mi się, że nie absorbuję go sobą jakoś szczególnie, tzn. tak myślałam do niedawna. Rozumiem, że mieszka 100 km. ode mnie i ma dużo pracy dorywczej - ok, ale widywanie kogoś na kim podobno mu zależy (?) raz na tydzień , to jednak jak dla mnie nienormalne, gdy nie mieszka się na drugim krańcu kraju. Częściej widuję chłopaków koleżanek. Rozmawiamy przez telefon - on do mnie codziennie po kilka razy dzwoni i pisze słodkie SMSy, jednak to takie zwirtualizowanie znajomości, to nie jest realny kontakt, którego bardzo mi brakuje. Bo jego nie ma w moim codziennym życiu.
Gdy mu o tym mówię, słyszę: przesadzasz, dużo wymagasz, pieniądze same nie przyjdą, muszę się wykazywać itp., - wtedy czuję się, jakbym to ja zabiegała o Jego uwagę i była jakimś nękającym Go znajomym, a nie dziewczyną, smutne.
Najgorsze jest to, że jak próbuje mu o tym mówić, delikatnie, bez gderania za uszami, to on się irytuje. Wtedy mam wrażenie, że naciskam na niego, i że mu wystarcza ten raz na tydzień i wówczas myślę sobie, że nie zależy mu tak bardzo na mnie i traktuje mnie jako dodatek.
On mówi, że mnie kocha, piszę słodkie esemesy ale drażnią mnie już bo...nie ma go codziennie przy mnie. te chwile z nim raz w tyg. to dla mnie taka namiastka tego związku. Podkreślę, że dzwoni do mnie codziennie, mamy o czym gadać, on martwi się o mnie, analizuje moje problemy, pomaga mi ciepłym słowem ale ile tak można?
Czuję się, jak osoba, na której mu tak bardzo nie zależy i czasem sobie myślę, że jak spotkam kogoś, kto będzie chciał mi poświęcać więcej swojego czasu, pozwalał mi brać udział w swoim codziennym życiu, to nie wiem, czy się będę zastanawiała.
Napisałam mu na brudno list, w którym wyrzuciłam co czuję, myślę, czy nie wysłać mu tego. napisałam m. in.:
(...) Mówienie swojej dziewczynie - przyjedz, ale jak nie przyjedziesz to ok., i tak będę w Twoim mieście w tyg. i się zobaczymy (przy okazji) odbieram jako olewcze i obojętne ustosunkowanie się do tego czy mnie zobaczysz teraz, czy za tydzień. Myślę, że jak spotkasz osobę, w której się naprawdę zakochasz i na której będzie Ci zależeć, to jednak będzie to wyglądać inaczej i np. poczujesz chęć zobaczenia kogoś choćby na chwilę, mimo nawału pracy, zmęczenia, braku czasu, złego humoru itp. W moim przypadku tak nie jest, nie ma co robić czegoś na siłę, po prostu ważniejsze są dla Ciebie inne sprawy jak np. praca, znajomi, dom, bycie samemu, inne rzeczy i ja to rozumiem, nie mam pretensji.
Jest wokół mnie na co dzień wielu mężczyzn, którzy chcieliby się ze mną spotykać, nie straszę Cię ani nie mam zamiaru wzbudzać zazdrości, bo podejrzewam, że i tak mało jest w Tobie takiego uczucia w stosunku do mnie - nie będę rozwijać wątku, ale wiosną wtedy wybrałam Ciebie, miałam wrażenie, że się rozumiemy, podobamy sobie, że chcesz ze mną zbudować coś trwałego, spędzać ze mną czas, dać mi szczęście. Przynajmniej tak mówiłeś. Ja zamiast szczęścia czuję na chwilę obecną rozczarowanie i smutek. Ten list nie jest żadną formą pretensji, żalu czy oceny Ciebie, tylko wyrażeniem moich uczuć względem naszej relacji. Cieszyłam się naprawdę, że jesteś w moim życiu, ale jeśli ten układ się rozpadnie (może tak, może nie) to trudno. Dlatego napisałam Ci to wszystko, bo wiem czego chce, mam jasno określone swoje kobiece potrzeby i szybciej chcę wiedzieć, na czym stoję.
Jeszcze jakiś czas temu nie przyszłoby mi nawet do głowy, by okazać też zainteresowanie innemu, który chciałby poświęcać mi swój czas, ale jak kolejny raz mój chłopak olewa mnie, nie zależy mu specjalnie na zobaczeniu mnie po tygodniu niewidzenia, wystarczy mu widywanie się ze mną raz w tygodniu, jest zajęty pracą dla innych, i na więcej spotkań nie ma czasu, to po prostu jest mi przykro.
(...)
Co o tym sądzicie? ;-(
dodam, że zależy mi na nim, ale zdystansowałam się. Nie umiem zaangażować się jakoś specjalnie w coś takiego. Przykro mi jest.
dodam, że są i dni, kiedy nie odzywa się bo "jest zapracowany" i dzwoni pozno gdy ja juz leze lub spie. Nie chce na niego naciskac ale z 2 strony Go nie rozumiem. Jest ambiwaletny, daje mi sprzeczne sygnały. Chce ale jestem zapracowany...a jesli widzi że ja się smuce i mówię mu że chciałabym Go częściej widzieć, boi się że mnie straci i mówi: przyjade do Ciebie. Ost. tydzien temu byłam na jakiejś imprezie, bez niego oczywiście...bo był u siebie w domu. Jeden koleś dostawiał się do mnie, chciał tel ale mu nie dałam. On zdziwił się tylko: gdzie jest twój facet? jak ja bym nim był, nie siedziałabyś tu sama.
Dziś jest sobota wieczór, ja siedzę sama w domu, jestem chora. On wczoraj pojechał do domu, nie zaproponował mi że możemy wspólnie spędzić weekend. Nic nie wspominał o jutrze, ja pierwsza nie będę go nakłaniała do spotkania. Dzwonił dziś i pisał, rozmawialiśmy pytał o moje przeziębienie ale niestety nic nie zaproponował, że jutro mnie odwiedzi ...:-( W takich chwilach mam ochotę go kopnąć i niech spada jak nie umie zadbać o swoją kobietę.
Chodzi mi o to, że ja nie chce co jakiś czas wylewać mu na głowę kubeł zimnej wody aby bardziej się starał, chciałabym aby mój facet czuł naturalną potrzebę dzielenia się ze mną swoim życiem a nie tylko wówczas, gdy mi smutno i on obawia się, że mnie straci. Ja myślę, że o kobietę trzeba dbać, piękny kwiat trzeba podlewać częściej. A może ja przesadzam? Chętnie posłucham informacji zwrotnych.