Moja żona oczernia mnie za plecami - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Moja żona oczernia mnie za plecami

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 147 ]

1 Ostatnio edytowany przez natan.75 (2014-02-11 12:53:23)

Temat: Moja żona oczernia mnie za plecami

Witam wszystkich.
Mam dylemat. Czy to normalne i uzasadnione, że moja małżonka w sposób wyjątkowo tendencyjny obgaduje mnie w rozmowach ze swoją matką? Wciąż się żali, krytykuje, wyciąga same negatywy (choć nie ma racji), narzeka i ubarwia wszystko tendencyjnie by mój wizerunek w oczach teściowej był wyraźnie negatywny? Sama skrzętnie przemilcza swoje niedociągnięcia i złe zachowania kładąc nacisk na oczernianie mojej osoby. Czy uważacie to za prawidłowe? Czy jednak to normalne świństwo oczerniać kogoś za plecami?
Mój związek, mimo, że bardzo krótki jest burzliwy i trudny, ale to opiszę następnym razem, bo mam taki mętlik w głowie, że trudno mi tutaj zwięźle wszystko opisać. Dla uściślenia: pracuję, po pracy często zajmuję się remontowymi pracami w domu, często imam się dodatkowych, zarobkowych zajęć. Żona nie pracuje, co dnia śpi do południa prawie, nie chce jej się wychodzić z domu nawet na zakupy, wciąż wszystko krytykuje i potępia. Czegokolwiek nie zrobię - zawsze jest coś nie tak. Ostatnio zbudowałem zabudowę przedpokoju. Wykorzystałem płyty meblowe ze starego segmentu, przycinałem, oklejałem. Powstała oryginalna zabudowa. funkcjonalna i ładna, z oprawionym dużym lustrem. Mało to istotne, ale potrafię robić wiele rzeczy. Do 23 w niedzielę montowałem wewnętrzne półki. Żona mnie pochwaliła jak zazwyczaj: "szkoda, że te uchwyty (małe, plastikowe podpórki półek) są brązowe". Żadnego, że fajnie, że świetny pomysł (przedpokój mamy nietypowy, wąski i nieustawny), że niczego takiego nie kupilibyśmy. Zawsze wszystko neguje i krytykuje. Efekt? Odechciewa mi się już powoli wszystkiego. Ja nigdy niczego negatywnego na temat jej poczynań nie powiedziałem. Jestem wyrozumiały i cierpliwy. Ale te cechy już są u mnie na wyczerpaniu.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Rozmawiałeś o tym z żoną?

GG: 1464002
"Nie ma takiej przeciwności, przeznaczenia, losu, które mogą zachwiać postanowieniem zdeterminowanej duszy"

3 Ostatnio edytowany przez natan.75 (2014-02-11 13:00:24)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
agnik napisał/a:

Rozmawiałeś o tym z żoną?

Tak, bo już nie wytrzymałem. Wkurza mnie taka sytuacja, bo uważam, że jak się ma do kogoś jakieś "ale" - wypada to powiedzieć wprost, a nie obmawiać za plecami. Doprowadziła tym do sytuacji, że nie mam ochoty jeździć do teściów, bo czuję potępienie w powietrzu. Ostatnią rzeczą, ale chyba to zrobię, jest wzięcie ich na wspólną rozmowę (przy żonie) i przedstawienie im całej sytuacji, wszystkich spraw z mojego punktu widzenia. Bo jak teraz? Jestem oczerniany, zaocznie potępiany, a ja milczę.
Rozmawiałem, ale żona uważa, że z matką może o wszystkim rozmawiać. I nie uważa, że to zachowanie naganne - tak na mnie nadawać.
Powiedziałem jej, że takie coś uważam za świństwo z jej strony.
Czy ja mam złe podejście do problemu? Czy żona zachowuje się "po świńsku"?

4 Ostatnio edytowany przez Nataluszek (2014-02-11 13:00:13)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Chyba Twoja żona ma za dobrze i przyzwyczajona do tego, że robisz wszystko, nie docenia nic.
Tak jak pisze Agnik, porozmawiaj z nią i najlepiej wyjaśnij, że nie masz obowiązku zajmować się wszystkim skoro i tak jej coś nie pasuje, to chętnie dołożysz jej obowiązków, tym samym odciążając siebie.
Nie zapomnij wspomnieć, iż to nie fair, że przedstawia Cię w złym świetle i że jest Ci z tego powodu przykro.

Podejdź ją psychologicznie. Na spokojnie spróbuj zadziałać na jej wyrzuty sumienia, jeśli to nie pomoże- przeciwstaw się jej.
Niech również weźmie na siebie pewne obowiązki, a nie byczy się do południa na kanapie krytykując, że obrazek krzywo wisi...

Mamy moc, by znaleźć wyjazd ze ślepej uliczki.
Na każdy szczyt dojść, tam gdzie dochodzą nieliczni.

5

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
Nataluszek napisał/a:

Tak jak pisze Agnik, porozmawiaj z nią i najlepiej wyjaśnij, że nie masz obowiązku zajmować się wszystkim skoro i tak jej coś nie pasuje, to chętnie dołożysz jej obowiązków, tym samym odciążając siebie.
Nie zapomnij wspomnieć, iż to nie fair, że przedstawia Cię w złym świetle i że jest Ci z tego powodu przykro

Niestety, wielokrotnie próbowałem rozmawiać. Zawsze takie próby kończyły się jej wybuchami wściekłości i awanturą z podniesionym tonem, groźną mimiką i agresją słowną. Owszem, bez wyzwisk, ale ona wie, że nie pozwolę na epitety pod swoim adresem. Sam zawsze starałem się taką awanturę skończyć, uciąć, bo nie nadaję się do takiej nerwowej atmosfery.

6 Ostatnio edytowany przez Ewika99 (2014-02-11 13:40:11)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Oczywiscie, ze jest to swinstwo. A tym bardziej wieksze, ze to Twoja zona. Powinna byc lojalna wobec Ciebie. Zamiast narzekac do mamusi powinna z Toba problemy omawiac. Nie wyobrazam sobie, by moj maz obgadywal mnie do swojej matki (mieszkamy razem). Na pewno zrobilabym mu niezla jazde. Jezeli chodzi o moja mame to moge do niej zalic sie na wszystkich, ktorzy mi zasluzyli, ale tamat mojego meza to "swietosc". Moi rodzice maja obraz pracowitego, zaradnego i usluznego ziecia (chociaz nieraz potrafi rozki pokozac wink ) i jest to prawda. Nie rozumiem, dlaczego Twoja zona obgaduje Cie w tak perfidny spsob. Tym bardziej, ze nie ma racji. Skoro pracujesz i jeszcze robisz cos w domu to powinna byc na tyle "inteligentna", by ruszyc dupsko (przepraszam za wyrazenie) i pojsc po zakupy, zrobic obiad, ogarnac mieszkanie, a nie spac do poludnia... Musisz twardo powiedziec, co Ci sie w zachowaniu zony nie podoba. Takim glosem nie znoszacym sprzeciwu- sama rozmowa mysle, ze niewiele wskorasz. Zona musi zrozumiec, ze jestes na nia zly. Uwazam tez, ze Twoj pomysl ze skonfrontowaniem sie tesciow z Toba oraz wygarniecie przy zonie prawdy jest dobry. Moze, gdy Twoja partnerka sie zawstydzi to przestanie glupoty opowiadac na Twoj temat? Sami tesciowie (o ile sa obiektywni i nie sa slepo zapatrzeni w corke) powinni dac jej do myslenia. Ale to w duzej mierze zalezy od relacji, jakie panuja miedzy Toba a rodzicami zony. Jezeli tesciowie Cie lubia i szanuja to powiedz im, jak sie sprawy maja i niech to oni uswiadomia corce, ze jej zachowanie jest niedojrzale i nieuczciwe. Na jakies zle slowa pod Twoim adresem powinni zareagowac: "To Twoj maz i nie mamy zamiaru wysluchiwac rewelacji na jego temat. Zalatwcie to miedzy soba". Wiem, ze nie jest to takie proste, bo niektore tesciowe (tesciowie mniej) uwielbiaja wysluchiwac roznych rzeczy o swoich zieciach/ synowych. Ale, jak kuz pisalam, jezeli Wasze stosunki sa poprawne to moze warto sprobowac "wciagnac" rodzicow w cala sytuacje? Zreszta oni i tak juz zostali wciagnieci przez Twoja malzonke. Powodzenia.

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili
  Sokrates   

07.05.2013- Czarus smile

7

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

A to co omawia ze swoją mamą, te wszystkie zarzuty, żale wobec Ciebie, chociaż próbuje omówić najpierw z Tobą? Czy od razu leci do mamusi na skargę? Tak było zawsze czy trwa od jakiegoś czasu?

GG: 1464002
"Nie ma takiej przeciwności, przeznaczenia, losu, które mogą zachwiać postanowieniem zdeterminowanej duszy"

8

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

To nie jest normalne a  z tego co opisałeś również nieuzasadnione. Przecież się starasz- pracujesz, remontujesz i... niestety nie jesteś doceniany. Trafiłeś na księżniczkę której nie dogodzisz choćbyś na głowie stanął.. I ten wspólny front z teściową- szczerze współczuje...
Czy zawsze tak było? "Widziały gały co brały" czy tak od jakiegoś czasu się zmieniło?

"Gdy już pomyślisz sobie, że nawet w dniu urodzin zostałeś zapomniany i opuszczony przez wszystkich, dwaj przyjaciele przyniosą ci w prezencie baryłeczkę po miodzie i pęknięty balonik. "

9 Ostatnio edytowany przez natan.75 (2014-02-12 11:19:38)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
agnik napisał/a:

A to co omawia ze swoją mamą, te wszystkie zarzuty, żale wobec Ciebie, chociaż próbuje omówić najpierw z Tobą? Czy od razu leci do mamusi na skargę? Tak było zawsze czy trwa od jakiegoś czasu?

Wiesz, owszem, wiele omawiamy, ale niektórych spraw ot tak, na pstryknięcie palców nie da się zrobić. Np odnowienie mieszkania. Robię to sukcesywnie, w międzyczasie pracując. To "omawianie" polega na czepianiu się mnie i ciągłym niezadowoleniu. Jakoś nie dostrzega tego, że gro czasu spędzam w pracy, że często jestem zmęczony, że wstaję o świcie i padam wieczorem. Z jej punktu widzenia, czyli osoby nie mającej żadnych obowiązków i konkretnych zajęć, jestem leniem i wszystko robię "po łebkach". Niestety, ale nie mając większego pojęcia o wielu sprawach (wyfugowanie podłogi - to wymaga przygotowania krawędzi, dokładnego docięcia płytek na cokoliki, by zrobić raz a dobrze) kwestionuje i chce już. Sama pomagając mi tylko wiecznym naburmuszeniem, opryskliwością i krytyką.
Co do obgadywania, myślę, że tak było od początku... Tylko, że kiedyś tego nie dostrzegałem. Ostatnio sprawdziłem coś sobie i się dowiedziałem. I najsmutniejsze to to, że w jej słowach o mnie jest dużo pogardy. Bo jak to odczytać: w niedzielę postanowiłem zerwać parę płytek z cokolików i wyrównać łączenia. Mimo problemów z nogą (stara kontuzja) spędziłem z godzinę "na kucki". Zrobiłem sobie po tym przerwę przed kolejną pracą - zejściem do piwnicy, by szlifierką to doszlifować, dociąć płyty na półki itp. Okazało się, że robiąc sobie przerwę zasłużyłem na tekst (w rozmowie żony ze swoją mamą) "no i już się narobił". Ogólnie widzę, że lekceważenie, pogarda do mnie wyziera z tych rozmów. Jestem tam jakimś bezosobowym pomiotem, kretynem, nierobem i leniem. Nie chcę przytaczać tu więcej przykładów, ale chyba w tych niby niewinnych zacytowanych słowach można zauważyć lekceważenie. Pomijam to, że jakoś brak tu docenienia, że mimo niedzieli, po tygodniu pracy zajmuję się domem, coś robię. A jestem tylko człowiekiem, i też powinienem czasem odetchnąć, odpocząć?

natchniona napisał/a:

To nie jest normalne a  z tego co opisałeś również nieuzasadnione. Przecież się starasz- pracujesz, remontujesz i... niestety nie jesteś doceniany. Trafiłeś na księżniczkę której nie dogodzisz choćbyś na głowie stanął.. I ten wspólny front z teściową- szczerze współczuje...
Czy zawsze tak było? "Widziały gały co brały" czy tak od jakiegoś czasu się zmieniło?

Wiem, że to raczej normalne nie jest. Czy zawsze? Już sam nie wiem. Owszem, z tego, co pamiętam to w domu rodzinnym niewiele robiła. Tryb życia podobny. I ta jej wieczna pogarda i nienawiść wręcz do własnego ojca. Myślę, że ten sposób traktowania przeniosła do naszego domu. Może wcześniej tego aż tak nie zauważałem, łudziłem się, że będąc z mężczyzną, którego "kocha" będzie normalnie funkcjonować i go normalnie (ciepło, serdecznie, wyrozumiale) traktować. Widzę, że chyba byłem w błędzie.

10

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Jest to na pewno nie w porządku.Jak ma coś do Ciebie niech powie to Tobie.Po co wplątywać osoby trzecie w małżeńskie nieporozumienia? Jeśli Twoja teściowa byłaby mądrą kobietą to z pewnością by jej powiedziała,że nie będzie w tej kwestii brać niczyjej strony.
Niestety tak czasem bywa.
U mnie mój mąż może nie skarżył się na mnie ale próbowała tak niby między wierszami rzucić coś mojej mamie co mogłoby mnie nieco zdyskredytować.
Ja nie mówiłam nic o nim,nawet gdy słyszałam co mama mi przekazywała to nie komentowałam.Kiedy w naszym małżeństwie zaczęły się poważne problemy moi rodzice i teściowie o wszystko obwiniali mnie.
Wtedy jedyny raz powiedziałam jak jest naprawdę.
Kto wie czy to nie uratowało naszego związku i nie spowodowało,że mój mąż nieco się zmienił...

Końcówkę -om piszemy w celowniku liczby mnogiej rzeczowników wszystkich rodzajów, np.Wspomniałem o tym moim gościom.
Zwrócił się ku tamtym kobietom.
Przyjrzał się uważnie oknom i drzwiom.

11 Ostatnio edytowany przez natan.75 (2014-02-12 11:37:08)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
gojka102 napisał/a:

Wtedy jedyny raz powiedziałam jak jest naprawdę.
Kto wie czy to nie uratowało naszego związku i nie spowodowało,że mój mąż nieco się zmienił...

Dziękuję. Myślę, że powinienem jednak zrobić to, co uważałem za ostateczność - obnażenie naszych spraw przed teściami. Muszę jednak wyrazić swoje spojrzenie i powiedzieć jak jest z mojego punktu widzenia. To, co jest w ich oczach dotychczas - to "córeczka" idealna i jej mąż - leniwy, niechlujny obibok... Czas to zmienić. W zasadzie jestem gotowy na taką rozmowę. Wiem, że obrót może być zaskakujący (liczę się z awanturą z ich strony, bo jakże to tak mówić o córuni) ale już mi jest wszystko jedno.

12

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Ot, i mamy punkt zaczepienia. To z domu Twoja zona wyniosla przekonanie, ze facet jest tylko i wylacznie po to, by robic. Przypuszam, ze tesciowa tak samo traktuje tescia jak zona Ciebie. Bedzie trudno to zmienic, bo Twoja zona tak zostala wychowana. Ona-ksiezniczka, on- wierny giermek... Jedyne, co mozesz zrobic to, mowiac kolokwialnie, gnac zoneczke do roboty. Przynajmniej w domu. Tesciowej tez mozesz powiedziec, ze nie zyczysz sobie nastawiania zony przeciwko Tobie i wtracania sie w Wasze sprawy. A mozesz dokldniej opisac, jak wyglada dzien Twojej zony w domu? Co konkretnie robi? Czy wywiazuje sie z obowiazkow malzonki?

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili
  Sokrates   

07.05.2013- Czarus smile

13 Ostatnio edytowany przez natan.75 (2014-02-12 12:08:10)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
Ewika99 napisał/a:

A mozesz dokldniej opisac, jak wyglada dzien Twojej zony w domu? Co konkretnie robi? Czy wywiazuje sie z obowiazkow malzonki?

Owszem, też to zauważyłem. Fakt, że teściowa jest osobą spokojną i zrównoważoną (przynajmniej takie odnoszę wrażenie), ale jednocześnie wyjątkowo stanowczą i apodyktyczną. To ona ma prawo głosu i ona o wszystkim decyduje. Teść czasem się burzy, ale posłusznie wykonuje jej polecenia. A to, że jest wybuchowym cholerykiem powoduje, że często są tam spięcia i kłótnie. Jednak po jego "atakach" nerwów potulnie wykonuje polecenia. Widzę, że jest tam tylko podczłowiekiem, wiecznie o coś krytykowanym i marginalizowanym.
Odnoszę wrażenie, że żona odziedziczyła te gorsze cechy, tzn. upartość i apodyktyczność po matce (bo taka jest właśnie) i jednocześnie wybuchowość po ojcu. Jak dla mnie to paskudne cechy.
Moja małżonka co dnia śpi do 11-12, wstaje, idzie do łazienki. potem robi sobie śniadanie. Gdy zje jest już druga. Potem coś robi na komputerze (przegląda neta, ogląda coś sobie) i zabiera się za obiad gdy ja już wracam z pracy. Czasem, coś sprzątnie, nie powiem. Ale większość dnia trwoni czas. Kiedyś zasugerowałem, że mogłaby wyjść z psem na spacer czym trochę mnie odciążyłaby. Jej reakcja? Wściekła się: ona nie jest od tego, żeby wychodzić z moim psem. Owszem, pierze. Ale ja też to potrafię. Jednak żona uważa, że robi wszystko, także i to lepiej niż ja. Ogólnie coś tam robi, ale nie jest tytanem pracy. Ostatnio znalazła sobie zajęcie: własną firmę sprzedającą w necie. I ma teraz "pracę", zajęcie, z którym bawi się i ma usprawiedliwienie, aczkolwiek jeszcze nic nie wystawiła, bo ma tyle pracy, że się nie wyrabia. Nic się nie zmieniło, jak wstawała tak wstaje, ma tylko teraz wymówkę, że nie siedzi bezczynnie w domu. Sceptycznie do tego już podchodzę.

14

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
natan.75 napisał/a:

Witam wszystkich.
Mam dylemat. Czy to normalne i uzasadnione, że moja małżonka w sposób wyjątkowo tendencyjny obgaduje mnie w rozmowach ze swoją matką? Wciąż się żali, krytykuje, wyciąga same negatywy (choć nie ma racji), narzeka i ubarwia wszystko tendencyjnie by mój wizerunek w oczach teściowej był wyraźnie negatywny? Sama skrzętnie przemilcza swoje niedociągnięcia i złe zachowania kładąc nacisk na oczernianie mojej osoby. Czy uważacie to za prawidłowe? Czy jednak to normalne świństwo oczerniać kogoś za plecami?
Mój związek, mimo, że bardzo krótki jest burzliwy i trudny, ale to opiszę następnym razem, bo mam taki mętlik w głowie, że trudno mi tutaj zwięźle wszystko opisać. Dla uściślenia: pracuję, po pracy często zajmuję się remontowymi pracami w domu, często imam się dodatkowych, zarobkowych zajęć. Żona nie pracuje, co dnia śpi do południa prawie, nie chce jej się wychodzić z domu nawet na zakupy, wciąż wszystko krytykuje i potępia. Czegokolwiek nie zrobię - zawsze jest coś nie tak. Ostatnio zbudowałem zabudowę przedpokoju. Wykorzystałem płyty meblowe ze starego segmentu, przycinałem, oklejałem. Powstała oryginalna zabudowa. funkcjonalna i ładna, z oprawionym dużym lustrem. Mało to istotne, ale potrafię robić wiele rzeczy. Do 23 w niedzielę montowałem wewnętrzne półki. Żona mnie pochwaliła jak zazwyczaj: "szkoda, że te uchwyty (małe, plastikowe podpórki półek) są brązowe". Żadnego, że fajnie, że świetny pomysł (przedpokój mamy nietypowy, wąski i nieustawny), że niczego takiego nie kupilibyśmy. Zawsze wszystko neguje i krytykuje. Efekt? Odechciewa mi się już powoli wszystkiego. Ja nigdy niczego negatywnego na temat jej poczynań nie powiedziałem. Jestem wyrozumiały i cierpliwy. Ale te cechy już są u mnie na wyczerpaniu.

Jaka byłaby odpowiedź Twojej żony gdyby to przeczytała? Co miałaby na usprawiedliwienie? Co by potwierdziła a czemu zaprzeczyła?  Jak sądzisz ?

15

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
grazynamaria napisał/a:

Jaka byłaby odpowiedź Twojej żony gdyby to przeczytała? Co miałaby na usprawiedliwienie? Co by potwierdziła a czemu zaprzeczyła?  Jak sądzisz ?

Jaka? A taka, że to nie jest tak, że źle to wszystko odczuwam, że jej rozmowy w taki sposób mnie traktujące są czymś normalnym (jej mama nadawała swojej matce na męża, babcia na dziadka itd) i nie widzi w tym niczego złego. Że się mylę, bo ona wcale mną i moją pracą nie pogardza, że nie umie tego inaczej okazać. Że jest tylko zdołowana tym, że nie ma pracy, że siedzi w domu z dala od swojego dawnego świata i takie tam. Szkoda tylko, że zawsze, gdy jej sugeruję, iż w związku rozmowy, nawet na trudne tematy, powinny być spokojne, że trzeba okazywać ciepło, serdeczność i wyrozumiałość - ona drwi z tego i uważa, że to banały. Jest opryskliwa, czepliwa i wciąż wybuchowa. I uważa, że takie są normalne relacje w związku. Widać tego się nauczyła w swoim rodzinnym domu.

16

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
natan.75 napisał/a:
gojka102 napisał/a:

Wtedy jedyny raz powiedziałam jak jest naprawdę.
Kto wie czy to nie uratowało naszego związku i nie spowodowało,że mój mąż nieco się zmienił...

Dziękuję. Myślę, że powinienem jednak zrobić to, co uważałem za ostateczność - obnażenie naszych spraw przed teściami. Muszę jednak wyrazić swoje spojrzenie i powiedzieć jak jest z mojego punktu widzenia. To, co jest w ich oczach dotychczas - to "córeczka" idealna i jej mąż - leniwy, niechlujny obibok... Czas to zmienić. W zasadzie jestem gotowy na taką rozmowę. Wiem, że obrót może być zaskakujący (liczę się z awanturą z ich strony, bo jakże to tak mówić o córuni) ale już mi jest wszystko jedno.

A ja myślę, że ta rozmowa z teściami niczego nie wniesie i nie zmieni. Moim zdaniem jest zbędna. Bo co chcesz przez to osiągnąć? Jeśli masz nadzieję, że zmienią zdanie o córce to już cię mogę zapewnić, że nie. Ona nadal będzie idealna a ty będziesz awanturnikiem. Jeśli masz nadzieję, że taka rozmowa zawstydzi/zmieni twoją żonę to też raczej na to nie licz.
Najlepiej byłby porozmawiać poważnie z żoną i wybrać się razem na terapię. Psycholog może pomógłby twojej żonie przewartościować pewne sprawy i pokazałby na czym polega małżeństwo i co jest w nim najważniejsze.

Sama wolność jest tylko możliwością. Ja odpowiadam za to, do czego jej użyję. Używanie wolności jest zawsze ryzykowne, m.in. dlatego, że nie mamy daru widzenia przyszłości. Ale na tym też polega przyjemność życia, że trzeba coś wybrać.

17

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
Joga napisał/a:
natan.75 napisał/a:
gojka102 napisał/a:

Wtedy jedyny raz powiedziałam jak jest naprawdę.
Kto wie czy to nie uratowało naszego związku i nie spowodowało,że mój mąż nieco się zmienił...

Dziękuję. Myślę, że powinienem jednak zrobić to, co uważałem za ostateczność - obnażenie naszych spraw przed teściami. Muszę jednak wyrazić swoje spojrzenie i powiedzieć jak jest z mojego punktu widzenia. To, co jest w ich oczach dotychczas - to "córeczka" idealna i jej mąż - leniwy, niechlujny obibok... Czas to zmienić. W zasadzie jestem gotowy na taką rozmowę. Wiem, że obrót może być zaskakujący (liczę się z awanturą z ich strony, bo jakże to tak mówić o córuni) ale już mi jest wszystko jedno.

A ja myślę, że ta rozmowa z teściami niczego nie wniesie i nie zmieni. Moim zdaniem jest zbędna. Bo co chcesz przez to osiągnąć? Jeśli masz nadzieję, że zmienią zdanie o córce to już cię mogę zapewnić, że nie. Ona nadal będzie idealna a ty będziesz awanturnikiem. Jeśli masz nadzieję, że taka rozmowa zawstydzi/zmieni twoją żonę to też raczej na to nie licz.
Najlepiej byłby porozmawiać poważnie z żoną i wybrać się razem na terapię. Psycholog może pomógłby twojej żonie przewartościować pewne sprawy i pokazałby na czym polega małżeństwo i co jest w nim najważniejsze.

Ta rozmowa mogłaby coś jednak zmienić, nie tyle, że wyprostuje mój wypaczony wizerunek, ale też uświadomi im, że niekoniecznie jest tak, jak rysuje to ich córka. Bo i też na podstawie jej słów dają jej jakies rady. No sorry, ale by coś doradzać wypada poznać drugą stronę. A nawet jeśli nic taka rozmowa nie da i skończy się awanturą - mam to już gdzieś, przynajmniej będę mieć świadomość, że coś się starałem wyprostować. A terapia? Owszem, sugerowałem żonie psychologa, bo ma problemy z kontrolą negatywnych emocji... Nie poszła na umówioną wizytę.

18

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Bardzo Ci współczuję. Mój wujek pół życia męczy się właśnie z taką żoną. Wydaje mi się, że nic nie jest wstanie zmienić postępowania Twojej żony patrząc na moją ciotkę... Jesteś z kobietą którą zapewne kochasz i szanujesz, ale tego samego oczekujesz od swojej połówki. Szkoda takiego człowieka dla osoby, która nie docenia tego co ma.
Dziwny jest świat... Czasem mamy coś na co zupełnie nie zasługujemy. Dopóki Twoja żona będzie miała oparcie w rodzicach dopóty nic w temacie się nie zmieni. Jest jej tak wygodnie.

Mój mąż podobnie jak Ty jest złotą rączką. Potrafi zrobić wszystko w domu i również jest pracowity. Pomaga mi w porządkach (oboje pracujemy) przy wychowywaniu córki itd. Nigdy na niego nie narzekałam do mojej mamy. Nikt też z nas nie jest idealny, ale to nie jest powód by prać brudy poza domem.

Życzę Ci z całego serca by Twoja księżniczka obudziła się wreszcie ze snu i zaczęła dorosłe życie, bo nadejdzie czas, że znajdzie się inna, która Cię doceni.

Kłamstwo nie staje się prawdą tylko dlatego, że wierzy w nie więcej osób.
                                      - Oscar Wilde

19

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
natan.75 napisał/a:

Ta rozmowa mogłaby coś jednak zmienić, nie tyle, że wyprostuje mój wypaczony wizerunek, ale też uświadomi im, że niekoniecznie jest tak, jak rysuje to ich córka. Bo i też na podstawie jej słów dają jej jakies rady. No sorry, ale by coś doradzać wypada poznać drugą stronę. A nawet jeśli nic taka rozmowa nie da i skończy się awanturą - mam to już gdzieś, przynajmniej będę mieć świadomość, że coś się starałem wyprostować. A terapia? Owszem, sugerowałem żonie psychologa, bo ma problemy z kontrolą negatywnych emocji... Nie poszła na umówioną wizytę.

Nie uświadomi im niczego. Oni żyją tak jak żyją od zawsze. Pewnych rzeczy nie chcą i nie zauważą. Nie licz na cudowne otworzenie im oczu, na to że się zastanowią nad czymkolwiek.
Była w związku z facetem, który był świetnie wykształcony i miał duże umiejętności i wiedzę ale nie pracował. Każda praca była "nie taka",  nie na miarę jego "ambicji".
To ja byłam tą, która zarabia i utrzymuje oboje, spłaca jego długi i myśli o przyszłości. Zgadnij czy jego rodzice to doceniali??? Kiedy się z nim rozstałam odetchnęli z ulgą, bo obraz mnie, jaki mieli z informacji synusia, był kiepski. Nie uruchomili mózgów, nie chcieli zauważyć rzeczy oczywistych. Nawet gdybym z nimi rozmawiała, to niczego by nie zmieniło, oni kochają swojego syna, mają swój własny świat, dziwny - owszem ale taki jaki sobie zbudowali. Widzą i wierzą w to co chcą, co jest dla nich wygodne.

Z rodzicami twojej żony jest podobnie.
Taka rozmowa nie zmieni niczego, nie otworzy im oczu. Natomiast tobie powinny się oczy otworzyć i powinieneś sobie zadać pytanie "co dalej?" "Jak będzie wyglądało nasze życie i czy będziemy szczęśliwi"

Powinieneś naciskać żonę, nie angażując w to nikogo z rodziny, nie wchodź w jej rolę i nie próbuj powielać jej zachowań.

Sama wolność jest tylko możliwością. Ja odpowiadam za to, do czego jej użyję. Używanie wolności jest zawsze ryzykowne, m.in. dlatego, że nie mamy daru widzenia przyszłości. Ale na tym też polega przyjemność życia, że trzeba coś wybrać.

20

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

A ja się dziwie jak można być z taką osobą...
Powinniście to rozwiązać miedzy sobą ale skoro ona uważa się za 8 cud świata a innych traktuje kategorią przynieś podaj pozamiataj ( o a tam jest smuga i okruszek) to sorry....współczuje

19.10.2010 r 1750 g 46 cm szczęścia o imieniu Nadia Kocham najmocniej :*
28.10.2016 r 1700 g 47 cm  synuś Fabianek :*

21

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
natan.75 napisał/a:
grazynamaria napisał/a:

Jaka byłaby odpowiedź Twojej żony gdyby to przeczytała? Co miałaby na usprawiedliwienie? Co by potwierdziła a czemu zaprzeczyła?  Jak sądzisz ?

Jaka? A taka, że to nie jest tak, że źle to wszystko odczuwam, że jej rozmowy w taki sposób mnie traktujące są czymś normalnym (jej mama nadawała swojej matce na męża, babcia na dziadka itd) i nie widzi w tym niczego złego. Że się mylę, bo ona wcale mną i moją pracą nie pogardza, że nie umie tego inaczej okazać. Że jest tylko zdołowana tym, że nie ma pracy, że siedzi w domu z dala od swojego dawnego świata i takie tam. Szkoda tylko, że zawsze, gdy jej sugeruję, iż w związku rozmowy, nawet na trudne tematy, powinny być spokojne, że trzeba okazywać ciepło, serdeczność i wyrozumiałość - ona drwi z tego i uważa, że to banały. Jest opryskliwa, czepliwa i wciąż wybuchowa. I uważa, że takie są normalne relacje w związku. Widać tego się nauczyła w swoim rodzinnym domu.

Co Ci mogę podpowiedzieć? porozmawiaj z żoną szczerze i bądź konsekwentny w swoich czynach i słowach, psycholog też może Wam pomóc (tak sądzę). Jak ja kiedyś miałam problemy to postawiłam mężowi (była odwrotna sytuacja) ultimatum. Miał miesiąc na znalezienie mieszkania i wyprowadzkę. Postarał się w ciągu 2 tygodni. Ale to było tak dawno. Cokolwiek postanowisz najpierw przemyśl. Powodzenia smile

22

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Natanie, tylko nie daj sie rozwiesc, tu, na forum. Wiadomo, kazdy kto odpisuje ma dobre intencje, ale wydaje mi sie, ze za duzo jest (w ogole, wszedzie) podpowiedzi typu: idz do specjalisty. Nie jest to problem tak duzy, by brac specjaliste badz rozmawiac z psychologami. Ludzie nie z takimi problemami sie zmagaja i wychodza zwyciesko. Zamiast lazic po psychologach, pognaj zonke do roboty, skoro tak narzeka, ze siedzi w domu. Bedzie miala zajecie to i pierniczyc zmyslonych historii nie bedzie miec czasu. Niech sama tez zasuwa, skoro jej tak zle. A co do tesciow- skoro nie mieszkacie z nimi, a atmosfera jest napieta to po prostu powiedz wszystko, co Ci lezy na watrobie. Po co dusic w sobie zale? Niekiedy lepiej jest wszystko z siebie wyrzucic. A niech sie obrazaja. Z tesciami nie zyjesz tylko z zona. Ona sie obrazi? To nic, jej przejdzie. Chyba sie z Toba nie rozwiedzie, bo gdzie znajdzie drugiego takiego meza, ktory wszystko za nia zrobi? Moje zdanie jest takie: kawa na lawe, bez owijania w bawelne. Mam w rodzinie taka ciotke- ona zawsze mowi, co mysli. Nawet te najgorsze rzeczy. Jak jej sie cos nie podoba, to powie.I wiesz co? Kazdy, kto ja zna, ma do niej ogromny szacunek. Ludzie wiedza, ze nie da sobie w kasze napluc, ze czasem ma ostry jezyk, ale szanuja ja za szczerosc i nieowijanie w bawelne...

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili
  Sokrates   

07.05.2013- Czarus smile

23

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Też jestem przeciwna rozmowie z teściami. Na co liczysz? Będziesz się tłumaczył, a oni niczym sąd mają rozpatrzyć kto ma racje. Twój problem powinieneś rozwiązać z żoną, to tu tkwi jego przyczyna a nie u teściów, nie jesteście dziećmi, żeby rodziców do tego mieszać. Dopiero jak doprowadzisz relację z żoną do porządku będzie można prostować wszelkie historię jakie zostały opowiedziane teściom.
Moim zdaniem taka rozmowa doprowadzi do karkołomnej awantury, jeśli mają swoją córeczkę za święta to choćbyś nie wiem co zrobił to nie trafisz do nich.

GG: 1464002
"Nie ma takiej przeciwności, przeznaczenia, losu, które mogą zachwiać postanowieniem zdeterminowanej duszy"

24 Ostatnio edytowany przez Ewika99 (2014-02-12 22:25:42)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

A ja mysle, ze rodzice juz dawno temu zostali wplatani w sytuacje miedzy malzonkami. Ech, my kobiety chcemy tak po "kulturalnemu" rozwiazywac problemy- rozmowa, tlumaczeniem, rozkladaniem psychiki na czynniki pierwsze. A czasami wystarczy porzadnie tupnac noga. Zona z tesciami obrabiaja mu tylek, a on ma rozmowami zalatwic sprawe? Przeciez autor pisal wyraznie, ze nie przynosi to zadnego efektu. Wiec moze pora przestac sie piescic? Natanie, zrobisz tak, jak sam uwazasz. Bron Boze nie zachecam Cie do wszczynania jakichs wojen rodzinnych, ale czasami trzeba stanowczo rozwiazywac sprawy.

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili
  Sokrates   

07.05.2013- Czarus smile

25

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Skoro żona lata na skargę do rodziców to komunikacja w związku kuleje, rozmawiać też trzeba umieć, ot co. Zachowanie żony trzeba skorygować, a co ma zrobić jak nie rozmawiać, przez kolano przecież jej nie przełoży?

A teściowie są wplątani owszem, ale nawet jeśli dotrze go nich, że córunie ponosi fantazja to co to da? Nie u rodziców to obgada u przyjaciółki, mąż w dalszym ciągu gdzieś tam będzie tym złym.

Zacznijmy od przyczyny potem niwelujmy skutki.

Autorze pytałeś, żony dlaczego tak kłamie?

GG: 1464002
"Nie ma takiej przeciwności, przeznaczenia, losu, które mogą zachwiać postanowieniem zdeterminowanej duszy"

26 Ostatnio edytowany przez Ewika99 (2014-02-13 10:06:52)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Oczywiscie, ze trzeba umiec rozmawiac, ale tutaj do zony rozmowa nie dociera. Skad wiadomo, ze autor nie potrafi rozmawiac? A moze to zona nie potrafi sluchac? Mysle, ze trzeba jasno postawic jej wymagania: ja zarabiam, ty sprzatasz, gotujesz i nie spisz do poludnia. Jak nie bedziesz sie wywiazywac z obowiazkow zony to siegne po radykalniejsze kroki. Poskarzy sie tesciom? No i co? Skoro i tak juz maja przedstawiony zly obraz ziecia? To, co mysla tesciowie, autorze, nie powinno Cie obchodzic. Dla wlasnego zdrowia psychicznego nie przejmuj sie tym, co mysla inni. Wszystkim sie nie dogodzi. Musisz wplynac na zone, by przestala Cie oczerniac. Nic tak nie pomoze, jak swiadomosc, ze jestes na nia bardzo zly, ze jest Ci przykro. Ze zachowuje sie jak dziecko. To Twoja zona i masz prawo wymagac lojalnosci. Nie baw sie w poszkodowanego chlopczyka. Zachowaj sie jak facet. Pokaz, ze nie masz zamiaru tolerowac postepowania zony. Nie daj jej satysfakcji, ze Cie boli to, co ona wygaduje, a jedynie sprawia, ze przestajesz ja szanowac jako swoja partnerke.

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili
  Sokrates   

07.05.2013- Czarus smile

27

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
agnik napisał/a:

Skoro żona lata na skargę do rodziców to komunikacja w związku kuleje, rozmawiać też trzeba umieć, ot co. Zachowanie żony trzeba skorygować, a co ma zrobić jak nie rozmawiać, przez kolano przecież jej nie przełoży?

A teściowie są wplątani owszem, ale nawet jeśli dotrze go nich, że córunie ponosi fantazja to co to da? Nie u rodziców to obgada u przyjaciółki, mąż w dalszym ciągu gdzieś tam będzie tym złym.

Zacznijmy od przyczyny potem niwelujmy skutki.

Autorze pytałeś, żony dlaczego tak kłamie?

Pytałem. W odpowiedzi usłyszałem, że to ja fantazjuję i wypaczam, że ona nie kłamie ani nie ubarwia, że to normalne mówić takie rzeczy. Na mój zarzut, że te jej opisy są tendencyjne, że tylko złe sprawy przekazuje, robiąc z czegoś drobnego prawdziwą masakrę, a pomija milczeniem jakieś pozytywy - nadal obstawała przy swoim. Nawet wczoraj ten temat wałkowaliśmy, ale rozmowę zakończyłem nagle widząc, w jaką wściekłość popada. I tak za każdym razem. Czy potrafilibyście rozmawiać z kimś, kto w rozmowie podnosi na Was głos, kto zaczyna Was przedrzeźniać, posuwa się do ironicznych uwag, wyszydzania i pogardliwych uśmiechów? Ja nie umiem... Wielokrotnie mówiłem jej, że umiejętność rozmowy, spokojnej, rzeczowej, z zachowaniem szacunku do rozmówcy (nawet, gdy mamy odmienne zdanie) - to podstawa. Wówczas da się obgadać każdy problem, mamy - widząc i czując chęć porozumienia - jakieś szanse. Dla niej to nie jest podstawa.
Wczoraj skończyłem "rozmowę" nagle, zadając jej pytanie: czy zdaje sobie sprawę z tego co właśnie robi? A co robiła? W rozmowie wciąż podnosiła głos (co chwilę ją hamowałem), a gdy zaczęła ręką w złości uderzać w stół - skończyłem.
Nie potrafię już tak... To nie jest rozmowa. Wiele razy uświadamiałem jej, że nawet w rozmowie traktuje mnie jak znienawidzonego wroga, jak kogoś, kogo musi zniszczyć, upokorzyć, zakrzyczeć. Niestety, nie pozwalam na to, nie jestem spolegliwy. Mimo, że spokojny i opanowany - nie jestem uległy.
Takie rozmowy miały miejsce wiele razy i za każdym tak wyglądały.
Obgadywanie to jest chyba na każdym chyba kroku, bo nawet potrafiła nadawać na mnie i zdradzać moje prywatne sprawy swoim znajomym, oczywiście te negatywne. To dla mnie przykre, że własna małżonka takie ma do mnie podejście.
Nie wiem już sam, co dalej. Z każdym dniem coraz głośniej w myślach powtarzam sobie: skończyć to małżeństwo...

28

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Ewika99, wiem. Zaczynam mieć wątpliwości teraz, czy ta rozmowa z teściami miałaby sens? Wyszłoby na to, że musiałbym się niby tłumaczyć, wyjaśniać. Jak winny. I musiałbym obnażać wszystko, upokarzając tym samym żonę, bo wymagałoby to przykładów na jej zachowania. Od pewnego czasu wpisuję sobie w telefonie, w kalendarzu takie zdarzenia. To żenujące, wiem, ale nie będąc małostkowy szybko zapominałbym o tych sytuacjach i nie miałbym żadnych argumentów. Teraz już się uzbierało tego trochę. Jednak czuję obrzydzenie do korzystania z tego zbioru. Chyba zostawię wszystko jak jest. Bez zabawy w "uświadamianie" teściów. Parę razy sygnalizowałem małżonce, że tak mnie przedstawiając wpływa jednocześnie na ewentualne "pomocne"porady swojej matki. Bo ma już wypaczony obraz naszych relacji.
Już są tego efekty...
Niedawno nasze małżeństwo znów stanęło na ostrzu noża, już była mowa o rozwodzie. Żona oczywiście się od razu poskarżyła mamie, że wraca do nich... Jaka reakcja mamy? Wydawać by się mogło, że ktoś życzliwie i pozytywnie nastawiony w takiej sytuacji zasugeruje nawet wspólną, łagodzącą rozmowę, podjęcie jakichś prób ratowania itd. Reakcja: mama martwiła się o telewizor, który nam kiedyś dała... Żeby córka nie zostawiała mi go.

29

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Twoja zona to duze dziecko. Nie bede Ci pisala, bys zostawil zone- takie decyzje sa zbyt odpowiedzialne. Kidys, na tym wlasnie forum, doradzalam pewnemu mezczyznie, by zostawil swa niedojrzala zone. Ale poszlam po rozum do glowy- jakie mam prawo tak pisac? To jest za powazna sprawa, by ot tak, komus tak doradzic. Ja bede zyc dalej, nic sie w moim zyciu nie zmieni, za to w Twoim moze sie zmienic duzo. I to nie musi sie zmienic na lepsze. Az takich radykalnych krokow nie doradzam nikomu, bo to jego zycie. Mozesz co najwyzej zone postraszyc, a co zrobisz to juz inna sprawa. Natomiast w dalszym ciagu mysle, ze to w tesciach tez jest duzy problem. Powinienes z nimi porozmawiac. I nie boj sie uzyc argumentu, ze przez ich "rady" rozwala sie Wasze malzenstwo. Bo to prawda. Nie musisz sie tlumaczyc, skoro nie czujesz sie winny. Przyszla mi do glowy jeszcze jedna mysl: a moze by tak zagrac bronia Twojej zony? Moze tym razem to Ty "obgadaj" ja przy znajomych, nawet w jej obecnosci. Skrytykuj ja za cos. Zacznij zachowywac sie jak ona. Moze i nie jest to zbyt eleganckie, ale jesli by mialo przyniesc skutek, to dlaczego nie? Warto probowac wielu metod. Zreszta skoro Twoja zona moze, to dlaczego Ty masz miec jakies obiekcje? Skrupuly nie sa teraz Twoim zwolennikiem. Zastanow sie nad ta metoda.

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili
  Sokrates   

07.05.2013- Czarus smile

30

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

zagrania bronią twojej żony POPIERAM:) bądź taki sam jak ona są dwa wyjścia albo oboje się rozejdziecie albo ona zacznie się zastanawiać co jest grane i czy aby nie pali jej się grunt pod nogami co może wpłynąć na nią motywująco ....powodzenia

19.10.2010 r 1750 g 46 cm szczęścia o imieniu Nadia Kocham najmocniej :*
28.10.2016 r 1700 g 47 cm  synuś Fabianek :*

31

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Pozostaję więc pytanie do autora, czy faktycznie jest o co walczyć? Skoro już padają propozycję rozwodu, nie piszesz nic o dzieciach więc zakładam, że ich nie posiadacie, więc może to jest najlepsze wyjście, skoro żona nieustannie Cie oczernia i nic nie rokuje na poprawę tej sytuacji. Oczywiście możecie dalej się ze sobą męczyć, ona dalej może skarżyć się mamie czy komukolwiek innemu ale w imię czego masz to wszystko znosić?

GG: 1464002
"Nie ma takiej przeciwności, przeznaczenia, losu, które mogą zachwiać postanowieniem zdeterminowanej duszy"

32 Ostatnio edytowany przez Ewika99 (2014-02-13 12:27:03)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Bez obrazy, ale mysle ze z tym rozwodem to przesada. To co z tego, ze padly propozycje rozwodu? De facto, od ludzi, ktorzy wiedza o zyciu autora tyle, ile on sam zechcial opisac. Znamy tylko TEN JEDYNY problem, o czyms wiecej nie mamy zadnego pojecia, bo nie da sie opisac calego malzenskiego zycia w krotkim poscie. Autorze, ludzie na forum potrafia bardzo wesprzec na duchu, niekiedy dadza cenne rady, ale i nikt tak szybko Cie nie rozwiedzie jak oni wlasnie smile. Nie pisze tego ze zlosliwosci. Zauwazylam jedna tendencje na forum: ze ludzie chetnie sie rozwodza i rownie chetnie biora kredyty. Tyle ze rozwodzic sie kaza komu innemu, a i kredyty biora na czyjes konto. A sami w takich sytuacjach by tak nie postapili. Latwo komus napisac: rozwiedz sie, bo to nie chodzi o jego zycie. Nawet tej osoby nie zna, ktora chce rozwiesc. Tak samo z kredytami. Gdy ktos pisze, ze np. mieszka z tesciami i sie nie dogaduja to ludzie pisza zaraz: wez kredyt. No chwila chwila, przeciez ja doskonale wiem o istnieniu takiej mozliwosci jak kredyt, ale w przeciwienstwie do doradzajacych, znam tez swoja sytuacje finansowa i wiem, czy mnie na kredyt stac czy tez nie. Tak wiec mysle, ze rady takiego kalibru nie powinno sie udielac osobom, o ktorych, tak naprawde, niewiele wiemy. Bo mozna niezle komus spaprac zycie. smile

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili
  Sokrates   

07.05.2013- Czarus smile

33

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Ewika99, masz rację. Daleki jestem mimo wszystko od tak radykalnej decyzji, aczkolwiek - w emocjach - nie raz w ten sposób myślałem. Co ciekawe, żona także i myślała i niejednokrotnie sama sugerowała, że jak mi jej zachowanie nie odpowiada, to mogę się rozwieść. Nie wykluczam tej opcji, ale traktuję to jako ostateczność, jako akt desperacji i objaw instynktu samozachowawczego. Ostatnia nasza ostra rozmowa zakończyła się pakowaniem żony... Przerwałem jej i zasugerowałem, że spakować i wyjść z tego małżeństwa zawsze zdąży. Z widoczną ulgą przestała składać swoje rzeczy. Ale niewiele to dało, bo atmosfera i jej zachowania (obgadywanie) trwa jak widzimy nadal.
Sumując: nie należę do tych, którzy łatwo poddają się, więc i rozwód to coś, co traktuję jako ostateczność.

34 Ostatnio edytowany przez Ewika99 (2014-02-13 13:02:41)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
natan.75 napisał/a:

Ewika99, masz rację. Daleki jestem mimo wszystko od tak radykalnej decyzji, aczkolwiek - w emocjach - nie raz w ten sposób myślałem. Co ciekawe, żona także i myślała i niejednokrotnie sama sugerowała, że jak mi jej zachowanie nie odpowiada, to mogę się rozwieść. Nie wykluczam tej opcji, ale traktuję to jako ostateczność, jako akt desperacji i objaw instynktu samozachowawczego. Ostatnia nasza ostra rozmowa zakończyła się pakowaniem żony... Przerwałem jej i zasugerowałem, że spakować i wyjść z tego małżeństwa zawsze zdąży. Z widoczną ulgą przestała składać swoje rzeczy. Ale niewiele to dało, bo atmosfera i jej zachowania (obgadywanie) trwa jak widzimy nadal.
Sumując: nie należę do tych, którzy łatwo poddają się, więc i rozwód to coś, co traktuję jako ostateczność.

Wiec nastepnym razem, gdy zona bedzie sie pakowac, to jej nie powstrzymuj. Pojedzie do rodzicow, przemysli i wroci. Bo chyba nie bedzie siedziec u nich na garnuszku, skoro nawet pracy nie ma? Takie pakowanie sie to raczej demonstracja. "Patrz, do czego doprowadziles! Nie zalezy mi na naszym zwiazku, nie boje sie odejsc!" A tak naprawde tylko spoglada spod oka i prosi w duchu bys ja zatrzymal. I wtedy wychodzi na to, ze Tobie zalezy, a ona ma wszystko w d...e. Jest gora, bo okazala sie silniejsza i to Ty prosiles, by zostala. No wiec laskawa malzonka zostanie, ulegnie. A sprobuj jej nie zatrzymac, zobaczysz, ze bedzie sie ociagac z wyjsciem. Malo tego- zaproponuj, ze ja odwieziesz do rodzicow/hotelu/klezanki. I wyjdz. Nie pokazuj, ze Ci zalezy. Zaraz zmieknie. Nawet jak pojedzie, to predko wroci. Jestem kobieta, wiem co pisze:). Raz nawet probowalam zaszantazowac meza wyprowadzka, a on postapil doslownie tak, jak opisalam:). Lyso mi sie zrobilo i zaprzestalam takich glupich metod. Tylko ze nam poszlo o pierdole. Dzisiaj sie z tego smiejemy:) Ty masz powazniejszy problem. Musisz byc twardy i nie daj sie wpedzic w poczucie winy. Nic tak nie zmiekczy kobiety, jak facet, na ktorego nie dzialaja nasze sztuczki smile

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili
  Sokrates   

07.05.2013- Czarus smile

35

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Już miałem taką akcję... Jesienią. Poszło o to, że ...kupiłem nieodpowiedni chleb. Gdy wracałem z pracy, zadzwoniła, abym kupił po drodze chleb. Owszem, kupiłem. Ale ostatni, mocniej spieczony (ja akurat wolę wręcz spalone). Gdy wróciłem miała pretensje, że kupiłem taki przypieczony... Mnie trudno wyprowadzić z równowagi - tak też i tym razem spokojnie wyjaśniłem, że o takiej godzinie (17) trudno już kupić inny... Na jej dalsze wyrzuty, że mogłem wziąć innego gatunku, czy zadzwonić do niej i spytać czy taki kupić odparłem, że jestem już na tyle dużym chłopcem, że nie czuję potrzeby o takie pierdoły dzwonić i pytać się - to raz, a dwa, że siedząc cały dzień w domu i mając czas - sama mogła ruszyć się i pójść wcześniej do sklepu (dwa rzuty beretem) by kupić taki jaki sobie wymarzyła. Wywiązała się awantura jak zwykle (awantura, potrzebne wyjaśnienie: ja spokojny i rzeczowy, co chwilę ją stopujący, ona narwana, rozeźlona, rzucająca słowami, podnosząca głos, ze wściekłą miną i zabójczym, w sensie morderczym, spojrzeniem), która skończyła się jej telefonem do rodziców, by po nią przyjechali. Spakowała się w toboły i pojechała do domu rodzinnego. Ja spokojnie, bez słowa na to patrzyłem, nic nie pomogłem tylko sobie grałem na kompie smile
Po tygodniu wróciła skruszona, niepewna jak ją przyjmę...
Tym razem i ja i ona wiemy, ze taka wyprowadzka, takie wyjście będzie już bez powrotu. Więc i zdając sobie z tego sprawę, tego nie chcę jako formy gry...

36 Ostatnio edytowany przez Joga (2014-02-13 13:23:02)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
Ewika99 napisał/a:

Bez obrazy, ale mysle ze z tym rozwodem to przesada. To co z tego, ze padly propozycje rozwodu? De facto, od ludzi, ktorzy wiedza o zyciu autora tyle, ile on sam zechcial opisac. Znamy tylko TEN JEDYNY problem, o czyms wiecej nie mamy zadnego pojecia, bo nie da sie opisac calego malzenskiego zycia w krotkim poscie. Autorze, ludzie na forum potrafia bardzo wesprzec na duchu, niekiedy dadza cenne rady, ale i nikt tak szybko Cie nie rozwiedzie jak oni wlasnie smile. Nie pisze tego ze zlosliwosci. Zauwazylam jedna tendencje na forum: ze ludzie chetnie sie rozwodza i rownie chetnie biora kredyty. Tyle ze rozwodzic sie kaza komu innemu, a i kredyty biora na czyjes konto. A sami w takich sytuacjach by tak nie postapili. Latwo komus napisac: rozwiedz sie, bo to nie chodzi o jego zycie. Nawet tej osoby nie zna, ktora chce rozwiesc. Tak samo z kredytami. Gdy ktos pisze, ze np. mieszka z tesciami i sie nie dogaduja to ludzie pisza zaraz: wez kredyt. No chwila chwila, przeciez ja doskonale wiem o istnieniu takiej mozliwosci jak kredyt, ale w przeciwienstwie do doradzajacych, znam tez swoja sytuacje finansowa i wiem, czy mnie na kredyt stac czy tez nie. Tak wiec mysle, ze rady takiego kalibru nie powinno sie udielac osobom, o ktorych, tak naprawde, niewiele wiemy. Bo mozna niezle komus spaprac zycie. smile

To prawda, że na forum wiemy o problemie tyle co autor napisał więc jest to wersja jednostronna ale zakładam, że autor nie koloryzuje i nie przerysowuje zachowania żony. Co do "rozwodzenia" ja nie jestem zwolenniczką  trwania za wszelką cenę w związku, jeśli jest do doopy a tutaj ewidentnie jest. Myślę  tutaj nie o tym, że zona nie pracuje i nie interesuje mnie co robi albo czego nie robi w ramach "obowiązków" domowych. Bardziej przyglądam się tutaj relacjom w związku i widzę, brak szacunku, nieumiejętność rozmowy, niedojrzałość i dużo złych emocji.
Staram się udzielać rad uwzględniając własne doświadczenia. Miałam trochę podobnie i wiem, że na dłuższą metę w takim związku funkcjonować się nie da. Ja odeszłam, nie było co prawda ślubu ale to akurat duży plus. Po ślubie trudniej się rozstać ale prawdziwy problem pojawia się kiedy są dzieci. Teraz jeszcze można, on oddaje jej telewizor ona się pakuje i spotykają się w sądzie - dużo emocji ale sytuacja dość prosta.

Ewika99  skoro ktoś pisze o problemie na forum to dostaje różne odpowiedzi i musi z  nich "wybrać" to co będzie dla niego dobre. Zarzucasz nam, że radzimy nic nie wiedząc o prawdziwym życiu autora, dokładnie to samo można powiedzieć o Tobie, nie jesteś lepsza bo radzisz mu, żeby trwał - nie świadczy to o tym że życzysz mu dobrze a ja sugerując terapię albo rozstanie życzę mu wrednie źle. Polemizowałabym tutaj na temat intencji....

Czym dla autora jest małżeństwo i jak je sobie wyobraża??? Czy chociaż kilka elementów z jego "wizji" małżeństwa pokrywa się z tym co ma?

Ja nadal uważam, że dorośli ludzie SAMI rozwiązują swoje problemy, ewentualnie z pomocą specjalisty. Skoro żona problemu nie widzi i do psychologa nie pójdzie to gzdie jest sens tego wszystkiego??? Czekanie na cud i cudowne przemienienie jest stratą czasu swojego i jej, jeśli stoisz w miejscu to się cofasz. Problemy trzeba rozwiązywać a nie udawać, że ich nie ma.

natan.75 Napisz może co jest takiego wartościowego w waszych relacjach i podaj argumenty dla których chcesz trwać przy żonie. Pomijając fakt, spędzonego czasu przed ślubem i nie uzywając jako argumentu samego sakramentu.

Sama wolność jest tylko możliwością. Ja odpowiadam za to, do czego jej użyję. Używanie wolności jest zawsze ryzykowne, m.in. dlatego, że nie mamy daru widzenia przyszłości. Ale na tym też polega przyjemność życia, że trzeba coś wybrać.

37

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Ciezka ta Twoja zona. Nie potrafi panowac nad emocjami. Taka mysl mnie naszla: ja sie tak zachowuje przed okresem. Wtedy biedny ten moj maz. wink. Obrywa mu sie za wszystko i za nic. No ale ciezko w przypadku Twojej zony posadzac ja o stale trwajaca menstruacje;). To zart, tak dla rozluznienia atmosfery. Jak myslisz, jakby zareagowala, gdybys pokazal jej ta strone?

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili
  Sokrates   

07.05.2013- Czarus smile

38

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Joga, przeciez nie pialam bezposrednio do Ciebie. Ja tez nie jestem zwolenniczka trwania w zwiazku ponad wszystko. Co to, to nie. Uwazam jednak, ze za malo wiemy o malzenstwie autora, by podpowiadac mu od razu rozwod. Moze, gdyby zechacial wiecej napisac... Ale tak od razu? Takie glosy sie przeciez pojawily. Jezeli taka sytuacja trwa od zawsze, badz od dawna, jezeli zona nie chce poprawic relacji, to logicznym jest, ze lepiej w takim zwiazku nie tkwic. Zauwaz jedno- oni sa w zwiazku od niedawna. To moze byc etap docieania sie. Moze zona nie potrafi tak od razu wejsc w role lojalnej malzonki? Na poczatku malzenstwa przewaznie tak jest, ze czesto sie wraca do domu rodzinnego, ze o rady pyta sie rodzicow, ze w duzej mierze sie slucha tego, co mowi mama. Co innego obgadywanie. Tutaj jest to nie fair wobec wspolmalzonka i tutaj trzeba szukac rozwiazania. Gdy zona odetnie pepowine, przestanie sluchac mamusi, to i obgadywac nie bedzie. A zeby nie obgadywala i sie nie nudzila to trzeba ja zagonic do wykonywania OBOWIAZKOW. Bo to, ze sprzatnie i ugotuje pracujacemu mezowi to jej z.....y obowiazek- przepraszam za wyrazenie. Miedzy czasie trzeba popracowac nad komunikacja. Autor pisze, ze rozwodu nie chce, a wiec jeszcze jakiejs ogromnej tragedii nie ma i widzi szanse dla swojego malzenstwa. Problemem jest jego zona. To ja trzeba "zresocjalizowac". Joga, wypraszam sobie insynuacje, ze zle zycze autorowi. Ja o Tobie ani o nikm tutaj w ten sposob nie napisalam. Po prostu zanim sie komus napisze: rozwiedz sie, trzeba sie zastanowic. Trzeba znac druga wersje wydarzen, ze tak powiem. Nie sztuka jest sie rozwiesc. Sztuka jest zyc ze soba, by do tego rozwodu nie doszlo.

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili
  Sokrates   

07.05.2013- Czarus smile

39

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Nie kłóćcie się, Drogie Panie, nie jest to aż tak istotne. Wiadomo, że czytając o podobnych sytuacjach i czując zwątpienie autora czy autorki - pierwszą myślą jest sugestia uwolnienia się z czegoś tak dołującego i unieszczęśliwiającego.
Myślę, że nawet i takie, wprost, rady by się rozwieść są dobre. Bo to też przecież jest rozwiązaniem. To już od poczucia wartości - jakby nie patrzeć - własnego małżeństwa czy związku zależy, czy taka radykalna decyzja zostanie podjęta. Sam fakt, że ktoś, podobnie jak i ja sam, tutaj pisze o swoim problemie świadczy, że szuka pomocy przed katastrofą jaką jest rozstanie, że daje sobie, partnerowi i związkowi nadal szansę.
Owszem, dzieci nie mamy jeszcze, małżeństwem jesteśmy dopiero niecały rok. Ja mam za sobą już dłuższy, wolny związek, żona raczej nie.
Zdaję sobie sprawę i na to biorę ogromną poprawkę rozpatrując nasz relacje, że rzeczywistość (małżeństwo, wyprowadzka z domu rodzinnego, zmiana środowiska itp.) ją najnormalniej przerosła - stąd poczucie zagubienia, zagrożenia nawet i złości. Być może. I mam nadal nadzieję, że "pępowinę" w końcu przetnie. Póki co, ją wzmocniła wybierając u operatora telefonu komórkowego roczne, darmowe połączenia z jednym numerem.
Zgadnijcie z kim?
No właśnie... smile

40

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Ewika99 docierać to się można względem domowych obowiązków i podziału zdań, a nie gdy jeden małżonek nie szanuję drugiego. Skoro staż jest krótki to może decyzja o małżeństwie została podjęta zbyt pochopnie. A jeśli tak się stało to lepiej się wycofać zanim pojawi się wspólne dziecko, kredyt na dom i samochód, wtedy będzie dużo więcej powiązań trzymających małżonków razem. Ratować trzeba jeśli jest co, jeśli nie ma należy w miarę kulturalnie się rozstać. Decyzja, która drogą podążać należy do autora.
Autorze, co tak naprawdę łączy Cię z żoną, skupmy się teraz trochę na tych pozytywach, skoro wiemy w czym tkwi problem.
Jak wyglądał wasz związek wcześniej, jak długo się spotykaliście przed ślubem, czym decyzja o małżeństwie była podyktowana, czy mieszkaliście razem przed ślubem, czy dopiero po, jaka jest różnica wieku między wami. Może mając bardziej naświetloną sytuacje, ktoś napiszę coś pożytecznego smile

GG: 1464002
"Nie ma takiej przeciwności, przeznaczenia, losu, które mogą zachwiać postanowieniem zdeterminowanej duszy"

41 Ostatnio edytowany przez Joga (2014-02-13 14:34:41)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
agnik napisał/a:

Ewika99 docierać to się można względem domowych obowiązków i podziału zdań, a nie gdy jeden małżonek nie szanuję drugiego. Skoro staż jest krótki to może decyzja o małżeństwie została podjęta zbyt pochopnie. A jeśli tak się stało to lepiej się wycofać zanim pojawi się wspólne dziecko, kredyt na dom i samochód, wtedy będzie dużo więcej powiązań trzymających małżonków razem. Ratować trzeba jeśli jest co, jeśli nie ma należy w miarę kulturalnie się rozstać. Decyzja, która drogą podążać należy do autora.
Autorze, co tak naprawdę łączy Cię z żoną, skupmy się teraz trochę na tych pozytywach, skoro wiemy w czym tkwi problem.
Jak wyglądał wasz związek wcześniej, jak długo się spotykaliście przed ślubem, czym decyzja o małżeństwie była podyktowana, czy mieszkaliście razem przed ślubem, czy dopiero po, jaka jest różnica wieku między wami. Może mając bardziej naświetloną sytuacje, ktoś napiszę coś pożytecznego smile

Dokładnie! napisz jakie są pozytywy co takiego super jest w Twojej żonie, waszym związku, poza samym uczuciem, że warto trwać i że w ogóle zdecydowałeś się na ślub (jak już rozbebeszać to na czynniki pierwsze big_smile )

Ewika99 odpowiedziałam bo jestem jedną z osób, które jeśli autor nie dogada się z żoną, sugerują rozstanie.  Nie obraziłam się, nie traktuj mojego posta jako ataku, pokazuję ci inną stronę sytuacji smile


Natan75 nikt się nie kłóci to tylko dyskusja smile

Ewika99 napisał/a:

Moze zona nie potrafi tak od razu wejsc w role lojalnej malzonki? Na poczatku malzenstwa przewaznie tak jest, ze czesto sie wraca do domu rodzinnego, ze o rady pyta sie rodzicow, ze w duzej mierze sie slucha tego, co mowi mama

Najpierw wchodzi się w rolę lojalnej partnerki, później narzeczonej a później żony i to dzieję się "samo, to proces naturalny, jeśli kobieta ma z tym problem to nie dojrzała do zakładania rodziny.

No to co cudownego poza wyglądem, uczuciem i sakramentem jest w tej obgadywanej tutaj "białogłowie"?????? big_smile

Sama wolność jest tylko możliwością. Ja odpowiadam za to, do czego jej użyję. Używanie wolności jest zawsze ryzykowne, m.in. dlatego, że nie mamy daru widzenia przyszłości. Ale na tym też polega przyjemność życia, że trzeba coś wybrać.

42

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
Joga napisał/a:

No to co cudownego poza wyglądem, uczuciem i sakramentem jest w tej obgadywanej tutaj "białogłowie"?????? big_smile

Fakt, to obgadywanie. Tyle, że jednak anonimowe, a moja małżonka nie będzie potem z nikim tu się spotykać i czuć się nieswojo, jak ja obecnie.
Byliśmy przed ślubem parę lat razem. Czasem żona "pobywała" u mnie dłużej, trzy dni-tydzień. Ale raczej nic nie wskazywało wówczas, by była tak niemiła. Różnica wieku? Dziesięć lat. Co cudownego? Joga, zadałaś mi ćwieka... Uczucie? No bo jest, przynajmniej z mojej strony. Nie trzymałbym się tak tego małżeństwa nic nie czując do żony. Mam za sobą już trudne rozstania w przeszłości i zaprawiony w tym jestem smile Czy fakt istnienia "uczucia" nie wystarcza by walczyć o małżeństwo? Fakt, jeśli zauważa się, że tego brakło po drugiej stronie - walka traci sens.

43

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
agnik napisał/a:

Ewika99 docierać to się można względem domowych obowiązków i podziału zdań, a nie gdy jeden małżonek nie szanuję drugiego. Skoro staż jest krótki to może decyzja o małżeństwie została podjęta zbyt pochopnie. A jeśli tak się stało to lepiej się wycofać zanim pojawi się wspólne dziecko, kredyt na dom i samochód, wtedy będzie dużo więcej powiązań trzymających małżonków razem. Ratować trzeba jeśli jest co, jeśli nie ma należy w miarę kulturalnie się rozstać. Decyzja, która drogą podążać należy do autora.
Autorze, co tak naprawdę łączy Cię z żoną, skupmy się teraz trochę na tych pozytywach, skoro wiemy w czym tkwi problem.
Jak wyglądał wasz związek wcześniej, jak długo się spotykaliście przed ślubem, czym decyzja o małżeństwie była podyktowana, czy mieszkaliście razem przed ślubem, czy dopiero po, jaka jest różnica wieku między wami. Może mając bardziej naświetloną sytuacje, ktoś napiszę coś pożytecznego smile

Agnik, przeciez autor pisze, dosc wyraznie, ze z zona nie dogaduja sie, jesli chodzi o obowiazki domowe. Tutaj jest rowniez duzy problem. Chociazby opisana sytuacja z chlebem. Jest to dosc wazne, bo jezeli nie omowi sie dokladnie obowiazkow- co i kto robi, to potem sa wzajemne klotnie i pretensje. I o to mi chodzi. Ze trzeba sie dotrzec we wszystkich sferach. Na przyklad brat mojego meza i jego zona sa najbrdziej udanym i zgodnym malzenstwem, jakie znam. Nie kloca sie, wszedzie razem wychodza, chociaz sami rowniez i jedno drugiemu problemow nie robi, szanuja, jedno jest lojalne wobec drugiego. Naprawde. A moja tesciowa opowiadal mi, ze jak byli mlodzi to w klotni bratowa potrafila za mezem nozem rzucic (tak zeby nie trafic oczywiscie ). Ktos napisze: co to za zona. A ja odpowiem: jedna z lepszych. Kwestia dotarcia sie. Dzisiaj oboje maja ponad 40 lat i widac, ze sie kochaja. I jedno bez drugiego zyc nie moze. Na poczatku malzenstwa przewaznie sa spory, klotnie, kazdy chce pokazac, ze to on bedzie tym "rzadzacym". Oczywiscie nie bronie zony autora, bo tu ewidentnie jest jej wina, ale poniekad tlumaczy ja to, ze jest mloda mezatka. Nie daje jej przyzwolenia na obgadywanie meza, bo to jest w ogole ponizej pasa, ale nie dziwie sie, ze czesto dzwoni badz jezdzi do rodzicow. Co nie przyzwala jej na obrabianie tylka wlasnemu mezowi. Osobiscie nie jestem za tym, by o wszystkich swoich sprawach opowiadac rodzicom. Sa jakies granice intymnosci. Niektore rzeczy powinny pozostac pomiedzy malzonkami. I zeby nie bylo, ze tak czepilam sie tych obowiazkow domowych- kwestia komunikacji jest rowniez bardzo istotna. Autor powinien ustalic z zona, czy oboje patrza w jedna strone, jezeli chodzi o ich malzenstwo? Interesuja mnie rowniez Twoje relacje z tesciami: czy zawsze byly wrogie? Czy tesciowie mieli cos przeciwko Waszemu malzenstwu?

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili
  Sokrates   

07.05.2013- Czarus smile

44

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Piszesz o uczuciach... Ale Twoja zona musiala do Ciebie cos czuc, skoro za Ciebie wyszla? Nie sadze, by to byla jakas zimna kalkulacja z jej strony. Czegos brakuje jednak w Waszym zwiazku? Zaufania? Bo dlaczego Twoja zona woli problemy omawiac z rodzicami zamiast z Toba? Bo ze lojalnosci i uczciwosci brakuje, to jest ewidentne- masz dowody w postaci rewelacji wymyslanych na Twoj temat. A moze Twoja zona to po prostu taki typ? Jezeli chodziloby o faceta to napisalabym "maminsynek". A jak opisac Twoja zone? Coreczka rodzicow jest chyba najodpowiedniejsze. W takich wypadkach najczesciej sugeruje sie odciecie pepowiny, tylko ze ta pepowine powinna odciac Twoja zona. Ty mozesz jej co najwyzej podac nozyczki. Ciezko jest odciagnac meza od maminego cycusia, w przypadku zony jest to zapewne co najmniej tak samo trudne... Masz kilka opcji:
1.albo sie rozwiesc (nie macie dzieci, co ulatwia sytuacje), ale dla mnie to by byla ostatecznosc gdyby wszystkie inne metody zawiodly;
2.albo probowac zagrac w taki sam sposob, jak zona- metoda zawstydzenia zony;
3.albo wygarnac jej i tesciom, co Ci lezy na watrobie-skutki niewiadome;
4.albo spokojnie tlumaczyc, prosic, zachecac do pracy nad soba i relacjami miedzy Wami- skutki raczej marne, bo metoda juz wyprobowana, ale zawsze mozna z uporem maniaka probowac dalej, az efekt bedzie wink- jednak jest ryzyko, ze wyczerpiesz swoje poklady cierpliwosci i wtedy dosc szybko zastsujesz opcje nr. 3 wink
5.albo pogodzic sie z charakterkiem zony, byc dalej "zlym" zieciem i miec dalej w domu male piekielko...

Od Ciebie zalezy, co wybierzesz. Moze sa jeszcze jakies inne rozwiazania. Warto sie zastanowic.

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili
  Sokrates   

07.05.2013- Czarus smile

45

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
natan.75 napisał/a:

Co cudownego? Joga, zadałaś mi ćwieka... Uczucie? No bo jest, przynajmniej z mojej strony. Nie trzymałbym się tak tego małżeństwa nic nie czując do żony. Mam za sobą już trudne rozstania w przeszłości i zaprawiony w tym jestem smile Czy fakt istnienia "uczucia" nie wystarcza by walczyć o małżeństwo? Fakt, jeśli zauważa się, że tego brakło po drugiej stronie - walka traci sens.

Podpowiem ci trochę, opisując mój związek big_smile
Oprócz uczucia jest szacunek, zaufanie, wzajemne wsparcie, współpraca, takie same priorytety, podobne potrzeby.

Wiem, że na męża ZAWSZE mogę liczyć, że gdybym poprosiła, żeby na piechotę za mną na księżyc poszedł to pójdzie bez marudzenia, jeśli będę miała taka potrzebę. Wsparcie tzn że bez względu co wymyślę, że chciałabym zrobić on będzie mi pomagał dopingował i nigdy nie podetnie mi skrzydeł wątpiąc we mnie czy sens tego co robię. To oczywiście dlatego, że ufa mi w 100% i wie, że zanim się do czegoś zabiorę MYŚLĘ i analizuję, że nie podejmuje pochopnych decyzji.

Jaki jest mój mąż??? Mądry, dojrzały, inteligenty, dobre serducho, ma poczucie humoru i jest pracowity, poukładany. Jest ideałem (dla mnie oczywiście) big_smile A jaki jest nasz związek??? Ja jestem ekstrawertyczką, energiczna i działająca dla mnie nie ma rzeczy nie mozliwych on jest dopełnieniem spokojny, rzeczowy, konkretny introwertyk, ja go uczę rozmawiać, uczę też asertywności on mnie stopuje, on uczy mniej emocjonalnie podchodzić do  życia (wiadomo kobieta to chodzące emocje) smile

Nigdy nie sprawił mi przykrości, słowem lub zachowaniem. Jest tak fajnie w naszym związku, że nawet nie wiedziałam, że tak fajnie może być.

No to teraz wymieniaj ty .....:D

Sama wolność jest tylko możliwością. Ja odpowiadam za to, do czego jej użyję. Używanie wolności jest zawsze ryzykowne, m.in. dlatego, że nie mamy daru widzenia przyszłości. Ale na tym też polega przyjemność życia, że trzeba coś wybrać.

46

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
Ewika99 napisał/a:

Interesuja mnie rowniez Twoje relacje z tesciami: czy zawsze byly wrogie? Czy tesciowie mieli cos przeciwko Waszemu malzenstwu?

Ewika, nie były i nie są wrogie. Niby są ok, stosunki są poprawne, ale. Ale czuję, że w powietrzu wisi coś, jakiś żal, jakieś obwinianie mnie za to, że ich córka nie czuje się szczęśliwa. Myślę, że to całe obgadywanie mnie, przedstawianie jakie funduje moja żona tak zadziałało. Normalnie duszę się przy nich i z trudem powstrzymuję się od zagajenia rozmowy na temat. Nie utrzymywałbym kontaktu z kimś wrogo do mnie nastawionym i już. Tu tego nie ma, ale nie ma także z ich strony chęci poznania moich wersji, o których wiedzą od córki. Wiem też, że już chyba tylko kwestią czasu jest wrogie mnie potraktowanie. Bo muszę być chyba ostatnim gnojkiem, że tak niszczę ich córkę i zatruwam jej życie, że ona biedna szuka ratunku u nich i stale na mnie żali się czy nadaje. Wrogości z ich strony nie ma, wręcz są trochę zdziwieni, że jakoś ja zaczynam się wycofywać z kontaktów z nimi. Ale czując na sobie ich ciężkie, skrywane spojrzenia, czując czasem niezręczne milczenie - czuję się tam trochę persona non grata...

47 Ostatnio edytowany przez natan.75 (2014-02-13 15:20:39)

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
Joga napisał/a:

No to teraz wymieniaj ty .....:D

Niestety, odpadam tutaj i mówię: pass. Z zazdrością przeczytałem Twoje słowa o mężu. Widać nie zasługuję na podobny opis ze strony mojej żony. I nie dlatego, że jestem wobec mojej małżonki zupełnie inny niż Twój wobec Ciebie. W swojej zarozumiałości napiszę, że być może i byłbym (byłbym) podobny, gdyby moja żona potrafiła i chciała to dostrzec...

48

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
natan.75 napisał/a:
Joga napisał/a:

No to teraz wymieniaj ty .....:D

Niestety, odpadam tutaj i mówię: pass. Z zazdrością przeczytałem Twoje słowa o mężu. Widać nie zasługuję na podobny opis ze strony mojej żony. I nie dlatego, że jestem wobec mojej małżonki zupełnie inny niż Twój wobec Ciebie. W swojej zarozumiałości napiszę, że być może i byłbym (byłbym) podobny, gdyby moja żona potrafiła i chciała to dostrzec...

natan75 nie odpadasz i nie pasujesz bo prosiłam, żebyś napisał coś dobrego o swojej żonie smile prośbę ponawiam

ps. poza tymi "plusami" mamy kilka wad ja i mój mąż ale sa one tak drobne i mało znaczące, że nie stanowią problemu w zyciu codziennym.

Sama wolność jest tylko możliwością. Ja odpowiadam za to, do czego jej użyję. Używanie wolności jest zawsze ryzykowne, m.in. dlatego, że nie mamy daru widzenia przyszłości. Ale na tym też polega przyjemność życia, że trzeba coś wybrać.

49

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Niestety wziąłeś za żonę trutnia i bomisia (bo mi się należy), uzależnionego od poczucia pokrzywdzenia (cokolwiek się nie wydarzy, ona jest tą pokrzywdzoną).
Pogoń do roboty, a na zarzuty jaka to ona jest zmęczona, niech pokaże EFEKTY swojej pracy.
Co do Waszych rozmów, nagraj jedną. Potem puść i zapytaj czy chciałaby żebyś Ty tak z nią rozmawiał. I zaprezentuj że możesz, rzuć kilka zdań podobnym tonem
Oczywiście się obrazi że ją nagrywałeś, trudno. Jak już jej przejdzie, zapytaj ponownie.
Nie masz obowiązku znosić tego typu traktowania.

50

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
natan.75 napisał/a:
Ewika99 napisał/a:

Interesuja mnie rowniez Twoje relacje z tesciami: czy zawsze byly wrogie? Czy tesciowie mieli cos przeciwko Waszemu malzenstwu?

Ewika, nie były i nie są wrogie. Niby są ok, stosunki są poprawne, ale. Ale czuję, że w powietrzu wisi coś, jakiś żal, jakieś obwinianie mnie za to, że ich córka nie czuje się szczęśliwa. Myślę, że to całe obgadywanie mnie, przedstawianie jakie funduje moja żona tak zadziałało. Normalnie duszę się przy nich i z trudem powstrzymuję się od zagajenia rozmowy na temat. Nie utrzymywałbym kontaktu z kimś wrogo do mnie nastawionym i już. Tu tego nie ma, ale nie ma także z ich strony chęci poznania moich wersji, o których wiedzą od córki. Wiem też, że już chyba tylko kwestią czasu jest wrogie mnie potraktowanie. Bo muszę być chyba ostatnim gnojkiem, że tak niszczę ich córkę i zatruwam jej życie, że ona biedna szuka ratunku u nich i stale na mnie żali się czy nadaje. Wrogości z ich strony nie ma, wręcz są trochę zdziwieni, że jakoś ja zaczynam się wycofywać z kontaktów z nimi. Ale czując na sobie ich ciężkie, skrywane spojrzenia, czując czasem niezręczne milczenie - czuję się tam trochę persona non grata...

Moze oni wlasnie czekaja na wyjasnienia? Skoro Ty nic nie mowisz, nie prostujesz to moze mysla, ze tak jest naprawde, jak Twoja zona opisuje. Moze nie chca pierwsi zaczynac rozmowy, bo nie chca sie wtracac? Myslalam, ze Twoi tesciowie to wredni intryganci, chcacy rozwalic Twoje malzenstwo. le z Twego opisu wynika teraz, ze nie jest tak zle, jak sie na poczatku wydawalo. Spokojna, rzeczowa rozmowa nie powinna zaszkodzic i zepsuc Waszych relacji.

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili
  Sokrates   

07.05.2013- Czarus smile

51

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Robienie karczemnej awantury ze względu na zły chleb nie jest objawem docierania się, tylko tego, że żona ma jakiś poważny problem ze sobą. Albo jest choleryczką i robi aferę z niczego, albo ma inny problem, o którym nie chce mówić i korzysta z każdej możliwości wyżycia się i okazania swoich negatywnych emocji pod byle pretekstem.

Ja co prawda mężatką nie jestem, ale praktycznie od niemal samego początku związku mieszkam z partnerem, od kilku miesięcy jesteśmy już na swoim, można powiedzieć, że żyjemy jak małżeństwo. Nie wyobrażam sobie żeby robić aferę o nie taki chleb, albo podobną błahostkę. Owszem kilka rzeczy trzeba było ustalić, kilka rozważyć ale wystarczyła rozmowa bez darcia kotów i rzucania nożami. I właśnie komunikacja w związku jest kluczem do sukcesu, niestety ludzie niczego tak nie unikają jak szczerej prostej rozmowy.

Autorze a jak wygląda rozmawiania o problemach u Twojej żony, czy kiedykolwiek potrafiła otwarcie mówić o tym co jej nie pasuję, czy ona z gatunku tych księżniczek, u których trzeba się domyślać co im po głowie chodzi? Swoją drogą mało napisałeś o tym co łączy Cie z żoną. Może usiądź i dobrze się zastanów, coś tam musi tkwić oprócz uczucia. Mi wystarczy moment żeby zebrać cała listę zalet mojego partnera, począwszy od takich rzeczy jak otwartość, dojrzałość, inteligencja, to, że zawsze służy mi wsparciem, kiedy ja silna i niezależna kobieta upadam wink, że zawsze jest wtedy kiedy go potrzebuję, że znam mnie na tyle, że powiem trzy słowa a on rozumie coś co innej osobie musiałabym wyłożyć zajmując cała kartkę papieru, kończąc na głupim kubku ciepłej kawy podstawionym pod nos, kiedy ciężko mi jest się obudzić. Coś w końcu musiało Cie urzec w tej kobiecie, że postanowiłeś, że to ona zostanie Twoją żoną, chyba, że wyszedłeś z założenia, ze czas najwyższy na żeniaczke a ona była pod ręką.

GG: 1464002
"Nie ma takiej przeciwności, przeznaczenia, losu, które mogą zachwiać postanowieniem zdeterminowanej duszy"

52

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

OK.
Jest (czasami) ciepła, podoba mi się, to chyba oczywiste... Ma dużo dobrych cech charakteru, jest konkretna, uparta i stanowcza, aczkolwiek może i to jest przyczyną naszych problemów. Jest osobą bardzo wrażliwą i uczynną, aczkolwiek bywają u mnie chwile - w to - zwątpienia. Jest osobą utalentowaną, o specyficznym poczuciu humoru. Bywało, że dobrze czułem się w jej towarzystwie. Ale bywało, bo za każdym zgrzytem mam chęć uciekać od niej.
Jest (bywa) towarzyska, przewidująca i przedsiębiorcza, czym nie raz potrafiła mnie motywować. Raczej twardo stąpa po ziemi, czym często mnie doprowadza do pionu, bo ja bywam niekiedy szalony.

53

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami
Czarna Kotka napisał/a:

Niestety wziąłeś za żonę trutnia i bomisia (bo mi się należy), uzależnionego od poczucia pokrzywdzenia (cokolwiek się nie wydarzy, ona jest tą pokrzywdzoną).
Pogoń do roboty, a na zarzuty jaka to ona jest zmęczona, niech pokaże EFEKTY swojej pracy.
Co do Waszych rozmów, nagraj jedną. Potem puść i zapytaj czy chciałaby żebyś Ty tak z nią rozmawiał. I zaprezentuj że możesz, rzuć kilka zdań podobnym tonem
Oczywiście się obrazi że ją nagrywałeś, trudno. Jak już jej przejdzie, zapytaj ponownie.
Nie masz obowiązku znosić tego typu traktowania.

Dokladnie. Popieram Czarna Kotke. Tu nie pomoze rozmawianie, a jedynie pognanie do roboty. Zonie sie nudzi i wymysla sobie zajecia... Porozmawiac to mozesz co najwyzej z tesciami, by zony nie buntowali. Polowice do pracy albo przynajmniej niech dom ogarnie i nie spi do poludnia.

Natura dała nam dwoje oczu, dwoje uszu, ale tylko jeden język po to, abyśmy więcej patrzyli i słuchali, niż mówili
  Sokrates   

07.05.2013- Czarus smile

54

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

Pogonić do pracy? A co to niewolnica? Radzisz, żeby facet stał się głową rodziny i wydawał dyspozycje, rozstawiając żonę po kątach, i może rozliczał z prowadzenia domu testem białej rękawiczki?
Myślałam, że podległość żony mężowi powoli odchodzi z naszej mentalność na rzecz bardziej partnerskiego traktowania, dialogu, nie wydawania poleceń. Aż przykro czytać takie słowa pisane przez tak młode osoby.

GG: 1464002
"Nie ma takiej przeciwności, przeznaczenia, losu, które mogą zachwiać postanowieniem zdeterminowanej duszy"

55

Odp: Moja żona oczernia mnie za plecami

A co to on, niewolnik?
Ma pracować na ksieżniczkę, której rączki do zadka przyrosły, w zamian dostając tylko niezadowolenie?
Niestety równouprawnienie to również obowiązki.

Posty [ 1 do 55 z 147 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » Moja żona oczernia mnie za plecami

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018