Zaczęłam wątek poświęcony walce o ukochaną osobę bądź zapomnieniu o niej, napiszcie o waszych historiach związków na odległość, czy walczyć czy zapomnieć, czy warto i jak wam się to udało.
Podobne tematy
Chociaż jestem osobą, którą spotkało takie doświadczenie, trudno przesądzać, czy zapomnieć, albo czy walczyć o ukochaną osobę.
Nie ma na to reguły. Każdy związek jest inny. Mi niestety nie wyszło. Chciałabym przestrzec wszystkie osoby prowadzące od początku związek na odległość:
U mnie wyglądało to tak:
2 lata i co weekendowe wyjazdy 600 km, raz ja, raz mój facet. Wszystko było idealnie. Tylko, gdy zamieszkaliśmy razem okazało się, że to skrajnie nieodpowiedzialna osoba, niemająca pojęcia na czym polega życie. Nie interesowała go stała praca, rachunki, obowiązki domowe. Była to osoba dobra to tzw. "chodzenia", fajnie było przyjechać na weekend lub na wakacje, potem urlop i wyjść gdzieś razem, spotkania były zawsze z atrakcjami typu kino, wycieczki czy niespodzianki. Wniosek: należy spędzać ze sobą jak najwiecej czasu i wziąć pod uwagę, że ze względu na tęsknotę trwającą czasem po kilka tygodni czy miesięcy w chwli spotkania ze względu na euforię możemy być zaślepieni i nie jesteśmy w stanie zauważyć wad albo i nie chcemy. Bo skoro widzimy się tylko na weekend to po co tracić ten czas na kłótnie?
A słowa otuchy dla zakochanych na odległość- gdy zdarzały mi się słowa krytyki, jak ja tam mogę, jeździć te 600 km, 11 godzin w pociągu, mówiłam:
"To znaczy, że jak ktoś mieszka daleko, to musimy go przekreślać? Z tego wynika, że skoro mieszkam na osiedlu A to tam też muszę mieć faceta, jak wyprowadzę się do innego miasta tam będę miała innego. Jednym słowem zakochanie zależy dla niektórych od ilości km i litrów spalanych w baku samochodu. To gdzie miejsce na jedyną, prawdziwą miłość? Czasem ten jedyny nie mieszka tuż za rogiem.."
Trzymam kciuki za wszystkie zwiazki na odległość i podziwiam wytrwałych, ja bym chyba już tak nie potrafiła.
Ja mam taka sytuacje. Partner zerwał ze mną kilka dni temu. Nie umiem sobie z tym poradzić,bo mimo spotkań co weekend(mieszkamy od siebie 280km.),zaufałam mu.Byl zakochany,to było widać. Chciał sie nawet do mojego miasta przeprowadzić. Jednak szybko emocje ostudziła zazdrość z mojej strony,potem związane z tym podejrzenia i kłótnie,potem coraz mniej kontaktu,az w koncu koniec. Mimo to,ja się nie poddam. Ja go pokochałam mimo wszystko. I wierzę i myślę,że wszystko będzie jak dawniej. Choć zadaje sobie przy tym pytanie,czy on jest warty takiego zachodu z mojej strony... Jeśli chcesz pogadać to 17203410
Moją historię można przeczytać w moich postach, pewnie część już ją zna
Widuję się z nim rzadko, kiedy wracam od niego do domu nic nie jest w stanie poprawić mi humoru, chodzę smutna, obojętna na wszystko i wszystkich. Moi przyjaciele mówią mi po co się męczę, powinnam odpuścić, dać sobie spokój. Rodzina uważa że zwariowałam i znajomi podobnie poza moją naj.przyjaciółką która mnie wspiera.
2 lata temu słuchałam ich i starałam się zapomnieć o Kubie. Ale nie udawało mi się bo wszystko mi go przypominało i raniłam samą siebie tymi próbami. Dlatego teraz nie obchodzi mnie co inni mówią. Nie są w takiej sytuacji, nie czują tego co ja czuje. I chociaż jak w każdym (no w moim przypadku "związek" to za dużo powiedziane) związku rozstania bolą, cierpi się bardzo, czasem wszystko traci sens i jedna własnie ta ukochana osoba tylko potrafi przywrócić uśmiech to warto walczyć. Bo jeśli się kocha, powinno się przezwyciężać każdą przeszkodę a nie rezygnować. Lepiej cierpieć z miłości do kogoś nawet nieodwzajemnionej niż z braku miłości - ja wychodzę z takiego założenia.Nawet jeśli nie jest się z kimś w związku to samo przebywanie,chociaż chwila spędzona z tą osobą czyni człowieka najszczęśliwszym na świecie i dla tych chwil warto walczyć.
Ja walczę przez rok i 4 mies....jest różnie.Dzieli nas 330 km.Spotykamy się 2 razy w miesiącu.Jesteśmy dojrzali,po przejściach.Gdy go poznałam byłam mężatką.Nadal jestem,ale od tygodnia mieszkam sama,wyprowadziłam się z domu.Podjęłam taką decyzję,by mieć czyste z nim relacje,gdyż on jest rozwodnikiem.Ja też się rozwiodę...ale najpierw muszę oswoić się z sytuacją.Kochany jest tajemniczym mężczyzną..Zdarza mu się dzień przed przyjazdem,zmienić plany(choroba jego rodziców,jego praca,fanaberie jego dorosłych dzieci).Dochodzą do mnie myśli,że może prowadzi podwójne życie..hm...trudno to stwierdzić,albo nie chce się uzależnić.Twierdzi że b.mnie kocha,z nikim tak długo się nie spotykał,jestem inna,wyjątkowa.Nie wiem czy ta inność,to naiwność.Gdy próbowałam z nim zerwać,próbował różnych metod,bym jednak nie zrobiła tego.To facet inteligentny,b.dobrze usytuowany.Twierdzi,że tamte kobiety chciały tylko pieniądze i żadnej nie kochał,tylko mnie.Gdybać każdy może...a co z czynami.Miał przyjechać we wtorek,ale zachorował..Dzwonił,kaszlał do słuchawki...Leży w szpitalu.Mam obawy,że boi się dotychczasowej sytuacji.Przeprowadziłam się,odeszłam od męża,wie że on jest powodem mojej sytuacji.Wie ,że mąż nie daje za wygraną,próbuje bym wrócił.Wie że mąż kiedyś mnie skrzywdził,nie kocham go.Co o tym myślicie?Pisze do mnie dwa,trzy sms dziennie,raz ja,raz on.Gdy nie odzywam się pół dnia jest zrozpaczony.Twierdzi,że pojawiło się mocne uczucie.Chcę być z nim,mieszkać...Marzę o tym,ale trochę obawiam się go.No i b.go ocham,nie potrafię uwaolnić się od niego.Napisał,że jutro będzie dzwonił w południe.Ja w środę z córką wyjeżdżam na tydzień i obawiam się że mi powie,że jeszcze źle się czuje.Nie widzieliśmy się już 2 tyg.Jak jutro z nim rozmawiać.Jak do pon.nie będzie mógł przyjechać,nie mogę rozpaczać przy nim,ale nie mogę być obojętna.Boję się,że on się boi.Nie chcę presji na nim wywierać...
oj ja czasami nie pojmuję po co ludzie komplikują sobie na siłe życie..
jestem zdania że takie związki na odległość możliwe są ale do czasu..
widywanie się co jakiś czas , atrakcje , uniesienia , cała aranzacja tych wolnych dni których jets tak mało to jeden wielki sztuczny manekin..
nijak to się ma do rzeczywistosci , do codzienności która nie zawsze jest kolorowa idealna.. życie jest jakie jest , CARYCA 100 piszesz o tym ze jesteście po przejsciach , on wiedział ze jesteś meżatką piszesz ze masz córkę , pewnie mówiłaś swojemu lubemu z daleka że planujesz odejść od męża a luby co?? podkulił ogon i symuluje??? dorosły facet , chyba powinien się okreslić??? zwłaszcza że piszesz ze on równiez jest po przejściach
Płakał z radości....To nie jest takie proste..Mam córkę 15 letnią..Ona zawsze była u moich rodziców,w większości.Ale dziennie do nas przychodziła.Tak się nauczyła.Moja mama zabierała ją jak pracowałam w szpitalu na nocki i tak już zostało.Ale przeżywa to co się stało,gdyż wyprowadziłam się.Dziennie jeżdże do moich,albo ona zaczęła do mnie.Kontakt jest nadal.Ona wie tylko to,że nie chcę być już z jej ojcem,ale nie wie że kocham kogoś innego.Kochany to przeżywa,martwi się co z nią itp.Próbował nakłonić mnie delikatnie bym w końcu to zrobiła.Nie wyprowadza się tak od męża nagle do kochanka.Potrzeba czasu.Teraz zaczynamy poznawać siebie w różnych sytuacjach.Nie chowa głowy w piasek,tylko obawiam się że może się tak stać.Ale kontakt tel.jest nadal.Ciągle pisze że mnie kocha.Czy chciałby mieć kogoś na sumieniu.Jak wiedział co robię,mam zamiar zrobić i chciałby uniknąć konsekwencji,to zwiałby!
nie bardzo rozumiem
piszesz że płakał z radości .. a dlaczego???
nie rozumiem równiez w czym przeszkadzałaby ci córka układajac sobie zycie???
piszesz ze macie kontakt telefoniczny.. czy ciebie to satysfakcjonuje??????? to nie to samo co życie we dwoje..
piszesz ze poznajecie się w róznych sytuacjach .. a jak to robicie gdy się nie widujecie????
milczy dwa tygodnie jak piszesz .. dziwne , bardzo dziwne..
ja chyba jestem z tych osób które lubią miec jasną sytuację i wiedzieć na czym stoję.. a tutaj próżnia jest...
Nie widzieliśmy się dwa tygodnie.Kontakt mamy dziennie.
ja i mój ukochany w sumie nie mamy do siebie daleko, ale widujemy się raz na tydzien lub raz na 2 tygodnie, a jesteśmy razem ponad 2 lata, myślę, że jeśli wszystko ułoży się po naszej myśli, to za około 3 lata zamieszkamy razem, choć ciężko wyrokować, może szybciej, a może jeszcze więcej będzemy musieli poczekać. Nam się układa, lecz każdy związek jest indywidualny. Związki ogólnie na odległość, gdy druga osobę rzadko widujesz są trudne, lecz możliwe, znam taką parę, która tak już 5 lat, teraz mieszkają razem i już są z 6 lat , planują ślub ,m super para.
Ja bym walczyła nawet jak by się lała krew. Nie ma siły która moją nitkę miłości przerwie.