moja zona zakochala sie w innym - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » moja zona zakochala sie w innym

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 141 ]

Temat: moja zona zakochala sie w innym

Witam,
Przejde od razu do konkretow...
Jeslesmy malzenstwen 8 lat i mamy dwojke dzieci 8 i 2 latka.
Jakis miesiac temu zona  nawiazala znajomosc z kolega z pracy i za posrednictwe facebooka komunikowala sie z nim regularnie. Jakies 3 tygodnie temu przylapalem ja na pisaniu z nim i oznajmilem ze nie podoba mi sie to i ma skonczy poki jeszcze sprawa nie zaszla za daleko. Sprawa ucichla na kilka dni.

Po ok tygodniu znalazlem jego wiadomosc o tresci " jak wrocilem do domu to mialem twoj makijarz na ustach" - zagotowalem sie.... zona pojechala sie z nim spotkac bo w pracy nie moga ze soba rozmawiac. Okazalo sie ze tylko sie pocalowali i pogadali - wierze w to.

Gdy oznajmilem zonie ze wiem o nich stwierdzila ze mnie kocha i ze to byl blad bo chciala poczuc cos nowego, byla ciekawa  ale kocha tylko mnie i prosila zebym jej wybaczyl.

Przez kilka dni bylo ok dopoki nie okazalo sie ze nie potrafila mu napisac ze to koniec w jasny i definitywny sposob - jak dla mnie zostala sobie otwarta furtke do  niego. A gosc napisal ze tak lepiej aby zostala z mezem i dziecmi i ze on na nia poczeka bo ja kocha.

Rozmawialismy dlugo... zona twierdzi ze kocha nas obu i ze nie spodziewala sie ze kiedys odbije jej cos takiego i ze on jest taki jak ona ze ja ciagnie do niego. Z rozmow wiem ze zaluje tego. Powiedziala nawet ze nie moze patrzec jak ja sie mecze ze jest jej zle ze mnie skrzywdzila.

Spytalem o powod.... tak jak zwykle rutyna, zaniedbania z mojej strony, kilka krzywdzacych krokow w kwestii rodziny.

Wiem nie bylem  wzorem ale kuzwa.... nie ma 100 procentowo swiezosci po kilku latach.
Kocham ja... teraz jeszcza bardziej chyba ze strachu ze moze sie to zle skonczyc. Powiedzialem ze chce o nia walczyc  slyszac w odpowiedzi ze moze to juz byc troszke za pozno.... powiedziala ze potrzebuje troche czasu na pozbieranie mysli i zebym nie gadal jej o tym przez 2-3 dni...

Widze ze jest jej ciezko bo zauroczyl ja a z drugiej strony kocha mnie. Mysli jakby to bylo ulozyc sobie zycie w nowym zwiazku itd ale nie chce mnie zostawiac.

Ja wariuje.... widze ze ona szuka z nim kontaktu jednoczesnie pocieszajac mnie i starajac sie mnie uspokajac i wspierac.

Co mam zrobic? To jest jakis koszmar.... nie moge przestac myslec o tym a ona chce 2 dni odpoczynku od tematu.... jak mam to naprawic....

Nigdy nie sadzilem ze bede mial taki problem... zdaje sobie sprawe ze jestem temu winny bo wdarla sie rutyna... z drugiej strony zona mowi ze jesli ktos jest temu winny to tylko ona bo  to jej strzelilo do glowy.

Widze ze przemawia przez nia rozsadek ale dzis powiedziala ze zaczyna mniej zalowac tego co zrobila bo tego potrzebowala  - ze odrobina " przyjemnosci" tez sie jej nalezy.

Ostatnie dni spedzamy na rozmowach i naprawde.... wygladamy jak normalne malzenstwo ale on jej wciaz chodzi po glowie. Najbardziej spodobalo sie jej w nim To ze sa podobni i ze on jest wrazliwym czlowiekiem... kiedy dowiedzialem sie ze znow wyslala mu zaproszenie na fb( usunalem go z listy znajomych) stwierdzila ze to tylko zeby glupio w pracy nie wygladalo ze wszyscy siebie maja w znajomych a ona akurat jego nie. Mam dostep do wgladu   w jej poczte i fb... w tel juz niebardzo jak dowiedziala sie ze podgladam jej fb to zaczeli pisac smsy.

Od 3 dni nie maja kontaktu bo jestesmy caly czas razem i ja pilnuje ale jutro juz poniedzialek... bedzie ciezko....

Co mam zrobic zeby zdjac jej te rozowe okulary z glowy? Wiem ze stuacja nie jest jeszcze beznadziejna ale jakie kroki zrobic zeby niczego nie pogorszyc? Wiem ze ludzie na tym forum sa pomocni i licze na wasze rady bo sam mam taki metlik w glowie ze nie potrafie mysli do kupy poskladac. Nawet nie mam z kim porozmawiac bo oprocz jej przyjaciolki nikt nie wie - zona nie chce tego rozglaszac.

Definitywnie jest w rozterce ale czy bylaby w stanie przekreslic malzenstwo po kilku tyg pisania sobie smsow? Moze to ze maja ograniczony kontakt bardziej ja do niego przyciaga bo jest jeszcze ciekawa. Nie bylo zdrady lozkowej bo jak sama przyznala nie dalaby rady zrobic tego mi i sobie. Powiedziala tez ze najchetniej odeszlaby dalego od nas obydwu bo cala sprawa tak ja meczy ze nie moze normalnie funkcjonowac.... beznadziejna sytuacja....

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: moja zona zakochala sie w innym

Wiesz ciężko mi coś doradzić bo nie znam ani Ciebie ani jej ani też nie wiem jak wyglądał wasz zwiazek (tak naprawdę,a nie tylko patrząc przez Twój czy jej pryzmat). Moim zdaniem najlepszym wyjściem będzie zostawić ja w świętym spokoju, bo tak jak napisałeś, im bardziej ją ograniczasz tym jest ciekawsza...jeśli obojgu Wam zależy na ratowaniu małżeństwa proponuję też terapię małżeńską u dobrego specjalisty...Nie obwiniaj się że prze Ciebie wkradła się rutyna...Rutyna jest w każdym związku, w każdej rodzinie, zwłaszcza jeśli są dzieci...każdy dzień wygląda podobnie ....Tylko nieliczni mogą sobie pozwolić na "szaleństwa". Ja jestem mężatką od 2 lat ale z mężem jesteśmy razem od lat 11, powiem Ci że u nas też jest rutyna...ale do diabła nigdy by mi nie przyszło do głowy tak zranić męża... mamy swoje zmartwienia problemy, czasem się kłocimy aż wióry lecą wink ale przede wszystkim dużo rozmawiamy...Nie wiem co mogę Ci jeszcze poradzić...ta sytuacja nie może trwać w nieskończoność bo się wykończysz...w końcu bedziesz musiał się z tym zmierzyć i kazać się jej zdeklarować czy w prawo czy w lewo...jak ona to sobie dalej wyobraża, co z dziećmi...? rozmawiałeś z nią o tym?

Ja jako pierwsza pod sercem Cię noszę.
Ja o Twe zdrowie najgoręcej proszę.
Jestem przy Tobie od pierwszego grama.
Tyś moje dziecko, ja... Twoja mama...

3

Odp: moja zona zakochala sie w innym

Dzieci... powiedziala ze balaby sie ich reakcji i tego jakby ja postrzegaly w przyszlosci.  Powiedziala ze nie potrafilaby zyc z innym w domu ktory kupilismy i zostawilaby mi go. To jest tak jakby ona hmm.... rozwazala na sucho... nie ma w tym nawet emocji ale wystarczy zebym cierpial kiedy nie mam jej w zasiegu wzroku. Fakt potrzebuje czasu ale dla mnie kazda godzina to katorga... dalem jej dwa dni . Mislismy o tym nie gadac ale wiecznie rozmawiamy... czesto ona zaczyna. Powtarza ze mnie kocha i ze by mnie wspierala w razie czego... juz nie wiem jak mam czytac te znaki... moze to tylko chwilowe zaurozenie romantykiem i przejdzie... nie wiem juz nic

4

Odp: moja zona zakochala sie w innym

Jeżeli szukasz porady to napisałeś w złym dziale. Twoja historia historia wcale nie jest niesamowita, takich przypadków jak twój są tysiące. Przejdź do działu ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD - tam  jest bardzo dużo ludzi z historią podobną do twojej. Oni wskażą ci na co  sposób postępowania, pomogą ci ratować twoją rodzinę.

5

Odp: moja zona zakochala sie w innym

Jeżeli szukasz porady to napisałeś w złym dziale. Twoja historia historia wcale nie jest niesamowita, takich przypadków jak twój są tysiące. Przejdź do działu ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD - tam  jest bardzo dużo ludzi z historią podobną do twojej. Oni wskażą ci na co  sposób postępowania, pomogą ci ratować twoją rodzinę.

6

Odp: moja zona zakochala sie w innym

Czy moge poprosic o przeniesienie watku  w odpowiedni dzial?
Czy sam musze napisac nowy?

7 Ostatnio edytowany przez starr (2015-07-19 22:00:38)

Odp: moja zona zakochala sie w innym
przemo_86 napisał/a:

Czy moge poprosic o przenie watku  w odpowiedni dzial?
Czy sam musz naposac nowy?

Napisz do adminów maila. Do jutra będziesz przeniesiony

Napisałem wcześniej odpowiedź, ale nie wchodzi w całości, będę wrzucał po kawałku...

Witaj
Ten dział nie jest zbyt odpowiedni dla Twojego wątku. Więcej dowiedziałbyś się na Zdrada-Rozstanie. To nie jest niesamowita historia - to do bólu typowa historia. Kryzys w małżeństwie, na który obydwoje nie potrafiliście w porę zareagować, a który rozwiązywany jest poprzez ucieczkę w romans. No ale już opublikowane, to klamka zapadła...

przemo_86 napisał/a:

Po ok tygodniu znalazlem jego wiadomosc o tresci " jak wrocilem do domu to mialem twoj makijarz na ustach" - zagotowalem sie.... zona pojechala sie z nim spotkac bo w pracy nie moga ze soba rozmawiac. Okazalo sie ze tylko sie pocalowali i pogadali - wierze w to.
Gdy oznajmilem zonie ze wiem o nich stwierdzila ze mnie kocha i ze to byl blad bo chciala poczuc cos nowego, byla ciekawa  ale kocha tylko mnie i prosila zebym jej wybaczyl.
Przez kilka dni bylo ok dopoki nie okazalo sie ze nie potrafila mu napisac ze to koniec w jasny i definitywny sposob - jak dla mnie zostala sobie otwarta furtke do  niego. A gosc napisal ze tak lepiej aby zostala z mezem i dziecmi i ze on na nia poczeka bo ja kocha.

Przede wszystkim, musisz uświadomić sobie, ze to jest już zdrada emocjonalna. Ponieważ Twoja jż zaangażowała się w to emocjonalnie, to zdrada fizyczna jest bliska, o ile do takiej już nie doszło. Zdradzający mają to w sobie, że nigdy się do końca nie przyznają. Będą przysięgać na zdrowie swoje, Twoje, Waszych dzieci, rodziców, teściów, rany Chrystusa i wszystkich świętych, bogów, półbogów, demonów i kogo tam sobie jeszcze wymyślisz, że do niczego nie doszło poza tym, co sami chcą powiedzieć, jak już muszą. A muszą tylko wtedy, gdy przedstawisz Twarde dowody.
Czyli zbieraj dowody. Masz wybór jeszcze, czy nadal chcesz dalej ratować siebie, czy wolisz siebie pogrążać.
Absolutnie nie słuchaj tego co mówi, patrz co robi, bo to będzie wyznacznikiem, na ile Masz jeszcze szanse, a na ile już Jesteś tylko wspomnieniem i niechcianą koniecznością.
Twojej żony jaką znałeś, już nie ma. Jest obca emocjonalnie Ci osoba, która dla siebie i swojego wizerunku zrobi absolutnie wszystko. Nie będzie miła skrupułów przed zrobieniem z Ciebie zdrajcy, złodzieja i pedofila, o ile będzie się to jej w jakikolwiek sposób opłacało.
Skoro gość napisał takie słowa jakie Przytoczyłeś, to zastanów się nad ich wydźwiękiem. Czy przypadkiem nie była to już propozycja odejścia jej od Ciebie? Kobiety nie odchodzą w nieznane. Muszą najpierw się upewnić...

przemo_86 napisał/a:

Rozmawialismy dlugo... zona twierdzi ze kocha nas obu i ze nie spodziewala sie ze kiedys odbije jej cos takiego i ze on jest taki jak ona ze ja ciagnie do niego. Z rozmow wiem ze zaluje tego. Powiedziala nawet ze nie moze patrzec jak ja sie mecze ze jest jej zle ze mnie skrzywdzila.

Litość, to kiepski klej na klejenie małżeństwa. Przede wszystkim zadbaj o dzieci. One, wbrew pozorom wiele widzą i słyszą. Nie ma co ukrywać, bo jak pewnie sam Pamiętasz siebie z tamtych lat, sprawy dorosłych zawsze były bardzo interesujące i robiło sie wszystko, by wszystkiego się dowiedzieć i zrozumieć. Poza tym tkwienie w związku kalekim, prędzej niż później stanie się toksyczne dla ich psychiki i potem w wieku dorosłym będą tworzyć równie toksyczne związki.
W następnej kolejności zadbaj o siebie. Miałeś jakieś hobby, pasję przed małżeństwem? Wróć do nich. Zadbaj o swoją kondycję fizyczną, a przez to zacznie poprawiać się Twoja kondycja psychiczna. Wiele jeszcze rozczarowań przed Tobą, więc trzeba założyć pewność, że przyjdzie agresja. Wyładuj ją w rękawicach na worku, a nie na jż. Zaprzyjaźnij się z siłownią. Adrenalina i dobre samopoczucie wyzwolona na siłowni ograniczy złe myśli.

przemo_86 napisał/a:

Spytalem o powod.... tak jak zwykle rutyna, zaniedbania z mojej strony, kilka krzywdzacych krokow w kwestii rodziny.

Wszyscy zdradzeni pytają o powód i wszyscy dostają w odpowiedzi stek bzdur, naprędce wymyślonych przez zdradzacza. Sorry, taki mają oni klimat. Mentalnie nastawieni są już na inna osobę. Zdradzeni dla nich to gorszy typ człowieka. Zamęcza niewygodnymi pytaniami, błaga, prosi, płacze, robi z siebie idiotę...

przemo_86 napisał/a:

Wiem nie bylem  wzorem ale kuzwa.... nie ma 100 procentowo swiezosci po kilku latach.
Kocham ja... teraz jeszcza bardziej chyba ze strachu ze moze sie to zle skonczyc. Powiedzialem ze chce o nia walczyc  slyszac w odpowiedzi ze moze to juz byc troszke za pozno.... powiedziala ze potrzebuje troche czasu na pozbieranie mysli i zebym nie gadal jej o tym przez 2-3 dni...
Widze ze jest jej ciezko bo zauroczyl ja a z drugiej strony kocha mnie. Mysli jakby to bylo ulozyc sobie zycie w nowym zwiazku itd ale nie chce mnie zostawiac.

No tak, obwiniasz siebie, tłumaczysz ją.... czyli standard...
A tymczasem zasada powinna być taka, że jak coś w związku szwankuje, to się o tym mówi, krzyczy, powtarza po kilka, kilkanaście, czy kilkadziesiąt razy. Jak nie skutkuje, to się odchodzi, rozwodzi, ogólnie - rozstaje, a nie pakuje w romanse z kolegami z pracy.
Poza tym uświadom sobie, ze ona już Ciebie nie kocha, tylko tak mówi, abyś dał jej wreszcie spokój. A Ty łykasz jej kłamstwa jak młody pelikan czerwone cegły...

przemo_86 napisał/a:

Ja wariuje.... widze ze ona szuka z nim kontaktu jednoczesnie pocieszajac mnie i starajac sie mnie uspokajac i wspierac.

Nie miej złudzeń, szykuje sobie tylko miękkie lądowisko u Ciebie, jak tam nie wyjdzie....

przemo_86 napisał/a:

Co mam zrobic? To jest jakis koszmar.... nie moge przestac myslec o tym a ona chce 2 dni odpoczynku od tematu.... jak mam to naprawic....
Nigdy nie sadzilem ze bede mial taki problem... zdaje sobie sprawe ze jestem temu winny bo wdarla sie rutyna... z drugiej strony zona mowi ze jesli ktos jest temu winny to tylko ona bo  to jej strzelilo do glowy.
Widze ze przemawia przez nia rozsadek ale dzis powiedziala ze zaczyna mniej zalowac tego co zrobila bo tego potrzebowala  - ze odrobina " przyjemnosci" tez sie jej nalezy.

Przestań sobie wmawiać takie p***doły, tylko kup sobie herbatkę z melisy i po zażyciu włącz logiczne myślenie:
1. Uświadomienie sobie, że to się łatwo nie zakończy. Ona ma motylki w brzuchu, różowe okulary i jeszcze nikomu na Świecie nie udało się zmienić takiego stanu w normalny sposób. Jak dobrze pójdzie, to za dwa, trzy lata różowe okulary same spadną jej z oczu, motylarnia wyzdycha i zobaczy, że jej wybranek nie jest nikim szczególnym. Tylko w takim wypadku zechce zwrócić na siebie Twoja uwagę i pewnie zechce powrotu. Pytanie, czy ty taką kobietę jeszcze Będziesz chciał? Nie daj się omamić dobrem dzieci....
2. Uświadomienie sobie, że Waszego małżeństwa już może nie dać się uratować, skoro u niej nie ma opcji zerwania kontaktu. Przede wszystkim uświadom sobie, jak teraz wygląda Wasze pożycie seksualne: jeżeli spadło niemal do zera (a tak jest w większości wypadków), lub radykalnie się poprawiło z jej inicjatywy( w niemal całej pozostałej części wypadków), to już jest po zawodach i szykuj się na rozpad tego związku. Jaki ma stosunek do swojego telefonu? broni niczym lew przed Tobą? kiepska sprawa...
3. Zdarza się jej później niż zwykle wracać z pracy? częściej wyjeżdżać na delegacje, konferencje i szkolenia? kiepska sprawa...
4. Zastanów się, jakie perspektywy roztacza Twoja zona na przyszłość? skoro "odrobina przyjemności" dla niej, to flirty z kolegami z pracy i zdrada...

przemo_86 napisał/a:

Ostatnie dni spedzamy na rozmowach i naprawde.... wygladamy jak normalne malzenstwo ale on jej wciaz chodzi po glowie. Najbardziej spodobalo sie jej w nim To ze sa podobni i ze on jest wrazliwym czlowiekiem... kiedy dowiedzialem sie ze znow wyslala mu zaproszenie na fb( usunalem go z listy znajomych) stwierdzila ze to tylko zeby glupio w pracy nie wygladalo ze wszyscy siebie maja w znajomych a ona akurat jego nie. Mam dostep do wgladu   w jej poczte i fb... w tel juz niebardzo jak dowiedziala sie ze podgladam jej fb to zaczeli pisac smsy.

Nie dowierzał bym w dostępy do poczty i FB. Zawsze można założyć inne... Nie dowierzał bym w żadne jej słowo. Zaprzyjaźnij się z małym przyjacielem zaczynającym nagrywać na dźwięk, poczytaj o keyloggerach, zainteresuj się małymi programami rejestrującymi i archiwizującymi w telefonie. Wiedz, że teraz podstawą do Twojego zaufania jest kontrola. Od tego zależy Twoja przyszłość. No i oczywiście wszystko w tajemnicy, bo inaczej nie ma sensu... A dla niej, na co dzień totalny pokerface...

przemo_86 napisał/a:

Od 3 dni nie maja kontaktu bo jestesmy caly czas razem i ja pilnuje ale jutro juz poniedzialek... bedzie ciezko....
Co mam zrobic zeby zdjac jej te rozowe okulary z glowy? Wiem ze stuacja nie jest jeszcze beznadziejna ale jakie kroki zrobic zeby niczego nie pogorszyc? Wiem ze ludzie na tym forum sa pomocni i licze na wasze rady bo sam mam taki metlik w glowie ze nie potrafie mysli do kupy poskladac. Nawet nie mam z kim porozmawiac bo oprocz jej przyjaciolki nikt nie wie - zona nie chce tego rozglaszac.
Definitywnie jest w rozterce ale czy bylaby w stanie przekreslic malzenstwo po kilku tyg pisania sobie smsow? Moze to ze maja ograniczony kontakt bardziej ja do niego przyciaga bo jest jeszcze ciekawa. Nie bylo zdrady lozkowej bo jak sama przyznala nie dalaby rady zrobic tego mi i sobie. Powiedziala tez ze najchetniej odeszlaby dalego od nas obydwu bo cala sprawa tak ja meczy ze nie moze normalnie funkcjonowac.... beznadziejna sytuacja....

Żona nie chce rozgłąszać, zona to, ona tamto... A gdzie w tym wszystkim Jesteś TY?? Masz sobie siedzieć cichutko, jak mysz pod miotłą, bo w razie czego, to okaze się, że Ty byłes winien.
poczytaj watki Piotra74 i Dziewana na zdradach...
A poza tym chyba w Twoim wypadku dobra będzie metoda 34 kroków. Nie jest to dla ratowania małżeństwa, ale dla ratowania siebie:
1. Nie śledź, nie przekonuj, nie proś i nie błagaj.
2. Nie dzwoń często.
3. Nie podkreślaj pozytywnych elementów małżeństwa.
4. Nie narzucaj się ze swoją obecnością w domu.
5. Nie prowokuj rozmów o przyszłości.
6. Nie proś o pomoc członków rodziny.
7. Nie proś o wsparcie duchowe.
8. Nie kupuj prezentów.
9. Nie planuj wspólnych spotkań.
10. Nie szpieguj męża/żony. To cię zniszczy. Jeżeli chcesz to zrobić dla spokoju umysłu, wynajmij profesjonalistę.
11. Nie mów ?Kocham Cię?.
12. Zachowuj się tak, jakby w twoim życiu wszystko było w porządku.
13. Bądź wesoły, silny, otwarty i atrakcyjny.
14. Nie siedź i nie czekaj na męża/żonę ? bądź aktywny, rób coś, idź do kościoła, wyjdź z przyjaciółmi, itp.
15. Będąc w domu z /żoną (jeżeli to ty zazwyczaj rozpoczynasz rozmowę) postaraj się mówić jak najmniej.
16. Jeżeli zawsze pytasz, co robiła/ł w ciągu dnia twoja żona/ mąż, PRZESTAŃ PYTAĆ.
17. Musisz sprawić, że twój partner zauważy w tobie zmianę i zda sobie sprawę, że jesteś gotowy żyć dalej, z nim lub bez niego.
18. Nie bądź opryskliwa/y czy oziębła/y ? po prostu zachowuj dystans i obserwuj, czy twój partner zauważy i, co ważniejsze, zda sobie sprawę, co traci.
19. Bez względu na to jak się DZIŚ czujesz, pokazuj mężowi/żonie jedynie zadowolenie i szczęście. Niech widzi osobę, z którą chciałby być.
20. Unikaj wszelkich pytań dotyczących małżeństwa do chwili, gdy mąż/żona zechce o tym rozmawiać (co może potrwać jakiś czas).
21. Nigdy nie trać kontroli nad sobą.
22. Nie okazuj zbytniego entuzjazmu.
23. Nie rozmawiaj o uczuciach (to tylko wzmacnia te uczucia).
24. Bądź cierpliwa/y
25. Słuchaj tego, co naprawdę mówi do ciebie mąż/żona
26. Naucz się wycofać w chwili, kiedy chcesz zacząć mówić.
27. Dbaj o siebie (ćwicz, śpij, śmiej się i skoncentruj się na pozostałych elementach swojego życia).
28. Bądź silny/a i pewny/a siebie; naucz się mówić cicho i spokojnie.
29. Pamiętaj, że jeżeli zdołasz się zmienić to twoje wszystkie KONSEKWENTNE działania będą mówiły więcej, niż jakiekolwiek słowa.
30. Nie pokazuj rozpaczy i zagubienia nawet w sytuacji, gdy cierpisz najbardziej i jesteś zagubiona/y.
31. Rozmawiając z mężem/zoną, nie koncentruj się na sobie.
32. Nie wierz w nic, co słyszysz i w mniej niż 50% tego, co widzisz.
33. Nie poddawaj się bez względu na to, jak jest ciężko i jak źle się czujesz.
34. Nie schodź z raz obranej drogi.

Po kawałku, ale weszło w całości.

"Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los." 
Oscar Wilde
gg: 12848803

8 Ostatnio edytowany przez przemo_86 (2015-07-19 23:02:34)

Odp: moja zona zakochala sie w innym

drugiego dnia po awanturze plakala i prosila zebym jej wybaczyl, ciagle mowi o przyszlosci, nawet dzis o remoncie wspominala.
Na bank sie nie przespali ze soba - znam swoja zone i widzialem cala ich korespondencje.

Dodam iz pisala mu ze powinien sobie kogos znalesc bo on nie jest jej a ona jego.
Prosi mnie o troszke czasu by sobie w glowie to poukladac poki co ja na to ide bo ja znam i wiem ze jest wystraszona

mam dostep to telefonu i niczego nie ukrywa

9

Odp: moja zona zakochala sie w innym
przemo_86 napisał/a:

drugiego dnia po awanturze plakala i prosila zebym jej wybaczyl, ciagle mowi o przyszlosci, nawet dzis o remoncie wspominala.
Na bank sie nie przespali ze soba - znam swoja zone i widzialem cala ich korespondencje.

Dodam iz pisala mu ze powinien sobie kogos znalesc bo on nie jest jej a ona jego.
Prosi mnie o troszke czasu by sobie w glowie to poukladac poki co ja na to ide bo ja znam i wiem ze jest wystraszona

Ciekaw jestem, jak ona sobie wyobraża to układanie, skoro będą się widzieli od jutra w pracy, po osiem godzin na dzień...

przemo_86 napisał/a:

mam dostep to telefonu i niczego nie ukrywa

Wyklucz jeszcze istnienie drugiego telefonu...

"Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los." 
Oscar Wilde
gg: 12848803

10

Odp: moja zona zakochala sie w innym

Pracuje z rodzicami wiec odpada... drugi telefon- brak

11

Odp: moja zona zakochala sie w innym

Bardzo kiepska sprawa. Racjonalnymi argumentami nie wygrasz z zauroczeniem. Przede wszystkim radziłbym Ci zmienić podejście jeżeli chcesz cokolwiek osiągnąć. Z tego co piszesz wnioskuję, że masz bardzo ugodowe podejście do tej sprawy. Jesteś zły, zazdrosny, ale cały czas bronisz swojej żony. Najpierw piszesz, że masz dostęp do maila i fb a do telefonu nie bardzo a kilka postów dalej że masz dostęp do telefonu. Na sugestie, że się z nim przespała stanowczo jesteś pewny, że nie chociaż masz tylko jej słowo. Zaufanie jest ważne, ale w takiej sytuacji powinno być bardzo ograniczone. W dzisiejszych czasach bez problemu może rozmawiać z nim bez twojej wiedzy. Skąd masz pewność czy nie usuwa smsów albo korzysta z jakiegoś komunikatora za pośrednictwem telefonu? Zresztą przecież razem pracują. To, że nie potrafi z nim zerwać kontaktu jest bardzo niepokojące, a jej tłumaczenia są po prostu żałosne. Nie potrafi zerwać kontaktu z jakimś tam kolegą z pracy, a jej mąż ma się z tego powodu stresować? Przecież do niedorzeczne. Z tego co piszesz to niby coś tam żałuje, ale nie widać tutaj jakiejś skruchy. Już Ci powiedziała, że już zaczyna mniej żałować. No i oczywiście nikt o tym nie wie, bardzo wygodne dla niej...
Jeżeli chcesz pomóc waszemu związkowi to powinieneś przestać tak go chronić bo w ten sposób tylko mu szkodzisz. Twoja żona zdaje się tutaj mieć dominującą pozycję, a ty wydajesz się zdolny do wszystkiego byle by wasz związek na tym nie ucierpiał. Żona jest Ciebie pewna, więc pozwala sobie na flirt z kolegą z pracy bo przecież zawsze może wrócić do Ciebie gdy coś nie wyjdzie/znudzi się. To dla niej bardzo wygodna sytuacja, więc powinieneś pokazać, że zdecydowanie na to się nie godzisz. Stanowczo zażądaj by z nim zerwała kontakt i jasno określiła się co myśli o waszej wspólnej przyszłości. Powiedź, że chcesz ratować wasze małżeństwo, ale aby z tego coś wyszło to ona też musi tego chcieć. W relacjach międzyludzkich nawet jeżeli dasz z siebie 100% to jest to tylko 50% relacji. Może to jedyny sposób by nią wstrząsnąć oraz na to by opamiętała się. Skoro szuka z nim kontaktu to dalej jest nim zauroczona, a w takiej sytuacji będzie tylko gorzej. Kontrolowanie jej telefonu, fb itp to żadne wyjście.

12

Odp: moja zona zakochala sie w innym

Wczoraj mielismy bardzo dluga rozmowe....

Wychodzi na to ze wszystkie zale i moje przewinienia skumulowaly sie. Powiedziala mi ze w ostatnim czasie nie miala mojego wsparcia  a i jakies moje stare przewinienia tez ja dreczyly- wiadomo nie zawsze bylem aniolem.dlaczego ja tlumacze... znam ja dobrze i wiem ze jest wrazliwa ale ma tez dosc slaba psychike emocjonalna - ten gosc akurat nakladl jej do glowy kiedy przezywala jakis kryzys i tyle w temacie.

Agarniam tel i wiem ze nie ma innej drogi komunikacji a w pracy na bank nic nie bedzie bo widza sie tylko jak wychodza z niej. Mam osobe ktora jej przypilnuje jak ja bede w pracy z reszta... z dziecmi  w domu musi siedziec.

Uzgodnilismy ze dajemy sobie 3 miesiace aby pozbierac zwiazek do kupy. Widze nadzieje, wiem ze dla was moze to byc dziwne ale ja widze ze jej tez jest ciezko. Powiedziala mi ze nie chcialaby mnie widziec takiego strutego zebym probowal sie czyms zajac i byc wesolym jak kiedys. Dzis przed wyjsciem jeszcze mi napisala ze powalczymy ale ma metlik w glowie i nie moze wlozyc w to 100% energii

13

Odp: moja zona zakochala sie w innym
przemo_86 napisał/a:

drugiego dnia po awanturze plakala i prosila zebym jej wybaczyl, ciagle mowi o przyszlosci, nawet dzis o remoncie wspominala.
Na bank sie nie przespali ze soba - znam swoja zone i widzialem cala ich korespondencje.

Dodam iz pisala mu ze powinien sobie kogos znalesc bo on nie jest jej a ona jego.
Prosi mnie o troszke czasu by sobie w glowie to poukladac poki co ja na to ide bo ja znam i wiem ze jest wystraszona

mam dostep to telefonu i niczego nie ukrywa

.

Ale jesteś naiwny...

14 Ostatnio edytowany przez Ola_la (2015-07-20 08:19:29)

Odp: moja zona zakochala sie w innym

Przemo udana ta twoja zona, jeszcze ci rozkazuje zebys byl wesoly, co bys jasnie ksieznicki nie urazil swoim zlym humorem. Po co upokarzasz sie w ten sposob ze ktos ,,pilnuje,, twojej zony jak jestes  w pracy?  A zaufanie da sie zyc bez tego w zwiazku?

,,ona jest taka wrazliwa,, starszne jak ona sobie ciebie owinela wokol palca, nic dziwnego ze pozwala sobie na flirt kochankow
ty i tak z tym nic nie zrobisz,
ba dasz jej czas ile zechce usprawiedliwisz
siebie obwinisz nawet za to

15

Odp: moja zona zakochala sie w innym
przemo_86 napisał/a:

Wczoraj mielismy bardzo dluga rozmowe....

Wychodzi na to ze wszystkie zale i moje przewinienia skumulowaly sie. Powiedziala mi ze w ostatnim czasie nie miala mojego wsparcia  a i jakies moje stare przewinienia tez ja dreczyly- wiadomo nie zawsze bylem aniolem.dlaczego ja tlumacze... znam ja dobrze i wiem ze jest wrazliwa ale ma tez dosc slaba psychike emocjonalna - ten gosc akurat nakladl jej do glowy kiedy przezywala jakis kryzys i tyle w temacie.

Agarniam tel i wiem ze nie ma innej drogi komunikacji a w pracy na bank nic nie bedzie bo widza sie tylko jak wychodza z niej. Mam osobe ktora jej przypilnuje jak ja bede w pracy z reszta... z dziecmi  w domu musi siedziec.

Uzgodnilismy ze dajemy sobie 3 miesiace aby pozbierac zwiazek do kupy. Widze nadzieje, wiem ze dla was moze to byc dziwne ale ja widze ze jej tez jest ciezko. Powiedziala mi ze nie chcialaby mnie widziec takiego strutego zebym probowal sie czyms zajac i byc wesolym jak kiedys. Dzis przed wyjsciem jeszcze mi napisala ze powalczymy ale ma metlik w glowie i nie moze wlozyc w to 100% energii

Śmieszne jest Twoje zachowanie.
Bidulka ta Twoja żona.
Zaniedbałeś ją, jesteś taki zły, taki niedobry.
Daj jej 3 miesiące czasu, a może wogóle puść ją wolno.
Mnie w głowie się nie mieści takie zachowanie.
Jeżeli się jeszcze nie bzyknęła z kolesiem to jest tylko kwestia czasu.
Możesz już zamawiać firmę budowlaną do domu aby poszerzyli drzwi bo inaczej nie wejdziesz do domu, poroże będzie Ci przeszkadzać.
Wiesz małżeństwo nie składa się tylko z jednej osoby.
Do tanga trzeba dwojga.
To nie tylko Ty masz się starać, ale ona też.
No i właśnie się postarała a Ty jesteś winny.
Ale skoro go kocha to spakuj ją i wywieź do "kolegi z pracy".
A tak szczerze to powiedz mi czy Ty masz jaja? Chyba niestety masz orzeszki http://emotikona.pl/emotikony/pic/0swoon.gif.
Chłopie walnij wreszcie pięścią w stół i pokaż jej miejsce w szyku.
To jest matka, żona? ????

Czy jestem szczęśliwy a jaka jest definicja "szczęścia"?
                          GG 3****4

16

Odp: moja zona zakochala sie w innym

Koniec. Sprawa wyjasniona. I dodam ze gdybym was sluchal to to w tej chwili ja,zona i dzieci bylibysmy najnieszczesliwsimi ludzmi na swiecie...

Dzieki temu ze z nia rozmawialem i walczylem na chwilke spojrzala spod rozowych okularow i zobaczyla jak ten gosciu klamie i gubi sie w tym co do niej pisze.

Zaczela racjonalnie myslec kiedy stracila kontakt z nim bo wiedziala ze jej pilnuje i umowa byla taka ze probujemy wszystko poskladac ale on w tym czasie ma absolutnie zniknac.

Moim jedynym bolem jest to ze zona faktycznie zostala zauroczona.. poderwana przez innego goscia i musze miec sile aby z tym zyc.
Nikt jak ja nie zna jej tak dobrze... wiedzialem ze zaczelismy bardzo szybk. Ze nie mielismy czasu sie wyszalec a dodatkowo ona zyla pod kloszem rodzicow do czasu poznania mnie. Dopuszczam mysle ze poczula sie wyjatkowa jak obcy gosc zaczynal ja podrywac itd. Wiem wiem nie powinna tak sie zachowywac ale ludzie popelniaja bledy nawet gorsze.

Teraz czeka nas lizanie ran. I mam nadzieje ze za jakis czas wroce do normalnosci.


Mala rada... ludzie nie wierzcie na 100 procent wszystkim iszacym na forum bo oni nie znaja calej sytuacji
I wypowiadajac sie zza biurka nie widzac tego co wy. Nie kazda sprawa jest taka sama. Szkoda ze nikt z wasz nie probowal podtrzymac mnie na duchu i nie wsparl w walce o zwiazek... moja rada jest taka ze jesli widzimy iskierke na dziei to walczmy jesli jest o co. Bo bez walki mozna pozniej samemu sie znienawidzic ze nie zrobilo sie wszystkiego aby bylo dobrze.


Dzieki
Przemas

17

Odp: moja zona zakochala sie w innym

,,zona faktycznie zostala zauroczona.. poderwana przez innego goscia ,,
oj Przemo czyli to nie jej wina, tylko tego faceta?
a ona jest bezwolnym przedmiotem ze on ja sobie poderwał zauroczył?
zastanów się

18

Odp: moja zona zakochala sie w innym

Ja np nie wyobrazam sobie startowania do mezatki. Dla mnie cos takiego to skur...ysynstwo. chetnie obilbym mu gebe i polanal rece ale wiem ze tylko klopotowbz prawem sobie narobie bo ten gosc to taka pipeczka ze poplakalby sie na policji zaraz....

Wina lezy po stronie zony rzecz jasna ale ja zawsze mialem otwarty umysl i wiem ze czasami robimy cos wbrew sobie pod wplywem emocji a poznej coezko nam spojrzec w lustro. Wiem bo sam to kiedys przezylem i wiem ze czlowiek jest po tym odporniejszy na przyszlosc.

Dobrze ze sie opamietala chociaz przez jakis czas bede ostrozny i bede dawal jej do zrozumienia jak wielka krzywde mi zrobila- kara musi byc.

19 Ostatnio edytowany przez chceuciekacstad (2015-07-21 15:47:48)

Odp: moja zona zakochala sie w innym
przemo_86 napisał/a:

Ja np nie wyobrazam sobie startowania do mezatki. Dla mnie cos takiego to skur...ysynstwo. chetnie obilbym mu gebe i polanal rece ale wiem ze tylko klopotowbz prawem sobie narobie bo ten gosc to taka pipeczka ze poplakalby sie na policji zaraz....

Wina lezy po stronie zony rzecz jasna ale ja zawsze mialem otwarty umysl i wiem ze czasami robimy cos wbrew sobie pod wplywem emocji a poznej coezko nam spojrzec w lustro. Wiem bo sam to kiedys przezylem i wiem ze czlowiek jest po tym odporniejszy na przyszlosc.

Dobrze ze sie opamietala chociaz przez jakis czas bede ostrozny i bede dawal jej do zrozumienia jak wielka krzywde mi zrobila- kara musi byc.

Za łatwo i szybko poszło ... oczywiście trzymam kciuki by to było prawdą .
Miej wszystko na oku. Życzę już samych szczęśliwych chwil.

Życzę Ci dobrze, ale coś mi tu śmierdzi... wczoraj czy 2 dni temu  Ci powiedziała że kocha was obu.. że szkoda jej ciebie jak się tak motasz a dziś piszesz że już ok ???Że przejrzała że koleś kłamie ?

Oj ... obyś nie był w błędzie !

Znalazłam swoja wadę...- Łatwo się nie poddaję ....

20 Ostatnio edytowany przez Nekuro (2015-07-21 16:27:21)

Odp: moja zona zakochala sie w innym

Obwinianie innych o to, że zniszczyliby Ci życie tylko dlatego, że źle pisali o Twojej żonie...

Radzę nie robić jej wyrzutów sumienia o to co było skoro się dogadaliście. Lepiej poświęć jej więcej uwagi skoro narzekała na to. Powodzenia.

21

Odp: moja zona zakochala sie w innym

Dzieki za dobre zyczenia:)

22

Odp: moja zona zakochala sie w innym
przemo_86 napisał/a:

Dzieki za dobre zyczenia:)

Skoro to Ciebie kręci,  to do zobaczenia za jakiś rok, półtora...

"Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los." 
Oscar Wilde
gg: 12848803

23 Ostatnio edytowany przez kobieta65 (2015-07-23 15:00:59)

Odp: moja zona zakochala sie w innym

Przemo 86 , znam tę historię, to ja jestem żoną, która zapomniała o mężu. Twoje perypetie to perypetie mojego męża. Uwierz , mam duże doświadczenie.  Nie czekaj, to tylko odwlekanie sprawy, odejdź natychmiast, daj jej swobodę, a wtedy własnie przychodzi rozum. czekaniem, proszeniem nic nie zwojujesz, to ona musi zrozumiec co robi, co traci. Daj jej wolnośc, swobode i zignoruj. To prawdziwe lekarstwo. Wtedy dopiero dotarło..... Masz jakiś kontakt prywatny?  Nie chce się spowiadać na forum, a wiele rad Ci mogę przekazać. Wykazujesz dużo naiwności, jesli kobieta kocha tamtego, wszystko zrobi aby mieć Was obu, nie bądź naiwny, my potrafimy kochac wielu i to prawdziwie.... I dzis Ci powiem, ze chocbys jak pilnowal, zatrujesz sie, a ona zrobi swoje/. Im wiecej pilnowania tym wiecej robi sie na zlosc ! Powodzenia!

24 Ostatnio edytowany przez Lexpar (2015-09-10 17:36:16)

Odp: moja zona zakochala sie w innym
przemo_86 napisał/a:

Koniec. Sprawa wyjasniona. I dodam ze gdybym was sluchal to to w tej chwili ja,zona i dzieci bylibysmy najnieszczesliwsimi ludzmi na swiecie...

Dzieki temu ze z nia rozmawialem i walczylem na chwilke spojrzala spod rozowych okularow i zobaczyla jak ten gosciu klamie i gubi sie w tym co do niej pisze.

Zaczela racjonalnie myslec kiedy stracila kontakt z nim bo wiedziala ze jej pilnuje i umowa byla taka ze probujemy wszystko poskladac ale on w tym czasie ma absolutnie zniknac.

Moim jedynym bolem jest to ze zona faktycznie zostala zauroczona.. poderwana przez innego goscia i musze miec sile aby z tym zyc.
Nikt jak ja nie zna jej tak dobrze... wiedzialem ze zaczelismy bardzo szybk. Ze nie mielismy czasu sie wyszalec a dodatkowo ona zyla pod kloszem rodzicow do czasu poznania mnie. Dopuszczam mysle ze poczula sie wyjatkowa jak obcy gosc zaczynal ja podrywac itd. Wiem wiem nie powinna tak sie zachowywac ale ludzie popelniaja bledy nawet gorsze.

Teraz czeka nas lizanie ran. I mam nadzieje ze za jakis czas wroce do normalnosci.


Mala rada... ludzie nie wierzcie na 100 procent wszystkim iszacym na forum bo oni nie znaja calej sytuacji
I wypowiadajac sie zza biurka nie widzac tego co wy. Nie kazda sprawa jest taka sama. Szkoda ze nikt z wasz nie probowal podtrzymac mnie na duchu i nie wsparl w walce o zwiazek... moja rada jest taka ze jesli widzimy iskierke na dziei to walczmy jesli jest o co. Bo bez walki mozna pozniej samemu sie znienawidzic ze nie zrobilo sie wszystkiego aby bylo dobrze.


Dzieki
Przemas

Chłopaku, życzę Ci jak najlepiej.
Tylko mam jedno pytanie,
Dlaczego moja żona po 38 latach ślubu a wspólnie 44 latach nie szukała żadnych wrażeń.
Może Ty w tych sprawach  http://emotikona.pl/emotikony/pic/0crazysex.gifjesteś cienki Bolek http://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech.gif.
Ogarnij się.
Owszem nie znamy sprawy w calości.
Znamy tylko Twoje zdanie.
I tak szczerze mówiac to ja się Twojej żonie nie dziwię, bo dawno kopnąłbym Ciebie w doopę.
Kim Ty dla niej jesteś?
Pomyślałeś o tym?

Czy jestem szczęśliwy a jaka jest definicja "szczęścia"?
                          GG 3****4

25

Odp: moja zona zakochala sie w innym
kobieta65 napisał/a:

Przemo 86 , znam tę historię, to ja jestem żoną, która zapomniała o mężu. Twoje perypetie to perypetie mojego męża. Uwierz , mam duże doświadczenie.  Nie czekaj, to tylko odwlekanie sprawy, odejdź natychmiast, daj jej swobodę, a wtedy własnie przychodzi rozum. czekaniem, proszeniem nic nie zwojujesz, to ona musi zrozumiec co robi, co traci. Daj jej wolnośc, swobode i zignoruj. To prawdziwe lekarstwo. Wtedy dopiero dotarło..... Masz jakiś kontakt prywatny?  Nie chce się spowiadać na forum, a wiele rad Ci mogę przekazać. Wykazujesz dużo naiwności, jesli kobieta kocha tamtego, wszystko zrobi aby mieć Was obu, nie bądź naiwny, my potrafimy kochac wielu i to prawdziwie.... I dzis Ci powiem, ze chocbys jak pilnowal, zatrujesz sie, a ona zrobi swoje/. Im wiecej pilnowania tym wiecej robi sie na zlosc ! Powodzenia!

I krzyżyk na drogę.
Kobieto jak się kocha to sie kocha.
Tylko warunek musI być jeden.
Obydwoje muszą się kochać.

Czy jestem szczęśliwy a jaka jest definicja "szczęścia"?
                          GG 3****4

26

Odp: moja zona zakochala sie w innym
przemo_86 napisał/a:

Dzieki temu ze z nia rozmawialem i walczylem na chwilke spojrzala spod rozowych okularow i zobaczyla jak ten gosciu klamie i gubi sie w tym co do niej pisze.

Zaczela racjonalnie myslec kiedy stracila kontakt z nim bo wiedziala ze jej pilnuje i umowa byla taka ze probujemy wszystko poskladac ale on w tym czasie ma absolutnie zniknac.



Zal mi Cie.
Szkoda, ze tacy naiwni panowie trafiaja na takie egoistki ktore to wykorzystuja sad

Przemo, a gdyby tamten nie klamal?

Mam nadzieje, ze kolejni koledzy w pracy tez beda takimi kretaczami, a Ty po kolejnych upilnowaniach zony, szczesliwym malzonkiem.

Zycze Ci jak najlepiej, ale biorac pod uwage fakt, ze po zdradzie zony to TY sie prosisz, naprawiasz, obwiniasz, starasz, a zona laskawie cie pociesza...
to marnie to widze na przyszlosc.
Jestes facetem ,,kochajacym za bardzo" i tu przepadles sad

27

Odp: moja zona zakochala sie w innym

Serce nie sługa jak to mówi przysłowie... Ciężka sytuacja, no ale co zrobić? Chyba nic nie da się zrobić, bo miłości nie mozna nikomu odmówić i nie można nikogo zmusić do tego, żeby przestał kochać drugą osobę. To ciężka sprawa, naprawdę i żal mi zarówno ciebie jak i twojej żony. To nie są sytuacje, które spotykają nas codziennie, ale mimo wszystko okropnie bolą i na pewno ciężko sobie z nimi poradzić!

28

Odp: moja zona zakochala sie w innym

Przemo i co tam u Ciebie.
Liczę, że wszystko jest OK.
Daj głos chłopaku.

Czy jestem szczęśliwy a jaka jest definicja "szczęścia"?
                          GG 3****4

29

Odp: moja zona zakochala sie w innym

Witam, witam ponownie... wlazlem tu z ciekawosci po roku i widze ze ktos nawet sie zapytal co u mnie... dzieki za zainteresowanie:)
Odnosnie historii z pierwszego mojego posta to ostatecznie zona dala sobie spokoj z typem w listopadzie 15... zaczelismy naprawiac nasz zwiazek.... juz w polowie stycznia 16 napisal do niej inny typ, mimo ze pisala mu zeby odpuscil (ja nalegalem by go splawiala). Jakos tak sobie pisali pisali ja robilem sceny zazdrosci i awantury naprzemian z chwilami gdzie naprawde bylo nam idealnie. W koncu po ktorejs juz awanturze ...sierpien.. zona spotkala sie z wrozka na skypie ktora doradzila jej zeby mnie zostawila... i stalo sie. od sierpnia nie mieszkamy razem a tam romans telefoniczny kwitnie. Na moja prosbe spotykamy sie z psychologiem dla par ale to juz ostatnia proba z mojej strony na ratowanie czegokolwiek... czemu kobiecie wystarczy pisac tylko slodkosci by rzucila na szale malzenstwo i rodzine naprzeciw z smsowym don juanem?

30 Ostatnio edytowany przez starr (2016-10-29 01:04:22)

Odp: moja zona zakochala sie w innym
przemo_86 napisał/a:

(2015-07-21 09:36:47) Koniec. Sprawa wyjasniona. I dodam ze gdybym was sluchal to to w tej chwili ja,zona i dzieci bylibysmy najnieszczesliwsimi ludzmi na swiecie...

Dzieki temu ze z nia rozmawialem i walczylem na chwilke spojrzala spod rozowych okularow i zobaczyla jak ten gosciu klamie i gubi sie w tym co do niej pisze.

Zaczela racjonalnie myslec kiedy stracila kontakt z nim bo wiedziala ze jej pilnuje i umowa byla taka ze probujemy wszystko poskladac ale on w tym czasie ma absolutnie zniknac.

Moim jedynym bolem jest to ze zona faktycznie zostala zauroczona.. poderwana przez innego goscia i musze miec sile aby z tym zyc.
Nikt jak ja nie zna jej tak dobrze... wiedzialem ze zaczelismy bardzo szybk. Ze nie mielismy czasu sie wyszalec a dodatkowo ona zyla pod kloszem rodzicow do czasu poznania mnie. Dopuszczam mysle ze poczula sie wyjatkowa jak obcy gosc zaczynal ja podrywac itd. Wiem wiem nie powinna tak sie zachowywac ale ludzie popelniaja bledy nawet gorsze.
Teraz czeka nas lizanie ran. I mam nadzieje ze za jakis czas wroce do normalnosci.

Mala rada... ludzie nie wierzcie na 100 procent wszystkim iszacym na forum bo oni nie znaja calej sytuacji
I wypowiadajac sie zza biurka nie widzac tego co wy. Nie kazda sprawa jest taka sama. Szkoda ze nikt z wasz nie probowal podtrzymac mnie na duchu i nie wsparl w walce o zwiazek... moja rada jest taka ze jesli widzimy iskierke na dziei to walczmy jesli jest o co.

Bo bez walki mozna pozniej samemu sie znienawidzic ze nie zrobilo sie wszystkiego aby bylo dobrze.

Dzieki
Przemas

starr napisał/a:
przemo_86 napisał/a:

Dzieki za dobre zyczenia:)

Skoro to Ciebie kręci,  to do zobaczenia za jakiś rok, półtora...

przemo_86 napisał/a:

(28-10-2016 21:44:24)Witam, witam ponownie... wlazlem tu z ciekawosci po roku i widze ze ktos nawet sie zapytal co u mnie... dzieki za zainteresowanie:)
Odnosnie historii z pierwszego mojego posta to ostatecznie zona dala sobie spokoj z typem w listopadzie 15... zaczelismy naprawiac nasz zwiazek.... juz w polowie stycznia 16 napisal do niej inny typ, mimo ze pisala mu zeby odpuscil (ja nalegalem by go splawiala). Jakos tak sobie pisali pisali ja robilem sceny zazdrosci i awantury naprzemian z chwilami gdzie naprawde bylo nam idealnie. W koncu po ktorejs juz awanturze ...sierpien.. zona spotkala sie z wrozka na skypie ktora doradzila jej zeby mnie zostawila... i stalo sie. od sierpnia nie mieszkamy razem a tam romans telefoniczny kwitnie. Na moja prosbe spotykamy sie z psychologiem dla par ale to juz ostatnia proba z mojej strony na ratowanie czegokolwiek... czemu kobiecie wystarczy pisac tylko slodkosci by rzucila na szale malzenstwo i rodzine naprzeciw z smsowym don juanem?

Było o co walczyć? Sam sobie odpowiedz...

"Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los." 
Oscar Wilde
gg: 12848803

31

Odp: moja zona zakochala sie w innym

Autorze, najpierw z politowaniem, a potem gorzko się uśmiechnęłam czytając Twoją "niesamowitą" historię. Dla Ciebie jest ona niesamowita, bo dotyczy Ciebie.

Jednak tak naprawdę klasycznie wpisujesz się w schemat.


To bardzo przykre, to wszystko.... hmm Tyle osobistego komentarza ode mnie.

I widzę, że mierzysz ludzi swoją miarą. Niestety, to też błąd. Za dobre serce i wiarę w ludzi czasem się płaci.


Powodzenia, przemo, tak czy inaczej.


Mam jeszcze pytanie: czy różowe okulary wreszcie Tobie, nie Twojej żonie, spadły?

32

Odp: moja zona zakochala sie w innym
przemo_86 napisał/a:

Witam,
Przejde od razu do konkretow...
Jeslesmy malzenstwen 8 lat i mamy dwojke dzieci 8 i 2 latka.
....

Jestes pewny, że to pierwsza zdrada i ze dzieci sa twoje?

33

Odp: moja zona zakochala sie w innym

To strasznie przykre Przemo:(
Jak sobie radzisz z tym wszystkim?
Kto zajmuje się dziećmi, zostały z Tobą?

34

Odp: moja zona zakochala sie w innym

Posty Starr'a nr 7, 22, 30 w tym temacie stanowią dla mnie najlepsze podsumowanie większości tematów działu FLIRT-ZDRADA-ROZWOD-ROZSTANIE.

Taka "Zdrada w pigułce". Najlepsze "streszczenie" dla tych, którzy nie mają czasu śledzić wszystkich wątków.

Przemo, ja też jestem ciekawa Twojego zdania:

Było o co walczyć?

35

Odp: moja zona zakochala sie w innym
przemo_86 napisał/a:

i bede dawal jej do zrozumienia jak wielka krzywde mi zrobila- kara musi byc.

Jaką krzywdę Ci zrobiła?

Podobno miłość nie wybiera... podobno miłość nie szuka swego, nie pamięta złego, wszystko wybacza. To jest prawdopodobne. Niemal pewne jest, że w wielu związkach zamiast hymnu o miłości jest kontrakt - "ciałem męża niech dysponuje żona a mąż niech dysponuje ciałem żony". Proste i konkretne jak prawo własności.

Kara musi być? Miłość to w takim razie smutna przypadłość. Poeci narobili niezłego galimatiasu gloryfikując ją.

36

Odp: moja zona zakochala sie w innym
dżdżownick napisał/a:
przemo_86 napisał/a:

i bede dawal jej do zrozumienia jak wielka krzywde mi zrobila- kara musi byc.

Jaką krzywdę Ci zrobiła?

Podobno miłość nie wybiera... podobno miłość nie szuka swego, nie pamięta złego, wszystko wybacza. To jest prawdopodobne. Niemal pewne jest, że w wielu związkach zamiast hymnu o miłości jest kontrakt - "ciałem męża niech dysponuje żona a mąż niech dysponuje ciałem żony". Proste i konkretne jak prawo własności.

Kara musi być? Miłość to w takim razie smutna przypadłość. Poeci narobili niezłego galimatiasu gloryfikując ją.

Sorki, ale za przeproszeniem pierdzielisz jak potluczona. Jak widzisz kontrakt w zwiazku dwojga osob, jak uczucie to dla Ciebie umowa, to mow o tym na wstepie, bo ludzkich uczuc nie da sie kwalifikowac, wyznaczac pragrafami i opiniamii.

37

Odp: moja zona zakochala sie w innym
Piotr74 napisał/a:

Sorki, ale za przeproszeniem pierdzielisz jak potluczona. Jak widzisz kontrakt w zwiazku dwojga osob, jak uczucie to dla Ciebie umowa, to mow o tym na wstepie, bo ludzkich uczuc nie da sie kwalifikowac, wyznaczac pragrafami i opiniamii.

Spokojnie... nie zamierzałem urazić. Zarówno hymn o miłości jak i zalecenie dysponowania należą do tego samego źródła, do Ewangelii chrześcijan. I owszem - taki układ, w którym to mąż ma dysponować ciałem żony a żona ciałem męża można nazwać kontraktem. To żadna ujma. Jeśli jednak wykroczenie poza ten kontrakt oznacza dla kogoś krzywdę i potrzebę wymierzenia kary, to po pierwsze potwierdza się niejako kontraktowy charakter związku (była umowa, jest jej niedopełnienie, będzie kara), a po drugie gdzieś gubi się to, co o miłości śpiewają w hymnach.

38

Odp: moja zona zakochala sie w innym
dżdżownick napisał/a:
Piotr74 napisał/a:

Sorki, ale za przeproszeniem pierdzielisz jak potluczona. Jak widzisz kontrakt w zwiazku dwojga osob, jak uczucie to dla Ciebie umowa, to mow o tym na wstepie, bo ludzkich uczuc nie da sie kwalifikowac, wyznaczac pragrafami i opiniamii.

Spokojnie... nie zamierzałem urazić. Zarówno hymn o miłości jak i zalecenie dysponowania należą do tego samego źródła, do Ewangelii chrześcijan. I owszem - taki układ, w którym to mąż ma dysponować ciałem żony a żona ciałem męża można nazwać kontraktem. To żadna ujma. Jeśli jednak wykroczenie poza ten kontrakt oznacza dla kogoś krzywdę i potrzebę wymierzenia kary, to po pierwsze potwierdza się niejako kontraktowy charakter związku (była umowa, jest jej niedopełnienie, będzie kara), a po drugie gdzieś gubi się to, co o miłości śpiewają w hymnach.

Sorki, a Ty w jakies hymny wierzysz jeszcze? Ile masz lat? Co do kwestii wiernosci ma religia?
Ludzie sie zdradzaja bez wzglefu na to w kogo wierza.
Nie o religie tu chodzi, a o wlasne wartosci, ktore sa uniwersalne dla wiekszosci ludzi. Czyli nie robie czegos, co krzywdzi innych, nie robie nic co jest wbrew kous trzeciemu.

39

Odp: moja zona zakochala sie w innym
starr napisał/a:

Było o co walczyć? Sam sobie odpowiedz...


Bylo, wiem czego pragnalem i wiem co kochalem, gdybym o to nie walczyl sam sobie pozniej bym wyrzucal ze nie zrobilem wystarczajaco duzo aby wygrac.
Nazwijcie mnie jak chcecie ale... ciagle walcze, ciagle rozmawiam i staram sie byc blisko.

Jestesmy po 2 sesjach z psychologiem i coz... na pytanie o miejsce w ktorym zaczelo sie psuc odpowiedziala ze juz na poczatku. bez wnikania w szczegoly wypomniala rzeczy ktore wydarzyly sie  8-9 lat temu a ktore powtarzalem co jakis czas. nie chodzi tu o cos ogromnego(w moim mniemaniu) a tylko lub az o moje niewystarczajace" postawienie sie rodzinie. Boli mnie ze nasze malzenstwo przetrwalo to jeszcze kilka lat a teraz okazuje sie ze jednak nie.
Moze ona tylko tak usprawiedliwia swoje postepowanie zeby bylo ze to ja jestem winien?

WIem ze spieprzylem wiele razy ale do jasnej cholery.... to ze np. mi bylo malo seksu nie popchnelo mnie do zdrady.

Odnosze wrazenie ze kobiety maja bardzo podla ceche.... zapamietywania oraz rozpamietywania starych przewinien. Moj kolega ladnie to opisal kiedys... ze kobiety jesli juz schowaja przeszlosc do pudelka to lubia tam zagladac i rozwlekac stare bolaczki, faceci natomiast chowaja wszystko co zle i juz do pudelka nie zagladaja. Zgodzicie sie ze mna?

Ktos spytal jak sie czuje? chmm..... czasem rozmowa z zona wlewa nadzieje w moje serce a czasem rozgniata jes na miazge. Mam tak ogromna hustawke nastroju ze sam boje sie ze bede mial przez to klopoty np w pracy.

Dzieci? tu sie dogadujemy tzn... nie macie pelnego obrazu.... z zona pisze i widuje sie prawie codziennie, wymieniamy sie opieka nad dziecmi, czasem sie spotykamy, robimy razem zakupy. Czasami zostaje na noc np obejrzec film... moznaby powiedziec ze jestesmy przyjaciolmi. Obecnie nasze malzenstwo jest w zawieszeniu.
Z  tamtym zona utrzymuje tez kolezenskie kontakty. nie widuje sie z nim jakos super czesto bo dzieci, bo praca itd...

W skrocie: sa spotkania z psychologiem, ja ja namawiam i przekonuje ze wartoby powalczyc jeszcze, ona... ciezko powiedziec niby jest na nie ale widze ze tez chce byc blisko mnie, jako przyjaciele oczywiscie.

Zastanawia mnie jak to jest ze tak bardzo chcialaby zebysmy zostali przyjaciolmi jakby co... kurcze no nie wyobrazam sobie zeby oczekiwac od drugiej strony przyjazni w podonej sytuacji.

Moja teoria jest taka... gdyby nie fagas to znacznie latwiej byloby dotrzec do jej glowy (znow rozowe okulary), ja znow kusi cos nowego, ktos inny, ktos kto w jej mniemaniu wiele by poswiecil. Gdyby nie on, ja mialbym szanse jej pokazac z pomoca (wreszcie) psychologa ogarnelibysmy nasz zwiazek.

40

Odp: moja zona zakochala sie w innym

Przemo, dopóki ona utrzymuje kontakt z tamtym, nie ma szans na uratowanie tego małżeństwa. Psycholog nic nie da.
Są terapię małżeńskie i niektórzy ludzie czasem jakoś sklejają to, co się rozbiło.

Jednak aby tak się stało, zerwanie kontaktu z kochankiem/kochanką to warunek konieczny.

Na 100 % żona przerzuca winę na Ciebie szukając w Tobie problemu. Sobie nie ma nic do zarzucenia. Jest taki typ bezrefleksyjnych zdradzaczy. I ludzi z taką przypadłością ogólnie też nie brakuje.

Wiesz o co chodzi z tą przyjaźnią z Tobą? To zwykłe wyrachowanie i kalkulacja. Można mieć ciastko i zjeść ciastko, przemo.


Jest mi przykro, jak czytam takie historie. Ty się starasz, a ona ma to głęboko w doopie. To widać jak na dłoni, ale Ty nie dopuszczasz do siebie tej myśli.

Nie buntuj się tak jak na początku na komentarze ludzi, którzy Cię nie znają osobiście. Nie muszą. Z boku taki chłodny rzut oka może dać impuls do popchnięcia spraw we właściwym kierunku.

Szarpaniny w takim razie przed Tobą co nie miara. Współczuję.

41

Odp: moja zona zakochala sie w innym

Doskonale sobie zdaje sprawe ze dopoki jest tamten ktory jest teraz idealem ja sie nie przebije. Ja jestem tez zly a tam jest ten idealny.

Zapytalem jej ostatnio.... co bedzie jesli bedzie z nim i on popelni jakis blad, jakos ja zrani albo popelni taki sam blad jak ja? Spytalem czy nie  zaplacze nad tym co zniszczyla po to by zmienic sobie na kolejny zwiazek ktory tez nie jest idealny?
Nie potrafila mi odpowiedziec na to pytanie.
I to jest tylko dowod ze ludzie w podobnej syt nie mysla trzezwo a patrza przez pryzmat wyidealizowania tej nowej osoby. Absolutnie nie mam pojecia jak odciagnac ja od niego...

42 Ostatnio edytowany przez I_see_beyond 7176 (2016-10-31 12:06:41)

Odp: moja zona zakochala sie w innym

Jak ją odciągnąć od tamtego? Kobieta65 już Ci dała w zeszłym roku odpowiedź. Przeczytaj ją uważnie.

To jedyny sposób, żeby żonie spadły różowe okulary. Trudny sposób, bardzo, ale skuteczny. Jednak jeśli nadal uważasz, że chcesz walczyć o tę kobietę...

43

Odp: moja zona zakochala sie w innym

Przemo, znowu jesteś w tym samym miejscu w którym byles rok temu.

Pomimo tego, ze upłynła już rok, tego że odtąbułeś sukces, znowu jesteś w tym samym miejscu.
Analiza, dlaczego tak jest przyda Ci się, o ile zona zechce wrocic do Ciebie.
Na pewno zabrakło rzetelnego przepracowania tematu po zdradzie.

Rok temu żona mentalnie odeszła od Ciebie.
Ty łudziłeś się, że jest inaczej, bo mówiła ze kocha Was obydwu.
A co miała mówic, skoro ten drugi nie dawal jej pewności na związek ?

Teraz masz deja vu.
Znowu ulokowała uczucia w kimś innym niż Ty.
Tak naprawdę, od czasu kiedy przeniosła swoje uczucia na innego faceta,
to nie Ty byłeś obiektem jej uczucia, dlatego tym łatwiej, tym szybciej poszukała kogoś innego,
ba przypuszczam, że z wiekszym przyzwoleniem danym sobie to zrobiła.

Kiedy wróci ?
Kiedy jej nowy związek okaże się klapą.
O ile jej nowy związek okaże się klapą...
O ile bedzie miała gdzie wrocić...

Daj jej przestrzeń na sprawdzenie, czy jej nowy związek da jej szczęście, nie buduj nienawiści między Wami.
Ale zadbaj o siebie, o swoje prawa, o prawa dzieci, o swoje granice.

Ty nie wybudzisz żony z amoku.
Może to nastąpi po brutalnym zderzeniu z rzeczywistościa, teraz albo za kilka lat, albo w ogóle.
Twoja szansa w tym, ze żona pozbawiona wsparcia w Tobie, bedzie musiała sobie urzadzić życie z kochankiem,
co może nastąpi a może i nie.
Teraz, starając się "na miękko" przekonywać żone do powrotu, tak naprawdę dajesz jej komfort urządzania sobie życia z kimś innym.
Albo z tym kimś, albo z innym.
Akceptując ten stan "trójkąta" nie odcinając się od niego, stajesz sie po częsci jej wspólnikiem w zdradzie...

Stanowczość nie musi oznaczać wrogości, nienawiści, walki.
Stawiasz swoj mur obronny, w celu bronienia siebie i dzieci.
Masz do tego prawo, nie atakujesz w ten sposób zony.

Nie wyprowadzaj się z domu, to żona nie chce w nim mieszkac nie Ty.
To kochanek jest jej rycerzem, nie Ty.
Jako jej wybranek, to on powinien teraz zapewnić żonie to czego potrzebuje, łacznie z lokum.

Oczywiście, jest takie ryzyko, że jej wybranek stanie na wysokości zadania i da jej to czego od niego oczekuje.
Nie od Ciebie to zależy.

Od Ciebie zalezy przyszłośc Twoja i Twoich dzieci.
Na tym sie skup.

44

Odp: moja zona zakochala sie w innym

Rozumiem... ja sie z tym zgadzam ale wlasnie chodzi mi o to ze jesli ja pozwole jej na "sprawdzenie" innego zwiazku to wiem ze nawet jesli sie przejedzie nie bedziemy razem chocby bardzo chciala. To jest dla mnie granica sprzed ktorej chce ja wyciagnac na swoja strone.

45 Ostatnio edytowany przez dżdżownick (2016-10-31 20:30:51)

Odp: moja zona zakochala sie w innym
Piotr74 napisał/a:

Sorki, a Ty w jakies hymny wierzysz jeszcze? Ile masz lat? Co do kwestii wiernosci ma religia?
Ludzie sie zdradzaja bez wzglefu na to w kogo wierza.
Nie o religie tu chodzi, a o wlasne wartosci, ktore sa uniwersalne dla wiekszosci ludzi. Czyli nie robie czegos, co krzywdzi innych, nie robie nic co jest wbrew kous trzeciemu.

Co ma wspólnego religia z kwestią wierności? Bardzo dużo. To religia w znacznym stopniu wpływała na kulturę, w jakiej ludzie wychowują swoje dzieci przez tak wiele pokoleń. To religia podsuwała też wzorce zachowań, wartości. Te swobodne cytaty z Ewangelii nie padły tu jednak z tego powodu, że tak ma być wg religii, ale wyłącznie dlatego, że idealnie opisują związki. Mąż ma być przyporządkowany żonie, żona ma być przyporządkowana mężowi. Czyżbyś nie podzielał takiego przekonania?  Nie ma tu miejsca na odstępstwa od reguły. I nie zostawia się tego zaufaniu i woli związanych ze sobą ludzi. Nie polega się na przekonaniu, że jeśli kocha to będzie chciał(a) trwać w takim związku. Wymagane są śluby, zobowiązania. A upiększa się to wszystko poezją miłości, szlachetnością tego uczucia. Jakby ta szlachetność miała uzasadniać taki stan rzeczy.
Nie jest prawdą, że układ 1+1 jest uniwersalny dla większości. Są niemałe społeczności, w których dopuszcza się wielożeństwo (zatem człowiek jest w stanie kochać kilka osób, jeśli małżeństwo skojarzymy z miłością) lub modyfikuje się ustalone odgórnie (wielka w tym rola religii) zasady monogamii dostosowując je do potrzeb (jak choćby nieoficjalne przyzwolenie społeczne w krajach zlaicyzowanych dla praktyki w rodzaju: "małżeństwo zawiera się z rozsądku, z miłości bierze się kochanka/kochankę").
Ludzie zakochują się bez względu na to, w co wierzą. Lecz konsekwencje ponoszą już wg kulturowego(religijnego) klucza. Gdyby wychowywano Ciebie w kulturze, w której można mieć kilku partnerów, nie cierpiałbyś z tego powodu, że Twoja żona zakochała się w innym. Być może zaproponowałbyś jej, by również jego poślubiła. Zaznaczam - warunek jest taki, by to była inna kultura i inne możliwości prawne. Żona Przema ślubowała  miłość. I zdaje się, że nie złamała tej obietnicy, jak wynika z opisu. Nie ślubowała, że nie pokocha również innego. Oczywiście, jeśli ślub był standardowy a nie według zdefiniowanych przez nich samych warunków związku.
Dlatego też zapytałem autora wątku: "jaką krzywdę wyrządziła Ci żona?" Na czym ta krzywda polega?
Chyba mogę przypuszczać, sądząc po ironii, z jaką się wypowiedziałeś, że miłość wg Ciebie to nie jest ta z hymnów. Za to zasada "niech mąż dysponuje ciałem żony a żona niech dysponuje ciałem męża" jak najbardziej Ci odpowiada. Ją czujesz. Czy to coś zmienia, że jest to chrześcijański model małżeństwa? Może zmienia na gorsze, bo w tym modelu niejako rekompensatą za poddanie się partnerowi (dysponowanie ciałem) była miłość z hymnu. Ty takiej rekompensaty nie dajesz, (jeśli kpina z hymnu była szczera).
Pytałeś, czy jeszcze wierzę w hymny. Nie muszę wierzyć, po prostu to stosuję wobec moich bliskich. I taka miłość (a może obojętność?) czy taka postawa wydaje mi się... naturalna. Zna ją na pewno człowiek, który nie podważa autorytetu matki czy ojca (niekoniecznie tylko w czasach, gdy chodzi do przedszkola). Można wobec rodziców "nie dbać o swoje, nie pamiętać złego, cierpliwym być"? Można również wobec żony, męża... czy nawet kochanki/kochanka... jeśli się kocha smile

Jednak jak wiadomo - tyle jest rodzajów miłości, ilu ludzi na świecie.

46 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2016-10-31 21:39:23)

Odp: moja zona zakochala sie w innym
przemo_86 napisał/a:

jesli ja pozwole jej na "sprawdzenie" innego zwiazku to wiem ze nawet jesli sie przejedzie nie bedziemy razem chocby bardzo chciala. To jest dla mnie granica sprzed ktorej chce ja wyciagnac na swoja strone.

Nie przeceniaj swoich możliwości.
Nie jesteś w stanie "wyciągnąć" żonę na swoją stronę.
To tylko ona może zrobić.

Ty jedynie możesz jej w tym pomoc.
Decyzję podejmie żona.

A jaką Ty podejmiesz decyzję ?
Piszesz, że żona nie będzie miała powrotu, jeżeli zechce "sprawdzić" nowy związek.
Powiedzialeś jej to ?

W jaki sposób uwiarygodniłeś swoją konsekwencję w przestrzeganiu, dotrzymaniu tej decyzji ?
Czy żona zna Ciebie jako faceta który nie rzuca słów na wiatr ?
Czy podjąłeś jakieś działania, które potwierdzają, ze będziesz konsekwentny w sprawie mozliwosci powrotu ?

Z tego co piszesz, to teraz dopiero, od kiedy mieszakcie osobno, jej romans rozkwitł na dobre, bo atmosfera stala się sprzyjająca ku temu.
Dajesz jej czas, na rozwoj romansu, przekonanie kochanka do związku, a wtedy....

Miłość potrzebuje stanowczości.
Stanowczości w postepowaniu, z miłością ale konsekwentnie.

zresztą, skąd wiesz, czy wlaśnie teraz żona nie "sprawdza" swojego nowego związku ?

47

Odp: moja zona zakochala sie w innym
dżdżownick napisał/a:
Piotr74 napisał/a:

Sorki, a Ty w jakies hymny wierzysz jeszcze? Ile masz lat? Co do kwestii wiernosci ma religia?
Ludzie sie zdradzaja bez wzglefu na to w kogo wierza.
Nie o religie tu chodzi, a o wlasne wartosci, ktore sa uniwersalne dla wiekszosci ludzi. Czyli nie robie czegos, co krzywdzi innych, nie robie nic co jest wbrew kous trzeciemu.

Co ma wspólnego religia z kwestią wierności? Bardzo dużo. To religia w znacznym stopniu wpływała na kulturę, w jakiej ludzie wychowują swoje dzieci przez tak wiele pokoleń. To religia podsuwała też wzorce zachowań, wartości. Te swobodne cytaty z Ewangelii nie padły tu jednak z tego powodu, że tak ma być wg religii, ale wyłącznie dlatego, że idealnie opisują związki. Mąż ma być przyporządkowany żonie, żona ma być przyporządkowana mężowi. Czyżbyś nie podzielał takiego przekonania?  Nie ma tu miejsca na odstępstwa od reguły. I nie zostawia się tego zaufaniu i woli związanych ze sobą ludzi. Nie polega się na przekonaniu, że jeśli kocha to będzie chciał(a) trwać w takim związku. Wymagane są śluby, zobowiązania. A upiększa się to wszystko poezją miłości, szlachetnością tego uczucia. Jakby ta szlachetność miała uzasadniać taki stan rzeczy.
Nie jest prawdą, że układ 1+1 jest uniwersalny dla większości. Są niemałe społeczności, w których dopuszcza się wielożeństwo (zatem człowiek jest w stanie kochać kilka osób, jeśli małżeństwo skojarzymy z miłością) lub modyfikuje się ustalone odgórnie (wielka w tym rola religii) zasady monogamii dostosowując je do potrzeb (jak choćby nieoficjalne przyzwolenie społeczne w krajach zlaicyzowanych dla praktyki w rodzaju: "małżeństwo zawiera się z rozsądku, z miłości bierze się kochanka/kochankę").
Ludzie zakochują się bez względu na to, w co wierzą. Lecz konsekwencje ponoszą już wg kulturowego(religijnego) klucza. Gdyby wychowywano Ciebie w kulturze, w której można mieć kilku partnerów, nie cierpiałbyś z tego powodu, że Twoja żona zakochała się w innym. Być może zaproponowałbyś jej, by również jego poślubiła. Zaznaczam - warunek jest taki, by to była inna kultura i inne możliwości prawne. Żona Przema ślubowała  miłość. I zdaje się, że nie złamała tej obietnicy, jak wynika z opisu. Nie ślubowała, że nie pokocha również innego. Oczywiście, jeśli ślub był standardowy a nie według zdefiniowanych przez nich samych warunków związku.
Dlatego też zapytałem autora wątku: "jaką krzywdę wyrządziła Ci żona?" Na czym ta krzywda polega?
Chyba mogę przypuszczać, sądząc po ironii, z jaką się wypowiedziałeś, że miłość wg Ciebie to nie jest ta z hymnów. Za to zasada "niech mąż dysponuje ciałem żony a żona niech dysponuje ciałem męża" jak najbardziej Ci odpowiada. Ją czujesz. Czy to coś zmienia, że jest to chrześcijański model małżeństwa? Może zmienia na gorsze, bo w tym modelu niejako rekompensatą za poddanie się partnerowi (dysponowanie ciałem) była miłość z hymnu. Ty takiej rekompensaty nie dajesz, (jeśli kpina z hymnu była szczera).
Pytałeś, czy jeszcze wierzę w hymny. Nie muszę wierzyć, po prostu to stosuję wobec moich bliskich. I taka miłość (a może obojętność?) czy taka postawa wydaje mi się... naturalna. Zna ją na pewno człowiek, który nie podważa autorytetu matki czy ojca (niekoniecznie tylko w czasach, gdy chodzi do przedszkola). Można wobec rodziców "nie dbać o swoje, nie pamiętać złego, cierpliwym być"? Można również wobec żony, męża... czy nawet kochanki/kochanka... jeśli się kocha :)

Jednak jak wiadomo - tyle jest rodzajów miłości, ilu ludzi na świecie.

Moze zle napisalem, ze religia nie ma nic wspolnego z wiernoscia, bo chodzilo mi bardziej o to, ze zadna religia nic nie poradzi na to, zeby czlowiek nie dopuscil sie zdrady. Bo co z tego, ze ktos moze uwazac sie za czlowieka wierzacego, skoro w praktyce wybiorczo stosuje sie do zasad moralnych.
I moje zdanie jest takie, ze o wiele wiekszy wplyw na postepowanie czlowieka ma nie religia, ale wartosci jakie wyniesie z domu rodzinnego. To czy ma otwarty umysl i potrafi oddzielac to co dobre od tego co zle. Do tego zeby tak postepowac, aby nie krzywdzic innych, wcale nie trzeba byc czlowiekiem wierzacym. Czasem zatwardzialy ateista zyje bardziej moralnie niz czlowiek, ktory co niedziele zasowa do kosciola.
Pytasz jaka zona autora mu krzywde wyrzadzila? Ja odpowiem moze bardziej z mojego punktu widzenie, bo w jego glowie nie siedze. Otoz najzwyczajniej w swiecie go oklamala, zawiodla jego zaufanie do siebie. Slubowali sobie wiernosc i uczciwosc, ona te przysiege zlamala. O milosci nie mowie, bo to ulotne uczucie jak sie okazuje. Nikt nie broni jej pokochac ponownie, ale nie uwazasz, ze uczciwiej by bylo z jej strony najpierw zakonczyc malzenstwo a potem dopiero szukac sobie kolejnego obiektu westchnien.

48

Odp: moja zona zakochala sie w innym
przemo_86 napisał/a:
starr napisał/a:

Było o co walczyć? Sam sobie odpowiedz...

Bylo, wiem czego pragnalem i wiem co kochalem, gdybym o to nie walczyl sam sobie pozniej bym wyrzucal ze nie zrobilem wystarczajaco duzo aby wygrac.
Nazwijcie mnie jak chcecie ale... ciagle walcze, ciagle rozmawiam i staram sie byc blisko.

Nazwij siebie jak chcesz... nikt tutaj Ciebie obrażać nie będzie, bo z tego co czytałem, to chyba wszyscy piszący w Twoim wątku mają podobne doświadczenia. Każdy ze swoimi problemami sobie radzi, czy poradził. Teraz radził Tobie, na podstawie swoich doświadczeń.

Zastanów się na chłodno, czy to co robiłeś służyć miało tylko Tobie dla uspokojenia sumienia, czy miało skierować jej postrzeganie rzeczywistości na Ciebie?  Jeżeli to pierwsze, to faktycznie, zrobiłeś wszystko co w tej sytuacji można. Jeżeli miało być to drugie, to nic nie osiągnąłeś. Popatrz na kalendarium:
koniec lipca 2015 - wieścisz sukces i popędzenie gacha.
listopad 2015 - gach wreszcie znika z życia Twojej jż. Cztery miesiące po ogłoszeniu przez Ciebie sukcesu. Cztery miesiące okłamywania Ciebie.
połowa stycznia 2016 - nowy gach. Czyli dwa miesiące i sytuacja się powtarza. Nalegałeś na spuszczenie gacha, a on nadal aktualny.
Mamy listopad 2016.
Jesteś w tym samym miejscu, co rok temu? Nie, jest gorzej, bo nie mieszkacie razem, ona spotyka się z Tobą, no ale to normalne gdy są dzieci i z nim.
No ale sumienie Masz spokojne - zrobiłeś wszystko co można. 

Starasz się być blisko... Cieszysz się okruszkami uwagi jakimi jż Ciebie obdarza...
Zapomniałeś, albo nie znałeś zabawy w "gonienie króliczka". Wtedy, półtora roku temu, trzeba "zacząć uciekać" od niej, żyć swoim życiem, nie robić jazd, pokazać, że Ci na niej zależy, ale bez przegięć i najprawdopodobniej, przestraszona sytuacją zaczęła by Ciebie "gonić" i zbliżać się do Ciebie. Taki sens jest w metodzie 34 kroków. Na jakimś katolickim portalu reklamują ją jako metodę naprawienia związku. O tym samym mniej więcej pisała Kobieta65. Teraz na to jednak jest już za późno. Pęknięcie Waszego małżeństwa jest zbyt głębokie.

przemo_86 napisał/a:

Jestesmy po 2 sesjach z psychologiem i coz... na pytanie o miejsce w ktorym zaczelo sie psuc odpowiedziala ze juz na poczatku. bez wnikania w szczegoly wypomniala rzeczy ktore wydarzyly sie  8-9 lat temu a ktore powtarzalem co jakis czas. nie chodzi tu o cos ogromnego(w moim mniemaniu) a tylko lub az o moje niewystarczajace" postawienie sie rodzinie. Boli mnie ze nasze malzenstwo przetrwalo to jeszcze kilka lat a teraz okazuje sie ze jednak nie.
Moze ona tylko tak usprawiedliwia swoje postepowanie zeby bylo ze to ja jestem winien?
WIem ze spieprzylem wiele razy ale do jasnej cholery.... to ze np. mi bylo malo seksu nie popchnelo mnie do zdrady.

Oj, ona naprędce wymyśliła coś na odczepnego, a Ty to łyknąłeś. Równie dobrze mogła powiedzieć, że jak przedstawiała Ciebie swoim rodzicom po raz pierwszy, to wtedy pokazałeś co o nich myślisz, bo puściłeś bąka...
Siedem lat myślała co zrobić z sytuacją niedostatecznego wsparcia jej przed Twoja rodziną? A zamiast przedyskutować sytuację, albo Ci ją wykrzyczeć, poszła w bliskie znajomości z obcymi facetami. Chyba ta terapia z psychologiem idzie w złym kierunku.

przemo_86 napisał/a:

Odnosze wrazenie ze kobiety maja bardzo podla ceche.... zapamietywania oraz rozpamietywania starych przewinien. Moj kolega ladnie to opisal kiedys... ze kobiety jesli juz schowaja przeszlosc do pudelka to lubia tam zagladac i rozwlekac stare bolaczki, faceci natomiast chowaja wszystko co zle i juz do pudelka nie zagladaja. Zgodzicie sie ze mna?

Generalizujesz... Kobiety są rożne. Znam, nawet z tego forum, kobiety które wiele przeszły i nie rozpamiętują. Po prostu zaczęły inne, nowe życie, mało tego, z tym samym partnerem, a stare przewinienia pozostawiły za sobą. Pamiętają, ale wybaczyły i nie wywlekają ich przy każdej nadarzającej się sposobności.

przemo_86 napisał/a:

Ktos spytal jak sie czuje? chmm..... czasem rozmowa z zona wlewa nadzieje w moje serce a czasem rozgniata jes na miazge. Mam tak ogromna hustawke nastroju ze sam boje sie ze bede mial przez to klopoty np w pracy.

Cały Twój problem jest w tym, że nie chcesz dopuścić do siebie, do swojej świadomości, że ona już Ciebie nie kocha. Natomiast Ty próbujesz kochać za dwie osoby. To jeszcze nikomu na dobre nie wyszło. Co najwyżej, za jakiś czas napiszesz esej w wątku "Kobiet kochających za bardzo"
Niestety, ludzie się w sobie zakochują, chcą być ze sobą, a potem przychodzi taki czas, że się odkochują i chęć bycia razem zamienia się w chęć rozstania. Nie ma szans na przymuszenie do ponownego zakochania. Trzeba się pogodzić z tym, że nadszedł czas rozstania. Wbrew pozorom, to nie jest najgorsze, bo pozwala na, oczywiście po przejściu całego procesu żałoby po związku, na poznanie kogoś, dla kogo będzie się priorytetem, a nie opcją. A do czasu zrozumienia tego, będą huśtawki nastroju...

przemo_86 napisał/a:

Dzieci? tu sie dogadujemy tzn... nie macie pelnego obrazu.... z zona pisze i widuje sie prawie codziennie, wymieniamy sie opieka nad dziecmi, czasem sie spotykamy, robimy razem zakupy. Czasami zostaje na noc np obejrzec film... moznaby powiedziec ze jestesmy przyjaciolmi. Obecnie nasze malzenstwo jest w zawieszeniu.
Z  tamtym zona utrzymuje tez kolezenskie kontakty. nie widuje sie z nim jakos super czesto bo dzieci, bo praca itd...
W skrocie: sa spotkania z psychologiem, ja ja namawiam i przekonuje ze wartoby powalczyc jeszcze, ona... ciezko powiedziec niby jest na nie ale widze ze tez chce byc blisko mnie, jako przyjaciele oczywiscie.

Jak napisała I_see_beyond dopóki tamten plącze się po życiu Twojej jż, to nie ma sensu zawracanie głowy psychologowi. To po prostu nie ma szans się udać i nikomu się nie udało. Nie łódź się, nie będziesz pierwszy. Lepiej zmienić to w terapię indywidualną z celem podniesienie własnego ego, bo właśnie to jest najbardziej Tobie teraz potrzebne. Przynajmniej kasa wydana rozsądnie.

przemo_86 napisał/a:

Zastanawia mnie jak to jest ze tak bardzo chcialaby zebysmy zostali przyjaciolmi jakby co... kurcze no nie wyobrazam sobie zeby oczekiwac od drugiej strony przyjazni w podonej sytuacji.

W sytuacji, kiedy Twoja jż nie jest pewna intencji fagasa, jej "przyjaźń" to nic innego jak szykowanie sobie tylko miękkiego lądowiska u Ciebie, gdyby tam  nie wyszło. Potem to lądowisko wykorzysta jako pas startowy do nowej znajomości. Pisałem o tym półtora roku temu. Pisałem też, że teraz nieważne jest co ona mówi. Będzie mówić dużo rożnych słów, ale nie ma co w nie wierzyć, jakie by nie były. W to co robi można wierzyć tylko w połowie. Prawdziwe jej intencje zobaczysz jak z fagasem jej wyjdzie. I na pewno nie będzie to miłe dla Ciebie. To będzie taka trudna przyjaźń...

przemo_86 napisał/a:

Moja teoria jest taka... gdyby nie fagas to znacznie latwiej byloby dotrzec do jej glowy (znow rozowe okulary), ja znow kusi cos nowego, ktos inny, ktos kto w jej mniemaniu wiele by poswiecil. Gdyby nie on, ja mialbym szanse jej pokazac z pomoca (wreszcie) psychologa ogarnelibysmy nasz zwiazek.

No cóż, teoria słuszna i wielu próbowało udowodnić jej prawdziwość. Niestety nikomu się nie udało tego dokonać w pojedynkę. Ale to Twoje życie... próbuj...

"Ludzi można z grubsza podzielić na dwie kategorie: miłośników kotów i osoby poszkodowane przez los." 
Oscar Wilde
gg: 12848803

49 Ostatnio edytowany przez Excop (2016-11-01 12:13:14)

Odp: moja zona zakochala sie w innym

Odejście emocjonalne, to koniec dotychczasowego związku.
Zaklinanie rzeczywistości nic nie da.
Jedyne, co łączy byłych partnerów w tej sytuacji, to dzieci.
Moim zdaniem, Przemo, powinieneś uznać własną walkę o uratowanie małżeństwa za stracony czas.
Ona, jeszcze Twoja żona nie może kochać obu.
Wobec Ciebie odzywają się u niej skrupuły wynikające z pamięci o kilku latach wspólnego życia i troska o dzieci.
W tamtym jest zakochana. I nic tego nie zmieni, choćbyś znalazł przeciwko niemu "twarde dowody" na to, czy tamto.
Myśli, czy jej zachowanie jest li tylko wyrachowaniem i kalkulacją, powinieneś odłożyć na bok.
Bo takim zapewne ono jest. Poczytaj Piotra74. Lektura może zajmie trochę czasu, ale warto uczyć się na cudzych błędach, przed popełnieniem kolejnych własnych.

facet po przejściach

50

Odp: moja zona zakochala sie w innym
Piotr74 napisał/a:


nie uwazasz, ze uczciwiej by bylo z jej strony najpierw zakonczyc malzenstwo a potem dopiero szukac sobie kolejnego obiektu westchnien.

Nie, nie uważam tak. Pamiętasz? - jako krzywdę podałeś złamanie przysięgi i doprowadzenie w związku z tym do utraty zaufania. Czy zakończenie związku nie jest złamaniem przysięgi "że Cię nie opuszczę aż do śmierci"? Otóż jest. I to jest zarówno w przypadku rozwodu dokonanego w celu szukania nowego obiektu westchnień jak i dokonanego z powodu zaistniałej zdrady. (Nie ślubuje się przecież trwania w związku do momentu złamania przysięgi). Jeśli krzywdą jest złamanie przysięgi to będzie nią w przypadku niedotrzymania jakiejkolwiek obietnicy złożonej pod przysięgą. Gdyby ktoś przysięgał, że dotrzyma wierności i będzie po każdym obiedzie zmywał naczynia, to na zdrowy rozum wyrządzi krzywdę spowodowania utraty zaufania zarówno jeśli jednorazowo skoczy w bok, jak również gdy raz nie zmyje naczyń po obiedzie. Czy byłoby uczciwsze zrezygnowanie ze wspólnych obiadów i stołowanie się na przykład u przyjaciół, by móc uniknąć zmywania podczas gdy partner gotuje w domu?
Jednak to prawda, że ludzie różną miarę przykładają do różnych "rzeczy", wartości itp. I rzeczywiście jeśli dla kogoś najważniejszy w związku jest seks, będzie kładł nacisk na aspekt wierności i w przypadku niedotrzymania tejże uzna się za pokrzywdzonego, chociaż wcześniej może zbagatelizować niedotrzymanie przysięgi w kwestii np. miłości lub uczciwości małżeńskiej. Być może upraszczam pisząc, że dla kogoś najważniejszy jest seks. Być może wcale tak nie jest a jest to tylko kwestia kulturowego napiętnowania (zwróćmy uwagę, ze tylko w przypadku zdrady funkcjonuje w opinii ludzi pejoratywne określenie "rogacza", każde inne niedotrzymanie obietnicy traktowane jest jako coś, co się zdarza i może się przytrafić każdemu. "Tak bywa". O małżonku, który przestał kochać nie mówi się, ze jest krzywoprzysiężcą, że złamał ślub). Istnienie pojęcia "rogacza" jest dość mocną przesłanką na to, że kultura/religia ma bardzo duży wpływ na nasze postrzeganie związku... i zapewne nie tylko związku.

51 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2016-11-03 11:21:23)

Odp: moja zona zakochala sie w innym
starr napisał/a:
przemo_86 napisał/a:

Dzieki za dobre zyczenia:)

Skoro to Ciebie kręci,  to do zobaczenia za jakiś rok, półtora...

Jasnowidz jakiś, czy "cóś"? big_smile
Wróż Maciej powinien się mieć na baczności wink


Przemo, wszyscy tutaj mają dobre intencje, chcą Tobie pokazać powtarzające się schematy, abyś spojrzał na swoją sytuację z punktu widzenia osób, które były wcześniej w Twojej sytuacji i już zakończyły "walkę", wyciągnęły wnioski.
Wielka szkoda, że nie chcesz uczyć się na cudzych błędach, wykorzystywać doświadczenia innych sad


Dżdżownick
(Prawie) Każdy człowiek ma przynajmniej dwa światy wewnętrzne. Jeden to świat myśli, intelektualny, racjonalny, drugi to świat emocji i uczuć.
Czytając Twoje posty mam wrażenie, że marginalizujesz ten drugi świat, nie chcesz go zauważyć, pomijasz. Trudno o wspólną płaszczyznę porozumienia między osobami, które doznały krzywdę w postaci bólu psychicznego na sobie samym oraz osobami, które tej krzywdy "nie czują".
To prawda, że skutki zdarzenia w większym stopniu zależą od znaczenia, jakie się temu zdarzeniu przypisuje niż od jego "obiektywnych", zintelektualizowanych cech, ale cierpienie psychiczne jest prawdziwe, nawet wtedy, gdy ktoś, kto go nie odczuwa - nie uznaje go.

52

Odp: moja zona zakochala sie w innym
dżdżownick napisał/a:
Piotr74 napisał/a:


nie uwazasz, ze uczciwiej by bylo z jej strony najpierw zakonczyc malzenstwo a potem dopiero szukac sobie kolejnego obiektu westchnien.

Nie, nie uważam tak. Pamiętasz? - jako krzywdę podałeś złamanie przysięgi i doprowadzenie w związku z tym do utraty zaufania. Czy zakończenie związku nie jest złamaniem przysięgi "że Cię nie opuszczę aż do śmierci"? Otóż jest. I to jest zarówno w przypadku rozwodu dokonanego w celu szukania nowego obiektu westchnień jak i dokonanego z powodu zaistniałej zdrady. (Nie ślubuje się przecież trwania w związku do momentu złamania przysięgi). Jeśli krzywdą jest złamanie przysięgi to będzie nią w przypadku niedotrzymania jakiejkolwiek obietnicy złożonej pod przysięgą. Gdyby ktoś przysięgał, że dotrzyma wierności i będzie po każdym obiedzie zmywał naczynia, to na zdrowy rozum wyrządzi krzywdę spowodowania utraty zaufania zarówno jeśli jednorazowo skoczy w bok, jak również gdy raz nie zmyje naczyń po obiedzie. Czy byłoby uczciwsze zrezygnowanie ze wspólnych obiadów i stołowanie się na przykład u przyjaciół, by móc uniknąć zmywania podczas gdy partner gotuje w domu?
Jednak to prawda, że ludzie różną miarę przykładają do różnych "rzeczy", wartości itp. I rzeczywiście jeśli dla kogoś najważniejszy w związku jest seks, będzie kładł nacisk na aspekt wierności i w przypadku niedotrzymania tejże uzna się za pokrzywdzonego, chociaż wcześniej może zbagatelizować niedotrzymanie przysięgi w kwestii np. miłości lub uczciwości małżeńskiej. Być może upraszczam pisząc, że dla kogoś najważniejszy jest seks. Być może wcale tak nie jest a jest to tylko kwestia kulturowego napiętnowania (zwróćmy uwagę, ze tylko w przypadku zdrady funkcjonuje w opinii ludzi pejoratywne określenie "rogacza", każde inne niedotrzymanie obietnicy traktowane jest jako coś, co się zdarza i może się przytrafić każdemu. "Tak bywa". O małżonku, który przestał kochać nie mówi się, ze jest krzywoprzysiężcą, że złamał ślub). Istnienie pojęcia "rogacza" jest dość mocną przesłanką na to, że kultura/religia ma bardzo duży wpływ na nasze postrzeganie związku... i zapewne nie tylko związku.

gdyby wiecej osob mialo takie podejscie, zycie byloby prostsze a ludzie szczesliwsi.

53

Odp: moja zona zakochala sie w innym
dżdżownick napisał/a:
Piotr74 napisał/a:


nie uwazasz, ze uczciwiej by bylo z jej strony najpierw zakonczyc malzenstwo a potem dopiero szukac sobie kolejnego obiektu westchnien.

Nie, nie uważam tak. Pamiętasz? - jako krzywdę podałeś złamanie przysięgi i doprowadzenie w związku z tym do utraty zaufania. Czy zakończenie związku nie jest złamaniem przysięgi "że Cię nie opuszczę aż do śmierci"? Otóż jest. I to jest zarówno w przypadku rozwodu dokonanego w celu szukania nowego obiektu westchnień jak i dokonanego z powodu zaistniałej zdrady. (Nie ślubuje się przecież trwania w związku do momentu złamania przysięgi). Jeśli krzywdą jest złamanie przysięgi to będzie nią w przypadku niedotrzymania jakiejkolwiek obietnicy złożonej pod przysięgą. Gdyby ktoś przysięgał, że dotrzyma wierności i będzie po każdym obiedzie zmywał naczynia, to na zdrowy rozum wyrządzi krzywdę spowodowania utraty zaufania zarówno jeśli jednorazowo skoczy w bok, jak również gdy raz nie zmyje naczyń po obiedzie. Czy byłoby uczciwsze zrezygnowanie ze wspólnych obiadów i stołowanie się na przykład u przyjaciół, by móc uniknąć zmywania podczas gdy partner gotuje w domu?
Jednak to prawda, że ludzie różną miarę przykładają do różnych "rzeczy", wartości itp. I rzeczywiście jeśli dla kogoś najważniejszy w związku jest seks, będzie kładł nacisk na aspekt wierności i w przypadku niedotrzymania tejże uzna się za pokrzywdzonego, chociaż wcześniej może zbagatelizować niedotrzymanie przysięgi w kwestii np. miłości lub uczciwości małżeńskiej. Być może upraszczam pisząc, że dla kogoś najważniejszy jest seks. Być może wcale tak nie jest a jest to tylko kwestia kulturowego napiętnowania (zwróćmy uwagę, ze tylko w przypadku zdrady funkcjonuje w opinii ludzi pejoratywne określenie "rogacza", każde inne niedotrzymanie obietnicy traktowane jest jako coś, co się zdarza i może się przytrafić każdemu. "Tak bywa". O małżonku, który przestał kochać nie mówi się, ze jest krzywoprzysiężcą, że złamał ślub). Istnienie pojęcia "rogacza" jest dość mocną przesłanką na to, że kultura/religia ma bardzo duży wpływ na nasze postrzeganie związku... i zapewne nie tylko związku.

No, rozwód jest złamaniem przysięgi "i nie opuszczę Cię aż do śmierci",
zdrada jest złamaniem przysięgi "ślubuję Ci wierność i uczciwość małżeńską".
Pod tym względem, zarówno rozwód jak i zdrada są takim samym złamaniem przysięgi malżeńskiej.

Chyba, że ktoś nie składał takiej przysięgi, bo miał tylko ślub cywilny....

Poza tym, nawet Kościół zaczyna podchodzić do kwestii ślubu kościelnego nieco luzniej.
Przed Franciszkiem istniały procedury akceptacji nowego związku, a za Franciszka dodano jeszcze kilka dodatkowych... konieczność wychowywania wspólnych dzieci, osoby które walczyły o związek a potem długi czas były same i czekały na powrot małżonka.

Jedynie złamanie "wierności i uczciwości małżeńskiej" jeszcze jest nieakceptowane, ale...
świat się zmienia.

54

Odp: moja zona zakochala sie w innym
Przyszłość napisał/a:

(Prawie) Każdy człowiek ma przynajmniej dwa światy wewnętrzne. Jeden to świat myśli, intelektualny, racjonalny, drugi to świat emocji i uczuć.
Czytając Twoje posty mam wrażenie, że marginalizujesz ten drugi świat, nie chcesz go zauważyć, pomijasz. Trudno o wspólną płaszczyznę porozumienia między osobami, które doznały krzywdę w postaci bólu psychicznego na sobie samym oraz osobami, które tej krzywdy "nie czują".
To prawda, że skutki zdarzenia w większym stopniu zależą od znaczenia, jakie się temu zdarzeniu przypisuje niż od jego "obiektywnych", zintelektualizowanych cech, ale cierpienie psychiczne jest prawdziwe, nawet wtedy, gdy ktoś, kto go nie odczuwa - nie uznaje go.

Przyszłości - to nieprawda, że nie zauważam emocji i uczuć i że chcę je marginalizować. Ja tylko próbuję osłabić ich skutki prowadzące do cierpienia. Jeśli można to zrobić poprzez racjonalne argumenty, to dlaczego tego nie spróbować? Jeśli żywimy wobec kogoś negatywne uczucia opierające się na pewnych przyjętych schematach i uprzedzeniach to lepiej jest pielęgnować to uczucie, czy może warto racjonalnie podejść do źródła niechęci? Jeśli odczuwamy lęk na widok pewnych zjawisk w Naturze to czy nie jest dobrze poznać i wyjaśnić zjawisko i opanować lęk?
Tutaj, w tej dyskusji, jak i w wielu innych, do głosu dochodzi "racjonalizm". Nie tylko w moim wydaniu. Przecież zarzut wobec zdradzającej osoby jest całkowicie racjonalny i zrozumiały - niedotrzymanie umowy i związana z tym utrata zaufania. Twoja reakcja pozwala przypuszczać, że jednak nie o umowę chodzi, nie o jej złamanie a utrata zaufania nie opiera się na tym niedotrzymaniu. Bo być może nie utraciłabyś zaufania do osoby, która po złożonej Ci przysiędze, że będzie zmywać naczynia po posiłkach, raz nie umyje naczyń zwalając to na Ciebie lub nawet jeśli całkowicie przestanie myć. Możliwe, że utrata zaufania opiera się na czymś innym, zgoła nieracjonalnym, a mianowicie na chęci posiadania drugiego człowieka i poczuciu, że się on wymyka, jeśli szuka wrażeń poza związkiem. Jeśli jego potrzeba szczęścia nie wyczerpuje się w związku. Z reguły zarzuty wobec zdradzających osób ograniczają się do tych racjonalnych i tą racjonalną sferą tłumaczy się też ból i smutek. Gdybyśmy jednak rzetelnie przyjrzeli się emocjonalnym podstawom tych cierpień, znajdziemy może niezbyt ładne źródła tych uczuć. Próżność? Zaborczość? A może znajdziemy dobre źródła? Gdybyś miała zastanowić się, dlaczego chcesz, by Twój mąż/partner odczuwał szczęście wyłącznie z Tobą, co mogłabyś znaleźć? Dlaczego ma nam zależeć na tym, by ograniczać partnerom możliwości odczuwania szczęścia? Argumenty racjonalne nie wydają Ci się tu stosowne, więc może... spróbujmy na to spojrzeć po Twojemu. Przedstawisz aspekt emocjonalny?

Adiaphoro - to chyba nie jest takie proste. Czasami ułatwienia okazują się... problemem, utrudnieniem. Dwoje ludzi potrafi sobie znaleźć problemy. Chociaż, o dziwo, przyjaźń zdaje się być na to odporna...

Secondo - To dobre uściślenia. I ciekawe kwestie dotyczące Kościoła. Nie znam dość dobrze tego tematu w aspekcie prawa kościelnego. Wydaje mi się, że Kościół "akceptuje" zdradę, jeśli można to tak nazwać. W tym sensie, że zdrada nie jest podstawą do rozwodu. Uznaje ją za grzech... ale człowieka uznaje za istotę grzeszną...

55 Ostatnio edytowany przez Przyszłość (2016-11-04 12:11:14)

Odp: moja zona zakochala sie w innym
dżdżownick napisał/a:

Przyszłości - to nieprawda, że nie zauważam emocji i uczuć i że chcę je marginalizować. Ja tylko próbuję osłabić ich skutki prowadzące do cierpienia. Jeśli można to zrobić poprzez racjonalne argumenty, to dlaczego tego nie spróbować? Jeśli żywimy wobec kogoś negatywne uczucia opierające się na pewnych przyjętych schematach i uprzedzeniach to lepiej jest pielęgnować to uczucie, czy może warto racjonalnie podejść do źródła niechęci? Jeśli odczuwamy lęk na widok pewnych zjawisk w Naturze to czy nie jest dobrze poznać i wyjaśnić zjawisko i opanować lęk?

Dżdżownick
Już na początku naszej ery stoicy zwrócili uwagę na to, że to nie stricte zdarzenia powodują, że ludzie się smucą, weselą, boją, rozpaczają, ale interpretacja przez nich tych zdarzeń. Niewiele się od tamtego czasu zmieniło. Należałoby się jednak zastanowić, czy można/należy/trzeba osłabiać skutki cierpienia osoby, która już cierpi(ała), twierdzeniem, że jej cierpienie jest racjonalnie nieuzasadnione, wynikające z jej próżności lub zaborczości.
Emocje są INDYWIDUALNĄ odpowiedzią na zdarzenia, bo są sygnałem naszych potrzeb. To, co nam emocje pomagają uzmysłowić sobie to nasze potrzeby a w konsekwencji oczekiwania, pragnienia, marzenia. Zatem jaki jest sens uświadamianie komuś, że jego marzenia są beee, oczekiwania nieracjonalne a pragnienia do luftu? Bo na końcu do tego sprowadzają się takie analizy, interpretacje czy przypuszczenia.

dżdżownick napisał/a:

Gdybyś miała zastanowić się, dlaczego chcesz, by Twój mąż/partner odczuwał szczęście wyłącznie z Tobą, co mogłabyś znaleźć? Dlaczego ma nam zależeć na tym, by ograniczać partnerom możliwości odczuwania szczęścia? Argumenty racjonalne nie wydają Ci się tu stosowne, więc może... spróbujmy na to spojrzeć po Twojemu. Przedstawisz aspekt emocjonalny?

W mojej ocenie to jest źle postawione pytanie, bo zawiera tezę, że "chcę ograniczyć swojemu partnerowi odczuwanie szczęścia wyłącznie ze mną". A ja tylko nie chcę żeby on odczuwał szczęście moim kosztem, więc jeśli jego szczęście równa się mojemu nieszczęściu/cierpieniu to zwyczajnie jest nam nie po drodze, bo nasze potrzeby wzajemnie się wykluczają. Dla mnie na tym polega dojrzały związek, że obie strony dają sobie to, co dla drugiej jest oczekiwane, ważne i cenne. To wcale nie musi być to samo i w ogóle nie musi być symetrycznie. Ale z pewnością nie mam zamiaru poświęcać swoich pragnień i oczekiwań, aby uszczęśliwiać mojego partnera, bo nie jestem cierpiętnicą, nie chcę rezygnować z siebie. Taka już po prostu jestem i nie odczuwam potrzeby zmiany siebie, aby podporządkować się pod cudze oczekiwania. Nie czuję potrzeby obniżania swoich kryteriów wobec partnera. Dla Ciebie może być to próżność i zaborczość a dla mnie jest to dbaniem o siebie, o swoje potrzeby, o swoje szczęście.
Rozumiesz to, Dżdżownik? Mój wybór nie jest może racjonalny w Twoich kategoriach, ale jest wewnętrznie uczciwy w moim odczuciu.

Ludzie różnią się od siebie, mają inne światopoglądy, różne potrzeby i oczekiwania. Po prostu pięknie się różnijmy i nie próbujmy innych przekonywać do swojego widzenia świata; przekonywać, że potrzeby i oczekiwania inne od moich są nieodpowiednie lub nieadekwatne. Na życiowego partnera wybiera się osobę, która w kwestiach podstawowych, dotyczących światopoglądu, celów i środków do ich realizacji kieruje się podobnymi przesłankami, ale czasami okazuje się, że nie jest tak do końca albo w ogóle. Wtedy weryfikujemy je i decydujemy czy dalej nam razem po drodze czy nie.
Pozdrawiam smile

Posty [ 1 do 55 z 141 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » moja zona zakochala sie w innym

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018