netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Czy to ja jestem "tą złą"?

6 odpowiedzi3 297 wyświetleńzałożony przez banoffee, 21.07.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy to ja jestem "tą złą"?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 7 ]

1

Temat: Czy to ja jestem "tą złą"?

Wszystko zaczęło się od tego,że się zakochałam.
Wcześniej byłam swoistą femme fatale, raniłam facetów. nie mając z tego powodu większych wyrzutów sumienia. Mężczyzna był dla mnie zabawką,z którą można wyjść na piwo, jechać nad morze czy poplotkować, kiedy przyjaciółki nie mają akurat czasu. I wiedziałam,że prędzej czy później to się na mnie odbije. Nie przypuszczałam tylko,że JUŻ jestem zdolna do miłości...
Na pewno było to "coś" od pierwszego momentu. Nie spodobał mi się wizualnie, ale wciąż się koło mnie kręcił i dogryzał. Spodobała mi się jego natura kpiarza. Zawsze płeć brzydka komplementowała mnie aż do przesady, była nadmiernie szarmancka i urocza - tutaj było zupełnie odwrotnie. Zostałam "zbluzgana",ale umiejętnie odbijałam piłeczkę i doprowadziłam tym do jego zainteresowania. Objawiło się to wymianą numerów gg.
Korespondowaliśmy ze sobą 3 miesiące. Bez wymiany numerem telefonu,bez spotkań. Czysta gadka na luźne tematy. Tak myślę,że już wtedy mnie "wzięło". Nie chciałam naciskać,uznałam że będziemy kumplami od komunikatora i na siłę przygruchałam sobie kogoś innego. Na siłę,bo nie mogłam o nim zapomnieć.
Aż pewnego dnia wpadliśmy na siebie w klubie. Ja byłam z koleżanką,on z grupą przyjaciół. Niewiele pamiętam z tamtego wieczoru, wiem jedynie,że gdyby nie to,że on jest bardzo przyzwoity - wylądowalibyśmy w łóżku.
Może w wyniku pożądania, może po prostu z "tak miało być" - zaczęliśmy się spotykać. Nie mogliśmy się sobą w ogóle nacieszyć, nakręcając się tym porywem serca jak małe dzieci.
I nadal byłoby cudownie,gdyby nie "ale"... Cały czas mam wrażenie,że jestem mu potrzebna tylko po to,żeby sobie ulżyć. Że nie traktuje mnie serio. Że jestem okresem przejściowym,między młodzieńczym uczuciem a stałym związkiem.
Dlaczego? Widujemy się 1-2 razy w tygodniu. W przerwach, rzadko się do mnie odzywa. Nie wyśle nawet głupiego sms-a z pytaniem,czy wszystko u mnie ok. Zupełnie się mną nie interesuje, spędza całe dnie z kumplami tudzież w bardziej przyjemny sposób (nigdy go o to nie pytam,nie chcę wyjść na zazdrośnicę). Ja tez się nie odzywam. Czasami,kiedy pierwsza zadzwoniłam, czułam się tak,jakbym się narzucała. A nie chcę,żeby on postrzegał mnie jako panią,która pilnuje swojego pieska.
Kiedy się spotykamy,jest cudownie. Nie daje mi powodów do zazdrości,jest kochany, troskliwy i znosi moje humory. Czuję,że się mną interesuje, zawsze mnie wspiera i pomaga.
Ja od siebie nic nie daję. Na dodatek złość z tych "dni ciszy" zazwyczaj zostaje rozładowana w którymś momencie naszej randki. Później czuję się z tym okropnie,bo po pierwsze - wiem,że go to bardzo boli a po drugie - to jest krok do zepsucia tego,co nas łączy.
Jak myślicie,czy to,że się nie odzywa oznacza,że ma mnie gdzieś? Czy to po prostu taka natura?
Może na siłę doszukuję się czegoś,co mogłoby zepsuć ten związek, bo w mojej naturze leży bycie samotną?
Czy powinnam się zmienić, być dla niego lepsza?
Pomóżcie, drogie Forumowiczki...

2

Odp: Czy to ja jestem "tą złą"?

Jeśli chodzi o spotkania, to widując się z chłopakiem częściej niż 2 razy w tygodniu miałam go dość, te 2 razy sprawiały, że czułam chęć zobaczenia go za każdym razem. Zdarzały się okresy, w których chciałam częściej się z nim widywać, ale tylko dlatego, że mu nie ufałam i chciałam, żeby potwierdził swoje zaangażowanie poprzez spotkanie. Więc z tą częstotliwością spotkań jest ok, co innego rozmowy telefoniczne i internetowe, bo mnie też denerwuje, że to ja pierwsza muszę się odezwać, ale ja ze swoim spotykam się 2 lata i kiedyś tak nie było... Może po prostu zaczęłam za dużo dawać od siebie.
Ty może zacznij od rozmowy, wyjaśnij, że nie spotkałaś się nigdy z sytuacją, żeby facet tyle milczał, może jego odpowiedź przyniesie coś, czego w ogóle się nie spodziewasz, a okaże się tą właściwą i sensowną.

3

Odp: Czy to ja jestem "tą złą"?

Zdarzały się okresy, w których chciałam częściej się z nim widywać, ale tylko dlatego, że mu nie ufałam i chciałam, żeby potwierdził swoje zaangażowanie poprzez spotkanie.

Facet nie spotyka się z dziewczyną żeby coś potwierdzać, źle kombinujecie. Może to robić z różnych powodów, bo mu się nudzi, bo mu zależy, bo ma ochotę na seks albo bo po prostu tak wyszło że się widzicie. Nie można każdego ruchu faceta podciągać pod uczucia bo on nie istotą tak emocjonalną jak kobieta (zwykle).

4

Odp: Czy to ja jestem "tą złą"?

To co zacytowałeś, ukazałam jako swój błąd, bo wcale nie miałam się ochoty spotykać z osobą, której nie ufam, tylko uznałam to za swój "obowiązek". Z resztą facet może mieć te swoje cele w spotkaniu, co nie oznacza, że kobieta ma te same, a jednak w tej samej chwili mogą oboje je osiągnąć. Zakochana kobieta niekoniecznie spotka się z nudów albo z napalenia, zawsze chodzi o bliskość tej osoby i tyle. Mogę się dobrze bawić ze znajomymi, a jednocześnie czuć tą potrzebę bliskości.

5

Odp: Czy to ja jestem "tą złą"?

hmmm miałam podobną sytuacje z tym ,ze on miał dziewczynę w tym momencie kiedy sie ze mna spotykał. Totalne zakochanie miłość od drugiego wejrzenia myślałam ze on też cos czuje powazniejszego bylo cudownie spotykalismy sie 1, 2 razy w tyg. przez reszte tygodnia rzadko sie odzywał. To był taki dobry drań wiem ,że nie chciał mnie skrzywdzić ale zranił mnie na całe życie zawsze będę go kochała zawsze....... miłość mojego życia, jego dziewczyna to szczęściara. Ten facet to moja obsesja.
   Nie pozwól na to żebyś tak sie zatraciła w miłości jak ja. Jesteś pewna że nie ma innej???? żadnemu facetowi nie można ufać , to jest zastanawiające że tak sporadycznie sie odzywa żadnego esemeska nawet.Wiec albo rzeczywiście ma taki styl bycia albo ma inną albo chodzi mu o seks tak jak było w moim przypadku. sad

6

Odp: Czy to ja jestem "tą złą"?

Minęło trochę czasu...jednak jego zachowanie wcale. I mam wrażenie,że jest jeszcze gorzej.
Ostatnio, kiedy się widzieliśmy, napisał po spotkaniu dość oziębłym tonem,że już dotarł do domu i życzy mi dobrej nocy. Na drugi dzień zadzwonił z pytaniem,czy czuję się dobrze (bo łapała mnie jakaś infekcja) a później...cisza.
W końcu sama napisałam zmartwiona. Okazało się,że ma się dobrze i imprezuje z kumplami. Zaproponował spotkanie.
Widzieliśmy się wczoraj. Na początku zachowywał się jak zupełnie inny człowiek - był ironiczny, wciąż czynił uwagi. Przestał być taki,kiedy poszliśmy do łózka.
No a teraz oczywiście cisza...
Wiem,jak to wygląda. Wiem,że jestem dziewczyną od seksu. W ogóle czuję się,jakby te spotkania ze mną były dla niego obowiązkiem do "odbębnienia".
Nic dla niego nie znaczę,prawda?

Posty [ 7 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Czy to ja jestem "tą złą"?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026