Zadurzyłam się w facecie z internetu... - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ, MIŁOŚĆ PRZEZ INTERNET » Zadurzyłam się w facecie z internetu...

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 69 ]

Temat: Zadurzyłam się w facecie z internetu...

Hej smile

Nie bardzo wiem od czego zacząć. Cała sytuacja jest dość krępująca i niedorzeczna. Wiem jak może zabrzmieć... Sama nie potrafię tego zrozumieć, ale moje uczucia chyba nie kłamią. Chciałabym opowiedzieć Wam moją historię, wszak podobno w internecie przed nieznanymi osobami najłatwiej jest się otworzyć. wink

Może kilka słów wprowadzenia, myślę, że ma to znaczenie. Jestem wiekowo dojrzałą kobietą, bo mam 30 lat. Jednak w stosunku do ludzi zachowuję się nieśmiało, zwłaszcza na początku. Jestem duszą romantyczki i introwertykiem, potrzebuję czasu, by dobrze poczuć się w jakimś towarzystwie. Stresuję się przy poznawaniu nowych osób, otwieram się dopiero po jakimś czasie. Nie mam dużego doświadczenia z mężczyznami. Moje związki były... nudne, niesatysfakcjonujące. Zawsze wybierałam spokojnych facetów. Przysłowiowe "ciepłe kluchy". Nigdy nic poważnego... Byłam typem samotnika, lubiłam swoje własne towarzystwo i niezbyt mi to przeszkadzało. Uciekałam do siebie, do swojej "strefy komfortu". Do czasu.

W sierpniu zeszłego roku poznałam faceta przez internet. Obcokrajowca. Nie był to portal randkowy. Zwykły czat międzynarodowy. Były rozmowy w grupie i prywatne. Od początku sprawiał wrażenie bardzo otwartego, radosnego, pomocnego. 2 lata starszy ode mnie. Gdy zaczęliśmy rozmawiać, zasypywał mnie pytaniami. Co robię, jakie plany na popołudnie, na weekend, co dobrego jadłam itd. Szczerze? Dla takiej skrytej osoby jak ja wydawało mi się to krępujące. Pisał codziennie... i sprawił..., że już po 4 dniach zaczęło mi się to naprawdę podobać. Zaczęliśmy rozmawiać coraz prywatniej, ja zaczynałam się czuć coraz swobodniej. Zaczynały się flirty. Odpowiadałam na nie. Miałam wrażenie i byłam świadoma, że jest to dla niego zabawa. Ale sprawiało mi to przyjemność. Zaczynaliśmy życzyć sobie miłego dnia, kończyliśmy na dobranoc o 1 w nocy. Pochłaniało mnie to coraz bardziej i bardziej... I z jego strony zaczęłam wyczuwać pewne emocje... Zaczynałam się zastanawiać, gdzie kończy się zabawa, a gdzie zaczyna się prawda.

Zaczynały się słowa "przyznaję, że miałem myśli o nas", "chętnie bym się spotkał na żywo", "nie masz pojęcia co bym zrobił, gdybyś tu była". Odrzucałam od siebie swoje uczucia, które stawały się coraz głębsze, bo on powtarzał na początku, że związki na odległość prawie nigdy się nie udają, że stara się być w internecie zwariowany, bo jest to jego bariera przed zaangażowaniem.

Mimo tego wciąż rozmawialiśmy często... Skończyły się głupie flirty-żarty, zaczęło się głębsze poznawanie siebie. On zawsze był bardzo skryty i dość mało chciał mówić o sobie, uważał, że "im więcej tak rozmawiamy, tym bliżsi się stajemy". Po rozmowach miałam wrażenie, że jest to mężczyzna pewny siebie, sprośny (jak to mężczyźni) ale co najważniejsze... o dobrym sercu. Mieliśmy wspólne zainteresowania. Poczułam, że... moglibyśmy być bratnimi duszami. I wiecie co...? To co zaczęłam czuć. Nigdy, przenigdy nie czułam czegoś takiego w swoim życiu. Zaczęłam myśleć... Może ja nie chcę być już sama?

Tu dodam, że... Ciągle rozmawialiśmy tylko pisząc! (tak, żałosne...) Nie widziałam go ani nie słyszałam, pomijając oczywiście zdjęcia. Myślę, że przeciągało się to dlatego, że sama wzbraniałam się myśląc "po co, i tak jesteśmy tak daleko od siebie, nie ma sensu". Sama też, co jest myślę istotne, będąc osobą o niskiej samoocenie, uważałam, że nie spodobałabym mu się na żywo... Wiecie co on sprawił? "Dzięki niemu" schudłam 12 kilo w 4 miesiące... I dawno nie wyglądałam lepiej...

Jednak po 3 miesiącach pisania zaproponował spotkanie. Wybrał miasto, które znajdywało się w podobnej odległości od niego i ode mnie. Co najważniejsze, miał tam po prostu być. Za 2,5 miesiąca. W styczniu. Wydawał mi się to odległy termin. Zażartowałam, że możemy się do tego momentu znienawidzić. Ale z chęcią przystałam na propozycję. Do czego oczywiście nie doszło...

W między czasie odbyliśmy rozmowę o uczuciach. Bałam się o nich mówić, ale on sam zachęcał mnie do tego. Sprawiał wrażenie człowieka, któremu można ufać. Nie otworzyłam się zupełnie, ale dowiedział się, że z pewnością coś do niego poczułam. On wydawał się tym zasmucony. Powtarzał, że jesteśmy za daleko, że to nie ma sensu. Sam nie wyjawił swoich uczuć, a wręcz wyglądało na to, że "he's good". Co miałam zrobić... Powiedziałam, że jestem świadoma problemu odległości i że chcę się w takim razie po prostu przyjaźnić.

To wszystko trwało ok 4 miesięcy. W grudniu zaczął się ode mnie oddalać (dlatego oczywistym staje się fakt, że nie spotkaliśmy się w styczniu...). Nie odpowiadał już tak szybko jak kiedyś. Przestał sam pierwszy do mnie pisać. Nie zasypywałam go wiadomościami... Ale rzeczywiście niektóre były długie. Pytałam zatroskana czy coś się stało, czemu już tak nie rozmawiamy jak kiedyś, że smutno mi z tego powodu. Wspominałam sobie jego słowa "będę do ciebie pisał, jesteśmy przyjaciółmi, jesteś wspaniałą osobą, nigdy się nie zmieniaj, lubię cię, tęsknię za tobą, zawsze będziesz w moim sercu"). Na początku odpisywał. Potem niektóre wiadomości pozostawały bez odpowiedzi. Potrafił też odpisać po 4 dniach. Zaczął się tłumaczyć, że ma po prostu problemy w rodzinie. I że przede wszystkim chce wyjść ze świata wirtualnego i spędzać więcej czasu w rzeczywistym świecie. Na pytanie, czy mnie też w takim razie odtrąca, mówił, że przecież rozmawiamy.

Potem były teksty, że robi to dla mnie, że widzi jak to wszystko na mnie wpłynęło, że nie chce mnie skrzywdzić, to jak ta znajomość na mnie wpłynęła jest złe. Ciągle powtarzał, że boi się znów do mnie zbliżyć, bo nic z tego nie wyniknie. Mimo wszystko... gdy pytałam czy zakańczamy naszą znajomość, pisał, że nie chce. Tylko, że po prostu nie rozmawiamy już tak często jak kiedyś.

W między czasie napisałam mu wiadomość, o tym, że związek na odległość wcale nie musi być trudny. Jeśli dwie osoby tego chcą i że... byłabym gotowa rzucić swoje życie w Polsce i pojechać do niego. Że chciałabym po prostu spróbować. Zobaczyć, czy na żywo też by nam się tak świetnie rozmawiało. On nie musiałby niczego zmieniać, to ja zrobiłabym dla niego. On miałby mnie tylko wspierać. Napisałam mu to tylko dlatego, żeby nie żałować, że nie spróbowałam. Obawiałam się bowiem, że niepewność dalszych kroków, mogła spowodować, że nie chciał wyjawić swoich uczuć. Teraz było już wszystko jasne. Ale on skomentował to tylko "widzisz? wiedziałem że nie chcesz tylko przyjaźni".

Potem już były te same śpiewki. Pisał, że "może oboje coś czuliśmy, ale widziałem sam osobiście związki na odległość, zawsze były złamane serca".

Miałam teorię. W którą wciąż chcę wierzyć. Że rzeczywiście coś poczuł (z pewnością nie tak silnie jak ja), ale szybko się opamiętał, będąc realistą i mając swoją barierę przed zaangażowaniem się. Poza tym, sam twierdził, że jest leniwy...

Nie pozostało mi nic innego jak po prostu odpuścić. Mimo wszystko sentyment pozostał, i chciałam z nim wciąż przyjacielsko rozmawiać. Po prostu mieć kontakt.

W między czasie dowiedziałam się, że ma dziewczynę. Praktycznie od tego momentu, gdy zaczął się ode mnie oddalać. Co miałoby sens. Nie mam pretensji, bo nigdy mi nic nie obiecywał, poza tym każdy normalny wybrałby kogoś pod ręką a nie jakąś dziewczynę z internetu. Mimo wszystko jest pewne ukłucie w sercu. Zazdrość? Nawet napisałam mu "że cóż, nie będę ukrywać, że jestem trochę zazdrosna, ale życzę ci z całego serca szczęścia". On na to "nie ma sensu być zazdrosną, nie chciałabyś być w związku ze mną". Co znów obudziło we mnie pewne emocje...

Wiecie jak to działa? Tajemniczość, teksty, że jest trudnym człowiekiem, że nie jest dobrym przyjacielem, że jest samotnym wilkiem, jest dziki... Głupie, ale to elektryzuje. Mimo wszystko, wydawał się w głębi duszy wrażliwy, opowiadał mi, że jest "lover boy", że lubi piosenki "do poduszki". Nie pali, nie pije. Nie lubi imprez. Uważałam, że jest po prostu "beautiful person".

Mamy ze sobą kontakt. Sama nie chcę się narzucać, ze względu na dziewczynę, wiem jak to jest... Rozmawiamy jakoś raz na 2 tygodnie. Męczę się, bo... chcę więcej. Chcę, by on też napisał do mnie "hey, how are you". Nie tylko ja... Czuję się, jakbym mu tylko zawracała głowę. A on wciąż zaprzecza. Wciąż powtarza, że jesteśmy przyjaciółmi i że chce rozmawiać. Ale czyny mówią co innego...

Ostatnio zaczęłam temat rozmowy video. Brakuje mi właśnie tego jednego. To wszystko jest takie nierealne. Mimo, że zachowuję się jakbym była zakochana. Wciąż... po 6 miesiącach od momentu gdy zaczął się oddalać... A 10 miesięcy od początku znajomości. Chciałam sprawić, by nasza znajomość była bardziej autentyczna. Proponowałam mu nawet w marcu spotkanie na żywo... Byłam skłonna pojechać w miejsce oddalone 100 km od niego. Oczywiście wymyśliłam historię, że koleżanka się tam wybiera, że chciała mnie wyciągnąć, a ja pomyślałam od razu, że to blisko niego i może ma ochotę się zobaczyć. (moja koleżanka jak najbardziej była skłonna jechać!). On odpisał tylko "jasne, ale teraz naprawdę nie ma czasu". To mnie bardzo zabolało... Tym bardziej, że pamiętałam gdy SAM mnie pytał czy się spotkamy... Może to była już kwestia tego, że miał już wtedy dziewczynę. (Swoją drogą... To jego ex... byli ze sobą 3 lata temu. Czyli nie poznał nowej dziewczyny w czasie gdy my flirtowaliśmy. Jeśli to ma jakieś znaczenie.)

Także jest teraz mowa o video rozmowie. Pomyślałam sobie, że osiągnę wtedy to co zamierzałam, i że może łatwiej mi będzie odpuścić. Mieliśmy rozmawiać wczoraj.... Dostałam tylko tekst, że "musiał jechać do pracy i naprawdę nie może". No cóż, każdy pomyślałby, że to zwykłe wymówki. Napisałam mu więc jasno "jeśli nie chcesz rozmawiać, to proszę, napisz, naprawdę nie ma sprawy". Chciałam mu wysłać wiadomość na luzie, mimo że oczywiście cierpiałam... A on napisał "chcę, ale teraz naprawdę nie mogę". Tym samym znów zrobił mi mętlik w głowie... Mamy rozmawiać w tym tygodniu... Zobaczymy....

Reasumując... Jestem świadoma, że ja zaangażowałam się o wiele bardziej niż on. I że on nic głębszego do mnie nie czuje. Ale chciałam myśleć... że był moment, że czuł, ale się wystraszył i wycofał się głównie ze względu na odległość między nami. Chcę też wierzyć, że mimo wszystko ma do mnie sentyment i mnie lubi (o czym pisał...). Ale jego czyny świadczą o czym innym.

Doprowadza mnie do szału to, że do mnie nie pisze. Sama wytrzymuję dwa tygodnie i piszę... Ale nie męczę go swoimi uczuciami. Po prostu zagaduję przyjaźnie. Czasami wydaje się, że rozmawia chętnie i cieszy się. Ale czasami nasza rozmowa niespodziewanie się urywa.

Problem tkwi we mnie. Bo chcę wierzyć, że byłam lub wciąż jestem dla niego kimś specjalnym. Wydaje mi się, że gdyby sam zagadywał, gdybyśmy pisali np raz na tydzień, byłabym spokojniejsza i nie myślałabym tyle. On powtarza, że taki właśnie jest, często zapomina napisać, to inni raczej do niego piszą. Na pytanie dlaczego kiedyś był inny, nie odpowiedział. Czy w takim razie udawał? Nie odpowiedział. Co w takim razie czujesz, powiedz choć raz, do cholery. Odpowiedział "co to da? to nie ma sensu".

Mam wrażenie, że raz mówi jedno, raz mówi drugie.

W tym momencie już tylko chcę na siłę doprowadzić do rozmowy video. Po to, by dopełnić tę znajomość. Mam nadzieję, że po tym będzie mi już łatwiej odpuścić... Bo nie będę mieć już tylko "wyobrażeń"... ale i "realne wspomnienia". Może czar pryśnie. Chciałabym. Mam tylko nadzieję, że nie wpadnę jeszcze bardziej. O ile mogę.

Boję się, że to był po prostu manipulator. Dla którego wszystko to było zabawą. Ale to, że jednak mi odpowiada, że mimo, że zachęcałam go do zakończenia znajomości, do powiedzenia, że nie chce mnie widzieć, a on zaprzecza, powoduje, że ciągle mam mętlik w głowie.

W sumie to... Nie wiem czego od Was oczekuję. Chcecie powiedzieć "jesteś głupia, znajdź sobie jakiegoś blisko siebie, to naiwne, żałosne, jak można tak myśleć o kimś kogo się nie widziało?"?. Ja to wszystko wiem. Bo sama sobie tak mówię. Nie pomaga. A wszystko ciągnie się już 10 miesięcy! I nadal w tym tkwię. Naprawdę mam wielką nadzieję, że doprowadzimy w końcu do video rozmowy i wtedy poczuję ulgę. Odetchnę. Poczuję dopełnienie znajomości. I pójdę dalej.

Chyba chcę po prostu usłyszeć co Wy myślicie. O nim. O mnie. I chyba chciałam się po prostu wygadać. wink

Dziękuję za wysłuchanie. smile

Zobacz podobne tematy :
Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...

Wysłałam Ci wiadomość na priv.

3

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
słaba kobietka napisał/a:

Wysłałam Ci wiadomość na priv.


Dziękuję. smile

4

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
Mikus_1990 napisał/a:

Hej smile

Nie bardzo wiem od czego zacząć. Cała sytuacja jest dość krępująca i niedorzeczna. Wiem jak może zabrzmieć... Sama nie potrafię tego zrozumieć, ale moje uczucia chyba nie kłamią. Chciałabym opowiedzieć Wam moją historię, wszak podobno w internecie przed nieznanymi osobami najłatwiej jest się otworzyć. wink

Może kilka słów wprowadzenia, myślę, że ma to znaczenie. Jestem wiekowo dojrzałą kobietą, bo mam 30 lat. Jednak w stosunku do ludzi zachowuję się nieśmiało, zwłaszcza na początku. Jestem duszą romantyczki i introwertykiem, potrzebuję czasu, by dobrze poczuć się w jakimś towarzystwie. Stresuję się przy poznawaniu nowych osób, otwieram się dopiero po jakimś czasie. Nie mam dużego doświadczenia z mężczyznami. Moje związki były... nudne, niesatysfakcjonujące. Zawsze wybierałam spokojnych facetów. Przysłowiowe "ciepłe kluchy". Nigdy nic poważnego... Byłam typem samotnika, lubiłam swoje własne towarzystwo i niezbyt mi to przeszkadzało. Uciekałam do siebie, do swojej "strefy komfortu". Do czasu.

W sierpniu zeszłego roku poznałam faceta przez internet. Obcokrajowca. Nie był to portal randkowy. Zwykły czat międzynarodowy. Były rozmowy w grupie i prywatne. Od początku sprawiał wrażenie bardzo otwartego, radosnego, pomocnego. 2 lata starszy ode mnie. Gdy zaczęliśmy rozmawiać, zasypywał mnie pytaniami. Co robię, jakie plany na popołudnie, na weekend, co dobrego jadłam itd. Szczerze? Dla takiej skrytej osoby jak ja wydawało mi się to krępujące. Pisał codziennie... i sprawił..., że już po 4 dniach zaczęło mi się to naprawdę podobać. Zaczęliśmy rozmawiać coraz prywatniej, ja zaczynałam się czuć coraz swobodniej. Zaczynały się flirty. Odpowiadałam na nie. Miałam wrażenie i byłam świadoma, że jest to dla niego zabawa. Ale sprawiało mi to przyjemność. Zaczynaliśmy życzyć sobie miłego dnia, kończyliśmy na dobranoc o 1 w nocy. Pochłaniało mnie to coraz bardziej i bardziej... I z jego strony zaczęłam wyczuwać pewne emocje... Zaczynałam się zastanawiać, gdzie kończy się zabawa, a gdzie zaczyna się prawda.

Zaczynały się słowa "przyznaję, że miałem myśli o nas", "chętnie bym się spotkał na żywo", "nie masz pojęcia co bym zrobił, gdybyś tu była". Odrzucałam od siebie swoje uczucia, które stawały się coraz głębsze, bo on powtarzał na początku, że związki na odległość prawie nigdy się nie udają, że stara się być w internecie zwariowany, bo jest to jego bariera przed zaangażowaniem.

Mimo tego wciąż rozmawialiśmy często... Skończyły się głupie flirty-żarty, zaczęło się głębsze poznawanie siebie. On zawsze był bardzo skryty i dość mało chciał mówić o sobie, uważał, że "im więcej tak rozmawiamy, tym bliżsi się stajemy". Po rozmowach miałam wrażenie, że jest to mężczyzna pewny siebie, sprośny (jak to mężczyźni) ale co najważniejsze... o dobrym sercu. Mieliśmy wspólne zainteresowania. Poczułam, że... moglibyśmy być bratnimi duszami. I wiecie co...? To co zaczęłam czuć. Nigdy, przenigdy nie czułam czegoś takiego w swoim życiu. Zaczęłam myśleć... Może ja nie chcę być już sama?

Tu dodam, że... Ciągle rozmawialiśmy tylko pisząc! (tak, żałosne...) Nie widziałam go ani nie słyszałam, pomijając oczywiście zdjęcia. Myślę, że przeciągało się to dlatego, że sama wzbraniałam się myśląc "po co, i tak jesteśmy tak daleko od siebie, nie ma sensu". Sama też, co jest myślę istotne, będąc osobą o niskiej samoocenie, uważałam, że nie spodobałabym mu się na żywo... Wiecie co on sprawił? "Dzięki niemu" schudłam 12 kilo w 4 miesiące... I dawno nie wyglądałam lepiej...

Jednak po 3 miesiącach pisania zaproponował spotkanie. Wybrał miasto, które znajdywało się w podobnej odległości od niego i ode mnie. Co najważniejsze, miał tam po prostu być. Za 2,5 miesiąca. W styczniu. Wydawał mi się to odległy termin. Zażartowałam, że możemy się do tego momentu znienawidzić. Ale z chęcią przystałam na propozycję. Do czego oczywiście nie doszło...

W między czasie odbyliśmy rozmowę o uczuciach. Bałam się o nich mówić, ale on sam zachęcał mnie do tego. Sprawiał wrażenie człowieka, któremu można ufać. Nie otworzyłam się zupełnie, ale dowiedział się, że z pewnością coś do niego poczułam. On wydawał się tym zasmucony. Powtarzał, że jesteśmy za daleko, że to nie ma sensu. Sam nie wyjawił swoich uczuć, a wręcz wyglądało na to, że "he's good". Co miałam zrobić... Powiedziałam, że jestem świadoma problemu odległości i że chcę się w takim razie po prostu przyjaźnić.

To wszystko trwało ok 4 miesięcy. W grudniu zaczął się ode mnie oddalać (dlatego oczywistym staje się fakt, że nie spotkaliśmy się w styczniu...). Nie odpowiadał już tak szybko jak kiedyś. Przestał sam pierwszy do mnie pisać. Nie zasypywałam go wiadomościami... Ale rzeczywiście niektóre były długie. Pytałam zatroskana czy coś się stało, czemu już tak nie rozmawiamy jak kiedyś, że smutno mi z tego powodu. Wspominałam sobie jego słowa "będę do ciebie pisał, jesteśmy przyjaciółmi, jesteś wspaniałą osobą, nigdy się nie zmieniaj, lubię cię, tęsknię za tobą, zawsze będziesz w moim sercu"). Na początku odpisywał. Potem niektóre wiadomości pozostawały bez odpowiedzi. Potrafił też odpisać po 4 dniach. Zaczął się tłumaczyć, że ma po prostu problemy w rodzinie. I że przede wszystkim chce wyjść ze świata wirtualnego i spędzać więcej czasu w rzeczywistym świecie. Na pytanie, czy mnie też w takim razie odtrąca, mówił, że przecież rozmawiamy.

Potem były teksty, że robi to dla mnie, że widzi jak to wszystko na mnie wpłynęło, że nie chce mnie skrzywdzić, to jak ta znajomość na mnie wpłynęła jest złe. Ciągle powtarzał, że boi się znów do mnie zbliżyć, bo nic z tego nie wyniknie. Mimo wszystko... gdy pytałam czy zakańczamy naszą znajomość, pisał, że nie chce. Tylko, że po prostu nie rozmawiamy już tak często jak kiedyś.

W między czasie napisałam mu wiadomość, o tym, że związek na odległość wcale nie musi być trudny. Jeśli dwie osoby tego chcą i że... byłabym gotowa rzucić swoje życie w Polsce i pojechać do niego. Że chciałabym po prostu spróbować. Zobaczyć, czy na żywo też by nam się tak świetnie rozmawiało. On nie musiałby niczego zmieniać, to ja zrobiłabym dla niego. On miałby mnie tylko wspierać. Napisałam mu to tylko dlatego, żeby nie żałować, że nie spróbowałam. Obawiałam się bowiem, że niepewność dalszych kroków, mogła spowodować, że nie chciał wyjawić swoich uczuć. Teraz było już wszystko jasne. Ale on skomentował to tylko "widzisz? wiedziałem że nie chcesz tylko przyjaźni".

Potem już były te same śpiewki. Pisał, że "może oboje coś czuliśmy, ale widziałem sam osobiście związki na odległość, zawsze były złamane serca".

Miałam teorię. W którą wciąż chcę wierzyć. Że rzeczywiście coś poczuł (z pewnością nie tak silnie jak ja), ale szybko się opamiętał, będąc realistą i mając swoją barierę przed zaangażowaniem się. Poza tym, sam twierdził, że jest leniwy...

Nie pozostało mi nic innego jak po prostu odpuścić. Mimo wszystko sentyment pozostał, i chciałam z nim wciąż przyjacielsko rozmawiać. Po prostu mieć kontakt.

W między czasie dowiedziałam się, że ma dziewczynę. Praktycznie od tego momentu, gdy zaczął się ode mnie oddalać. Co miałoby sens. Nie mam pretensji, bo nigdy mi nic nie obiecywał, poza tym każdy normalny wybrałby kogoś pod ręką a nie jakąś dziewczynę z internetu. Mimo wszystko jest pewne ukłucie w sercu. Zazdrość? Nawet napisałam mu "że cóż, nie będę ukrywać, że jestem trochę zazdrosna, ale życzę ci z całego serca szczęścia". On na to "nie ma sensu być zazdrosną, nie chciałabyś być w związku ze mną". Co znów obudziło we mnie pewne emocje...

Wiecie jak to działa? Tajemniczość, teksty, że jest trudnym człowiekiem, że nie jest dobrym przyjacielem, że jest samotnym wilkiem, jest dziki... Głupie, ale to elektryzuje. Mimo wszystko, wydawał się w głębi duszy wrażliwy, opowiadał mi, że jest "lover boy", że lubi piosenki "do poduszki". Nie pali, nie pije. Nie lubi imprez. Uważałam, że jest po prostu "beautiful person".

Mamy ze sobą kontakt. Sama nie chcę się narzucać, ze względu na dziewczynę, wiem jak to jest... Rozmawiamy jakoś raz na 2 tygodnie. Męczę się, bo... chcę więcej. Chcę, by on też napisał do mnie "hey, how are you". Nie tylko ja... Czuję się, jakbym mu tylko zawracała głowę. A on wciąż zaprzecza. Wciąż powtarza, że jesteśmy przyjaciółmi i że chce rozmawiać. Ale czyny mówią co innego...

Ostatnio zaczęłam temat rozmowy video. Brakuje mi właśnie tego jednego. To wszystko jest takie nierealne. Mimo, że zachowuję się jakbym była zakochana. Wciąż... po 6 miesiącach od momentu gdy zaczął się oddalać... A 10 miesięcy od początku znajomości. Chciałam sprawić, by nasza znajomość była bardziej autentyczna. Proponowałam mu nawet w marcu spotkanie na żywo... Byłam skłonna pojechać w miejsce oddalone 100 km od niego. Oczywiście wymyśliłam historię, że koleżanka się tam wybiera, że chciała mnie wyciągnąć, a ja pomyślałam od razu, że to blisko niego i może ma ochotę się zobaczyć. (moja koleżanka jak najbardziej była skłonna jechać!). On odpisał tylko "jasne, ale teraz naprawdę nie ma czasu". To mnie bardzo zabolało... Tym bardziej, że pamiętałam gdy SAM mnie pytał czy się spotkamy... Może to była już kwestia tego, że miał już wtedy dziewczynę. (Swoją drogą... To jego ex... byli ze sobą 3 lata temu. Czyli nie poznał nowej dziewczyny w czasie gdy my flirtowaliśmy. Jeśli to ma jakieś znaczenie.)

Także jest teraz mowa o video rozmowie. Pomyślałam sobie, że osiągnę wtedy to co zamierzałam, i że może łatwiej mi będzie odpuścić. Mieliśmy rozmawiać wczoraj.... Dostałam tylko tekst, że "musiał jechać do pracy i naprawdę nie może". No cóż, każdy pomyślałby, że to zwykłe wymówki. Napisałam mu więc jasno "jeśli nie chcesz rozmawiać, to proszę, napisz, naprawdę nie ma sprawy". Chciałam mu wysłać wiadomość na luzie, mimo że oczywiście cierpiałam... A on napisał "chcę, ale teraz naprawdę nie mogę". Tym samym znów zrobił mi mętlik w głowie... Mamy rozmawiać w tym tygodniu... Zobaczymy....

Reasumując... Jestem świadoma, że ja zaangażowałam się o wiele bardziej niż on. I że on nic głębszego do mnie nie czuje. Ale chciałam myśleć... że był moment, że czuł, ale się wystraszył i wycofał się głównie ze względu na odległość między nami. Chcę też wierzyć, że mimo wszystko ma do mnie sentyment i mnie lubi (o czym pisał...). Ale jego czyny świadczą o czym innym.

Doprowadza mnie do szału to, że do mnie nie pisze. Sama wytrzymuję dwa tygodnie i piszę... Ale nie męczę go swoimi uczuciami. Po prostu zagaduję przyjaźnie. Czasami wydaje się, że rozmawia chętnie i cieszy się. Ale czasami nasza rozmowa niespodziewanie się urywa.

Problem tkwi we mnie. Bo chcę wierzyć, że byłam lub wciąż jestem dla niego kimś specjalnym. Wydaje mi się, że gdyby sam zagadywał, gdybyśmy pisali np raz na tydzień, byłabym spokojniejsza i nie myślałabym tyle. On powtarza, że taki właśnie jest, często zapomina napisać, to inni raczej do niego piszą. Na pytanie dlaczego kiedyś był inny, nie odpowiedział. Czy w takim razie udawał? Nie odpowiedział. Co w takim razie czujesz, powiedz choć raz, do cholery. Odpowiedział "co to da? to nie ma sensu".

Mam wrażenie, że raz mówi jedno, raz mówi drugie.

W tym momencie już tylko chcę na siłę doprowadzić do rozmowy video. Po to, by dopełnić tę znajomość. Mam nadzieję, że po tym będzie mi już łatwiej odpuścić... Bo nie będę mieć już tylko "wyobrażeń"... ale i "realne wspomnienia". Może czar pryśnie. Chciałabym. Mam tylko nadzieję, że nie wpadnę jeszcze bardziej. O ile mogę.

Boję się, że to był po prostu manipulator. Dla którego wszystko to było zabawą. Ale to, że jednak mi odpowiada, że mimo, że zachęcałam go do zakończenia znajomości, do powiedzenia, że nie chce mnie widzieć, a on zaprzecza, powoduje, że ciągle mam mętlik w głowie.

W sumie to... Nie wiem czego od Was oczekuję. Chcecie powiedzieć "jesteś głupia, znajdź sobie jakiegoś blisko siebie, to naiwne, żałosne, jak można tak myśleć o kimś kogo się nie widziało?"?. Ja to wszystko wiem. Bo sama sobie tak mówię. Nie pomaga. A wszystko ciągnie się już 10 miesięcy! I nadal w tym tkwię. Naprawdę mam wielką nadzieję, że doprowadzimy w końcu do video rozmowy i wtedy poczuję ulgę. Odetchnę. Poczuję dopełnienie znajomości. I pójdę dalej.

Chyba chcę po prostu usłyszeć co Wy myślicie. O nim. O mnie. I chyba chciałam się po prostu wygadać. wink

Dziękuję za wysłuchanie. smile

Facet manipuluje, kłamie, bawi się Twoim kosztem i tak naprawdę nie zamierza się z Tobą spotkać. Nic z tego nie będzie. Ani przyjaźni, ani niczego więcej. Im szybciej sobie to uświadomisz i zerwiesz kontakt z tym człowiekiem, tym lepiej dla Ciebie.

5

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...

odpuść sobie te video terle morele i zapomnij o tej internetowej znajomości. to jest totalnie bez sensu. odpal tindera i znajdz sobie normalnego faceta z którym wyjdziesz na prawdziwą kawę.

6

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...

Szczerze, przeczytałam wszystkie posty nie zamierzając nic pisać, ale po chwili przyszła mi myśl do głowy, możliwe, że się mylę.
A nie jest tak Autorko, że po prostu On chce Cię uzależnić od siebie, aby za jakiś czas poprosić o jakąś pomoc/przysługę?

"Optymiści po prostu nie dopuszczają do siebie czarnych myśli.Oni je kolorują, czym? Mają magiczną kredkę, jaką jest:UŚMIECH!"

"Najpiękniejsze są dni, kiedy potrafimy być tak po prostu szczęśliwi i sami nie wiemy z jakiego powodu..."

7

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
Krejzolka82 napisał/a:

Szczerze, przeczytałam wszystkie posty nie zamierzając nic pisać, ale po chwili przyszła mi myśl do głowy, możliwe, że się mylę.
A nie jest tak Autorko, że po prostu On chce Cię uzależnić od siebie, aby za jakiś czas poprosić o jakąś pomoc/przysługę?

Hmm... Jaką przysługę, skoro jesteśmy daleko od siebie? I jak uzależnić, skoro on odzywa się coraz rzadziej. To chyba nie to...



Cyngli i sosenek... Manipulacja... i to mnie właśnie najbardziej przeraża. Ale wciąż nie mogę w to uwierzyć. Bardziej uwierzę w to, że był moment gdy ogólnie był bardziej zaangażowany w to życie wirtualne, nie tylko rozmowy ze mną ale i rozmowy na czacie. Podobno zawarł kilka przyjaźni, znam te osoby, praktycznie sami faceci. Wiele osób już stamtąd odeszło i przyjaźń nie wygląda tak jak wcześniej. Na pytanie czy on nie chce już gadać, czy inni przestają chętnie odpisywać. Odpisał nie wiem. Tak jakby było z jego strony "było fajnie, ale trzeba o tym zapomnieć i żyć prawdziwie". Sama pisałam mu że ja nie jestem wirtualna, jestem prawdziwa i mam uczucia. Pytałam się też czy łatwo mu zapomnieć o naszej znajomości... a on "tak, bo musimy, to nie ma przyszłości". A odpisuje bo... jest miły? Z grzeczności? Już łatwiej by było, gdyby przestał odpisywać...

Kiedyś były słowa "nie muszę rozmawiać z kimś codziennie żeby kogoś lubić. Nawet z najbliższymi rozmawiam 1/2 razy w tygodniu". Potem już było "nie chodzi o to, żeby rozmawiać 1/2 razy w tygodniu tylko wtedy gdy się chce". A co ostatnio napisał? "będziemy rozmawiać okazjonalnie".

A ja? Po prostu nie potrafię pozwolić mu odejść. Choć powinnam, wiem. Ciągle wspominam momenty gdy pisał "tęsknię za tobą" po 3 dniach niepisania...

8

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...

Tak naprawdę to nie masz zielonego pojęcia z kim korespondujesz Autorko.

9

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
assassin napisał/a:

Tak naprawdę to nie masz zielonego pojęcia z kim korespondujesz Autorko.

Oj, racja... Bycie podatnym na słowa jest złe. Bardzo złe.

10

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...

"Już łatwiej by było, gdyby przestał odpisywać..."

nie pisz to przestanie odpisywać big_smile nawija ci makaron na uszy, a ty łykasz jak pelikan.

"Na pytanie czy on nie chce już gadać"

przecież widzisz, że nie chce gadać, po co pytasz.

masz w głowie obraz człowieka który nie istnieje, wirtualny obraz z rzutnika, AFIRMACJE. coś jak wymyślony przyjaciel. to bardzo niezdrowe w wykonaniu 30 letniej kobiety, pomyśl nad tym. mimo wszystko, jakkolwiek tój problem jest abstrakcyjny, to uczucia są niestety prawdziwe - więc zagryź zęby, uznaj, że masz złamane serduszko, utnij to, wywal go ze znajomych, przeżyj żałobe po tej "relacji" (daj sobie kilka tyogdni zezwolenia na doła) i drugi raz się w coś takiego nie pakuj.

11 Ostatnio edytowany przez umajona (2020-05-24 11:46:41)

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...

Miałam kilka lat temu internetową znajomość. Przez jakieś pół roku niemal codziennie pisaliśmy do siebie dłuuugie e-maile. Oczywiście wytworzyła się więź z mojej strony. Nie dzieliła nas duża odległość, więc udało nam się spotkać, ale wiesz co? Mimo że na necie super się nam rozmawiało, to na żywo już było gorzej. To jest zupełnie inny poziom wzajemnej relacji - świat wirtualny a świat realny.
Ale to mnie nie zniechęciło. Uznałam, że z czasem, po kilku spotkaniach, oswoimy się ze sobą i będzie między nam taka sama nić porozumienia, jak na necie. Nadal uwielbiałam z nim pisać, każdy dzień kontaktu z nim był dla mnie radością.
Aż on zaczął zauważać, że ja się za bardzo angażuję, co mi napisał wprost, że się tego obawia. I potem już było podobnie, jak u Ciebie, on się zaczął oddalać, a ja nie rozumiałam, co się dzieje i strasznie tęskniłam. Koniec końców wszystko się skończyło. Przez wiele miesięcy nie umiałam o nim zapomnieć i się pozbierać...

Jakie mam wnioski?
Nie warto.

Acha, wtajemniczone najbliższe osoby wielokrotnie mi mówiły, żebym sobie odpuściła, bo gdyby mu zależało, to nie ciągnąłby tej znajomości przez internet, tylko wyglądałoby to zupełnie inaczej. Ale ja tego nie chciałam słuchać, bo wiedziałam lepiej od nich, że mu zależy big_smile Skoro codziennie pisze, to przecież na pewno mu zależy. Pff... big_smile Powiesz, że u nas była mniejsza odległość. Ale mimo wszystko w szerszej perspektywie to nie ma znaczenia. Takie internetowe, wielomiesięczne znajomości, nie mają sensu. Po prostu. Chyba że dla rozrywki, żeby sobie z kimś popisać. Ale do budowania relacji, związku? Nie.

Myślę, że jesteś przyzwyczajona, uzależniona od kontaktu z nim, od tych emocji, które w Tobie wywoływał. Dlatego teraz, gdy on się oddala, jest Ci trudno i tęsknisz. To normalne, więc się tego nie bój i daj sobie czas na pozbieranie się. Mi też się wydawało, że wystarczy mi jakikolwiek kontakt, choćby tylko koleżeński, ale to iluzja. Bo po co Ci taki kontakt?
Tym bardziej, że on ma dziewczynę (!). Więc choćby przez samo to warto się odciąć.

Nie ma sensu mówić o tym, że się ucina znajomość. To jest dziwne. Może dlatego tak odpowiada na Twoje pytania o zakończeniu relacji, jak odpowiada. Samo dystansowanie się już o czymś świadczy. Poza tym na pewno jest mu miło, że dziewczyna jest nim zainteresowana, łechta to jego ego, więc to może być kolejny powód, dla którego całkiem się nie odciął, tylko czasem jeszcze odpisuje.
Bez względu na wszystko, najlepsze, co możesz zrobić, to zdystansować się, skoro on się dystansuje. Sama widzisz, że on ciągle szuka wymówek, nawet jak piszesz mu wprost, że się przeprowadzisz. Do spotkania też nie doszło. Gdyby mu zależało, to nie tylko by się nie wymigiwał, ale sam z siebie by się starał i dążył do spotkania. Przemyśl to... Zamiast nadal zasypywać go propozycjami spotkań czy rozmów przez video. Tylko go tym jeszcze bardziej zniechęcasz... Nie wolałabyś, żeby to jemu zależało na tym, żeby się spotkać lub porozmawiać na kamerce? Naprawdę cieszyłaby Cię taka wybłagana/wyżebrana przez Ciebie rozmowa?

Na pewno przez jakiś czas będzie Ci trudno, będzie Cię bolał brak kontaktu, bo już tak jesteś przyzwyczajona do niego. Po prostu pamiętaj, że te emocje i tęsknoty są normalne smile I z czasem miną.

"Nikt nie powiedział, że dobre decyzje nie będą Cię ranić" /Włóczykij/

12

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
Mikus_1990 napisał/a:
Krejzolka82 napisał/a:

Szczerze, przeczytałam wszystkie posty nie zamierzając nic pisać, ale po chwili przyszła mi myśl do głowy, możliwe, że się mylę.
A nie jest tak Autorko, że po prostu On chce Cię uzależnić od siebie, aby za jakiś czas poprosić o jakąś pomoc/przysługę?

Hmm... Jaką przysługę, skoro jesteśmy daleko od siebie? I jak uzależnić, skoro on odzywa się coraz rzadziej. To chyba nie to...

Wiesz, przelewy można robić z każdego zakątka Świata, no prawie z każdego.
A może chce wydostać się ze swojego kraju?


Jak dla mnie to manipuluje Tobą, że aż żal.

Odzywa się coraz rzadziej, bo może sprawdza w jakim stopniu jesteś zdesperowana, żeby podtrzymywać znajomość.

Nie chcę wyjść na rasistkę, ale jakiego koloru skóry jest ten Facet?

"Optymiści po prostu nie dopuszczają do siebie czarnych myśli.Oni je kolorują, czym? Mają magiczną kredkę, jaką jest:UŚMIECH!"

"Najpiękniejsze są dni, kiedy potrafimy być tak po prostu szczęśliwi i sami nie wiemy z jakiego powodu..."

13

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
Krejzolka82 napisał/a:

Nie chcę wyjść na rasistkę, ale jakiego koloru skóry jest ten Facet?

Nie przejmuj się. Też nie jestem rasistką ale... W sumie... Nie jestem osobą, która by mogła mieć jakieś relacje z Arabem czy innym o odmiennej karnacji, kulturze.

On jest Niemcem. Rodowitym. Więc żadne przelewy ani "wydostanie się z kraju" nie wchodzi w grę. Dlatego sama tu pisałam... Że to ja bym się przeprowadziła do niego jak już co.


Wiem, jak to teraz wygląda... po prostu... chciałam mieć jakąś nadzieję, że jednak przynajmniej na początku to nie była gra tylko rzeczywiście lubił gadać. Nie tylko z nudów. NIE MAM POJĘCIA czemu mi to potrzebne... Chyba jestem po prostu sfrustrowana i zła, że ta znajomość tak na mnie wpłynęła, a na niego nie. Głupie.



umajona... dziękuję za te słowa. Możliwe, że zobaczył moje zaangażowanie i to wpłynęło no to, że się wycofał. Bo nigdy tego nie chciał. "jest cholernie trudno, gdy w grę zaczynają wchodzić uczucia".

14

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
sosenek napisał/a:

masz w głowie obraz człowieka który nie istnieje, wirtualny obraz z rzutnika, AFIRMACJE. coś jak wymyślony przyjaciel. to bardzo niezdrowe w wykonaniu 30 letniej kobiety, pomyśl nad tym. mimo wszystko, jakkolwiek tój problem jest abstrakcyjny, to uczucia są niestety prawdziwe - więc zagryź zęby, uznaj, że masz złamane serduszko, utnij to, wywal go ze znajomych, przeżyj żałobe po tej "relacji" (daj sobie kilka tyogdni zezwolenia na doła) i drugi raz się w coś takiego nie pakuj.

Wiem wiem wiem! Tyle że... ja nie jestem silną kobietą. I moje emocje mnie momentami przytłaczają. Tak bardzo chcę właśnie zagryźć te zęby i się otrząsnąć...

15 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2020-05-24 12:03:49)

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
Mikus_1990 napisał/a:
Krejzolka82 napisał/a:

Nie chcę wyjść na rasistkę, ale jakiego koloru skóry jest ten Facet?

Nie przejmuj się. Też nie jestem rasistką ale... W sumie... Nie jestem osobą, która by mogła mieć jakieś relacje z Arabem czy innym o odmiennej karnacji, kulturze.

On jest Niemcem. Rodowitym. Więc żadne przelewy ani "wydostanie się z kraju" nie wchodzi w grę. Dlatego sama tu pisałam... Że to ja bym się przeprowadziła do niego jak już co.


Wiem, jak to teraz wygląda... po prostu... chciałam mieć jakąś nadzieję, że jednak przynajmniej na początku to nie była gra tylko rzeczywiście lubił gadać. Nie tylko z nudów. NIE MAM POJĘCIA czemu mi to potrzebne... Chyba jestem po prostu sfrustrowana i zła, że ta znajomość tak na mnie wpłynęła, a na niego nie. Głupie.



umajona... dziękuję za te słowa. Możliwe, że zobaczył moje zaangażowanie i to wpłynęło no to, że się wycofał. Bo nigdy tego nie chciał. "jest cholernie trudno, gdy w grę zaczynają wchodzić uczucia".


No to się pomyliłam i to bardzo.
Przepraszam.

Jedynie co możesz zrobić(tak wiem, nie będzie łatwo) utnij definitywnie kontakt.
Nie pisz kompletnie nic do Niego.
Nie pisz pożegnalnej wiadomości.

A możesz w tym momencie pokasować Wasze wiadomości i kontakt do Niego?

To będzie bardzo trudne, ale zbawienne dla Ciebie.

Zbawienne, ponieważ za jakiś czas znowu będziesz chciała się niby ot tak do Niego odezwać.
I znowu będziesz cierpieć.

Powodzenia!!! smile smile smile

"Optymiści po prostu nie dopuszczają do siebie czarnych myśli.Oni je kolorują, czym? Mają magiczną kredkę, jaką jest:UŚMIECH!"

"Najpiękniejsze są dni, kiedy potrafimy być tak po prostu szczęśliwi i sami nie wiemy z jakiego powodu..."

16

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...

Jeśli mogę coś od siebie doradzić, to nie pisz mu, że kończysz Waszą znajomość. Potem się dłuuugo nie pozbierasz i będziesz żałować lub może nawet próbować to odkręcić.
Po prostu się dystansuj smile W końcu on też się dystansuje.
Zresztą nie jesteś mu nic winna, możesz nawet całkiem się odciąć bez informowania go o tym.
I chyba tak by było najlepiej. A nim się nie przejmuj, że sobie biedny nie poradzi z tym, że nagle zniknęłaś. Poradzi sobie. Tym bardziej, że ma dziewczynę.

"Nikt nie powiedział, że dobre decyzje nie będą Cię ranić" /Włóczykij/

17

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
Krejzolka82 napisał/a:

No to się pomyliłam i to bardzo.
Przepraszam.

Jedynie co możesz zrobić(tak wiem, nie będzie łatwo) utnij definitywnie kontakt.
Nie pisz kompletnie nic do Niego.
Nie pisz pożegnalnej wiadomości.

A możesz w tym momencie pokasować Wasze wiadomości i kontakt do Niego?

To będzie bardzo trudne, ale zbawienne dla Ciebie.

Zbawienne, ponieważ za jakiś czas znowu będziesz chciała się niby ot tak do Niego odezwać.
I znowu będziesz cierpieć.

Powodzenia!!! smile smile smile

Nie ma co przepraszać. Sama nie napisałam o narodowości. A wiem, o czym można pomyśleć. O tym samym bym pomyślała.

Może to zabrzmi śmiesznie, ale on wykończył mnie psychicznie. Widzę to po sobie. Jak wampir emocjonalny. I zdaję sobie sprawę, że powinnam przestać...

Ja myślę, że chyba rozpaczliwie potrzebuję bliskości. Zainteresowania z drugiej strony. No i swoich uczuć... Wiecie same jakie to cudowne uczucie. Zbyt długo byłam sama. On trafił w idealnym momencie. I trafił w mój czuły punkt.

18

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
umajona napisał/a:

A nim się nie przejmuj, że sobie biedny nie poradzi z tym, że nagle zniknęłaś. Poradzi sobie. Tym bardziej, że ma dziewczynę.

Haha, ja się boję, że to JA sobie nie poradzę. sad On świetnie sobie radzi.

19

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
Mikus_1990 napisał/a:
Krejzolka82 napisał/a:

No to się pomyliłam i to bardzo.
Przepraszam.

Jedynie co możesz zrobić(tak wiem, nie będzie łatwo) utnij definitywnie kontakt.
Nie pisz kompletnie nic do Niego.
Nie pisz pożegnalnej wiadomości.

A możesz w tym momencie pokasować Wasze wiadomości i kontakt do Niego?

To będzie bardzo trudne, ale zbawienne dla Ciebie.

Zbawienne, ponieważ za jakiś czas znowu będziesz chciała się niby ot tak do Niego odezwać.
I znowu będziesz cierpieć.

Powodzenia!!! smile smile smile

Nie ma co przepraszać. Sama nie napisałam o narodowości. A wiem, o czym można pomyśleć. O tym samym bym pomyślała.

Może to zabrzmi śmiesznie, ale on wykończył mnie psychicznie. Widzę to po sobie. Jak wampir emocjonalny. I zdaję sobie sprawę, że powinnam przestać...

Ja myślę, że chyba rozpaczliwie potrzebuję bliskości. Zainteresowania z drugiej strony. No i swoich uczuć... Wiecie same jakie to cudowne uczucie. Zbyt długo byłam sama. On trafił w idealnym momencie. I trafił w mój czuły punkt.


Naprawdę w tym momencie skasuj wiadomości i kontakt do Niego!!!
Sorki za wykrzykniki, ale to naprawdę jest jedyne wyjście.

Uwierz, że za jakiś czas będziesz zachowywała się desperacko.
Oczywiście po czasie będzie Ci tak wstyd, że nie będziesz mogła popatrzeć na siebie w lustrze.

Więc tak, po przeczytaniu tego posta wchodzisz na Wasze rozmowy, zaznaczasz wszystko i dajesz "delete".
I potem wracasz na forum i piszesz posta, że wywaliłaś wiadomości i kontakt do Niego.

Jest Ci oczywiście smutno, nawet sobie może popłaczesz, a my Ci tutaj wszyscy pogratulujemy odwagi i napiszemy, żebyś zawsze tutaj wracała, jak będziesz miała doła.

To co odważysz się zrobić ten krok?
Krok do powrotu do normalności?

"Optymiści po prostu nie dopuszczają do siebie czarnych myśli.Oni je kolorują, czym? Mają magiczną kredkę, jaką jest:UŚMIECH!"

"Najpiękniejsze są dni, kiedy potrafimy być tak po prostu szczęśliwi i sami nie wiemy z jakiego powodu..."

20 Ostatnio edytowany przez umajona (2020-05-24 12:54:45)

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
Mikus_1990 napisał/a:

Haha, ja się boję, że to JA sobie nie poradzę. sad On świetnie sobie radzi.

A to tu Cię nie będę czarować, bo bez wątpienia będzie trudno...
Nie wiem, dlaczego tak to działa. Na logikę by się wydawało, że co za problem zapomnieć o internetowej znajomości. A jednak wytwarza się więź... Ktoś tu wyżej napisał, że będą takie same etapy do przejścia, jak po rozstaniu w związku. Więc będzie trudno, będzie smutno, będą łzy i tęsknota, ale TO MINIE smile
Pomyśl, że zasługujesz na kogoś, komu będzie na Tobie zależało, kto będzie pragnął spotkań z Tobą, Twojej obecności... smile
Warto na tego kogoś poczekać smile

Krejzolka82 napisał/a:

Uwierz, że za jakiś czas będziesz zachowywała się desperacko.
Oczywiście po czasie będzie Ci tak wstyd, że nie będziesz mogła popatrzeć na siebie w lustrze.

Też bardzo prawdopodobne. W sumie już się trochę ta desperacja zaczęła... Ja bardzo dużo w swoim zachowaniu żałuję. Teraz po czasie niby już się tym przestałam przejmować, ale mimo wszystko nie warto robić z siebie zdesperowanej wariatki wink To się dzieje mimowolnie, w emocjach, które on wywołuje swoim niby niejednoznacznym zachowaniem (bo tak naprawdę jest bardzo jednoznaczne). Dlatego tym bardziej szkoda zdrowia, nerwów i urody na brnięcie w kontynuację tej znajomości. Ze mnie był wrak człowieka. Nie polecam.

"Nikt nie powiedział, że dobre decyzje nie będą Cię ranić" /Włóczykij/

21

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
Krejzolka82 napisał/a:

Uwierz, że za jakiś czas będziesz zachowywała się desperacko.
Oczywiście po czasie będzie Ci tak wstyd, że nie będziesz mogła popatrzeć na siebie w lustrze.

Już mi wstyd. I chyba już zachowuję się desperacko... sad
Czy jestem gotowa skasować nasze rozmowy? Aj.... sad sad


umajona napisał/a:

Pomyśl, że zasługujesz na kogoś, komu będzie na Tobie zależało, kto będzie pragnął spotkań z Tobą, Twojej obecności... smile
Warto na tego kogoś poczekać smile

Dziękuję.

22

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
Mikus_1990 napisał/a:

Czy jestem gotowa skasować nasze rozmowy? Aj.... sad sad

Ja szczerze mówiąc nie skasowałam. Dalej mam te wszystkie e-maile w czeluściach skrzynki pocztowej, choć minęło 5 lat. Więc nie wiem, czy to takie niezbędne, bo facet jest mi teraz obojętny. Zrobisz, jak uważasz smile

"Nikt nie powiedział, że dobre decyzje nie będą Cię ranić" /Włóczykij/

23

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
umajona napisał/a:
Mikus_1990 napisał/a:

Czy jestem gotowa skasować nasze rozmowy? Aj.... sad sad

Ja szczerze mówiąc nie skasowałam. Dalej mam te wszystkie e-maile w czeluściach skrzynki pocztowej, choć minęło 5 lat. Więc nie wiem, czy to takie niezbędne, bo facet jest mi teraz obojętny. Zrobisz, jak uważasz smile


Eh... Wiem, wiem, desperacja... Ja mam nawet screeny niektórych rozmów. Wstyd mi, wstyd!!! I mam zdjęcia oczywiście. Ukryłam je głęboko na dysku. I wierzę, że będzie właśnie tak samo jak z Tobą... Że nie będzie mi to potrzebne... Nie będę potrzebowała blokować go. Że stanie mi się w końcu obojętny. Że może za kilka miesięcy np. napisze do mnie co słychać, a ja nie będę mieć żadnych uczuć tylko potraktuję to jako fajne wspomnienia.

Nie chcę, naprawdę nie chcę źle o nim myśleć. Czy jest to niezbędne by się od niego uwolnić?


No i co z tym video rozmową? Naprawdę myślicie, że nie powinnam? Oczywiście, że nie będzie to przyjemne, jeśli sama się proszę. Nie chcę już sama do niego pisać. Zakończyliśmy rozmowę, żeby ON się odezwał odnośnie naszej rozmowy. Naprawdę chcę wiedzieć jak on wygląda. Jeśli sam się nie odezwie, po prostu odpuszczam i już więcej nie napiszę. Dla własnego dobra. Obiecuję.

24

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...

No to z innej beczki.
Może to zadziała.

Więc tak, nie znasz Go naprawdę, zakochałaś? się w wyobrażeniu.
Zauroczyłaś się (to lepsze słowo) tak naprawdę w wyobrażeniu nie w prawdziwym człowieku.

Ty nie wiesz, jakby się to wszystko potoczyło, jakbyś Go poznała osobiście.

Nie zakochujemy się tylko w słowach, zakochujemy się w całym jestestwie kogoś.
Zakochujemy się w tonie głosu, w mimice, w gestykulacji.
We wszystkim.

Ale to prawdziwe zakochanie następuje, jak kogoś poznajemy w realnym życiu.

Słowa na komunikatorze, nieistotne, jak górolotnie brzmią, to są tylko słowa.
Nie ma w tym naprawdę emocji, ponieważ nie widzimy tej osoby, nie widzimy, emocji, jakie w niej są, gdy to pisze.

Możliwe, że pisząc do Ciebie, że tęskni, tak naprawdę miał szyderczy uśmiech a w myślach" o tak, jak Jej tak napiszę to pewno już będzie moja i takie tam".



Prywata.
Pisałam kiedyś z Facetem, zajebiście się pisało.
Normalnie, jakby to dłuże potrwało, nie wiem, jakby się to skończyło.
Nauczona, żeby spotkać się jak najwcześniej, spotkaliśmy się.
No kurde, nie ten Facet.

Na żywo, nie było sławetnego tego czegoś.
Na spotkaniu nie było niczego.

Żeby nie było, spotkałam się drugi raz.
Porażka.

Reasumując, jeżeli z kimś Ci się dobrze pisze na portalu randkowym, to szybko to przenieś do realnego życia.
I spotkanie twarzą w twarz szybko pokaże czy do siebie pasujecie czy nie.

"Optymiści po prostu nie dopuszczają do siebie czarnych myśli.Oni je kolorują, czym? Mają magiczną kredkę, jaką jest:UŚMIECH!"

"Najpiękniejsze są dni, kiedy potrafimy być tak po prostu szczęśliwi i sami nie wiemy z jakiego powodu..."

25

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
Krejzolka82 napisał/a:

No to z innej beczki.
Może to zadziała.

Więc tak, nie znasz Go naprawdę, zakochałaś? się w wyobrażeniu.
Zauroczyłaś się (to lepsze słowo) tak naprawdę w wyobrażeniu nie w prawdziwym człowieku.

Ty nie wiesz, jakby się to wszystko potoczyło, jakbyś Go poznała osobiście.

Nie zakochujemy się tylko w słowach, zakochujemy się w całym jestestwie kogoś.
Zakochujemy się w tonie głosu, w mimice, w gestykulacji.
We wszystkim.

Ale to prawdziwe zakochanie następuje, jak kogoś poznajemy w realnym życiu.

Słowa na komunikatorze, nieistotne, jak górolotnie brzmią, to są tylko słowa.
Nie ma w tym naprawdę emocji, ponieważ nie widzimy tej osoby, nie widzimy, emocji, jakie w niej są, gdy to pisze.

Możliwe, że pisząc do Ciebie, że tęskni, tak naprawdę miał szyderczy uśmiech a w myślach" o tak, jak Jej tak napiszę to pewno już będzie moja i takie tam".

Nie. Nie działa. Też próbowałam sobie to wmawiać. Uwierzcie mi, próbowałam wszystkiego. Tutaj mam myśli "a jak nie? A jakby się okazał takim samym dobrym człowiekiem?"


Dlatego myślę potrzebuję chociaż tej rozmowy video. Zobaczyć gesty. Bo mam teraz nadzieję, że wtedy czar pryśnie! I będzie mi łatwiej. Że zacznę się z siebie śmiać.

Ale nie zmusisz nikogo. Postanawiam... jeśli w następnym tygodniu nie dojdzie do naszej rozmowy, bez mojego przypomnienia oczywiście, rzucam to "w pierony". Może w końcu będę mieć motywację, by przestać pisać. Zapomnieć nie zapomnę. Ale muszę w końcu zacząć zachowywać się z godnością.

26 Ostatnio edytowany przez umajona (2020-05-24 13:29:18)

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...

Ja bym tą video-rozmowę odpuściła, bo po niej może być Ci jeszcze trudniej, jeśli będzie się Wam super rozmawiało...
Choć może być też tak, że się okaże, że nie umiecie ze sobą rozmawiać.
Albo że Twoje emocje popłyną i zaczniesz coś o uczuciach i zrobi się żałośnie/niezręcznie/desperacko...

Żadna z tych trzech opcji nie jest wskazana.
Zresztą on i tak pewnie sam z inicjatywą takiej rozmowy nie wyjdzie, skoro do tej pory szło mu to opornie.

No i przede wszystkim pamiętaj, że on MA DZIEWCZYNĘ.
Więc po co ta rozmowa? Jaki tego sens?
Chciałabyś, żeby Twój chłopak prowadził takie "niezobowiązujące" rozmowy z jakąś laską?

Im szybciej się wymiksujesz, tym lepiej smile To, że jest trudno i że Cię ciągnie, to normalne smile Ale z każdym dniem będzie coraz łatwiej. Im wcześniej zaczniesz się odseparowywać, im mniej będzie sytuacji i wspomnień/emocji, tym szybciej wyjdziesz na prostą.

Edit:
"jeśli w następnym tygodniu nie dojdzie do naszej rozmowy, bez mojego przypomnienia oczywiście, rzucam to"

Na chwilę obecną, gdy wciąż są w Tobie emocji, nawet dobre rozwiązanie.

"Nikt nie powiedział, że dobre decyzje nie będą Cię ranić" /Włóczykij/

27 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2020-05-24 13:37:41)

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
umajona napisał/a:
Mikus_1990 napisał/a:

Czy jestem gotowa skasować nasze rozmowy? Aj.... sad sad

Ja szczerze mówiąc nie skasowałam. Dalej mam te wszystkie e-maile w czeluściach skrzynki pocztowej, choć minęło 5 lat. Więc nie wiem, czy to takie niezbędne, bo facet jest mi teraz obojętny. Zrobisz, jak uważasz smile

Wyjaśnię czemu moim zdaniem powinna skasować wszelkie namiary na Niego.
Istniej wielkie prawdopodobieństwo, że prędzej czy później będzie do Niego pisała.
A to naprawdę nie jest Autorce potrzebne do szczęścia.

Niby może sobie tylko te wiadomości przenieść do folderu, bez zapisywania Jego namiarów, ale po co?
Po to, żeby ciągle czytać i się zadręczać.

A uwierzcie mi tak będzie robić.

Będzie sobie wmawiać, że tak naprawdę On nie napisał Jej wprost, że ma się z Nim nie kontaktować, więc będzie to robić.

Jak dla mnie to całkowite usunięcie Jego namiarów i wiadomości będzie dla Autorki najlepszym rozwiązaniem.

Ponieważ z czasem, nie mając już czego czytać pomału będzie zapominała co Jej pisał.
Tym samym nie będzie ciągle do tego wracała, ponieważ zatrą się Jego słowa pisane do Autorki.



P.S. Umajona a tak szczerze ile Ci zajęło czasu, żeby już nie myśleć o tym Facecie?
Ile czasu czytałaś te wiadomości, zanim zniknęły w czeluści skrzynki pocztowej?

"Optymiści po prostu nie dopuszczają do siebie czarnych myśli.Oni je kolorują, czym? Mają magiczną kredkę, jaką jest:UŚMIECH!"

"Najpiękniejsze są dni, kiedy potrafimy być tak po prostu szczęśliwi i sami nie wiemy z jakiego powodu..."

28

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...

On do Ciebie pisze, bo go rajcuje to, że jesteś na każde zawołanie. Wyczuł, że Ci zależy.

Naprawdę, odpuść sobie tę znajomość. Im dłużej zwlekasz, tym bardziej będzie bolało „zderzenie z rzeczywistością”...

29

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
umajona napisał/a:

No i przede wszystkim pamiętaj, że on MA DZIEWCZYNĘ.
Więc po co ta rozmowa? Jaki tego sens?
Chciałabyś, żeby Twój chłopak prowadził takie "niezobowiązujące" rozmowy z jakąś laską?

Ja wiem. I naprawdę nie jestem osobą, która podbija do zajętych facetów. O nie... Dlatego uważam, że to że się oddalił ma związek z dziewczyną. I że nie chodzi o mnie.

Po co mi ta rozmowa? Właśnie chyba tylko dla siebie... Nie chciałybyście zobaczyć kogoś, z kim Wam się fajnie gadało przez internet? Nawet 5 minut. Przywitać się zamienić kilka przyjaznych słów. BEZ UCZUĆ. Nie daj Boże... Po tym ta znajomość będzie bardziej realna.

A czemu on ma się odezwać? Bo napisał, że w "następnym tygodniu pogadamy "obiecuję"". A ja na to, okej, to daj znać. Więc jeśli się nie odezwie, to musi być już koniec!

30

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
Cyngli napisał/a:

On do Ciebie pisze, bo go rajcuje to, że jesteś na każde zawołanie. Wyczuł, że Ci zależy.

Naprawdę, odpuść sobie tę znajomość. Im dłużej zwlekasz, tym bardziej będzie bolało „zderzenie z rzeczywistością”...

Całkowicie się zgadzam. Trudniej wykonać. Ale wiem, że muszę, do cholery!

31

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
Krejzolka82 napisał/a:
umajona napisał/a:
Mikus_1990 napisał/a:

Czy jestem gotowa skasować nasze rozmowy? Aj.... sad sad

Ja szczerze mówiąc nie skasowałam. Dalej mam te wszystkie e-maile w czeluściach skrzynki pocztowej, choć minęło 5 lat. Więc nie wiem, czy to takie niezbędne, bo facet jest mi teraz obojętny. Zrobisz, jak uważasz smile

Wyjaśnię czemu moim zdaniem powinna skasować wszelkie namiary na Niego.
Istniej wielkie prawdopodobieństwo, że prędzej czy później będzie do Niego pisała.
A to naprawdę nie jest Autorce potrzebne do szczęścia.

Niby może sobie tylko te wiadomości przenieść do folderu, bez zapisywania Jego namiarów, ale po co?
Po to, żeby ciągle czytać i się zadręczać.

A uwierzcie mi tak będzie robić.

Będzie sobie wmawiać, że tak naprawdę On nie napisał Jej wprost, że ma się z Nim nie kontaktować, więc będzie to robić.

Jak dla mnie to całkowite usunięcie Jego namiarów i wiadomości będzie dla Autorki najlepszym rozwiązaniem.

Ponieważ z czasem, nie mając już czego czytać pomału będzie zapominała co Jej pisał.
Tym samym nie będzie ciągle do tego wracała, ponieważ zatrą się Jego słowa pisane do Autorki.



P.S. Umajona a tak szczerze ile Ci zajęło czasu, żeby już nie myśleć o tym Facecie?
Ile czasu czytałaś te wiadomości, zanim zniknęły w czeluści skrzynki pocztowej?



To wszystko ma sens. Naprawdę! Wszystko rozumiem! Ale powiedzcie mi proszę jak sprawić, by serce też to zrozumiało?

32 Ostatnio edytowany przez umajona (2020-05-24 13:48:15)

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
Mikus_1990 napisał/a:

A czemu on ma się odezwać? Bo napisał, że w "następnym tygodniu pogadamy "obiecuję"". A ja na to, okej, to daj znać. Więc jeśli się nie odezwie, to musi być już koniec!

To też znam, choć z relacji z innym chłopakiem. Kończyło się na tym, że nie było "następnego tygodnia".
Pomyśl - dlaczego akurat w następnym tygodniu? Dlaczego nie teraz? Jaki problem?
Myślę, że on z jakichś powodów nie umie/nie chce Ci wprost powiedzieć, że nie chce, dlatego wymiguje się tym "w następnym tygodniu".

Krejzolka82, jak najbardziej rozumiem Twój zamysł i intencje smile Jednak nie zawsze ten sposób jest jedynym najlepszym wyjściem. To już musi sobie autorka sama indywidualnie zdecydować. W sumie teraz to jest dla mnie zabawna pamiątka big_smile Choć jakoś nawet nie mam ochoty tego czytać. Ale przypuszczam, że bym się uśmiała wink

Edit: Zapominanie o facecie zajęło mi około dwóch lat, ale ja tych maili nie czytałam, nie wracałam do nich. Dla odmiany w relacji z innym chłopakiem kasowałam wszystkie SMSy i wiadomości na msg, ale to i tak mi nie pomagało... Dalej za nim tęsknię i o nim myślę.

"Nikt nie powiedział, że dobre decyzje nie będą Cię ranić" /Włóczykij/

33

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
umajona napisał/a:

To też znam, choć z relacji z innym chłopakiem. Kończyło się na tym, że nie było "następnego tygodnia".
Pomyśl - dlaczego akurat w następnym tygodniu? Dlaczego nie teraz? Jaki problem?
Myślę, że on z jakichś powodów nie umie/nie chce Ci wprost powiedzieć, że nie chce, dlatego wymiguje się tym "w następnym tygodniu".

Też tak uważam... Moja cierpliwość musi się w końcu skończyć. Ale czy mogę dać mu ostatnią szansę...? Na zobaczenie siebie? Jak nie to...no cóż, będę musiała to przeżyć.

"W sumie teraz to jest dla mnie zabawna pamiątka big_smile"

O tak... dlatego chcę to zostawić... Teraz schowałam, by tego nie czytać... Oczywiście, że wracałam i czytałam. Ale przestaję. Wciąż za dużo uczuć. Mam jednak nadzieję, że kiedyś to będzie śmieszna pamiątka.

34 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2020-05-24 13:57:04)

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
umajona napisał/a:

Krejzolka82, jak najbardziej rozumiem Twój zamysł i intencje smile Jednak nie zawsze ten sposób jest jedynym najlepszym wyjściem. To już musi sobie autorka sama indywidualnie zdecydować. W sumie teraz to jest dla mnie zabawna pamiątka big_smile Choć jakoś nawet nie mam ochoty tego czytać. Ale przypuszczam, że bym się uśmiała wink

Wiem, że rozumiesz i ja rozumiem Ciebie.

Tylko, że wiem na swoim przykładzie, iż takie drastyczne ucięcie będzie najlepsze dla Autorki.

Już zaczyna sobie wymyślać, że poprzez kontakt na kamerce pewnie Jej przejdzie.
To jest tylko takie gadanie.
Nie ma nic z rzeczywistością.

Ja po prostu nie chcę, aby Autorka stała się desperatką master level (takie moje nazewnictwo).

Jest to dopiero początek desperacji i dlatego na tym etapie najlepsze jest całkowite odcięcie się.

Niestety piszę z autopsji.


P.S. Autorko potrafisz to schować i tego nie czytać, tylko tak szczerze.

"Optymiści po prostu nie dopuszczają do siebie czarnych myśli.Oni je kolorują, czym? Mają magiczną kredkę, jaką jest:UŚMIECH!"

"Najpiękniejsze są dni, kiedy potrafimy być tak po prostu szczęśliwi i sami nie wiemy z jakiego powodu..."

35

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
Krejzolka82 napisał/a:
umajona napisał/a:

Krejzolka82, jak najbardziej rozumiem Twój zamysł i intencje smile Jednak nie zawsze ten sposób jest jedynym najlepszym wyjściem. To już musi sobie autorka sama indywidualnie zdecydować. W sumie teraz to jest dla mnie zabawna pamiątka big_smile Choć jakoś nawet nie mam ochoty tego czytać. Ale przypuszczam, że bym się uśmiała wink

Wiem, że rozumiesz i ja rozumiem Ciebie.

Tylko, że wiem na swoim przykładzie, iż takie drastyczne ucięcie będzie najlepsze dla Autorki.

Już zaczyna sobie wymyślać, że poprzez kontakt na kamerce pewnie Jej przejdzie.
To jest tylko takie gadanie.
Nie ma nic z rzeczywistością.

Ja po prostu nie chcę, aby Autorka stała się desperatką master level (takie moje nazewnictwo).

Jest to dopiero początek desperacji i dlatego na tym etapie najlepsze jest całkowite odcięcie się.

Niestety piszę z autopsji.


I ja Ciebie rozumiem. I dziękuję.

36 Ostatnio edytowany przez Krejzolka82 (2020-05-24 14:10:42)

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...

Autorko, ja byłam taką desperatką master level.
Minęło już parę lat, nawet nie wiem dokładnie ile, ale do tej pory jest mi wstyd.
W życiu bym nie pomyślała, że mogę odwalić takie rzeczy.
Był moment, że nie mogłam patrzeć w lustro, tak było mi wstyd.

Do tej pory mi wstyd, jak o tym pomyślę.
A myślę już tylko, jak czytam takie historię.
I dlatego nie chcę, abyś i Ty tak się czuła.
A uwierz za jakiś czas poczujesz.

P.S. Od paru lat jestem w szczęśliwym, normalnym związku.
Nie występowała i nie występuje u nas desperacja! smile smile smile

Umajona, nie daję gwarancji, że Autorka szybko zapomni.
Ja daję gwarancję, że jak pozbędzie się namiarów do Niego to nie zrobi głupot, których będzie żałowała i za które będzie Jej wstyd.
Tylko tyle i aż tyle.

"Optymiści po prostu nie dopuszczają do siebie czarnych myśli.Oni je kolorują, czym? Mają magiczną kredkę, jaką jest:UŚMIECH!"

"Najpiękniejsze są dni, kiedy potrafimy być tak po prostu szczęśliwi i sami nie wiemy z jakiego powodu..."

37

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
Krejzolka82 napisał/a:

Autorko, ja byłam taką desperatką master level.
Minęło już parę lat, nawet nie wiem dokładnie ile, ale do tej pory jest mi wstyd.
W życiu bym nie pomyślała, że mogę odwalić takie rzeczy.
Był moment, że nie mogłam patrzeć w lustro, tak było mi wstyd.

Do tej pory mi wstyd, jak o tym pomyślę.
A myślę już tylko, jak czytam takie historię.
I dlatego nie chcę, abyś i Ty tak się czuła.
A uwierz za jakiś czas poczujesz.

P.S. Od paru lat jestem w szczęśliwym, normalnym związku.
Nie występowała i nie występuje u nas desperacja! smile smile smile


Przyznam szczerze, że moja desperacja się zaczęła, jak najbardziej. Jak wytłumaczyć fakt, że walczę o tą "przyjaźń"? Piszę do niego. Pisałam też, eh wstyd przyznać, ckliwe teksty. Gdy dowiedziałam się o dziewczynie oczywiście przestałam.

Ale nigdy nie zasypywałam go wiadomościami. Chyba pisanie raz na dwa tygodnie zaczynając po prostu hey how are you to nie desperacja prawda?

I nie chcę doprowadzić do takiej sytuacji gdy jak wariatka będę błagać o wiadomości od niego...

Tak sobie też myślę... Czy fakt, że jest on obcokrajowcem nie wpływa na to, że tak się zadurzyłam? Wiecie jak to jest. To coś nowego, nieznanego, zachowuje się inaczej niż poznani przeze mnie polscy mężczyźni. No i gadamy po angielsku. To też w pewnym stopniu "ekscytuje".

38

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
Mikus_1990 napisał/a:
Krejzolka82 napisał/a:

Autorko, ja byłam taką desperatką master level.
Minęło już parę lat, nawet nie wiem dokładnie ile, ale do tej pory jest mi wstyd.
W życiu bym nie pomyślała, że mogę odwalić takie rzeczy.
Był moment, że nie mogłam patrzeć w lustro, tak było mi wstyd.

Do tej pory mi wstyd, jak o tym pomyślę.
A myślę już tylko, jak czytam takie historię.
I dlatego nie chcę, abyś i Ty tak się czuła.
A uwierz za jakiś czas poczujesz.

P.S. Od paru lat jestem w szczęśliwym, normalnym związku.
Nie występowała i nie występuje u nas desperacja! smile smile smile


Przyznam szczerze, że moja desperacja się zaczęła, jak najbardziej. Jak wytłumaczyć fakt, że walczę o tą "przyjaźń"? Piszę do niego. Pisałam też, eh wstyd przyznać, ckliwe teksty. Gdy dowiedziałam się o dziewczynie oczywiście przestałam.

Ale nigdy nie zasypywałam go wiadomościami. Chyba pisanie raz na dwa tygodnie zaczynając po prostu hey how are you to nie desperacja prawda?

I nie chcę doprowadzić do takiej sytuacji gdy jak wariatka będę błagać o wiadomości od niego...

Tak sobie też myślę... Czy fakt, że jest on obcokrajowcem nie wpływa na to, że tak się zadurzyłam? Wiecie jak to jest. To coś nowego, nieznanego, zachowuje się inaczej niż poznani przeze mnie polscy mężczyźni. No i gadamy po angielsku. To też w pewnym stopniu "ekscytuje".

Ale ja też nie pisałam non stop.
Właśnie tak co kilka tygodni.
Jak mnie naszło.
Najpierw sobie racjonalnie tłumaczyłam, że nie mogę pisać.
A tu zonk i zaczęłam znowu pisać, argumentując sobie idiotycznie.

Facet dał mi kosza, ponieważ okazałam się desperatką master level.
I szczerze, super postąpił.
Bo gdyby się chciał dalej umówić to On by się okazał desperatem.

Droga Autorko chcę Ci tylko naświetlić na swoim własnym przykładzie (czyli bez insynuacji i gdybania), że jak teraz nie dasz sobie spokoju z Nim to może być tylko gorzej.
Nie popełnij mojego błędu.
Nie warto.

Niestety, ale ja tak samo sobie argumentowałam, jak Ty i patrz gdzie mnie to doprowadziło?
W życiu bym nie uwierzyła, że ja mogę aż tak idiotycznie się zachować.
Jestem emocjonalna i to bardzo, ale nigdy bym nie przypuszczała, że stanę się desperatką.
Fakt tylko jeden raz w życiu, ale o jeden raz za dużo.

"Optymiści po prostu nie dopuszczają do siebie czarnych myśli.Oni je kolorują, czym? Mają magiczną kredkę, jaką jest:UŚMIECH!"

"Najpiękniejsze są dni, kiedy potrafimy być tak po prostu szczęśliwi i sami nie wiemy z jakiego powodu..."

39 Ostatnio edytowany przez umajona (2020-05-24 14:33:11)

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...

Tak sobie teraz myślę, że moim problemem w zapominaniu nie były te maile czy niezablokowany kontakt.
Moim problemem było nierozumienie, co się dzieje i dlaczego. Nie docierało do mnie, że mu nie zależy. Przecież tak wiele pisał, było tyle otwartości i zwierzeń... To musiało mu zależeć ;p Teraz wiem, że to nieprawda, ale wtedy nie wiedziałam i trudno było mi to wytłumaczyć.
Cały czas myślałam, że ja coś zepsułam i winiłam siebie za to. I próbowałam "naprawiać". Stąd te wszystkie zachowania, które (patrząc z boku) można nazwać desperacją. Też nie jestem z tego dumna, bardzo długo się wstydziłam swoich zachowań. Dziś potrafię patrzeć na siebie łagodniej, ze zrozumieniem dla tamtej siebie.

Autorko, zrobisz, jak uważasz z tą video-rozmową, choć ja i tak obstawiam, że gostek się nie odezwie w tej sprawie.
Najważniejsze jest uświadomienie sobie, że nie zależy mu na Tobie... Jak sobie to uświadomisz, tak dogłębnie, to będziesz wiedziała, co robić smile

"Nikt nie powiedział, że dobre decyzje nie będą Cię ranić" /Włóczykij/

40

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...

Boże. Co ja robię. Jestem desperatką. Kogo ja oszukuję. Jestem desperatką! W życiu nie spodziewałam się, że będę się tak zachowywać. Że będę się uganiać za mężczyzną, który ucieka... Ale wstyd.

Jeśli chodzi o video rozmowę. W głębi duszy też mam przeczucie, że nic nie napisze. Mam nadzieję, że nie zabraknie mi siły i odwagi by też do niego już nie pisać.

"Cały czas myślałam, że ja coś zepsułam i winiłam siebie za to. I próbowałam "naprawiać". Stąd te wszystkie zachowania, które (patrząc z boku) można nazwać desperacją."

Jakbym słyszała siebie! Dokładnie tak!

41

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...

Mikus_1990, nie pisz, proszę, posta pod postem. Zamiast tego, używaj opcji „edytuj”.

42

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
Cyngli napisał/a:

Mikus_1990, nie pisz, proszę, posta pod postem. Zamiast tego, używaj opcji „edytuj”.

Już sama zapomniałam, jak to się pisze na forach. Następnym razem będę używać opcji edytuj.

43

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
Krejzolka82 napisał/a:

Umajona, nie daję gwarancji, że Autorka szybko zapomni.
Ja daję gwarancję, że jak pozbędzie się namiarów do Niego to nie zrobi głupot, których będzie żałowała i za które będzie Jej wstyd.
Tylko tyle i aż tyle.

To na pewno bardzo dobre rozwiązanie. Choć ja nie pokazuję jedynego słusznego wyjścia, tylko opisałam, jak to wyglądało z mojej strony. Obie dzielimy się z autorką swoimi doświadczeniami, przemyśleniami, pokazujemy różne opcje, ale ostateczna decyzja i tak należy do niej. My nie możemy jej niczego nakazać, ani zabronić. Sama musi zdecydować...

"Nikt nie powiedział, że dobre decyzje nie będą Cię ranić" /Włóczykij/

44

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
umajona napisał/a:
Krejzolka82 napisał/a:

Umajona, nie daję gwarancji, że Autorka szybko zapomni.
Ja daję gwarancję, że jak pozbędzie się namiarów do Niego to nie zrobi głupot, których będzie żałowała i za które będzie Jej wstyd.
Tylko tyle i aż tyle.

To na pewno bardzo dobre rozwiązanie. Choć ja nie pokazuję jedynego słusznego wyjścia, tylko opisałam, jak to wyglądało z mojej strony. Obie dzielimy się z autorką swoimi doświadczeniami, przemyśleniami, pokazujemy różne opcje, ale ostateczna decyzja i tak należy do niej. My nie możemy jej niczego nakazać, ani zabronić. Sama musi zdecydować...

smile smile smile

A Tobie Autorko życzę po prostu szczęścia i wytrwałości!!! smile smile smile

"Optymiści po prostu nie dopuszczają do siebie czarnych myśli.Oni je kolorują, czym? Mają magiczną kredkę, jaką jest:UŚMIECH!"

"Najpiękniejsze są dni, kiedy potrafimy być tak po prostu szczęśliwi i sami nie wiemy z jakiego powodu..."

45

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...

Dziękuję Wam bardzo. smile

Dam znać czy się odezwał czy nie i czy doprowadziliśmy do video-rozmowy.

A w między czasie... postaram się odetchnąć, nie myśleć i zająć się czymś innym.

46

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
sosenek napisał/a:

odpuść sobie te video terle morele i zapomnij o tej internetowej znajomości. to jest totalnie bez sensu. odpal tindera i znajdz sobie normalnego faceta z którym wyjdziesz na prawdziwą kawę.

10/10

Niestety, osoby wrazliwe, niesmiale, introwertyczne i zakompleksione mają sklonności do takich internetowych miłości. Zadurzają się w wyidelizowanym obrazie internetowego kochasia, i łapczywie łykają jego czułe nawijki, czując, że spotkaly drugą połowkę... Książę z bajki nie istnieje a gdyby, to na pewno nie siedzi w internecie i nie wypisuje miesiącami tych wszystkich treli moreli.
Jeśli znajomość zaczyna się w internecie to należy szybko skonfrontować wyobrażenia z rzeczywistością i przenieść tę znajomość na grunt realny.

47

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
adiafora napisał/a:
sosenek napisał/a:

odpuść sobie te video terle morele i zapomnij o tej internetowej znajomości. to jest totalnie bez sensu. odpal tindera i znajdz sobie normalnego faceta z którym wyjdziesz na prawdziwą kawę.

10/10

Niestety, osoby wrazliwe, niesmiale, introwertyczne i zakompleksione mają sklonności do takich internetowych miłości. Zadurzają się w wyidelizowanym obrazie internetowego kochasia, i łapczywie łykają jego czułe nawijki, czując, że spotkaly drugą połowkę... Książę z bajki nie istnieje a gdyby, to na pewno nie siedzi w internecie i nie wypisuje miesiącami tych wszystkich treli moreli.
Jeśli znajomość zaczyna się w internecie to należy szybko skonfrontować wyobrażenia z rzeczywistością i przenieść tę znajomość na grunt realny.


Całkowita prawda. A ja nie chciałam go na początku spotkać bo to nie miało tak wyglądać.

48

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
Mikus_1990 napisał/a:
adiafora napisał/a:
sosenek napisał/a:

odpuść sobie te video terle morele i zapomnij o tej internetowej znajomości. to jest totalnie bez sensu. odpal tindera i znajdz sobie normalnego faceta z którym wyjdziesz na prawdziwą kawę.

10/10

Niestety, osoby wrazliwe, niesmiale, introwertyczne i zakompleksione mają sklonności do takich internetowych miłości. Zadurzają się w wyidelizowanym obrazie internetowego kochasia, i łapczywie łykają jego czułe nawijki, czując, że spotkaly drugą połowkę... Książę z bajki nie istnieje a gdyby, to na pewno nie siedzi w internecie i nie wypisuje miesiącami tych wszystkich treli moreli.
Jeśli znajomość zaczyna się w internecie to należy szybko skonfrontować wyobrażenia z rzeczywistością i przenieść tę znajomość na grunt realny.


Całkowita prawda. A ja nie chciałam go na początku spotkać bo to nie miało tak wyglądać.

nie chciałaś, ale się wkręciłaś, bo łatwiej Ci w necie nawiązywać znajomości i rozwijać je, jak każdym nieśmiałym i wycofanym ludziom, ktorzy potrzebują czasu aby się oswoić z drugim czlowiekiem i odkryć trochę swoje prawdziwe ja. W necie jest łatwiej, nie ma konfrontacji face to face, nie widzisz czlowieka, łatwiej jest pisać o różnych sprawach, problemach, słowa łatwo płyną na klawiaturze a wyobrażnia działa... Nawet nie zauważasz, kiedy wydaje Ci się, własnie spotkalaś bratnią duszę po drugiej stronie...
Wiesz, czasem tak bywa, że internet łączy ludzi i wychodzą z tego konkrety, ale najczęściej to tylko wyobrażnia płata figle, że jest coś na rzeczy... zwlaszcza, gdy miesiącami klepie się w klawiaturę, zamiast postawić na realny kontakt. Czy rozmawialiście chociaż ze sobą przez telefon? Prawie rok Ci przeleciał na pisaniu z kimś, kogo tak naprawdę nie znasz, nie widziałaś, nie slyszalaś, ale czujesz, że jest Ci bliski, cierpisz przez niego a nawet czujesz się zdradzona... To tylko projekcja w Twojej głowie. Niestety, musisz sobie to wytlumaczyć logicznie, że Twoje uczucia powstały na fałszywych przesłankach. Nie wiem, co tu można więcej radzić. Trzymaj się.

49 Ostatnio edytowany przez Mikus_1990 (2020-05-25 22:51:40)

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
adiafora napisał/a:
Mikus_1990 napisał/a:
adiafora napisał/a:

10/10

Niestety, osoby wrazliwe, niesmiale, introwertyczne i zakompleksione mają sklonności do takich internetowych miłości. Zadurzają się w wyidelizowanym obrazie internetowego kochasia, i łapczywie łykają jego czułe nawijki, czując, że spotkaly drugą połowkę... Książę z bajki nie istnieje a gdyby, to na pewno nie siedzi w internecie i nie wypisuje miesiącami tych wszystkich treli moreli.
Jeśli znajomość zaczyna się w internecie to należy szybko skonfrontować wyobrażenia z rzeczywistością i przenieść tę znajomość na grunt realny.


Całkowita prawda. A ja nie chciałam go na początku spotkać bo to nie miało tak wyglądać.

nie chciałaś, ale się wkręciłaś, bo łatwiej Ci w necie nawiązywać znajomości i rozwijać je, jak każdym nieśmiałym i wycofanym ludziom, ktorzy potrzebują czasu aby się oswoić z drugim czlowiekiem i odkryć trochę swoje prawdziwe ja. W necie jest łatwiej, nie ma konfrontacji face to face, nie widzisz czlowieka, łatwiej jest pisać o różnych sprawach, problemach, słowa łatwo płyną na klawiaturze a wyobrażnia działa... Nawet nie zauważasz, kiedy wydaje Ci się, własnie spotkalaś bratnią duszę po drugiej stronie...
Wiesz, czasem tak bywa, że internet łączy ludzi i wychodzą z tego konkrety, ale najczęściej to tylko wyobrażnia płata figle, że jest coś na rzeczy... zwlaszcza, gdy miesiącami klepie się w klawiaturę, zamiast postawić na realny kontakt. Czy rozmawialiście chociaż ze sobą przez telefon? Prawie rok Ci przeleciał na pisaniu z kimś, kogo tak naprawdę nie znasz, nie widziałaś, nie slyszalaś, ale czujesz, że jest Ci bliski, cierpisz przez niego a nawet czujesz się zdradzona... To tylko projekcja w Twojej głowie. Niestety, musisz sobie to wytlumaczyć logicznie, że Twoje uczucia powstały na fałszywych przesłankach. Nie wiem, co tu można więcej radzić. Trzymaj się.


Mimo wszystko się zaangażowałam. I przyzwyczaiłam. I myślałam, że z tego będzie chociaż przyjaźń. Że będziemy utrzymywać z sobą kontakt. Bo ja nie tylko się zadurzyłam. Ale miałam uczucie, że go polubiłam i znalazłam wspólny język. Mi nie zależało tylko na czułych słówkach. Ale na jego osobie. Bo naprawdę po prostu zaczęłam się interesować co u niego. Myślę, że gdybyśmy mieli normalny przyjacielski kontakt, to bym tak nie wariowała. Chciałam wierzyć, że to dla niego też jest ważne. Uwierzyłam w słowa. Uwierzyłam w "zależy mi na tym kontakcie". Zdaję sobie sprawę, że pisanie nie odzwierciedla rzeczywistości, ale zawsze było u mnie "a jeśli na żywo jest takim samym dobrym człowiekiem?" A po co by mi był taki kontakt? Eh, nie wiem. Już sama nie potrafię siebie zrozumieć. Faktem jest to, że mnie to pochłonęło, że jest to niezdrowe i toksyczne. I chciałabym już wyjść z tej rzeki. wink

Dziękuję za wsparcie!

PS: Ah, i jeszcze jedna sprawa. Z tą łatwością budowania relacji przez internet oczywiście się zgadzam. Ale to nie był mój pierwszy raz. A on jako jedyny sprawił, że poczułam się jak się poczułam. I tak jak już tutaj pisałam, NIGDY w życiu nie czułam czegoś takiego.

Mam nawet w tym momencie znajomego faceta, z którym też nie widziałam się na żywo. Jeszcze, bo planujemy. Co prawda rozmawialiśmy telefonicznie, widzieliśmy też siebie na video. Piszemy praktycznie codziennie, rozmawiamy telefonicznie godzinami. I... traktuję to jako fajną znajomość/przyjaźń. Nie mam żadnych uczuć. Żadnego zaangażowania. Czemu? Bo nie podoba mi się jako mężczyzna. Jeśli chodzi o charakter i wartości. W tamtym wypadku... tak się tego kurczowo trzymałam bo bałam się, że... tracę okazję na coś pięknego? Zauroczył mnie swoją osobowością. Albo chciałam, żeby tak było w rzeczywistości.

50

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...

Pierwsze tygodnie będą trudne, na pewno będziesz czuć pustkę, bo w końcu się przyzwyczaiłaś do tego codziennego kontaktu, dzielenia się swoimi dniami. A tu nagle tego nie ma. Ale z czasem będzie łatwiej smile

W jakiś sposób na pewno byłaś dla niego ważna, coś wnosiłaś w jego życie, może nawet będzie miał sentyment. Więc nie zarzucaj sobie, że się bawił czy coś. Po prostu c'est la vie. Nic nie trwa wiecznie, a taka internetowa znajomość prędzej czy później musiała się skończyć. Życie płynie, zmienia się. Czas na nowy rozdział smile

Jest taka piosenka:

"Jak pięknie jest rano,
gdy jeszcze nie wszystko się stało
i wszystko może się stać,
tylko brać"

Obudź w sobie ciekawość życia i tego, co się może jeszcze wydarzyć.

smile

"Nikt nie powiedział, że dobre decyzje nie będą Cię ranić" /Włóczykij/

51 Ostatnio edytowany przez Mikus_1990 (2020-05-25 23:05:36)

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
umajona napisał/a:

W jakiś sposób na pewno byłaś dla niego ważna, coś wnosiłaś w jego życie, może nawet będzie miał sentyment. Więc nie zarzucaj sobie, że się bawił czy coś.

Jego słowa były piękne, bo pisał, że sentyment pozostanie na zawsze, zawsze będzie mnie pamiętał i dziękuje za to, że mnie poznał. Chciałabym wierzyć, że to prawda... Że był moment większego zaangażowania z jego strony i to było prawdziwe. Tyle że zabrakło mu po prostu odwagi i chęci by coś z tym zrobić. Bo o ile łatwiej znaleźć kogoś w pobliżu niż bawić się w relacje na odległość, prawda?

Z resztą rozpamiętywanie i myślenie nad tym co ON naprawdę czuł nic mi nie da. Wiem tylko, że nie żałuję, mimo, że pozostawił we mnie dużo emocji, bo ta znajomość dała mi dużo do myślenia. I nieważne co on naprawdę myśli... ja życzę mu szczęścia i zawsze będę życzyć.

52 Ostatnio edytowany przez umajona (2020-05-25 23:21:34)

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...

Myślę, że tu nie chodzi o to, że zabrakło mu odwagi, żeby coś zrobić, tylko po prostu jemu taka forma znajomości odpowiadała. Tobie to kiełkowało w trochę bardziej romantyczną stronę, a on to odbierał zapewne inaczej, co nie zmienia faktu, że z sympatią wobec Ciebie.

Niemniej jednak:
- ma dziewczynę
- nie chciał się spotkać, ani nawet pogadać na kamerce, co mógł już dawno zaproponować (i co raczej nie jest kwestią braku odwagi, tylko braku chęci)

NIE CHCE. Zapewniam Cię, że jak facet chce się spotkać z dziewczyną, to to zrobi. Przykre, ale taka jest prawda.

Jeszcze mi się teraz tak uświadomiło, że przecież ja z tym moim to wiedzieliśmy, kim jesteśmy. Niby nasza znajomość polegała na pisaniu e-maili, ale kojarzyliśmy się z widzenia, z pewnego przypadkowego spotkania na pewnym wydarzeniu. Spodobał mi się, zdobyłam namiary na niego tajnymi sposobami i poszło ;p Tak więc był żywym i realnym facetem, nie tylko ze zdjęć. Nawet jeśli są one prawdziwe, to tylko zdjęcia. 100% wirtualny świat...

"Nikt nie powiedział, że dobre decyzje nie będą Cię ranić" /Włóczykij/

53

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
umajona napisał/a:

Myślę, że tu nie chodzi o to, że zabrakło mu odwagi, żeby coś zrobić, tylko po prostu jemu taka forma znajomości odpowiadała. Tobie to kiełkowało w trochę bardziej romantyczną stronę, a on to odbierał zapewne inaczej, co nie zmienia faktu, że z sympatią wobec Ciebie.

Niemniej jednak:
- ma dziewczynę
- nie chciał się spotkać, ani nawet pogadać na kamerce, co mógł już dawno zaproponować (i co raczej nie jest kwestią braku odwagi, tylko braku chęci)

NIE CHCE. Zapewniam Cię, że jak facet chce się spotkać z dziewczyną, to to zrobi. Przykre, ale taka jest prawda.

Jeszcze mi się teraz tak uświadomiło, że przecież ja z tym moim to wiedzieliśmy, kim jesteśmy. Niby nasza znajomość polegała na pisaniu e-maili, ale kojarzyliśmy się z widzenia, z pewnego przypadkowego spotkania na pewnym wydarzeniu. Spodobał mi się, zdobyłam namiary na niego tajnymi sposobami i poszło ;p Tak więc był żywym i realnym facetem, nie tylko ze zdjęć. Nawet jeśli są one prawdziwe, to tylko zdjęcia. 100% wirtualny świat...

I tak to sobie już tłumaczyłam. I tłumaczę. Masz rację, przykre. Ale nic więcej nie mogę poradzić. Jeszcze raz dziękuję za wsparcie.

54 Ostatnio edytowany przez adiafora (2020-05-26 00:29:28)

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...
Mikus_1990 napisał/a:

Mimo wszystko się zaangażowałam. I przyzwyczaiłam. I myślałam, że z tego będzie chociaż przyjaźń. Że będziemy utrzymywać z sobą kontakt. Bo ja nie tylko się zadurzyłam. Ale miałam uczucie, że go polubiłam i znalazłam wspólny język. Mi nie zależało tylko na czułych słówkach. Ale na jego osobie. Bo naprawdę po prostu zaczęłam się interesować co u niego. Myślę, że gdybyśmy mieli normalny przyjacielski kontakt, to bym tak nie wariowała. Chciałam wierzyć, że to dla niego też jest ważne. Uwierzyłam w słowa. Uwierzyłam w "zależy mi na tym kontakcie". Zdaję sobie sprawę, że pisanie nie odzwierciedla rzeczywistości, ale zawsze było u mnie "a jeśli na żywo jest takim samym dobrym człowiekiem?" A po co by mi był taki kontakt? Eh, nie wiem. Już sama nie potrafię siebie zrozumieć. Faktem jest to, że mnie to pochłonęło, że jest to niezdrowe i toksyczne. I chciałabym już wyjść z tej rzeki. wink

Dziękuję za wsparcie!

PS: Ah, i jeszcze jedna sprawa. Z tą łatwością budowania relacji przez internet oczywiście się zgadzam. Ale to nie był mój pierwszy raz. A on jako jedyny sprawił, że poczułam się jak się poczułam. I tak jak już tutaj pisałam, NIGDY w życiu nie czułam czegoś takiego.

Mam nawet w tym momencie znajomego faceta, z którym też nie widziałam się na żywo. Jeszcze, bo planujemy. Co prawda rozmawialiśmy telefonicznie, widzieliśmy też siebie na video. Piszemy praktycznie codziennie, rozmawiamy telefonicznie godzinami. I... traktuję to jako fajną znajomość/przyjaźń. Nie mam żadnych uczuć. Żadnego zaangażowania. Czemu? Bo nie podoba mi się jako mężczyzna. Jeśli chodzi o charakter i wartości. W tamtym wypadku... tak się tego kurczowo trzymałam bo bałam się, że... tracę okazję na coś pięknego? Zauroczył mnie swoją osobowością. Albo chciałam, żeby tak było w rzeczywistości.


no nie wiem, czy utrzymywanie przyjazni czyli pozwolenie temu internetowemu uczuciu powoli więdnąć, byloby dobre. To czasem dlugi proces i chyba zależy od czlowieka, co bardziej na niego działa. Czy krotkie ciecię i zerwanie kontaktu czy - jak śpiewala Hanna Banaszak - 'nie zabijaj tej milosci, daj spokojnie umrzec jej...' Tylko takie czekanie i patrzenie, jak on z innymi probuje, przyjemne chyba nie jest...
Ty co prawda nie kochasz, ale  ewidentnie jesteś zakochana.  Oczywiście, że nie każdy zauroczy nas w necie. Ale tu po prostu jest łatwiej o zauroczenie, bo wlasnie czasem dopowiadamy sobie więcej i więcej wyobrażamy. Słowa mają wielką moc. Ja opowiem Ci z wlasnego doświadczenia bo przechodzilam to w obie strony. Kiedyś się mocno zauroczyłam. Ale mi przeszło, gdy sie spotkalam w realu. Dzięki Bogu, chemii nie było, choć na łączach ukrop ;-) Rozczarowanie i zdziwienie zarazem. Słowa mają moc! A każdy ma jakieś slabości...
I mialam paru wielbicieli, przez ktorych musialam zmienić nicka bo żyć mi nie dawali, choć niektorzy nigdy mnie na oczy nie widzieli (zdjęcie wyslalam dwom) a niektorzy byli żonaci. Przyznaję, flirtowalam odrobinę, dla zabawy. Nie sądzilam, że ktoś to aż tak na serio odbierze. Raz popełniłam błąd i po alkoholu podalam swoj numer. Armagedon. Facet wydzwaniał i mowil, że mnie kocha. Potem wydzwaniala jego żona, prosząc, żeby juz wrócił do domu, do dzieci... Myślala, że on jest u mnie, gdy go w domu nie było... Musialam zmienić numer... To wszystko mi uświadomiło, jak wielką moc potrafią mieć słowa, choć tak naprawdę nikomu nic nie obiecywalam ani nie mowilam, że jest dla mnie kims wyjątkowym. Po prostu sobie rozmawialiśmy o wszystkim, bylo wesolo, dowcipnie, z przyslowiową nutką tajemniczości... I to wystarczyło. Żeby zauroczyć się w iluzji.  Bo przecież żaden mnie nie znał tak naprawdę. Teraz mi trochę wstyd. Ale wtedy czlowiek był mlodszy i glupszy...
Czy Twoj internetowy przyjaciel zna Ciebie? Czy Ty znasz jego? Tak naprawdę to jest zagadką. Nie wiesz ile z tego, co Ci pisal jest prawdą. Nie wiesz, jakie motywy kierowaly nim. Chcesz wierzyć, że bylaś ważną częścią jego życia choćby przez ten krotki okres. Może tak, może nie. Jeśli Ci to ma pomoc, uwierz, że tak. I zamknij ten rozdział. Prawda jest taka, że jeśli facetowi zależy, jeśli mu się kobieta naprawdę bardzo podoba pod jakimkolwiek względem, to nie ma zmiłuj - będzie dążył do spotkania, nawet gdy będzie na krańcu świata.
Emocje kiedyś zbledną, daj sobie czas.

55

Odp: Zadurzyłam się w facecie z internetu...

Hej, ale to nie ma związku z tym tematem, droga Moderatorko. Jeśli nie mogłam utworzyć nowego wątku, to proszę o usunięcie tego posta. Nie chcę tu o tym rozmawiać. smile

Posty [ 1 do 55 z 69 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ZWIĄZEK NA ODLEGŁOŚĆ, MIŁOŚĆ PRZEZ INTERNET » Zadurzyłam się w facecie z internetu...

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018