mortisha - co do Pani Zawadzkiej, rzeczywiście nie wszytko co ona jest znęcaniem się psychicznym. Trzeba jej oddać parę rzeczy, w zasadzie wyciągniętych z jezuickich podręczników, np. izolowanie małego terrorysty w czasie prób wymuszania.
Druga rzecz Pani Zawadzka i to jej wielka zasługa pokazywała, że często gęsto jest tak, że najpierw rodzice wychowują sobie małego tyrana, a potem zdziwienie. I sięganie po klapsy, czy szarpanie dziecka - to rzeczywiście jest wyrazem bezradność i jest wynikiem tego, że poniosło. W tym wypadku dziecko NIE PONOSI WINY, zachowuje się tak, jak zostało nauczone, wiec jak już klapsa powinni dostać rodzice. W tym wypadku klaps dany dziecku - jako całkowicie niezasadny - jest formą przemocy.
Ale to, że Pani Zawadzka pewne rzeczy pokazała dobrze, nie znaczy bynajmniej, że wszystko co pokazywała w swoich programach jest dobre. I bardzo dużo jej metod to zaadoptowane tortury stosowane w przeszłości do wymuszania zeznań. Kiedyś moja kuzynka była zafascynowana metodami Pani Zawadzkiej, kazałem jej ściągnąć kilka programów i dałem podręcznik do Metod przesłuchania specjalnego przeznaczenia wydany przez KGB w latach 60 (można było coś takiego kupić na stadionie XX - lecia). Dziewczyna - m.in. ze skończoną psychologią - z przerażeniem odkryła, że sporo tych metod to właśnie metody WYMUSZANIA ZEZNAŃ. Niestety mam do przygotowania kilka referatów (zaległości służbowe, nie naukowe) a bardziej szczegółowy ich opis wymaga kilkudziesięciu godzin pracy, wiec jak coś to kiedyś tam mogę to opisać.
Teraz ustosunkuję się do szanownych Pań - obrończyń "tyłka własności państwowej".
Uwagi o charakterze ogólnym. Jak widać szanowne Panie macie problem z odniesieniem się do meritum, zamiast tego stosujecie uwagi ad personam, np. posługiwanie się zwrotami ocennymi. Ale jak zauważył Iwan Pawłow jest to charakterystyczne dla "psychologów" i osób "psychologizujących".
Druga rzecz - nadużycia semantyczne, słowem manipulacja językowa. Nazywanie zachowania X przemocą, w sytuacji, w której zachowanie takie NIE JEST PRZEMOCĄ i NIE JEST AGRESJĄ - jest manipulacją.
Rozumowanie pars pro toto (z części na całość) jest błędnym wnioskowaniem, albowiem z faktu, że metoda X jest skuteczna wobec dziecka pani/pana Y, nie wynika, że ta sama metoda będzie skuteczna wobec dziecka pani Z. A większość argumentów przedłożonych przez Panie obrończynie tyłka własności państwowej ma ten charakter.
A teraz po kolei:
dorota.f - nie mam nie spełnionych ambicji naukowy. Wręcz przeciwnie są spełnione, wiec wybacz. Rozumiem brakuje Ci argumentów wiec odnosisz się do moich ambicji, niech i tak będzie. Ale na prawdę proszę Cię, jak zamierzasz mną manipulować to zastanów się trzy razy, jak to robić.
Pozostałe Twoje uwagi co do mojej osoby - cóż projekcja??
A teraz dla jasności - posługiwanie się przez Ciebie subiektywną definicją przemocy ma charakter manipulacji. Nie każde intencjonalne zachowanie ukierunkowane na wyrządzenie określonej dolegliwości fizycznej, psychicznej jest przemocą. Drastycznym przykładem tego nadużycia jest stwierdzenie, że dwóch facetów okładających się na ringu posługuje się przemocą. Nie tak nie jest - takich ludzi nazywamy sportowcami. Przeważnie Ci panowie (zdarzają się i panie) trzymają się określonych reguł i nie żywią wobec siebie żadnych negatywnych emocji. Wręcz przeciwnie po walce można zaobserwować między nimi wyraz szacunku itd. Wiec definicja jaką przyjmujesz jest nieprawidłowa i stanowi przejaw manipulacji poprzez rozszerzenie zakresu pojęcia przemocy.
Skutek społeczny: piętnując zachowania nie będące w swojej istocie przemocą, kieruje się uwagę organów odpowiedzialnych za zwalczanie przemocy właśnie na takie zachowania, jednocześnie (skutek niezamierzony) dając de facto przyzwolenie na działania będące przemocą.
Twój "dialog na poziomie" sprowadza się więc do narzucenia mi języka, którym mamy dialogować, zaś sytuację, w której zwracam Ci uwagę na manipulację uważasz za atak ad personam. No rzeczywiście dialog.
Co do zarzutu wkładania kogoś do rezonansu. Nie ma takiej potrzeby, jeżeli tego nie rozumiesz polecam A. Kępiński: O myśleniu biologicznym w psychiatrii, I. Pawło Dwadzieścia lat badania wyższej czynności nerwowej, Tenże: Fizjolog odpowiada psychologom.
Spostrzeżenie co do zbieżności argumentacji z argumentacją przytaczaną w niektórych mediach nie ma charakteru ocennego, wiec nie nie wiem gdzie tu wycieczka osobista.
Natomiast jak nie rozróżniasz stosowania przemocy wobec dziecka od wymierzenia mu kary to wybacz ale ja Ci tego nie wyjaśnię. W rozmowie na forum nawet nie mam jak Ci pokazywać Twoich schematów myślowych i ich źródła. Tym bardziej, że prawdopodobnie zostałaś już tak silnie uwarunkowania, że na każde odmienne stanowisko będziesz reagować w sposób charakterystyczny dla cywilizacji kultycznych.
pennylane
Pisząc o tzw. jumie opisałem coś co było moim doświadczeniem zawodowym. Większość jumy to dzieciaki, których nigdy rodzice nie uderzyli, nawet gdy trzeba było. A z tzw. "jumą" to znamy się bardzo dobrze. W sumie zabawne było jak "kręcili psychologów" czy na opiniowaniu czy w zakładach karnych. Uwierz czytaliśmy opinie i spadaliśmy z krzeseł - ze śmiechu. Jacy to oni pokrzywdzeni przez los byli. Jak się poszczególnych typów pytaliśmy o niektóre "zdarzenia" z przeszłości - to były teksty bardzo wulgarnie odnoszące się do poziomu intelektualnego pań psycholog;D Wyjątkiem byli psychologowie kończący studia przed 1984 - 85 rokiem, tzn. przed zmianą paradygmatu. Tych rzeczywiście było trudno oszukać.
Generalnie jumacze mówili tak: Pójdzie się lalunię naściemnia się, jak to ojciec z matką bili a ona grzecznie łyknie i po sprawie. I rzeczywiście tak było. Panienki reinterpretowały materiał, żeby do teorii pasowało, że to nic jumacze są źli, że ich w dzieciństwie bito itd.
Obecnie albo siedzą w kryminale, albo użyźniają glebę. Osobnicy Ci charakteryzowali się na prawdę dużą brutalnością.
Co więcej tę obserwację potwierdza to co mamy dziś. Dziś kara fizyczna jest coraz rzadziej stosowana i rzeczywiście w gimnazjach jest bardzo bezpiecznie. Po prostu idylla.
Co do wyjaśniania różnicy między jednorazowym klapsem, a jednorazowym strzałem w tył głowy - jak nie widzisz różnicy to ja już Ci nie pomogę.
Dlaczego ciekawe jak to zbadali - a bo ciekawe. Chciałbym poznać metodologię badań, na które się koleżanka powołała. Jak ktoś nie rozumie znaczenie metodologii nie mój problem.
Co do Twoich uwag: <<Czyli rozumiem, że zakładasz, że 3 czy 4 letnie dziecko WIE i ROZUMIE różnicę - kiedy tata mnie bije pasem to nie jest "prawdziwa agresja" a kiedy sie naparzają w tv albo na ulicy to już jest?
Zakładasz tutaj jakąś rozmowę rodziców z dzieckiem? Typu "kochanie, kiedy tata Cię bije i boli Cię pupa to to jest dla Twojego dobra ale jak ktoś się bije to jest niedobrze i wtedy dzwonimy na policję"?
Czy Twoja uber-wiedza w zakresie neuronauk zakłada, że tak małe dziecko jest w stanie zrozumieć różnicę pomiędzy tymi rodzajami agresji? Że tak małe dziecko jest w stanie w ogóle klasyfikować jakoś agresję jego rodzica wymierzoną przeciwko niemu? Że tak małe dziecko bez problemu rozumie coś o czym my, dorośli, debatujemy na forum i nieraz nie możemy dojść do porozumienia?>> Jak się to ma do pytania czy Koleżanka Benita widziała prawdziwą agresję ?? Bo w sytuacji, w której pytam o fakt, Ty prowadzisz nie związany z pytaniem wywód o rodzajach agresji, jednocześnie pokazując, że nie do końca wiesz co to jest agresja i jak się przejawia.
Magda8891 - ależ wiem, że skończyłaś filozofię i to nie całą tylko jej dział zajmujący się nadawaniem znaczeń ludzkim zachowaniom. To dość dobrze wynika, z faktu powołania się przez Ciebie na neuronaukę. Piszesz, że nie czujesz się "pawłowską" to się nie czuj, nikt nie każe.
Definiujesz agresję w sposób oczywiście błędny, tj. w oderwaniu od czynników obiektywnych, takich jak z jednej strony odzwierciedlenie w procesach biologicznych, z drugiej zaś w oderwaniu od reguł sensu. Bo wybacz, że to pan Aronson, czy pan Zimbardo tak definiują agresję nie znaczy, że to jest agresja. To znaczy tylko tyle, że pan Aronson czy pan Zimbardo za pieniądze Eichmena tak zaczęli nazywać agresję, a pan Zimbardo na potrzeby nawet eksperyment staffordzki sfałszował.
Co do nierozróżniania strzału w tył głowy od uderzenia w tyłek - proponuję przeczytać coś o Katyniu. Tam są dość dobrze pokazane skutki strzału w tył głowy. I bardzo proszę mi udowodnić, że uderzenie w tyłek powoduje takie same skutki. Powiem więcej, proszę mi udowodnić, że strzał w tyłek powoduje takie same skutki. Jeszcze nie słyszałem, żeby strzał w tyłek spowodował u kogoś wymóżdżenie.
I uwagi na temat: <<A to że Ciebie tato bił, cóż współczuje Ci z całego serca bo jak widać w Twojej psychice też zostawło to ślad w postaci wypaczonego przyzwolenia na kary cielesne.>> rozbawiłaś mnie do łez. Po pierwsze twierdzenie, że kara cielesna jest karą uprawnioną nie jest wypaczone. Możesz się z tym twierdzeniem nie zgadzać i uważać je za nieprawdziwe, ale niczego wypaczonego w nim nie ma.
Poza tym nie rozumiem skąd Twoje współczucie. Z tego powodu, że zostałem potraktowany SPRAWIEDLIWIE. Ja nie widzę tu krzywdy, wiec nie widzę powodu dla którego miałabyś mi współczuć.
Co do śladów na mojej psychice - wybacz ale moja psychika jest chyba jak podeszwa buta. Pewnie dlatego jestem osobnikiem, który został uznany do zdolnego do prawidłowego działania w sytuacji ekstremalnego stresu. No to moje "spaczone dzieciństwo".
No i jestem bardzo ciekaw jak zinterpretujesz to, że jestem za karą śmierci i uważam ją za karę sprawiedliwą.
Tylko proszę mi tu nie wyskakiwać z koncepcją osobowości autorytarnej, bo znowu będę musiał się zacząć śmiać.....No ale cóż Ł.P. Beria jak wiadomo wybitnym psychologiem i humanistom i wcieleniem łagodności był, a już w szczególności charakteryzował się on wstrętem do minimum porządku społecznego - zwłaszcza w krajach zgniłego zachodu.
Filoletowa
zgadzam się z Tobą, że nie każdemu dziecku trzeba dać po łapach. Są dzieci (pewnie znaczna większość) na które stanowcze NIE działa wystarczająco dobrze i na które perswazja słowna działa również wystarczająco dobrze. Ale są też dzieci na które to nie działa, wtedy nie masz wyjścia. I uwierz, że dla dziecka zdecydowanie mniej szkodliwym bodźcem w postaci tego, że dostanie w łapę, niż bodziec w postaci porażenia (nie kopnięcia) 220 V, a że się zdarza - zdarza.
Problem w tym, że przenosisz swoje doświadczenia na innych. Z tego, że Twoim dzieciom wystarczy nie, bynajmniej nie wynika, że na inne dzieci będzie to skuteczne. Wyobraź sobie, że dzieci są różne.
Widzisz ja dostałem kilka razy (palce jednej ręki) od Taty. Mój kuzyn za takie same przewinienia (częściowo zbieżny materiał genetyczny, plus podobne warunki rodzinne) za te same wybryki lania nie dostał. Ja jestem gdzie jestem, on odsiaduje 15 lat pozbawienia wolności.
Natomiast co do Twoich uwag a propos problemu założycielki wątku - tu ewidentnie lanie nie pomaga, wiec przyczyna leży gdzie indziej. A w tym wypadku wizyta rodziców u psychologa jak najbardziej wskazana.
End_aluzja
prawie się z Tobą zgadzam. Dla jasności:
1. kara nie jest działaniem wychowawczym ani nie jest też aktem przemocy - jest karą. Kara jest narzędziem przywrócenia sprawiedliwości, wiec żeby kara zaistniała musi być
2. narzędziem wychowawczym jest natomiast wyciąganie naturalnych konsekwencji określonego zachowania - słowem dziecko "karze się samo". I cudzysłów jest jak najbardziej uprawniony.
3. co do Twoich uwag na temat dziecka autorki postu - "przewinienia" są w sposób oczywisty nieadekwatne do kary w postaci lania, to nie kara to zemsta. I być może uwaga o specjaliście całkowicie uzasadniona. Poza tym wydaje mi się, że to jednak trochę wina rodziców - pewnie dziecko znacznie wcześniej zostało uwarunkowane, że za takie zachowania jest "nagroda", wiec teraz włazi w szkodę i zupełnie nie rozumie za co oberwało. I rzeczywiście klapsy tylko pogorszą problem.
Wiec może na własnym przykładzie - jak miałem 6 lat zwędziłem sąsiadce truskawki z działki, ten czyn został wyceniony przez moich rodziców na 2 tygodnie plewienia truskawek u sąsiadki - żadnej kontroli czy przypadkiem nie podprowadziłem jakiejś truskawki - nawet do głowy mi nie przyszło.
W tyłek dostałem z tego co pamiętam w trzech sytuacjach:
- jak znęcałem się nad dzieckiem, które najpierw mnie uderzyło a ja nie znalazłem granicy w obronie i biłem jak już leżało choć już nie musiałem, bo chciałem się zemścić. Ojciec jak to zobaczył, zapytał dlaczego biję leżącego - jak powiedziałem, ze dla zemsty sprawił mi lanie publicznie przy wszystkich i powiedział, że to po to, żebym wiedział jak tamten dzieciak się czuł. Poskutkowało. Od tego czasu nigdy nie zdarzyło mi się nadużyć siły nawet gdy napastnik zagrażał mojemu życiu - kolegom bez takiego doświadczenia zdarzało się tutaj przesadzać;
- drugi raz jak znęcałem się psychicznie nad innym słabszym dzieckiem - też dostałem lanie i znowu potem mi wyjaśniono dlaczego - żebym wiedział jak tamto dziecko się czuło i wyjaśniono mi, że skoro jestem silniejszy i rządzę bandą to nie wolno mi sekować słabszych ale mam stawać po ich stronie - poskutkowało lepiej niż myślałem, bo bardzo mocno wpłynęło to ma moje wybory życiowe co do pracy;
- jak w 1989 polazłem pod stocznię w Gdańsku popatrzeć na manifestację, krzyknąłem w kierunku ZOMO "ruscy do domu" to wtedy dostałem nie dość, że od ZOMO (pewnie chciał mnie postraszyć) ale i od rodziców i ciotki, po tym jak dowiedzieli się od milicjantów, którzy sytuację złagodzili (sąsiad ciotki).
Nie twierdzę, że nie można było inaczej, tylko na mnie tłumaczenie nie działało. Po prostu. Ale jak sam zobaczyłem co to znaczy i poczułem na własnej skórze to zaskutkowało. A pewnie gdybym nie oberwał byłbym dziś bandziorem jak mój bliski kuzyn (podobny materiał genetyczny i podobne warunki wychowania, tylko, że on za takie wygłupy miał rozmowy wychowawcze i karę w postaci braku deseru, który dość skutecznie zorganizował sobie sam).
A przykład Twojego męża pokazuje, że oprócz tego, że żadna kara nie zastąpi wychowania i poczucia odpowiedzialności - a za to odpowiada wychowanie. Inna sprawa, że są tacy, którzy z uporem maniaka i bez względu na zastosowane metody zdecydowanie odmawiają przyjęcia jakiejkolwiek wiedzy.
Benita72
1. kara nie jest przeciwko dziecku, bo kara nie jest w ogóle przeciwko człowiekowi. Od górnego paleolitu jednym z najbardziej istotnych wymiarów człowieczeństwa jest poczucie sprawiedliwości. Dość dobrze to widać w rytuałach przejścia. Dziecko mogło być karane dopiero, gdy osiągnęło określony wiek pozwalający mu zrozumieć zarówno winę, jak i karę. Swoją droga zaskakujące jak bardzo te rytuały i te zasady pokrywają się z tym co ustaliła psychiatria.
Swoją drogą, większość sytuacji opisanych w wątku jako "karanie" nie jest żadnym karaniem, tylko zwalaniem na dziecko odpowiedzialności za własne błędy.
Poza tym karę wymierza się za "przestępstwa" (cudzysłów uzasadniony) czyli świadome, dobrowolne przekraczanie norm, które dziecko zna i rozumie, a nie za zachowania, których znacznie dziecko nie potrafi pojąć. Dla przykładu skoro dziecko wylewa płyn ojca bo ma funa z powodu bąbelków to lepsza jest edukacja. Jeżeli dziecko chce zrobić krzywdę ojcu to należy mu się kara, tylko w tym wypadku lanie nie jest karą adekwatną.
2. to o czym piszesz - rodzica poniosło idt. - to już nie kara, która z definicji wymierzana jest na podstawie obiektywnych kryteriów i bezemocjonalnie ale zemsta.
3. co do robienia z kary narzędzia wychowawczego - kara nie służy wychowaniu. Wychowywaniu służą metody wychowawcze. Kara to kara a nie narzędzie wychowania.
4. co do tego, że kara anuluje winę to jest to oczywiście korzystne.
Po pierwsze wina sprowadza się w analizowanym wypadku do umyślności. Wina to nie to samo co poczucie winy.
Sprawiedliwość się stała, nie ma potrzeby do tego wracać. Dla przykładu:
Dziecko narozrabia. Dostaje karę w postaci przez tydzień nie otrzymasz deseru. Nie ma potrzeby przypominać mu za każdym razem (a z obserwacji wiem, że kobiety wprost uwielbiają to robić) dlaczego nie otrzyma deseru. Dziecko samo dobrze wie, jakich to czynów dokazało. Wymierzenie kary anulowało winę - bo poczucie sprawiedliwości zostało przywrócone, a dziecko już ponosi konsekwencje swojego czynu. Po odbyciu kary nie wraca się do tematu, chyba, że dziecko samo potrzebuje wyjaśnienia dlaczego to co było przeskrobane było złe. A takie wracanie do tematu - a po co?? Żeby dziecko przekonać, że w żaden sposób nie jest w stanie wymazać zła, które zrobiło.
Oczywiście kara nie wyklucza tzw. naturalnych konsekwencji narozrabiania. Jak dałeś komuś w dziób to go przeproś - to jasne.
Natomiast anulowanie winy z pierwszy czyn bynajmniej nie oznacza, że jak mały "przestępca" wchodzi w recydywę to nie należy mu się kara ponownie. I to co opisałaś rzeczywiście działa. Znaczy się dziecko z czasem uodparnia się na każdą karę i niejako ją "kalkuluje". Dlatego kara cielesna jako kara najsurowsza jest ostatecznością. Zaś nadużywana nie tylko nie przynosi skutku ale jest szkodliwa.
Wracając do przykładu podanego przez Inceni z psem. Myślę, że w tym wypadku smagnięcie (ale smagnięcie) dzieciaka kijem jest lepsze niż pogadanka. Widzisz jak go smagniesz na dzień dobry efekt jest natychmiastowy. Jak dostaje pogadankę to dla jednego dziecka będzie to wystarczające. Ale po innym dziecku to spłynie jak po kaczce. Efekt jest taki, że jak pogadanki nic nie przyniosą i w końcu dziecko dostanie kijaszkiem będzie miało poczucie krzywdy. Bo skoro ileś tam razy była pogadanka to dlaczemu tym razem oberwał kijkiem??? Umiesz mu to wyjaśnić??
A co do przemocy wobec osób starszych - znam wyniki badań, ale one nie mają przełożenia na praktykę sądowa. Generalnie w około 30 % spraw dziecko sprawca przemocy wobec rodzica sam jej doświadczał, w 70 % jest dokładnie odwrotnie. Niedawno przyszła do mnie dziewczyna z psychologii z prośbą o pomoc w znalezieniu tematu pracy. Poprosiłem znajomego prezesa sądu rejonowego o dostęp do akt. Miasto 100.000 przejrzeliśmy akta z ostatnich 10 lat, przemocy wobec osób starszych. Wyszło jak wyszło. Podobne wyniki uzyskaliśmy w 3 innych miastach.
Dziewczyna poszła z gotowym tematem i w referacie podała te dane. Została przez promotora wyrzucona z jednoznacznym stwierdzeniem, że to przecież zaprzecza paradygmatowi, że przemoc rodzi przemoc. Spostrzeżeniem - a przecież chciała je zweryfikować - nie byli zainteresowani również inni promotorzy i tak samo tłumaczyli - że to stoi w sprzeczności z paradygmatem. No i gadaj tu z psychologami.
A na zakończenie jeszcze mój ulubiony tekst księdza Guy Gilbetra: PRZYLAĆ KOMUŚ W RYJ TO GO NIE STRESUJE - TO GO DESTRESUJE.