a tak lilly z ciekawości dlaczego ciebie nie znosili "ludzie" ? i i ile ci "ludzie", którzy ciebie nie znosili mieli lat ?
Podobne tematy
a tak lilly z ciekawości dlaczego ciebie nie znosili "ludzie" ? i i ile ci "ludzie", którzy ciebie nie znosili mieli lat ?
Tak szczerze powiedziawszy nie wiem, myślę że to było przeznaczenie/przypadek. Słyszałam od jednej dziewczyny z która raz udało mi sie normalnie porozmawiać co niby mówili nieoficjalnie (uważam że oficjalnie sie nie liczy). Powiedziała że oni uważają że ja mam się za lepszą (nigdy czegoś takiego nie stwierdziłam, wręcz przeciwnie), że zawsze muszę mieć odmienne zdanie, że jestem "poważna", nienormalna itd. Nie będe się rozpisywać, bo nie na temat. Lat mieli od 7 do 19.
niki71 napisał/a:Wiesz jak takie dziecko się czuje jak wszyscy dostają paczki na Mikołajki a ono nie.Dla małych dzieci to atrakcja.I nie chodzi o to co jest w paczce tylko o sam fakt.
A jak się czuje dziecko brzydkie, rude, grube czy niepełnosprawne, z którego wszyscy się śmieją? Jest odpychane przez 10 miesięcy w roku, a nie jeden dzień.
Widzisz, to jest tak, każdy rodzic wychowuje swoje dziecko wedle wybranego przez siebie modelu wartości. Mnie też się nie podoba to co matka robi temu dzieciakowi, potępiam to. Babka uważa, że wycieczki, kolonie, Mikołajki to durne wymysły szkoły na które nie będzie się składać. Na pewno wcale nie mniejszym nietaktem i niezręczną sytuacją będzie zaprzężenie wychowawcy i pedagoga szkolnego żeby jak to zostało określone "objaśniło jej skutki takiej decyzji na stan samopoczucia dziecka" (czytaj. wywierało zwyczajnie naciski na matkę w tej kwestii). Możemy ją potępiać, możemy ją nazwać matką złą i samolubną, ale kwestionowanie decyzji rodzica nie jest wcale lepsze, szczególnie przy podłożu właśnie takim: "Spojrzy Pani na nią. Wie Pani jak takie dziecko się czuje jak wszyscy dostają paczki na Mikołajki a ono nie?" Chwyty emocjonalne są naprawdę poniżej pasa.
Jeśli dzieci wyśmiewają kogoś bo jest gruby albo rudy to wina rodziców tych dzieci.Proste.
Ich wina że nie nauczyli dzieci że to że ktoś jest inny nie jest powodem wyszydzania go.
Ale jak się nie rozmawia z dzieckiem tylko myśli wyłącznie o zarabianiu kasy to tak jest.
gojka102 napisał/a:I tu nie chodzi o to w co kto wierzy tylko o bycie razem z klasą,o integrację,o to by dziewczynka nie czuła się w żaden sposób odrzucona.
Ja to tak rozumiem i uważam,że trzeba mądrych,myślących rodziców by w ten prosty sposób ten cały mikołajkowy zwyczaj przyjęli.Pewnie, że fajnie. Tylko że mogą być rodzice, którzy nie chcą dla swojego dziecka takiej integracji w stylu Mikołajek czy wycieczek szkolnych. Tak może być z różnych przyczyn, czasem nawet nie z powodu przyczyn religijnych. Należało by wtedy taki pogląd uszanować, a nie szukać od razu jakiś dysfunkcji czy problemów, jak niektórzy.
Integracja to nie tylko bycie razem na co dzień,to także bycie ze sobą w jakichś uroczystych czy szczególnych chwilach.
Rozumiem,że rodzice nie muszą godzić się na wszystko co proponuje dana społeczność.
Ja na przykład jakiś czas temu na przystałam na to by moje dziecko-pierwszoklasistka wtedy- miała imprezę po pasowaniu na pierwszaka w ekskluzywnej restauracji zamiast poczęstunek w szkole.Uważam,że to godzi w moje metody wychowawcze,że miejsce pierwszoklasisty jest w szkole a nie w restauracji,że taka impreza to impreza szkolna i tak powinna być traktowana.A miejsce pierwszaka to na pewno nie restauracja.Ja wychowuje moje dziecko inaczej,nie musi mieć wszystkiego naj tylko dlatego,że mnie na to stać.
Kiedy poszłam ze sprawą do dyrektora ten jak najbardziej mnie poparł i mały poczęstunek był w domu kultury,tam gdzie było pasowanie na pierwszaka.
Gdyby jednak do tego nie doszło,powiedziałam córce,że po pasowaniu pójdzie z nami na lody.Nie miała nic przeciwko.
Mikołajki akurat raczej nie są świętem,które godzi w system wychowawczy kogokolwiek- chyba wręcz przeciwnie-uczy jak fajnie nie tylko być obdarowanym ale i samemu obdarować,cementuje klasowe przyjaźnie,zacieśnia relacje dzieciaków i wychowawcy.
Dla mnie to jest dysfunkcja kiedy rodzic wedle swojego,niczym nie uzasadnionego widzimisię odbiera dziecku możliwość brania udziału w czymś fajnym,w czym biorą udział wszystkie dzieciaki z klasy,kiedy z dziecko z tego powodu jest rozgoryczone i smutne i nie rozumie powodów.
Mówicie o integracji - mnie rodzice nie puszczali na imprezy typu ognisko, sprzątania świata (fe), grille, cholera wie co.
Byłam chorowitym dzieciakiem, a pogoda okropna. Jakoś żyję mam się dobrze. A jak się cieszyłam że mogę się wyspać i oglądać tv ![]()
in_ka napisał/a:szakisz napisał/a:Tylko że mogą być rodzice, którzy nie chcą dla swojego dziecka takiej integracji w stylu Mikołajek czy wycieczek szkolnych. Tak może być z różnych przyczyn, czasem nawet nie z powodu przyczyn religijnych. Należało by wtedy taki pogląd uszanować, a nie szukać od razu jakiś dysfunkcji czy problemów, jak niektórzy.
komu szakisz zrobią krzywdę? innym czy własnemu dziecku, jak myślisz?
Czemu krzywdę? Ja np. odbierałam jako krzywdę to że musiałam brać udział w wigilii klasowej z ludźmi którzy mnie nie znoszą, i których ja nie znosiłam, a nie odwrotnie. Nigdy nie godziłam się na to by brać udział w mikołajkach, bo nie chciałam żeby Mama niepotrzebnie wydawała pieniądze na paczkę w której swoją drogą miały być same slodycze (jakby to w domu nie było). Pamiętam do dziś jak nauczycielka przedrzeźniała moją Mamę na korytarzu, nie wiedząc że ja stoję w pobliżu. Na wycieczki też nie jeździłam, bo dla mnie to była męczarnia, a jak coś jest męczarnią to nie zamierzam na to wydawać pieniędzy (w dodatku mojej Mamy).
Zaraz tam dysfunkcje, czy problemy.
Ty nie chciałaś a mimo to musiałaś.A są dzieci,które chcą,które świetne dogadują się z grupą,które lgną do swoich klasowych dzieciaków i które chcą spędzać z nimi czas.Ale rodzice nie pozwalają na przykład na wycieczki klasowe,na wigilię klasową,na mikołajki według swoich wydumek,nie pytając dziecka,nie rozmawiając z nim.Po prostu nie i już.
To,że kogoś ludzie nie znoszą znaczy,że on sam nie jest bez winy.Jak się ktoś nie da lubić choć odrobinkę to się próbuje go polubić.Ale niestety,nie można próbować przez całą szkołę.Trudno, się mówi...
Ale takiego człowieka często życie uczy jak dać się polubić.
Mówicie o integracji - mnie rodzice nie puszczali na imprezy typu ognisko, sprzątania świata (fe), grille, cholera wie co.
Byłam chorowitym dzieciakiem, a pogoda okropna. Jakoś żyję mam się dobrze. A jak się cieszyłam że mogę się wyspać i oglądać tv
Ty kammiś czytasz i nie rozumiesz.Piszę o integracji,której chce samo dziecko,nie piszę o integracji na siłę.
Ty nie chciałaś, a są takie dzieciaki co by chciały ale nie mogą.I to nie dlatego,że są chorowite a pogoda brzydka.Nie mogą-bo tak decydują rodzice w imię faktu,że mogą komuś swoją wolę narzucić.
Widzisz różnicę?
Mówicie o integracji - mnie rodzice nie puszczali na imprezy typu ognisko, sprzątania świata (fe), grille, cholera wie co.
Toz to dopiero była atrakcja.
Nie było lekcji tylko ognisko,nawet na sprzątanie świata szło się z chęcią.
Jakoś żyję mam się dobrze. A jak się cieszyłam że mogę się wyspać i oglądać tv
nie wiem kammiś czy ty masz się dobrze, czytam, co produkujesz w postach, to nie jest obraz człowieka, który MA SIĘ DOBRZE ( nie napisałam tego, żeby dowalić, naprawdę nie )
Mówicie o integracji - mnie rodzice nie puszczali na imprezy typu ognisko, sprzątania świata (fe), grille, cholera wie co.
Byłam chorowitym dzieciakiem, a pogoda okropna. Jakoś żyję mam się dobrze. A jak się cieszyłam że mogę się wyspać i oglądać tv
I konsekwencje tego ponosisz do dziś, a my musimy być tego świadkami...
141 2015-12-10 20:40:11 Ostatnio edytowany przez kammiś (2015-12-10 20:41:33)
Gojka - to nie była kwestia lubienia czy nie
Zawsze miałam 1-2 koleżanki, z którymi trzymałam się razem. Zresztą kujonice zawsze trzymały się razem
Zresztą (nr 2) - z jedną do dziś utrzymuję kontakt, i to dość bliski, od gimnazjum się znamy. Nasza klasa to były "grupki/pary" i już. Na studiach zresztą jest tak samo, nikt z nikim nie rozmawia "gremialnie", chyba że jest ważna kwestia do uzgodnienia. Z tym że na studiach nikt nikogo nie usiłuje na chama "integrować" - jak usiłuje się integrować niezintegrowane klasy, mieszając dobrych uczniów z jedynkowiczami. Doprawdy, świetne rozwiązanie - na wzmożenie niechęci.
Inko - mnie rodzice nie puszczali "bo nie" tylko dlatego, że chorowałam, napisałam to zresztą. Jeżeli byłam chora przez średnio pół miesiąca, to ciężko byłoby, żebym łaziła na takie atrakcje.
Cyniczna - nie prosiłam Cię o komentarz i nie wiesz jaki był stan mojego zdrowia. Nie umiesz czytać? Napisałam jasno, że chodziło o stan zdrowia.
A dlaczego rodzice czegoś nie robią? Ich prawo, oni decydują. Nie uważam, żeby (na przykład) 7-latek potrafił o sobie zadecydować rozsądniej niż jego matka/ojciec.
A dlaczego rodzice czegoś nie robią? Ich prawo, oni decydują. Nie uważam, żeby (na przykład) 7-latek potrafił o sobie zadecydować rozsądniej niż jego matka/ojciec.
Nie zawsze tylko ten ojciec czy matka rozsądnie decydują. Oczywiście jest to margines i tak jak pisałam są to zwyczajnie rodzice dysfunkcyjni.
kammiś napisał/a:A dlaczego rodzice czegoś nie robią? Ich prawo, oni decydują. Nie uważam, żeby (na przykład) 7-latek potrafił o sobie zadecydować rozsądniej niż jego matka/ojciec.
Nie zawsze tylko ten ojciec czy matka rozsądnie decydują. Oczywiście jest to margines i tak jak pisałam są to zwyczajnie rodzice dysfunkcyjni.
Chodziło mi o to, że rozsądniej niż dziecko w podstawówce.
Chodziło mi o to, że rozsądniej niż dziecko w podstawówce.
Załóżmy, że 7 letnie dziecko mówi, chciałbym brać udział w klasowej imprezie, a rodzice na to - nie, bo nie,
to kto jest rozsądniejszy?
Kammiś napisał/a:Mówicie o integracji - mnie rodzice nie puszczali na imprezy typu ognisko, sprzątania świata (fe), grille, cholera wie co.
Toz to dopiero była atrakcja.
Nie było lekcji tylko ognisko,nawet na sprzątanie świata szło się z chęcią.
Pamiętam.I dlaczego moje młodsze dziecko puszczałam mimo że też było chorowite.
Nawet jak była brzydka pogoda.Jakimś cudem przeżył.
Cyniczna - nie prosiłam Cię o komentarz i nie wiesz jaki był stan mojego zdrowia. Nie umiesz czytać? Napisałam jasno, że chodziło o stan zdrowia.
Ja Ciebie też o odpowiedź nie prosiłam - takie już prawo forum publicznego, że się można do woli wypowiadać.
Jak Cię to razi, to prowadź bloga.
Gojka - to nie była kwestia lubienia czy nie
Zawsze miałam 1-2 koleżanki, z którymi trzymałam się razem. Zresztą kujonice zawsze trzymały się razem
Zresztą (nr 2) - z jedną do dziś utrzymuję kontakt, i to dość bliski, od gimnazjum się znamy. Nasza klasa to były "grupki/pary" i już. Na studiach zresztą jest tak samo, nikt z nikim nie rozmawia "gremialnie", chyba że jest ważna kwestia do uzgodnienia. Z tym że na studiach nikt nikogo nie usiłuje na chama "integrować" - jak usiłuje się integrować niezintegrowane klasy, mieszając dobrych uczniów z jedynkowiczami. Doprawdy, świetne rozwiązanie - na wzmożenie niechęci
A dlaczego rodzice czegoś nie robią? Ich prawo, oni decydują. Nie uważam, żeby (na przykład) 7-latek potrafił o sobie zadecydować rozsądniej niż jego matka/ojciec.
Kammiś-ja nigdzie w poście do Ciebie nie napisałam o tym czy ktoś Cię lubił lub czy Ty kogoś lubiłaś bądź nie,dlatego nie bardzo wiem do czego jest Twoja odpowiedź.
Nigdy nie powiedziałabym o sobie np. kujonica,choć średnią zawsze miałam koło 5 a ciągnęłam dwie szkoły.U mnie były kujonice ale tak nazywało się tępe dziewczątka uczące się wszystkiego na pamięć i niezbyt rozumiejące czego się nauczyły.:)
I nie trzymałam się tylko z tymi co mieli podobną średnią- u mnie raczej przeciwnie-trzymałam się po prostu z ludźmi o podobnych zainteresowaniach.
Naprawdę wśród jedynkowiczów mogą być całkiem fajni ludzie,którym po prostu albo nie zależy albo-jak są młodsi-nie ma ich kto dopilnować.
Sama uczę w klasie gdzie bardzo dobra uczennica przyjaźni się z dziewczyną,która prawdopodobnie w tym roku nie zda,choć ta dobra pomaga jej w lekcjach na tyle,że ma przynajmniej pracę domową odrobioną.