Moja dobra znajoma wypowiadając się o swoim mężu zwykła mawiać: ,, Kocham, ufam, ale kontroluję, żeby w złą drogę nie skręcił?. Oczywiście te słowa wywoływały pewne rozbawienie, ale i skłaniały do pewnych przemyśleń. A jak Wy sądzicie? Czy w związku można/należy stosować zasadę ograniczonego zaufania? Czy może jednak jest tak, że tam gdzie zaczyna się kontrola kończy się prawdziwe zaufanie, które jest podstawą dobrych relacji między partnerami?
Podobne tematy
wydaje mi się,ze jeśli jest się z kimś kogo się kocha i ma się zaufanie do tej os.to poco ją kontrolowac?to może tylko zaszkodzić w zwiazku,chyba,że ona ma jakies powody ku temu?ale skoro mówi,że ufa?......wiec po co tytaj kontrola.
mądre słowa,zapamietam je:)tak,liczy sie w zwiazku zaufanie,ale kontroolowac trzeba,a wiadomo jakie dzisiaj są kobiety,spotykalam sie z chlopakiem(ja 27l.,on 31),byly to poczatki 4miesiace znajomosci ale juz cos "kwitło"a tu jakas niunia pisze mu na naszej klasie pod zdjeciem cyt.kocham Cie kotku,no to kiedy wpadniesz na kawe,kolejna dzwoniła do niego po porade 30-to minutową,uff ja jestem straszna zazdrosnicą-spod znaku Barana-i facetem sie nie dzielę i kobietom nie ufam choc kolezanek mam sporo,pozdrawiam
A ja uważam, że jeśli partner nie daje nam powodów żeby mu nie ufać, to kontrola jest niepotrzebna. Ja ufam mojemu facetowi i nie sprawdzam go. Nigdy nie przeczytałam jego sms'ów, nawet jak miałam okazję, nigdy nie wchodziłam na jego pocztę, chociaż znam hasło. Kiedy gdzieś wychodzi nie dzwonię do niego. Po co mam to robić? Profilaktycznie? ![]()
Oczywiście, że w związku można stosować zasadę ograniczonego zaufania, ale wtedy pozbawiamy się bardzo pięknej rzeczy. Bliskość budowana na PEŁNYM zaufaniu to jest coś niesamowitego. Jeżeli spośród wszystkich wokół wybieramy tę jedną, konkretną osobę to powinno znaczyć, że chcemy być z nią a nie ją mieć. Jakakolwiek kontrola to dla mnie traktowanie człowieka przedmiotowo, jak swoją własność, albo jak bezmyślne zwierzątko. Znam mnóstwo związków, gdzie kontrola jest konieczna - ale to oznacza tylko tyle, że jedna ze stron (albo obie) nie dojrzała do tworzenia prawdziwej relacji. Będąc z facetem zakładam, że on się sam będzie kontrolował. Chcę, żeby był ze mną ze swojego świadomego wyboru a nie dlatego, że ja poświęcam mnóstwo czasu i energii na pilnowanie, żeby go schować przed wszystkimi kobietami swiata...
Oczywiście, że w związku można stosować zasadę ograniczonego zaufania, ale wtedy pozbawiamy się bardzo pięknej rzeczy. Bliskość budowana na PEŁNYM zaufaniu to jest coś niesamowitego. Jeżeli spośród wszystkich wokół wybieramy tę jedną, konkretną osobę to powinno znaczyć, że chcemy być z nią a nie ją mieć. Jakakolwiek kontrola to dla mnie traktowanie człowieka przedmiotowo, jak swoją własność, albo jak bezmyślne zwierzątko. Znam mnóstwo związków, gdzie kontrola jest konieczna - ale to oznacza tylko tyle, że jedna ze stron (albo obie) nie dojrzała do tworzenia prawdziwej relacji. Będąc z facetem zakładam, że on się sam będzie kontrolował. Chcę, żeby był ze mną ze swojego świadomego wyboru a nie dlatego, że ja poświęcam mnóstwo czasu i energii na pilnowanie, żeby go schować przed wszystkimi kobietami swiata...
nic dodać nic ująć, tytuł 100% netkobietki jak najbardziej zasłużony! gratuluję!
7 2010-07-22 12:45:32 Ostatnio edytowany przez Blue_Rose (2010-07-22 18:56:45)
Oczywiście, że w związku można stosować zasadę ograniczonego zaufania, ale wtedy pozbawiamy się bardzo pięknej rzeczy. Bliskość budowana na PEŁNYM zaufaniu to jest coś niesamowitego. Jeżeli spośród wszystkich wokół wybieramy tę jedną, konkretną osobę to powinno znaczyć, że chcemy być z nią a nie ją mieć. Jakakolwiek kontrola to dla mnie traktowanie człowieka przedmiotowo, jak swoją własność, albo jak bezmyślne zwierzątko. Znam mnóstwo związków, gdzie kontrola jest konieczna - ale to oznacza tylko tyle, że jedna ze stron (albo obie) nie dojrzała do tworzenia prawdziwej relacji. Będąc z facetem zakładam, że on się sam będzie kontrolował. Chcę, żeby był ze mną ze swojego świadomego wyboru a nie dlatego, że ja poświęcam mnóstwo czasu i energii na pilnowanie, żeby go schować przed wszystkimi kobietami swiata...
Ja również się pod tym podpisuję, vinnga doskonale to ujełaś ![]()
Ja jestem zdania, ze nalezy zaufac drugiej połówce. Bez zaufania niczego się nie zbuduje;)
Gorzej przestac kontrolawac, jak sie na kims zawiedziesz... I pojecie "zaufanie" traci wtedy znaczenie...
Ja dorzuce dwa powiedzonka "jeżeli masz miękkie serce to musisz mięc twardą dupe", i drugie tak konkretnie co do tematu "kontroluj, ale nie bądź kontrolującym", choć bez pewnej wiedzy właściwe zrozumienie jego może być kłopotliwe.
ja swojego tez kocham nad zycie i ufam mu od samego poczatku zwiazku. Ale kilka razy nie byl ze mna do konca szczery tzn. np. strasznie cieta jestem na jego byla ktora podobno dalej cos do niego czula i wypisywala do niego i ciagle sygnaly puszczala a jemu zdazylo sie jej odpisac i mnie krew zalewala wtedy wiec skasowal jej nr dla mojego spokoju jakis czas byl chyba spokój o ile nie kasowal dowodow ale ostatnio tak z ciekawosci po dlugim czasie zajrzalam w jego tel i zobaczylam ze dzwonil do niej we mnie zaczelo sie gotowac zoladek to mi scislo do minimalnych rozmiarow i ten okropny bol... wytlumaczyl sie i uwierzylam mu ale jednak dalej mnie to gryzie i boli i nie moge przestac o tym myslec... a jak tylko pomysle ze on z nia rozmawial to mi sie slabo robi.
a wczesniej byla sprawa bo zlapalam go jak oglada ogloszenia towarzyskie myslalam wtedy ze to koniec bedzie bo sie poczulam okropnie jak bym mu nie wystarczala jak bym nie byla tym kogo on oczekuje. obiecal ze sie to wiecej nie powtorzy a za pare dni to samo... wybaczylam bo kocham i nie potrafie bez niego zyc ale jednak czasem ta mala kontrolka mnie uspokaja bo jestem strasznie wrazliwa jesli chodzi o niego i nawet najmniejsza sprzeczka czy nawet kilku godzinny brak czulosci z jego strony mnie doluje denerwuje i powoduje bol zoladka.
troche wyszlam z tematu wiec moim zdaniem zaufanie moze byc ale tez troche kontroli nie zaszkodzi dla uspokojenia samej siebie ![]()
Na tym forum ogromną uwagę przywiązujemy do zachowania kultury wypowiedzi oraz zasad polskiej ortografii i interpunkcji. Za dostosowanie się do panujących zasad dziękuję w imieniu Redakcji. (Moderatorka Olina)
Ja uważam, że całe nasze społeczeństwo, zarówno kobiety jak mężczyźni , jest tak nieobliczalne, że lepiej jednak mieć ograniczone zaufanie. Choć oczywiście, kontrola może zrujnować związek, zwłaszcza jak osoba kontrolująca jest typem zazdrośnika, łatwo wpaść w obsesję.. To męczy obie strony, bo kontrolujący zaczyna z małych niewinnych rzeczy robić awantury i wymyślać dramatyczne scenariusze, a kontrolowany w końcu może nie wytrzymać tego, że jego prywatność jest zakłócana i że ciągle musi z czegoś się tłumaczyć. Dlatego uważam, że sama kontrola nie jest zła, ale nie można popaść w paranoję, tylko trzeba starać się obiektywnie oceniać fakty i nie robić problemów z drobnostek.. ale sie zamotałam:)
Pytanie do wszystkich dziewczyn, które opowiadają się za kontrolą - ograniczoną lub nieograniczoną:
czy Wasi mężczyźni Was kontrolują? Czy podoba Wam się to? Czy uważacie siebie za nieobliczalne, które trzeba kontrolować bo inaczej... no właśnie, bo bez kontroli co byście robiły?
Muszę sie przyznać że od czasu do czasu kontroluje telefon swojego chłopaka, zresztą on też to robi. I nie jest to takie potajemne, tylko jawne. Po prostu biorę jego telefon. Nie oznacza to wcale że nie mam do niego zaufania. Bo bardzo go kocham i ufam. Ale z drugiej strony mam pewność i jestem spokojna. Może i powinno sie budować związek na bezgranicznym zaufaniu, ale same widzicie ile na świecie jest rozwodów, rozstań. Zaufanie- owszem, ale mała kontrola jeszcze nikomu nie zaszkodziła (chyba że ktoś ma coś do ukrycia)
Muszę sie przyznać że od czasu do czasu kontroluje telefon swojego chłopaka, zresztą on też to robi. I nie jest to takie potajemne, tylko jawne. Po prostu biorę jego telefon. Nie oznacza to wcale że nie mam do niego zaufania. Bo bardzo go kocham i ufam.
Nieprawda, nie obraź się, ale nie ufasz. Bo nie tak wygląda bezgraniczne zaufanie, a tylko takie w ogóle zaufaniem można nazwać. Kiedy ja ufam to telefon leży na stole, znam wszystkie hasła i nawet przez myśl mi nie przejdzie, żeby cokolwiek sprawdzać. Bo czego tak naprawdę szukasz? Jakiegoś śladu po kontakcie z kimś innym, może potajemnej wymiany zdań, jakiegoś znaku, który mógłby wzbudzić niepokój. A to znaczy, że nie ufasz, tylko się oszukujesz. A dzięki tej kontroli otrzymujesz pewność, że poza Tobą nikogo w jego życiu nie ma. I dopiero wówczas dostajesz własny, jakże ważny, spokój.
Nie. Nie kontroluję. Nie wyobrażam sobie związku, w którym którakolwiek ze stron odgrywa rolę szpiega. Nie przywiązuję nikogo do siebie sznurkiem:) Owszem, znam jego hasła - czasem prosi mnie o sprawdzenie czegoś, gdy jest zajęty. Nie przeglądam wtedy na szybko np. całego folderu odebranych wiadomości:D. Kontrolowanie oznacza dla mnie brak pewności i tworzenie iluzji stałości w związku. Nigdy do głowy mi nie przyszło, żeby pokątnie coś sprawdzać, czy, jak niektóre kobietki, jawnie czytać nawzajem swoje smsy. Wg mnie zaufanie w związku powinno być bezgraniczne, a nie jestem romantyczką z głową w chmurach:) Uważam, że jest to fundament, a brak zaufania to niemożliwość budowania czegokolwiek dalej.
Nie jestem za kontrolą, sama jestem uczciwa i nie mam powodu uważać, ze osoba z którą jestem miałaby za moimi plecami mnie ranić, zdradzac itp. Jeśli facet naprawdę kocha, nie daje powodów do zazdrości czy wątpliwości. Zakładam że jeśli ludzie się kochają, krzywdy sobie nie zrobią, nawet jeśli nie będą pilnowani. Jeśli miałabym kontrolować swojego męża, oznaczałoby to, że podejrzewam, że może być wobec mnie nieuczciwy. Nie wytrzymałabym tego psychicznie, a nie mając poczucia bezpieczeństwa, bycia kochaną, jedyną, najważniejszą, nie czułabym się szczęśliwa, nie chciałabym wtedy się z kimś takim wiążać. Po co tracić energię na sprawdzanie, kontrolowanie itp? Co to ma dać?
Poza tym, jeśli mężczyzna się zorientuje, że ma koło siebie żandarma, wątpie by czuł się komfortowo. Jeśli jest nieuczciwy, to i tak będzie robił swoje, bardziej się kamuflując,np kasując kompromitujące smsy itd, jeśli będzie chciał zdradzić, to znajdzie sposób. A jeśli będzie uczciwy, to mając obok siebie wiecznie podejrzliwego niedowiarka, będzie się czuł osaczony, jak na smyczy i prędzej czy później go to zmęczy i będzie się chciał z tego łańcucha zerwać. Każdy chce byc wolny i w tej wolności dokonywać wyborów, wg uznania. Jeśli mam wolną wolę, to czuję się szczęśliwa, a jesli robię coś pod presją, to już jest chore.
Co innego, gdy nie kontrolując, nagle się dowiadujemy, że zostałysmy oszukane... Wtedy albo należy się rozstać, a jeśli się wybacza, trzeba zapomnieć krzywdę i dać drugą szansę. Niestety istnieje zawsze obawa,że oszustwo się powtórzy. Nie chcemy byc naiwne, żyć w iluzji i istnieje pokusa, żeby sprawdzić czy partner faktycznie się poprawił. Trudno się opanować. Jednak w takim wypadku kontrolowany chyba sam sobie zasłużył na brak zaufania....
Podsumowując, uważam, że nie powino się z założenia, na wszelki wypadek podejrzewać partnera o coś złego. Natomiast jeśli się to "coś złego" już wydarzy, tymczasowa kontrola jest chyba potrzebna naszej psychice, by móc znowu zaufać, by poczuć się w miarę bezpiecznie.... Choć taka sytuacja jest męcząca dla obu stron.
Ok dorzuce jeszcze coś od siebie.
Jeżeli ktoś komuś nie ufa i go kontroluje to z jakiego dzieje się to powodu? Sprawa wygląda następująco-jeżeli mamy niskie poczucie własnej wartości, jeżeli nie jesteśmy tak atrakcyjni (zarówno fizycznie jak i mentalnie) jak byśmy tego chcieli to obawiamy się że może trafić się ktoś kto okaże się lepszy od nas i nasz partner/ka zostawi nas dla tej osoby. Właśnie tą obawą jest zazdrość. Teraz należy z tego wyciągnąć jeden BARDZO istotny wniosek. Reakcją na wywołaną w nas zazdrość jest zwykle kontrola drugiej osoby, taka kontrola jeszcze dodatkowo obniża naszą wartość w oczach partnera, w myśl tego co zostało wyżej napisane kontrolą dodatkowo się pogrążamy stąd bywa to często powodem rozpadu związków. Prawidłową reakcją powinno być nie szukanie winy u partnera lecz u siebie, bo jeżeli nie jesteśmy wystarczająco atrakcyjni dla niego to z jakiego powodu mamy go winić o to że może woleć kogoś innego. Powinniśmy się zastanowić co możemy zmienić w sobie aby stać się kimś wartościowszym
W gwoli małego wyjaśnienia, jak to się ma do stwierdzenia "kontroluj ale nie bądź kontrolującym". Myślę że sens tego może być już nieco jaśniejszy aczkolwiek nieco przybliże jego znaczenie. Otóż chodzi o to że, gdy czujemy iż w związku nie koniecznie jesteśmy tą wartościowszą osobą musimy w sposób nie jawny kontrolować zachowania tej drugiej. I tu stop- Po pierwsze primo, pod stwierdzeniem kontroli w tym wypadku nie należy rozumieć szeroko pojętej inwigilacji, a wpływ jaki możemy wywżeć na nią reagując odpowiednio na jej zachowania będące próbą okazania przezeń wyszej wartości, tutaj też klaruje się nam stwierdzenie o niejawności tych czynności, bo nie chodzi tu o potajemne przeszukiwanie telefonu partnera a o nieświadomy wpływ na jego pewność siebie. Takich sytuacji wbrew pozorom jest mnóstwo, pewnie moje drogie panie same je stwarzacie nawet nie zdając sobie z tego sprawy gdyż dopiero po głębszej analizie zachowań wychodzi tak naprawdę to jaki wpływ niektóre sytuacje mają na psychike człowieka. Nie będę dalej drążył tematu gdyż jest to materiał na kilku stronicowy artykuł, ale myślę też że to co napisałem powyżej wystarczy do tego aby wyciągnąć sporo wniosków.
A ja uwazam ze najlepszy mąż, chłopak czy narzeczony moze mowic nam piekne slowka itd a za plecami tez moze robic cos innego.
Ja swojemu mezowi ufam ale nie w 100% bo uwazam ze tak naprawde nie ma kobiety ani mezczyzny ktorzy ufaja sobie w 100% w 99% owszem znajda sie pary ale nikt nie powie ze w pelni ufa bo i tak nie uwierze. Ja powiem tak, ufam mezowi przez 3 lata go nie sprawdzalam nic kompletnie nic, i ok rzeczywiscie wszystko bylo extra. Ale po pewnym czasie(2lata temu) doszlam do wniosku ze dlaczego ja od czasu do czasu mam nie sprawdzic mojego faceta? moj maz akurat duzo czasu spedza przy komputerze, niby widze co robi ale nieraz jest tak ze gdzies wychodze, czy wczesniej ide spac a on siedzi i "cos tam" robi. Nawet jakby pisal z kims to przeciez mi sie nie przyzna - tacy juz sa faceci. Natomist ja raz w tygodniu robie sobie "komputerowe kontrole" wszystkie e-maille, portale typu Nk, czy facebook, gg itp itd i co??? od 2 lat nie znalazlam nic co by moglo wzbudzic moje podejrzenia i bardzo sie z tego ciesze ale kontrolowac bede nadal, uwazam ze nic zlego nie robie, a wrecz w razie czego nie chce byc oszukiwana
Nie wyobrażam sobie jak można robić takie coś . Jak można grzebać w prywatnych rzeczach ukochanego .Nie wyobrażam sobie wejść nawet na pocztę mojego faceta a ni otworzyć jego listu czy czytać gg i smsy. Każdy człowiek ma prawo do prywatności . Nie robię tego , nie potrafiłabym sobie potem w oczy spojrzeć a co dopiero mojemu facetowi.
Adaa - nasuwa mi się pytanie - po co Ty to robisz? Chcesz potwierdzić to, że jest wobec Ciebie szczery czy jak? Jestem w stanie zrozumieć sprawdzenie czegoś jeśli ma się podejrzenie co do zdrady, ale jeśli przez tyle lat wszystko było ok, to takie grzebanie uważam za bezpodstawne i niewybaczalne naruszenie prywatności drugiego człowieka. To źle, że uważasz, że Twoje zachowanie jest w porządku. Ciekawe czy Tobie by odpowiadało, gdyby mąż regularnie przeszukiwał Twoje rzeczy w poszukiwaniu ewentualnych śladów zdrady?
Natomist ja raz w tygodniu robie sobie "komputerowe kontrole" wszystkie e-maille, portale typu Nk, czy facebook, gg itp itd i co??? od 2 lat nie znalazlam nic co by moglo wzbudzic moje podejrzenia i bardzo sie z tego ciesze ale kontrolowac bede nadal, uwazam ze nic zlego nie robie, a wrecz w razie czego nie chce byc oszukiwana
Naprawdę zostałam bez słowa. Jak to, Adaa, bezpodstawnie sprawdzasz jego prywatną korespondencję, kontakty, komunikatory i uważasz, że nic złego nie robisz??? W takim razie gratuluję Ci dobrego samopoczucia, bo ja czułabym się z tym co najmniej źle, a nawet nie zawaham się użyć określenia, że podle. Spójrz, facet nie ma nic na sumieniu, na niczym go nie przyłapałaś, przekonałaś się, że Cię nie oszukuje, a mimo wszystko wciąż to robisz. Naprawdę uważasz, że jest to w porządku? Wiesz, kiedy to się w końcu wyda on może poczuć się fatalnie ze świadomością, że mu nie ufasz, co więcej będzie miał do tego pełne prawo. Spróbuj więc wczuć się w jego sytuację, a przede wszystkim odpuść, bo naprawdę nie warto.
Ja nie twierdze ze robie "dobrze" bo wiem ze to w jakims stopniu paskudne ale nie czuje sie z tym źle. Tak to powiem.
Ja tez nie wiem czy moj partner nie kontroluje mojego komputera, nigdy go nie wylączam jak gdzies wychodze i moj partner ma dostep do wszystkiego. I jesli kiedys bym go na tym przyłapała to bym sie wtedy dowiedziala ze mnie sprawdza ale jest mi to obojetne bo nie mam nic do ukrycia.
A dlaczego to robie?? hmmm nie wiem ale byc moze dlatego ze kiedys mojemu poprzedniemu partnerowi ufałam bezgranicznie i potem okazało sie że przez 2 lata sypial ze mną i ze swoją drugą dziewczyną!!był kierowca Tira więc bywał w innych miastach i tak zaczął sie jego drugi zwiazek.
Byc moze dlatego robie to co robie, czyli kontroluje. Nie pozwole na to by tym razem poszlo cos nie tak....a jesli?? to przynajmniej dowiem sie o tym, i bede miec mocne dowody. Widze ze wiekszosci z was to sie nie podoba, ale myśląc na spokojnie....jest w tym troche racji. To juz jest sprawa kazdego z osobna, dla jednych kochac znaczy rowniez kontrolowac a dla drugich kochac znaczy ufac bezgranicznie! wolny kraj, wolny wybór:) ale dziekuje za wasze opinie, nawet te mniej miłe i krytykujące. Każdą przeczytałam z uwagą i szacunkiem do osoby która to pisała ![]()
Dla mnie miłość wiąże się z absolutnym zaufaniem. Mam męża i nigdy przez dziesięć lat nie grzebałam mu po kieszeniach, po telefonie. Nie mam takiej potrzeby, kocham go jakim jest wierze mu i tyle.
Daje mu absolutnie cała siebie i on o tym wie , jest także szczery względem mnie.
Ada ty przenosisz winy poprzedniego partnera na teraźniejszego? Teraźniejszy jest szczery ale dostaje mu sie kontrola bo wiadomo faceci wszyscy to łajdacy??
Uważam że jesteś niedojrzała, leczysz własne problemy (nieufnosc, strach przed zdrada ) kontrolowaniem prywatnej przestrzeni i wolności drugiego człowieka.
Skoro wszystko jest twoim zdaniem ok to powiedz mu że sprawdzasz jego pocztę i wszystko co ma.
gdy to zrobisz poczujesz jak to jest zranić , mądrego nie winnego człowieka.
Dla mnie naruszanie podstaw wolności, czyli naruszanie prywatnej korespondencji było by równoznaczne z grzebaniem w mojej szafie z bielizna. Było by to brukanie mojej prywatnej strefy i czuła bym obrzydzenie do takiej kontroli i osoby która to robi.
Miłość to szczerość , zaufanie i oddanie całego siebie. W twoim związku tego nie ma.
Adaa a co najlepsze na to co robisz są nawet porządne paragrafy :>
27 2010-09-25 18:40:59 Ostatnio edytowany przez adaa (2010-09-25 18:41:57)
różyczka, dziekuje, pewnie ty i inne kobiety macie racje....może rzeczywiscie przez poprzedni związek tak sie dzieje.... nie mowie ze wogole nie macie racji, bo ja macie...i sugerujecie w pewien sposób zaprzestania tego.... a ja? hmm moge tylko obiecać że sie postaram by zakończyć te kontrole, skoro przez tyle czasu nic nie znalazłam to powinno mi to dac do myślenia... skoro go kocham? w sumie każdy z nas powinien a wrecz musi tez mieć swoją prywatność. Ciesze sie że napisałam tu o tej całej kontroli przezemnie....chyba nawet zrobiło mi sie troche głupio.... ![]()
Adda, bo tak naprawdę nikt nie chce Cię na siłę krytykować, pokazujemy tylko to, czego widocznie Ty nie dostrzegasz. Prawda jest taka, że prawdziwa czysta miłość równa się bezgraniczne zaufanie. Różyczka bardzo dobrze to wszystko ujęła. Nie wyobrażam więc sobie, żebym miała czuć się niepewnie kiedy zostawiam na stole komórkę, otwarty list, prywatne notatki, czy włączony komputer. I uwierz, nawet w torebce czy portfelu nikt mi nie kopie, bo są to rzeczy osobiste i tylko moje. Prywatność to świętość, a naruszenie jej to wchodzenie z butami w drugą osobę. Nie szukaj więc dowodów na siłę, nie kontroluj jeśli nie masz podstaw, spróbuj w końcu w pełni zaufać, a w ten sposób uszanuj partnera. Uwierz też, że nikt nie może ponosić konsekwencji Twoich doświadczeń z poprzedniego związku, a jeśli tak się dzieje to wcześniej czy później obróci się to przeciw Tobie. I rzeczywiście poważnie zastanowiłabym się nad tym czy aby na pewno wszystko jest u Was w porządku.
rzeczywiscie autorka postu chyba ma jakąś obsesje na punkcie kontroli męża....owszem byłaby to usprawiedliwiona kontrola, wtedy gdy by miala jakies podejrzenia, ale sprawdzac kogos( w tym przypadku bliska osobe),przez tak dlugi czas to naprawde nie fair.Moja rada?
zakoncz to jak najszybciej, i zyj normalnie, nie mysląc o tym co może sie stac, bo jak bedziesz tak szukac i szukac na siłe to wkoncu cos znajdziesz!! a wtedy wpadniesz w jakis obłęd. Ciesz sie tym co masz, ciesz sie z tego ze maz cie kocha, rób wszystko tak by było jak najlepeij. Poprostu odpuść....a potem napisz nam jak ci z tym jest....zobaczysz ze poczujesz sie o wiele lepiej, wiedząc ze nie kontrolujesz partnera, i z czasem mu zaufasz bezgranicznie. Nie kazdy facet jest taki sam. Moze twoj mąż jest wlasnie tym wyjątkiem?pomysl o tym...wierze ze ci sie uda
jakbym się dowiedziała, że facet przegląda cokolwiek mojego, chyba bym z miejsca go rzuciła.
nic mnie nie doprowadza do wściekłości tak, jak ingerencja w moją prywatną sferę. albo co gorsza ograniczanie mnie ;o
rób to, nie rób tego. straszne. każdy potrzebuje przestrzeni.
Nie toleruję czegoś takiego... W ogóle jak można komuś grzebać w prywatnej korespondencji? Wyobraźcie sobie, że facet Waszej najlepszej kumpeli grzebie w jej archiwum GG, a Wy się jej żaliłyście na to, że np. złapałyście drożdżycę pochwy. Czy naprawdę chciałybyście, żeby on został wtajemniczony w Wasze problemy zdrowotne, bo dla mnie grzebanie w archiwach to nie tylko brak zaufania do partnera i pogwałcenie jego prawa do prywatności, ale jednocześnie pozbawianie prawa do prywatności osób trzecich. Ja nie wyobrażam sobie, żeby mnie kontrolowano. Kontrola jest oznaką słabości, niskiej samooceny. Ufam, to nie grzebię i nie sprawdzam. Nie ufam, to kończę związek.
Ja to kiedyś szału dostałam jak chłop wyjął z mojej torebki papierosy
Nic przed nim nie ukrywam ale myśl ,że ktoś grzebie w mojej torebce mnie po prostu - nie mam słów wrrrrrrrrrrrr
A mój laptop to moja świątynia - wara od niej
tak samo jak szanuję moją prywatność tak szanuje prywatność mojego faceta.
Ja nie kontroluję. Nigdy nie dał mi żadnych powodów, żeby mu nie ufać. Jest najporządniejszym facetem, jakiego spotkałam, i jestem pewna, że gdyby poznał kogoś lepszego, najpierw poinformowałby mnie.