Witajcie Forumowicze,
Mam na imię Adam i mam 41 lat. Postanowiłem po raz pierwszy napisać na ogólnodostępnym forum swoją historię miłosną. Wiem, pełno ich tu i nie tylko tu ale zaważyła potrzeba wygadania się, poznania opinii innych Osób, być może znalezienia odpowiedzi na nurtujące mnie pytania a może choćby nakierowania na właściwą drogę. Nigdy tego nie potrzebowałem ale jak się okazuje życie jest przewrotne i nawet facet w tym wieku może pogubić się do reszty. Dlatego prosiłbym o przeczytanie tekstu do końca i o celne wskazówki, które być może pozwolą rozładować emocje, które we mnie obecnie buzują i nie dają w pewnym sensie żyć
.
Do tej pory miałem 3 długoletnie Związki. Odpowiednio 6 lat, 9 lat oraz 3 lata. Doskonale wiedziałem i nadal wiem czego chcę od życia i od siebie. Zbudować Rodzinę i przebrnąć z Nią przez każdą przeszkodę, jaka by się pojawiła. Krótkie znajomości mnie kompletnie nie interesowały. Wszystkie moje związki poza pierwszym kończyły się w koleżeńskich relacjach. Dla mnie to zawsze było bardzo ważne. Skoro Ludzie kochali się, wytworzyli między sobą silną wieź, spędzili ze sobą kawał czasu, poznali swoje najskrytsze tajemnice, to z dnia na dzień nie można być kimś innym. Dzięki temu oswajanie się z myślami, ze nie można już razem iść przez życie było łatwiejsze. Zrywanie kontaktu, usuwanie z portali społecznościowych, itd. w ogóle nie wchodziło w grę. Może mam staromodne podejście do tego typu sytuacji ale nie potrafiłbym tak. Podobnie nie zgadzam się z obecnym stanem rzeczy, ze jak coś się wali, to trzeba od razu zmieniać na kolejny model. Jak towar na półce co ostatnio niestety jest bardzo promowane tu i tam. Dodam, że nigdy nie wchodziłem w kolejną relację zaraz po zakończeniu poprzedniej. To nie dla mnie. Z wielu powodów. Jedynym z nich i najważniejszym był etap uczenia się na tym co się wydarzyło a następnie powolnego odrabiania lekcji. A to zajmuje nieco czasu. Innym powodem była chęć wyciszenia się po zakończonej relacji i uspokojenia „złych” myśli i emocji.
Dobra, do rzeczy. Rok 2023 miał być inny. To był rok, gdzie byłem gotowy na kolejny związek. Odpaliłem Tindera i pufff, stało się - w drugiej połowie stycznia 2023 poznałem Ewę. Z Ewą – notabene – dwa lata młodsza ode mnie od razu złapaliśmy kontakt. Bez zbędnych ceregieli wymieniliśmy się telefonami, zaczęliśmy prowadzić niekończące się rozmowy, później szybki chat online i na koniec spotkanie przy herbacie, które miało być tylko formalnością, bo już wiedzieliśmy, że to jest to. Początek idealny. Oboje wiedzieliśmy czego chcemy. Wspólne zainteresowania, spędzanie czasu i wiele, wiele innych. Ewa przedstawiła mnie bardzo szybko swojemu Synowi (nastolatek) oraz swojej Rodzinie. Z psem tez się udało. Polubiliśmy się wszyscy. Ja swojej już Rodziny nie mam. Ok, lecąc dalej. Ewa miała w swoim życiu dwa związki. Pierwszy ponad dwudziestoletni i drugi 6 miesięczny. Z pierwszego szybko przeszła na drugi a z drugiego na trzeci – czyli na mnie. Pierwszy odbił się ostro na Jej psychice. Wiedziałem, że ma depresję, stany lękowe i chodzi na sesję psychologiczne a także bierze leki, aby nieco sobie ulżyć w życiu. I to wiedziałem od początku. Ok, postanowiłem doszkolić się w tej tematyce, aby móc w niektórych momentach zrozumieć Ewę a także w jakiś sposób Jej pomóc. Aby wiedzieć, jak się zachować gdyby coś się wydarzyło nieoczekiwanego. I fakt, takie sytuacje miały miejsce. Nie było ich dużo ale były. Niekontrolowane napady płaczu na wyjściach, histeria przy kłótni o małą błahostkę. Gorzej było tylko, jak zaczęliśmy rozmawiać na poważne tematy. Wtedy histeria przybierała na sile. Do tego dochodziła izolacja (milczenie) przy moich znajomych, chęć zrobienia jakiejś absurdalnej rzeczy w danym momencie. Takie sytuacje od razu starałem się wyjaśnić, zrozumieć. Jak widać, chyba nie do końca mi się udało…stąd ten post. Idąc dalej, Ewa była bardzo opiekuńcza, dawała z siebie ile tylko mogła dać. Odczuwałem to na każdym kroku. Ja starałem się odwzajemnić tym samym. Ewa spowodowała to, że otworzyłem się przed Nią do takiego stopnia, jakiego dawno nie pamiętałem. Była uparta. Była typem Kobiety, jak ma coś być zrobione, to teraz i basta. Nie jutro, pojutrze, tylko dzisiaj. Piękna cecha. Akceptowaliśmy siebie wydawałoby się w 100% procentach. Więź pomiędzy Nami rozrosła się do tego stopnia, że zaczęliśmy rozmawiać o Naszym Dziecku, o kupnie mieszkania i ogólnie o przyszłości. Wszystko fantastyczne ale…właśnie…jestem typem Człowieka, który potrzebuje nieco czasu na pewne decyzje. Nie lubię podejścia „hop-siup”. W 8 miesięcy Ewa chciała mi dać ile nie byłem w stanie przyjąć. Dała mi swoją Rodzinę. Dała mi swoje serce. Dała mi siebie. A ja to skutecznie odrzucałem. Choć głośno o tym mówiłem, że dla mnie to za szybko i żebyśmy nieco zwolnili, aby się jeszcze bardziej poznać. Aby nie było niedomówień. Reasumując – inaczej postrzegaliśmy słowo „czas”. Dodam, bo to ważne. Relacja rozwijała się w ekspresowym tempie. Ilość wspólnych wyjazdów jedno, czy wielodniowych była spora. I lubiliśmy to. Również sporo że sobą mieszkaliśmy. Nic nie zapowiadało zadymy. Nic.
W czasie tych 8 miesięcy zaczęły pojawiać się u mnie pierwsze wątpliwości, czy warto dalej w to brnąć. Choćby przez to, że Ewa pędziła ze wszystkim a ja raczej byłem wolno idący. Okazało się także, że za moimi plecami (lipiec) bierze dodatkowe leki na uspokojenie – niby przeze mnie a także prowadzi rozmowy z psychologiem zamiast ze mną. Były momenty, że miałem zostać u Ewy na cztery dni a zostawałem na dwa. Pojawił się problem z dotrzymywaniem niektórych obietnic z mojej strony (powód - według mnie były ważniejsze sprawy do omówienia w danej chwili). Na początku września rozstaliśmy się (ja byłem inicjatorem) ale na krótko. Trzy dni. Przegadaliśmy sprawę i wróciliśmy do siebie. Sądzę, że przez tą niepewność z mojej strony Ewa straciła do mnie zaufanie. Starała się również dawać mi ten czas, którego potrzebowałem ale z drugiej strony chciała go coraz więcej.
Gruchnęło 30 września 2023. Koszmarny dzień. Rozmawialiśmy o tym wcześniej, że trzeba porządnie przegadać temat i podjąć ostateczną decyzję. I to miał być ten dzień. Niestety poprzedniego dnia wyszedłem spotkać się z Przyjaciółmi, aby jeszcze ich się poradzić w tej kwestii. Pojawił się alkohol i on zawarzył na wszystkim. W sobotę, czyli 30 września zadzwoniłem do Ewy niestety jeszcze nie doprowadzając się do stanu używalności. Przegadaliśmy godzinę i zerwaliśmy. Nie do końca pamiętam całą rozmowę…czy to ze względu na alkohol, który jeszcze był w organizmie, czy emocje, które pojawiły się podczas rozmowy. No nic, mleko się wylało. I bum, zerwała całkowicie kontakt. Odesłała wszystkie rzeczy. Usunęła mnie zewsząd. Całkowita blokada.
Ta sytuacja paradoksalnie zmieniła całkowicie mój tok rozumowania. Wydaje się, że nie powinna ale jednak. Być może była potrzebna, abym zrozumiał co dla Niej było naprawdę ważne a co nie i czy jestem w stanie Jej to dać. Niestety za późno. Przeprosiny, kwiaty, listy nic nie dały. Kontakt zerwany na amen. Dobiła mnie informacja po miesiącu, że już kogoś ma i sms od Niej, że zakochała się w Projekcji Człowieka a nie we mnie.
Do dzisiaj nie mogę się po tym wszystkim pozbierać. Po raz pierwszy w życiu nie potrafię ujarzmić swoich myśli i emocji. A minęły już dwa miesiące. Był psycholog, psychoterapeuta i dupa blada. Były rozmowy z Przyjaciółmi. Też nic. Te całkowite odcięcie się ode mnie Ewy, informacja o nowym facecie i brak możliwości zamknięcia normalnie sprawy rozwaliły mnie doszczętnie. Czuje się, tak jak bym dla Niej nie istniał przez te 8 miesięcy. Jakiś kosmos. Walnęło to mną, jak w Hiroszimie.
Czy uważacie, że przesadzam i sam sobie na to zasłużyłem? W pewnym stopniu tak. Bo to ja miałem wątpliwości i jeszcze ten nieszczęsny alkohol w dniu rozstania. Ale czasami Człowiek popełnia błędy i je zauważa. I chce naprawić coś co zepsuł. Zdjąłem koronę z głowy i chciałem to odkręcić, bo najnaturalniej w Świecie podjąłem pochopną i głupią decyzję. Nikt nie jest nieomylny.