Witam społeczność forum
Moja siostra podobnie jak ja jesteśmy osobami niepijącymi (no chyba że toast na Nowy Rok) i pracujemy w dużych firmach. Moja siostra w korporacji, ja również w dużej firmie.
Duszami towarzystwa czy imprezowiczami nie jesteśmy, ale nie rozumiemy pewnego zjawiska. Otoz w naszych firmach ostatnio roi się od agitacji kierownictwa do wspólnego "gazowania" co tydzien w piątek za własne fundusze. Doszło do tego że na firmowym komunikatorze codzennie pojawiają się zachęty "góry" do wyjścia na wódkę/piwo/ śledzika co musi pływa. U mnie jest to raz na 2 miesiące i płaci firma, u siostry co tydzien i za własna kase. Malo tego, siostra dostała taki mail od szeefowej w ramach akcji "relacje pracownicze" i teraz boi się czy fakt nie chodzenia w prywatnym czasie na te alkomeetingi nie odbije się na gorszym traktowaniu jej w pracy. To jest korporacja wiec oni tam maja oceny. Pracujemy zdalnie i te wyjscia z osobami obcymi dla nas sa jakieś sztuczne. Dodatkowo ludzie po alko roznie sie zachowuja i ja i siostra nie mamy juz ochoty czytac codziennie maili od kierownictwa o alkointegracji.
Zastanawia nas jedna rzecz. Czemu jest teraz taka moda w zakładach pracy, która podpada pod propagowanie pijanstwa. Ostatnio szefostwo u mnie o niczym nie mówi tylko o tych imprezach nawet na naszych "odprawach". Olałam już trzecią taka impreze a ma byc ich więcej. Siostra olała juz 12 spotkań i mówi, że szefowa się jej czepia i rozdmuchuje każdy bład. W dodatku u niej sa jakieś aplikacje do potwierdzania udziału (niby dobrowolne, ale)
Nie rozumiem- dorosły człowiek sam umie sobie zorganizować czas i towarzystwo a na uzewnętrznianie sie przy alkoholu to nie sa odpowiednie osoby i miejsce. Po co taka podjara i nastawienie na takie bzdety. Praca to praca. Pomóżcie nam to zrozumieć bo już nie wiemy co o tym myślec. Rozumiem jakieś wspólne wypady gdzieś/wypad na skałki, sciankę. Kolega chciał zorganizować ściankę wspinaczkowa i kręgle ale oczywiście NIE bo CHLANIE całym DZIAŁEM jest gites. ehhh