netkobietyWszystkie działy
Wychowanie, zdrowie i edukacja dziecka

Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

60 odpowiedzi10 229 wyświetleńzałożony przez Cassiopea, 05.05.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » WYCHOWANIE, ZDROWIE I EDUKACJA DZIECKA » Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 61 ]

1

Temat: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Od zawsze chciałam mieć dużą gromadkę dzieci (piątkę, może więcej:)), natomiast mój mąż z trudem dał się przekonać do dwójki tongue Teraz mamy sporo problemów, więc o kolejne dzieci raczej bym się nie starała, ale zastanawiam się, co myslicie na temat rodzin wielodzietnych?
Dla mnie każde kolejne dziecko to taki mały promyczek, dzięki któremu życie staje sie troszkę jasniejsze smile) Oczywiście zdaję sobie sprawę z niebezpieczeństw i kosztów posiadania licznej rodziny (licznej z wyboru a nie z przypadku big_smile), ale chyba byłabym gotowa zaryzykować smile

Co myślicie o rodzinach wielodzietnych??

2

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

to nie są czasy aby zakładać rodziny wielodzietne
trzeba się zastanowić co będzie za 5 czy 10 lat,co z tego że kogoś stać dzisiaj na 5 dzieci? za 5 lat będzie może tak źle że nawet jednego nie będzie się w stanie wyżywić

3

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Masz rację, czasy są takie, że niczego nie można być pewnym. Ale czy to rzeczywiście jest powód, żeby rezygnować z dużej rodziny? Tego co będzie za 5 czy 10 lat nie będziemy nigdy wiedzieć smile A "gdybając", że może być źle mozemy sobie odebrać dużo radosci z życia smile Nie lepiej się przygotować na dużą rodzinę (cały czas mówię op dużej rodzinie z wyboru:))), tzn: teraz mnie stać, to robię "rezerwy finansowe" itd??

4

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Sama mam trzy siostry. To co utkwiło mi w pamięci to... problemy finansowe rodziców. Nie było łatwo ubrać i wykarmić całą czwórkę, a co dopiero mówić o tym, żeby każde dziecko mogło pojechać na szkolną wycieczkę, dostać wymarzony prezent itp... Niewątpliwie dla rodziców dużo dzieci to dużo radości, ale dla dziecka dużo rodzeństwa to... dużo wyrzeczeń.

5

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Dokładnie tak jak napisała Tartinka,dla rodziców wielodzietna rodzina to może radość,a dla dzieci juz nie koniecznie

6

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Coś w tym jest.. Chociaż ja mam tylko jednego brata, a u nas w domu tez się nie przelewało. To chyba zalezy od zaradnosci rodziców smile Za to pamiętam, jak byłam mała, jak zazdrościłam koleżance, która miała 5 rodzeństwa smile Zawsze jak wchodziłam do ich domu, to czuło sie w powietrzu jakieś "ciepło" - ciężko to nazwać, ale atmosfera była bezcenna. Teraz mieszkam w sąsiedztwie rodziny z szóstką dzieci i widzę, jak one o siebie dbają i jak bardzo są do siebie przywiązane i to jest piekne smile Chociaż faktycznie jest u nich biednie. Dziewczyny przychodzą do nas na ciastka, bajki i malowanie (bo nie mają w domu kartek...).

Wiecie, ja - niezaleznie od tego ile będę miała dzieci - każdemu w chwili urodzenia zakładam konto i wpłacam tam tyle miesięcznie na ile mnie stać. Jesli dzieci mają dostać jakies duperelkowe prezenty, to proszę o przelew na ich konto; dzięki temu nie ma problemu z kupnem rowerka itd. Po prostu zamiast setek zabawek za 5zł kazda dostają jedną porządną za 300zł smile). No i mam nadzieję, że z tych pieniędzy będziemy mogli w przyszłości sfinansować ich naukę, albo pomóc w starcie życiowym... Ale macie rację, przy wiekszej ilości dzieci na pewno można na nie wydać trochę mniej.

tartinka, pytanie do ciebie. Gdybyś mogła sobie wybrać, życie takie jakie miałaś, lub z mniejszą ilością rodzenstwa, wolałabys, żeby było was mniej? Wiem, ze to trochę abstrakcyjne, ale dużo mówi smile)

7

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Cassiopea oczywiście fajnie mieć duzą rodzinę,ale niestety to wszystko jest czyimś kosztem
a napewno się zgodzisz z tym że o tyle o ile 2 dzieci bedzie Cie stać na wysłanie np.na wakacje gdzieś (obóz,kolonia) to 5 dzieci już raczej tego nie zapewnisz

8

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?
lena812 napisał/a:

Cassiopea oczywiście fajnie mieć duzą rodzinę,ale niestety to wszystko jest czyimś kosztem
a napewno się zgodzisz z tym że o tyle o ile 2 dzieci bedzie Cie stać na wysłanie np.na wakacje gdzieś (obóz,kolonia) to 5 dzieci już raczej tego nie zapewnisz

Niekoniecznie; tak jak napisałam wczesniej, wydaje mi się to kwestią zaradności rodziców i umiejętności planowania. Napewno zgodze się, że zapewnienie takich wakacji 5 dzieci wymaga od rodziców o wiele więcej wysiłku i "gimnastykowania się", ale nie uważam, żeby było niemozliwe.

Zgadzam się też, to kolejne dziecko jest wychowywane "kosztem" pozostałych dzieci. To logiczne; trzeba swój czas podzielić pomiędzy 3, 4 czy 5 dzieci, a nie poświęcić go tylko jednemu. Ale myslisz, że to nie ma plusów? Oczywiście nie mówie o zaniedbywaniu dzieci kosztem innych dzieci. Ale powiedz, ile znasz rozpuszczonych dzieci z rodzin wielodzietnych, a ilu rozpuszczonych jedynaków?? smile

No i pieniądze (ech:P), czy obóz w wakacje i markowe ciuchy są najwazniejsze i warto z ich powodu rezygnować z kolejnego dziecka? Nie mówię o sytuacji, kiedy kolejne dziecko spowoduje zapaść finansową, ale kiedy będzie trzeba zrezygnoważ z wczasów w Tunezji na rzecz polskiego Bałtyku albo kempingu "u babci".

9

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

ale ja nie mówię że masz zapewniać dzieciom wczasy za granicą,mówię o Polskim Bałtyku czy jeziorach
a ile dzieci moga spędzac wakacje u babci? nie sądzisz że mają też prawo zobaczyć coś innego?
tak dzieci moga się obejść bez obozów ,róznych gadżetów,wiesz mimo że mam dwójkę dzieci i sytuację finansową bardzo dobrą nie urodzę nastepnych,bo chcę aby te co mam miały start w zyciu jakiś dobry
a nawet przy tych pieniądzach co teraz mamy nie zapewniła bym tego 5 dzieci,a siedzieć w opiece nie zamierzam
poczytaj trochę o Wielodzietnych rodzinach i zasiłkach tam jest duzo napisane smile

10

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Już czytałam smile Również wszystkie straszne historie o zaniedbanych dzieciach z rodzin patologicznych itd. Ale zdarzały sie tez historie szczęśliwych rodzin wielodzietnych, chociaż rzeczywiście dużo mniej smile

Tez nie jestem zainteresowana czekaniem na pomoc MOPSu itp. Ale jak myslę o swoim życiu, to dochodze do wniosku, ze ja tez nigdy nie jeździłam na wakacje za granicę, nad morzem byłam 3 razy, komputer dostalismy jak miałam 17 lat, a pierwszą komórkę kupiłam sobie sama smile Mimo to skończyłam studia i mam teraz naprawdę fajną pracę, która daje mi satysfakcję. A średnia sytuacja finansowa w moim domu nauczyła mnie racjonalnie organizować wydatki i doceniać to co mam smile. I nigdy nie miałam żalu do rodziców, że w kazde wakacje w szkole sredniej i na studiach pracowałam, żeby mieć pieniądze na swoje wydatki. Nie uważam tez, że miałam słaby start w życie, chociaż pewnie koleżanki które dostały mieszkanie i nie musiały spłacać kredytu miały łatwiej smile Ale czy dostając wszystko na tacy można to w pełni docenić??

11

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Cassiopea-jeśli Was/Ciebie i męża/łączy chęć posiadania większej ilości potomstwa,to nie  widzę sensu  postawionego na forum pytania!
Po co Ci wypowiedzi innych?To są tak ważkie decyzje!!!/Albo wpadki,hm/

12

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Nie, nie łączy nas smile Ja bym chciała, mąż nie chce. Szanuję jego zdanie, poza tym mamy teraz trochę kłopotów ze sobą, więc na wiekszą ilośc dzieci bym się nie zdecydowała. Pytanie nie ma mi pomóc w podjęciu decyzji, jestem ciekawa waszego zdania smile

13

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Znałam kiedyś rodzinę baaardzo wielodzietną. Rzeczywiście, było gwarno, wesoło, ciepło i sympatycznie. Wtedy, jako młodziutka dziewczyna, byłam zachwycona atmosferą panującą w domu tej rodziny. Dziś myślę zupełnie inaczej i raczej nie zdecyduję się na więcej niż jedno dziecko. Oto powody:

-finanse - trzeba zarabiać naprawdę wiele, by utrzymać tak dużą gromadkę na przyzwoitym poziomie. A niestety w większości przypadków duże zarobki=dużo pracy, a więc mało czasu dla dzieci.
-moje osobiste podejście, że warto spędzić pierwsze 3 lata życia dziecka w domu. Gdybym miała tak robić przy każdym dziecku, to miałabym ogromną lukę w życiu zawodowym.
-komfort życia - pewnie, że można jeść chleb z margaryną, nie wyjeżdżać na wakacje, nie fundować dziecku żadnych przyjemności, nie móc mu zapewnić żadnych zajęć dodatkowych... tylko po co? Do dziś pamiętam, jak dzieci z wspomnianej przeze mnie rodziny trzęsły się na widok butelki coli w mojej torebce (nie, nie uważam, że dzieci powinny pić chemiczno-słodkie świństwa, dla mnie ta cola była i jest symbolem czegoś, co ja kupowałam sobie w dowolnej ilości, a obok mnie żyły dzieci, dla których to był jakiś nieosiągalny cud świata sad).
-wychowanie - mam wrażenie, że w rodzinach wielodzietnych starsze dzieci wychowują młodsze, bo rodzicom nie starcza czasu dla takiej gromadki.
-czas wolny - wolę, by moje dziecko po pracowitym roku szkolnym jechało na fajny obóz sportowy, a nie szło do pracy. Z całym szacunkiem do Ciebie, Cassiopeo, ale po prostu nie chcę takiego życia dla mojej córki.
-problemy - "pół biedy", gdy wszystkie dzieci są zdrowe i zdolne. Ale co w przypadku, gdy któreś wymaga terapii/rehabilitacji/pomocy w nauce? Jak to pogodzić czasowo i finansowo, żeby temu potrzebującemu dać wszystko, czego mu trzeba, a innych nie zaniedbać?
-ostatni powód, najbardziej osobisty, to strach. To okropne, dławiące uczucie, kiedy dziecko gorączkuje/leży w szpitalu/wychodzi na imprezę i spóźnia się godzinę... Gdybym miała to przeżywać razy, powiedzmy, sześć, to ja dziękuję, postoję big_smile

14 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2013-05-05 15:43:53)

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Moi rodzice w każde święta charakteryzowali mojego tatę na mikołaja tak dobrze, że moi znajomi z pracy są pod wrażeniem jak widzą zdjęcia . Stare buty po dziadku w dawnym stylu, broda z lekko pożółkłej lamy, wielkie drewniane guziki (tata je zrobił), płaszcz uszyty przez moją mamę z materiału z lumpeksu, starodawne okulary od pradziadka, wata w policzkach, rękawiczki i trochę makijażu.
To wszystko mieli z odzysku.
To stworzyło mi magiczne święta, a odgłos mikołaja dzwoniącego dzwonkiem za oknem po zmroku do dziś słyszę w głowie.
Wycieczki do lasu rowerem z tatą i zabawa w odkrywców tamże, czytanie mi książek przez mamę. To też grosze.
Iglo ,które tata budował cały dzień. Dwie stare bajki na video. Wspólne rysowanie.
Urodziny, na które uszyli kostiumy jak z mojej ulubionej bajki. I ja byłam księżniczką, i tata ze mną tańczył.
Albo jak tata narysował wszystkie postacie z Czerwonego Kapturka poprzecinał kredki na pół jako kijki, powycinał rysunki, przyczepił do kredek i zrobił mi teatrzyk.
I kiedy nie mogłam iść na bal przebierańców do przedszkola, mama uszyła mi kostium i zrobiliśmy sobie zabawę w domu.
Wszystko to nie kosztowało prawie nic, pojechaliśmy tylko raz w góry.
Dobre wycieczki, w dobrych miejscach albo drogie zabawki. To niema takiego znaczenia dla dziecka.
Dla dziecka ma znaczenie wyobraźnia. Teraz zarabiam chyba 50 razy tyle co moi rodzice wtedy.
Ale nie uzależniam swojego szczęścia od swoich pieniędzy. Dołek finansowy w przeszłości mnie nie załamał, mycie się z zlewie, albo spanie na ławce nawet, nie było w stanie mnie ruszyć emocjonalnie.
Jeśli chcesz mieć wiele dzieci, to miej co im włożyć do ust i w co je ubrać i jak ogrzać mieszkanie i zapewnić im podstawowe rzeczy. A reszta to kwestia tego czy umiesz zrobić magię czy nie.
Nie wiem czy teraz zarabiałabym na sztuce gdyby rodzice nie pokazali jakie rzeczy można zrobić z niczego jeśli się użyje wyobraźni.
Piszę to dlatego, bo wydaje mi się, że teraz ludzie za bardzo patrzą  na pieniądze. Bo ich rodzice nie dali im wiele od siebie, i przez to widać było braki finansowe.
Co myślę o rodzinach wielodzietnych? Nic. Jak ktoś świadomie ma wiele dzieci, to dlaczego nie?

15

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

NinaLafairy, musiałaś miec naprawdę wspaniałe dzieciństwo smile Chciałabym takiego dla moich dzieci smile)

BabaOsiadła, zgadzam się ze wszystkim (zwłaszcza tym strachem), oprócz czasu wolnego i komfortu zycia smile) Bo niestety aż za często obserwuję dzieci i młodzież, których jedynym obowiązkiem była nauka i które dostawały od rodziców sporo przyjemności. Pewnie to druga skrajność, po biedzie w rodzinach wilodzietnych smile

16

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Miałam cudowne dzieciństwo i nie umiałam stwierdzić czy jesteśmy biedni czy bogaci.
I myślę, że możesz zapewnić takie dzieciństwo swoim dzieciom .
Nauczenie dzieci nie patrzenia przez pryzmat kasy, jest cenne bardzo.
Są rzeczy , cudowne rzeczy, które można robić za darmo i które ja robię. A nie muszę przecież.
Oczywiście wartość pieniędzy trzeba znać, ale jak żyć bez nich też.

17

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?
Cassiopea napisał/a:

Bo niestety aż za często obserwuję dzieci i młodzież, których jedynym obowiązkiem była nauka i które dostawały od rodziców sporo przyjemności.

Oczywiście, przeginać w drugą stronę też nie wolno smile Moja córka już teraz ma swoje obowiązki (a ma niecałe 2 latka). I jeśli kiedyś tupnie nóżką, że chce tablet za 5000 zł, to będzie sobie musiała na niego zarobić big_smile

18

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Cassiopea ja się zgodzę w pełni z Babąosiadłą smile

wiesz nie chodzi o to aby dać dziecku gwiazdkę z nieba,ale po prostu zapewnić podstawowe rzeczy,ciężko jest to zapewnić gromadce dzieciom,zwłaszcza że wszystko teraz kosztuje a zarobki są jakie są
do tego dochodzi też kwestia zwykłego codziennego życia,ja po prostu bym psychicznie nie wytrzymała z tyloma dziećmi,a po za tym spędzić pół życia w pieluchach tez fajne nie jest
do tego dochodzi np.przedszkole,kogo stać aby zapewnić je przynajmniej 3 dzieci,bo dajmy na to że sa rok po roku no 2 lata przerwy,same opłaty pożerają dużo,a gdzie reszta?

myślę ze dzisiaj mało kto świadomie decyduje się aby mieć więcej niż 3 dzieci

19 Ostatnio edytowany przez Szarlot (2013-05-05 19:08:23)

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Ja jestem jedynaczką i bardzo fajnie wspominam swoje dzieciństwo, mimo że byłyśmy z Mamą same, bez ojca.
Więc może dlatego o rodzinie wielodzietnej nawet nie myślę... To kompletnie nie moja bajka.

Abstrahując od kwestii finansowej.

Z Mężem mamy na razie jedno dziecko (dopiero w drodze) i jeśli się kiedyś zdecydujemy na drugie, to to już będzie dla nas mega wielodzietność smile
Podziwiam ludzi którzy mają np. pięcioro dzieci, ale podziwiam niekoniecznie zazdroszcząc wink
Zawsze chciałam mieć rodzinę i mam, jest to dla mnie bardzo ważne, ale nie marzyłam nigdy o tak dużej rodzinie.
Model rodziny 2+1 albo góra 2+2 w zupełności mnie zadowala.
Ważne w życiu są dla mnie też podróże, praca, przyjaciele, różne inne rzeczy, a posiadanie pięciorga dzieci to dla mnie już trochę za bardzo ograniczające.
Poza tym te pięcioro dzieci trzeba urodzić i 9 miesięcy je wcześniej nosić w sobie. A po tym jak widzę i czuję na własnej skórze, ile wyrzeczeń i dolegliwości dotyka kobietę w ciąży, to nie... dziękuję smile Jedna ciąża mi na razie wystarczy.
Nie chce być w życiu tylko mamą i żoną. To zacne role i ważne, ale chcę od życia też czegoś poza tym. Mam wrażenie, że posiadanie całego zastępu dzieci by mi to uniemożliwiło, bo jednak doba ma tylko 24 godziny...

20

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Wiecie, rozumiem Wszystkie ale....Sama miałam 2 rodzeństwa i były takie sytuacje w życiu, że byłam wdzięczna rodzicom, że tak się stało.Gdy zachorowała moja mama, miałam wsparcie, pomoc i kogoś kto mnie rozumiał.Było między kogo podzielić dyżury w szpitalu, opiekę nad mamaą jak wróciła do domu.Tak samo stało się jak zachorował tata.W ciągu roku straciłam obydwoje rodziców.Nikt mnie nie rozumiał jak rodzeństwo, nikt nie czuł tego samego, nikt mnie tak jak oni nie wspierał.Pamiętam pierwsze święta bez rodziców - chyba bym ich nie przeżyła gdyby nie rodzeństwo.
Żadne lekcje dodatkowe i zabawki nie są warte tego , co może dać bliskość brata i siostry w trudnych chwilach.Wszystkie słodycze tego świata nie zastąpią wspólnych zabaw, razem spędzonych chwil i tej więzi.Wiem, że można trafić różnie i się nielubić i nie utrzymywać kontaktó.Ale siostra i brat to wspólne wychowanie, wspólne wartości i tylko w nich żyją w tej chwili moi bliscy.Gdyby nie rodzeństwo zostałabym zupełnie sama...

21

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Mam dwoje dzieci. Dziś żałuję, że nie zdecydowałam się na więcej.
Dobrze pamiętam swoją decyzję po urodzeniu drugiego dziecka, kiedy powiedziałam mężowi, że jeżeli kiedyś przyjdzie mi do głowy chęć na jeszcze jedno, to żeby mi to wybił z głowy. Było to związane z ciężkim porodem.
Moje dzieci są wspaniałe. Oczywiście przysparzają też trosk, ale one są rekompensowane innymi rzeczami. Różnie między nimi bywa, ale widzę, że trzymają ze sobą "sztamę". Mam nadzieję, że zawsze tak będzie.
Dlatego żałuję, że nie "sprowadziłam" na świat więcej takich dzieci smile
W pracy zawodowej też mi dzieci nie przeszkodziły. Bywało ciężko, ale dało się pogodzić ambicje zawodowe moje i męża z posiadaniem dzieci. Przy większej ilości też dalibyśmy radę.

Oboje moi rodzice pochodzili z wielodzietnych rodzin. Widziałam jak cała rodzina trzyma się razem i tak jest do dziś między młodszym pokoleniem.

Nie neguję aspektu finansowego. Oczywiście, że powinien być też brany pod uwagę, ale nie w pierwszej kolejności.

22 Ostatnio edytowany przez Cassiopea (2013-05-05 22:47:48)

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

BabaOsiadła, lena812 zgadzam się z wami; zapewnienie dzieciom podstawowych rzeczy plus odrobiny przyjemności powinno być priorytetem. Ale myślę, że NinaLafairy i Asterka10 mają rację, dziś bardzo skupiamy się na pieniądzach, a mniej na bliskości i budowaniu więzi... smile Myślę, że finansowo byłabym przygotowana na gromadkę dzieci, ale zastanawiam się nad tym, co napisała Szarlot; czy rzeczywiście bycie matką dużej rodziny zabija resztę aspiracji?? Muszę się z tym przespać tongue

Luc, właśnie o to mi chodzi. Czy radość z posiadania dużej rodziny i więzi pomiędzy jej członkami może zrekompensować braki (finansowe, czasowe itd)?

23

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?
Cassiopea napisał/a:

czy bycie matką dużej rodziny zabija resztę aspiracji??

Dlaczego miałoby zabijać aspiracje? Może utrudniać REALIZACJĘ (bo oczywiście jest ciężej), ale nie aspiracje.
Przy realizacji aspiracji życiowych konieczne są: dobra organizacja i właściwy partner.

24 Ostatnio edytowany przez luc (2013-05-05 23:09:25)

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?
Cassiopea napisał/a:

Czy radość z posiadania dużej rodziny i więzi pomiędzy jej członkami może zrekompensować braki (finansowe, czasowe itd)?

Mnie rekompensuje.
Co do finansowych to nie bardzo potrafię powiedzieć, bo na te braki nie narzekam.
Jeśli chodzi o brak czasu to, paradoksalnie, właśnie posiadanie dzieci spowodowało, że potrafiłam się we wszystkich dziedzinach lepiej zorganizować, przez co mam czas (oprócz zawodowych ambicji) także na realizację hobby, podróży etc.

Edit. Przepraszam moderację. Omyłkowo napisałam drugi post, zamiast edytować pierwszy smile

25

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

smile male dzieci = male problemy / duze dzieci= duze problemy / duzo dzieci = duzo problemow
............wiem z doswiadczenia;)

26

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?
Cassiopea napisał/a:

dziś bardzo skupiamy się na pieniądzach, a mniej na bliskości i budowaniu więzi...

Ja przyznam szczerze, że nie wyobrażam sobie tej bliskości i budowania więzi w rodzinie wielodzietnej. Bo weźmy taki standardowy dzień przeciętnej Polki: pobudka o 6, wyszykowanie dzieci do przedszkola/szkoły, praca od 8 do, powiedzmy, 17, sprint do domu, po drodze jakieś zakupy, jest 18. W domu czeka jeszcze trochę obowiązków i srrrrrru! - po dniu. Od biedy znajdzie się chwilka, by pogadać z jednym dzieckiem. Ale z sześcioma, ośmioma?! yikes Jak to zrobić? Serio, nie pytam złośliwie, nie mam nic do rodzin wielodzietnych, ale skąd wytrzasnąć czas, by jedną córkę pocieszyć, bo zerwała z chłopakiem, drugą przytulić, bo koleżanka powiedziała jej coś przykrego, iść na mecz koszykówki jednego syna, z drugim posiedzieć dwie godziny nad lekcjami, bo ma dysleksję i sam sobie nie radzi... Tak, wiem, można mieć dobrze płatny, wolny zawód, albo bogatego męża, no ale ile jest takich ludzi? Jak zatem radzą sobie przeciętni Kowalscy? Więzi więziami, wspaniała bliskość między rodzeństwem - bezcenne, ale chyba nie na tym to ma polegać, żeby dzieci od maleńkości musiały zajmować się sobą nawzajem?

27

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

BaboOsiadła chyba trochę demonizujesz.
Może faktycznie powinny się wypowiedzieć osoby, które posiadają więcej dzieci.
Bo moja dwójka to jeszcze nie jest dużo.
Niemniej jednak przez lata tak wyglądało moje życie jak opisałaś.
Pobudka nawet nieco wcześniej (bo daleko do szkoły), odwiezienie dzieci do szkoły, potem do dwóch różnych szkół, moja praca, odebranie dzieci ze szkół, zakupy, obiad, zajęcia dodatkowe (treningi, języki, basen itp.), powrót do domu, wieczorem znów praca zawodowa (już w domu) etc. etc.
Pisałam wcześniej - warunkiem powodzenia jest dobra organizacja i właściwy, pomocny partner.
Właściwie w tamtych czasach doskwierało mi tylko wczesne wstawanie smile
Resztę da się zorganizować. Obiady gotowałam w weekendy i mroziłam. Z dziećmi nie ślęczałam nad lekcjami, musiały sobie radzić (tylko wyjątkowa pomoc) bo co do zasady tak mi się wydaje, powinno być  (oczywiście są sytuacje gdy dzieci tego wymagają), zakupy robił mąż. Podczas oczekiwania na koniec treningów czytałam. Z basenu korzystałam razem z dziećmi. Na lodowisku także.
ZAWSZE był czas na rozmowę z dziećmi.
Siłą rzeczy, dzieci miały także własne domowe obowiązki. Dzięki temu od dawna są samodzielne. Już w podstawówce same przygotowywały sobie śniadania, pomagały przy obiedzie, chodziły na spacery z psem itp.

Więzi nie buduje się tylko przytuleniem dziecka. To całokształt wzajemnych relacji.

Ale fakt, to tylko dwójka dzieci smile

28

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Bo ja wiem, czy demonizuję? Zwyczajnie jestem przekonana, że nie da się poświęcić każdemu z, powiedzmy, ośmiorga dzieci tyle czasu, ile potrzeba. Na budowanie tych więzi czymkolwiek.

Rzeczywiście, super by było, gdyby znalazła się wśród nas mama tyyyylu dzieci i zechciała się wypowiedzieć smile

29

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

to powiem Wam mam  rodzinę taką wielodzietną tak jest aż 9 dzieci,finansowo coż może miodu nie mają ale biedy też nie klepią
za to logistycznie,kuzynka z tą gromadą musiała wrócić mieszkać do rodziców bo sama rady nie dała (mąż za granicą) chociażby pojechać do lekarza to juz jest problem,bo jedziesz z jednym czy dwojgiem a ktoś z resztą musi zostać,samo zrobienie śniadania czy obiadu tym dzieciom zajmuje dużo czasu,teraz już większość dorosłą,ale te dzieci rodziły się praktycznie rok po roku,a czasem 2 razy w roku,więc nie było możliwości aby jedno drugim się zajęło
no i jeszcze fakt,jak na tyle ciąż reaguje organizm kobiety ? to jest prawie 7 lat i prawie bez przerwy chodzenia w ciąży,nie sądzę że to jest zdrowe dla organizmu,raczej wyniszczające

30

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Kiedyś było inaczej. Moja ciotka miała 8 dzieci. Ale wiecie - inne czasy. ubranek się nie kupowało nowych, tylko jedno dziecko dziedziczyło po drugim. Teraz jest inaczej. W czasach PRL nie było laptopów żeby dzieciaki chciały czy jakichś innych drogich gadgetów. Podręczniki się nie zmieniały tak często jak teraz. Na jednym elementarzu uczyło się przez kilka lat kilku szkrabów po kolei. Rodziny sobie pomagały i też wymieniały się rzeczami takimi jak książki, ubrania itd. Wtedy nie każdy miał by kupować nowe i teraz też tak jest. Ale teraz jesteśmy zmuszani by kupować nowe.

31

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?
Cassiopea napisał/a:

ale zastanawiam się nad tym, co napisała Szarlot; czy rzeczywiście bycie matką dużej rodziny zabija resztę aspiracji?? Muszę się z tym przespać tongue

Niczego takiego nie napisałam smile

Raczej chodziło mi o to:

luc napisał/a:

Dlaczego miałoby zabijać aspiracje? Może utrudniać REALIZACJĘ (bo oczywiście jest ciężej), ale nie aspiracje.

No i właśnie to "ciężej" miałam na myśli.

I zgadzam się z BabąOsiadłą. Mam podobne wątpliwości.

Też szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie tej super bliskości mając 5-kę dzieci, bo kiedy miałabym ją budować? To tak jak nie mam 5-ciu mężów, tylko jednego, bo z nim chcę budować więź i pewnie dla innych już by mi nie starczyło czasu wink
Przecież każde dziecko to osobny byt smile inna osobowość, inne potrzeby... Jakoś nie widzę możliwości, żeby z każdym z nich stworzyć super więź, a do tego spełniać się zawodowo, podróżować po świecie, mieć znajomych, mieć też dla nich czas.....

No nie wiem, może się da, ale wolę nie próbować wink

Ja tego w swoim życiu nie widzę i - najważniejsze - nie potrzebuję smile

Jak już pisałam - moja Mama ma mnie jedną - do dziś mamy super więź - i jest git smile

32 Ostatnio edytowany przez Szarlot (2013-05-06 08:24:54)

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?
Opiekunka13 napisał/a:

Kiedyś było inaczej. Moja ciotka miała 8 dzieci. Ale wiecie - inne czasy. ubranek się nie kupowało nowych, tylko jedno dziecko dziedziczyło po drugim. Teraz jest inaczej. W czasach PRL nie było laptopów żeby dzieciaki chciały czy jakichś innych drogich gadgetów. Podręczniki się nie zmieniały tak często jak teraz. Na jednym elementarzu uczyło się przez kilka lat kilku szkrabów po kolei. Rodziny sobie pomagały i też wymieniały się rzeczami takimi jak książki, ubrania itd. Wtedy nie każdy miał by kupować nowe i teraz też tak jest. Ale teraz jesteśmy zmuszani by kupować nowe.

Ja też całą wyprawkę dostałam od przyjaciół i rodziny - przekazywanie takie więc nadal istnieje (aż się zdziwiłam szczerze mówiąc, bo myślałam, że będzie trzeba wszystko kupować, a tu właściwie prawie wszystko dostaliśmy)....
No ale to miałoby mnie skłonić do posiadania gromadki dzieci? No way smile

33

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?
Szarlot napisał/a:
Cassiopea napisał/a:

ale zastanawiam się nad tym, co napisała Szarlot; czy rzeczywiście bycie matką dużej rodziny zabija resztę aspiracji?? Muszę się z tym przespać tongue

Niczego takiego nie napisałam smile

Przepraszam, jak tak teraz czytam, to rzeczywiście niczego takiego nie napisałaś smile Źle sobie zinterpretowałam big_smile


BabaOsiadła napisał/a:

[Ja przyznam szczerze, że nie wyobrażam sobie tej bliskości i budowania więzi w rodzinie wielodzietnej

W tym przypadku zgadzam się z luc. Ze swojego dzieciństwa najlepiej pamiętam te momenty, kiedy z rodzicami i kuzynami lepiliśmy razem ciasteczka (łącznie jakieś 10 osób:P), budowalismy wspólnie szałasy itd. Dla mnie budowanie więzi nie wymaga poświęcenia dziecku całego siebie, ale dania mu świadomosci, że jak będzie nieszczęśliwe to mama/tata pomoże i pocieszy. A jak nie mama czy tata (bo nie czarujmy się, nawet jedynak nie zawsze może liczyć na swoich rodziców), to siostra albo brat smile Z tym, że jestem zwolenniczką nauczenia dziecko stopniowania swoich emocji smile) Są problemy z którymi szkrab musi sobie poradzić sam, żeby nabrać samodzielności.

lena812 wyobrażam sobie, że logistycznie to musi być trudne do ogarnięcia, kiedy ma sie dużą grupkę w małym odstępie czasu smile Ale też myślę, że jak potem, po 20, 30 latach patrzy się na taką bandę dzieci i wnuków przy stole, to radośc musi być ogromna smile

34

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Obecnie i trójka to już jest dużo, a piatka to bardzo dużo - czy masz warunki do wychowania takiej gromadki (metraż domu)? Małe dzieci mogą mieszkać "na kupie", ale dorosną, a w domu zacznie iskrzyć. Poza tym czy w przyszłości dacie radę zapewnić utrzymanie np. kilku studentom dziennym? Czy z góry zakładacie, że będa studiować zaocznie i same pracować? A co, jeśli - odpukać! - jednemu z Was coś się stanie, czy wyżyjecie z jednej pensji?

35

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

A z drugiej strony, mając 5 dzieci za 10 lat, będzie wesołą zgrają, a w grupie łatwiej przetrwać.

36

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?
szyszunia napisał/a:

Obecnie i trójka to już jest dużo, a piatka to bardzo dużo - czy masz warunki do wychowania takiej gromadki (metraż domu)? Małe dzieci mogą mieszkać "na kupie", ale dorosną, a w domu zacznie iskrzyć.

Mieszkanie nie jest może gigantyczne, ale ma potencjał, także, przy odpowiednim ustawieniu ścianek działowych, dalibyśmy radę tongue

szyszunia napisał/a:

Poza tym czy w przyszłości dacie radę zapewnić utrzymanie np. kilku studentom dziennym? Czy z góry zakładacie, że będa studiować zaocznie i same pracować? A co, jeśli - odpukać! - jednemu z Was coś się stanie, czy wyżyjecie z jednej pensji?

Tak jak już wczesniej pisałam, każde z dzieci ma założone swoje konto i już teraz oszczędzamy na ich przyszłośc (a mamy dwójkę tongue), także przy wiekszej gromadce pewnie zrobiłabym tak samo smile Nie zakładam, że będą studiowac zaocznie. Tak naprawdę nie zakładam w ogóle, że beda studiować. Na razie są mali i nie wiem, czego bedą chcieli w zyciu. Na pewno będe ich dopingowac, ale nie bedę zmuszać. Jeśli poczują potrzebę, ok, będę pomagać w miarę możliwości. Ja studiowałam dziennie, w weekendy stałam na promocjach i jakos te 5 lat minęło tongue Poza tym uważam, że dobrze znaleźć pracę już w trakcie studiów, bo w wieku 26 lat skończone studia bez doświadczenia zawodowego niewiele dają....

Tak naprawdę, to nie wiem, czy poradzimy sobie za 10 czy 15 lat, bo nie wiem co będzie smile Ale gdybym tak myślała, to nie miałabym nawet tej dwójki którą mam smile). Być może jestem optymistką, ale moim zdaniem, jeśli ma się kochającą rodzinę i dobre chęci, to człowiek zawsze sobie da radę smile

37 Ostatnio edytowany przez Szarlot (2013-05-06 15:05:23)

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Cassiopea, no to faktycznie warunki finansowo-lokalowe masz smile ale w Twojej sytuacji małżeńskiej (nawiązując do innego Twojego wątku), ostatnią rzeczą o jakiej bym teraz myślała to powiększanie rodziny... hmm

38

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Totez napisałam na poczatku, że absolutnie teraz o powiększaniu rodziny nie mysle, a ten wątek nie ma mi pomóc w podjęciu decyzji, czy też mnie zniechęcić, tylko jestem ciekawa waszych opinii smile

39

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Cassiopea mogłabyś zrealizować swoje "marzenie" na zasadzie rodziny zastępczej czy też pogotowia opiekuńczego: wtedy masz zapewnione finanse na każde z dzieci, a macierzyństwo staje się Twoją pracą. No i pomagasz komuś.

40

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

A wiesz, że nawet kiedyś o tym myślałam smile Ale nie wiem czy psychicznie dałabym radę... Zwłaszcza, gdybym musiała w końcu oddać dziecko, którym się zajmowałam. Jednak rodzina zastępcza ma za zadanie "przetrzymać" dziecko do momentu, kiedy nie będzie mogło wrócić do swoich rodziców lub nie zostanie adoptowane. Chyba bym się bała...

41

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Wiesz, to nie jest takie straszne, jak sobie wyobrażasz smile Znam taką rodzinę, przez ich dom przewinęło się już mnóstwo dzieci od noworodków po 16-latki (swoich mają 2) i kilka z tych dzieci zostało an znacznie dłużej niż kilka dni, tygodni czy miesięcy smile 3 wychowali aż do pełnoletności- i nadal z nimi mieszkają.
Dali tym wszystkim dzieciom coś dobrego: dużo miłości, poczucia bezpieczeństwa i z tym poszły dalej. Odwiedzają ich nadal smile

42

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Witajcie smile
Rodzina wielodzietna czyli 3 i więcej?

Jak dla mnie świetna sprawa! Sama mam trójkę i przyznam szczerze, że mam nadzieję, że na tym nie stanie. Nie od razu, ale z czasem jeszcze dwójka czemu nie smile

Ktoś tu napisał, że jak się wchodzi do domu gdzie jest dużo dzieci, czuje się ciepło. Dużo osób mnie odwiedzających mówi to samo smile

Jak zaszłam w trzecią ciążę, mój ojciec stwierdził, że to patologia co robimy z mężem sad sad Chyba nic bardziej nie boli niż usłyszeć te słowa od własnego ojca. Zastanawiałam się jak bardzo się "ucieszył" na wieść o moim poczęciu (jestem czwatra).... Szkoda słów.
Bardzo mnie boli takie generalizowanie i wróżenie: bo nie wiesz co będzie jutro.... Nie wiem i co? To powód żebym nic nie robiła? Moim rodzicom ponad 40 lat temu mówili, że po co się budować, skoro Niemce wrócą i zagarną co ich. Olali to i teraz mają duży dom z cudownym ogrodem, a nie małe szczurze mieszkanie z ciemną kuchnią w bloku z pękającymi ścianami...
Dzieci nie kosztują Bóg wie ile. Jak byłam w trzeciej ciąży martwiliśmy się o wózek, bo poprzedni oddaliśmy kuzynce nie spodziewając się, że trzeci brzdąc się tak szybko pojawi. Znalazłam na allegro świetny wózek, wręcz z moich marzeń za 150 zł, w dodatku po drodze do pracy smile Reszta rzeczy jest po starszakach (wanienka, łóżeczko, krzesełko do karmienia, leżaczek, pierwszy trójkołowy rowerek, mnóstwo grzechotek, grajków i ubranek). Gdyby Tomeczek nie chorował, to prócz pampersów chyba bym na nic nie wydawała pieniędzy, ale niestety bardzo dużo kosztowały nas jego infekcje w zimie.
Mąż nie zarabia kokosów, mamy długi, bo kupiliśmy mieszkanie, mi skończył się macierzyński i jesteśmy na jednej wypłacie, ale dajemy sobie radę. Jak wrócę do pracy będzie nieco lżej i na wakacje wyjedziemy. Choć na tydzień, nad jeziorko, ale razem! Te chwile, które razem spędzamy są właśnie takim życiem o jakim marzyłam. Kochamy się z mężem i kochamy naszą "dzieciarnię"!
Jak będzie kiedyś, czy damy radę? Może uznacie mnie za bezmyślną. Jetsem taka, to fakt, ale zawsze uchodzi mi to na sucho! smile
Czasem mam dość, a jakże! Ale i na to jest sposób, opiekunka za spędzenie wieczoru z trójką dzieci nie bierze za dużo, więc często korzystamy z wyjść do teatru, filharmonii, a ostatnio byliśmy w operze 120km od domu> Dzieci wiedzą, że rodzice czasem muszą sami wyjść, nie buntują się, idą grzecznie spać albo niegrzecznie, ale idą smile
Nie zamieniłabym tych łobuzów na nic we wszechświecie.
A mojego optymizmu i naszej radości dość często "zazdroszą" nam "przezorni" rodzice jedynaków i mówią, że ich nie stać, boją się, bo może by chcieli, ale czasy niepewne. Widać nasze są pewniejsze smile Jestem wariatką i za to kocha mnie mój mąż smile

43 Ostatnio edytowany przez Cassiopea (2013-05-06 17:01:20)

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Jadvinia, jak dobrze czytać takie optymistyczne posty smile Ja chyba tez jestem taką "wariatką", chociaż mam tylko dwoje dzieci tongue Ale jesteś wspaniałym przykładem na to, ze jak się chce to się da (chociaz masz tylko troje:P) smile

Catwoman, nie wiem, czy miałabym tyle odwagi i czy przeszłabym przez sito opieki społecznej (mąż za granica, mieszkanie w bloku) smile Ale zgadzam się , że to wspaniała sprawa i pewnie gdybym była psychicznie odporniejsza, to mogłabym spróbować smile Ale nie teraz. Teraz trzeba się uporać z problamami małżeńskimi tongue

44

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?
jadvinia napisał/a:

A mojego optymizmu i naszej radości dość często "zazdroszą" nam "przezorni" rodzice jedynaków i mówią, że ich nie stać, boją się, bo może by chcieli, ale czasy niepewne.

Ja bym nie chciała bez względu na czasy i nie zazdroszczę smile Ale fajnie, że są i takie rodziny wielkie jak Twoja. Miło się to czyta smile

45

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

ja mam siostre, jest nas dwie zawsze chcialam miec jeszcze mlodsza siostrzyczke. nie za bogato u nas bylo ale dla  nas nie sa najwazniejsze rzeczy materialne, sama chcialabym miec liczna rodzinke tak 3 dzieci ale niestety wiadomo ze to kosztuje, mysle ze dwojka bedzie dobra cyfra smile

46

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Na pewno fajnie jest wychowywać wartościowych ludzi, niż chować kolejne dzieci. I sądzę, że tu wielodzietne koleżanki powyżej właśnie na to są nastawione. To się miło czyta.

47

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Ja mam 5 dzieci i nie jest tak żle. Czterech chłopców i jedną dziewczynkę /moja księżniczka/ Chłopcy w wieku 18 lat, 8 lat, 6 lat i najmłodszy ma 3 tygodnie a moja księżniczka ma rok i 3 miesiące. Wszystkie dzieci były planowane i z perspektywy czasu dzisiaj bym tak samo postąpila

48

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?
Aga36 napisał/a:

Ja mam 5 dzieci i nie jest tak żle. Czterech chłopców i jedną dziewczynkę /moja księżniczka/ Chłopcy w wieku 18 lat, 8 lat, 6 lat i najmłodszy ma 3 tygodnie a moja księżniczka ma rok i 3 miesiące. Wszystkie dzieci były planowane i z perspektywy czasu dzisiaj bym tak samo postąpila

Zechciałabyś opowiedzieć, jak radzisz sobie z taką gromadką? smile

49

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Najstarszy syn chodzi swoimi ścieżkami, nigdy go w domu nie ma a jak już jest to tylko śpi /hotel sobie z domu zrobił/. Ja siedzę w domu z dwójką maluchów a chłopaki 8 i 6 lat chodzą do szkoły i przedszkola. Daję sobie radę sama bez problemu, wysypiam się i nie jestem zmęczona, nawet mam czas na necie posiedzieć, spotkać się ze znajomymi. Z mężem mamy lajtowe życie, nie przejmujemy się co będzie za 10 czy 15 lat jak mamy ochotę wyjechać na weekend to wsiadamy w samochód i jedziemy a jeżeli mamy ochotę spędzić romantyczny wieczór to jeszcze mamy babcię, która nam chętnie zawsze pomoże.

50

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Aga36 a finansowo? No i jak wyglądała opieka nad dziećmi gdy były całkiem niesamodzielne?

51

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?
Cassiopea napisał/a:

tartinka, pytanie do ciebie. Gdybyś mogła sobie wybrać, życie takie jakie miałaś, lub z mniejszą ilością rodzenstwa, wolałabys, żeby było was mniej? Wiem, ze to trochę abstrakcyjne, ale dużo mówi smile)

To trudne pytanie - między mną a moimi siostrami jest duża różnica wieku (one trzy są z pierwszego małżeństwa mojej mamy, ja jestem z drugiego). Między mną a najmłodszą z nich jest aż 8 lat różnicy, więc jako dzieci nie byłyśmy ze sobą blisko, praktycznie i tak pod względem "towarzyskim" byłam jak jedynak, ale niestety dzielić musiałam się wszystkim (począwszy od czasu rodziców, przez czekoladę, po kwestie materialne) także jako dzieciak często przeklinałam fakt licznego rodzeństwa. Teraz jak jesteśmy dorosłe mamy trochę inne relacje, cieszę się, że są, ale wciąż nie mamy zbyt zażyłych relacji.

52 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2013-05-07 16:00:11)

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

No cóż....

Duża rodzina to przede wszystkim duża odpowiedzialność!
Uważam, że jeśli kogos stac na posiadanie sporej gromadki dzieci, to jego prawo i szczęście!

Mam kuzynkę, która właśnie urodziła piąte dziecko!
To była ich świadoma decyzja. O ile tak można powiedzieć. Są głęboko religijni, czyli stosują, o ile w ogóle, to tylko kalendarzyk małżenski.
Mieszkają w 7 osób na dwóch małych pokoikach!
Moja kuzynka nigdy nie pracowała. Jej mąż pracuje, ale wiem, że szału nie zarabia.
Ciągle siedzą w kieszeni swoich rodziców.
Moja ciocia, czyli mama owej kuzynki pędzi przed pracą żeby zaprowadzić starsze dzieci do szkoły i przedszkola. Po pracy pędzi z powrotem, żeby pomóc przy gotowaniu, sprzątaniu i ogarnięciu tego wszystkiego.

A mój wujek? Skwitował tylko: tak to  wygląda, jak dzieci mają dzieci!!

Na takie cos, wszystko sie we mnie buntuje! Bo gdzie tu świadome rodzicielstwo??

53

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Najważniejsze jest mieć powołanie do bycia matką (a partner do bycia ojcem). To jest na pierwszym miejscu.
Bo pieniądze i przestrzeń też są superważne, jednak bez tego pierwszego nic z tego nie będzie.
Ja mam pieniądze i przestrzeń, a powołanie to do zajmowania się kotami co najwyżej, i jedno dziecko już bym przez okno wyrzuciła , a co dopiero piątkę.

54

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?
NinaLafairy napisał/a:

Najważniejsze jest mieć powołanie do bycia matką (a partner do bycia ojcem). To jest na pierwszym miejscu.
Bo pieniądze i przestrzeń też są superważne, jednak bez tego pierwszego nic z tego nie będzie.
Ja mam pieniądze i przestrzeń, a powołanie to do zajmowania się kotami co najwyżej, i jedno dziecko już bym przez okno wyrzuciła , a co dopiero piątkę.

To na pewno. Oboje muszą tego chcieć, nie tylko kobieta, której to zwykle bardziej zależy na macierzyństwie niż facetowi na ojcostwie i która nierzadko "stawia na swoim" nawet w tak ważnej kwestii.

55

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?
NinaLafairy napisał/a:

Najważniejsze jest mieć powołanie do bycia matką (a partner do bycia ojcem). To jest na pierwszym miejscu.
Bo pieniądze i przestrzeń też są superważne, jednak bez tego pierwszego nic z tego nie będzie.
Ja mam pieniądze i przestrzeń, a powołanie to do zajmowania się kotami co najwyżej, i jedno dziecko już bym przez okno wyrzuciła , a co dopiero piątkę.

Absolutnie się z wami zgadzam smile Najważniejsze to chcieć i mieć powołanie do tego smile

MoniaCo, masz bardzo mądrego wujka:D. U mnie też jest tak, że kiedy ja pracuję dziećmi opiekuje się moja mama, więc decyzja o ewentualnym powiększeniu rodziny musiałaby być ustalona również z nią smile

Aga36, zazdroszczę smile Ale jedno mnie nurtuje smile Nie obawiałaś się powrotu do pieluch?? Bo jednak między starszymi a najmłodszymi dziećmi masz sporą różnicę wieku smile

56

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Ja powiem jak to jest u mnie. Ja nie mam dzieci ale uważam że każde dziecko to właśnie tak jak mówisz mały płomyczek. U mnie w rodzinie też kobiety chciały mieć wiecej dzieci ale los chciał inaczej. Mam na myśli kuzynkę i siostrę. Pozdrawiam.

57

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Witam was NetKobietki ponownie smile Chciałam się wam pochwalić, że niedługo będę miała okazję się przekonać, jak to jest z gromadką dzieci tongue Może nie z piatką, ale z trójką tongue Zaliczyliśmy z mężem klasyczną wpadkę (prawie cud przy antykoncepcji i pco:P) Mój ginekolog nie mógł wyjść z podziwu, a mąż trawił wiadomość przez 2 tygodnie.... Teraz już wszyscy się oswoili, a ja powoli zaczynam sobie przeorganizowywać życie pod dzidziusia smile Trzymajcie kciuki smile)

58

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?
Cassiopea napisał/a:
lena812 napisał/a:

Cassiopea oczywiście fajnie mieć duzą rodzinę,ale niestety to wszystko jest czyimś kosztem
a napewno się zgodzisz z tym że o tyle o ile 2 dzieci bedzie Cie stać na wysłanie np.na wakacje gdzieś (obóz,kolonia) to 5 dzieci już raczej tego nie zapewnisz

Niekoniecznie; tak jak napisałam wczesniej, wydaje mi się to kwestią zaradności rodziców i umiejętności planowania. Napewno zgodze się, że zapewnienie takich wakacji 5 dzieci wymaga od rodziców o wiele więcej wysiłku i "gimnastykowania się", ale nie uważam, żeby było niemozliwe.

To zależy od zamożności rodziców. Kolonie dla jednego dziecka kosztują około 1500 zł, więc dla piątki będzie to 7500 zł. To dla większości rodziców w Polsce wydatek zbyt wielki. Sądzę, że większość dzieci z dużych rodzin po prostu nie jeździ co roku na kolonie.

Cassiopea napisał/a:

No i pieniądze (ech:P), czy obóz w wakacje i markowe ciuchy są najwazniejsze i warto z ich powodu rezygnować z kolejnego dziecka? Nie mówię o sytuacji, kiedy kolejne dziecko spowoduje zapaść finansową, ale kiedy będzie trzeba zrezygnoważ z wczasów w Tunezji na rzecz polskiego Bałtyku albo kempingu "u babci".

To też zależy od priorytetów. Osobiście kocham podróżować, i wakacje "u babci" czy nad Bałtykiem nie zrekompensowały by mi tych wyjazdów. Gdybyśmy mieli 5 dzieci na pewno musielibyśmy z mężem z tej pasji zrezygnować, bo nawet na camping za granicą ciężko było by się wybrać.  Druga sprawa to narty, które kochamy i my, i nasze dzieci. Oczywiście, to nie jest najważniejsze i bez tego moglibyśmy żyć, ale bardzo by mi było szkoda tych przyjemności. Czy warto dla posiadania 5 dzieci z nich rezygnować? Dla mnie osobiście nie, bo nigdy nie pragnęłam mieć tak dużej rodziny. Dla mnie optymalną ilością dzieci jest 3, i przy takiej liczbie bym poprzestała smile.

59

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?
Cassiopea napisał/a:

Witam was NetKobietki ponownie smile Chciałam się wam pochwalić, że niedługo będę miała okazję się przekonać, jak to jest z gromadką dzieci tongue Może nie z piatką, ale z trójką tongue Zaliczyliśmy z mężem klasyczną wpadkę (prawie cud przy antykoncepcji i pco:P) Mój ginekolog nie mógł wyjść z podziwu, a mąż trawił wiadomość przez 2 tygodnie.... Teraz już wszyscy się oswoili, a ja powoli zaczynam sobie przeorganizowywać życie pod dzidziusia smile Trzymajcie kciuki smile)

Gratuluję smile. Też nie tak dawno myślałam, że zaliczyłam małżeńską "wpadkę" smile. Już się nawet oswoiłam z myślą o powrocie do pieluch, przeorganizowałam nasze życie, w myślach przemeblowałam dom i..... dostałam mocno spóźniony okres. Trochę żałuję sad. Nawet się zastanawiam, czy faktycznie nie byłam w ciąży i po prostu nie poroniłam sad. Wole tego nie drążyć.

60

Odp: Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Wg mnie im więcej dzieci to wiecej stresow ,nerwow, irytacji niz radosci i tych super słitasnych dni beztresowych, bekonfliktowych.Znam osobiscie dosyc blisko kilka rodzin "wielodzietnych" ,niektorzy z wyboru a niektorzy "bo tak wyszlo"-zszargane nerwy ,brak cierpliwosci ,wiecznie zmeczenie praca,dom, kazde po kolei z dzieci domaga sie uwagi na maxa (mając kilkoro dzieci kazdemu poswiecic maksimum  siebie to jest wyczerpujące)
Tak wiec ja osobiscie jestem negatywnie nastawiona do kobiet,ktore mają spora gromadke bo widze i slysze ich narzekanie, marudzenie, lamentowanie.Wiecej skarg,  niz pochwal -czemu sie wcale nie dziwie,bo u nas w domu 1 potrafi  sporadycznie  za 10 dac popalic jak wstanie lewą nogą , nie regularnie ,ale bywa

Posty [ 61 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » WYCHOWANIE, ZDROWIE I EDUKACJA DZIECKA » Dużo dzieci=dużo problemów czy=dużo radości?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026