Ciezko jest byc z kims, kogos kochac i wierzyc w jego milosc, kto ciagle powtarza, ze jestes nikim, "debilem", scierka do podlogi? Ktos, kto zamiast wspierac i byc obok w trudnych chwilach, odwraca sie plecami i ignoruje? Bo tak przeciez najlatwiej? Ktos, kto nie potrafi docenic wysilku i poswiecenia? Ktos, kto kocha tylko samego siebie? Ktos, kto przy kazdej okazji wbija noz w serce i jest mu wszystko jedno, co sie dzieje z druga osoba..., ktora (jeszcze!) KOCHA...
Chcialabym wiedziec, co znaczy dla ciebie milosc, co to znaczy kochac? Obiecywac, ze bedzie wszystko dobrze, a po dwoch godzinach powtarzac wszystko od poczatku? Po raz kolejny zadawac bol i ranic ? a pozniej zostawic sama? Bo przeciez tak najwygodniej? Kochac kogos, to dla ciebie traktowac kogos jak powietrze, nie liczyc sie z niczyim zdaniem? Mowienie: bedziesz miec dziecko z innym ? bo przeciez nie ze mna? Bo ty sam jestes takim dzieckiem-egoista, ktory boi sie odpowiedzialnosci? Ty miales prawo przyjsc na swiat ? ktos ciebie chcial? Ty nie dasz zycia nikomu ? bo jestes cholernym samolubem zakochanym w sobie? Myslisz tylko o swoim szczesciu? Ale szczescia nie potrafisz dac nikomu? Nie potrafisz zyc ? twoim zyciem jest technika? I z ta technika powinienes wziac slub ? i nikomu innemu nie niszczyc zycia?
Ale przeciez ty sie nigdy nad tym nie zastanawiasz ? bo przeciez wszyscy dookola sa zli ? ty jestes jedynym zyjacym na swiecie idealem, zakochanym w sobie idealem? I masz racje? Nigdy nie bede z toba szczesliwa i nie ma sensu ciagnac tego dalej? Bo po kilku dniach zgody zawsze beda przychodzic ciagle klotnie ? bo ty nigdy nie ustapisz ? a potrafisz tylko gnebic i dokladac wszystkiego, zeby zniszczyc zycie? Bo tylko ty jestes najwazniejszy? Bo zyjesz tylko po to, by dac szczescie sobie samemu? Chcialabym cofnac czas, do momentu, kiedy cie poznalam, albo jeszcze lepiej ? nigdy cie nie spotkac i nie dac sie nabrac na twoje slowa, na twoje ciagle klamstwa, ktorym nie ma konca? Nie ufam ci, nie wierze ci juz w zadne slowo, ktore do mnie powiesz? Nie wierze w milosc, w twoja milosc ? bo jej nigdy nie bylo i nigdy nie bedzie? Ozeniles sie dla wlasnej wygody?
Biala suknia wisi w szafie i czeka na slub koscielny ? ale przeciez oboje dobrze wiemy, ze nigdy jej nie zaloze, ale ciagle potrafisz pieknie klamac? Jedno klamstwo ciagnie za soba drugie? Nie ufam ci, nigdy ci nie zaufam? Nigdy nie uwierze w zadne twoje slowo? Bo wszystko jest klamstwem? Klamales tez w dniu naszego slubu, kiedy przysiegales mi milosc i to, ze bede szczesliwa? Patrzyles mojej mamie w oczy i obiecywales, ze bedziesz sie mna opiekowac? Nigdy nie bede szczesliwa, dopoki bede tu z toba? Ty potrafisz dac szczescie tylko sobie? Nikt inny nie ma dla ciebie zadnego znaczenia?
Traktujesz mnie gorzej jak zwierze? Bo zwierzecia bys nie uderzyl? Ale mnie mozna? Kopac w brzuch, popychac, nie wpuscic mnie w nocy do domu? Wyrzucic za drzwi na boso? Bo przeciez zasluzylam? To jest twoje podziekowanie za wszystko, co dla ciebie robie? Tylko w taki sposob potrafisz mi sie odwdzieczyc? Tylko na to cie stac ? zeby ranic?
Znikne z twojego zycia i nie bede wiecej przeszkadzac ? tak jak sobie tego zyczysz? Nie boj sie, nie wroce wiecej, tak jak to robilam do tej pory? Zostawiam cie samego ? wtedy bedziesz najszczesliwszy? Znajdz sobie kogos innego, kto zaakceptuje ciebie i badzcie szczesliwi!! Jesli wam sie to wogóle uda? Ja juz nie mam sily dzwigac tej ciaglej samotnosci i klocenia sie o milosc? O milosc sie nie walczy, ona przychodzi sama? Tylko, ze do tego potrzeba dwojga, zeby ja pielegnowac? Milosc jednostronna niczego nie przyniesie? Dla mnie wazniejsze jest miec prawdziwa rodzine i dziecko niz meza? I wiem, ze jeszcze bede szczesliwa? Ale z daleka od ciebie? Od ciebie nie dostane szczescia nigdy?????? Bo ty potrafisz tylko ranic?
Nigdy mnie nie kochales? I nigdy nie bedziesz kochac? I niech tak zostanie? Zdecydowales? A ze zawsze wszystko musi byc tak, jak ty chcesz, niech bedzie tak i tym razem?