netkobietyWszystkie działy
Moja niesamowita historia

Miłość z Internetu

151 odpowiedzi35 982 wyświetleniazałożony przez youngwind, 05.11.2009

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Miłość z Internetu

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 152 ]

1 Ostatnio edytowany przez youngwind (2009-11-05 03:23:52)

Temat: Miłość z Internetu

Dobrze, czas zatem na moją historię. Jest bardzo, bardzo długa. Zazwyczaj nie obnosiłam się z nią na forum publicznym; opisałam ją tylko raz, na portalu photoblog.pl i tam też została zakopana i zapomniana. Jako że postanowiłam udzielać się tutaj jako doradczyni, warto, byście znali również i moje przeżycia i to, jakie na ich podstawie wybudowałam sobie życie. Historia ta jest dla mnie bolesna i radosna jednocześnie; budzi smutek i radość, ból i ulgę. Sami oceńcie. Na razie to tylko część opowieści. Jeżeli będziecie ciekawi, zamieszczę resztę. Nie chcę nikogo niepotrzebnie zanudzać.

Rok 2005. Jestem 16-letnią, dość głupiutką jeszcze, dziewczyną mieszkającą w Kartuzach, 35 km od Gdańska. Sąsiadka i jednocześnie najbliższa przyjaciółka, zaproponowała mi dołączenie się do wówczas bardzo znanej grupy ludzi szukających drugiej połowy w Internecie- fotka.pl. Miałam wtedy chłopaka; byłam z nim 1,5 roku (no, z drobnymi przerwami; jako dwa silne i nerwowe charaktery mieliśmy ciężkie przejścia- powroty i rozstania etc.). Jako że drugą połowę już wtedy miałam, w dziale "wymarzony parter" w tablicach strony, wpisałam, zgodnie z prawdą, imię swojego partnera. Mijały miesiące; poznałam mnóstwo ciekawych osób i mogę stwierdzić śmiało, że wyśmienicie bawiłam się na tym portalu (wtenczas jeszcze prezentował jako taki poziom...). W pewnym momencie, w lutym roku 2006, tuż po moich 17 urodzinach, zaczął poważnie psuć się mój związek z poprzednim chłopakiem. Tym razem nasze relacje zaczęły przybierać naprawdę nieciekawego kształtu; zaczęły się kłótnie (czasami o byle co- tak dla tradycji, choć głupio to brzmi), wyzwiska, podnoszenie głosu. Nie kłóciliśmy się o sam portal- mój ex nie wykazywał zazdrości, należał bowiem bardziej do tych pewnych siebie przystojniaków, mających siebie samych za pępek świata, z przekonaniem ?jak nie ta, to następna?. Byłam załamana, całymi dniami po powrocie ze szkoły płakałam w poduszkę. Moja mama powtarzała mi, że to nie facet dla mnie; wyrażała obawy, że nie sprawdzi się jako partner na dłuższą metę, że z każdym kolejnym dniem, tygodniem, będę poznawała coraz szerszą gamę jego wad (a znałam ich już wiele, zważywszy na moje tendencje do ciągłego zrywania z nim. Dodatkowo był to chłopak z diablo bogatej rodziny, co jeszcze bardziej pompowało jego ego i poczucie bycia kimś ważnym). Nie rozstaliśmy się, aczkolwiek nasz kontakt bezpośredni się urwał. Rzadziej przychodził, a jeśli już łaskawie zechciał się zjawić, kładł się na moją sofę i po prostu zasypiał (cholera wie czemu tak młody chłopak był wiecznie zmęczony...). Notabene, zawsze go idealizowałam, podejrzewam, że ?leciałam? po prostu na jego wysportowane ciało i zielone oczyska; moja młodość i wówczas niedojrzałość, sporo tłumaczą. Pewnego dnia, siedząc sama w domu, włączyłam komputer i weszłam na wspomnianą wcześniej Fotkę. Grzebiąc przez dłuższą chwilę, spostrzegłam na miniaturce zdjęcia mężczyznę. Starszego (niecałe 30 lat, przypominam, że ja miałam 17), długowłosego, o ciekawych rysach twarzy. Był z Bydgoszczy. Zainteresował mnie. I nie, nie działało to na zasadzie ?ale fajny koleś- chyba go zarwę z rozpaczy?. Wzbudził we mnie jakieś ciepłe uczucia. Weszłam na jego profil, przeczytałam opis i coś mnie wzruszyło. Mężczyzna nieprzeciętnie wrażliwy, inteligentny (wiem, ciężko to sobie wyobrazić na podstawie zdjęcia i krótkiej noty, ale nie raz z tych dwóch rzeczy można wysunąć całkiem sporo wniosków i to trafnych), dodatkowo z zamiłowaniem do... Trzech Muszkieterów. Jako dzieciak oglądałam film z tatą i od razu skojarzyło mi się, że ten facet musi być moją bratnią duszą. Taki mały pierdół, a wywoływał tyle ciepłych i ciekawych uczuć, że japa mi się cieszyła. Napisałam zatem w komentarzu do niego, że i ja kocham Muszkieterów. Po paru sekundach Długowłosy mi odpisał. Potem komentowaliśmy siebie wzajemnie taśmowo; a tu o zdjęcie, a tu o opis. Było miło i przyjemnie. W pewnym momencie wyszłam z inicjatywą o rozmowę na gg. Wymieniliśmy się numerami i zaczęło się. Codzienne rozmowy, nawet po parę godzin, żartowanie, opowiadanie sobie co ciekawszych historii. Zrodziła się między nami taka wirtualna przyjaźń. Pewnego dnia nawet dostałam telefon od niego; znalazłszy chwilę czasu w pracy, poświęcił mi kilka ładnych minut na pogawędkę. Polubiłam jego głos; ciepły, miękki, delikatny i bardzo męski (jak dla mnie ideał męskiego głosu). Tak się rozpędziliśmy, że zaczęliśmy już chorobliwie żartować (a mamy to samo poczucie humoru). On również miał dziewczynę (niby narzeczoną, choć nie było to oficjalne), rówieśnicę. Często mi o niej opowiadał, najczęściej w samych superlatywach; ja wówczas o swoim chłopaku wypowiadałam się tak samo, coby nie wyjść na zrozpaczoną, nieustabilizowaną emocjonalnie nastolatkę, nie potrafiącą utrzymać się w związku. Żeby za mocno nie uskuteczniać wodolejstwa, przejdę do sedna. Parę tygodni później, gdy zdążyliśmy się dość dobrze poznać (ale tylko wirtualnie), B. (wybaczcie inicjały; szanuję prywatność) wyznał mi, że u niego w związku wcale nie układa się tak dobrze, jak mi to wcześniej wyznawał... Powiedział, decydując się na szczerość, że jest w toksycznym związku; że jego partnerka ogranicza go pod wieloma względami, że czuje się niespełniony życiowo, tłamszony. Przyznał nawet, że mieli wyjechać na Wyspy Brytyjskie w celu zamieszkania tam i znalezienia pracy, ale odwlekało się to w nieskończoność właśnie przez kaprysy jego kobiety (a był to poważny krok do podjęcia). Skoro on wyznał mi prawdę, przyszedł czas na mnie. Opowiedziałam mu o moim chłopaku; o jego agresji wobec mnie, o jego ego, o zamiłowaniach do piwa i wypadów z kolegami (częstych i chyba zbyt częstych) oraz zaniedbywania związku. Wyszło na to, że obydwoje znaleźliśmy przy sobie duchowe ukojenie; rozmawialiśmy godzinami. Zaczęły się długie telefony (przy mojej darmowej taryfie, rozmawialiśmy nie raz od 20:00 do 6:00 rano!) obfite w ciekawe dyskusje. Chodziłam do szkoły po półgodzinnej drzemce, totalnie niewyspana i nieprzygotowana. Wszystkie koleżanki pytały się mnie, czy nie jestem na coś chora, bo wyglądam okropnie. B. wypełniał moje dni. Gdy tylko wracałam ze szkoły, on już czekał na mnie na gg (?jesteś??, ?dla Ciebie zawsze jestem?). Znów rozmowy, pocieszanie się wzajemnie. Minął miesiąc, kiedy pewnego dnia dostałam telefon od niego, ok. północy. Śpiący i bardzo drżący głos wyznał mi ?kocham Cię?. Nogi natychmiast zmiękły mi i pokryły lodowatą pokrzywą dreszczy. Nie wiedziałam, co się ze mną dzieje. ?Przecież obydwoje wiemy, że nie traktujemy się jak przyjaciół, prawda?...?- spytał. Wiedziałam co czuję, ale nie chciałam tego wyznać. Zakochałam się w nim. Niewinnie i całkiem niechcący.

cdn, jeśli chcecie, of course...

2

Odp: Miłość z Internetu

Świetna historia, bardzo ,ale to bardzo podobna do mojej smile Ja również przeżyłam przyjaźń, a później miłość, która swój początek wzięła od portalu internetowego (to nie jest reklama wink ) Fotka.pl. Już nie mogę się doczekać Twojej dalszej opowieści, jak to wszystko się ułożyło.. gdybyś kiedyś chciała porozmawiać na ten temat z kimś o podobnych doświadczeniach napisz, pozdrawiam ciepło smile

3

Odp: Miłość z Internetu

Opowiadaj dalej bo juz się nie moge doczekać jak to sie skończyło smile

4

Odp: Miłość z Internetu

I ja jestem ciekawa, gdyż ja z moim narzeczonym też się poznaliśmy przez internet.

5 Ostatnio edytowany przez Don Pedro (2009-11-05 10:02:05)

Odp: Miłość z Internetu

Ożesz. Tyle tekstu ale jak wciąga smile

EDIT
Ten telefon o północy to jak na razie dla mnie najmocniejszy moment wink

6 Ostatnio edytowany przez youngwind (2009-11-08 02:14:16)

Odp: Miłość z Internetu

Uwaga, druga część smile Będzie dłuższa niż pierwsza wink

...Słowo ?kocham Cię? popłynęło jeszcze w moim kierunku ze słuchawki kilkakrotnie, ale nie odpowiedziałam. ?Daj mi czas?- powiedziałam. Sprawa była poważna i to diablo poważna. Po czasie wszystko zaczęło się gmatwać. W kwietniu 2006, jego ówczesna kobieta splądrowała jego pocztę, gg i wszystko, co pozwalało nam na kontakt, a co zostawiało po tych kontaktach ślady w postaci archiwów (mieli wspólne skrzynki, czego szczerze pisząc, nie rozumiem). Rozpętała się istna wojna. M., ówczesna partnerka B., zadzwoniła do mnie z pretensjami, potem, co gorsze, wykręciła do moich rodziców. Co ciekawe, wykrzyczała im, że B. to cżłowiek niewierzący (a ja z rodziny katolickiej, choć bardziej na pokaz...), nie mający życiowych perspektyw, niedojrzały i nie potrafiący podejmować decyzji (o własnym facecie- TAK!); że zakochałam się w obrazku, nie w mężczyźnie i że to musi się skończyć (coś a la ?niech wasza córka odda mi faceta!?). Godzinę potem zostałam odcięta od Internetu, zabrano mi telefon i ustalono ścisłe godziny wracania do domu ze szkoły etc. Moi rodzice byli zbulwersowani; zbudowali sobie obraz 17- latki w ramionach 30- letniego niedojrzałego antychrysta i wpadli w szał (a który rodzic by nie wpadł, right?). Wypłakiwałam się koleżankom w ramię, że już nigdy z nim nie porozmawiam i że nie spotkamy się, jak o tym marzyliśmy... Jedna z nich, A., zaproponowała mi, bym chodziła do niej po szkole, na 15 minut, i stamtąd komunikowała się z B. Przyjęłam propozycję. Zdecydowałam się jeszcze na poważny krok. Pójdę na kompromis z M. Rzucę tę znajomość i pozwolę być im razem, bez ryzyka wyrzutów sumienia, że zniszczyłam czyiś związek. M. przystała na ugodę, jednak... Uruchomiłam stary telefon, z aktywną jeszcze kartą. B., pamiętając o tym drobnym szczególe, zaatakował mnie z pracy: ?proszę Cię, nie rzucaj mnie! Pomóż mi, wiesz, że ja chcę do Ciebie, chcę być z Tobą!?. Serce zabiło mi jak młotem. Wiedziałam, że chłopak cierpi, a ja, zakochana po uszy i pełna nadziei, nie potrafiłam rzucić słuchawką. Przeczytał naszą rozmowę z M. i dowiedział się o naszej ugodzie. Nie chciał jej zaakceptować. Ciągle mnie zapewniał, że ze mnie nie zrezygnuje; że chce się uwolnić od swojej kobiety (która de facto wymusiła na nim zaręczyny; B. jako dość słaby i delikatny facet, dał się urobić), że pragnie mnie poznać i związać się ze mną. Uległam. 2 maja 2006, całkowicie po kryjomu, spotkaliśmy się w Gdańsku pod Cinema City. Czekał na mnie, w tej samej koszuli, w jakiej zobaczyłam go na zdjęciach, w przyciemnianych okularach i jedną nogą opartą o betonowy filar. Podbiegłam do niego i przytuliłam go. Byliśmy razem. Tu i teraz. Na żywo. Pachniał oszałamiająco i tak, jak to sobie wyobrażałam. Miał ciepłe, duże i miękkie dłonie, które chwile potem pogłaskały mnie po policzkach. Przywitaliśmy się jak kochankowie, którzy spotkali się po wielu latach przymusowej rozłąki. Jak byśmy znali się od zawsze. Uskuteczniliśmy długi spacer barwną ulicą Długą, rozmawialiśmy, dyskutkowaliśmy. Po czasie chwycił mnie za rękę. Spędziliśmy ze sobą 5 długich, a jednocześnie krótkich godzin, które zwieńczył pierwszy pocałunek. Niezdarny, ale nasz, szczery. To była pierwsza zdrada, jego i moja... Wróciliśmy potem do swoich domów i kontynuowaliśmy konspiracje. Okłamywałam (durna) rodziców zapewniając ich, że już o nim zapomniałam. Oddali mi Internet, ufając, że jestem prawdomówna (eh...). Burzliwy romans trwał. Doszło do kolejnego spotkania, równie cudownego. Mój ex nawet nie pytał, czemu ciągle znikam i zawsze o tej samej porze pekaesem do Gdańska. Po paru tygodniach, M. znów się dowiedziała (odezwałam się na gg z ?dziękuję za boski weekend?, kiedy ona akurat siedziała przed komputerem u niego w domu). Rzuciła mu pierścionkiem zaręczynowym w twarz i ostatecznie (niby...) ze sobą zerwali. Powiedziałam prawdę mojemu ówczesnemu chłopakowi i, o dziwo- pomimo swojej niedojrzałości- przyjął to ze spokojem. Rozstaliśmy się, kiedy potem czekałam już tylko na B. Na niego, jedynego. Podjęłam ryzyko. Jakiś czas potem przyszedł czas na ostateczne rozwiązanie. Przyprowadzenie B. do mojego domu w Kartuzach i przedstawienie całej sytuacji rodzicom na żywo. Pojechał ze mną. Stojąc przed drzwiami mojego rodzinnego domu, miałam wrażenie, jak byśmy zaraz mieli zapaść się do piekła. Nogi trzęsły mi się jak galareta, u niego podejrzewam było podobnie. Na szczęście, ku mojemu zdziwieniu, rodzice przegryźli się z moim nowym partnerem. Różnica wieku okazała się nie być problemem. Dodatkowo mój psiak, który zawsze gryzł obcych, jego powitał rozkosznym popiskiwaniem i przewracaniem się kołami do góry wink To przekonało moich rodziców do tego stopnia, że uścisnęli sobie wzajemnie ręce. B. wytłumaczył wszystko; jaka była M., dlaczego postanowił romansować ze mną i jaki ma w tym wszystkim cel. Okazał się być ciepłym, opiekuńczym i sympatycznym facetem. Przez długi, długi czas moi rodzice nie do końca mogli go polubić (różnice w wyznaniu, niekonwencjonalny wygląd, czyli to, co katolickie zgrupowanie uważa za nienormalne i ?szatanistyczne?, jak to ktoś kiedyś napisał); były opory, mijanie się na korytarzach. Z czasem jednak napięcie zelżało i atmosfera w moim domu, za każdym razem, gdy przyjeżdżał już oficjalnie (co weekend z Bydgoszczy, 200 km od Kartuz; poświęcał się nie lada, choć niewiele zarabiał), poprawiła się znacząco. Happy end? Nie do końca. Okazało się, że już -ex partnerka B., nie chce odpuścić. Zaczęła pojawiać się w sieci i opowiadając swoją historię kobiety zdradzonej, przedstawiała mnie w każdym liście, notce, jako małoletnią dziwkę, cyt. ?dziecko o mentalności ulicznicy?.  Jasne, myślę sobie, ma prawo. W końcu jestem winna. W pewnym momencie jednak przegięła i tu pękłam. Obwiniała mnie za wszystko; za młodość, urodę, za uwodzenie cudzych mężczyzn. Oskarżała mnie nawet o kreowanie się na jej wizerunek (że chciałam podszyć się pod nią przez wyrzuty sumienia, jak podejrzewam; urodą nie grzeszyła, więc była to co najmniej głupia wizja), co stało się dla mnie szczytem chamstwa, bezczelności i dziecinności. Generalnie po miesiącu naszego oficjalnego już bycia ze sobą, M. przedstawiła w sieci nasz związek jako toksyczny, zbudowany na kłamstwie, dziecinny i z pewnością nietrwały. Nieznani ludzie ze strony znali dzięki niej mój pseudonim w sieci, zatem wszyscy oglądali moje zdjęcia (jestem fotografem-amatorką), czytali notki etc. (znalazłyśmy się na tym samym portalu). Niektórzy nawet znali moje nazwisko (!). Rozpętała wichurę w Internecie (a ma skłonności do mitomanii i okrutnego wyolbrzymiania, czego przykładem były jej nad wyraz barwne opisy); atakowała mnie z każdej strony, podszywając się nie raz pod innych ludzi. Byłam obśmiewana i atakowana również przez obcych. Dowiedziałam się o sobie rzeczy, których nigdy bym się nie domyśliła (na szybko gotowane kłamstwa, dla wzbudzenia poklasku). Nasze ostre wymiany zdań trwały ok. roku, później sprawa ucichła i tak jest do tej pory. Osad jednak po tych wszystkich wydarzeniach pozostał do dziś i nie sądzę, bym kiedykolwiek do końca i bezpowrotnie się go pozbyła.
Happy end? Na szczęście teraz tak. Rok temu B. oświadczył mi się i naszą miłość przypieczętował piękny, celtycki pierścionek. Do zaręczyn doszło w Irlandii, gdzie teraz mieszkamy, w pięknym domu z widokiem na rzekę ? Jesteśmy ze sobą 3 lata; żadnych poważnych scysji, ostrych kłótni i problemów. Różnica wieku nie stanowi bariery, a dodaje pieprzu ? Kochamy się jak kuchenka i gaz wink, wszędzie razem chodzimy, gramy wspólnie w ukochane gry, robimy zdjęcia profesjonalnym sprzętem (zaraziłam go pstrykaniem). W Zielonej Irlandii odnaleźliśmy spokój i ukojenie. Do dziś pamiętamy o swoich błędach i do dziś je naprawiamy. Ja odzyskałam zaufanie rodziców, B. matki, z którą mieszkał. A propos jego mamy- pokochała mnie jak własną córkę i nigdy nie mogła doczekać się, kiedy przyjadę na wakacje.Nawet sama mi opowiedziała, że nie lubiła M. i nie wróżyła im dwojgu szczęścia na przyszłość. Wiele osób podziwia naszą odwagę, inni nas potępiają za lekkomyślność i dziecinne rozwiązanie sprawy, sposób, w jaki się związaliśmy. Tutaj również zdanie należy do Was.

7

Odp: Miłość z Internetu

piekna historia...zycze Wam szczescia z całego serca...peikna miłość

8

Odp: Miłość z Internetu
kumo napisał/a:

piekna historia...zycze Wam szczescia z całego serca...peikna miłość

Dziękujemy ślicznie!

9

Odp: Miłość z Internetu

I ja dokładam się do życzeń smile Od takich opowieści ciepło robi się na sercu i aż krzyczeć się chce że AMOR VINCIT OMNIA!!! Gratuluję Wam obojgu i podziwiam za siłę i odwagę. Oby tak już było zawsze smile Trzymam mocno kciuki big_smile

10

Odp: Miłość z Internetu

Jestem pod wielkim wrażeniem Twej odwagi.  Z całego serca życzę Wam udanego i pełnego miłości związku. Jak się okazuje, powiedzenie "Po każdej burzy zaświeci nam słońce" tym razem sprawdziło się.
Pozdrawiam.
dobna

11

Odp: Miłość z Internetu

smile) łezka w oku się zakręciła, piękna miłość:]
życzę Wam, abyście przez całe życie byli tak zdeterminowani:)))
każdego dnia szukajcie swojej miłości w sobie:)))

12

Odp: Miłość z Internetu

Dziękuję Wam, bardzo, bardzo serdecznie, w imieniu swoim i Jego smile Ścisk, ścisk :*

13

Odp: Miłość z Internetu

Piękna historia i  miłość jak z bajki, gdzie dobro zawsze zwycięża.
Żyjcie długo i szczęśliwie! Wszystkiego dobrego Kochani!

14

Odp: Miłość z Internetu
Rafik napisał/a:

Piękna historia i  miłość jak z bajki, gdzie dobro zawsze zwycięża.
Żyjcie długo i szczęśliwie! Wszystkiego dobrego Kochani!

Dziękujemy najpiękniej smile

15

Odp: Miłość z Internetu

oto moje podsumowanie: zajebiście opisane. Lekkość pisania=lekkość czytania. Pisz jak najwięcej bo nie dość, że fajnie to jeszcze rzeczowo bez lania wody smile A co do meritum to pięknie to poszło smile Powodzenia i bądźcie razem na maksa. A Kartuzy znam bo często jeżdżę do Sulęczyna. Pewnie wiesz gdzie to? wink

16

Odp: Miłość z Internetu
Don Pedro napisał/a:

oto moje podsumowanie: zajebiście opisane. Lekkość pisania=lekkość czytania. Pisz jak najwięcej bo nie dość, że fajnie to jeszcze rzeczowo bez lania wody smile A co do meritum to pięknie to poszło smile Powodzenia i bądźcie razem na maksa. A Kartuzy znam bo często jeżdżę do Sulęczyna. Pewnie wiesz gdzie to? wink

Dzięki piękne za życzenia! Oczywiście, że wiem, gdzie jest Sulęczyno smile Cieszę się, że znasz moje okolice big_smile Kartuzy śliczne są, co? Małe miasteczko, ale tak urokliwe...

17

Odp: Miłość z Internetu

super to opisałaś.bajkowo sie to czytalo, powinnas napisac ksiazke o tym bo nieraz czytalam takie nudne a tu prosze takie opowiadanie i to z zycia wziete.wykazalas sie chyba wiekszym rozsadkiem jak na swoj wtedy mlody wiek niz tamta M. pokazalas klase a ona nie umiala odejsc z godnoscia i zachowac twarz.Chyba kazda z nas chcialaby sie tak zakochac jak ty smile i szczerze to Ci zazdrosze smile ale w pozytywnym sensie smile zycze wam duzo szczescia i fury dzieci tongue i przede wszystkim zeby wam sie ukladalo tak wspaniale juz zawsze big_smile

18

Odp: Miłość z Internetu
TheBlackMoonLight napisał/a:

super to opisałaś.bajkowo sie to czytalo, powinnas napisac ksiazke o tym bo nieraz czytalam takie nudne a tu prosze takie opowiadanie i to z zycia wziete.wykazalas sie chyba wiekszym rozsadkiem jak na swoj wtedy mlody wiek niz tamta M. pokazalas klase a ona nie umiala odejsc z godnoscia i zachowac twarz.Chyba kazda z nas chcialaby sie tak zakochac jak ty smile i szczerze to Ci zazdrosze smile ale w pozytywnym sensie smile zycze wam duzo szczescia i fury dzieci tongue i przede wszystkim zeby wam sie ukladalo tak wspaniale juz zawsze big_smile

Bardzo, bardzo dziękuję!!! Jest mi niezmiernie miło, że tak właśnie odbierasz tę historię smile A książkę może i pewnego dnia napiszę; byłoby cudownie podzielić się tą historią z wszystkimi kobietami, które nie wierzą, że miłość z Internetu i na odległość, może przetrwać wszystko smile

19

Odp: Miłość z Internetu

ach jak fajnie i lekko się czytało..........w sumie wszystko już zostało powiedziane więc doloże się do życzeń smile

20

Odp: Miłość z Internetu
apoteoza23 napisał/a:

ach jak fajnie i lekko się czytało..........w sumie wszystko już zostało powiedziane więc doloże się do życzeń smile

Dziękuję bardzo i ściskam smile

21

Odp: Miłość z Internetu

dopiero teraz natknęłam się na ta historię... I choć usiadłam przed kompem dosłownie na 2 minuty nie mogłam się oderwać od czytania! Cudowna historia i oby takich jak najwięcej big_smile Masz talent i powinnaś pisać - dużo, często i gęsto smile Życzę Wam aby ta piękna miłość nigdy się nie skończyła!!

22

Odp: Miłość z Internetu

Jesli ta historia jest prawdziwa,to przestaje wierzyc w 'przypadki' wink

23

Odp: Miłość z Internetu

Dopiero dziś przeczytałam Twoją historię Youngwind-czytałam chyba z "otwartą" buzią. Piękna historia, pięknie opisana, która daje nadzieje.................
Wszystkiego dobrego.......

24

Odp: Miłość z Internetu

niesamowite smile cieszę się, że tak Wam się ułożyło! smile i trzymam za Was kciuki!

25 Ostatnio edytowany przez Ansja (2009-12-28 12:59:26)

Odp: Miłość z Internetu

youngwind- czytając tytuł Twojej opowieści, sądziłam że będzie miała zupełnie inną treść... Chyba uprzedziłam się, bo spojrzałam na Ciebie, na Was przez pryzmat mojej historii... Ale powiem szczerze, że jestem miło zaskoczona i tak jak pozostali, czytałam Twoją historię z zapartym tchem.
Don Pedro ma rację, potrafisz pisać w bardzo interesujący sposób. Ani jedno zdanie, czy słowo nie jest zbędne. Nie czuje się przytłoczenia, jakie może wywołać obraz ilości tekstu smile - co w konsekwencji także jest na plus smile
Co do Twojej historii.. Fakt, że uśmiech gościł na mojej twarzy już sporo znaczy smile Cieszy mnie fakt, że te najważniejsze sprawy tak Wam się ułożyły. Ale ja odnajduję coś jeszcze, takie małe przesłanie dla wielu osób, które obawiają się zaryzykować, postawić krok na krętej drodze..
Ja sama dziękuję Ci za to, że mogłam przeczytać tych kilka ważnych słów.
Życzę wszystkiego dobrego, choć odnoszę wrażenie, że nie muszę tego robić smile

26

Odp: Miłość z Internetu

wow! przeczytałam z wielką przyjemnością, piękna historia, życzę dużo szczęścia! Ja też kiedyś przezyłam milość z internetu, ale niestety nie skończyła się tak szczęśliwie jak twoja, ale mimo wszystko mam miłe wspomnienia. Buźka!

27 Ostatnio edytowany przez La Que Sabe (2010-04-07 20:50:54)

Odp: Miłość z Internetu

Youngwind, twoje posty są niesamowicie dojrzałe, chciałam poznać trochę ich właścicielkę, jesteś prawdziwą kobietę, a to co opisałaś to piękna droga do miłości i ... zwycięstwo.

28

Odp: Miłość z Internetu

Piekna historia, wspaniale opisana smile Gratulacje! Troche przypomina historie mojej wlasnej milosci, moze tez powinnam ja gdzies zaprezentowac, choc nie mam talentu literackiego.

29

Odp: Miłość z Internetu

Bardzo wszystkim dziękuję za tak miłe słowa smile...

30

Odp: Miłość z Internetu

Co za histioria!!  Weszlam tylko zerknac i przeczytalam wszystko!!  Az serce pika jak sie to czyta! Piekne ...

Pozdrawiam i wszystkiego dobrego smile

31

Odp: Miłość z Internetu

Yongwind bardzo życzę ci szczęścia i radości z  swoim nie pokornym facetem, wiele wiele miłości dla was oboje.

32

Odp: Miłość z Internetu
różyczka napisał/a:

Yongwind bardzo życzę ci szczęścia i radości z  swoim nie pokornym facetem, wiele wiele miłości dla was oboje.

Dziękuję, Różyczko smile.

33

Odp: Miłość z Internetu

Fajna historia naprawdę pozazdrościć happyendu smile

Już jakiś czas czytam Twoje posty z wielkim zainteresowaniem. Masz wiele do przekazania i co najważniejsze potrafisz pisać tak, że aż chce się czytać. Przeczytałem całość i było warto. Nie myślałaś o pisaniu książek? smile

34

Odp: Miłość z Internetu

Gratuluję Wam obojgu i życzę dużo, dużo szczęścia na nowej drodze życia smile
Rzeczywiście piękna historia, jak widać miłość z internetu się zdarza smile

35

Odp: Miłość z Internetu

Brzmi trochę dla mnie jak bajka...

Nie mówię oczywiście, że fantazjujesz, ale w moim świecie nie byłoby to możliwe smile

36 Ostatnio edytowany przez moreover (2010-04-20 14:19:34)

Odp: Miłość z Internetu

wciągnęlo mnie strasznie, aż się wzruszyłam smile piękna historia życze Wam duuuuuużo szczęścia i miłości smile smile

37

Odp: Miłość z Internetu

pięknie opisana historia - masz talent i również zgadzam się z przedmówczyniami że fajnie byloby przeczytać tak pięknie napisaną książkę;) życzę szczęścia i powodzenia;)

38

Odp: Miłość z Internetu

Ta historia pokazuje jaka Miłosc moze byc piekna,chociaz po wielkich trudach...
Niech wasz zwiazek przpomina wiosłowanie w jednej łódce >w tym samym kierunku> Wielkiej Miłosci..

Zycze Szczescia...wiele radosnych ,i nie zapomnianych chwil....Pozdrawiam Serdecznie..

39

Odp: Miłość z Internetu

Dziewczyny, pięknie dziękuję smile. Ja również życzę Wam wszystkiego dobrego!

40

Odp: Miłość z Internetu

Piękna miłosc i bardzo młodzięca , ja po rozwodzie(30 lat małżeństwa) też poznałam moją druga miłosc przez internet, jest to milosc dojrzała i rozsądna inna od tej pierwszej młodzięczej.Czuje sie młoda i jestem zakochana i szczęśliwa ! Dziewczyny na miłosc nigdy nie jest zapuzno , ja myslałam że życie za mną ! a tu taka niespodzanka !Nigdy nie wolno tracić nadzieji !!!!!!!!!!!

41

Odp: Miłość z Internetu

Z góry powiem, że nie jestem zwolenniczką związków przez internet, kojarzy mi się to z pustym klikaniem i w sumie nierealną znajomością, bez przyszłości. Ty jednak udowodniłaś mi, że taka miłość jest możliwa, pod warunkiem, że znajomość jest uwieńczona spotkaniem. Jesteś niesamowicie odważna, postawiliście wszystko na jedną kartę - nie jedna by się bała - i teraz jesteście szczęśliwi. Gratulacje! Żal mi tylko tej jego byłej dziewczyny, musiała czuć się strasznie, w sumie to nie dziwię jej się, że Cię obwiniała, pewnie Ty zrobiłabyś to samo na jej miejscu [choć nie w tak radykalny sposób, ale nie oszukujmy się, poczułabyś się dotknięta]. Bardzo fajna i przyjemna [mimo wszystko] historia. Jesteś jedną z niewielu osób, której się udało! Oby Wasze szczęście trwało wiecznie.

42

Odp: Miłość z Internetu

Beć
Czasem jest to puste klikanie a czasem takie piekne historie.... smile wszędzie można sie zakochac i być szcześliwym człowiekiem w internecie też... moja internetowa miość po 4 latach zostanie za 26 dni przypieczętowana slubem:)

A.

43

Odp: Miłość z Internetu

Historia jest naprawdę cudna... Aż trudno uwierzyć, że prawdziwa...

Przyznam się, że ja swojego również poznałam przez Internet, nie wstydzę się tego... Jednakże już nie jesteśmy razem i teraz boje się szukania nowej miłości w ten sposób - choć nie wiem czemu...

Wpierw muszę się otrząsnąć po tej pierwszej;)

A autorce historii życzę jak najlepiej i aby zawsze podążała głosem serca z lekką nutką rozumu;)

44

Odp: Miłość z Internetu

Piękna historia ! Trafiłaś naprawdę na prawdziwego faceta , a on mimo iż byłaś młodziutka trafił na mądrą i nad podziw dorosłą kobietę. Życzę szczęścia !

45

Odp: Miłość z Internetu

Piekna historia z przyjemnościa czytałam i z drugiej strony podziwiam.pozdrawiam serdecznie:)

46

Odp: Miłość z Internetu

Kochane Forumowiczki i Forumowicze tym co myślą,że miłość z internetu czy odnalezienie "drugiej Połówki" jest nie możliwe mówię : NIE

mylicie się JA POZNAŁAM I POKOCHAŁAM ZE wzajemnością i chcę się z Wami podzielić ..... warto szukać .... szukajcie znajdziecie wink


pozdrawiam cieplutko Julka

47

Odp: Miłość z Internetu

Powiem szczerze, że ta historia mnie bardzo wzruszyła i bardzo się cieszę, że WAM się udało, tylko pozazdrościć!!!!
Jak ją czytałam, to aż mi dech w piersi zatkało, że tak w życiu wogóle może być, jak to człowiek się nie spodziewa co mu los przyniesie.

Chciałam Ci powiedzieć, że jak na swój wiek, to jesteś bardzo dojrzałą młodą kobietą, która wie czego chce w życiu i dąży do tego, ale nie po trupach, tylko, tak, żeby sobie móc potem spojrzeć w lustro i nie brzydzić sie swoim widokiem.

Oby jak najwięcej było takich historii, które kończą się tak, a nie w inny sposób.

I jeszcze raz życzę WAM wszystkiego najlepszego;)

48

Odp: Miłość z Internetu

nie wierzę w miłośc z internetu ale czyhtając  Wasze historie chyba zmienię zdanie. wyruszam na poszukiwania:)

49

Odp: Miłość z Internetu

oooo smile)) historia cudowna po prostu smile czytałam jednym tchem i nie mogłam sie oderwać smile jesteś bardzo odważna i dzielna i podziwiam Cie bardzo smile)

życzę Ci wszystkiego dobrego smile zasłużyłaś sobie na szczęście smile))

50

Odp: Miłość z Internetu

Gratuluję odwagi! szczęścia i miłości choć pewnie tego Wam nie brak ! smile pozdrawiam cieplutko;)

51

Odp: Miłość z Internetu

Urocza historyjka, w rzeczy samej...
Jest jednak jedno małe "ale"....
Istnieje kilka prawd: cała prawda, półprawda i g...o prawda.
I tak się składa, że to miłe love story jest po części właśnie mixem tych dwóch ostatnich prawd.
Takie jajeczko częściowo nieświeże..
Dla jasności - to, co za chwilę przeczytacie, nie jest chęcią odwetu, wywoływaniem wojny czy epatowaniem prywatnością. Ujmijmy to tak: nie cierpię, gdy ktoś kłamie i jednocześnie kreuje się na moralistkę wygrażającą paluszkiem na hasła typu "zdrada", "nieuczciwość"; nie cierpię postawy "modlę się pod figurą, a diabła mam za skórą".
Dlatego uprzejmie proszę o zapoznanie się z poniższym textem:
Po pierwsze: kiedy poznałaś, panno youngwind, swojego obecnego partnera, był on oficjalnie zaręczony ze swoją ówczesną dziewczyną - w obecności matek obojga. Jedna już tego niestety nie potwierdzi, ponieważ nie żyje. Druga na szczęście ma się dobrze i ów fakt pamięta. Weszłaś zatem w relację dość poważną ze swymi wyznaniami, nieprawdaż? Argumentowanie, że "B to taki słaby i delikatny chłopak, dał się urobić" to po prostu majstersztyk z Twojej strony - rozumiem, że M przystawiła mu pistolet do czoła i zmusiła do oświadczyn?.... no ładne rzeczy, a gdzie wtedy była policja?... i jak to możliwe, że w tym strasznym stanie zaręczyn z niechcianą osobą biedaczek B wytrwał jeszcze kilka miesięcy?.. A tak przy okazji - krytykujesz M, że przedstawiła Twoim rodzicom B w nieciekawym świetle - a co Ty sama tutaj robisz, na tym forum? piszesz o nim jako o egoiście, leniu, bałaganiarzu, opowiadasz o jego uzależnieniu z takimi żenującymi detalami... Widzę, że co najmniej jedna rzecz w Tobie w ogóle się nie zmieniła - mianowicie podejście typu "Kalemu ukraść krowę - źle, Kali ukraść komuś krowę - dobrze"..
Po drugie: człowiek ten był ze swoją dziewczyną prawie 9 lat - zapytaj go proszę, jakim to przymusem trzymała go przy sobie tak długo taka straszna, wymagająca, ograniczająca go kobieta? co sprawiło, że nie rozstał się z nią wcześniej? Każdy zdrowo myślący człowiek, będąc w niemiłych sobie okowach damsko-męskich, po prostu się z nich wyzwala - a tych, co w takim męczącym układzie trwają i trwają nazywamy masochistami, jako że nie wiem, czy wiesz, ale niewolnictwo w Europie to już przeżytek.
Myślę też, że Twój partner świetnie pamięta, jak prawda o Waszym romansie wyszła na jaw - otóż Twój B i jego ex mieli wzajemny dostęp do swoich skrzynek mailowych i gg w jego komputerze - w postaci m.in. zapamiętanych w tymże kompie haseł. A sprawa "rypła się", gdy pewnego dnia na jego mail miały przyjść zdjęcia od ich wspólnej koleżanki, i na swoje nieszczęście - lub z perspektywy lat i zdarzeń - szczęście - była Twojego narzeczonego po prostu sprawdziła, czy już przyszły. A tam czekało już kilka maili od Ciebie z wyznaniami typu "kocham Cię" itp. Zatem teoryjkę spiskową o plądrowaniu skrzynki zechciej sobie wetknąć w pantofelki.
Wybaczcie, ale jeśli chce się uprawiać lewiznę, należałoby w tym celu zorganizować sobie jakąś konspirę, na bogów, a nie kłaść komuś pod nos dowód swojej zdrady!..
Zakochałaś się niewinnie i niechcący... cóż, Twoje biologiczne prawo, jego też. Tak bywa w życiu. Ale mam zasadnicze pytanie: tak surowo oceniasz tutaj na forum zatajanie prawdy, zżymasz się na oszukiwanie partnera/ki - a co innego robił Twój ukochany? kiedy wyszedł na jaw Wasz romans, M postawiła OD RAZU ultimatum: albo ja, albo tamta, wybieraj - B nawet się nie zawahał, od razu przysiągł i obiecywał na wszystko, że to było tylko zauroczenie - słowa "zauroczył mnie obrazek" padły dokładnie z jego ust! -i że chce reanimować związek, że znajomość z Tobą zrywa. Podjęta została wówczas decyzja wspólnego wyjazdu na Wyspy. I przy okazji -  była narzeczona Twojego faceta "ograniczała go życiowo"?.. a jak można ograniczać kogoś, kto pracuje na pół etatu w markecie, odmawia swojej partnerce wspólnego zamieszkania, bo "nie damy rady finansowo", a na nieśmiałe pytania, czyby nie chciał poszukać innej pracy, odpowiada, że nie chce?... według mnie jest to raczej samoograniczanie się, no ale wiadomo, że jak się chce psa uderzyć, to zawsze się kij znajdzie, a poza tym jakoś trzeba ubarwić opowieść, czyż nie?...
Wracając do tematu głównego - zaznaczam: chłopak dostał wybór. Wybrał - werbalnie - swoją ówczesną narzeczoną. I co było dalej?
Może Ty opowiesz?
Może sama ładnie, gładkimi słówkami, opowiesz, jak przez następne tygodnie Twój amant łgał swojej dziewczynie w żywe oczy, że się z Tobą nie spotyka i nie kontaktuje? może opowiesz o tym, jak podczas jej wyjazdów do pracy przyjeżdżał do Ciebie okłamując swoją ówczesną narzeczoną? czy może opowiedział Ci, jakie piękne bajki jej wkręcał o tym, że się świetnie bawił z kolegą, gdy w rzeczywistości spotkał się z Tobą? I co robiłaś Ty sama? tak gardłujesz tutaj o szczerości, o tym, że jeśli w związku coś siada, to trzeba o tym dyskutować, że nie wolno zatajać takich rzeczy, że jeśli coś się sypie, to należy usiąść i szczerze o tym poinformować - a tymczasem radośnie spotykałaś się z B, podniecona tajnością tych spotkań. Dziwisz się, że nazwano Cię osobą niemoralną? a naprawdę  byłaś w tym momencie moralna??? uważam, że dziewczyna, która ma pretensje do bycia "moralną i porządną", w takiej sytuacji mówi jasno do swojego ukochanego "będziemy się spotykać, jak rozwiążesz tamten związek" - i tego się trzyma, choćby nie wiem co, inaczej nie jesteś w takim momencie niczym więcej, jak lewizną, która żeruje na czyjejś relacji. Sama zanurzyłaś się w kłamstwie, współtworzyłaś je... A każda próba dyskusji z B kończyła się nieodmiennie tym samym: jego płaczem i bezradnym "nie wiem, czemu to zrobiłem, nie pytaj mnie, nie umiem wyjaśnić.." - M podejmowała podczas tych kilku tygodni nieustanne próby przedyskutowania tej sytuacji - bezskutecznie, ani razu jej były nie chciał ani się wytłumaczyć, ani powiedzieć wprost "nie chcę z tobą być, odchodzę". Ani razu, ani jednego logicznego wyjaśnienia, tylko zapewnienia, że "z tamtą już skończone". I kłamstwa, cały czas kłamstwa...
Widzisz sama, jak bolesnym punktem w życiu człowieka staje się zawiedzione zaufanie i jak łatwo wówczas o nieufność i zniesmaczający przymus skontrolowania rzekomej prawdy. Naprawdę dziwi Cię i oburza fakt, że okłamywana przez te tygodnie osoba znów zajrzała do skrzynek mailowych i gg, do których zresztą B nie zmienił wówczas nadal haseł?...
Naprawdę dziwisz się komuś, kto kochał i szalał, gdy dowiedział się, że jest oszukiwany z premedytacją? a co Ty czułaś, gdy Twój ukochany kłamał Ci w oczy, że skończył ze swoim uzależnieniem?..
Twoi rodzice zostali poinformowani, że nadal się spotykacie, że okłamujecie ich oboje i tamtę dziewczynę. Spodziewałaś się innej reakcji? a jaka mogła być? narzeczony po wieloletnim związku i płomiennych obietnicach z pełną świadomością kłamie i oszukuje - pokaż mi kochającą kobietę, która nie dostanie szału i to z przytupem o wiele większym... Błąd M polegał na tym, że oszołomiona krzywdą, zbyt wielu osobom opowiedziała o tej sytuacji. Ale mam pytanie do Was tutaj: wyobraźcie sobie, że jesteście ponad 8 lat z człowiekiem, który jest Waszą pierwszą poważną miłością, z którym łączy Was wszystko: zainteresowania, muzyka, literatura, poglądy; z którym przez wiele lat jeździcie wspólnie na koncerty, biwaki, razem studiujecie, pracujecie, mówicie sobie o wszystkim, dyskutujecie godzinami o błahostkach i ważnych rzeczach, słowem, jesteście niemal nierozłączni, wreszcie - zaręczacie się - i nagle ta osoba okłamuje Was tak podle i tak boleśnie, i to po raz wtóry - ile z Was zareagowałoby "oh, trudno, zdarza się" i poszło swoją drogą? kiedy wali się komuś świat, umysł wyłącza racjonalne myślenie i tłucze szybkę z napisem "działania chaotyczne", po czym dzieją się rzeczy nie do przewidzenia.. póki zraniona osoba nie ochłonie. A to może potrwać dość długo... Stracić kogoś w taki sposób to krzywda i ból nie do opisania, tym bardziej, że inkryminowana przez Ciebie M nie zasłużyła sobie niczym na takie traktowanie..
Przypominiam, mogę nawet dużymi literami: FACET MIAŁ WYBÓR!! mógł od razu przyznać się do tego, że wybrał Ciebie na partnerkę i nie byłoby całej tej niesmacznej historii. Ale wybrał kłamstwo i to, co stało się potem, jest jedynie żniwem po tym zasiewie. Jego był wybór - ale konsekwencje usiłujecie z całych sił zrzucić na jego byłą.
Powtórzę: skoro było mu tak źle w tamtym związku, czemu go nie zakończył uczciwie? zechcesz mi na to odpowiedzieć logicznie po tylu latach? i czy po tych wszystkich latach dotarło wreszcie do Ciebie, że jedyną machiną napędową działań tej dziewczyny były rozpacz i gniew, jakie czuła, będąc okłamywaną przez człowieka, który zapewniał ją o swoich uczuciach? Pytam w tym momencie każdą z Was tutaj ponownie, w szczególności dziewczyny piszące w tematach związanych ze zdradą partnera - jak Wy zareagowałybyście na  takie permanentne kłamstwa?
Tak, zgadza się, ten związek w końcowej fazie, jeszcze zanim Ty się pojawiłaś na scenie, zaczął kuleć.  I najpewniej skończyłby się prędzej czy później, chociaż ta durna zakochana baba miała nadzieję na reanimację tej relacji i chciała walczyć o coś, co wyrosło z wielu wspólnych fajnych lat. Ale nic nie usprawiedliwia faceta, który zamiast odejść z honorem z nie pasującegu mu układu, łże jak najęty i jeszcze się zastanawia w rozmowie z kumplami, którą z pań zabrać na Wyspy... bo najchętniej miałby obie.
Zapytaj go - zapewne pamięta rozmowy z Aspem.
"Ciągle Cię zapewniał, że z Ciebie nie zrezygnuje"... deja vu, jako żywo, ponieważ te same słowa kierował do M. I niechby mu było! miał już za pierwszym razem szansę, by nie rezygnować z Ciebie, a z tamtej, ale zdecydował inaczej, a postąpił jeszcze inaczej.
Skoro tak chciał się uwolnić od swojej narzeczonej - czemu tego nie zrobił od razu? dlaczego wybraliście kłamstwo zamiast prawdy, która w rzeczy samej wyzwala? to było takie proste - mogliście być razem o wiele wcześniej i bez całego tego syfu, jaki się potem pojawił.
Ale wybraliście inną drogę, więc czemu się teraz skarżysz, że zabłociłaś skarpetki?..
A co do tych późniejszych przepychanek w necie - tu, moja panno, mijasz się z prawdą o całe kilometry i najgorsze, że doskonale o tym wiesz. Rozumiem Cię w pewnym sensie - ciężko jest żyć ze świadomością, że się komuś wyrządziło krzywdę, więc zrobiłaś wiele, by oczyścić siebie i swojego faceta kosztem osoby, która została oszukana. Przerzucanie na kogoś swoich czynów w takiej skali, jak Ty to czynisz, jest już po prostu nieeleganckie: pozwól, że przypomnę:
to Ty przerobiłaś swoje zdjęcie - kolorystykę włosów - na styl tamtej, to Ty podchwytywałaś liczne powiedzonka, zwroty czy bon moty z textów tamte (i co najzabawniejsze, czynisz to do dziś) , to Ty wreszcie  podszywałaś się pod rozmaite osoby na stronie internetowej tamtej - może mam Ci przypomnieć niejaką "panią fotograf" z fbloga (maile zachowane do dziś) i "andrzeja maciborskiego" z pl.foto? to ostatnie zresztą potwierdzone przez moderatorów?
A może życzysz sobie przypomnienia kilkuset wulgarnych komentarzy, które wraz z jedną taką, co to ją litościwie pomińmy milczeniem, nawypisywałaś a stronie M na deviant.art?... I skoro już jesteśmy przy tym - czemuż to nie pochwaliłaś się szerszemu gronu zabawną opowiastką, jak to usiłowałaś się "zaprzyjaźnić" z jednym ze znajomych M na tymże portalu, pisząc do niego i chwaląc się, że "to właśnie ja jestem tą, która odbiła M narzeczonego"?...
Kwestię wodolejstwa, mitomanii i wyolbrzymiania zostawmy już - to li i jedynie Twoja działka..
Wasz związek, panno Youngwind, powstał na kłamstwie. Na kilku tygodniach paskudnych, wstrętnych kłamstw. Na uczuciach oszukanej, zdradzonej kobiety, która pod wpływem rozpaczy zbyt emocjonalnie podeszła do całej sprawy. Na tchórzostwie Twojego faceta, który nie umiał z honorem zakończyć niemiłej sobie relacji. Spytaj go, czym jego ex zasłużyła sobie na to, żeby ją tak obrzydliwie okłamywać. Bo "była wiecznie zmęczona po pracy"? bo - oh, to straszne! - chciała zamieszkać razem ze swoim (teoretycznym) ukochanym? bo skoro facet przez ileś tam lat plótł o ślubie, to uznała - naiwna kretynka - że on się chce żenić?.. Nie ma ŻADNEGO wytłumaczenia dla tych kłamstw - niezależnie od tego, jak bardzo źle było Twojemu facetowi w tym związku. Skoro, powtarzam, była to dla niego aż taka męczarnia, to czemu nie poszedł w cholerę za pierwszym razem?...
Spójrzcie sobie z B w oczy i odpowiedzcie sami, ile jest prawdy w Twoich słowach, a ile w moich. Myślę, że świetnie sobie zdajecie z tego sprawę, ale nawet wołami ciągani nie chcecie się do tego przyznać. Mnie to zasadniczo pływa swobodnie, to Wy żyjecie na co dzień z przykrą prawdą pod poduszką.  Rzecz przecie nie w licytowaniu się, w werbalnej ekwilibrystyce, lecz w meritum - gdyby Twój facet nie skończył swego poprzedniego związku i nie zaczął nowego kłamstwami, nie byłoby tych miesięcy idiotycznych przepychanek. Wystarczyłaby TYLKO szczerość. Niestety pechowo trafiła ex-narzeczona Twojego B - na faceta, który po wielu wspólnych latach nie uszanował jej powiedzeniem prawdy..
Ocenę tego, co działo się w Twoim związku w minionym czasie i to, jaki wpływ miało zachowanie B z przeszłości na te zdarzenia - pozostawiam Tobie. A dodam jeszcze, że z całej tej historii nieodparcie nasuwa mi się pewien - w sumie raczej nieciekawy dla ciebie - wniosek: jak TY się teraz czujesz, w sytuacji, gdy Twój ukochany okłamywał Cię w żywe oczy?.. wierzysz w każde słowo, w każde zapewnienie? żadna wątpliwość nie zakłóca Ci snu? wierzysz w to, że złe minęło, i że teraz już wszystko będzie dobrze? wierzysz - co tam wierzysz: masz pewność, że skoro raz już zdradził, a Ciebie nie raz i nie dwa okłamał, to nigdy w przyszłości już tego nie zrobi?..
Widzisz - życie ma to do siebie, że zawsze oddaje nam to, cośmy sami wobec siebie i innych uczynili. ZAWSZE, prędzej czy później. Im większe świństwo, tym większy klaps za karę.
Sądzę, że właśnie tego doświadczasz.
I szczerze? nie, nie żal mi Ciebie. Oboje wiedzieliście, co robicie - byliście przecież tacy pewni siebie, tacy przekonani o swojej racji. I cóż - kto sieje wiatr, zbiera burzę, nieprawdaż?...
Stało się jak się stało, czasu nie można cofnąć. Z perspektywy lat uważam, że można było to wszystko rozegrać inaczej. Gdyby zdradzona i oszukana miłość nie była tak ważną sprawą dla tamtej dziewczyny, być może nie opisałaby tej historii z tak wielkim ładunkiem emocjonalnym na swojej stronie. Jeśli kto ciekaw, jak wyglądał wpis, który rozpętał ową burzę - proszę uprzejmie, w trybie wiadomości prywatnych mogę udostępnić link do tamtych wpisów, one nadal istnieją - jeśli kogoś zainteresuje, można poczytać więcej, aczkolwiek ta strona należy już do przeszłości. Określony wybór niesie ze sobą określone konsekwencje i w tej chwili najważniejsze chyba jest to, ile wszystkie strony doświadczą nauki i zrozumienia z tej sytuacji.
Do moderatorów i użytkowników tego forum: zaznaczam raz jeszcze, że nie jest moją intencją mieszanie ponownie wody w tym zapomnianym już stawie - niech to, co zatonęło, leży na dnie. I niespecjalnie mnie zaboli, jeśli ktoś z Was uzna, że moje słowa to nieprawda - JA wiem, jak ta prawda wygląda, pogodziłam się z jej konsekwencjami i nie muszę się bić, by kogoś do niej przekonać. Kto nie uwierzy, kto uzna, że to "youngwind" jest niesprawiedliwie skrzywdzoną niewinnością, a jej partner nieszczęśnikiem gnębionym przez okrutną wiedźmę - jego broszka. Dobrze byłoby jednak, abyście pomyśleli, że nie każda matka teresa jest taką świętą, na jaką się kreuje. Nie wszystko, co spływa z ludzkich ust czy palców jest prawdą, a już wysoce paskudne jest udawanie, że czarne to białe i na odwrót. I z łaski swojej - pozostawcie ten text w niezmienionej formie na tej tablicy. Bądźcie sprawiedliwi dla obu stron - skoro "youngwind" zdecydowała się upublicznić swoją wersję wydarzeń, niechże i ja mam tę możliwość. I proszę bardzo o nieargumentowanie, że jest to "pranie brudów" - pierwsza zrobiła to tutaj "youngwind", niniejszy text to jedynie replika zawierająca fakty.
A pannie "youngwind" i jej narzeczonemu życzę udanego wspólnego życia - szczerze. Może Wam się uda stworzyć mimo wszystko szczęśliwe i trwałe stadło. W końcu Miłość jest najpotężniejszą i najcenniejszą sprawą, jaka nam się w życiu trafia, o czym niżej podpisana z przyjemnością zaświadcza.  I może na przyszłość dam Ci jedną radę, choć zazwyczaj jestem niezmiernie daleka od radzenia komukolwiek, bo nie czuję się do tego upoważniona ani poziomem mojej wiedzy, ani doświadczenia:
daruj sobie święte oburzenie okazywane na widok czyjejś zdrady, daruj sobie połajanki, jaka to ważna rzecz, szczerość, i jak to nieładnie kłamać; daruj sobie moralizatorstwo - w sytuacji, gdy Twój facet i Ty narobiliście dokładnie takiego właśnie syfu i draństwa. Hipokryzja, jaką epatujesz, jest jak miłosierdzie boże - bezgraniczna. Specjalnie przejrzałam Twoje posty tutaj na forum, dotyczące zdrady w związkach, sytuacji podbramkowych - aż mi się wierzyć nie chce, że takie święte oburzenie i umoralniające porady daje dziewczyna, która w analogicznej sytuacji postępowała wraz ze swoim obecnym partnerem dokładnie odwrotnie. Która kłamała wraz z kłamiącym na potęgę facetem... Nie wstyd Ci wypisywać takie rzeczy?.. byłam ciekawa, czy chociaż RAZ, jeden jedyny, napiszesz coś o tym, że oboje z B zachowywaliście się  bardzo nie fair w początkach Waszego związku, że Ty też robiłaś nieciekawe rzeczy wraz ze swoim partnerem i co z tego wynikło; ciekawiło mnie, czy po 4 latach faktycznie zmądrzałaś, jak to się chwalisz co roku - ale widzę, że nie. Stworzyłaś sobie niewinne i słodkie alter ego, które nie ma wiele wspólnego z faktami...
Warto mieć świadomość, z czego to wszystko tak naprawdę powstało, na jakim gruncie - zaręczam, że pogodzenie się z własnymi wewnętrznymi demonami przynosi ulgę.
Czego serdecznie życzy
redakcja wink

p.s. Jeśli mnie przeczucie nie zmyli i w odpowiedzi ujrzę tu za jakiś czas stek wyzwisk typu "ty parchata gnido", jakimi raczyła mnie swego czasu panna Youngwind, oraz tak namiętne, jak nieprawdziwe zaprzeczenia, zamiast rzeczowej responsy - cóż, potwierdzi to jedynie moje powyższe przypuszczenia. Jeśli stanie się inaczej, moje gratulacje, bo będzie to znaczyło, że jednak czegoś się w życiu nauczyłaś. Powodzenia!

52

Odp: Miłość z Internetu

o jesioooo, Hatrun cóż za wypowiedź, znasz bohaterkę opowiadania? No nieźle.
tak poza tym chciałam napisać że super opowieść, faktycznie do opisania w książce :-), gratuluję wam i życzę szczęścia, oby i mnie taka miłość spotkała.

53

Odp: Miłość z Internetu

znam wszystkie 3 strony tego konfliktu, niestety.
a Tobie życzę, by Cię spotkała miłość, ale nie pobudowana na kłamstwach. Wszystkiego dobrego :)

54

Odp: Miłość z Internetu

piękna historia :*)

55 Ostatnio edytowany przez martyna2010 (2010-09-03 23:03:33)

Odp: Miłość z Internetu

Zanim przeczytałam wypowiedź hatrun chciałam Wam pogratulować. A teraz już sama nie wiem, czy jest czego. Być może się mylę,ale z wypowiedzi hatrun wywnioskowałam,że jest ona M, byłą B. Nie chcę stać po którejś stronie, bo abym mogła cokolwiek ocenić wolę zapoznać się z obiema stronami. Jeśli faktycznie jest tak jak opisała to youngwind to z całego serca Wam gratuluję tak pięknej choć momentami trudnej miłości. smile smile

56

Odp: Miłość z Internetu

Hatrun. Że się wtrącę, nie jako moderator, ale jako użytkowniczka. Youngwind była wtedy bardzo młoda, trudno wymagać od smarkuli przestrzegania zasad etyki, dojrzałości i myślenia o uczuciach innych. Przeleciałam wzrokiem pierwsze posty autorki wątku i muszę powiedzieć, że cała ta historia przypomina mi nastoletnią, niedojrzałą miłość, pełną emocjonalnych porywów serca, trochę bezmyślną. Taką, w której ważniejsze są emocje niż realne myślenie. Cóż, 16-latka ma prawo do tego. Co innego kobieta w naszym wieku. Podejrzewam że nawet teraz w wieku 21 lat trudno jej będzie przyznać się przed samą sobą do odpowiedzialności za tamte zdarzenia. Ale masz rację z tym, że życie oddaje nam z nawiązką za każdą wyrządzoną komuś krzywdę. Nawet jeśli jej przyczyną były egoizm i bezmyślność.

57

Odp: Miłość z Internetu

to słuszna uwaga.
z jednym wyjątkiem: nie widzę, by mijające lata zmieniły percepcję tej dziewczyny.
Może jeszcze wyciągnie wnioski - a może nie. Jak to mawiają - nie moje byki, niech się bodą.

58

Odp: Miłość z Internetu
barbie napisał/a:

smile) łezka w oku się zakręciła, piękna miłość:]
życzę Wam, abyście przez całe życie byli tak zdeterminowani:)))
każdego dnia szukajcie swojej miłości w sobie:)))

masz racje...łezka sie w oku zakreca. tylko mozna dalszego szczescia zyczyc,bo coż wiecej potrzebne jesli miłość jest??

59

Odp: Miłość z Internetu
zranioneserce napisał/a:
barbie napisał/a:

smile) łezka w oku się zakręciła, piękna miłość:]
życzę Wam, abyście przez całe życie byli tak zdeterminowani:)))
każdego dnia szukajcie swojej miłości w sobie:)))

masz racje...łezka sie w oku zakreca. tylko mozna dalszego szczescia zyczyc,bo coż wiecej potrzebne jesli miłość jest??

Cóż, takie komentarze w świetle tego co napisała Hatrun są śmiesznie naiwne. Co jest potrzebne? Ano chociażby dojrzałość i uczciwość. I wiele innych rzeczy, rzecz jasna.

60

Odp: Miłość z Internetu

można być niedojrzałym, to w końcu prawo każdego z nas, bez wyjątku - wszak nikt nie rodzi się doskonały. Ale uczciwość powinna być cechą wyniesioną wraz z wychowaniem, z domu, a nawet jeśli nie stamtąd - to pewne kanony zachowań powinny być czymś, co jest równie naturalne jak oddychanie.

61

Odp: Miłość z Internetu

"Szczerość nie czyni dziewczynki najbardziej lubianą koleżanką, ale przynosi - szacunek. A kiedy miła dziewczynka nauczy się szacunku do siebie, to zawsze jej się uda".

Każdy jeśli tylko chce, może "pięknie" pisać, ale tylko nieliczni potrafią pisać - szczerze.

Zmyślanie, fantazjowanie, koloryzowanie - zostawmy dla dzieci. Nie każmy innym wątpić w naszą inteligencje.

Hatrun - dlaczego ludzie zmyślają? Ponieważ chcą zaimponować innym, podnieść swój prestiż lub po prostu zwrócić na siebie uwagę. Mnie również kłamstwo drażni, ale takich ludzi nie zmienisz - oni zawsze będą posługiwać się kłamstwem, by wyrazić swoje marzenia wink

62

Odp: Miłość z Internetu

Wiko, masz rację.
jako dzieciak, a potem tzw "wczesna młodzież", lubiłam koloryzować swoje opowieści, lekko je ubarwiać. Wydawało mi się, że to w rzeczy samej podniesie mój "mir" wśród znajomych. To rodzice wyhamowali we mnie ten pęd -  i wyszło mi to tylko na dobre.
Ale nie zrozumiem nigdy ludzi, którzy dla wybielenia swoich nieładnych postępków, dla wytłumaczenia nieciekawych zachowań tworzą mity i baśnie wokół własnej postaci. Natomiast w pewnym sensie rozumiem mechanizm pragnienia bycia "gwiazdą" - są takie natury, które mają silny pęd do bycia "kimś", a do tego nie zniosą krytyki - to jest błędne, samonapędzające się koło, bo w pewnym momencie wokół takich osób zostają już tylko ci, którzy jeszcze się na tej pozie nie poznali.
marzenia... trzeba mieć siłę, by budować je w oparciu o rzeczywistość, a nie chciejstwo.. Nie każdy to potrafi.

63

Odp: Miłość z Internetu
Hatrun napisał/a:

Dla jasności - to, co za chwilę przeczytacie, nie jest chęcią odwetu, wywoływaniem wojny czy epatowaniem prywatnością. Ujmijmy to tak: nie cierpię, gdy ktoś kłamie i jednocześnie kreuje się na moralistkę wygrażającą paluszkiem na hasła Wybaczcie, ale jeśli chce się uprawiać lewiznę, należałoby w tym celu zorganizować sobie jakąś konspirę, na bogów, a nie kłaść komuś pod nos dowód swojej zdrady!..(...)

Ale mam zasadnicze pytanie: tak surowo oceniasz tutaj na forum zatajanie prawdy, zżymasz się na oszukiwanie partnera/ki - a co innego robił Twój ukochany?(...)

tak gardłujesz tutaj o szczerości, o tym, że jeśli w związku coś siada, to trzeba o tym dyskutować, że nie wolno zatajać takich rzeczy, że jeśli coś się sypie, to należy usiąść i szczerze o tym poinformować - a tymczasem radośnie spotykałaś się z B, podniecona tajnością tych spotkań. (....)

Przeczytałam uważnie to co napisałaś.
Myślę, że za ostro oceniaszYoungwind. To, że teraz tak potępia zdrady i kłamstwa jest wynikiem nauki  na własnych błędach zwłaszcza tych popełnionych w młodości.
Na pewno można doszukac się błędów w postępowaniu Young ale to było kiedyś! Czemu mają służyć te wyciaganie brudów z kilku lat bo tego nie rozumiem. Swoją drogą bardzo współczuje Youngwind, ze tak ciągnie się za nią przeszłość.
a co do koloru wsłosów, to czerwień ( bo chyba o ten kolor się rozchodzi) jest zarezerwowana tylko dla pani M?

Współczuje M, rozumiem to co przezywała i wierze, że ułoży sobie życie z mężczyzną którą ją pokocha z całych sił.

64

Odp: Miłość z Internetu

nie wiem, czy to zbyt ostra ocena. W żadnym z postów tej dziewczyny (mam na myśli "youngwind") nie widzę choćby cienia zastanowienia się nad własnymi postępkami, żadnej ekspiacji. Gdyby jej postawa była w stylu "nie należy robić tego a tego, bo sama kiedyś tak zrobiłam i wynikły z tego złe rzeczy" - można by wówczas faktycznie uznać, że nauczyła się czegoś, zmądrzała. Lecz z jej wypowiedzi nt siebie samej wynika wyłącznie użalanie się nad samą sobą, a na byłej narzeczonej B wieszanie psów i napastliwa agresja.
Czemu ma służyć ten tekst? ano temu, że jeśli ktoś głosi nieprawdę, to zawsze znajdzie się ktoś drugi, kto ten fałsz znajdzie i podda krytyce. Nie ma na świecie tak, że zawsze da się ukryć swoje paskudne "ja" pod świętoszkowatą skórką. Poza tym, to "youngwind" pierwsza wywlokła tutaj tę historię, mimo gorliwych zapewnień, że już jej to nie obchodzi.
A "ocena", czy jakkolwiek to nazwać, była pisana na chłodno i z  baardzo zminimalizowanego poziomu emocji, biorąc pod uwagę to, co wyczyniała ta dziewczyna.
Co do koloru włosów jeszcze - to była bardzo charakterystyczna fryzura: mianowicie dwubarwna, składająca się z dwóch pasm różnego koloru. Identyczną zafundowała sobie panna "youngwind" w przeróbce graficznej - co nie przeszkadza jej imputować M zżynania z jej wizażu.

65

Odp: Miłość z Internetu

A mi się wydaje, że to było tak:

Zalogowałaś się na forum tylko po to aby odzszukać Youngwind. W tym wątku ostatnia wypowiedź jest z czerwca. Raptem po dwóch miesiacach pojawia sie dobra duszyczka, która chce przedstawić nam całą prawdę.
O dziwo Twój pierwszy post trafił tutaj, więc raczej nie szukałaś koleżanek, nie szukałaś odpowiedzi na nurtujące Ciebie pytania tylko pojawiłaś się na forum bo Youngwind tu jest/była.
Jak widac prześledziłaś jej wszystkie wypowiedzi...po co? Mineły 3 lata... a Ty (hmm jakby to ująć ..) szpiegujesz ją? Zalogowałaś się tylko w jednym celu... Szczerze mówiąc, nie ma zanczenia kto ma rację, jaka jest/była prawda.. Nikt nie zna prywatnie Youngwind tak samo jak nikt nie zna Ciebie więc nie wiem po co ten zabieg dotyczący ujawniania "prawdy"?
Podejrzewam, że większość  z nas nie opowie się ani po Twojej stronie a ni po stronie Youngwind. W przeciwieństwie do Ciebie Young opisała swoją historię po dłuższym czasie korzystania z forum a Ty pierwszy swój post umieściłaś od razu tu.

Myślę, że czas zapomniec o tym co było. Po co tracić czas na rozpamiętywanie tego co było kiedyś?

Posty [ 1 do 65 z 152 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Miłość z Internetu

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026