Bardzo mi miło, że niektóre osoby nie odnoszą się do mnie wrogo już na starcie. Szczerze mówiąc zakładając ten temat spodziewałam się podobnego linczu. I się nie zawiodłam.
Wiele z tych wypowiedzi przypomina mi sytuację, kiedy pod zdjęciem mniej lub bardziej znanej aktorki pojawiają się opinie: "Fuj! Ale gruba!" , "Kijem bym nie dotknął!" , "Lepsze z łóżka nogą spychałem", "Widzieliście ten cellulit?" Nie ma znaczenia czy to jest Salma Hayek, czy Angelina Jolie czy Mila Kunis - pewni ludzie uwielbiają opluwać innych, tak bez powodu, dla przyjemności po prostu.
Tak jak ban i nieliczne inne osoby zauważyły, nigdzie nie napisałam, że szukam bogacza. Jak sama w pierwszym poście napisałam, sama nie jestem osobą bogatą, tylko przyzwoicie zarabiającą, czegoś (nie pałacu
) się już w życiu dorobiłam i takim też partnerem jestem zainteresowana. Nigdzie nie pisałam, że szukam miliardera czy nawet milionera. 
Napisałam też wiele innych cech, których poszukuję, ale z niewiadomych przyczyn owe pieniądze przesłoniły czytelnikom wszystko inne. Dlaczego tylko one działają jak płachta na byka? Nie mam pojęcia.
Czy gdybym napisała, że szukam faceta powyżej 180 cm to też byłaby aż taka straszna dyskryminacja? No cóż, sama mam 178 cm i ani ja się dobrze nie czuję w ramionach kogoś niższego, ani mężczyźni niżsi ode mnie jakoś nie gustują w "żyrafach". 
Czy gdybym napisała, że facet musi lubić koty, to też byłoby takie straszne? No bo co? Jakaś stuknięta chyba jestem, bo jest tylu wspaniałych mężczyzn nie cierpiących kotów, a ja mam jakieś wymagania z kosmosu.
A gdybym chciała żeby był wegetarianinem? Albo żeby był prawosławny? Albo żeby był muzułmaninem? Albo żeby był rudy? Albo żeby przepadał za filmami Tarantino? Albo żeby wolał chodzenie po górach niż leżenie na plaży?
Wybór partnera jest bardzo subiektywny i to co jest atrakcyjne lub nie, co możemy zaakceptować lub nie nie powinno podlegać krytyce. Dla jednych ważny jest tytuł profesora, dla innych żeby partner uprawiał jakiś sport- czasem nawet bardzo konkretny sport, jeszcze inni gustują w artystach. I czy to jest złe?
Wydaje mi się, że fajnie jest mieć obok siebie kogoś kto ma podobne cele, podobne możliwości, podobne pasje, z kim się dopełniamy. A finanse są jednak dość ważną częścią składową życia, bo często określają te pasje i możliwości. Nie wiem dlaczego wywołują tak niezdrowe emocje.
Czy ludzie którzy pracują i otrzymują za to wyższe niż przeciętne wynagrodzenie są gorsi od tych którzy zarabiają mniej? Wydaje mi się, że w Polsce Ci co mają więcej, nadal uważani są za złodziei. Za tych co nakradli, za tych którym niesłusznie się udało i przez to, że oni mają więcej to inni mają mniej.
NinaLafairy napisał/a:pracowity to był i będzie mój ojciec, który zarabiał zwykle koło 2000 tys.
Nie płacił czynszu bo miał swój dom, ale musiał oszczędzać cały czas, więc o wycieczkach za granice, wychodzeniu częstym do kina i tak dalej zapomnij. Ta pani nie chce pracowitego.
A mój ojciec zarabiał zwykle więcej niż 2000 tyś. Nie jest bogaty, jest normalny, ale stać go było na wycieczki zagraniczne, kino i różne kursy dla mnie czy kieszonkowe.
Czy to znaczy że jest mniej pracowity? Absolutnie nie. Jest pracowity, zaradny, dobry i kochany. Jakoś wcale nie mam do niego pretensji że zarabia więcej niż 2000 tyś.
Z przytoczonej wyżej wypowiedzi wynika: pracowity = musi oszczędzać, nie stać go na wycieczki i kino, jeśli go stać na wiele rzeczy to kombinator, manipulant i prawdopodobnie leń patentowany. 