źle Ci się wydaje.
Widzę tutaj identyczny tok rozumowania, jak w przypadku "youngwind" właśnie: jakieś śledzenia, podchody.. Nie wiem, może to kwestia wieku, może mentalności?..
Forum "netkobiety", o ile mi się wydaje, nie jest prywatnym forum "youngwind". Co w tym niezwykłego, że czytując babskie fora dyskusyjne (rozmaite) trafiłam właśnie tutaj? dodam, że to akurat czytuję od dłuższego czasu, lecz nie miałam dotąd potrzeby logowania się tutaj - ani zresztą na żadnym innym tego typu forum.
Po wtóre - przeglądając tematy związane z dylematami damsko-męskimi, bo są to tematy, które z pewnych przyczyn w minionym roku dość mocno mnie interesowały, zauważyłam jej nick - znany mi z innej strony. Ot i cała "historia szpiegowska".
Dla Was, dla Ciebie - może nie ma znaczenia, jaka jest prawda. Dla mnie ma.
Miałam prawo napisać to, co napisałam, tak samo jak "youngwind" napisała swoją wersję. Czy nie na tym polega idea forum DYSKUSYJNEGO??
Nie jest moim celem zyskanie popleczników, czy też licytowanie się, ile osób stanie po mojej, a ile po jej stronie.
"W przeciwieństwie do Ciebie Young opisała swoją historię po dłuższym czasie korzystania z forum a Ty pierwszy swój post umieściłaś od razu tu." - to jest gdzieś zabronione? należy mieć ileś tam postów "nabitych", zanim będzie można komuś zareplikować ?
powtarzam: kłamstwo mnie mierzi, zwłaszcza dotyczące spraw mi bliskich. Nie zamierzam przechodzić obojętnie obok hipokryzji i łgarstwa w tym akurat temacie, jakkolwiek nie tracę czasu na rozpamiętywanie. To był text "akcja - reakcja".
Podobne tematy
A ja uważam,że aby móc cokolwiek się wypowiedzieć na jakiś temat, należałoby poznać obie wersje, tak jak wyszło w tym przypadku. Youngwind opisała swoją historię,która wydała się taka piękna i... nieprawdopodobna. Hatrun zrobiła sprostowanie, więc możemy sobie teraz wyobrazić jak wyglądało to z perspektywy obu Pań.
Uważam,że nikt nie powinien atakować Hatrun. W jej sytuacji wiele z nas by się zachowało podobnie, gdybyśmy przeczytały historię o nas samych różniącą się od tej w rzeczywistości, lekko podkoloryzowaną, to też napisałybyśmy jak to było naprawdę. Mogłabym dopisać jeszcze kilka zdań, ale mnie tu zaraz pobijecie, więc na tym skończę moją wypowiedź
Pozdrawiam cieplutko ![]()
Nikt nikogo nie będzie bił ![]()
"W przeciwieństwie do Ciebie Young opisała swoją historię po dłuższym czasie korzystania z forum a Ty pierwszy swój post umieściłaś od razu tu." - to jest gdzieś zabronione? należy mieć ileś tam postów "nabitych", zanim będzie można komuś zareplikować ?
Miałam co innego na myśli. Nie chodzi mi o nabijanie postów tylko o to, że Young umieściła swój wątek po pewnym czasie. Nie zrobiła tego aby oczernić M tylko podzielić sie swoją historią. A u Ciebie wygląda to tak jabyś tylko zalogowała się po to aby dopiec Young. To tylko tak w gwoli wyjasnienia.
Z resztą, nie ma co ciągnać tego tematu. Było mineło...
69 2010-09-10 18:54:46 Ostatnio edytowany przez martyna2010 (2010-09-10 18:55:11)
Nikt nikogo nie będzie bił
Uff, jaka ulga ![]()
A moja subiektywna opinia na temat tej historii nie rozni sie wiele od Hatrun. Nawet jak przeczytalam te historie, to zauwazylam w niej drugie dno, chociaz autorka na pewno miala na celu pokazanie swojego uczucia i zetknela sie w tym temacie z wieloma pieknymi slowami.
mysle, ze za czesto my kobiety robimy cos takiego, ze traktujemy milosc jako najwyzsza wartosc ; tzn sama mam podobnie, ale Wy robicie to czasem tak, ze nie zwracacie uwagi na to, ze cos zbudowane jest na klamstwie, wazne, ze jest uczucie, reszta sie nie liczy. Dlatego mysle, ze tak wiele osob gratulowalo autorce. Moim zdaniem nie ma do konca czego gratulowac.
Moim zdaniem nikogo wiek nie usprawiedliwia, kazdy powinien zdawac sobie sprawy jakie popelnil bledy, a z tego co widze autorka mysli, ze nic zlego nie uczynila. No coz... Milosc ponad wszystko, a co z tego, ze przerodzila sie w czysty egoizm. Moj poglad na milosc rozni sie tym, ze nie interesowali mnie nigdy zajeci faceci, jesli slyszalam, ze jest zajety, to na pewno nie angazowalam sie w to. Kwestia zasad, charakteru, wcale nie wieku. Mysle, ze dobrze postepuje, bo milosc i wiata w nia jaka ja prezentuje chyba jest ok, ale wlasnie taka milosc, gdzie nie jest egoizmem, gdzie nie myslimy tylko o sobie.
Wiadomo, ze kazda historie da sie tak podkoloryzowac, zeby wyszlo na piekne love story, ale bystra osoba zauwazy drugie dno.
Jezeli jest naprawde tak jak piszecie i ta cala sprawa wyglada tak jak napisaliscie, to moim zdaniem postapiliscie nieuczciwie. Skoro nie chcieliscie zerwac kontaktu, to skoro tkwiliscie w takich zwiazkach, to powinniscie od razu je zakonczyc. Wtedy mialoby to rece i nogi. Ja nie wyobrazam sobie byc z jednym, krecic z drugim. Mam zasade, ze albo skupiam sie na zwiazku, nie interesuja mnie inni, a jak nie pasuje mi , to zrywam, jak widze, ze nie ma sensu i chyba tak jest najlepiej, a nie krecic na 2 fronty, bo tak zrobiliscie, tu narzeczona i z Toba takie plomienne wyznania i pocalunek, a tu Ty, Twoj chlopak i flirt z nim. Mysle, ze zrobiliscie tak, bo pewnie baliscie sie, ze moze Wam nie wyjdzie, to jakby co on by potulnie wrocil do narzeczonej, a Ty do chlopaka. To brzmi zalosnie, ale Wasze zycie. Ciekawe czy Wy chcielibyscie byc jakims kolem ratunkowym? Jeszcze rozumiem, jakis blad , flirt z kims innym, ale uswiadomienie sobie, ze kocha sie tlyko partnera, szczery zal za to co sie zrobilo i powrot do partnera, odboduwywanie zwiazku, albo jesli naprawde sie wypadlilo to najpierw zerwac, a potem angazowac sie w cos nowego.
Powiedz, czy chcialabys byc potraktowana jak jego narzeczona ? Bylas naiwna, skoro wierzylas w slowa, ze ona go zmusila do zareczyn. Do tego sie nie da zmusic. Skoro to zrobil, to tego po prostu chcial. Ta dziewczyna byla z nim dlugo i miala prawo byc zla, ze wyznaje milosc innej panience, ze oszukuje pewnie, ze ja kocha i dodatkowo innej mowi, ze ja kocha. Dla mnie to nie do ogarniecia.
Moxze i uda Wam sie taka historia milosna, lecz powinniscie przemyslec na trzezwo, czy aby na pewno postaplliscie kiedys fair i wyciagnac wnioski. Nie trzeba sie rozstawac, ale chociaz wiedziec, ze zle sie to rozegralo, ze nie tak powinno wygladac wchodzenie w nowy zwiazek.
I ze nie moze nauczac o moralnosci tej kto robil takie rzeczy.
71 2011-03-08 20:11:45 Ostatnio edytowany przez Kyntia (2011-03-08 20:12:05)
Piękna historia,czytałam z zapartym tchem. W Twojej opowieści ujrzałam szczyptę siebie. Pokłon w stronę umiejętności pisania. Ciesze się że wszystko Wam się ułożyło. Oby innym było dane przeżyć taki Happy End, pomimo tylu trudności.
mysle, ze za czesto my kobiety robimy cos takiego, ze traktujemy milosc jako najwyzsza wartosc ; tzn sama mam podobnie, ale Wy robicie to czasem tak, ze nie zwracacie uwagi na to, ze cos zbudowane jest na klamstwie, wazne, ze jest uczucie, reszta sie nie liczy. Dlatego mysle, ze tak wiele osob gratulowalo autorce. Moim zdaniem nie ma do konca czego gratulowac.
(...)
I ze nie moze nauczac o moralnosci tej kto robil takie rzeczy.
nic dodać. Właśnie o tę postawę mi chodzi - nieważne, ile osób zostało skrzywdzonych "po drodze", ile się nakłamało, narobiło świństw - ważne są "motylki w brzuszku" i poczucie życia w pasjonującej powieści harlequin...
i stąd też dziwi mnie i nigdy nie przestanie dziwić taka postawa, bo ja nie umiałabym się cieszyć swoim szczęściem, gdyby u jego podstaw leżała taka historia.
no ale nie ma co besztać kartofla, że nie jest pomidorem, każdy ma inne poczucie sprawiedliwości i przyzwoitości...
truskaweczka19 napisał/a:mysle, ze za czesto my kobiety robimy cos takiego, ze traktujemy milosc jako najwyzsza wartosc ; tzn sama mam podobnie, ale Wy robicie to czasem tak, ze nie zwracacie uwagi na to, ze cos zbudowane jest na klamstwie, wazne, ze jest uczucie, reszta sie nie liczy. Dlatego mysle, ze tak wiele osob gratulowalo autorce. Moim zdaniem nie ma do konca czego gratulowac.
(...)
I ze nie moze nauczac o moralnosci tej kto robil takie rzeczy.nic dodać. Właśnie o tę postawę mi chodzi - nieważne, ile osób zostało skrzywdzonych "po drodze", ile się nakłamało, narobiło świństw - ważne są "motylki w brzuszku" i poczucie życia w pasjonującej powieści harlequin...
i stąd też dziwi mnie i nigdy nie przestanie dziwić taka postawa, bo ja nie umiałabym się cieszyć swoim szczęściem, gdyby u jego podstaw leżała taka historia.
no ale nie ma co besztać kartofla, że nie jest pomidorem, każdy ma inne poczucie sprawiedliwości i przyzwoitości...
No napisalam o tym, poniewaz ja takze nie wyobrazam sobie wlasnie tak zdobyc faceta po trupach i jeszcze sie z tego cieszyc. Do celu po trupach to nie dla mnie. Zawsze mowia, ze jestem romantyczka, idealistka, oderwana od rzeczywistosci i ok.. wierze w milosc, lecz taka budowana normalnie, nie taka, ktora rani innych po drodze, nie marze o tym, by kogokolwiek tak zranic. Moze tez dlatego, ze ja jestem strasznie wrazliwa i gdy kogokolwiek zranie, nawet uraze gorszym slowem, bo mialam zly dzien, to pozniej mam straszne wyrzuty sumienia czy cos innego. Dlatego nie moge powiedziec,ze mysle tylko o sobie. Poza tym raniac ludzi czulabym sie gorszym czlowiekiem, to byloby wbrew mnie.
Ktos raz napisal, ze nawet jesli g.ó.w.n.o za przeproszeniem opakuje sie w ladny papierek to nadal jest g.ó.wnem i mysle ze to jest adekwatne okreslenie do tej historii, jesli naprawde wygladala tak jak jest tu opisane
Ja tam zawsze gustowalam w wolnych facetach, czasami kobiety mowia, ze to silniejsze od nich, ale to nieprawda, gdy uslyszaly, ze zajety mogly sie wycofac z klasa.
Ktos raz napisal, ze nawet jesli g.ó.w.n.o za przeproszeniem opakuje sie w ladny papierek to nadal jest g.ó.wnem i mysle ze to jest adekwatne okreslenie do tej historii, jesli naprawde wygladala tak jak jest tu opisane
Ja tam zawsze gustowalam w wolnych facetach, czasami kobiety mowia, ze to silniejsze od nich, ale to nieprawda, gdy uslyszaly, ze zajety mogly sie wycofac z klasa.
napisałam to, co napisałam, ujmując tylko i wyłącznie prawdę. Nie ma ani słowa, które byłoby w tej historii podkolorowane - wyłącznie fakty.
rozumiem i akceptuję sytuacje życiowe, w których pogląd na uczucia zmienia się u któregoś z partnerów, ale nie rozumiem, nie akceptuję i nie pojmuję sytuacji, gdy zamiast szczerości i uczciwego postawienia sprawy jest kłamstwo, cynizm i hipokryzja. Ja po prostu nie umiem tak funkcjonować..
75 2011-03-09 16:09:34 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-03-09 16:10:41)
truskaweczka19 napisał/a:Ktos raz napisal, ze nawet jesli g.ó.w.n.o za przeproszeniem opakuje sie w ladny papierek to nadal jest g.ó.wnem i mysle ze to jest adekwatne okreslenie do tej historii, jesli naprawde wygladala tak jak jest tu opisane
Ja tam zawsze gustowalam w wolnych facetach, czasami kobiety mowia, ze to silniejsze od nich, ale to nieprawda, gdy uslyszaly, ze zajety mogly sie wycofac z klasa.napisałam to, co napisałam, ujmując tylko i wyłącznie prawdę. Nie ma ani słowa, które byłoby w tej historii podkolorowane - wyłącznie fakty.
rozumiem i akceptuję sytuacje życiowe, w których pogląd na uczucia zmienia się u któregoś z partnerów, ale nie rozumiem, nie akceptuję i nie pojmuję sytuacji, gdy zamiast szczerości i uczciwego postawienia sprawy jest kłamstwo, cynizm i hipokryzja. Ja po prostu nie umiem tak funkcjonować..
Rozumiem, wierze.
Ja takze calkowicie nie akceptuje takich sytuacji. Gdyby np mi facet kiedykolwiek (odpukac) odszedl i uczciwie o tym powiedzial, bo juz nie bylby ze mna szczesliwy, to przyjelabym to na klate i cieszylabym sie, ze jest uczciwy.
Gdyby jednak okazalo sie, ze innej wyznawal milosc czy inne sprawy, zwodzil ja i mnie, to poczulabym sie po prostu upokorzona, to jest cos strasznego. Brak szacunku i dla partnera, i samego siebie.
I zdrada jednorazowa seks z innym to straszne i tego sobie nie wyobrazam, ale juz chyba seks z kims innym jakbym dowiedziala sie mniej by bolal niz taka emocjonalna zagrywka i mowienie dwom osobom , ze sie kocha, poczulabym sie oszukana na calej linii.
Brak szacunku i dla partnera, i samego siebie.
I zdrada jednorazowa seks z innym to straszne i tego sobie nie wyobrazam, ale juz chyba seks z kims innym jakbym dowiedziala sie mniej by bolal niz taka emocjonalna zagrywka i mowienie dwom osobom , ze sie kocha, poczulabym sie oszukana na calej linii.
może to jest właśnie linia wiodąca w zachowaniu ludzi w dzisiejszym świecie...
brak szacunku - i dla siebie, żeby nie zostawiać po sobie wspomnienia cepa i chama; i brak szacunku dla osoby, z którą się spędziło wiele lat.
popełniłam w życiu różne głupstwa, o różnej skali i dotyczące różnych spraw. Za każdym razem, gdy usiłowałam "zamieść sprawę pod dywan", miałam paskudnego moralniaka. A w każdym przypadku, gdy przełknęłam strach i wzięłam temat na przysłowiową "klatę" - po pewnym czasie okazywało się, że myślę o takich przypadkach, owszem, w kategorii błędu, ale nie wstydzę się już go tak bardzo, bo zrobiłam co mogłam, żeby jednak wyjść z twarzą z takiej sprawy.
no, ale jak już wspomniałam - każdy ma indywidualne podejście do takich tematów, nie da się zmienić kwestii wychowania itp.
można tylko zapamiętać nauczkę i omijać takie osoby szerokim łukiem..
Długo zastanawiałam się, czy napisać wreszcie coś od siebie po tak długiej przerwie, ale chyba jednak się zdecyduję.
Chcę na początku zaznaczyć, że nie prześledziłam wszystkich postów Hatrun, bo nie mam na to czasu. Z tego jednak, co zdążyłam prześledzić, większość to po prostu deja vu.
Niemniej jednak, nie mam teraz zamiaru budzić dawnych demonów i rozpętywać wojny, bo ja najzwyczajniej w świecie nie mam czasu na zabawy w berka. Jest jednak parę rzeczy, o których chcę wspomnieć.
Minęło 5 lat od całego zdarzenia. 5 LAT. Nie godzin, nie miesięcy, ale LAT. Nie mam już 17-nastki i nie jestem dziewczyną zależną od rodziców, głupiutką, z zachwianymi emocjami. Miałam całe 5 lat na nabranie doświadczenia i naukę na własnych błędach. Całe pięć lat na podbudowanie swojej pewności siebie i tego, że zasłużyłam sobie na to, o co walczyłam. I nawet gdyby całe Netkobiety chciałyby mnie zlinczować, nadal upieram się i upierać będę przy tym, co napisałam w mojej historii. Nie denerwują mnie ani nawet nie smucą już wypowiedzi Hatrun. Z tą panią nabrałam już takiego doświadczenia, że pozostaje mi już tylko wzruszyć ramionami.
To tak, jakby otworzyć starą pozytywkę i posłuchać znów tej samej, nudnej melodii. Same ol'. Dostawałam już miliardy takich listów jak te, które zamieszczała tutaj. Miliardy razy wspominała tych samych przyjaciół, te samych zdarzenia, bez pytania się kogokolwiek z ludzi zaangażowanych o zgodę... Ale, wróć, nie przyszłam tu po to, by się tłumaczyć.
Nie miałam już nigdy więcej zwracać się osobiście, ale zrobię wyjątek:
Words of wisdom, Hatrun- zacznij żyć. I nie mówię tego z punktu widzenia wroga, ale człowieka. Przestań żyć cudzym życiem i zacznij wreszcie żyć swoim własnym. Nie żyj błędami, które popełniłam ani tym, czego już nie odwrócisz. To naprawdę szokujące, że ty po tylu latach nadal wspominasz w koło Macieju to samo. I nie tylko ja jestem w szoku. Wszyscy, którzy wiedzą są w szoku.
Pamiętaj i zrozum wreszcie, że to nie ty jesteś od wymierzania mi kary; życie przez te 5 lat wystarczająco skopało mi tyłek, żebym zrozumiała, jakich głupot nie popełniać w przyszłości. I dziś jestem już zupełnie innym człowiekiem. Dlatego nie ruszy mnie ani twoja zjadliwość, ani próba wyzywania mnie na pojedynek, ani twoja nauka moralności. Nie mam już ani czasu, ani nawet chęci by wkraczać na twój emocjonalny ring ponownie. Całe szczęście mam o wiele ciekawsze rzeczy do zrobienia.
Nie chciałam wypominać publicznie o rzeczach, które zrobiłaś już po zerwaniu. Jedyne, co mogłabym jednak zarzucić i wypomnieć, to nieszanowanie korespondencji B. i włamaniu się na jego skrzynkę na kilka dni po rozstaniu (gdzie znalazłaś rzekomo krzywdzące zdjęcie!), do czego nie miałaś żadnego prawa. Owszem, jego błąd, bo nie zmienił hasła, ale za to twój brak wstydu był po prostu... epicki. Jeśli już dzielisz się faktami, to rób to, proszę, nieco dokładniej. Doszlifuj krawędzie.
Tyle razy wspominałaś publicznie, że już nic cię ze mną nie łączy, że mam sobie żyć, byle z dala od ciebie i kiedy w końcu tak właśnie się stało, to ty zaczęłaś szukać mnie. Daj zarówno sobie jak i mnie spokój, a zaoszczędzimy na czasie i nerwach. Egzystuj sobie na forum, pisz, dyskutuj. Byle nie na tematy, o których rozmawiałyśmy już prywatnie setki tysięcy razy.
To z mojej strony tyle. Mam nadzieję, że skoro ja się czegoś nauczyłam, ty także.
Pozdrowienia dla Netkobiet.
Brawo Young ! Cieszę się, że jesteś <ściskam>
Nic dodać nic ująć z Twych słów. ![]()
Youngwind, z jednej strony minelo wiele lat, ale jak tak wczuje sie w pozycje Hatrun to rozumiem ja. Ona widocznie widzac ten temat uznala, ze chce napisac jak to bylo z jej perspektywy. W koncu byla z tym czlowiekiem, Twoim narzeczonym chyba wiele lat, to naprawde boli, gdy ktos to rozbija, choc wiadomo, ze to znaczy, ze i facet nie czul do niej zbyt wiele. Jednak rana na zawsze pewna zostaje. Bo przeciez mogl od razu z nia zerwac kulturalnie i zwiazac sie z Toba. Tak by bylo.. uczciwiej.
Po części się nauczyłaś - po części nie.
Kilka słów na ten temat.
Nie nauczyłaś się niewypierania tego, co jest wypaczonym obrazem prawdy, ale w zasadzie to bez znaczenia - te sprawy są już przeszłością i nie mają przełożenia na przyszłość. Myślę, że brak wstydu wobec użycia znanego hasła do wejścia na skrzynkę to mały ciapek w porównaniu do niewstydzenia się romansowania z czyimś narzeczonym przed zakończeniem jego ówczesnej relacji. Ale nie chce mi się licytować na rozmiar i wagę tego typu przewinień. It's all the past, Lestath. Btw, o przeczytaniu zawartości skrzynki B pisałam otwarcie i wprost. Niczego nie ukrywając. Ostre krawędzie, nieprawdaż?
Nauczyłaś się chyba tylko tego, że za błędy dostaje się klapsa. Ale nie możesz zrozumieć, że pewnych rzeczy się NIE ROBI w pewien sposób, jeśli się pretenduje do miana uczciwego, moralnego człowieka. Moralnego nie w sensie religijnym, tylko zwykłym - etycznym.
Nie wiem, czemu tobie wciąż się wydaje, że tropię twoje ślady - powtarzam, co gdzieś powyżej się przewinęło: to nie jest twoje prywatne forum i trafić tu na osobę z na tyle charakterystycznym nickiem to nic szczególnie dziwnego. Jest to forum babskie, ja przypadkiem chromosomatycznym też jestem babą, ergo baba na babskim forum nie dziwi.
Jeśli podnosiłam "miliardy razy" te same kwestie, to może dlatego, że nigdy żadne z was dwojga nie odważyło się na uczciwe podejście do sprawy i szczerą rozmowę. NIGDY. A moja natura to takie dziwadło, co uparcie stara się zrozumieć, czemu człowiek niegdyś bliski potrafił zachować się jak skończony drań. Niespecjalnie zaś mnie dziwi zachowanie twoje. Chociaż wróć - dziwiło w momencie, gdy czytałam twoje gorące enuncjacje nt tego, jakim to paskudnym zachowaniem jest zdrada w związku. I ani słówka ekspiacji..
Widzisz - zjadliwości w mojej wypowiedzi nie było wcale. Ani trochę. A jeśli ty ją znalazłaś mimo wszystko - cóż, mówią, że wynik poszukiwań zależy od intencji szukającego. Widocznie coś w tej wypowiedzi trafiło w czuły punkt.
Czy ja nauczyłam się czegoś z tej historii? o tak.
Nauczyłam się, że ludzie to zdrajcy, kłamcy i hipokryci. Że nie ma znaczenia, ile lat spędza się razem i ile dzieli przeżyć, ponieważ na koniec otrzymuje się kopa prosto w duszę. Że dla wybielenia własnych błędów można zrobić z kogoś potwora i jeszcze żądać współczucia dla siebie.
Nauczyłam się podejrzliwości wobec mężczyzn i głębokiej niewiary w kobiety - podejrzliwości, że prędzej czy później z każdego mężczyzny wylezie hipokryta, a z każdej kobiety - intrygantka wciskająca się w niezakończone relacje.
Kilka osób, które mnie z tego leczą, odnosi niezłe efekty, ale i ciężko pracuje.
Nie widzę żadnego powodu, dla którego miałabym poczuwać się do "wymierzania ci kary". Sama swoje przejścia uznałaś za karę, a zatem czujesz się winna czegoś. Nie chcę już wiedzieć czego. A jeśli uda ci się otrzepać z tego i żyć uczciwie, to bardzo fajnie. Nikt nie powinien się przez całe życie zadręczać poczuciem winy - natomiast byłoby świetnie, gdyby uświadomił sobie raz na zawsze, co skopał, przyjął odpowiedzialność i zmienił podejście. To naprawdę gwarantuje sporą ulgę moralną. Choć może nie każdemu?.. mnie akurat takową przyniosło.
Jedno jeszcze powiem szczerze - mimo pobrzmiewającego echa dawnej buty i zaślepienia, istotnie zmieniłaś nieco ton swojej wypowiedzi. Jeśli to skutek nauczki, jakiejś przemiany charakteru - może dobrze wróżyć ci na przyszłość.
czego życzy
Redakcja.
81 2011-04-04 19:53:09 Ostatnio edytowany przez youngwind (2011-04-04 20:56:10)
Apoteoza- ściskam Cię również!!!
Truskaweczka19- dziękuję za szczerą wypowiedź.
Teraz...
Nauczyłaś się chyba tylko tego, że za błędy dostaje się klapsa. Ale nie możesz zrozumieć, że pewnych rzeczy się NIE ROBI w pewien sposób, jeśli się pretenduje do miana uczciwego, moralnego człowieka. Moralnego nie w sensie religijnym, tylko zwykłym - etycznym.
Za błędy dostaje się klapsa? No właśnie, i tutaj ponownie kłaniają się całkowicie typowe dla ciebie bezpodstawne przypuszczenia. Ty de facto nie masz zielonego pojęcia o moim życiu i tak samo nie możesz mieć nawet różowego pojęcia czego się nauczyłam, a czego nie. Pomimo tego, że twój ex rozstał się z tobą dla mnie, ty mnie w ogóle nie znasz, tak samo jak i ja nie znam ciebie. Jedyne, po czym mogłybyśmy się wzajemnie ocenić, to wspólna sytuacja z przeszłości, która i tak bazowała na wielu błędach z obydwu stron i internetowym kontakcie (a jeśli ty nadal oceniasz mnie po wypowiedziach i wydarzeniu sprzed 5 lat, sorry...). Jeżeli chodzi o drugą część twojej wypowiedzi, to doskonale wiem, co robiłam i z kim to robiłam. Myślę, że 17-letnia dziewczyna to jeszcze nie kobieta, a jako dzieciak miałam prawo do popełniania błędów. Dużych, małych, to bez znaczenia. Hell, wszyscy mamy prawo do ich popełniania, o ile potem znajdujemy w sobie wystarczająco odpowiedzialności, żeby się na nich uczyć.
Jeśli podnosiłam "miliardy razy" te same kwestie, to może dlatego, że nigdy żadne z was dwojga nie odważyło się na uczciwe podejście do sprawy i szczerą rozmowę. NIGDY. A moja natura to takie dziwadło, co uparcie stara się zrozumieć, czemu człowiek niegdyś bliski potrafił zachować się jak skończony drań. Niespecjalnie zaś mnie dziwi zachowanie twoje.
Przepraszam cię bardzo, ale masz chyba kłopoty z pamięcią. Nie wiem, jak było między tobą i B., bo tę kwestię pozostawiłam waszej dwójce, ale doskonale wiesz, że w niejednej mojej wiadomości do ciebie pisałam, że niefortunnie mleko się rozlało i ja sama nie chciałam, by tak właśnie zostało to rozwiązane. Ale ty albo udawałaś, że ignorujesz moje wiadomości, albo po prostu nie chciałaś wbić sobie do głowy, że i ja jestem człowiekiem z uczuciami, nie wiadomo jak bardzo wtedy jeszcze głupim. Poszłam też z tobą na kompromis na samym początku; a że wtedy B. do mnie wrócił, no cóż. Widocznie tak miało być i widocznie jego uczucie do ciebie dawno już wtedy wygasło. I przepraszam bardzo, ale to nie ja byłam od zrywania relacji. I nawet, jeśli B. zachował się jak cytuję "skończony drań", to już przeszłość, jego błąd- nauczył się. Ty ciągle po tylu latach insynuujesz kto zachował się jak drań, a kto pstro, pomimo tego, że minęło 5 lat i pojęcia nie masz, z jakimi ludźmi masz do czynienia teraz. Wybacz, ale to bardzo niedojrzałe. Żadne z nas nie zdecydowało się na szczerą rozmowę? Z tobą? Jeśli mówisz serio, to powinnaś spojrzeć wstecz i na to, jak taka rozmowa z tobą miałaby wtedy wyglądać. Od ciebie wszystko się odbijało. Nie dało się z tobą przeprowadzić dialogu, bo ty wolałaś monolog. Nieważne ile razy pytałam B., czy warto z tobą rzeczowo porozmawiać na żywo, on mówił, że masz na tyle silny i ciężki charakter, że nie ma szans na konsensus albo choćby najdrobniejsze porozumienie. Jako że on znał cię od podszewki- odpuściłam sobie ten pomysł.
Chociaż wróć - dziwiło w momencie, gdy czytałam twoje gorące enuncjacje nt tego, jakim to paskudnym zachowaniem jest zdrada w związku. I ani słówka ekspiacji..
Przepraszam? Skoro masz tyle czasu wolnego, prześledź sobie jeszcze raz wszystkie moje wypowiedzi tutaj. Myślę, że znajdziesz tam niejedno słówko ekspiacji.
Nie wiem, czemu tobie wciąż się wydaje, że tropię twoje ślady - powtarzam, co gdzieś powyżej się przewinęło: to nie jest twoje prywatne forum i trafić tu na osobę z na tyle charakterystycznym nickiem to nic szczególnie dziwnego. Jest to forum babskie, ja przypadkiem chromosomatycznym też jestem babą, ergo baba na babskim forum nie dziwi.
Ha, przepraszam, ale kiedy się zarejestrowałaś, mój wątek "spał" od roku i był na jednej z ostatnich stron w przedziale "Moja niesamowita historia". To samo z innymi moimi postami, bo przecież wieczność minęła, odkąd ostatni raz się tu pojawiłam. Dodatkowo jesteś świadoma o czym pisałam w moich postach, co od razu nasuwa myśl, że prześledziłaś mnie tutaj bardzo dokładnie przez wyszukiwarkę albo po prostu masz niezawodne googlizm skillz. Poza tym twoja aktywność w moim wątku jest o wiele wyższa, niż w reszcie tutaj dostępnych. Wniosek jest prosty jak budowa cepa. Just saying.
Nauczyłam się podejrzliwości wobec mężczyzn i głębokiej niewiary w kobiety - podejrzliwości, że prędzej czy później z każdego mężczyzny wylezie hipokryta, a z każdej kobiety - intrygantka wciskająca się w niezakończone relacje.
Wierz lub nie- potrafię to zrozumieć. Z drugiej jednak strony powinnaś też spojrzeć na siebie samą i na to, jakie popełniłaś błędy parę lat wstecz. Co sprawiło, że twój były facet zaczął szukać innej kobiety, dlaczego jego uczucie do ciebie wygasło. Nie sądzę, żeby w tamtym momencie była to tylko jego wina. Nic nie dzieje się bez przyczyny- sad but true. Powinnaś sobie zadać pytanie co zrobiłaś źle i co popchnęło twojego partnera do ucieczki przed związkiem z tobą. Może czas spojrzeć prawdzie w oczy? Już wiesz co on zrobił źle. Teraz zatem zapytaj siebie samą przed lustrem czy byłaś wystarczająco dobrą i wyrozumiałą dla niego kobietą, a może napotkasz przeszkody na drodze do być może szokującej odpowiedzi.
Nikt nie powinien się przez całe życie zadręczać poczuciem winy - natomiast byłoby świetnie, gdyby uświadomił sobie raz na zawsze, co skopał, przyjął odpowiedzialność i zmienił podejście. To naprawdę gwarantuje sporą ulgę moralną. Choć może nie każdemu?.. mnie akurat takową przyniosło.
Napisałam już jakie błędy popełniłam i co pomogło mi się zmienić. Nie zadręczam się ani nie zadręczałam poczuciem winy. Myślę, że 5 lat temu byłam jeszcze zbyt niedojrzała, by mieć wyrzuty sumienia. Teraz jestem już na tyle świadoma własnej osoby, że mogę śmiało z ręką na sercu oznajmić, że nie do końca myślałam wtedy samodzielnie. Nie kontrolowałam emocji, nie potrafiłam przewidzieć konsekwencji, nieważne jak bardzo starałam się wierzyć, że jestem wystarczająco dojrzała. A dziś? Dziś jest już "5 lat temu" i nie ma sensu rozgrzebywać tego, czego się już nie cofnie. Zatem proponuję
zamknąć ten temat raz na zawsze i potraktować to jako coś, co było złe, ale nie musi być wyrokiem.
Pozdrawiam.
82 2011-04-04 19:55:21 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-04-04 19:59:49)
Nie ma za co, warto być szczerym ![]()
Mysle, ze jednak Hatrun ulozyla sobie zycie, no musiala i ma faceta na jakiego zasluguje ![]()
Co sie stalo to sie nie odstanie, widocznie mialo tak byc, szkoda, ze w taki sposob, no ale.. ![]()
Mysle, ze Hatrun tez na pewno wyciagnela wnioski, ale to troche bezczelne, ze Ty - ta do ktorej poszedl jej byly facet pisze jej , ze sama nie jest bez winy, powinnas po prostu przyjac do wiadomosci, ze kiedys Ty i on postapiliscie nieladnie i juz. Ona na pewno tez miala w Tym wine, ale chyba klazdy przyzna , ze nie ma usprawiedliwienia do krecenia na boku - uczciwie go po prostu najpierw zerwac.
83 2011-04-04 20:27:56 Ostatnio edytowany przez youngwind (2011-04-04 20:29:30)
Nie ma za co, warto być szczerym ;)Mysle, ze Hatrun tez na pewno wyciagnela wnioski, ale to troche bezczelne, ze Ty - ta do ktorej poszedl jej byly facet pisze jej , ze sama nie jest bez winy, powinnas po prostu przyjac do wiadomosci, ze kiedys Ty i on postapiliscie nieladnie i juz. Ona na pewno tez miala w Tym wine, ale chyba klazdy przyzna , ze nie ma usprawiedliwienia do krecenia na boku - uczciwie go po prostu najpierw zerwac.
Dziękuję.
Tak, jak napisałam wcześniej- być może i nie ma usprawiedliwienia do kręcenia z facetem w związku. To, że Hatrun nie jest bez winy jest jednak prawdą i myślę, że ona sama jest na tyle ich świadoma, że się do nich przyzna. Nie uważam tego za bezczelne, bo jesteśmy ludźmi i każdy ma prawo do błędów, czy nawet do złości. Gdyby jednak jej były i mój obecny partner naprawdę uważał ją za kobietę godną na dzielenie życia, nigdy nie szukałby innej. Nie będę zdradzać szczegółów odnoście ich związku, bo wbrew wszystkiemu szanuję nawet te niemiłe wspomnienia mojego partnera.
Owszem, sposób, w jaki ta relacja została zerwana był ostry i nie ma miejscu. Ale to nie ja byłam od zrywania relacji, jak zresztą wyżej napisałam. I to nie było moim pomysłem, by właśnie w ten sposób odzyskać jego wolność. Stało się, popełnił błąd- nie odstanie się. Nie powiedziałam, że jestem bez winy albo że wszystko to, co zrobiłam, było okay. Popełniłam wiele błędów i chociaż ich związek stał w gruzach, to jednak nadal pozostaje przyznać, że spowodowałam rozstanie. Powiedziałam jednak, że nauczyłam się na swoich błędach i wiem, czego nie popełniać w przyszłości. I myślę, że niczego bardziej nie brakuje mi do szczęścia i spokoju jak świadomość własnych błędów i nauka na nich.
Pozdrawiam.
84 2011-04-04 20:33:14 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-04-04 20:34:54)
A mzoe sama wie, ze popelnila bledy w zwiazku ? Ja tez bylam juz poprzednio w dwoch zwiazkach, zostalam dwukrotnie zdradzona, z tymi ludzmi nie mam kontaktu, ale oczywiscie widze tez, ze popelnilalam bledy w zwiazku i wyciagnelam wnioski, by takich bledow nie popelniac w obecnym zwiazku.
Mimo tego po tylu latach mam nadal zal do bylych poniewaz dla mnie dla tego co oni mi zrobili nie ma usprawiedliwienia, mogli zalatwic to inaczej, uczciwiej.
Moze wlasnie tak samo czuje Hatrun, wyciagnela wnioski itp, ale nadal ja to boli i ma prawo ?
Ja msyle, ze to zawsze bedzie bolec, bo mnie np to ze kiedys bylam zdradzona nadal boli i raczej nie minie, bol owszem jest slabszy, ale to boli, ze ktos byl taki niefair rozumiesz ?:)
To dobrze, ze i Ty nauczylas sie wiele na swoich bledach
To najwazniejsze.
To dobrze tez, ze na forum nie zdradzisz szczegolow ich zwiazku i wcale nie wymagam, to byla ich sprawa i nie musi byc na forum,.
A mzoe sama wie, ze popelnila bledy w zwiazku ? Ja tez bylam juz poprzednio w dwoch zwiazkach, zostalam dwukrotnie zdradzona, z tymi ludzmi nie mam kontaktu, ale oczywiscie widze tez, ze popelnilalam bledy w zwiazku i wyciagnelam wnioski, by takich bledow nie popelniac w obecnym zwiazku.
Mimo tego po tylu latach mam nadal zal do bylych poniewaz dla mnie dla tego co oni mi zrobili nie ma usprawiedliwienia, mogli zalatwic to inaczej, uczciwiej.
Moze wlasnie tak samo czuje Hatrun, wyciagnela wnioski itp, ale nadal ja to boli i ma prawo ?
Ja msyle, ze to zawsze bedzie bolec, bo mnie np to ze kiedys bylam zdradzona nadal boli i raczej nie minie, bol owszem jest slabszy, ale to boli, ze ktos byl taki niefair rozumiesz ?:)To dobrze, ze i Ty nauczylas sie wiele na swoich bledach
To najwazniejsze.
To dobrze tez, ze na forum nie zdradzisz szczegolow ich zwiazku i wcale nie wymagam, to byla ich sprawa i nie musi byc na forum,.
Wbrew temu, jak może zareagować Hatrun, jest mi bardzo przykro z powodu tego, co Cię spotkało. Owszem, ja nigdy nie zostałam zdradzona, ale spotkało mnie w życiu wiele przykrych, równie upokarzających sytuacji. Można powiedzieć więc, że rozumiem, co masz na myśli.
Każdy ma prawo do narzekań. Nie wiem, jak ja bym się zachowała na miejscu Hatrun. Uważam jednak, że choćby niewiadomo jak wielka krzywda nas spotkała, nie powinno się ciągle wracać do tego, co było. Zdaję sobie sprawę z tego, że ból nie minie bądź nie mija przez długi czas. Wydaje mi się, że można jednak ból znosić w obecności przyjaciół albo w samotności, w zależności od tego, co bardziej pomaga; Wywlekanie bolesnych faktów sprzed tylu lat co chwila przynosi tylko chwilową ulgę, a na dłuższą metę pogarsza sytuację. Powoduje frustrację i nawrót kompletnie bezcelowych myśli. W życiu dzieją się różne rzeczy i niestety nie wszystkie działają tak, jak to sobie zaplanowaliśmy. Mówię o tym tak odważnie, bo sama wiele przeszłam przez ostatnie lata. Dlatego Tobie z całego serca życzę tego, żebyś ułożyła sobie życie tak, jak o tym marzyłaś.
A Hatrun, mam nadzieję, także odbije się od dna. Nie widzę celu w ciągłym wracaniu do przeszłości, która przynosi tylko frustrację i nadszarpywanie nerwów.
86 2011-04-04 21:19:33 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-04-04 21:21:30)
Dzięki, ale podobno cierpienie uszlachetnia ;P Poza tym kiedyś myślałam, że skoro tak sie 2 krotnie stało i zostałam 2 krotnie zdradzona, to historia będzie wiecznie się powtarzać.. ale teraz wiem, że nie musi tak być, ale trzeba trafic na właściwą osobę, prawda ?
Nigdy nie wolno się łamać, niektórzy maja gorzej ;-)
Ja też każdemu życzę jak najlepiej ![]()
Dzięki, ale podobno cierpienie uszlachetnia ;P Poza tym kiedyś myślałam, że skoro tak sie 2 krotnie stało i zostałam 2 krotnie zdradzona, to historia będzie wiecznie się powtarzać.. ale teraz wiem, że nie musi tak być, ale trzeba trafic na właściwą osobę, prawda ?
Nigdy nie wolno się łamać, niektórzy maja gorzej ;-)
Ja też każdemu życzę jak najlepiej
Dokładnie! I brawo za Twoje podejście.
Mam nadzieję, że teraz wszystko będzie po Twojej myśli. ![]()
truskaweczka19 napisał/a:Dzięki, ale podobno cierpienie uszlachetnia ;P Poza tym kiedyś myślałam, że skoro tak sie 2 krotnie stało i zostałam 2 krotnie zdradzona, to historia będzie wiecznie się powtarzać.. ale teraz wiem, że nie musi tak być, ale trzeba trafic na właściwą osobę, prawda ?
Nigdy nie wolno się łamać, niektórzy maja gorzej ;-)
Ja też każdemu życzę jak najlepiejDokładnie! I brawo za Twoje podejście.
Mam nadzieję, że teraz wszystko będzie po Twojej myśli.
Dziękuje. Kiedys trzeba było przecież powstac z "upadku" ![]()
Mnie w tej historii zastanawia tylko jedno. Nie postawa obu Pań. Postawa pana - narzeczonego, który uciekł do "nowego związku". Co jego dane robiły w portalu "randkowym". Chyba sam tego chciał, skoro takie coś umieścił? W końcu był zaręczony. Nie umiał powiedzieć swojej wtedy narzeczonej, ze tego nie chce? Zresztą nie ma o czym gadać. Było - minęło, a Hatrun powinna się cieszyć, że tak się stało. Potem mogłaby żałować, bo ów pan mógłby sobie romansować po ślubie. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.
Mam nadzieję, ze Hatrun będzie szczęśliwa.
ehh, czytanie ze zrozumieniem się kłania, panno Olu..
po pierwsze primo - sama napisałaś, że dostałaś w tyłek od życia w minionych latach, więc jakież to moje przypuszczenia, skoro expresis verbis o tym piszesz?..
a po drugie primo, przeniosłaś swoją ostatnią wypowiedzią na raz dwie poprzeczki - tupeciarstwa i kompletnego niezrozumienia. To, że lałaś krokodyle łzy, kiedy zdybałam po raz kolejny wasze czułe słówka, to według ciebie pójście na kompromis?????? wolne żarty.. Nadal się kontaktowaliście, nadal się spotykaliście. Mimo jego szlochów "ja z nią zerwałem kontakt". I teraz posłuchaj - czy raczej przeczytaj mnie uważnie i ze zrozumieniem, ponieważ piszę to po raz ostatni:
Jeśli byłam taką straszną partnerką dla B, i wybrał od początku ciebie, chciał od początku być z tobą - to DLACZEGO PRZEZ 3 TYGODNIE KŁAMAŁ MI W ŻYWE OCZY, ŻE SIĘ JUŻ NIE KONTAKTUJECIE?? hallo, Houston!! 3 tygodnie łgarstw i oszukiwania, wyjazdów "do kolegi", czyli do ciebie.. no ludzie: to nie jest draństwo? Nie jestem specjalnie zainteresowana, jacy jesteście teraz - rozpatrywałam, co i jak zrobił B WÓWCZAS. A wówczas kłamał i oszukiwał, mimo, że dostał od razu na dzień dobry opcję: wybierz i zjeżdżaj. A on NIE WYBRAŁ. A przepraszam, wybrał, ale zapomniał mi o tym powiedzieć. Ajajaj...
Mało jeszcze wiesz o życiu, jak widzę, skoro dziwi cię, że osoba, która żywiła do partnera uczucia, reagowała złością, nerwami, agresją i łzami na jego zachowanie. O jakim ty konsensusie mówisz???? jakim porozumieniu? miałam dać wam błogosławieństwo na romans i piec facetowi ciasteczka po powrocie od ciebie?? Po cholerę wam było wypracowywanie konsensusu, jeśli B dostał od razu wybór, jedna baba albo druga - i de facto wisiał przez 3 tygodnie jak to pokorne cielę - przy dwóch krowach? że tak to soczyście porównam.. Mój monolog był wymuszony przez B, bo na każdą próbę dyskusji reakcja była tylko jedna - "nie męcz mnie, nie wiem, czemu to zrobiłem" - i płacz. Ani razu, ani słowem ten człowiek nie wyjaśnił, czemu kłamał, mając od początku wolną drogę do ciebie. Czy jest szansa, że rozumiesz, o czym piszę, czy nie bardzo? proste pytanie: mógł powiedzieć "nie chcę być z tobą, odchodzę do tamtej". A tu mamy 3 tygodnie ściemy i zapewnień, że nie macie żadnego kontaktu ze sobą. I tylko i wyłącznie o TĘ KWESTIĘ mi chodzi. O nic innego. Nie o to, że facet zdecydował się zmienić łajbę. Tylko o to, że KŁAMAŁ. Capisci?..
Dalej.
Nie bardzo mam i miałam czas, żeby przeczesywać forum w poszukiwaniu wszystkich twoich postów - z pewnych względów zajrzałam na fora związane ze zdradami itp i wystarczyło mi to, co tam widziałam z twoich wypowiedzi. Można rzec, że fajerwerk o uzależnieniu B od tak obrzydliwych filmów to był bonus do pakietu. Wyjątkowo paskudny zresztą.
Wyobraź sobie, że doskonale wiem, dlaczego B zawinął kitę i zwiał z tej relacji - i nie uważam się za winną tego, absolutnie. Moim jedynym niedopatrzeniem było to, że zbyt późno zorientowałam się, że oszukuję samą siebie, i że nie przejrzałam wcześniej na oczy na tyle szeroko, by zauważyć, że poglądy B na temat małżeństwa nigdy nie miały w tej relacji prawdziwego podłoża. Gdybym była wówczas mądrzejsza, to otrzymałabyś ten słodki pakunek znacznie wcześniej i bez całej zadymy, a ja zyskałabym parę fajnych lat na znalezienie naprawdę fajnego partnera. Czy ja byłam dla niego wystarczająco dobra i wyrozumiała?? a owszem. Byłam. Chyba, że facet ma silne skłonności masochistyczne i siedział w niewolnictwie przez prawie 9 lat. Sęk w tym, że byłam ZA dobra. Za bardzo ufna, zbyt wierzyłam w słowa. W słowa, za którymi nie szły czyny. I nie, ta wiedza zupełnie mnie nie szokuje, raczej dziwi i sprawia tylko, że zaczęłam uważać ludzi za niebezpieczne zwierzęta, którym absolutnie nie można pokazać słabizny, bo natychmiast wygryzą pół tyłka.
Tak na koniec jeszcze raz powtórzę - gdyby B powiedział szczerze, zamiast zmuszać się do zaręczyn, że nie po drodze mu z taką kobietą jak ja, to byłby wolny jak taczanka na stepie w ciągu 5 minut. Co komukolwiek przyjdzie z wymuszonego bycia razem?.. Ale jeśli w czyimś związku następuje krach, po czym winny leje ślozy i zapewnia na wszystkie świętości, że skończył z romansowaniem na boku, to niestety bywają na tym świecie idiotki, które w takie zapewnienia wierzą. A gdy nawet taka idiotka dowie się, że "ukochany" robi ją w ciężkiego balona przez kilka tygodni - cóż, niech pierwsza rzuci kamieniem ta, która wówczas nie zrobi przynajmniej sceny rodem z melodramatu.
Bo jakiekolwiek były różnice w charakterach między mną a tym facetem i jakkolwiek mocno nie uwierał go ten związek - NIC nie tłumaczy tego kłamstwa. Sorry, ale NIC. Robił, co chciał, jeździł, gdzie chciał, miał kumpli na pęczki, żadnych zobowiązań wobec mnie, żadnych obowiązków. W tym związku były wyłącznie przyjemności, żadnych trudów. A tym mocniej nic tego nie tłumaczy, ponieważ było to do uniknięcia od ręki, na samym początku.
Nie sądzę, żebyś zrozumiała wreszcie, o co mi chodzi. Nie sądzę, byś zrozumiała, że nie spędziłam minionych lat na żałowaniu, że ta relacja się rozwaliła. Ludzie się zmieniają, odchodzą od siebie, zakochują w innych. Takie jest życie. Ale tu chodzi wyłącznie o zdradę dużo głębszą, niż nawiązanie romansu przez sieć - o zdradę zaufania. To się bardzo mozolnie wybacza i pozostawia to olbrzymi niesmak.
Nie zgodzę się z określeniem, że ta sytuacja "posłała mnie na dno". Było nie było - to nie ja spotykałam się z zajętym facetem, a takie zachowanie jest dla mnie znacznie niżej, niż depresyjne nastroje związane z czyjąś nielojalnością.
Słówko jeszcze a propos prywatności. Nadal "Kali ukraść krowę - dobrze - Kalemu ukraść ktoś krowę - źle" - kiedy ty wywlekałaś detale uzależnienia B, i opisywałaś szczegóły waszego poznania się, to nie był exhibicjonizm sieciowy? jest takie przysłowie o belce i źdźble, przydałoby się je uaktualnić.
Sandra - odnośnie Twojego pytania o portal znajomościowy: istniały na nim konta moje i jego. Znajomościowe, a przynajmniej mnie się tak zdawało. Fakt zaręczyn nie miał dla B żadnego znaczenia dla dalszych działań.
I zacytuję tu fragment mojego ulubionego filmu "(...) i zamierzam być szczęśliwa - CHOLERNIE szczęśliwa!!"
Dzięki za to ostatnie zdanie ![]()
91 2011-04-05 01:21:14 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2011-04-05 01:22:25)
No coz, wyjasnienie tych jego 3 tygodni klamstw jest jedno. Hatrun na tyle mu sie podobala i pasowala, ze dopuszczal mozliwosc bycia z nia, jesli z Youngwind nie wyjdzie (w koncu ten zwiazek to byly ponoc same przyjemnosci, wiec zostawial sobie takie 'kolo ratunkowe'). Z young nie chcial rezygnowac - ale nie chcial tez ''brac w ciemno'' (?). Musial ja poznac lepiej przed decyzja, a moze w ogole nie ccial tej decyzji podejmowac? Kto wie, co by bylo, gdyby Hatrun nie odkryla jego klamstw? Moze dlugo jechalby na 2 fronty? Cos mi sie wydaje, ze tak..
Zastanawia mnie, co podczas tych 3 tygodni spotkan mowil Young - ze juz odszedl od Hatrun (a wiec oklamywal je obie)? Ze na razie sie zastanawia ktora wybrac? Czy moze, ze Hatrun trzyma go sila,a on jej 'nie chce zranic'? Ciekawi mnie, co mowil Young, skoro wydaje jej sie to nie ranic.
...Golly MacGyver.
Dlaczego ty w kółko zadajesz mi pytania w typie "dlaczego to B. kłamał ci w oczy", etc., skoro to nie powinno być pytanie kierowane do mnie? To, że miał opcje, to już jego sprawa. Dlaczego kłamał? Zapytaj jego. Zadzwoń, porozmawiaj- znasz numer. Będzie w Polsce, spotkaj się z nim. Problem? Skoro piszesz, że tak cię to nurtuje, zapytaj samego źródła. Prosto w oczy. Po latach. On na pewno teraz nie będzie miał nic przeciw temu.
Jest jedna rzecz, która do tej pory dziwi mnie, jeśli chodzi o ciebie. Tak ostentacyjnie o wszystkim piszesz, wypominasz; Wspominasz o tym, jak to B. cię skrzywdził, jaka to ja byłam okrutna, porównywałaś mnie do ulicznic na oczach milionów ludzi, nie znając mnie nawet osobiście... Potem ni stąd, ni zowąd, piszesz na photoblogu o tym, jak to "odzyskałaś wreszcie upragnioną wolność". Tyle uprawiania emocjonalnej prostytucji w sieci, żeby potem dojść do wniosku, że uzyskałaś upragnioną od dawna wolność. Dziwne... Ja piszę o swoich problemach na Netkobietach. Tak. Mam do tego prawo. I? Sorry, ale ja nie świętuję rocznic "kłamstw bydgoskich" na blogach i nie chwalę się na każdej możliwej stronie internetowej, że zostałam zdradzona albo w moim wypadku, że rozwaliłam komuś związek. To tak, jakby twoja największa krzywda była twoją ulubioną zabawką. Po co to robiłaś? Po co mieszałaś w to przyjaciół, z którymi ja do tej pory utrzymuję kontakt, a którzy pojęcia nie mają, że ty nadal drążysz ten temat po tylu latach?...
Byłaś dla niego ZA dobra? A to ciekawe... Wysoko mierzysz. Lista tego, czego zabroniłabyś mu robić po ślubie, była zadziwiająco długa- a listy takie robiłaś. A to, że był z tobą 9 lat, wcale mnie nie dziwi. Po pierwsze: sama dobrze wiesz, że to zadziwiająco cierpliwy człowiek. Znasz go nawet lepiej ode mnie. Po drugie on zawsze miewał problemy z wyrażaniem uczuć i nawet gdyby chciał, sam by od ciebie nie odszedł. Nie oszukujmy się- jego paraliżował strach przed samotnością. Dlatego popełnił błąd 5 lat temu, rozwiązując swój dawny związek w dziecinny sposób- jadąc na dwa fronty. Coś na wzór: "Jeśli z Olą się nie uda, zostanę z Martą". To było głupie, ale stało się.
Niewolnictwo? Coś w tym stylu. "Oświadcz mi się wreszcie, będzie spokój"- powiedziała Marta. A B. się oświadczył. Zaprzeczysz?
Krokodyle łzy, mówisz?... Nie, ja nie mówię o łzach. Ja mówię o tym, jak to naprawdę byłam gotowa zostawić go w spokoju, kiedy z bólem urywałam z nim kontakt. A to, że on jednak stwierdził, iż znajdzie sposób, by się do mnie odezwać, było już jego wyborem. Owszem, byłam głupia pozwalając mu ciągnąć to w nieskończoność. Byłam młodsza, głupsza. Stare dzieje. Dziś bym na to nie pozwoliła.
Skoro rozpatrujesz to, co B. robił WÓWCZAS, to mam dobrą radę- zamknij temat. To i tak już nic ci nie da. Nie przyniesie ani ulgi, ani satysfakcji. Jak długo będziesz to ciągnąć? Jak długo będziesz do tego wracać? Masz zamiar z tym żyć do końca życia? Zajmij się własnym życiem, znajdź sobie faceta, bądź szczęśliwa. Ale daj już wreszcie spokój temu, czego już nie odwrócisz. A skoro ty jesteś dociekliwym człowiekiem, spotkaj się z B. i zadaj Jemu swoje nurtujące pytania.
93 2011-04-05 01:25:36 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2011-04-05 01:28:46)
No coz, wyjasnienie tych jego 3 tygodni klamstw jest jedno. Hatrun na tyle mu sie podobala i pasowala, ze dopuszczal mozliwosc bycia z nia, jesli z Youngwind nie wyjdzie (w koncu ten zwiazek to byly ponoc same przyjemnosci, wiec zostawial sobie takie 'kolo ratunkowe'). Z young nie chcial rezygnowac - ale nie chcial tez ''brac w ciemno'' (?). Musial ja poznac lepiej przed decyzja, a moze w ogole nie ccial tej decyzji podejmowac? Kto wie, co by bylo, gdyby Hatrun nie odkryla jego klamstw? Moze dlugo jechalby na 2 fronty? Cos mi sie wydaje, ze tak..
Zastanawia mnie, co podczas tych 3 tygodni spotkan mowil Young - ze juz odszedl od Hatrun (a wiec oklamywal je obie)? Ze na razie sie zastanawia ktora wybrac? Czy moze, ze Hatrun trzyma go sila,a on jej 'nie chce zranic'? Ciekawi mnie, co mowil Young, skoro wydaje jej sie to nie ranic.
Nie mam pojecia, ale mimo wszystko nieuczciwe jest takie zachowanie.
Facet najwyrazniej nie wiedzial czego chce i to malo powiedziane.
Moze jak pisze Young bal sie samotnosci.. trudno rozstrzygnac, my tylko widzimy opis relacji z boku, ale kazda pani opisuje to subiektywnie, ale i tak nieladnie postapil i tego jestem pewna.
94 2011-04-05 02:36:39 Ostatnio edytowany przez Hatrun (2011-04-05 02:42:35)
(ocierając łzy śmiechu)
O matko i córko...
dobra, ja zamykam temat, bo to jest naprawdę rzucanie grochem o ścianę - a wiesz czemu? bo ty NIE WIDZISZ, gdzie leży istota problemu. I choćbym zrobiła doktorat z tłumaczenia ludowi, że białe jest białe, a czarne czarne - nie pojmiesz. Ciekawe jedynie, że pojęły to zupełnie obce, niezwiązane z tematem osoby, co widać po ich wypowiedziach w tym temacie. A ty - ani w ząb. Ale jak się nie chce, to się nie pojmie.
Pytanie o powód kłamstwa było pytaniem otwartym. Gdyby B chciał i miał odwagę, to podjąłby ten temat, kiedy jeszcze te emocje były żywsze, kilka lat temu. A on schował się za twoją kiecką i tyle. I z perspektywy czasu dobrze, że za twoją. Nie ja się z tym bykiem bodę
. Klasę człowieka poznaje się także po tym, że jak coś spierniczy, a tę drugą stronę niosą emocje - winny kładzie temu kres sam, z własnej woli. Wystarczy wyjaśnienie i przeprosiny. Niepubliczne. Nie przesadzajmy. I w dodatku czas przeprosin minął - coś tak kilka lat temu. Tutaj toczył się dysput o pryncypia, że tak powiem, moralne.
Naprawdę uważasz, że moja strona na phbl miała miliony odsłon? oj, nie przeceniałabym. W najlepszym przypadku - 40-50 odwiedzin dziennie. A forum netkobiet to dalece liczniejsze audytorium. I trąbiłaś tutaj o swojej miłości z internetu aż miło. Btw - na phbl także.
Co do emocjonalnej prostytucji, to byłam instytucją charytatywną - nikt mi za to nie płacił. I nie widzę powodu po raz kolejny wyjaśniać, skoro wcześniej nie dotarło, czemu zraniona wówczas osoba odreagowała swoistą "terapią grupową" na ten wredny występ B.
Nie chwalisz się na stronach internetowych swoimi czynami? ale już moim znajomym owszem, prawda? "to ja jestem tą, która odbiła M chłopaka". Miła prywatna wiadomość do pewnego twórcy na portalu deviant art. A kolega Ł obśmiał to w sposób, którego dosadność przewyższa wszystkie epitety, jakie zainkasowałaś kiedykolwiek ode mnie.
Jeśli mówiąc o "przyjaciołach", z którymi do dziś utrzymujesz kontakt, masz na myśli tę dwulicową wydrę z aparatem, to akurat wmieszała się sama jak mogła i w dodatku całkiem nieproszona. No ale nie o niej tu mowa, bo też i nie ma o kim.
A teraz, przepraszam, ale muszę po raz kolejny skorzystać z chusteczki, łzy albowiem ciekną mi po plecach. Ze śmiechu. Czy wy oboje z B macie coś nie teges w głowach??? jakie "listy zabronionych rzeczy po ślubie"???? no chyba, że masz na myśli to, że wspomniałam parę razy, że nie będę go obskakiwać po ewentualnym zamęściu w sposób, do jakiego przywykł w domu. (domyślasz się zapewne, o jaką osobę i jaki sposób tutaj chodzi, ale w tym przypadku akurat nie będę wywlekała faktów, bo tej pani nie chcę wciągać w temat tu wałkowany - m.in. za pamięć Jej ostatnich słów do mnie).
Tak, byłam dla niego za dobra i przewróciło się chłopinie w tyłku. A ja za to zebrałam kopniaka. Ale w ostatecznym rozrachunku.. to nie mój partner ma skłonności.. Dobra, miejmy litość, zwłaszcza o tej porze.
Argumentacja, którą podajesz jako powód tych 9 lat... mój boże (jakikolwiek)... Ty naprawdę w to wierzysz??? A co gorsza - jeśli tak jest, to ja ci szczerze i autentycznie współczuję: mieć koło siebie partnera o takich cechach to bardzo ciężki los. Nie mówiąc o tym, że pachnie dysfunkcją mentalną.. To oznacza, że - pardon za wyrażans - masz przy sobie d..ę wołową, a nie faceta. Pi.pę w kapciach, za którą decyzję podejmują baby. Jedna pogoniła, to druga przygarnęła... Przecież to jest paranoja..
Jeśli on się oświadczył "na duś", to znaczy, że własnej woli w nim tyle, co jaj w kapłonie. Gratuluję partnera...Myśleliście o jakiejś terapii? przecież on się kwalifikuje na kozetkę.. 30 lat i dziewczyna go do oświadczyn zmusza.. Litości!!
Mnie już przyniosło ulgę, wiele, wiele miesięcy - w tej chwili już lat - temu - przepracowanie tego tematu. Rzeczy, które w tej chwili mnie gryzą, nie polegają na siedzeniu i medytowaniu, czemuż to facet łgał jak lustereczko Złej Królowej z rozregulowanym zapłonem prawdomówności. Ten temat czknął mi się kilka miesięcy temu, gdy natknęłam się na ten twój harlequinn tutaj - jakoś nie mieściło mi się pod czaszką, że minęło tyle lat, a ściema w waszym wykonaniu nadal żyje i ma się świetnie.
Nie skorzystam z życzenia "znajdź sobie faceta", albowiem jestem monogamiczna. Jeden mi wystarczy. A spotkanie z B jest mi zupełnie zbędne - po minionych latach wyraźnie do mnie dotarło, że gdyby ten chłopak miał klasę i godność, to zamknąłby ten temat już dawno gestem ze swojej strony. W końcu to on namieszał, nie ja. Szacunek do samej siebie kopnąłby mnie w ucho, gdybym latała za facetem, żeby raczył wyjaśnić swoje brzydkie uczynki. Miał na to czas i ten czas minął. Mój wpis na tym forum był efektem raczej zdziwienia i zniesmaczenia twoją wersja wydarzeń, bo przecież nie dyktowała go pewność, że uzyskam jakąkolwiek sensowną odpowiedź.
CBDU.
edit i kolejny ubaw:
- jego numer telefonu??? dziewczyno - ja nie pamiętam, jaki miał adres mailowy, o telefonie nie wspominając
))
Witam.. Trafilam tutaj bardzo przypadkowo i nieswiadomie..
Ale temat ktory mnie zaciekawil to wlasnie Milosc z internetu...
Zaczelam czytac.. Szczerze mowiac nigdy nie loguje sie na takich portalach i malo uczestnicze w tym swiecie internetu..
Ale tak sie nakrecilam cala ta sprawa ze musialam cos napisac..
Przeczytalam ta historie..nie czytalam dalszych dyskusji na ten temat tylko tak przesledzilam jej bieg.
To zadziwiajace ze ta dziewczyna znowu Cie znalazla..chodz minelo tyle lat..
Nie chce czytac tych wszystkich wypowiedzi bo nie chce stracic watku ktory mi sie nasuna na mysl..
Jestem pelna podziwu dla bohaterki tej pieknej histori, ktora z poczatku wcale nie byla uslana rozami..
Podziwiam upor..i szczerze gratuluje..
Jesli moge tak wogole stwierdzic..ale pozwole sobie..
? mysle ze najlepiej zamknac ten temat.. Bo przeciez juz wszystko sie potoczylo..jak sie potoczylo.
nie w?em po co toczyc spor..
Chlopak wybral kobiete ktora Go rozumiala i wspierala..
Byc moze dlatego tak bardzo Chc?al z Toba byc i wcale s?e temu nie dziwie..
Szalenie sie ciesze ze tak sie zakonczyla ta opowiesc..tym bardziej ze jest prawdziwa..
Zapewne ja na jego miejscu tez bym Cie wybrala..:)
Powiem cos jeszcze.. Ciesze sie ze napisalas dalsza czesc..choc bylo to kilka lat temu..ale ja dzis Ci za nia dziekuje..
Juz nawet mialam sprawdzic czy moze masz podany adres poczty..:)
Ale ku mojemu zaskoczeniu jakze milemu ciag dalszy sie pojawil..
Dziekuje jeszcze raz..
Pozdrawiam tez Twojego ukochanego.. Powiedz mu ze szczerze Was wspieram..
Wierze ze teraz to Was juz nic nie pokona.. Zadna burza..:)
Moze i ja sie kiedys skusze na moja szalona historie..
Dziekuje Ci za natchnienie do otworzenia sie na innych..
Pozdrawiam...:)
96 2011-04-05 04:06:00 Ostatnio edytowany przez youngwind (2011-04-05 04:10:32)
Marta... Ja zauważyłam jedno. U ciebie brak argumentacji zazwyczaj kończy się agresją i imputowaniem mi, że niczego nie rozumiem. Brawo.
Natknęłaś się na mój harlequin, tak?... Natknęłaś? Boże, kobieto... Żyję sobie od 3 lat szczęśliwie na obcej ziemi. Ni stąd ni zowąd po długim czasie dostaję wiadomość, że niejaka Hatrun pojawiła się w moim dawno już uśpionym wątku. Jakoś uśmiechnęłam się pod nosem automatycznie wiedząc, że to ty. Jakim cudem ty się na niego natknęłaś? Spędziłaś tydzień na wertowaniu każdej tutaj zamieszczonej historii? A może wpisałaś "miłość z internetu" i takim "przypadkiem" mnie znalazłaś? Wiesz, odnalezienie tak starego wątku wymaga nie lada starań. Kobieto, zanim cokolwiek napiszesz, zastanów się dwa razy. Skoro tak bardzo cię to wszystko boli, skoro ja nie czytam ze zrozumieniem i skoro B. to pipa w kapciach, co ty tu jeszcze robisz?... Odwróć się na pięcie i zamknij za sobą drzwi. Po co drążysz? Po co czytasz w takim razie, skoro według ciebie wszystko z mojej strony to stek bzdur?... Najwyraźniej coś musiało w ciebie trafić, skoro poświęciłaś mi tyle uwagi.
A spotkanie z B jest mi zupełnie zbędne - po minionych latach wyraźnie do mnie dotarło, że gdyby ten chłopak miał klasę i godność, to zamknąłby ten temat już dawno gestem ze swojej strony.
Marta, na litość... On zamknąłby ten temat dawno temu gestem ze swojej strony? On zamknął za sobą drzwi w momencie, gdy się rozstaliście. Przez całe 5 lat wysłał ci bodaj jednego sms-a i to w 2007. On to zamknął jako pierwszy. Tylko ty ciągle otwierałaś, ciągle wracałaś, rozdrapywałaś. I po co ci to było? Widzisz jakieś efekty? On nawet raz nie zawrócił ci tyłka.
A teraz... Teraz historia się powtarza. Już coś do ciebie dotarło, że... ale nie... przecież ty musisz drążyć, prawda?... Przecież to nie byłaby Marta, gdyby nagle cudem zaczęła żyć własnym życiem i przestała wstukiwać w google "youngwind". Ha, wydra z aparatem... Wiem, o kim piszesz... No, proszę. Ty naprawdę sądzisz, że to jedyna przyjaciółka (btw, prawdziwa z ciebie kobieta z "klasą", nie powiem)? Jest ich wiele więcej. I, o dziwo, wszyscy mają jednakowe zdanie na twój temat.
Skoro twój związek z facetami to tylko obfitości, dlaczego się nim teraz nie zajmiesz, zamiast oceniać to, co już w twoim interesie nie leży? Zamiast snuć bajdy, zajmij się swoim życiem, pani bizneswoman. Musi być bardzo obfite, jak zawsze zresztą.
Uwierz mi, to dobra rada.
AdRiaNnAbs- dziękuję za miłe słowa. Miło odnaleźć trochę ciepła w moim wątku...
Możesz napisać do mnie maila w każdej chwili. Chętnie porozmawiam i doradzę. ![]()
Proszę o kulturalne wypowiedzi i nie obrażanie siebie nawzajem. To jest forum dla dorosłych, kulturalnych osób i dbajmy o jego dobrą atmosferę.
moderatorka- apoteoza
Moje zdanie jest takie - gdyby Panu było dobrze, to nie szukałby dalej. A szukał i znalazł. Do kogo pretensje?
mijamy się z celem i sensem, drogie panie.
Po przeczytaniu kilkunastu wypowiedzi, po próbach zrozumienia dziwacznej argumentacji wykluł mi się jeden wniosek.
Różnica pokoleń - niewielka - wystarczyła, by w rozumowaniu ludzkim pojęcia takie jak szacunek i przyzwoitość stały się abstrakcją. Jeśli ani autorka wątku, ani spora część pozostałych osób nie rozumie meritum poruszonej tutaj sprawy, to cóż - nie czuję się odpowiedzialna za wyjaśnianie pewnych kwestii osobom, które nie widzą nic złego w takim zachowaniu, jakie zaprezentowało tych dwoje. Widocznie taki jest świat obecnie i pozostają dwa wyjścia - albo zmienić mentalność i łamać zasady bez mrugnięcia okiem, albo odpuścić sobie szarpaninę z takim światopoglądem i żyć po swojemu - z boku, bez mieszania się w takie bagno. Czytam, że czyjeś kłamstwa, pomówienia i oszustwa to "piękna historia miłosna" i oczom nie wierzę. Gdzie tu jest przycisk "stop"? ja wysiadam z takiego świata..
Na postawione pytania nadal nie otrzymałam odpowiedzi, poza aluzjami, mętnymi półargumentami i wykręcaniem Wisły kijem. I doszukiwaniem się agresji. Kto szuka, ten znajdzie.. I szukając, przy okazji pomija milczeniem swoje nieciekawe zachowania, które mu ktoś wytknął. No ale trudno argumentować z prawdą, nieprawdaż?
I ok - niech tak już to wszystko zostanie. Trochę na wyrost osądziłam, że może czas i doświadczenia zmieniły pewne zapatrywania, ale widzę, że guzik zmieniły.
Szukać i znaleźć - prawo każdego. Kłamać i oszukiwać - teoretycznie powinno być powodem do wstydu, nie do chwalenia się. Dziiiiwny jest ten świat...
Olu - po raz kolejny powtórzę - nie pochlebiaj sobie. Fakt wpadnięcia na twój nick tutaj nie oznacza misji specjalnej "znaleźć youngwind". Skąd to się bierze, takie szpiegowskie poglądy? Nie mam bladego pojęcia, gdzie się udzielasz i o czym piszesz, czy malujesz, haftujesz, a może dziergasz koronki czy hodujesz patyczaki. Poszukiwania pewnych konkretnych tematów na kilku babskich forach na tym akurat wyrzuciły pośrednio ciebie w wynikach - w tablicach dyskusyjnych. Czemu się odezwałam? ano temu, że to podobno jest forum dyskusyjne. A dyskusja, przypomnę, to dialog, w którym padają argumenty za i przeciw, ścierają się opinie i poglądy.
Co do "mieszania" w znajomościach, to wiesz dobrze, kto komu właził w znajomości i rób sobie z tą wiedzą, co chcesz. Jednakowe zdanie waszych znajomych na mój temat? - dziwnym nie jest, w końcu znają wersję tylko z waszej strony. Na szczęście są jeszcze ci, którzy faktycznie zachowali bezstronność i kontakt z nimi jest dla mnie dużą przyjemnością.
Twoich rad nie ciekawam, tym bardziej, że dotyczą stref obcych mi - nie bardzo wiem, o co chodzi z obfitością facetów i określeniem "bizneswomen". A jeszcze tym bardziej, że przyjmować rady od kłamców to bardzo ryzykowny interes.
Twoje bajeczki na temat przeszłości ludzi, którą znasz tylko z płaczliwych opowiadań jednej strony, a nie z autopsji, mogłyby bawić, gdyby nie fakt, którego zmienić się nie da: jest to cukrowana historyjka dla ukrycia brzydkiej prawdy. I żadne wywracanie oczkami, że "po co do tego wracać" tego nie zmieni.
I to by było na tyle.
DZIĘKUJEMY ![]()
Facet ewidentnie nie chciał być z Tobą. Skrzywdził Cię bardzo, co boli do dzisiaj (gdyby nie bolało to byś ten wątek miała gdzieś).
Hatrun - przecież nie możesz przewidzieć tego, czy on nie zostawiłby Cię później, skoro potrafił to zrobić w najbardziej romantycznym momencie życia młodych ludzi.
Nie wiem, czemu czepiasz się tej dziewczyny.
To on odszedł, to on poszukiwał.
Apoteoza- przepraszam za głupie zachowanie z mojej strony. Dałam się ponieść.
Sandro, dziękuję za wypowiedzi!
Marto, ostatni raz...
Ja nie zrzucałabym tutaj winy na różnicę pokoleń- tak jest powiedzieć najłatwiej. Każdy ma po prostu własne zdanie w każdej kwestii i tyle. Jedni będą to uważać za piękną historię, inni będą mieli ochotę mnie zlinczować. Myślisz, że spodziewałam się jedynie usłania mi stóp różami? Nie, to jest forum dyskusyjne, dlatego miałam prawo opisać to tutaj- przynajmniej dowiedziałam się opinii innych (popełniłam ryzyko opisując to, bo równie dobrze mogłabym spotkać się z samymi negatywnymi odpowiedziami). I notabene, odnośnie ekshibicjonizmu sieciowego- fora dyskusyjne temu właśnie służą. Ja zrobiłam to tutaj jednorazowo, poprzez opisanie swojej historii, spodziewając się i oczekując odpowiedzi innych. U ciebie wypowiedzi typu powyższych występowały setki razy drogą prywatną. Dlatego uważam je za zbędne.
Jeśli kobiety uważają to za piękną historię, bo same przez coś podobnego przeszły- dobrze. Jeśli uważają, że to, co było, było budowane na kłamstwie i stekiem bzdur- też dobrze. Każdy ma swoje zdanie. Jedne kobiety się z tobą zgodziły, inne nie. Takie jest forum dyskusyjne. Winny się tłumaczy? Nie musisz już się wykręcać i opisywać jak i gdzie mnie znalazłaś. Stało się, weszłaś, napisałaś- rozczarowałaś się.
Odpowiadałam na pytania półargumentami? Sprawdź jeszcze raz, jakie pytania mi zadawałaś. Głównie pytania o zachowania B., na które półargumentami odpowiedzieć musiałam, bo ja nie myślę za niego, ani nie mam możliwości czytania jego myśli. A o swoim zachowaniu, błędach i nauce na nich, już napisałam, co zresztą i tak odwracałaś i rozumiałaś na opak, obrażając przy okazji innych. Nie widzę zatem sensu udzielania innych odpowiedzi i dalszej, bezcelowej dyskusji z tobą.
Nawet, jeśli to "cukrowana historyjka dla ukrycia brzydkiej prawdy"... Mam prawo do pisania własnej wersji, tak samo jak i ty masz prawo do pisania swojej. Nawet, jeśli B. jest taki i owaki, nie tobie już oceniać. Zresztą, gdyby był takim życiowym nieudacznikiem, wasz związek nie trwałby 9 lat i posłałabyś tę, cytuję Hatrun: "p*pę w kapciach" na Marsa po pierwszych miesiącach wspólnego życia. Dlatego nie pisz, proszę, że B. dawno mógłby od ciebie odejść, skoro mogłaś zrobić dokładnie to samo, wiedząc, że jego trzeba było zmusić do zaręczyn albo choćby dla samego faktu, że jako dorosły facet mieszkał z Mamą i brakowało mu porządnej porcji odpowiedzialności. Gdybyś była ZA dobra, już dawno dzięki tobie i twojemu wsparciu wziąłby się w garść. Zaczęliście związek jako 21-22-letni, młodzi ludzie. Trzeba było wstać i zrobić coś ze sobą. Wybrałaś inaczej. Może w innym wypadku nie wyhodowałabyś sobie "p*py w kapciach", któremu ja musiałam pomagać wstać na nogi.
Teraz to niezależny, odpowiedzialny facet, żyjący tysiące kilometrów od domu. On osiągnął ze mną przez pierwsze 2 lata coś, czego ty nie potrafiłaś zapewnić mu przez 9 lat. Wybacz, ale to prawda. Wystarczyło tylko chcieć i ruszyć się z miejsca. Gratulujesz mi partnera- dziękuję. Bo i jest czego gratulować. W pierwszych dwóch latach związku zaciągnęłam go za granicę, gdzie wreszcie czuje, że coś robi. Mogę chcieć więcej widząc, że on jest szczęśliwy?
Dziwi mnie tylko fakt, że z taką zażyłością piszesz o szacunku będącym abstrakcją, kiedy w dalszym ciągu reagowałaś jego brakiem na mój bardzo spokojny, kulturalny post z godziny 19:53. Potem i ja popłynęłam, skoro odważyłaś się obrażać moich przyjaciół w tytułach "wydr z aparatem" czy samego B. To twoim zdaniem nie agresja? Gratuluję poczucia estetyki. Nie trzeba szukać- wystarczy czytać. Zanim kogokolwiek zaczniesz uczyć szacunku albo nawet się go domagać, prześledź, proszę, swoje wypowiedzi i to z jakim "szacunkiem" ty zwracasz się do innych. Wybacz, ale jeśli ktoś obraża moich przyjaciół albo mojego partnera, nie mogę pozostać obojętna.
Połowa twoich postów przeczy jeden drugiemu. Najpierw miałaś tyle pytań, w tym najważniejsze, dlaczego B. kłamał, potem jednak doszłaś do wniosku, że już cię to nie obchodzi. Potem twój wywód, że to różnica pokoleń, że brak kultury, etc. To nie żadna różnica pokoleń, a nic innego jak różnica zdań. Ludzie nie we wszystkim się ze sobą zgadzają.
Marto, przyjście tutaj dało ci nauczkę, a mianowicie- świat nie kręci się tylko wokół ciebie. Ja nie muszę mieć internetowych znajomych typu dwulicowy J. Ja mam wsparcie ludzi z realnego świata. Gdybym była takim potworem, jakim mnie sportretowałaś, już dawno zostałabym sama. Wniosek jest jeden- skończ z samotnością i zacznij żyć. Skoro piszesz, że u ciebie związki to "same przyjemności, zero trudów", proszę bardzo- życzę szczęścia u boku innego faceta. Może, jeśli obniżysz poprzeczkę swoich wymagań i nauczysz się tego, że nikt nie jest idealny, odnajdzie cię ktoś, z kim będziesz szczęśliwa. Tylko trzeba robić coś więcej niż tylko mówić i budować zamki na lodzie.
Mogę zrozumieć ból i frustrację po zdradzie zaufania, ale nie potrafię zrozumieć satysfakcji, jaką czerpiesz z wracania do tego, co już dawno zostało omówione i zamknięte. I nie nazywaj tego wywracaniem oczkami.
I nie, nie poczuwam się do roli kłamcy. W tej chwili mam czyste sumienie i nic sobie do zarzucenia. Ty i twoje ostatnie wypowiedzi, jeszcze mnie w tym utwierdziły, Marta.
Dla dobra mojego i twojego, zakończmy to raz na zawsze na oczach wszystkich. Zaoszczędzimy na czasie i nerwach. Nie mam zamiaru dalej z tobą dyskutować. To już naprawdę zaczyna przypominać dowcip o dwóch głuchych gołębiach.
Powodzenia.
Hatrun , ja też czytając cała historię i widząc takie wypowiedzi "jaka piękna historia" byłam zszokowana, każdy tylko skupil sie na tym, ze niby wielka milosc, a bez mysli co czula ta porzucona. Tez dziwi mnie upadek pewnych wartosci, fajnie jak youngwind zrozumiala co zrobila zle, ale i tak wiele rzeczy dziwi mnie na tym swiecie, moze mimo mlodego wieku jestem niedzisiejsza.
Ciesze sie ze ta cala historia sie tak zakonczyla..
Zycze powodzenia obu Pania..
Milosci i jeszcze raz milosci...:)
DZIĘKUJEMY
Facet ewidentnie nie chciał być z Tobą. Skrzywdził Cię bardzo, co boli do dzisiaj (gdyby nie bolało to byś ten wątek miała gdzieś).
Hatrun - przecież nie możesz przewidzieć tego, czy on nie zostawiłby Cię później, skoro potrafił to zrobić w najbardziej romantycznym momencie życia młodych ludzi.
Nie wiem, czemu czepiasz się tej dziewczyny.
To on odszedł, to on poszukiwał.
Sandro, podniosłam pewne kwestie wobec niej, ponieważ po przeczytaniu jej wersji tej historii wkurzyłam się nieco, że po tylu latach nadal funkcjonuje tu podział na niewinnych kochanków i złą czarownicę. To jest krzywdzące i dodatkowo w zestawieniu z postami Oli nt tematu zdrady w związkach i tego, jak ważna jest szczerość w takich sprawach trąci ogromną hipokryzją. Zaistniała tutaj dziwna zależność: tam, gdzie sytuacja dotyczyła jej samej, wszystko było wyjaśniane i tłumaczone jako naturalna kolej rzeczy, tam, gdzie wypowiadała się na temat czyjejś zdrady i oszustwa - ganiła, umoralniała, potrząsała palcem. Czyli jeśli to ona robiła, to wszystko ok, jeśli ktoś inny - niedobrze.
Mogłam i powinnam była przewidzieć, dostrzec, że były partner ma kompletnie inne zamiary niż te, o których dawniej zapewniał. I znów: to nie jest najważniejsze. Ludziom naprawdę mogą się pozmieniać poglądy, uczucia, to jest ciągły, ewoluujący proces. Gwóźdź do trumny to ów nieszczęsny, brzydki sposób zakończenia całego układu, a następnie zwalanie całej winy na mnie. Na coś takiego mówię "veto", mimo upływu lat i wygaśnięcia emocji. Nie zgadzam się na to, co robi ze mnie "youngwind". Tym bardziej, że sama doskonale wie, o ile się mija z prawdą.
Minęło wiele lat? tak, zgoda, ale również tak, jak napisałaś - jest to duża krzywda i natknięcie się na tę podkręconą historyjkę po tych latach trochę mną zatrzęsło - mimo tego, że sama osoba już nie budzi żadnych emocji.
I jeszcze kilka słów do Oli.
Nie pisałaś nawet tutaj jednorazowo o tej sprawie. Nie wiem czemu, ale masz szalenie wybiórczą i krótką pamięć: kulałaś ten temat na fotoblogu, na deviant art - nie wiem, gdzie jeszcze, bo jak mówiłam - nie znam twoich ścieżek w sieci. Ale na tamtych dwóch w.wym portalach debatowałaś nad tym długo i z detalami. Poza tym zupełnie mylą ci się pojęcia - czemu nazywasz dwulicowym człowieka, który był lojalny wobec mnie, zamiast polecieć na lep twoich plotek? Łukasz był moim kolegą, to ty do niego sama napisałaś chwaląc się "odbiciem chłopaka" - tak jak pisałaś do moich znajomych z fotobloga, kompletnie nie rozumiejących, czego od nich chcesz i po co zapraszasz do swoich list znajomych.
Jeśli ty miałaś prawo opisać tę historię tutaj, to ja również miałam prawo zanegować nieprawdę w tej opowieści.
To, co pisałaś do mnie czy ja do ciebie prywatnie, było, jak się rzekło, prywatne, więc nieznane innym.
Nie rzucam się do gardła tym, którzy mają inne zdanie i uważają, że twoja opowieść to piękna baśń i wspaniała miłość - ja jedynie dziwię się, co zresztą także zauważyła Truskaweczka19 (o proszę, dobry przykład na to, że jednak nie zawsze różnica wieku to różnica poglądów - bardzo mądre podejście do wielu spraw, nie tylko w tym wątku. Gratuluję.), że niektórzy ludzie nie zwracają uwagi na takie aspekty. I nie jest to różnica poglądów - etyka to nie pogląd, zakaz zabijania, kradzieży czy oszustwa nie jest poglądem, lecz normą etyczną. (że kompletnie różnie pojmowaną w różnych kulturach, to inna rzecz, ale akurat w naszej, europejskiej, są to zachowania naganne.)
Zauważyłam, że w każdej następnej wypowiedzi przeczysz sama sobie. Najpierw tłumaczysz B, że był biedny, nieśmiały, stłamszony, zmuszony, wypowiadasz się za niego, tłumaczysz motywy jego zdrady, powody romansu z tobą, wyjaśniasz obszernie, czemu "uciekł ode mnie", za chwilę wyjaśniasz, czemu nie miał odwagi odejść - a w następnym poście krzyczysz, że nie myślisz za niego i nie tłumaczysz jego działań. Po czym za moment chwalisz się, że to ty go zmotywowałaś - czyli zmusiłaś? - do wyjazdu, do osiągnięć, do działania. To jak to jest - on ma jakąś własną wolę, czy jest marionetką, która robi, co jej się każe? jeśli to ty musiałaś mu pomagać stanąć na nogi, to co z niego za mężczyzna? ile jeszcze rzeczy będzie robił, bo mu się każe/zmusza/motywuje? To naprawdę nie jest normalne, jeśli dorosły człowiek - facet - nie jest w stanie nic zrobić z własnej woli, tylko cały czas pod czyimś wpływem.
Chwalisz się "zaciągnęłam go, osiągnął ze mną, zmusiłam, stawiałam na nogi" - fajnie, widocznie masz - ze względu na różnice charakteru - inną siłę nacisku. Widocznie jesteś w stanie tę glinę kształtować. Ja pamiętam człowieka, który na każde moje pytanie o dalsze wspólne plany mówił "nie wiem, ty decyduj". Pamiętam człowieka, który nigdy nie miał własnego zdania w ważnych kwestiach. Jeśli sobie go wychowałaś tak, że robi, co mu każesz i jest szczęśliwy, to znaczy, że świetnie się dobraliście. Nie utyskuję, że to nie ja dobrałam się z nim na stałe - może jestem pyskatą babą, ale lubię, kiedy to facet decyduje, rządzi i dzieli, a ja się mogę z nim rozzzzkosznie zgodzić. Lub nie, he, he....
Pomijasz jeszcze jedną kwestię, a dziwne to, bo rozumiem z twoich wypowiedzi w wątku o uzależnieniach, że mimo tego, co ci ten człowiek zrobił, nadal go kochasz i starasz się o ten związek: wyobraź sobie, że ja robiłam dokładnie to samo. Jakkolwiek mocno byś się nie starała wyrugować ten fakt, to między mną a tym człowiekiem kiedyś istniało uczucie i to ono powodowało, że zamiast pogonić mu kota po pierwszych 4 latach, tłukłam się jak głupia o niezrozumienie sytuacji jeszcze przez drugie tyle. Może uważasz, że tylko ty jesteś zdolna do takich uczuć. Może kiedyś pojmiesz, że wcale nie.
A to, że nieraz żałowałam po czasie, że nie zakończyłam wcześniej tej relacji, to inna sprawa.
Nie obrażam ani twojego partnera, ani twojej przyjaciółki Agi - określiłam tylko sposób, w jaki się zachowywało i jedno i drugie, i cechy charakterystyczne tych zachowań. Brzydkie cechy, więc trudno je opisać w ładny sposób. Ty ich nie widzisz, bo percepcję masz z drugiej strony, ale nie zmienia to faktu, że one istnieją.
Oddałam tak nawiasem pisząc dokładnie tyle samo szacunku, ile wasza trójka wykazała go wobec mnie. Albo i więcej, ale nie mam pod ręką wagi.
Nie ma sprzeczności w moich wypowiedziach, ale nie łapiesz ich sedna. Tak, zadawałam i w sumie nadal zadaję pytanie o powód kłamstw B - ale w sposób czysto informacyjny. Emocje w tym wymarły, jest kliniczne zainteresowanie. Lubię analizować ludzkie czyny, bo ich motywy i napęd bywają arcyciekawe nawet, jeśli są szokujące, a na pewno pozwalają spojrzeć szerzej na zachowanie innych i w porę wyłapać niepokojące sygnały. Znów: czepiasz się semantyki, a meritum leży i kwiczy..
Świat nie kręci się wokół mnie? ależ owszem, kręci. Mój świat, moja nisza, w której żyję, mój biotop. W nim mam swoje pasje, pracę, zainteresowania i znajomych oraz przyjaciół. Są to wszystko osoby i zdarzenia, których jestem - w moim świecie - zwornikiem, punktem centralnym. W świecie mojej Ani czy Agnieszki, gdzie one są swoim własnym centrum, na odwrót - ja jestem elektronem wspólnoty krążącym wokół najważniejszego punktu, czyli wokół nich.
Ty masz tak samo ze swoim światem i swoimi znajomymi. A wsparcie osób, którym się chwalisz, a które znają tylko twoją wersję zdarzeń, jest oczywiste, bo przecież nie opowiedziałaś im tej historii obiektywnie, tylko subiektywnie. No chyba, że masz znajomych, którym powiedziałaś "wiecie, nasz związek zaczął się od romansu za plecami narzeczonej B, a potem przez 3 tygodnie on jechał na dwa fronty, ale nie szkodzi, bo ona go zmusiła do zaręczyn i należało jej się" - a znajomi powiedzieli "no faktycznie, super historia, słusznie zrobiliście" i poklepali cię po plecach.
Nie bardzo rozumiem, skąd wnioskujesz o moim samotnym życiu (a może to pobożne życzenie?..) - raz, że nie jestem sama, dwa, że moje życie, owszem, jest barwne, ciekawe i intensywne. Pracuję zawodowo, co związane jest z licznymi wyjazdami i podróżami, w dodatku u boku partnera, poznaję inne kraje, inne kontynenty, cały czas się uczę. To nie jest budowanie zamków na lodzie - to jest moje życie. Ideał? ideały są nudne, bo stałe; o wiele lepsze jest ciągłe dążenie do czegoś lepszego, nowego - dzięki bogom taki jest mój partner - to ja się od niego uczę i dążę ku jego wiedzy. To jest pasjonujące. A jest tak, ponieważ poprzeczkę miałam ustawioną baaardzo wysoko i wiedziałam, że poniżej są tylko płotki. I doczekałam się - wybrałam sobie na partnera człowieka, z którym jestem szczęśliwa. A niewiele mnie rzeczy bardziej raduje, niż światło w jego oczach i słowa "jesteś jak powrót do domu po długiej drodze".
I znów - widzę, że jednak nie czytasz ze zrozumieniem. Nie napisałam nigdzie, że moje związki po rozstaniu z B to same przyjemności i zero trudów - napisałam, że taki był związek B ze mną. Bez zobowiązań, bez obowiązków, bez kłopotów dnia codziennego, bez wspólnej pracy i mieszkania. Wyjazdy, książki, filmy, studia, koncerty.
Bronisz się przed prawdą rękami i nogami. Diagnozę postawiłam ci już dawno, ale lekarstwo jest jak widzę zbyt gorzkie do przełknięcia. Ale racja, to twoje życie, twoje wybory i twoje konsekwencje.
Faktem jest, że jeśli nie widzisz różnicy w etyce zachowań i stawiasz na szalach wagi dwie nierównoważne sprawy, to nigdy nie będzie między mną a tobą żadnego konsensusu.
Zresztą myślę, że wobec faktu, iż nigdy się nie spotkamy, nie ma to większego znaczenia.
Teraz, jak sądzę, znów zaczniesz jęczeć w stylu "a to w ogóle po co podejmowałaś ten temat" - no więc tego właśnie nie jestem w stanie ci wytłumaczyć. Za duża przepaść - również etyczna.
sandra.sandra napisał/a:DZIĘKUJEMY
Facet ewidentnie nie chciał być z Tobą. Skrzywdził Cię bardzo, co boli do dzisiaj (gdyby nie bolało to byś ten wątek miała gdzieś).
Hatrun - przecież nie możesz przewidzieć tego, czy on nie zostawiłby Cię później, skoro potrafił to zrobić w najbardziej romantycznym momencie życia młodych ludzi.
Nie wiem, czemu czepiasz się tej dziewczyny.
To on odszedł, to on poszukiwał.Sandro, podniosłam pewne kwestie wobec niej, ponieważ po przeczytaniu jej wersji tej historii wkurzyłam się nieco, że po tylu latach nadal funkcjonuje tu podział na niewinnych kochanków i złą czarownicę. To jest krzywdzące i dodatkowo w zestawieniu z postami Oli nt tematu zdrady w związkach i tego, jak ważna jest szczerość w takich sprawach trąci ogromną hipokryzją. Zaistniała tutaj dziwna zależność: tam, gdzie sytuacja dotyczyła jej samej, wszystko było wyjaśniane i tłumaczone jako naturalna kolej rzeczy, tam, gdzie wypowiadała się na temat czyjejś zdrady i oszustwa - ganiła, umoralniała, potrząsała palcem. Czyli jeśli to ona robiła, to wszystko ok, jeśli ktoś inny - niedobrze.
Mogłam i powinnam była przewidzieć, dostrzec, że były partner ma kompletnie inne zamiary niż te, o których dawniej zapewniał. I znów: to nie jest najważniejsze. Ludziom naprawdę mogą się pozmieniać poglądy, uczucia, to jest ciągły, ewoluujący proces. Gwóźdź do trumny to ów nieszczęsny, brzydki sposób zakończenia całego układu, a następnie zwalanie całej winy na mnie. Na coś takiego mówię "veto", mimo upływu lat i wygaśnięcia emocji. Nie zgadzam się na to, co robi ze mnie "youngwind". Tym bardziej, że sama doskonale wie, o ile się mija z prawdą.
Minęło wiele lat? tak, zgoda, ale również tak, jak napisałaś - jest to duża krzywda i natknięcie się na tę podkręconą historyjkę po tych latach trochę mną zatrzęsło - mimo tego, że sama osoba już nie budzi żadnych emocji.
Hatrun - teraz rozumiem Twoje rozczarowanie. Też kiedyś byłam w podobnej sytuacji, gdy "z litości" wzięłam koleżankę na wakacje (zawsze narzekała, że nie ma z kim jechać itp.), a potem zastałam ją w moim/naszym łóżku z moim facetem. Mam jednakowy żal do niego (aczkolwiek z perspektywy czasu cieszę się, że tak się stało i poniekąd mogę tej "koleżance" podziękować), jak i do niej (jednak uważam, że mogła sobie odpuścić i nie robić tego w tak perfidny sposób). Patrząc na to jak się zachowali, mogę tylko splunąć, bo nie są godni mojego słowa, ani dobrego ani złego. Dziękuję Bogu, że tak się stało kiedyś. Zostałam ocalona z rąk fałszywego chłopaka i obłudnej koleżanki.
Jeśli uważasz, że ona pisze nieprawdę, rozumiem Twoje rozgoryczenie.
o widzisz. To co opisujesz ze swojej strony, to jest sytuacja, która ma podobny ciężar gatunkowy. Są ludzie, którzy uważają, że nie liczą się środki, liczy się cel. I jeśli taka sytuacja zahacza o mnie osobiście - nie zgadzam się na to.
Tak, nie tyle uważam, co wiem - z autopsji - że pewne rzeczy w historii "youngwind" to kłamstwo lub w najlepszym przypadku wykręcanie prawdzie rąk i nóg. I tej świadomości nic nie zmieni.
Ale faktycznie temat jest już na tyle historią, że można by go wreszcie zakończyć.
youngwind
[przeczytałam twoja historię z ogromnym roztkliwieniem i wzuszeniem - czy nadal jesteście razem ???
ii nadal tak szxczęsliwi jak przed laty ??
Pisz , pisz , fajnie to robisz , lekkośc pióra nie kązdemu jest dana .
Pozdrawiam Cie serdecznie .
Pisz , pisz , fajnie to robisz , lekkośc pióra nie kązdemu jest dana .
.
lekkość pióra??
W sposób w jaki pisze Hatrun jest w pełni godzien podziwu ![]()
Z jej wypowiedzi wybrałam kilka cytatów...są mądre, czuć w nich doświadczenie i mądrość życiową.
W pełni rozumiem Hatrun ,zdradę zaufania fizyczną jak i psychiczną ciężko jest zapomnieć, nawet jeśli osoba która nas zawiodła z czasem nam obojętnieje ...to siedzi to w człowieku przez lata.
I tu pewnie a bynajmniej powinno się zgodzić ze mną wiele forumowiczek ![]()
Ale zupełnym dolaniem oliwy do ognia jest fakt...gdy osoba z którą przeżyło się tyle lat (gorszych i lepszych) próbuje się wybielić i tu zacytuję samą Hatrun cyt."dla wybielenia własnych błędów można zrobić z kogoś potwora i jeszcze żądać współczucia dla siebie"
Żenujące gdy facet zgrywa przy swojej nowej obecnej cholernie poszkodowanego bidaczka który to zahukany,zmęczony ciągłymi wymaganiami postanowił sobie to życie odrobinę umilić,podejmując romans z młodocianą osobą.
Facet który w swoim, jakby się wydawało odpowiednim wieku powinien chyba racjonalnie myśleć...no cóż jak to często bywa,wkradła się nuda więc zamiast się postarać bądź co gorsze lub lepsze
w tej sytuacji,zakończyć trwający związek i wówczas realizować swe marzenia o miłości pięknej ,wzniosłej,romantycznej.
Wolał oszukiwać... w dodatku obydwie,przez czas jakiś.
youngwind Twoja opowieść fakt, jest piękna ![]()
Lecz teraz gdy czytam, jej drugie oblicze ...straciła swój patos.
O kurcze ....
Myślę że oby dwie macie problem ze sobą . Byłam kiedyś w podobnej sytuacji jak M. gościu mnie okłamywał i w końcu bardzo brutalnie się mnie pozbył bo się zakochał w innej. Bolało i boli nadal bo mamy nie załatwione sprawy i muszę Go raz na jakiś czas widywać choć by nawet wczoraj - mniejsza o to .
Chcę napisać że nie obchodzi mnie co On z Nią robi i jak żyje . Ich sprawa Ja się pogodziłam z tym że musiałam zacząć życie na nowo od zera - ale teraz dzięki temu jestem na swój własny sposób szczęśliwa. A On - no cóż podobno krzywdy wyrządzone bliźniemu prędzej czy później wróci do niego ze zdwojoną siłą a może i po stokroć. Ja mam czyste sumienie nie dręczę Go nie piszę nie szukam w necie ani Jego ani Jej profili bo szkoda mi czasu.
Hartun - kobieto daj sobie już z tym spokój, żyj własnym życiem bo zgorzkniejesz i wżyciu nie ułożysz sobie swojej przyszłości. Chciałabym kiedyś tutaj przeczytać Twoją szczęśliwą historię a nie te posty w których jest pełno jadu. Na pewno jesteś wartościową i piękną kobietą . Naprawdę szkoda życia na takie nękanie.
yungwid - napisz książkę bo naprawde masz talent a zyskami podziel się z jak nie patrzeć ze współtowarzyszką wspólnego waszego życia.
Czas zamknąć ten rozdział.
Życzę wam obu Koleżanki dużo szczęścia ![]()
[nikandra
każdy ma prawo do wyrazenia swojej opinii i swoich odczuc .Ty odczuwasz tak jak inaczej ...........a ktos trzeci bedzie miał jeszcze inne zdanie na ten sam temat .Każda opinie nalezy uszanowac co nie jest równoznaczne z zgadzanie sie z niaą
Więc nie nie rozumiem twojego zdziwienia ?????????????????
Ciężki temat, historia z którą najpewniej nie jedna z nas mogłaby się utożsamiać. Nie pomogą pytania, nie pomogą wbrew pozorom dobre rady. Czas?. Leczy rany, możemy to przeczekać, ale co z myśleniem?. Wyłączyć?. Oj nie, nie da się. Historia piękna, jednak każdy kij ma dwa końce, każdy ma swoją wersje, swoje domysły i swoje przypuszczenia.
Ta cała historia zaczęła i zakończyła się nie tak jak powinna, wchodząc w nowy związek należy zakończyć z pełnym szacunkiem do drugiej osoby ten poprzedni. Nieważne czy tygodniowy, miesięczny czy 9-cio letni.
Dlaczego Hatrun ma zapomnieć?. Tyle czasu, 9 lat, to kupa czasu. Nie da się zapomnieć ot tak, wiadomo emocje, szczególnie te złe biorą górę, ale nie da się przejść nad tym do porządku dziennego. Jeśli nawet był to tzw. luźny związek, no to sorry, ale jeszcze raz przypomnę, 9 lat. Jeśli nawet nie miłość to mocny związek emocjonalny wytworzony przez ten czas.
Pozdrawiam Was, obydwie, nie oceniam, nie potępiam. Każdy ma swoje racje, i każdy swoje uznaje za ważniejsze.
Powodzenia:)
112 2011-04-08 14:30:28 Ostatnio edytowany przez youngwind (2011-04-08 20:31:43)
Dziękuję wszystkim dziewczętom za posty- nikandrze również, a nawet zwłaszcza.
Ze względu na to, że z panią Hatrun nabrałam ogromnego doświadczenia w przeszłości, nie będę próbowała na siłę wmawiać innym internautom, co, jak, gdzie i dlaczego się wydarzyło. Doszłam do wniosku, że dyskusja z kimś, z kim nigdy nie dojdzie się do konsensusu jest kompletnie bezcelowa. Zatem jeśli miałabym tłumaczyć się nikandrze dlaczego Hatrun napisała tak, a nie inaczej, to i tak niczego by już nie zmieniło. Jest jedna rzecz, która pomaga tej historii nabrać pewnego balansu- wina zawsze leży po obu stronach. Szczególnie, jeśli chodzi o rozstanie po tak długich latach. Aktualnie jestem z mężczyzną, który z tą panią spędził 9 lat. Myślę, że On zna ją o wiele lepiej niż ja, czy inne kobiety wypowiadające się tutaj. Zatem za kurtyną chowa się o wiele więcej niemiłych rzeczy, o których ja nie chcę i nie będę wspominać, odsłaniać. I myślę, że Hatrun wie, co mam na myśli. Ja osobiście po 5-ciu latach mam już dość przepychaniny i wskazywania palcem, kto jest winny, a kto nie. I choćby zarówno Hatrun jak i ja waliłybyśmy głową w ścianę, żadna z nas nie przyzna sobie racji. Dyskusja kompletnie bezcelowa, zabierająca tylko czas i nadszarpująca nerwy. "Ty zrobiłaś to, ale za to ty zrobiłaś to". To tak, jakby para dzieci siedziała w piaskownicy i kłóciła się o foremki. Myślę, że jak na dwie dorosłe kobiety, stać nas na coś więcej niż bezcelową wymianę zdań, dodatkowo drogą internetową. Rozwiązanie jest proste: żyj i daj żyć innym. Ja już dawno nie dawałam Hatrun znaków życia. A, że postanowiła mnie odnaleźć i to kontynuować w sposób, w jaki robiła już to ze mną setki razy... to już jej sprawa.
Pozdrawiam wszystkich i raz jeszcze dziękuję.
EDIT: Serdeczne podziękowania dla niu7nia. Tak, nadal jesteśmy razem i tak samo szczęśliwi. No, może droga czasami bywa wyboista, ale kto w życiu nie ma problemów. ![]()
Wspaniała historia, ja przeżyłam coś prawie podobnego, jednak nie zakończyło się to sukcesem.
Dziękuję wszystkim dziewczętom za posty- nikandrze również, a nawet zwłaszcza.
ależ zupełnie bezpodstawnie mi dziękujesz ,nawet jeśli te podziękowania to forma złości i protestu jaki wyrażasz ![]()
każda z nas albo wiele,ocenia sytuacje dostosowując ją do siebie,do swoich przeżyć bądź też jakby się zachowało wiele z nas w takiej właśnie sytuacji...ot zwykła reakcja czytając,przemyślając, wyciągając wnioski w końcu jak to napisała niu7nia cyt." każdy ma prawo do wyrazenia swojej opinii i swoich odczuc"
Jakby nie patrzył to forum publiczne...Rzecz jasna ,że każdego zdanie jest indywidualne, stosowne do jego poglądów.
Ze względu na to, że z panią Hatrun nabrałam ogromnego doświadczenia w przeszłości, nie będę próbowała na siłę wmawiać innym internautom, co, jak, gdzie i dlaczego się wydarzyło. Doszłam do wniosku, że dyskusja z kimś, z kim nigdy nie dojdzie się do konsensusu jest kompletnie bezcelowa. Zatem jeśli miałabym tłumaczyć się nikandrze dlaczego Hatrun napisała tak, a nie inaczej, to i tak niczego by już nie zmieniło.
Nie musisz sie nikomu tłumaczyć,opisałaś swoją "wielką miłość" i to jak ją czułaś...opisałaś ją pięknie ![]()
Czytałam już ją dawno i byłam pełna zachwytu jak reszta forumowiczów...i widzisz teraz gdy poznałam tez ciemną stronę tej "wspaniałej miłości" mój zachwyt trochę oklapł
po części rozumiem Ciebie tak młodą osobę ,zakochaną w tym wieku,motyle w brzusiu jak to określają,ekscytacja mężczyzną jest zupełnie inna jak ta w wieku... Lat kilka później
ale i rozumiem Haturn...związek który trwał tyle lat,nawet jeśli po drodze trochę spowszedniał i rutyna go zjadła...to jednak w moich oczach facet wulgaryzm na maksa i zachował się jak szczyl ![]()
Jest jedna rzecz, która pomaga tej historii nabrać pewnego balansu- wina zawsze leży po obu stronach. Szczególnie, jeśli chodzi o rozstanie po tak długich latach. Aktualnie jestem z mężczyzną, który z tą panią spędził 9 lat. Myślę, że On zna ją o wiele lepiej niż ja, czy inne kobiety wypowiadające się tutaj. Zatem za kurtyną chowa się o wiele więcej niemiłych rzeczy, o których ja nie chcę i nie będę wspominać, odsłaniać.
Jaki balans?? Nie byłaś z nimi przez te 9 lat....więc co możesz tak naprawdę powiedzieć?? Opierasz się na zdaniu człowieka który nie uszanował tych lat spędzonych z Martą ?? Opowiadając ci tylko chwile najgorsze, zwykłe dnia codziennego?? Normalne w tak długo trwałym związku??
A co w takim razie z ekscytacją w ich miłości?? Piękne początki,takie jak wasze teraz obecnie... mówił ci o nich?? Opowiadał jak się zakochał,jak kochał jak pięknie było trzymać ja w ramionach,kochać i cieszyć się jej istnieniem w jego życiu??
Wiesz dlaczego to pisze?? Bo wiem jak to jest...zarówno z jednej jak i drugiej strony.
Dobrze,że nie piszesz!! Tego by jeszcze brakowało aby na podstawie tylko i wyłącznie relacji jednej ze stron domniemać przyczyn tego co się stało.
I myślę, że Hatrun wie, co mam na myśli. Ja osobiście po 5-ciu latach mam już dość przepychaniny i wskazywania palcem, kto jest winny, a kto nie.
Ty masz dość??!!! A dlaczego masz dość...przecież to nie Twoja w pełni rola w tym aby doszukiwać się winy w tym co się stało??
Owszem, byłaś po części przyczyną tego co się stało ale główna przyczyna tkwi u Twego boku ![]()
To ON facet Twoich marzeń ,Twoja wielka miłość,powód do tak wzniosłych uczuć,natchnienie literackie, powód który był motywacją tego w jaki sposób opisałaś swoją wielką miłość...powinien poczuć się odpowiedzialny za to że skrzywdził partnerkę z którą przeżył kawałek życia!!!
Winien jest jej ogromne przeprosiny za to że okazał się zwyczajnym kiepem!!!!
Nie zdobył się na zwyczajne przeprosiny ,choć słowo przepraszam w tym przypadku to mało aczkolwiek coś zawsze ....
I znowu zacytuję Martę cyt."Klasę człowieka poznaje się także po tym, że jak coś spierniczy, a tę drugą stronę niosą emocje - winny kładzie temu kres sam, z własnej woli" .....przepraszając i przyznając się do popełnienia błędu ![]()
To tak na moje rozumowanie ![]()
I choćby zarówno Hatrun jak i ja waliłybyśmy głową w ścianę, żadna z nas nie przyzna sobie racji. Dyskusja kompletnie bezcelowa, zabierająca tylko czas i nadszarpująca nerwy. "Ty zrobiłaś to, ale za to ty zrobiłaś to". To tak, jakby para dzieci siedziała w piaskownicy i kłóciła się o foremki. Myślę, że jak na dwie dorosłe kobiety, stać nas na coś więcej niż bezcelową wymianę zdań, dodatkowo drogą internetową. Rozwiązanie jest proste: żyj i daj żyć innym. Ja już dawno nie dawałam Hatrun znaków życia. A, że postanowiła mnie odnaleźć i to kontynuować w sposób, w jaki robiła już to ze mną setki razy... to już jej sprawa.
a gdzie w tym wszystkim ON....sprawca zamieszania???!!
Umył rączki i siedzi spokojnie,jest mu dobsz ma kochającą kobietę obok siebie ma miłość i nie myśli o tym w jaki sposób postąpił,jak skrzywdził osobę którą tez bardzo kochał....kiedyś ![]()
Pozdrawiam wszystkich i raz jeszcze dziękuję.
ja również pozdrawiam oraz polecam wypowiedź Kriss w innym wątku,która jednakże jak dla mnie ma wielką wartość merytoryczną ![]()
http://www.netkobiety.pl/t23744.html
stosowny prawie do każdej tutaj sytuacji ![]()
Mnie bynajmniej pomógł jak i wiele innych trafnych wypowiedzi wielu forumowiczów do oceny własnej sytuacji
Dzięki Kriss
Ps.przepraszam jeśli moje pisanie okazało się mało czytelne w formie wypowiedzi,starałam się zachować wszelakie prikazy formalne dotyczące forum ...lecz zdarza się ,że może coś nie wyszło ![]()
No i nie wyszło. To kulturalne forum i nikogo nieobrażany oraz nieużywany wulgaryzmów. Jeszcze raz apeluję o kulturę wypowiedzi.
Moderatorka-apoteoza
Życzę wam obu Koleżanki dużo szczęścia
dziękuję za życzenia, zachowam sobie ![]()
nie patrzę na tę sytuację w kontekście "problem z "Youngwind" i jej partnerem" - to, czym i kim są ci ludzie, nie wpływa w tej chwili bezpośrednio na moje życie. Przeżywam je po swojemu i nie szukam na siłę informacji, azaliż B zmienia skarpetki często, czy wcale
. Myślę, że w tym zbiegu okoliczności - trafieniu akurat na nią na tym forum - mogło być jakieś drobne zrządzenie losu: ktoś napisał nieprawdę o mnie i dzięki temu miałam okazję to zanegować. Nękanie, szpiegowanie.. znam takie rzeczy. Z autopsji. Miałam prześladowcę tego typu na karku. Ale w historii związanej z Olą i B to raczej ja mogłabym się poczuć.. zaszczuta. Bo mimo sugestii i aluzji do moich rzekomych "ciemnych sprawek", to właśnie panna "Youngwind" udawała rozmaite osoby, gdy na mojej stronie pojawiło się hasło chroniące moją prywatność. I faktycznie - detali tu może nie będę wywlekać, tym bardziej, że Ola dobrze wie, o kim mówię. O "andrzeju maciborskim" na przykład ;P.
Jak najbardziej uważam, że ta historia nadaje się wyłącznie do zamknięcia - ani ja nie zmienię mojej postawy: wystarczająco wiele zrozumiałam i nauczyłam się przez minione lata - i tak samo Ola nie zmieni swojej. Ale to, co zostanie pod powierzchnią - świadomość prawdy dla tych, którzy tę prawdę znają z własnych przeżyć, a nie z podkolorowanych usprawiedliwianiem się opowieści - to już, jak mawiał Kipling, zupełnie inna historia..
Ola - w kwestii winy, zostawiam to tobie i B. Czy ci się to podoba, czy nie. Mam pełną świadomość PRZYCZYN, dla których B zachował się tak a nie inaczej, i również jasny pogląd na to, dlaczego ty uważasz się za niewinną. I po tych latach wiem, że nie istnieje coś takiego, jak moja wina, tylko właśnie przyczyna tego, co się stało.
Meritum sprawy, czyli paskudnego okłamywania, nie zmieni nic i nic nie wytłumaczy. I to jest wszystko, co można powiedzieć, ponieważ to jest clou całej sprawy. Porównując: twoje tłumaczenia tego, co i w jaki sposób zrobiliście ty i B są równie miarodajne i sensowne, co tłumaczenie "zabiłem sąsiadkę, ponieważ zasłaniała mi widok". Innymi słowy - nie przystają do wagi problemu.
I naprawdę, powtórzę: nie przeceniaj się. Od lat mam swoje życie dla siebie i bliskich i zbyt dużo pracy oraz własnych pasji, żeby się zastanawiać, gdzie jeszcze opowiadasz o Jasiu i Małgosi i Złej Wiedźmie
. Przy okazji.. pozdrowienia dla "pani fotograf Kamili" ;P
wreszcie, last, but not least - Nikandra - pozwolę sobie w tym miejscu podziękować za wypowiedź kogoś, kto pokazuje swoimi słowami, że myślenie logiczne oraz etyka w narodzie jeszcze nie wymarły ![]()
życzę Paniom udanego tygodnia i spokojnej Nocy ![]()
... Z góry przepraszam moderatorów i redaktorki za być może zbyt prywatny ton tego postu, ale to dla mnie ważne.
nie patrzę na tę sytuację w kontekście "problem z "Youngwind" i jej partnerem" - to, czym i kim są ci ludzie, nie wpływa w tej chwili bezpośrednio na moje życie. Przeżywam je po swojemu i nie szukam na siłę informacji, azaliż B zmienia skarpetki często, czy wcale
.
Najpierw zadajesz pytania, które to de facto to nie mnie miałaś zadać, potem piszesz, że jednak już ci to niepotrzebne i jesteś tu jedynie w celach "informacyjnych", a na sam koniec piszesz, że nie szukasz siłą informacji i los B czy mój nie leży już absolutnie w twoim interesie. Nie wiem, czy ty jesteś w stanie zauważyć, że każda twoja kolejna wypowiedź przeczy poprzedniej. Skoro masz pełną świadomość PRZYCZYN, po co nam była ta dyskusja? Przecież to jest kompletna paranoja... Próbujesz imponować, ubierać słówka w ładne ciuszki, a jednak masz świadomość o "uzależnieniach" B., o których pisałam tutaj rok temu. Dlatego proszę cię... Nie pisz, że nie interesuje cię jego czy mój los, bo jest dokładnie odwrotnie- twoja wiedza o moich postach tutaj jest imponująca, a postów mam tutaj sporo.
Myślę, że w tym zbiegu okoliczności - trafieniu akurat na nią na tym forum - mogło być jakieś drobne zrządzenie losu: ktoś napisał nieprawdę o mnie i dzięki temu miałam okazję to zanegować.
Zauważyłam, że nadzwyczajnie często wspominasz o zbiegach okoliczności albo zrządzeniu losu, jeśli mowa o tej właśnie sytuacji na forum (i byle szybko dorzuciłaś alter niki z Internetu, byle mieć coś w zanadrzu na obronę- WOW, to było zaiste poniżające! I co? Mam teraz uciekać? Chować się? Proszę...). Ktoś kiedyś powiedział takie mądre oto coś: "winny się tłumaczy". W "trafienie" nie wierzę, bo jak już wcześniej wspomniałam, nie miałaś szans odnaleźć mnie ani w nowych wątkach, ani w nowych historiach drogą przypadku- moja aktywność na forum WYGASŁA dawno temu. Wróciłam dopiero w momencie, gdy dowiedziałam się o twojej wizycie tutaj. Pracuję nie raz po 12 godzin dziennie, nie miałam czasu na esy floresy, dlatego moja aktywność w Necie znacząco spadła. I potem pojawiłaś się ty. Kiedy wreszcie cieszyłam się błogim spokojem. No, proszę, Marta... Nie masz do czynienia z laikami.
Ale to, co zostanie pod powierzchnią - świadomość prawdy dla tych, którzy tę prawdę znają z własnych przeżyć, a nie z podkolorowanych usprawiedliwianiem się opowieści - to już, jak mawiał Kipling, zupełnie inna historia..
Ha... chcesz czy nie- ja swoje przeżycia w związku z tą historią miałam. Tak samo jak i B. I chociaż nie wiadomo jak bardzo próbowałabyś jego jak i mnie oczerniać na oczach wszystkich, skubać z uczuć, są ludzie, którzy do tej pory utrzymują z nami kontakt (to tak odnośnie twojej nad wyraz wylewnej opowieści o Ani i Agnieszce), ba- jest ich dużo; lubią nas, szanują, spędzają z nami czas. A wiesz dlaczego? Nie, nie dlatego, bo znają tylko "naszą wersję wydarzeń" (gonić "przyjaciół", którzy patrzą na ciebie przez pryzmat jakiejś prywatnej sytuacji!). I teraz zanim przystąpię do meritum- notabene, Anię i Agnieszkę sobie zachowałaś, bo to były osoby, które nie potrafiły pozostać bezstronne, a z którymi brak jakiegokolwiek kontaktu tylko ułatwia nam życie. Nawiasem pisząc... Agnieszka po naszej wizycie u niej zaczęła udawać, że mnie nie zna, a to wszystko po tym, jak zaczęła spotykać się z tobą (a znacie się dzięki B). Potem ni z gruszki, ni z pietruszki, poprosiła mnie (przez B) o przerobienie zdjęcia, czego zresztą nie zrobiłam. Ah, ta dwulicowość, prawda? Takich znajomych mogę wręcz pchać w twoje ramiona. Nie zapominaj także, że wciąż prosiłaś B o różnego rodzaju muzykę i filmy już po zerwaniu i już po tym, jak obsmarowałaś go w Internecie. Drań i prostak, ale nie omieszkałaś wykorzystywać go do samego końca. Tupet.
Do sedna jednak. Otóż wszyscy ci znajomi utrzymują z nami kontakt, bo znają NAS, jako ludzi. A nie jesteśmy parą chodzących potworów. Myślisz, że dojrzały człowiek będzie budował sobie o nas zdanie poprzez to, co ty im przekazujesz? No, odmóżdżona część może i tak. Jednak niechęć ludzi z Internetu, którzy nawet nigdy nie spojrzeli mi w oczy, absolutnie mnie nie interesuje. Poparcie rodziny, przyjaciół moich oraz wspólnych z B- to jest to, co utwierdza mnie w przekonaniu, że wszystko skończyło się tak, jak powinno. Co masz na myśli pisząc "prawda"? TWOJA prawda? Prawda Marty? Przecież ty od lat masz monopol na prawdę. Pozwól zatem, że to przemilczę.
Ola - w kwestii winy, zostawiam to tobie i B. Czy ci się to podoba, czy nie. Mam pełną świadomość PRZYCZYN, dla których B zachował się tak a nie inaczej, i również jasny pogląd na to, dlaczego ty uważasz się za niewinną. I po tych latach wiem, że nie istnieje coś takiego, jak moja wina, tylko właśnie przyczyna tego, co się stało.
Kolejny EPIC FAIL. Wina ciągnie za sobą przyczynę i odwrotnie. Pogódź się z faktem, że on po prostu nie był z tobą szczęśliwy. To była najważniejsza przyczyna. Z taką zażyłością piszesz, że próbuję wybielać B., kiedy ty sama rękoma i nogami próbujesz bronić się przed faktem, że może to właśnie ty byłaś przyczyną, winą. Pomyślałaś o tym? Pomyślałaś o tym, że w waszym związku szala złych chwil przeważyła nad szalą dobrych i zaczęło się wszystko sypać? Wybacz, ale B nie jest typem faceta, który zdradza dla zabawy. Gdyby tak właśnie było, dawno byłabym sama, a on skakałby sobie z kwiatka na kwiatek. A nasz związek trwa już prawie 5 lat. Owszem, wina zawsze leży po obu stronach- B zakończył związek w niefortunny sposób, ale ty go przesypiałaś.
Czas skończyć z tym wiecznym jątrzeniem, Marta, bo sobie zniszczysz życie (o ile już nie jest bazowane na porządnej porcji mitu). Żyj sobie, bądź szczęśliwa ze swoim partnerem (prawdopodobnie z potrzeby chwili...) ale z dala ode mnie. Możesz sobie pisać o mnie co chcesz, tak samo jak i ja mam prawo pisać o tobie. A to, jaka jest prawda, nie wie nikt. Przynajmniej nie ci, którzy nigdy nie spojrzeli nam w oczy, a są tylko widownią. Ty masz swoją, ja mam swoją. I tego już nic nie zmieni.
to teraz może ja najpierw poproszę moderatorów o nie reagowanie na (być może) zbyt ostry ton, bo jednak wszystko ma swoje granice.
Ola - po raz n-ty i ostatni: zejdźże z tej swojej megalomanii na ziemię. Każdy średnio rozgarnięty ćwok zrozumiałby bez kłopotu, że to oczywiste, że odszukałam twoje wypowiedzi na forum (nie wiem, czy wszystkie, widziałam te w tablicach psychologia/uczucia), kiedy już znalazłam twoją rzewną historyjkę. Gdyby tak nie było, to nie napisałabym co sądzę na temat twojej hipokryzji w sprawach dotyczących zaufania i zdrady. Jeśli jesteś za mało lotna, żeby zrozumieć, że najpierw zapoznałam się z tymi kolorowankami made by Ola, to już twój problem. Upierasz się jak dziecko przy sprawach kompletnie nieistotnych, omijając szerokim łukiem pryncypia. Potrzebujesz expresis verbis, żeby zrozumieć? proszę: szukając tematów o zdradzie zaglądałam na kilka forum dyskusyjnych, na tym trafiłam na twoją wypowiedź i WÓWCZAS odszukałam tutaj część twoich innych postów. Nadal nie rozumiesz? nie zdziwię się, jeśli nie.
Nie muszę mieć niczego na swoją obronę - to nie ja władowałam się obcym ludziom w związek, nie ja okłamywałam rodziców i drugą osobę, nie ja wreszcie robiłam z siebie głupka podszywając się pod różne osoby i wymyślając łzawą wersję wydarzeń. Nie mam sobie nic do zarzucenia poza tym, że zbyt późno połapałam się, że zainwestowałam uczucia w oszusta.
A ty siedzisz z ukochanym po uszy w kłamstwach i jeszcze pyskujesz. Paradne..
Anię i Agnieszkę "zachowałam"?? dziecko, zrozum wreszcie - w twoim wieku już wypadałoby pewne podstawowe rzeczy wiedzieć - że ludzie to nie czyjaś własność, tylko niezależne byty, nie można ich wziąć za rączkę i postawić na półce. Ale jak widzę, twoi, czy też wasi przyjaciele są nimi tylko dlatego, że trzymają waszą stronę. A marny to przyjaciel, który basuje wszystkiemu, co zrobisz, nawet gdy robisz źle, zamiast ci o tym szczerze powiedzieć. Ania miała was wszystkich w nosie i średnio ją to wszystko obchodziło, co nie zmienia faktu, że nie raz i nie dwa tonowała moje gorące emocje i klarowała mi - bardzo zresztą logicznie i słusznie - żebym odpuściła sobie zajmowanie się tą sprawą. A co do Agnieszki, to Jej wybór, co do zachowania wobec was - ale wcale się temu wyborowi nie dziwię. Ja także nie chciałabym oglądać na oczy faceta o takiej moralności jak B z jego nową panną, wiedząc, w jaki sposób się to wszystko zaczęło.
Znów poruszasz temat prawdy? ok, więc znów podłożę ci ją pod oczy. Twój facet kłamał, oszukiwał i zachowywał się jak ostatni drań, zamiast czysto zakończyć niechcianą relację. A ty brałaś w tym udział. Jest jakaś inna prawda?...
Z całą pewnością skończyło się to tak, jak powinno - pasujecie oboje do siebie jak ulał. A ja jestem cała happy, że nie muszę się zastanawiać, z kim następnym razem puści się mój partner.
Nie muszę się "godzić z faktem, że nie był ze mną szczęśliwy", bo to potwierdza tylko negatywną opinię o Bartku. Jeśli był taki nieszczęśliwy, to miał pełną możliwość bycia szczęśliwym z tobą od razu - ale wolał bujać się na dwa fronty i łgać. Jest jakaś inna prawda?...
Szala złych rzeczy przeważyła nad dobrymi. Tak też bywa. Tylko że normalny, uczciwy i porządny człowiek przychodzi wówczas do partnera/ki i mówi "słuchaj, nie podoba mi się to, to i to, i na tyle mi się nie podoba, że odchodzę". Tak czy nie? A co mieliśmy w tej konkretnej sytuacji? krokodyle łzy i zapewnienia na kolanach, że "ja z nią zerwałem". Jest jakaś inna, pytam znowu, prawda??
Tak przy okazji. Użyłaś określenia, że piszę "z zażyłością" - zażyłość a zaciętość to dwa różne pojęcia, polecam słownik.
Text o tym, że przesypiałam związek, to co najmniej ciężkie chamstwo z twojej strony, bo zapomniałaś dodać, że pracowałam po kilkanaście godzin na dobę z weekendami włącznie, podczas gdy B nie przemęczał się za bardzo na kawałku etatu i podczas korepetycji - i to pracowałam fizycznie. Człowiek, który wypomina partnerce, że ze zmęczenia pada na twarz... no właśnie, co to za człowiek?.. na jaki epitet zasługuje?
I po raz kolejny zadam pytanie: CZY "PRZESYPIANIE" ZWIĄZKU I NIEPOROZUMIENIA DOTYCZĄCE DALSZYCH PLANÓW ŻYCIOWYCH USPRAWIEDLIWIAJĄ KŁAMSTWO I OSZUSTWO??? I po raz kolejny to pytanie pozostanie bez odpowiedzi, bo omijasz je jak wnyki.
Nie podbijaj sobie bębenka wmawianiem, że moje życie bazuje na mitach, nie doszukuj się zmyślonych powodów, dla których jestem z kimś czy nie, nie udzielaj mi pozwoleń na bycie szczęśliwą, bo ani to w twojej gestii, ani sensowne. Co do pisania o tobie czy o mnie - tak jak ty nie masz prawa do pisania kłamstw o mnie, tak i ja nie piszę tutaj nic, co nie jest prawdą. I w nosie mam widownię - życie to nie jest scena do odgrywania roli dla poklasku. Co widocznie jest sensem twojego.
Z dala od was jestem dzięki bogom od dawna - od was i od przyjaźniących się z wami osób pokroju Agi, która najpierw śmiała się z was w głos przy mnie, a potem leciała do was i śmiała się ze mnie. Naprawdę, dla rozwiązania takich "przyjaźni" warto wyjechać o pół Polski dalej.
I teraz co? za dzień, za trzy, znów przeczytam twoje rozpaczliwe wykręcanie prawdy na wszystkie strony?..
I po raz kolejny udowodnisz, że nie rozumiesz, po co w ogóle zabrałam głos w tym wątku.
Ale wiesz co? ani mnie to dziwi, a już zupełnie nie bulwersuje.
Przywykłam.
Hatrum tak czytam i czytam i wiesz co ?? czy Ty aby przypadkiem nadal nie kochasz B ????
Rozumiem ze masz prawo czuc sie zraniona ale po co jatrzyć ??? Niepotrzebnie przywolujesz wspomnienia ?? przez fakt pisania o Nim i związku z Nim .
Mam nadzieję ze ulozysz sobie szczęsliwie zycie ,bo jestes tego warta .
Zamknij tamten rodział zycia , odłóż napisaną przez zycie historie na półkę
Niech pokryje ja kurz , a jak bedziesz na tyle wyzwolona z bolu , rozdraznienia to moze ...kiedyś sięgniesz po nią ?? .
yohgwind
ciesz sie każdą wspólną chwilą , pielęgnuj milość.
Bądzcie szczęsliwi i nie dajcie sobie tego szczęścia nikomu odebrać .
Powodzenia ..
Hatrum tak czytam i czytam i wiesz co ?? czy Ty aby przypadkiem nadal nie kochasz B ????
Rozumiem ze masz prawo czuc sie zraniona ale po co jatrzyć ??? Niepotrzebnie przywolujesz wspomnienia ?? przez fakt pisania o Nim i związku z Nim .
Mam nadzieję ze ulozysz sobie szczęsliwie zycie ,bo jestes tego warta .
Zamknij tamten rodział zycia , odłóż napisaną przez zycie historie na półkę
Niech pokryje ja kurz , a jak bedziesz na tyle wyzwolona z bolu , rozdraznienia to moze ...kiedyś sięgniesz po nią ?? .
to nie tak.
nie chcę wracać do tej sytuacji - najchętniej już nigdy.
Co do ciepłych uczuć do tego człowieka - zabił je osobiście kilka lat temu. Właśnie tym kłamstwem. Nie decyzją o zmianie obiektu swoich uczuć. Czy to tak trudno zrozumieć?
Układam sobie życie - po swojemu, powoli, czasem szybko, w różny sposób. Spłacam - w dosłownym, finansowym znaczeniu - dług po "przyjaciółce", która mnie okradła. Leczę siniaki po kimś, kto potraktował mnie podobnie jak B.
I z dnia na dzień oddalam się od tych wszystkich ludzi, których intencją była moja krzywda.
Ale nie potrafię nie zareagować, gdy czytam kłamstwa - znów - o sobie.
I tylko dlatego w ogóle zabieram głos w tym wątku.
121 2011-04-21 02:25:44 Ostatnio edytowany przez youngwind (2011-04-21 02:28:01)
niu7nia- dziękuję Ci bardzo za przemiłe i podbudowujące słowa...
Na szczęście tutaj, w Irlandii, gdzie mieszkamy już od prawie 3 lat, nikt nie próbował stawać nam na drodze do szczęścia. Owszem, mamy wzloty i upadki, ale są to na tyle mało poważne sprawy, że wspólnie brniemy przez nie dwa razy lżej. ![]()
Co do ciebie, Marta- nie mam pytań. Widzę, że naprawdę mocno przejęłaś się tą dyskusją, skoro regularnie sprawdzasz forum i w tempie niemalże ekspresowym odpisujesz na moje bardzo mocno spóźnione posty. Jeśli chodzi o twoją najnowszą epistołę, to mogę powiedzieć tylko- i vice versa. Nie różni się ona absolutnie niczym od poprzednich, zatem zaoszczędzę sobie czasu na długą odpowiedź, choćby i z tego tytułu, że godzina prosi mnie o sen. Jedna rzecz natomiast chodzi mi po głowie, zatem pozwól, że zacytuję, ma'am:
CZY "PRZESYPIANIE" ZWIĄZKU I NIEPOROZUMIENIA DOTYCZĄCE DALSZYCH PLANÓW ŻYCIOWYCH USPRAWIEDLIWIAJĄ KŁAMSTWO I OSZUSTWO???I po raz kolejny to pytanie pozostanie bez odpowiedzi, bo omijasz je jak wnyki.
Omijam? Marta... Przepraszam cię, ale czy ja jestem święty Piotr, żeby ci robić za pośrednika? To pytanie z mojej strony ZAWSZE pozostanie bez odpowiedzi, bo to nie MNIE powinnaś je zadawać! To ja cię zdradziłam? Ja zostawiłam cię dla innego obiektu uczuć? Ja byłam pośrednio przyczyną sytuacji, ale nie jej ŹRÓDŁEM i to powinno ci wystarczyć i wręczyć one way ticket. I nie zwracaj się do mnie per "dziecko", bo od matkowania mam kogoś innego, znacznie bardziej inteligentnego i doświadczonego przez życie.
Mylę pojęcia? Jestem tylko człowiekiem.
Zła sytuacja finansowa, czy problemy sercowe, już powinny być dla ciebie wystarczającą motywacją, aby zmienić swoje życie i zmienić siebie. Przestań ciągle szukać winy czy, niech ci będzie, przyczyn, w otchłaniach dawnych zdarzeń i szukaj NADZIEI w tym, co może się jeszcze zdarzyć. Przeszłości nie zmienisz, nie odkształcisz, nie wyrzeźbisz na kształt swoich własnych przeżyć. Możesz jednak rzeźbić przyszłość.
Każdy z nas ma inne spojrzenie na tę sytuację i choćbyś wyrwała mi włosy razem ze skalpem- ja nigdy zdania nie zmienię. Zarówno o B, jak i o tobie. Wpadłaś we własną pułapkę- obiecywałaś setki razy, że już nigdy nie wdasz się w dyskusję ze mną i popatrz- w moim wątku bijesz rekordy produkcji słów. Wnioski? Rozpocznij żyć. Myślę, że zwiększenie aktywności w życiu prywatnym i odstawienie Internetu (a przynajmniej tego wątku), dobrze ci zrobią.
Żegnam w tym punkcie.
122 2011-04-21 08:34:13 Ostatnio edytowany przez sandra.sandra (2011-04-21 08:36:48)
Słuchajcie dziewczyny, sprawa miała miejsce X lat temu. Życie idzie do przodu, nigdy nie wiemy, jakie będzie jutro. Czy warto rozdrapywać rany?
Younwind opowiedziała to wydarzenie ze swojego punktu widzenia, ono zostało sprostowane przez Haturn. Każda z Was przeżywa to na swój sposób, każda z Was zasługuje na szczęście i to dokładnie w takiej samej mierze.
Stało się jak się stało. W zasadzie to Pan B. dokonał wyboru. Zrobił to w taki sposób w jaki potrafił. Mało kto "odchodzi" ze związku grając w czyste karty.
On w tamtej chwili też miał dylemat i tez nie było mu łatwo. Bo nie jest łatwo kłamać i nie mieć wyrzutów sumienia.
To przykre, że Haturn została skrzywdzona. Ale kochana, On widocznie nie pasował do Ciebie i całkiem fajnie, że to skończyło się wtedy a nie dziś, gdy bylibyście małżeństwem. Dzięki temu wydarzeniu dzisiaj potrafisz dokładniej przesiać kandydata na męża. Mówi się "co cię nie zabije, to cię wzmocni".
Dla Youngwind na pewno nie byłaś wtedy celem "do odstrzału", nie byłaś jej wrogiem. Ona kierowała się sercem i "prawdą", którą wpajał jej Pan B. Dlaczego miała mu nie wierzyć? Ja bym wierzyła. On zrobił z siebie przed nią ofiarę, a z Ciebie niestety kogoś niefajnego. Uważam, że naciągnął tę sytuację do swoich aktualnych potrzeb. Inaczej, gdybyś faktycznie była "bee" to nie byłby w związku (de-fakto wolnym = bez ślubu) aż 9 lat.
Obydwu Paniom życzę powodzenia i stałych, wiernych partnerów, w związkach opartych tylko na szczerości, zaufaniu, szacunku i miłości.
one way ticket? ok, to bilet do kontroli poproszę i wolna droga:
Może zastanów się nad swoją linią obrony, bo kilka postów wcześniej usprawiedliwiasz Bartka, że zrobił to, co zrobił, bo był/jest słaby, wrażliwy, chwiejny itp, itd, tłumaczysz jego postępowanie, po czym za moment umywasz ręce, że pytanie nie do ciebie.
Dość to męczące jak na sensowną konwersację.
I czas ją zdecydowanie zakończyć, bo poza odbijaniem ping ponga nic z niej nie wyniknie. Jednak sądzę, że rzucenie z mojej strony światła na tę sprawę nieco wniosło do tematu.
Powtórzę tylko raz, ostatni, na sam koniec, dla podsumowania. Moim zdaniem ktoś, kto zbudował swój związek na kłamstwie nie za bardzo powinien pouczać innych na temat tego, jak nieładnie jest kłamać, oszukiwać i zdradzać. To tyle, można rzec, że jest to clou sprawy. A nie łapanie się wzajemnie za słówka.
Porady rodem z demotywatorów (zacznij żyć, odstaw internet) potraktuję jako kiepski żart. To nie jest argument i nie ma nic do rzeczy. Przy okazji: ciekawi mnie, czemu zawsze pada taki argument wobec osób, które dość często udzielają się w internecie? oprócz no-life'ów i dzieci neo są jeszcze ludzie, którzy pracują przez internet i choćby z tej przyczyny spędzają w nim mnóstwo czasu ;P
Co do stwierdzenia "Przeszłości nie zmienisz, nie odkształcisz, nie wyrzeźbisz na kształt swoich własnych przeżyć" - to jedna tylko uwaga: przeszłość tej relacji nie należy do ciebie - była kształtowana właśnie przez dwie osoby, których wersje znasz tylko z opowiadań, nie z autopsji. I również nie sądzę, byś miała prawo oceniać to tylko z pozycji widza.
Sandra - muszę szczerze przyznać, że Twój wpis jest faktycznym bodźcem dla mnie, by wyłączyć funkcję "on" w tym wątku
.
Pozdrawiam i znikam ![]()
Hatrun, cieszę się, że tu napisałaś, wiesz, że jestem po Twojej stronie . Bardzo lubię Ciebie czytać, bo emanuje szczerością z Twoich postów. Życzę Ci szczęscia w każej dziedzinie, bo kto jak kto ,ale Ty myślę, że zasługujesz ![]()
Hatrun, nie jestem po niczyjej stronie, ani nie oskarżam Pana B. ani go nie usprawiedliwiam. Próbuje wszystkich po kolei zrozumieć. Każdy ma swoje racje, poczynając od Ciebie, poprzez pozostałą dwójkę.
Zostałaś pokrzywdzona, nie zazdroszczę Ci tego przeżycia. Ale proszę, pogódź się z tym, że tak się stało. Bartek owszem był kłamcą, bo Cię oszukiwał, ale mam na tyle empatii, że przynajmniej próbuję zrozumieć, czemu tak robił. Być może to zwykłe tchórzostwo. Szkoda, że nie możemy go zapytać, co tak naprawdę wtedy czuł. Tak naprawdę tylko on wie czemu postąpił tak, a nie inaczej. Jego obecna partnerka wie tyle ile jej powiedział i tym się sugeruje. Ona niekoniecznie zna prawdę. On ją umodelował na swój sposób. I tu do końca też nie wiemy czy model jest podszyty prawda czy fałszem.
Z moich obserwacji "życia" wynika, że mało kto gra w otwarte karty. Tacy są ludzie, takie jest życie.
Nie odbieraj mnie jako wroga, ja taka nie jestem. Nie bronie Bartka, bo 9 lat, to nie 9 dni i taki czas do czegoś zobowiązuje.
Facet po prostu nie umiał się w tej sytuacji zachować, bo to nie jest łatwe, bo jest tchórzem, bo nie umie wyrażać uczuć, bo lubi kłamać... tego nie wiemy, być może wiesz Ty.
Przykre jest, że on Cię skrzywdził, ale uważam, że to lepsze rozwiązanie, niż oszukiwanie do końca życia. Wyczuwam ogromny żal i ból w Twoim sercu - tak myślę. Nie chcę wchodzić w Twoje uczucia, ale taka jest moja pierwsza myśl, ze nadal cierpisz. Po takim przeżyciu fajnie byłoby powiedzieć "zapomnij i żyj dla siebie", ale to nie takie łatwe.
Hatrun, przykro mi, że odebrałaś źle mój post. W poście nie da się wyrazić wszystkiego, oddać rzeczywistości.
Pomimo wszystko każdemu życzę szczęścia. Bez względu na to po której stronie stoi.
.. ale Hatrun chciala napisac tylko prawde, uraze moze miec nadal, ale to nie znaczy, ze nie jest teraz z kims szczesliwa
Youngwind.
Zaczęłam czytać ten wątek z dużą dozą rozrzewnienia, bo tak sobie pomyślałam..., jaka piękna historia miłości... Zresztą większość osób była pełna zachwytu, że : to piękna historia, lekko się czytało, prawda zwycięża, posypały się gratulacje i namawianie autorki do pisania z uwagi na talent.
Tylko FELINA zauważyła, że: ? brzmi trochę dla mnie jak bajka? chociaż nie negowała autentyczności tej historii , a jedynie BEĆ ? współczuła tej jego byłej i nie dziwiła się, że Cię obwiniała?.
Później okazało się, że ? to faktycznie nie była bajka, ale bój?...jak do akcji wkroczyła ta " była", będąca jedną z trzech bohaterów tej historii.
Gdy rozpoczęłaś tę znajomość z internetu , miałaś niespełna 17 lat, ON ok.30 lat, czyli różnica 13 lat. Takie związki się zdarzają i wcale źle nie rokują, chociaż można by było powiedzieć, że wymienił narzeczoną na młodszy model - zakładając, że była w przedziale wieku od 25 ? 30 lat, a wiadomo , że byli już ze sobą 9 lat. Tak by wychodziło z moich wyliczeń.
Ale to tak na marginesie, gdyż powołuję się na Twój wiek z innego powodu, bo ciągle podnosisz, o braku dojrzałości w tym okresie ( głupiutka, z zachwianymi emocjami), gdy tymczasem jesteś odbierana inaczej tj. że:? chociaż byłaś młodziutka, trafił na mądrą i nad podziw dorosłą kobietę?.
Ale, nie zamierzam wchodzić w Wasze relacje i którąkolwiek osądzać co do zaszłych zdarzeń ? to naprawdę tylko Wasza sprawa. I to już historia i tak już pozostanie.
Bulwersuje mnie jedynie to, dlaczego w ogóle i w jakim celu opisałaś ją na forum w listopadzie 2009 roku skoro sama stwierdziłaś, że:
Nasze ostre wymiany zdań trwały ok. roku, później sprawa ucichła i tak jest do tej pory?
Z moich obliczeń wynika, że sprawa prawdopodobnie przycichła gdzieś około 2007 roku, było Wam obu z tym dobrze...
ZATEM DLACZEGO JA ODGRZEBAŁAS?
To Ty rzuciłaś rękawiczkę, a Hatrun tylko ją podniosła! To było jak wyzwanie na pojedynek.
Czy, naprawdę nigdy przez myśl Ci nie przeszło, nigdy nie zakładałaś, że Hatrun kiedyś dotrze do tego forum i przeczyta o sobie...może, to właśnie było Twoim celem?
Przecież wiadomym Ci było, że ONA jest bywalczynią internetu. Zatem nie sądzę, aby Cię śledziła, a to forum jest dość popularne- wystarczy zobaczyć jaka duża ilość nie zarejestrowanych je podczytuje. Ja też zanim się zarejestrowałam, to zapoznawałam się z wieloma wątkami.
Zresztą, istnieje coś takiego jak telepatia. Często zdarza mi się, że o kimś pomyślę i ta osoba dzwoni do mnie lub puka za chwilę do drzwi, albo spotykam ją gdzieś po drodze. Odwrotnie zresztą też tak bywało, że to mnie witano słowami: właśnie o Tobie myślałam itp.
Napisałaś o niej i chociaż nie zaadresowałaś, to wcześniej czy później dotarłaby do niej ta opisana historia...bo myśl się materializuje, a przelanie na papier jeszcze bardziej ją utrwala.
Ktoś ze znajomych czytając ten wątek też mógł ją powiadomić, tak jak Ty dostałaś wiadomość, że ONA odpisała.
Nie jest też tak , że wątek już dawno ucichł, bo do dn. 08.06.2010 roku były wypowiedzi, a już po 3-ech miesiącach Hatrun napisała swoją wersję zdarzeń w poście z dn. 03.09.2010 roku.Też wiele innych wątków na forum jest , że tak powiem ?odgrzebywanych?.
Zatem, co to za zarzut, że Cię śledziła...to Ty ją ściągnęłaś na to forum swoją opowieścią.
Co zasiałaś , to zebrałaś!
?Bądźcie sprawiedliwi dla obu stron - skoro "youngwind" zdecydowała się upublicznić swoją wersję wydarzeń, niechże i ja mam tę możliwość.?
Całkowicie ją popieram, ma takie samo prawo i skorzystała z niego. I prysnął czar harlekina... ( nie wyskakuje mi prawidłowa litera), bo te same zdarzenia przybrały inną wypowiedź? Nastąpiła konfrontacja...a, Hatrun ma prawo do wypowiedzenia się w Twoim wątku od strony tej porzuconej, chociaż to negujesz.
Osad jednak po tych wszystkich wydarzeniach pozostał do dziś i nie sądzę, bym kiedykolwiek do końca i bezpowrotnie się go pozbyła.?
A Hatrun to wypominasz, że do tej pory w niej to żyje. Nieładnie...egoistycznie...
Myślę, że zamknięcie tematu - tego bolesnego rozdziału z Waszego życia - raz na zawsze ( oby...) nastąpi właśnie w tym wątku, bo Hatrun się pożegnała. Tego Wam obu gorąco życzę i żeby Wasze drogi już nigdy się nie zeszły.
Należy jednak podkreślić, co czynię ponownie, że Hatrun podjęła tylko Twoje wyzwanie, jakim było opisanie przez Ciebie WASZEJ HISTORII na forum. Bo skoro ona jest jedną z bohaterek, to jest to również jej historia. Dziwiłabym się, gdyby wiedząc o tym, nie zareagowała. Bez znaczenia jest fakt, że był to jej pierwszy wpis na forum, a Youngwind któryś kolejny. Przecież na forum nie działa prawo zasiedzenia.
Jeszcze tak od siebie, Hatrun też bardzo ładnie pisze, tylko preferuje inny gatunek literacki niż Youngwind.
Tak przy okazji, życzę wszystkim Wesołych Świąt, smacznego jajka i mokrego śmigusu- dyngusu.
Pozdrawiam.
128 2011-04-21 19:31:30 Ostatnio edytowany przez sandra.sandra (2011-04-21 20:08:30)
.. ale Hatrun chciala napisac tylko prawde, uraze moze miec nadal, ale to nie znaczy, ze nie jest teraz z kims szczesliwa
Truskaweczko, ja nie neguję tego, że może być szczęśliwa. Na pewno tak może być, zła passa nie trwa wiecznie.
nie wiem, może mam "gorszy dzień" czu jak, bo coś mi się wydaje, że odbiór moich słów nie jest taki jaki chciałam przekazać.
Ja myślę, że Hatrun mogła dawno znaleźć kogoś z kim jest szczęśliwa. I tego życzę jej zwłaszcza, bo przecież została brzydko potraktowana.
Rozumiem jej urazę, ale bardzo bym chciała, by umiała przejść koło tego obojętnie - już teraz z perspektywy czasu. Na pewno jest bardzo wartościową kobietą i nie potrzebuje do szczęścia Pana B.
Ja tak mam w naturze, że nie lubię kłótni i wolałabym wziąć Hatrun na piwko i poszaleć niż obserwować, jak bardzo to przeżywa. Dostrzegłam prawdę, czyli to, że historia miłosna jest piękna z jednej strony, ale po drugiej stronie kurtyny mógł rozegrać się dramat - to tez rozumiem.
Wiesz, angażuję się w tę dyskusje, bo myślę o tym, jak ja bym sobie radziła w takiej sytuacji. Jednak czasami mamy do czynienia z kimś, na kogo nie mamy wpływu (dla mnie taką osoba jest teściowa - jej syn mnie bije a ona stoi w progu. Potem zaprasza go na kawę i tematu nie ma). Zdałam sobie sprawę zupełnie niedawno że na takie osoby nie mam wpływu, ja się denerwuję, a ona i tak się śmieje mi w twarz i mówi, że jej syn jest OK. I w takich momentach lepiej zlekceważyć przeciwnika.
Naprawdę nie mam złych intencji. Nie chcę być jednostronna, nie mogę oceniać bo mnie przy tym nie było. Czasami lepiej odpuścić. I to nie znaczy odejść ze świata, ale być obojętnym na ataki wroga.
Rozumeim Sandro, ale widzisz Hatrun jak to napisała żyworódka i zgadzam się z nią w 100 % po prostu odebrała to, chciała napisać jak było naprawdę z jej strony i miała do tego prawo. Z resztą takie historie jak ta mają pełny obraz dopiero wtedy , gdy są opisane z różnych punktów widzenia ![]()
A zresztą Hatrun napisała tyle mądrych słów, a youngwind zachowywała się tak jakby Hatrun nie mogła pisać w tym wątku i dodatkowo dość niegrzecznie - oczywiście moim zdaniem. Dlatego tym bardziej jestem po stronie Hatrun, z tym , że oczywisscie dobrze, ze dziewczyny zakonczyly dyskusję - szkoda nerwów.
130 2011-04-21 20:07:17 Ostatnio edytowany przez sandra.sandra (2011-04-21 20:08:01)
Tak, to ich temat i one znają prawdziwe oblicze tej historii. Pewnie, ze Hatrun miała prawo. Po pierwsze dlatego, że to forum publiczne, a po drugie, że dotyczy jej życia.
Nie ma o co się denerwować ![]()