Mój jak po południu wyjechał niby coś przy samochodzie robić, i u kolegi miał futrynę zacząć robić bo zna się na tym tak go nie ma, przeczuwam że się narąbał bo gadałam z nim przez telefon. Czeka mnie uzeranie z nim, ale ostatnie, jak znowu będzie się awanturował to się wyprowadza!!!!!!!!!nie będę znosić pijaka!!!
a mam złe przeczucia, bo mówił że kolega go odwiezie bo mu akumulator zdechł, każda okazja do wypicia jak widać jest dobra, ja mam dosć!!!!!!! nie ma go nigdy jak wyjdzie z domu to pijany wraca! takze czuje że to się źle skończy. Zawsze się boję jak wychodzi my nie mieszkamy sami i jak dochodzi do kłótni to wszyscy słyszą
((( nie mam siły do tego człowieka
Podobne tematy
Żłóż wniosek w urzedzie miasta o przymusowe leczenie. Oni nie mowią kto zgłosił sprawe.
ale on się domyśli że t ja, albo moja matka, a wtedy to dopiero się zacznie.:( jeszcze go nie ma... a moze już zacząć go pakować? walizki za drzwi i niech sobie idzie gdzie chce?
((((((
4 2010-10-30 22:23:31 Ostatnio edytowany przez tn (2010-10-30 22:27:56)
@CookieBitch
Abstrahując kompletnie od tego, czym jest wysługiwanie się bandziorami do nabijania guzów mężowi, sądzisz że on się nie domyśli?
@wikuś
Alkoholizm, oprócz tego, że jest chorobą na własne życzenie, jest również praktycznie nieuleczalny. Rozwód nie jest głupim pomysłem.
5 2010-10-30 22:48:23 Ostatnio edytowany przez wikuś (2010-10-30 22:52:29)
niestety
, mam 1,5 roczne dziecko nie moge pozwolić żeby wychowywało się jak on z ojcem alkoholikiem, widac jest taki sam
zamiast odwrotnie reagować uciekać od tego on się pogrąza.
co raz bardziej koledzy mu w tympomagają. ciekawe jak ich żony, czy też się muszą użerać? bo ja dłłużej nie będę. Zaraz będzie w domu, a ja co raz bardziej nie spokojna jestem.
tn, ja mówię z własnego doświadczenia. Trzy lata "chodzenia" na terapię i tak nic nie dało póki nie zgłosiliśmy tego. Policja doprowadza i nie ma zmiłuj się. Dało to efekt. Nawet nie wiesz jakie rzeczy czytałam w pamietniku ojca, że on specjalnie te kłótnie prowokował by móc wyjść. takie przemęczanie sie i trwanie w tym to mentalnośc kobiet niestety. Teraz już wiem, że trzeba działać szybko. Ja wierzę w terapię. Fakt ojciec jej nie skończył bo zmarł ale ostatnie miesiące życia były cudowne. To znów był ten człowiek.
Do autorki. Za każdym razem wzywaj policję to sami sprawę załozą. Pojdź do dzienicowego. Poczuje się na straconej pozycji to się opamięta.
7 2010-10-31 11:05:22 Ostatnio edytowany przez Noelle (2010-10-31 11:37:52)
współczuję ci
cięzko sobie wyobrazić takie zycie...
wrócił pod dom stał z kolegami w głośno się zachowywał. Potem wrócił ale nie na górę poszedł do piwnicy zasnłą tam. Widziała go moja matka siedział narąbany wrócił o 3 w nocy. rano otworzył sobie piwo i zaczęła się kłótnia między nami, że ja niby go jak gówniarza traktuje że jemu wolno i już! matka moja wparowała słysząc tą awanturę tego jak się w takiej chwili czuje i co chyba nie muszę opisywać powiedzieli sobie kilka słów ogólnie jest co raz bardziej na pieńku nic lepiej. skad brac siły żeby coś z tym zrobić? i co ... nie mam siły pół nocy spałam pół nie. rano ta awantura, mam dosyć on się zachwuje jak 15 latek który nie ma rodziny, i o nic nie musi się starać.
Moja matka była psychologiem i w sumie nadal jest od uzależnień od alkoholu, tym bardziej wstyd mi za jego zachowanie. Tym bardziej mi smutno a przede wszystkim wstyd sad za niego. Bardzo.
sorki że zapomniałam edycje zrobić i piszę jeden po drugim. Wiesz wczoraj jak tak stałam i słuchałąm jak się zachowują pod moim oknem prawie, chciałam wezwać straż mieskąwtedy by dopiero otrzeźwiał momentalnie w izbie wytrzeżwień następnym razem tak zrobie, masz rację
Nie powinno się udzielać rad...
Mam czternastoletniego syna teraz żałuje że nie zrobiłam tego nie spakowałam walizek,że pozwoliłam na to wszystko.Z czasem jest coraz trudniej...
W kichni na ścianie znalazłam dziury od noża.POprosiłam syna na rozmowe
-Skąd te dziury ,co się z tobą dzieje
-Mamo,byłem zły...
Kiedyś mój syn,chodził może do drugiej klasy -stał przy ścianie i uderzał w nią swoją głową;
Powiedział mi z płaczem że boi się taty
-Synu,obronię Cię
-Jak,jesteś słabsza od taty...
Innym razem powiedział mi z płaczem ż boi się że tata umrze a on chciałby mieć tatę.
Kiedyś syn był w szpitalu chorował -ojciec przyszedł tylko na krutką chwilkę -w domu czekała butelka ...
musisz ratować dosłownie ratować! siebie i syna!
widzę że nie da się już edytować postu.
Dalej mam doła czuję, że co raz bardziej się od siebie oddalamy. Po tej szopce jaką odstawił ostatnio, czuję jak bym miała dziurę w sercu. Dalej jest napięta sytuacja.Dzisiaj wkurzył mnie bo się przyczepił do obiadu że za mało sosu ma <puknij> nie wiem czy zawsze taKI był czy mi klapki spadły z oczu. Nie wiem czy to ratować czy nie czy z nim rozmawiać i jak. Sił mi brakuje jest mi tak przykro, powiedizalam ze mam żal do niego o to co zaszło nadal, ale on dalej swoje nie będzie żył pracą i domem, i nie zamierza tego skończyć.:( a ja nie zamierzam tego znosić. Sił już nie mam nie wiem, co i jakich słów użyć żeby było to dla niego jasne, to nie zarty są ![]()
mysle ze nie ma szans go ratowac, pogadaj z mama skoro masz specjaliste pod bokiem. zdaje mi sie ze zona nie moze wyslac na przymusowe leczenie, chyba tylko dzieci.
moj maz ma cala rodzine pijacka, przed slubem tez popijal i gina nawet na cala noc, ale tym sie roznil ze na drugi dzien bardzo zalowal, z momentem slubu pijanstwo i wypady sie skonczyly, teraz jak pijemy np raz w miesiacu albo i rzadziej to zostawiamy dzieci u rodzicow i pijemy razem, a czy ty pytalas dlaczego on pije?? ok niechce zyc dom-praca ale spytaj go czy nie mozecie spedzic czasu razem? np na spacerach na zakupach, albo tak jak on lubi, bez piwa, ze bedziecie razem.
mam znajomego ktory tez stoi pod blokiem pije czesto piwo, zona ma to mu za zle ale on mowi co ja mam robic wdomu jak zona idzie spac o 21 a ona chce zebym ja poprostu byl. zle robi kolega ze pije pod blokiem, ale uwzam ze robi zle i kolezanka bo nie umie poporstu byc z nim, zorganizowac ciekawie czasu
On inaczej czasu nie umie spędzać nie pijąc. Nie umie, każde spotkanie zkumplami jest pretekstem do wypicia wódki po której szajby dostaje. Powiedział że nie bedę mu rozkazywać
, ani terroryzować czy jakoś tak, i że nie zamierza rezygnować z picia wódki z kolegami.Żeby napisać jak jest dodam że dziś też pojechał ja siedzę sama.:(( bo "praca" remont u tego pijaka, oraz on ma urodziny. On mi zrobił z życia piekło ze mną nigdzie nie wychodzi traktuje mnie jak kłopot na kóry musi zarabiać bo jak twierdzi "wyciąga rękę" po pieniądze jak dziecko nie ma co jeść" po prostu słów brakuje nic tylko kopnąć w dupę.
Przyczepił się o sos bo szukał powodu do awantury -aby trzasnąć drzwiami i w końcu się napić.Bo jak się nie napić jak baba tak głupia i mało sosu dała...To są te ich pijackie zachowania.Chyba najmądrzej jest nakierować takiego typa na gar z sosem -rajuśka...Pozdrawiam
14 2010-11-11 12:38:05 Ostatnio edytowany przez venga (2010-11-11 12:39:29)
Wikuś,
wiem,że jest ciężko,nie ma co się z nim użerać...
Jestem dzieckiem alkoholika,odkąd pamiętam w moim domu byly awantury przez pijaństwo mojego ojca.Nie mam żadnych miłych wspomnień z dzieciństwa.Moja mama na pytanie dlaczego się nie rozwiodła,odpowiada:'bo były dzieci".Jako jej dziecko tego nie rozumiem.Mój ojciec po alkoholu jest bardzo agresywny,nadal.Na początku dzieci byly nietylkalne,obrywała głównie mama i babcia,ale jak babci zabraklo,musial sobie znaleźć więcej obiektow do tresowania..I się zaczeło.Moja mama nigdy też nie wzywala policji,"bo wstyd,ludzie będa gadać".A oni i tak gadali,słyszeli i wiedzieli jaki jest.Jak mialam 17 lat pierwszy raz zadzwoniłam po policję,gdy wyważył drzwi wejsciowe,bo mama nie chciala go wypuścić.Wyrzekl się mnie.Potem już regularnie co 2 miessiące były awantury.Za każdy razem policja.To tez nic nie dalo,nocowal kilka razy na komisariacie.Nie wstrząsnęlo to nim.Ja mialam już dość,kiedy wyrzucił mnie z domu w nocy,na boso,4.01br,zima,mróz...Obiecałam sobie,że skończę to.Niech sobie myśli co chce,udalo mi się wezwać policję.Zabrali go.Nigdy się go jeszcze tak nie balam.Powiedzialam mamie,że nie ma wyjscia,musi się wyprowadzić...ale padla tez propozycja leczenia.Gdy wrócił następnego dnia,strasznie skruszony był.Zgodził się na "zaszycie",ale jestem pewna,że tylko dlatego,że nie miał gdzie się podziać.Oczywiście ani mój brat,ani mama nie wierzyli,że to zrobi,ale żadne z nich nie chciało pójść z nim do lekarza.Ja ta zła i niedobra,musialam pójść i go przypilnować.A przez nastepne miesiące traktowal mnie jak powietrze.Potem było lepiej,z czasem zaczął się odzywać,zmienil się.Nie pił.Sytuacja w domu się poprawiła.Jakos latem mama zaczela podejrzewać,że znów popija,usprawiedliwialam go,majac nadzieję,że jednak nie.Niedługo potem,rozmawiając z dziewczyną mojego brata dowiedzialam się,że mój ojciec znów pije.Strasznie mna to wstrząsnęło.Zapytałam,dlaczego pije,on stwierdził,że nie pije,z agresją jak zawsze."Piwo to nie alkohol".
Myślałam,że dalo mi się po 22 latach coś zmienić,niestety to były tylko złudne nadzieje.Teraz widzę,że pije.Nie było jeszczee awantury,nie bylo policji,ale boję się tego..że to tylko kwestia czasu.
Także Wikuś,z mojego punktu widzenia,pakuj i wystawiaj za drzwi.Jak straci to co miał,może sie opamięta,jeśli nie jego sprawa.Ty sobie dasz radę.
pozdrawiam serdecznie.
Napewno nie możesz z nim tkwić w tym bo to tak jakbyś go podtrzymywała, powinnaś go zostawić samego z problemami (nie mowie że rozwód zaraz ale takie małe rozstanie) niech zobaczy że Ty tego nie będziesz akceptowała, może wtedy coś zrozumie. Pzdr:)
16 2010-11-22 20:07:56 Ostatnio edytowany przez kasiaks (2010-11-22 20:13:49)
myślisz, że jak go spakujesz to sobie pójdzie??
Próbowałam tego samego.
Gdzie on pójdzie, co on bez Ciebie zrobi.
NIc
Sama mam ten sam problem i niewiem co robić. Tyle że mój mąż się nie awanturuje. Jest alkoholikiem. Nie pomogło zaszycie,m terapia.
On bardziej kocha wódke od rodziny.
Ale mam juz tego dosyć
Niewiem czy jestem na tyle silna by wziąć rozwód, bo niestety ciągle go kocham
Ale od miłości do nienawiści jeden krok, i mój mąż do tego dąży
Chwilami sobie myślę, że jeszcze nie jestem stara ii jakoś sobie życie ułozę,