Cześć. Piszę bo muszę się wygadać. Wstyd mi opowiadać o tym moim przyjaciołom.
Historia banalna, jakich wiele- kolega z pracy.
Jestem mężatką od 12 lat, poznałam męża jak miałam 17 lat, po 6 wzięliśmy ślub, później pojawiło się dziecko.
Od 2 lat pracuje w firmie, gdzie pracuje też bardzo sympatyczny chłopak. Zawsze mieliśmy dobry kontakt, pomagaliśmy sobie wzajemnie ale wszystko odbywało się na stopie koleżeńskiej. Pół roku temu coś się zmieniło... pojawiły się spojrzenia, uśmiechy, była między nami niesamowita chemia. Poczułam się jak nastolatka. Zauważyłam, że kolega często do mnie przychodzi, kilka razy dzwonił i ja głupia wpadłam jak śliwka w kompot :-(. W domu im bardziej próbowałam o nim zapomnieć, tym więcej o nim myślałam. Doszło do tego, że zaczęłam go unikać i odwracać się gdy jesteśmy obok siebie, bo nie mogłam i nie chciałam na niego patrzeć. Był moment, że myślałam, że mi przeszło. Teraz znowu wróciło. W pracy nadal staram się go unikać ( jestem tam 2x w tygodniu) ale wszystko wybucha w domu, w mojej głowie. Próbuję koncentrować się na mężu, dziecku, ale średnio mi to wychodzi. Nie pomaga na pewno to, że mąż to mój pierwszy poważny partner, mamy od dużego czasu problemy łóżkowe i zastanawiam się czy po prostu za wcześnie wyszłam za mąż? Że może to nie to? Z nim nigdy nie miałam takiej chemii i może dlatego nie układa nam się w seksie? Nie wiem co mam robić. Nie chcę myśleć o tym koledze. Chcę być szczęśliwa z mężem :-( pomocy !
Czy dobrze rozumiem że z kolega z pracy na razie jest tylko poziom fantazjowania i okazjonalnego kontaktu przez telefon? Do niczego więcej nie doszło?
Odpowiedz sobie na pytanie jak chciałabyś aby zareagował Twój mąż gdyby był w takiej sytuacji jak Ty teraz....
Poza tym jeśli macie problemy łóżkowe z mężem to może warto skupić się na tym jak ich się pozbyć? Masz w ogóle jakąś pewność, ze z tym nowym panem takich problemów nie będzie? Nie masz żadnej. Pan póki co uśmiecha się tylko do Ciebie. Myślisz, że będzie chciał brać na swoje barki związek z kobietą, która ma dziecko? Uśmiechy i motylki w brzuchu to jedno, a podjęcie dojrzałej decyzji o pakowaniu się w taki związek to drugie. Motylki miną i przyjdzie życie codzienne. Pytanie czy warto niszczyć rodzinę dla tych chwil. Uważam, że powinnaś się skupić na mężu i rodzinie, podjąć jakieś działania razem z mężem, aby było "jak kiedyś." zamiast skupiać się na fantazjach o człowieku, którego tak na prawdę nie znasz.
4 2021-03-03 10:53:59 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-03-03 10:55:18)
A jakie problemy łóżkowe z mężem macie? I dlaczego ich nie rozwiązujecie?
Odpowiedz sobie na pytanie jak chciałabyś aby zareagował Twój mąż gdyby był w takiej sytuacji jak Ty teraz....
A co ma dać w sytuacji Autorki, odpowiedź na to pytanie? Rozumiem, że chodzi o zamiecenie pod dywan jej potrzeb, bo ważniejsze jest samopoczucie męża.
123qwerty123 napisał/a:Odpowiedz sobie na pytanie jak chciałabyś aby zareagował Twój mąż gdyby był w takiej sytuacji jak Ty teraz....
A co ma dać w sytuacji Autorki, odpowiedź na to pytanie? Rozumiem, że chodzi o zamiecenie pod dywan jej potrzeb, bo ważniejsze jest samopoczucie męża.
No, niezupełnie. Znasz takie powiedzenie: Nie rób drugiemu, co tobie niemiłe? O to chodzi. Czy gdyby mąż autorki stał przed takim dylematem: żona czy nowopoznana koleżanka z pracy, jak myślisz, jakiej decyzji męża by oczekiwała. Warto chyba popracować nad problemami w małżeństwie, niż skupiać się na fantazjowaniu o obcym czlowieku. A problemy łóżkowe też może rozwiązać.
Szczerze to samo nie przejdzie. Albo dasz temu upust i pójdziesz z kolegą do łózka (tylko z tego mogą być problemy), albo np. zmienisz pracę.
Ta jak ja nazwalas chemia mija w prozie zycia. Dla niej nie warto rozbijac rodziny. Nie kontaktuj sie z tym kolega przez tel. W pracy skup sie na pracy albo ja zmien.
Zadbaj tez o relacje w malzenstwie. Moze jakas randka? Albo jakies wspolne gry i zabawy we trojke z dzieckiem?
Jaki jest problem w lozku? Wiele par jakies maja. Tylko 10% tak sie dobiera, ze wszystko tylko super gra.
9 2021-03-03 12:27:02 Ostatnio edytowany przez prego (2021-03-03 12:27:48)
Warto chyba popracować nad problemami w małżeństwie, niż skupiać się na fantazjowaniu o obcym czlowieku. A problemy łóżkowe też może rozwiązać.
Jak pracować na problemami w małżeństwie, gdy nie można powiedzieć o tych problemach? Myślisz, że np. lekarz postawi dobrą diagnozę i zastosuje dobre leczenie, gdy nie powiesz mu co ci dolega?
10 2021-03-03 13:04:27 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2021-03-03 13:04:55)
Bożesz, kolejna, która już kombinuje, jak swoje nudne życie mógłby jej ktoś ubarwić, bo przecież ona taka bidulka.
Moglaś tutaj wyskrobać posta do obcych ludzi, a pogadać z męża o Waszych łóżkowych problemach, Twoich wątpliwościach co do zbyt rychłego zamążpójścia i o fascynacji kolegą, to już porozmawiać nie potrafisz?
Ręce opadają :-/
Alea napisał/a:Warto chyba popracować nad problemami w małżeństwie, niż skupiać się na fantazjowaniu o obcym czlowieku. A problemy łóżkowe też może rozwiązać.
Jak pracować na problemami w małżeństwie, gdy nie można powiedzieć o tych problemach? Myślisz, że np. lekarz postawi dobrą diagnozę i zastosuje dobre leczenie, gdy nie powiesz mu co ci dolega?
A co stoi na przeszkodzie, żeby porozmawiali? Dlaczego nie mogą mówić o problemach?
Z kolegą do niczego nie doszło. Nie powiedziałam mu nigdy wprost co się z mojej strony dzieje. On też nie jest wolny. Nie chcę zdradzać męża.
Z mężem problemy są takie, że oboje dużo pracujemy, wracamy zmęczeni i nic nam w łóżku nie wychodzi. Czasem pozaczepiamy się w dzień i umawiamy na wieczór, gdy dziecko zaśnie, ale zawsze coś wypada i tak jesteśmy miesiąc bez seksu. Mi najbardziej brakuje spontaniczności. Mówiłam mu o tym wielokrotnie... Ja jestem bardzo nieśmiała, wychowana w duchu "seks to zło" i też nie umiem do końca przekazywać swoich potrzeb. Ale mój mąż chyba też nie, bo on ze mną na ten temat w ogóle nie rozmawia. Wszystkie niepowodzenia zrzuca na mnie mówiąc, że ciągle mnie boli głowa, albo że już spałam a przez ostatnie dni to ja na niego czekam w łóżku aż w końcu zasypiam... Pojawiły się u mnie myśli że chyba nigdy mnie już nic szalonego w tym względzie nie spotka.
13 2021-03-03 22:58:08 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2021-03-03 22:58:32)
Czyli z mężem macie kryzys, z którym radzisz sobie w ten sposób, że znalazłaś sobie poza związkiem obiekt westchnień i odpływasz w myślach?
Jak myślisz dokąd to Ciebie doprowadzi?
Nie pomaga na pewno to, że mąż to mój pierwszy poważny partner, mamy od dużego czasu problemy łóżkowe i zastanawiam się czy po prostu za wcześnie wyszłam za mąż? Że może to nie to? Z nim nigdy nie miałam takiej chemii i może dlatego nie układa nam się w seksie?
Tu już zaczyna się racjonalizowanie i szukanie dla siebie usprawiedliwienia, bo przypuszczam, że wbrew zapewnieniom w głowie już masz romans, ewentualnie jakieś resztki rozsądku powstrzymują Cię przed zrobieniem kolejnego kroku.
Pytasz jak masz zapomnieć, a odpowiedź jest bardzo prosta: skupić się na małżeństwie i rozwiązaniu problemu, który masz w domu. To naprawdę da się zrobić, ale najpierw musisz zdobyć się na odwagę i zacząć z mężem rozmawiać, potem szukać jakiegoś wyjścia z sytuacji, choćby to miała być terapia dla par.
Jesli kiepsko wam sie rozmawia to moze sprobuj jakas kolacje, troche winka, rozluznij atmosfere skoro oboje nie potraficie z mezem rozmawiac....
Wyobraz sobie krok dalej : odplyniesz z kolega, dowie sie mąż, rodzine rozwalisz, rozejdzie sie wasz romans po pracy... chcesz tego??
16 2021-03-03 23:57:17 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-03-04 00:00:04)
To może na początek powinnaś zjechać parę stron niżej na forum i poczytać dział o seksualności.
Chociaż pierwsze słyszę by ktoś zahamowany i uważający że seks to zło nakręcal się na romans w pracy..
O nie okłamuj siebie. Bo wymijająco odpowiedziałaś na temat waszych kłopotów.
Bo wymijająco odpowiedziałaś na temat waszych kłopotów.
Jeśli dobrze zrozumiałam, to z wypowiedzi Autorki wynika wręcz, że tam problemem nie jest, że im coś nie wychodzi, ale że tego seksu zwyczajnie nie ma.
Mamozuzi, w takiej sytuacji zrobić można naprawdę wiele, ale też zamiast biernie czekać, najpierw trzeba samemu (tutaj: samej) wyjść z inicjatywą, postarać się, w efekcie sprawić, żeby w sypialni coś zaczęło się dziać.
Czyli mamy n-tą historię, gdzie problemy między dwojgiem ludzi rozwiązuje się szukając zrozumienia i rozwiązania u boku kogoś obcego....
Czyli mamy n-tą historię, gdzie problemy między dwojgiem ludzi rozwiązuje się szukając zrozumienia i rozwiązania u boku kogoś obcego....
Bo wiesz, łatwiej jest zacząć coś od nowa, niż podjąć wysiłek naprawy czegoś, co już istnieje.
Jeśli masz honor i odrobinę ludzkiej godności to powinnaś postawić kawę na ławę i powiedzieć że zdradziłaś męża (emocjonalnie).
On wówczas powinien podjąć decyzję co dalej.
Możesz wyjść z inicjatywą w ciągu dnia, szeptać jakieś pikantne teksty, nastrajać was na seksy. Tylko czekaniem w łóżku nie ożywisz życia seksualnego.
Pogadaj szczerze z mężem czego brak, czego oczekujesz. Coś was połączyło, skoro jesteście małżeństwem.
Jeśli masz honor i odrobinę ludzkiej godności to powinnaś postawić kawę na ławę i powiedzieć że zdradziłaś męża (emocjonalnie).
On wówczas powinien podjąć decyzję co dalej.
Nie no, ja tu nie widzę zdrady emocjonalnej. Z tego co Autorka napisała nic się takiego nie zadziało w relacji z kolegą. Raczej jest na etapie fantazjowania. Fakt, jest to niebezpieczna gra, ale moim zdaniem to jeszcze nie zdrada, tylko ostatni dzwonek na zrobienie czegoś z sytuacją w związku z mężem. Ja bym o tym "zauroczeniu" nic nie wspominała mężowi, z kolegą flirty trzeba uciąć i skupić się na małżeństwie i problemach. Autorko, może terapia? Żebyście umieli na spokojnie porozmawiać o tym czego wam brakuje. Każde tabu można przełamać. Natomiast jeśli chodzi o brak nastroju, może warto zostawić dziecko na jeden wieczór czy weekend z dziadkami, czy opiekunką i wyrwać się gdzieś razem? Nawet nie w celu poprawienia jakości waszego współżycia, ale dla poprawy jakości spędzania czasu razem. Może brak seksu wynika z braku intymności, ekscytacji i zadowolenia z partnera? Warto te tematy poruszyć na terapii ![]()
23 2021-03-05 11:21:47 Ostatnio edytowany przez Airuf (2021-03-05 11:28:19)
Z kolegą do niczego nie doszło. Nie powiedziałam mu nigdy wprost co się z mojej strony dzieje. On też nie jest wolny. Nie chcę zdradzać męża.
Z mężem problemy są takie, że oboje dużo pracujemy, wracamy zmęczeni i nic nam w łóżku nie wychodzi. Czasem pozaczepiamy się w dzień i umawiamy na wieczór, gdy dziecko zaśnie, ale zawsze coś wypada i tak jesteśmy miesiąc bez seksu. Mi najbardziej brakuje spontaniczności. Mówiłam mu o tym wielokrotnie... Ja jestem bardzo nieśmiała, wychowana w duchu "seks to zło" i też nie umiem do końca przekazywać swoich potrzeb. Ale mój mąż chyba też nie, bo on ze mną na ten temat w ogóle nie rozmawia. Wszystkie niepowodzenia zrzuca na mnie mówiąc, że ciągle mnie boli głowa, albo że już spałam a przez ostatnie dni to ja na niego czekam w łóżku aż w końcu zasypiam... Pojawiły się u mnie myśli że chyba nigdy mnie już nic szalonego w tym względzie nie spotka.
Mi to wygląda trochę tak że Ty masz oczekiwania w stosunku do męża, mówiłaś mu że brakuje Ci spontaniczności, ale przecież Ty jesteś nieśmiała, więc na niego spada odpowiedzialność żeby było fajnie, tak jak Ty sobie wymarzyłaś. Mąż odczuwa presję i sobie z nią nie radzi...
Co do ostatniego zdania, żeby nas pewne rzeczy w życiu spotkały - czasem trzeba im pomóc, nie wystarczy tylko oczekiwać aż same się pojawią...
Mi to wygląda trochę tak że Ty masz oczekiwania w stosunku do męża, mówiłaś mu że brakuje Ci spontaniczności, ale przecież Ty jesteś nieśmiała, więc na niego spada odpowiedzialność żeby było fajnie, tak jak Ty sobie wymarzyłaś. Mąż odczuwa presję i sobie z nią nie radzi...
Co do ostatniego zdania, żeby nas pewne rzeczy w życiu spotkały - czasem trzeba im pomóc, nie wystarczy tylko oczekiwać aż same się pojawią...
Piękne podsumowanie dla zdecydowanej większości takich wątków, gdzie zawsze rozchodzi się o to samo..
Aż dziw, że nikt nie zwrócił na to uwagi. Może mnie od czci i wiary odżegnacie, ale od zawsze powtarzam, że budowanie rodziny z pierwszym poważnym partnerem w życiu to gwarancja problemów. Sorry, ale taka jest prawda. Żeby się zdecydować na wspólne życie z kimś, trzeba mieć jakiekolwiek porównanie. Inaczej po kilku latach wspólnego życia okazuje się, że są inne schematy związków, inne cechy partnerów, inne bodźce emocjonalne/seksualne, etc.
Idź na zakupy do wielkiej galerii handlowej. Kup jakąś szmatkę w pierwszym sklepie do którego wejdziesz. A potem nie rezygnuj z zakupów i obejdź wszystkie pozostałe sklepy. Uważasz, że nic więcej już Ci się nie spodoba?
Aż dziw, że nikt nie zwrócił na to uwagi. Może mnie od czci i wiary odżegnacie, ale od zawsze powtarzam, że budowanie rodziny z pierwszym poważnym partnerem w życiu to gwarancja problemów. Sorry, ale taka jest prawda. Żeby się zdecydować na wspólne życie z kimś, trzeba mieć jakiekolwiek porównanie.
Gwarancja problemów? Męża znam 17 lat, jesteśmy 10 lat po ślubie. Jest mi dobrze, nikogo nie szukam, nie zwracam uwagi na propozycje.
27 2021-03-07 18:37:29 Ostatnio edytowany przez Britan (2021-03-07 18:49:55)
Aż dziw, że nikt nie zwrócił na to uwagi. Może mnie od czci i wiary odżegnacie, ale od zawsze powtarzam, że budowanie rodziny z pierwszym poważnym partnerem w życiu to gwarancja problemów. Sorry, ale taka jest prawda. Żeby się zdecydować na wspólne życie z kimś, trzeba mieć jakiekolwiek porównanie. Inaczej po kilku latach wspólnego życia okazuje się, że są inne schematy związków, inne cechy partnerów, inne bodźce emocjonalne/seksualne, etc.
Idź na zakupy do wielkiej galerii handlowej. Kup jakąś szmatkę w pierwszym sklepie do którego wejdziesz. A potem nie rezygnuj z zakupów i obejdź wszystkie pozostałe sklepy. Uważasz, że nic więcej już Ci się nie spodoba?
Opisałeś mechanikę na której działa tinder, czyli, a może z kolejnym swipem trafi się ktoś lepszy od tego Mietka z którym aktualnie piszę. W części przypadków takie coś kończy się po prostu źle, ale nie mówię, że to jest złe. Wszystko jest dla ludzi. Według części psychologów to nie jest dobre.
Jak ja lubię powtarzać ludzie są różni. Podstawa to rozmowa, zadawanie pytań, szczerość.
Jak osoba podoba mi się fizyczne, duchowo nawiążę z nią jakąś więź to nie idę dalej szukać w galerii lepszej wersji, a zajmuję się obecną.
Jak coś się psuje w relacji to próbuje naprawić, a nie idę szukać, nowej lepszej partnerki.
Mówisz o porównaniu. Spoko, ale wiele osób nie ma do czego porównywać, bo spora część przeszłości to same toksyczne relacje. Zresztą jak ktoś nie ma takiego zaplecza to od tego mamy fora, grupy dyskusyjne, terapeutów.
Ważna jest świadomość samego siebie. Zdefiniowania samego siebie.
Ja jestem zdania, że jak ktoś ma ciągoty do skoku w bok to po prostu taki jest i tyle. Absolutnie nie oceniam, to ludzkie. Ważne aby znaleźć partnera któremu to pasuje, który to rozumie.
Niezależnie ilu by miał partnerów przed czy związków i tak go będzie ciągnąć do innych ludzi. Ważne aby przy tym nie ranić partnera. Nie każdy zrozumie skok w bok jako coś normalnego.
28 2021-03-07 19:30:16 Ostatnio edytowany przez niski_facet (2021-03-07 19:32:23)
A tak często się mówi - trzeba się w życiu wyszaleć, zanim wejdzie się w poważną relację. To ludzie hejtują, że to nieodpowiedzialne itd, że nie można przebierać, trzeba poznać jedną osobę i jej się kurczowo trzymać! A potem kończą tak jak autorka wątku.
Gdybyś miała kilku - 2,3 lub 5 partnerów na jeden raz, jakieś przygody, krótkie romanse, związki oparte na seksie przed małżeństwem, to tego problemu na 99% by teraz nie było, nic by cię nie kusiło. A tak to widzisz, masz fajną rodzinę a zdrada puka do twych drzwi, już nie wiele brakuje żeby wszystko zniszczyć i to nawet nie jest coś, nad czym masz kontrolę. Imperatyw biologiczny (podświadomość) jest niestety silniejszy niż świadomość.
Mówisz o porównaniu. Spoko, ale wiele osób nie ma do czego porównywać, bo spora część przeszłości to same toksyczne relacje. Zresztą jak ktoś nie ma takiego zaplecza to od tego mamy fora, grupy dyskusyjne, terapeutów.
Ważna jest świadomość samego siebie. Zdefiniowania samego siebie.
No właśnie sam sobie zaprzeczasz. TO że ktoś był w toksycznych związkach gwarantuje mu, żę nauczy się je rozpoznawać. Osoba wchodząca w jeden związek i kurczowo się go trzymają nie ma pewności, że nie twki w tokstycznym związku, przez brak porównania.
29 2021-03-07 19:33:36 Ostatnio edytowany przez Britan (2021-03-07 19:37:33)
A tak często się mówi - trzeba się w życiu wyszaleć, zanim wejdzie się w poważną relację. To ludzie hejtują, że to nieodpowiedzialne itd, że nie można przebierać, trzeba poznać jedną osobę i jej się kurczowo trzymać! A potem kończą tak jak autorka wątku.
Gdybyś miała kilku - 2,3 lub 5 partnerów na jeden raz, jakieś przygody, krótkie romanse, związki oparte na seksie przed małżeństwem, to tego problemu na 99% by teraz nie było, nic by cię nie kusiło. A tak to widzisz, masz fajną rodzinę a zdrada puka do twych drzwi, już nie wiele brakuje żeby wszystko zniszczyć i to nawet nie jest coś, nad czym masz kontrolę. Imperatyw biologiczny (podświadomość) jest niestety silniejszy niż świadomość.
Britan napisał/a:Mówisz o porównaniu. Spoko, ale wiele osób nie ma do czego porównywać, bo spora część przeszłości to same toksyczne relacje. Zresztą jak ktoś nie ma takiego zaplecza to od tego mamy fora, grupy dyskusyjne, terapeutów.
Ważna jest świadomość samego siebie. Zdefiniowania samego siebie.No właśnie sam sobie zaprzeczasz. TO że ktoś był w toksycznych związkach gwarantuje mu, żę nauczy się je rozpoznawać. Osoba wchodząca w jeden związek i kurczowo się go trzymają nie ma pewności, że nie twki w tokstycznym związku, przez brak porównania.
Nie zaprzeczam.
Jakby tak było to świat byłby za piękny
Nie, nic nie gwarantuje. Wystarczy popatrzeć na wątki na forum, gdzie kobiety wpadają z toksyczności w toksyczność. To gwarantuje dopiero świadomość którą można mieć i bez związków.
Od tego czy się tkwi w toksycznym związku czy nie są również przyjaciele, fora, grupy, terapeuci. Dlaczego ludzie sądzą, że w takich sytuacjach są sami jak palec? Wystarczy przełknąć dumę i zapytać/pójść po pomoc.
30 2021-03-07 23:09:29 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2021-03-07 23:14:23)
Aż dziw, że nikt nie zwrócił na to uwagi. Może mnie od czci i wiary odżegnacie, ale od zawsze powtarzam, że budowanie rodziny z pierwszym poważnym partnerem w życiu to gwarancja problemów. Sorry, ale taka jest prawda. Żeby się zdecydować na wspólne życie z kimś, trzeba mieć jakiekolwiek porównanie. Inaczej po kilku latach wspólnego życia okazuje się, że są inne schematy związków, inne cechy partnerów, inne bodźce emocjonalne/seksualne, etc.
Idź na zakupy do wielkiej galerii handlowej. Kup jakąś szmatkę w pierwszym sklepie do którego wejdziesz. A potem nie rezygnuj z zakupów i obejdź wszystkie pozostałe sklepy. Uważasz, że nic więcej już Ci się nie spodoba?
Z „gwarancją problemów” to chyba przesadziłeś.
Osobiście znam jedną parę, która jest z sobą od podstawówki blisko 40 lat i nie dość, że się kochają, to się lubią. Potrafią się nie tylko wspierać, ale także droczyć, robić niespodzianki, wspólnie bawić, flirtować i frywolnie uwodzić.
Po prostu niektórzy mają szczęście za pierwszym razem trafić na kogoś tak dobrego, że staje się tym ostatnim. Inni najpierw biorą, co się trafi, a potem wciąż rozglądają się dookoła za bardziej zieloną trawą.
Aż dziw, że nikt nie zwrócił na to uwagi. Może mnie od czci i wiary odżegnacie, ale od zawsze powtarzam, że budowanie rodziny z pierwszym poważnym partnerem w życiu to gwarancja problemów. Sorry, ale taka jest prawda. Żeby się zdecydować na wspólne życie z kimś, trzeba mieć jakiekolwiek porównanie. Inaczej po kilku latach wspólnego życia okazuje się, że są inne schematy związków, inne cechy partnerów, inne bodźce emocjonalne/seksualne, etc.
Idź na zakupy do wielkiej galerii handlowej. Kup jakąś szmatkę w pierwszym sklepie do którego wejdziesz. A potem nie rezygnuj z zakupów i obejdź wszystkie pozostałe sklepy. Uważasz, że nic więcej już Ci się nie spodoba?
Myślę, że to działa inaczej i albo ktoś zna siebie, swoje potrzeby, więc wie czego potrzebuje albo nie zna siebie, szuka sam nie wie czego i patrzy, gdzie trawa jest bardziej zielona. Można mieć i 10 partnerów, ale nie wyciągnąć z poprzednich relacji wniosków albo bardzo niewiele i dalej być w tym samym miejscu albo niewiele dalej, co się było 10 partnerów wcześniej, nie wiedząc czego się chce i szukać nie wiadomo czego i kogo dokładnie.
Poza tym zauważ, że przy osobach zdradzających często przewija się motyw jak to oni szukają swojego szczęścia i oczekiwania, że ta nowa osoba odmieni w cudowny sposób ich życie na lepsze. Co niestety tak nie działa. Albo ktoś potrafi być szczęśliwy sam ze sobą i sam potrafi odmienić swoje życie na lepsze, jeśli czuję taką potrzebę albo nie i szuka, żeby mu inni robili w życiu nieustającą imprezę, święto, itp. Problem jest w tym, że kogoś takiego nigdy nie znajdą. To są nierealne marzenia, których nikt nie będzie w stanie spełnić, chyba że to życie będzie bardzo krótkie.
Mr_Str4nger napisał/a:Aż dziw, że nikt nie zwrócił na to uwagi. Może mnie od czci i wiary odżegnacie, ale od zawsze powtarzam, że budowanie rodziny z pierwszym poważnym partnerem w życiu to gwarancja problemów. Sorry, ale taka jest prawda. Żeby się zdecydować na wspólne życie z kimś, trzeba mieć jakiekolwiek porównanie. Inaczej po kilku latach wspólnego życia okazuje się, że są inne schematy związków, inne cechy partnerów, inne bodźce emocjonalne/seksualne, etc.
Idź na zakupy do wielkiej galerii handlowej. Kup jakąś szmatkę w pierwszym sklepie do którego wejdziesz. A potem nie rezygnuj z zakupów i obejdź wszystkie pozostałe sklepy. Uważasz, że nic więcej już Ci się nie spodoba?Z „gwarancją problemów” to chyba przesadziłeś.
Osobiście znam jedną parę, która jest z sobą od podstawówki blisko 40 lat i nie dość, że się kochają, to się lubią. Potrafią się nie tylko wspierać, ale także droczyć, robić niespodzianki, wspólnie bawić, flirtować i frywolnie uwodzić.
Po prostu niektórzy mają szczęście za pierwszym razem trafić na kogoś tak dobrego, że staje się tym ostatnim. Inni najpierw biorą, co się trafi, a potem wciąż rozglądają się dookoła za bardziej zieloną trawą.
Ja tez znam
moi rodzice. Nie zapowiada sie, zeby sie nagle mieli rozstawac.
33 2021-03-08 13:56:41 Ostatnio edytowany przez prego (2021-03-08 13:57:37)
albo ktoś zna siebie, swoje potrzeby, więc wie czego potrzebuje
Nie ma takich ludzi. ![]()
polis napisał/a:albo ktoś zna siebie, swoje potrzeby, więc wie czego potrzebuje
Nie ma takich ludzi.
Nawet jeśli nie w 100% i w każdym możliwym przypadku, to myślę, że jednak istnieją ludzie bardziej dojrzali emocjonalnie, świadomi siebie i swoich potrzeb jak i ci mniej dojrzali emocjonalnie, mniej świadomi siebie i swoich potrzeb. ![]()
No bez przesady, to nie jest fizyka kwantowa, żeby określić swoje pragnienia i potrzeby. Kto ma człowieka znać lepiej niż on sam?
Gwarancja problemów? Męża znam 17 lat, jesteśmy 10 lat po ślubie. Jest mi dobrze, nikogo nie szukam, nie zwracam uwagi na propozycje.
Wyjątek potwierdzający regułę ![]()
Mówisz o porównaniu. Spoko, ale wiele osób nie ma do czego porównywać, bo spora część przeszłości to same toksyczne relacje. Zresztą jak ktoś nie ma takiego zaplecza to od tego mamy fora, grupy dyskusyjne, terapeutów.
Spora część przeszłości to same toksyczne relacje? Grube uogólnienie. IMO w ujęciu ogólnym, toksyczne relacje to znacznie mniej niż połowa przypadków. Tyle, że o nietoksycznych nikt nie opowiada.
Z „gwarancją problemów” to chyba przesadziłeś.
Osobiście znam jedną parę, która jest z sobą od podstawówki blisko 40 lat i nie dość, że się kochają, to się lubią. Potrafią się nie tylko wspierać, ale także droczyć, robić niespodzianki, wspólnie bawić, flirtować i frywolnie uwodzić.
Może faktycznie przesadziłem. Stwierdzenie "gwarancja problemów" zamieniłbym na "duże prawdopodobieństwo problemów".
Ja też osobiście znam jedną taką parę. Jedną. Za to par, w których pojawiły się problem z racji ślubu z pierwszą miłością - znam znacznie więcej. Przerażająco więcej.