Mam 32 lata i dobrą sytuację finansową. Do wszystkiego doszłam sama, swoją ciężką pracą. Jestem rozwiedziona i od czasu rozwodu nie mogę spotkać fajnego faceta na poziomie. Chodzi mi tutaj też o pewien poziom materialny dostosowany do mojego. To nie jest tak, że lecę na kasę- bo na swoje potrzeby absolutnie mi wystarcza. Nie chcę jednak mieć faceta utrzymanka, który zarabia kilkakrotnie mniej ode mnie i któremu to zawsze ja muszę stawiać wakacje, zapraszać do restauracji, kupować fajne ciuchy, opłacać kursy, a on co najwyżej na moje urodziny kupi mi jakąś tandetę z przeceny - bo ja przecież wszystko mam.
Miałam tak z moim byłym mężem, który całymi dniami się obijał i skończyło się tak, że ja harowałam jak wół a on podrywał studentki wyrywając je na mój samochód. Na koniec powiedział mi, że nie był ze mną szczęśliwy, zawsze czuł się gorszy i wie że nigdy nie dorówna mi poziomem wiedzy, obycia i sukcesem finansowym. Nie jestem jakąś bogaczką, ale zarabiam przyzwoicie, kupiłam ładne mieszkanie i mam dobry samochód. Niestety wolni mężczyźni, których spotykam, a którzy mają powodzenie życiowo finansowe w większości uwielbiają rozrywkowy tryb życia. Rozrywkowy czyli w ciągu tygodnia pracują po 14 godzin, ale za to weekendy spędzają na imprezach wciągając kokainę i z co chwila zabawiając się z nowymi dziewczynami zapatrzonymi w ich kasę i wyskakującymi z majtek przy pierwszym spotkaniu.
Ja bym chciała jakiegoś mądrego, kochanego człowieka, który byłby NORMALNY. Który miałby jakieś zainteresowania, ale lubiłby też we dwójkę posiedzieć w domu przed telewizorem, odwiedzić rodziców w niedzielny obiad, pomyślał by że niedługo czas by było mieć dzieci. Tylko gdzie takiego spotakać?
Podobne tematy
Nie znajdziesz takiego. Pożądasz faceta, którego wizerunek jest wykreowany przez mass media. Praca wysokozarobkowa oznacza albo konieczność dużej liczby godzin spędzonych w pracy, albo odznacza się bardzo dużym stresem, który odbija się w zachowaniu.
Poza tym, skoro nie możesz znaleźć faceta na poziomie, to jest to TWÓJ problem. To ty decydujesz jakimi ludźmi się otaczasz, kto jest twoim kolegą, a kto przyjaciółką. A skoro otaczasz się kokainowcami i pozerami, to wystawiasz sobie dobre świadectwo.
3 2013-02-04 18:39:26 Ostatnio edytowany przez Gordon (2013-02-04 18:40:29)
Po przeczytaniu tego postu mam mieszane odczucia... Tak wiem, mam 20 lat.
Widzę, że jesteś osobą pracowitą, konkretną.
Czas ucieka...
Nie obraź się i nie bierz tego za obraze, ale z tego co czytam to mam wrazenie, ze masz w głowie ideał, ktorego nigdy nie spotkasz. Owszem są faceci zamozni, mądrzy i 'handsome', ale cięzko będzie Ci takiego spotkać. Portale randkowe to jakaś opcja, ale odradzam ją, to jest ostateczność moim zdaniem. Rozumiem, że jesteś jedyną osoba w "rodzinie" obecnie ? Tj. nie masz potomstwa:). Jeżeli nie będziesz nigdzie wychodzić to nikogo nie spotkasz. Jeżeli wychodzisz gdzieś to nie przestawaj, ale (przepraszam) miej na sobie presje wieku.
Każdy ma jakieś swoje wady, a jako partner czasem trzeba je zaakceptowac, nie mówie, że wszystkie i nie mówię, ze na full 100 %. Ale musisz się nastawić na jakieś ustępstwa z Twojej strony. Jakieś odstępstwa od tego ideału należy dopuszczać.
Powiem tylko, ze przed Tobą trudne zadanie, bo tacy mężczyźni są już zajęci zazwyczaj.
Powodzenia życzę.
4 2013-02-04 18:54:48 Ostatnio edytowany przez joli80 (2013-02-04 18:56:52)
Poza tym, skoro nie możesz znaleźć faceta na poziomie, to jest to TWÓJ problem. To ty decydujesz jakimi ludźmi się otaczasz, kto jest twoim kolegą, a kto przyjaciółką. A skoro otaczasz się kokainowcami i pozerami, to wystawiasz sobie dobre świadectwo.
Nie otaczam się właśnie takimi ludźmi i nie zaliczam takich osób do grona znajomych. No i właśnie tu jest problem, że trudno mi znaleźć facetów podobnych do mnie. O dziwo mam kilka koleżanek w podobnej sytuacji, czyli około 30stki, atrakcyjne, wykształcone, niezależne i....same.
Facetów takich niestety nie widzę, a trafiam na ogół na takich którzy tylko czyhają żeby przenieść do mnie, na gotowe, walizki od swojej matki z którą nadal mieszkają. Ja już nie chcę kogoś komu będę wszystko dawać i jestem zmęczona byciem koniem pociągowym. Chciałabym kogoś, kto będzie ze mną ciągnął ten wóz.
Odnośnie tego "handsome", to nie szukam faceta z plakatów. Dla mnie najbardziej seksowną częścią faceta jest jego mózg.
Wiadomo, że chciałabym żeby był zadbany i nie był otyły, ale na prawdę nie szukam Mister Universum.
Nie szukam ideału- szukam normalnego, odpowiedzialnego, męskiego faceta.
Nie otaczam się właśnie takimi ludźmi i nie zaliczam takich osób do grona znajomych. No i właśnie tu jest problem, że trudno mi znaleźć facetów podobnych do mnie. O dziwo mam kilka koleżanek w podobnej sytuacji, czyli około 30stki, atrakcyjne, wykształcone, niezależne i....same.
Strasznie smutny ten akapit. Dlaczego tak jest? Robiły karierę i nie miały czasu na rodzinę?
Ja już nie chcę kogoś komu będę wszystko dawać i jestem zmęczona byciem koniem pociągowym. Chciałabym kogoś, kto będzie ze mną ciągnął ten wóz.
Nigdy nie patrzyłem tymi kategoriami. Wiesz dlaczego? Dlatego, że ja mogę sam ciągnąć "ten wóz", nawet to lubię, ale chciałbym, aby żona w tym nie przeszkadzała. Niestety ona ten mój wóz hamuje i ma pretensje, że go ciągnę, ale kobietka tak się w beztroskości rozsmakowała, że nie zauważa, że wozu może nie być i nie będzie co ciągnąć. Mamy takie różne bieguny.
Odnośnie tego "handsome", to nie szukam faceta z plakatów. Dla mnie najbardziej seksowną częścią faceta jest jego mózg.
Wiadomo, że chciałabym żeby był zadbany i nie był otyły, ale na prawdę nie szukam Mister Universum. Nie szukam ideału- szukam normalnego, odpowiedzialnego, męskiego faceta.
Ale fajne wymagania. Podobają mi się.
Powiedziałaś, że Ci co dużo zarabiają wciągają kokę i bawią się laskami. Ale przecież oni muszą mieć dobrze w głowie poukładane, aby dobrze zarabiać, prawda? To muszą być mądrzy goście, a nie tacy beznadziejni mamisynkowie...
6 2013-02-04 19:18:16 Ostatnio edytowany przez joli80 (2013-02-04 19:21:18)
joli80 napisał/a:Nie otaczam się właśnie takimi ludźmi i nie zaliczam takich osób do grona znajomych. No i właśnie tu jest problem, że trudno mi znaleźć facetów podobnych do mnie. O dziwo mam kilka koleżanek w podobnej sytuacji, czyli około 30stki, atrakcyjne, wykształcone, niezależne i....same.
Strasznie smutny ten akapit. Dlaczego tak jest? Robiły karierę i nie miały czasu na rodzinę?
Najczęściej źle wybrały- jak ja. Jakoś tak jest, że silne kobiety często przyciągają słabych mężczyzn. Tylko, że potem tak jest że ci mężczyźni zaczynają czuć się wykastrowani w takich związkach, a kobiety zaczynają czuć się wykorzystywane. Te dziewczyny które znam, to są osoby bardzo ciepłe, rodzinne, spragnione miłości. No i potem wpadają w jakieś bez sensu związki, dają z siebie wszystko byle tylko czuć się kochanymi i właściwie nie oczekują nic w zamian. Po jakimś czasie okazuje się, że za partnerów mają bawidamków i nierobów, którzy postanowili się wygodnie ustawić w życiu.
Dla mnie najgorsze jest teraz to, że nie mam kogo kochać. Wychodzę ze znajomymi, realizuję się na wszystkich innych polach, ale zasypiam i budzę się sama. Sama jem śniadanie, sama chodzę do rodziców na obiad i spędzam u nich Święta.
To nie jest tak, że ja nie mam czasu na faceta. Czas mam, tylko nie mogę spotkać odpowiedniej osoby i boję się, że przez ten głód uczuć znowu wejdę w jakiś związek, gdzie ktoś się na mnie uwiesi i będzie wysysał energię. Byle nie być sama.
Ty lubisz ciągnąć "ten wóz" bo jesteś facetem. A ja jestem niezależną, ale jednak kobietą. Nie chcę kogoś, kto odwalałby za mnie całą robotę, ale kto by mi chociaż trochę pomagał, a nie siedział na wozie, powoził i jeszcze miał pretensje do mnie i całego świata że jestem w czymś lepsza.
Powiedziałaś, że Ci co dużo zarabiają wciągają kokę i bawią się laskami. Ale przecież oni muszą mieć dobrze w głowie poukładane, aby dobrze zarabiać, prawda? To muszą być mądrzy goście, a nie tacy beznadziejni mamisynkowie...
Piszecie, Panowie, takie rzeczy, a potem wielki szok i niesmak, że dziewczyny oceniają po grubości portfela. Z tych słów wynika, że te co "lecą na kasę" właśnie bardzo mądrze robią, bo jak facet przy kasie, to ma poukładane w głowie nawet, jeśli wciąga kokrę i obraca małolaty w klubowych kiblach, a jak ma chudy portfel, to poukładane ma gorzej i pewnie beznadziejny z niego maminsynek.
8 2013-02-04 21:07:57 Ostatnio edytowany przez dziwnaismutna (2013-02-04 21:11:32)
Takiego facetą mozna szukac do 100 tki i sie nie znajdzie....;-)
Masz racje, znam paru dzianych gości i to sie sprawdza, że bawią się laskami, a nie szukaja stałego związku. Jednego, który jest total imprezowicz i laski traktuje jak kolejna do zaliczenia.
Sukces zawodowy w pewnym sensie degeneruje.
joli80 - piszesz, że tych kokainowców nie zaliczasz do swoich znajomych. A z drugiej strony piszesz również, że wychodzisz właśnie ze znajomymi, ale wśród nich nie ma bogatych i poukładanych. To przepraszam z kim ty się spotykasz? Z biednymi, ale poukładanymi, czy bogatymi z odchyłami? Bo sądząc po tej wstawce o kokainowcach, to mam jednak wrażenie, że z tymi drugimi. A z tego wniosek, że stawiasz pieniądze ponad człowiekiem. Czyli słowa i deklaracje swoje, ale praktyka swoje.
I tutaj pytanie - wystarczy ci porządny, samodzielny facet, czy jednak musi być "bogaty" ?
takich co by chcieli zeby kobieta woz ciagnela tez jest cala masa, wiec jasne ze lepszy bogaty, ale niekokainowiec.
tez bym sobie takiego zyczyla - z kasa, ale oni zazwyczaj sa megalomanami, wiec........
Yoghurt zadał ciekawe pytanie autorce. No nie mogę doczekać się odpowiedzi...
Ja uważam, że facetów koło 30stki - wolnych, chętnych,odpowiedzialnych, zamożnych to ze świecą szukać. Ano, bo zajęci są. Która dziewczyna jak jest sama to takiego puści? Żadna. Ograniczyłbym kryteria - pierwszą rzeczą, która jest zmienna, do nabycia są pieniądze. Więc może warto poszukać chętnego, wolnego, odpowiedzialnego, ale niekoniecznie zamożnego. Za to z charakterem, takiego co zarobi na wakacje, obiad czy wytłumaczy autorce co nieco ![]()
.........nie kazdy bogaty facet jest takim super mezem!!!! wiec nie ma sie czym zachwycac. czasem kasa i pogon za nia (nowy dom, auto itp.) przyslania to co naprawde wazne - uczucie i wspolne spedzanie czasu.
joli80 - piszesz, że tych kokainowców nie zaliczasz do swoich znajomych. A z drugiej strony piszesz również, że wychodzisz właśnie ze znajomymi, ale wśród nich nie ma bogatych i poukładanych. To przepraszam z kim ty się spotykasz? Z biednymi, ale poukładanymi, czy bogatymi z odchyłami? Bo sądząc po tej wstawce o kokainowcach, to mam jednak wrażenie, że z tymi drugimi. A z tego wniosek, że stawiasz pieniądze ponad człowiekiem. Czyli słowa i deklaracje swoje, ale praktyka swoje.
I tutaj pytanie - wystarczy ci porządny, samodzielny facet, czy jednak musi być "bogaty" ?
Napisała, że musi dobrze zarabiać, aby nie musiała mu fundować wycieczek. A co w sytuacji, gdy facet ma po prostu mniejsze potrzeby? Wcale nie musi chcieć jechać na Malediwy, ani żyć w luksusie a jednocześnie będzie miał bardziej poukładane niż ci których spotykasz?Trafiasz na facetów, którzy mając dużo pieniędzy po prostu korzystają z życia w pełnym tego słowa znaczeniu. Chyba przespałaś swoją szansę, rzeczywiście po trzydziestce spotkać wolnego na poziomie i dobrze sytuowanego raczej się nie da, bo taki zwykle jest już dawno w związku. Reszta bawi na całego, jak to sama zauważasz.
zawsze mozna jeszcze spotkac bogaego, z odzysku np po rozwodzie ![]()
Ale i ci pewnie tez wola szalec niz sie wiazac ponownie..........
zawsze mozna jeszcze spotkac bogaego, z odzysku np po rozwodzie
Ale i ci pewnie tez wola szalec niz sie wiazac ponownie..........
Tacy wolą młode dziewczyny. Łatwo nimi zakręcić i nie mają zmarszczek, choćby mimicznych. Po co starsza więc, skoro pełno młodych, same się garną?
16 2013-02-04 22:09:28 Ostatnio edytowany przez joli80 (2013-02-04 22:13:51)
joli80 - piszesz, że tych kokainowców nie zaliczasz do swoich znajomych. A z drugiej strony piszesz również, że wychodzisz właśnie ze znajomymi, ale wśród nich nie ma bogatych i poukładanych. To przepraszam z kim ty się spotykasz? Z biednymi, ale poukładanymi, czy bogatymi z odchyłami? Bo sądząc po tej wstawce o kokainowcach, to mam jednak wrażenie, że z tymi drugimi. A z tego wniosek, że stawiasz pieniądze ponad człowiekiem. Czyli słowa i deklaracje swoje, ale praktyka swoje.
I tutaj pytanie - wystarczy ci porządny, samodzielny facet, czy jednak musi być "bogaty" ?
Moi znajomi to od dawna ten sam krąg przeważnie od czasu studiów: fajne pary (oczywiście faceci zajęci mnie nie interesują) + fajne same koleżanki, mamy podobny poziom materialny, wspólnie wychodzimy na koncerty, czasem wyjeżdżamy na jakiś weekend czy wakacje . Zauważyłam właśnie, że wśród tych moich znajomych nie ma porządnych, odpowiedzialnych i do tego wolnych facetów. Ci którzy mają poukładane w głowie i jakiś kręgosłup moralny, to już od wielu lat są zajęci.
Mam też kilka starych znajomości (głównie z czasów liceum) z osobami, które zarabiają niecałą średnią krajową. Mimo że bardzo ich lubię, to szczerze mówiąc nie lubię z nimi wychodzić. Tzn. lubię pogadać, odwiedzić się w domu, ale szczerze mówiąc wstyd mi kiedy gdzieś idziemy, a oni zamawiają jednego drinka i potem przez pół wieczoru dolewają sobie do tego pod stołem alkohol z butelki trzymanej w torebce. Albo kiedy o 2 w nocy zamiast wziąć taksówkę trzeba marznąć i wracać nocnym autobusem- widzę że jak ja chcę zamówić taksówkę, to oni myślą że ja się wywyższam, albo popisuję, więc jadę ze wszystkimi. Nie mówiąc już o tym, że nie ma możliwości z taką osobą umówić się na obiad w restauracji, czy mini wypad do SPA.
"Kokainowcy" jak ich nazywacie, to ludzie których poznaję przy okazji wyjazdów służbowych, absolutnie nie moi przyjaciele. Zazwyczaj znajomości te kończą się po jednym wyjściu w takim towarzystwie, bo po prostu nie nadajemy na podobnych falach.
Dlatego z moich obserwacji wynika, że mężczyźni którzy odnieśli sukces zawodowy, ale do 30 roku życia nie związali się z żadną kobietą, nie chcą się po prostu wiązać tylko już zawsze zostaną już pewnie na tym etapie. Zmieniają dziewczyny jak rękawiczki i nie chcą, albo nie umieją nawiązać żadnej emocjonalnej więzi.
Jeszcze raz powtarzam, że ja nie chcę BOGATEGO- chcę takiego, którego stać na tryb życia do jakiego przywykłam. Nie oczekuję, żeby mi kupił bentleya, albo nawet żeby sam nim jeździł. Ale też nie chcę takiego, który będzie zbierał pół roku żeby mnie zabrać na weekend do Paryża.
To masz spore wymagania....bedzie ciezko.......
A szukasz wśród Polaków czy w grę wchodzą też obcokrajowcy?
A ja rozumiem autorkę, choć do jej poziomu pewnie wiele mi brakuje. To nie jest tak, że do szczęśliwego związku potrzebna jest tylko wielka ślepa miłość, bo to nie miłość. To zauroczenie, które jest potrzebne ale z czasem mija i dlatego dobrze jeżeli nie jest pierwszym etapem znajomości tylko którymś z kolei.
Mąż to jest osoba na którą zawsze mogę liczyć. Jeśli stracę pracę to mnie utrzyma, jeśli urodzę dziecko będzie przy mnie, będzie wtedy też ojcem nie zaniedbując mnie. Jeśli ja mam gorsze dni to mnie wesprze, zrobi mi niespodziankę, kupi coś ładnego, zabierze na spacer, wtedy stanie dla mnie na głowie. Mam z nim o czym rozmawiać zawsze i wszędzie i nawet jak milczę to wiemy oboje o czym myślimy. Gdy oglądam się za siebie spotykam jego wzrok bo odwraca się w tym samym momencie... Uważam, że miłość to nie jest uczucie samoistne, to szereg różnych uczuć i pewności.
Możecie się oburzać, że mąż ma utrzymywać, tak taka jest jego rola, tylko że z tą małą poprawką, że kobieta niezależna nigdy na to nie pozwoli i ja też trzymam się tej zasady.
Uważam droga autorko, że znajdziesz takiego mężczyznę. Szkoda, że ten pierwszy zmarnował Twój czas. Uważam, że na wszystko w życiu jest czas. Z tej przyczyny możesz mieć trochę trudniej. Mężczyźni dzisiaj boją się kobiet właśnie niezależnych, z natury... Bo są na tyle słabi psychicznie, oczywiście niektórzy, że choćby materialnie usiłują je sobie podporządkować. Ale nie wszyscy. Mój narzeczony woli bym pracowała, nie z chęci zysku, bo ja zarabiam na razie połowę, a może nawet 1/3 tego co on, ale dlatego bym czuła się potrzebna ludziom i mogła być właśnie niezależna.
Szkoda więc, że tamten związek był pomyłką bo właśnie teraz już wspólnie dorobieni dobrej pozycji rozumiejący się moglibyście mieć dzidzię. Niestety nie wszystko w życiu się układa po naszej myśli. Musisz wykazać się teraz troszkę cierpliwością, na pewno się znajdzie. A jak już się znajdzie... Pobądź troszkę tajemnicza, nie mów od razu zbyt wiele o swoim statusie. Zobacz jego osobę i zamiary jakie ma wobec Ciebie. Nieprzesiąknięty wiedzą i potencjalną chęcią zysku będzie dla Ciebie bardziej klarowny w swoich zamiarach. Cóż takie mamy czasy... era materializmu, inteligencja to coś o zupełnie rzadkiego...
20 2013-02-04 22:20:47 Ostatnio edytowany przez joli80 (2013-02-04 22:25:32)
A szukasz wśród Polaków czy w grę wchodzą też obcokrajowcy?
Obcokrajowcy wchodzą w grę, ale problem jest taki że ja już nie chciałabym się wyprowadzać. Tutaj mam moją pracę, moje mieszkanie, rodziców i znajomych, oraz różne finansowe i nie tylko zobowiązania. Nie chciałabym znowu stawiać swojego życia do góry nogami, zostawiać wszystkiego i zaczynać gdzieś od zera. A co takiego obcokrajowca czeka w Polsce?
Undoque dzięki za słowa otuchy. ![]()
21 2013-02-04 22:25:38 Ostatnio edytowany przez Okruszka (2013-02-04 22:26:41)
A może spróbuj za granicą
. Tutaj harpie zatrzymują fajnych facetów. Za granicą harpie są mniej harpiowate i bardziej niezależne... ![]()
Edit: Sorki, chyba nie załapałam się na ostatniego posta.
Mam też kilka starych znajomości (głównie z czasów liceum) z osobami, które zarabiają niecałą średnią krajową. Mimo że bardzo ich lubię, to szczerze mówiąc nie lubię z nimi wychodzić. Tzn. lubię pogadać, odwiedzić się w domu, ale szczerze mówiąc wstyd mi kiedy gdzieś idziemy, a oni zamawiają jednego drinka i potem przez pół wieczoru dolewają sobie do tego pod stołem alkohol z butelki trzymanej w torebce. Albo kiedy o 2 w nocy zamiast wziąć taksówkę trzeba marznąć i wracać nocnym autobusem- widzę że jak ja chcę zamówić taksówkę, to oni myślą że ja się wywyższam, albo popisuję, więc jadę ze wszystkimi. Nie mówiąc już o tym, że nie ma możliwości z taką osobą umówić się na obiad w restauracji, czy mini wypad do SPA.
A ja znam ludzi, którzy tak robią, a zarabiają kilkukrotną średnią krajową. Albo ledwo wiążą koniec z końcem, bo kredyty, bo przecież trzeba się pokazać, do SPA wyjechać itp. Ale znam ludzi, którzy nawet średniej nie zarabiają....a na wszystko im starcza i nie żyją nieźle. Być bogatym, a rozporządzać pieniędzmi i mieć klasę to dwie różne rzeczy.
Ale przynajmniej się określiłaś co do jednego - pieniądze mają u ciebie bezdyskusyjny priorytet. Także bogatego faceta z klasą, to ty raczej nie znajdziesz, bo oni mają straszne uczulenie na materialistki. I bardzo często potrafią grać biednych na początku znajomości.
W Polsce będzie naprawdę trudno. Sytuacja gospodarcza nie jest najlepsza, wielu naprawdę wartościowych ludzi musi pracować za minimalną krajową ale tacy jak piszesz nie wchodzą w grę. Jakimś sposobem udało Ci się osiągnąć sukces w życiu, dobrze zarabiasz i tego samego oczekujesz od drugiej osoby, to jest zrozumiałe. Jeśli nie zamierzasz obniżyć poprzeczki to pozostaje szukać dalej, przydatne mogą być popularne portale gdzie osoby w swoich profilach umieszczają zdjęcia i informacje o swoich dochodach, bo tak w najbliższym otoczeniu będzie to "szukanie igły w stogu siana".
Wielu facetów jak pisze yoghurt jest uczulonych na materialistki, bo często takie kobiety niewiele sobą reprezentują poza życiem na pokaz, pozorami itp.
Trochę przykre. Dlaczego? Bo dla mnie podejście jest głupie. Gdyż taki mężczyzna o jakim Ty mówisz, który jest poważny a przy tym zamożny nie bawi się w wystawny tryb życia. Sam już teraz, powoli staję się człowiekiem zamożnym, którego będzie stać na "życie na poziomie" jak Ty to określasz, ale to nie dla mnie. Mając pieniądze, wole je inwestować, a nie roztrwaniać. Wycieczki, wyjścia do drogich klubów, taksówki, czy cały ogólnie pojęty "high-life" to dla mnie symbol nowobogactwa. Wychodzę z założenia, że prawdziwie bogaty jest ten człowiek, który nie odczuwa potrzeby okazywania tego. Na kij mi samochód za 100 000zł? Szczerze wolę sobie kupić Fiata Uno z importu z niskim przebiegiem. A większą kwotę inwestować. Wysokie zarobki = życie na poziomie = wysokie wydatki? Przykro mi, ale tym cechują się osoby, które dochapały się posadki i chcą manifestować swój status materialny i pozycję społeczną.
25 2013-02-04 22:43:25 Ostatnio edytowany przez Undique (2013-02-04 22:50:42)
A ja myślę, że to nie jest żaden materializm, tylko uzasadnione poczucie własnej wartości. Mam to szczęście, że moi znajomi są na moim poziomie finansowym i w miarę intelektualnym, aczkolwiek są też tacy, z którymi faktycznie wstyd się pokazać ze względu na brak obycia dlatego właśnie nie są już moimi znajomymi. Towarzystwo po prostu trzeba sobie dobierać, dlatego moim sposobem jest by:
-na drinka iść z koleżanką A i B, które są rozrywkowe i stać je na to i na taksówkę, ale w takie miejsce na które wszystkie nas jest stać, wiadomo, że nie do Marriotta chociażby
- na kawę i do muzeum z koleżanką studentką o mniej zasobny portfelu, która kocha secesję i doskonale zna się na sztuce
- na obiad z narzeczonym niezależnie do jakiej restauracji bo wybór wtedy jest zależny od menu a nie od cen i choć samą mnie na zbyt wiele nie jest stać to jeśli już idziemy mam na to odpowiednią kwotę bo tak strasznie mało nie zarabiam.
Tak więc na wszystko trzeba znaleźć sposób. Mój jest taki :-)
A co do fajnych zajętych facetów... Cóż uważam, że to naturalne. W gronie ludzi dobrze sytuowanych i świetnie wykształconych, wśród których bardzo często przebywam wszyscy są zaobrączkowani, zdążyli to zrobić, albo w czasie studiów, albo tuż po nich. Tak to jest, może głupie porównanie ale czy znajdując idealnego mężczyznę pozwoliłabyś mu odejść?
Odbiegając od tematu, czytając Twoje wypowiedzi uśmiecham się sama do siebie. Masz tak klarowne zasady i zdecydowane podejście do życia jakie ja próbuje w sobie wyrobić.
Facet musi być odpowiedzialny i zaradny a to czy w początkowej sytuacji jest bogaty i 'piękny' nie ma znaczenia. Miałam 28 lat jak się rozwiodłam z kimś dla kogo poświęciłam siebie(prawie że) a on tylko brał i wymagał nie odwzajemniając się nigdy. W moim zawodzie jest cała masa dobrze sytuowanych facetów, którzy koniecznie chcieli mnie pocieszyć. Na próżno bo pomimo kilku przelotnych znajomości z żadnym nie związałabym się. Potem poznałam kogoś kto był butny, arogancki i traktował otoczenie jak inwentarz ale poza fizis miał(i ma nadal) dar mówienia, którym mnie całkowicie oczarował. Po czasie okazało się, że nie taki diabeł straszny jak go malują i dziś mam go na smyczy i w kagańcu
i tak już prawie 7 lat razem.
Może jestem głupia ale nie umiem sobie wyobrazić, że można kogoś kochać tylko dlatego iż jest bogaty. W zamożności najpiękniejsze jest to jak się razem do wszystkiego dochodzi.
27 2013-02-04 22:48:13 Ostatnio edytowany przez joli80 (2013-02-04 22:58:22)
A ja znam ludzi, którzy tak robią, a zarabiają kilkukrotną średnią krajową. Albo ledwo wiążą koniec z końcem, bo kredyty, bo przecież trzeba się pokazać, do SPA wyjechać itp. Ale znam ludzi, którzy nawet średniej nie zarabiają....a na wszystko im starcza i nie żyją nieźle. Być bogatym, a rozporządzać pieniędzmi i mieć klasę to dwie różne rzeczy.
Ale przynajmniej się określiłaś co do jednego - pieniądze mają u ciebie bezdyskusyjny priorytet. Także bogatego faceta z klasą, to ty raczej nie znajdziesz, bo oni mają straszne uczulenie na materialistki. I bardzo często potrafią grać biednych na początku znajomości.
Sądzę, że mylisz pojęcia. Pieniądze nie są dla mnie priorytetem, ale jedną z części składowych mojego potencjalnego partnera- tak jak wysoki wzrost, odpowiedni wiek, czy poziom intelektualny.
To nie jest tak, że chciałabym zamożnego idiotę. Nie potrzebuję faceta, żeby mnie utrzymywał. Nie chciałabym też jednak interesującego, lecz ubogiego partnera, przy którym nigdy nie poczuję się bezpiecznie, bo to już przerabiałam. Miałam już taką sytuację, że byłam zawodowo wyłączona przez dwa miesiące, a mój mąż co na to? Przychodził do mnie do szpitala i lamentował co z nami będzie, bo on nie ma żeby rachunki zapłacić i że może zadzwoniłabym do mojej mamy, żeby mu pożyczyła trochę pieniędzy.
Drugi raz tego błędu nie popełnię i dlatego poszukuję interesującego mężczyzny, który do tego jest zaradny życiowo. Nie zamierzam go doić z kasy, zamierzam normalnie żyć nie dając się przy tym sama wykorzystywać. Czy to jest materializm? Nie chcę po prostu brać sobie na głowę utrzymanka, tylko chcę mieć partnera w pełnym tego słowa znaczeniu.
To nie jest tak, że chciałabym zamożnego idiotę. Nie potrzebuję faceta, żeby mnie utrzymywał. Nie chciałabym też jednak interesującego, lecz ubogiego partnera, przy którym nigdy nie poczuję się bezpiecznie, bo to już przerabiałam. Miałam już taką sytuację, że byłam zawodowo wyłączona przez dwa miesiące, a mój mąż co na to? Przychodził do mnie do szpitala i lamentował co z nami będzie, bo on nie ma żeby rachunki zapłacić i że może zadzwoniłabym do mojej mamy, żeby mu pożyczyła trochę pieniędzy.
Dokładnie to chciałem ująć w swoim poprzednim poście. Zamożny facet, to nie taki, którego stać na high-life, tylko taki, który nie musi się bać, że zostanie wyłączony z pracy i rodzina będzie głodować. Zamożny człowiek, posiada aktywa, które pozwolą na utrzymanie rodziny przez dowolny czas, nawet jeśli na niższym poziomie. A nie miara klubów SPA i wycieczek do Paryża.
29 2013-02-04 22:55:27 Ostatnio edytowany przez joli80 (2013-02-04 22:59:21)
Trochę przykre. Dlaczego? Bo dla mnie podejście jest głupie. Gdyż taki mężczyzna o jakim Ty mówisz, który jest poważny a przy tym zamożny nie bawi się w wystawny tryb życia. Sam już teraz, powoli staję się człowiekiem zamożnym, którego będzie stać na "życie na poziomie" jak Ty to określasz, ale to nie dla mnie. Mając pieniądze, wole je inwestować, a nie roztrwaniać. Wycieczki, wyjścia do drogich klubów, taksówki, czy cały ogólnie pojęty "high-life" to dla mnie symbol nowobogactwa. Wychodzę z założenia, że prawdziwie bogaty jest ten człowiek, który nie odczuwa potrzeby okazywania tego. Na kij mi samochód za 100 000zł? Szczerze wolę sobie kupić Fiata Uno z importu z niskim przebiegiem. A większą kwotę inwestować. Wysokie zarobki = życie na poziomie = wysokie wydatki? Przykro mi, ale tym cechują się osoby, które dochapały się posadki i chcą manifestować swój status materialny i pozycję społeczną.
Ja nie roztrwaniam moich pieniędzy, nie żyję ponad stan, 1/3 swoich zarobków inwestuję a dodatkowo dotuję pewną bliską mojemu sercu fundację dobroczynną (o czym prawie nikt nie wie, bo nie robię tego dla poklasku). Ale nie widzę powodu dla którego miałabym jeździć Uno i nie dać zarobić taksówkarzowi, nie pójść na jakąś ciekawą wystawę, nie wypocząć w przyjemnym miejscu. Pieniądze nie są dla mnie celem samym w sobie, ale środkiem prowadzącym do celu. W jakim celu miałabym inwestować i oszczędzać, jeśli nie chciałabym ze zgromadzonych środków korzystać?
A przytoczona wycieczka do Paryża to tylko przykład. W końcu nie kosztuje majątku i nie chciałabym, żeby właśnie te kilkaset złotych miało poważnie nadwyrężać domowy budżet.
OK, więc troszkę inaczej się zrozumieliśmy. Twoje wypowiedzi odebrałem w zupełnie inny sposób
Błędnie doszedłem do wniosku, że Twoja utrata pracy oznacza utratę dochodów i utratę przepływu finansowego. Osobiście nie widzę nic złego w przeznaczaniu części "pieniędzy zarobionych przez pieniądze" na własne przyjemności i chociażby kabriolet
Ale gardzę kupnem kabrioletu na kredyt ![]()
Ale autorka ma 33 lata - czas goni, wiek coraz bardziej rzuca się w oczy, biologia idzie do przodu. Wybrzydzać bo musi być ideał może oznaczać zostanie samą, potem dewotką. Lepiej obniżyć kryteria. Wszak najgorsze to siedzieć samemu, bo księżniczka ale sama, to nie taki rarytas...
Z czasem i kryteria się obniżą, więc lepiej świadomie to zrobić za w czasu, niż potem szukać desperacko ![]()
Myślę, że mimo wszystko w Polsce nie masz kogo szukać. W naszym kraju pieniądze stanowią do dzisiaj temat tabu. Inaczej myślą ludzie, którzy nigdy nie musieli o nie walczyć. W krajach, gdzie kto chciał, mógł śmiało zarabiać.
Ale autorka ma 33 lata - czas goni, wiek coraz bardziej rzuca się w oczy, biologia idzie do przodu. Wybrzydzać bo musi być ideał może oznaczać zostanie samą, potem dewotką. Lepiej obniżyć kryteria. Wszak najgorsze to siedzieć samemu, bo księżniczka ale sama, to nie taki rarytas...
Z czasem i kryteria się obniżą, więc lepiej świadomie to zrobić za w czasu, niż potem szukać desperacko
Zwykle tak jest, niestety tylko facet może sobie pozwolić na to, że w każdym wieku gdy jest przy kasie znajdzie chętną kobietę w każdym niemal wieku. Także życzę joli powodzenia ![]()
OK, więc troszkę inaczej się zrozumieliśmy. Twoje wypowiedzi odebrałem w zupełnie inny sposób
Błędnie doszedłem do wniosku, że Twoja utrata pracy oznacza utratę dochodów i utratę przepływu finansowego. Osobiście nie widzę nic złego w przeznaczaniu części "pieniędzy zarobionych przez pieniądze" na własne przyjemności i chociażby kabriolet
Ale gardzę kupnem kabrioletu na kredyt
Ja wypracowałam sobie jakieś tam zabezpieczenie finansowe, natomiast mój ex mąż nie. Mój ex mąż nie miał złotówki oszczędności, za to cała masę długów u kolegów i jak się potem okazało w Providencie i tym podobnych instytucjach. Całe szczęście, że mieliśmy rozdzielność majątkową, bo gdyby nie to, to oprócz rozdartego serca zostałabym jeszcze bez pieniędzy. To właśnie ten związek nauczył mnie tego, że samą miłością żyć się nie da. Wcześniej tak nie myślałam i właśnie dlatego się z nim związałam. Drugi raz tego ryzyka nie podejmę.
Do tego chciałabym zaznaczyć, że nie mam już 20 lat i interesują mnie mężczyźni w przedziale wiekowym mniej więcej 30-35 lat. W tym wieku, to już raczej widać czy ktoś pracuje czy sobie bimba i liczy tylko na to, co mu się skapnie od innych.
joli80 nie irytuj się tymi komentarzami. Ludziom w tym kraju w większości żyje się trudno, a naprawdę niewielu stać na empatię. Zobaczysz, że prawie wszyscy ocenią Ciebie przez pryzmat Twoich możliwości finansowych, a nie Twojej osoby i hierarchii wartości, która kieruje Twoim postępowaniem. Wybacz, ale dla wielu wypad na weekend do Paryża to jednak duży wydatek, a zwykła zazdrość i zaściankowość nie pozwala nawet by spróbować zrozumieć Twoje kłopoty. (Nie kieruję tych słów absolutnie do żadnej z konkretnych wypowiadających się wcześniej osób, proszę nie czuć się urażonym).
Pozdrawiam i dobrej nocki wszystkim.
36 2013-02-04 23:09:24 Ostatnio edytowany przez joli80 (2013-02-04 23:11:04)
Ale autorka ma 33 lata - czas goni, wiek coraz bardziej rzuca się w oczy, biologia idzie do przodu. Wybrzydzać bo musi być ideał może oznaczać zostanie samą, potem dewotką. Lepiej obniżyć kryteria. Wszak najgorsze to siedzieć samemu, bo księżniczka ale sama, to nie taki rarytas...
Z czasem i kryteria się obniżą, więc lepiej świadomie to zrobić za w czasu, niż potem szukać desperacko
Wydaje mi się, że lepiej być samą niż z kimś, z kim nie jest się szczęśliwym. Po co? Dla pozorów? Dlatego, żeby mieć z kim iść na Sylwestra?
Ja jak wcześniej napisałam nie szukam ideału. Szukam zaradnego, odpowiedzialnego, kochającego i wiernego mężczyzny. Czy w dzisiejszych czasach to aż tak wiele?
Rozdzielność majątkowa to dla mnie podstawa. Właśnie po to, by nikt mnie nie posądził o wyciąganie ręki po nie swoje rzeczy i vice versa. Zwróć tylko uwagę, że oszczędności to nie aktywa, oszczędności się kiedyś kończą
Mam jeszcze nadzieję, że uwaga o wieku 20 lat, to nie przytyk w moją stronę ![]()
38 2013-02-04 23:17:04 Ostatnio edytowany przez joli80 (2013-02-04 23:18:26)
Rozdzielność majątkowa to dla mnie podstawa. Właśnie po to, by nikt mnie nie posądził o wyciąganie ręki po nie swoje rzeczy i vice versa. Zwróć tylko uwagę, że oszczędności to nie aktywa, oszczędności się kiedyś kończą
Mam jeszcze nadzieję, że uwaga o wieku 20 lat, to nie przytyk w moją stronę
Absolutnie nie przytyk, a wręcz odwrotnie.
Myśląc tak jak myślisz w Twoim wieku, będąc w moim to właśnie samochód za 100 000, będzie pewnie tym czym teraz jest Uno z niskim przebiegiem.
Chciałam właśnie napisać, że dla odpowiedzialnych ludzi po 30stce to te wycieczki, wyjścia itp. nie stanowią już głównego celu. To jest po prostu uprzyjemnienie sobie życia, na które się od tych przynajmniej 10 lat pracuje.
Od kiedy dawno dawno temu przeczytałam książkę "Biedy ojciec, bogaty ojciec", zaczęłam inaczej patrzeć na pieniądze. No ale dlatego do pary potrzebuję kogoś podobnego do mnie, żeby nie było zgrzytów i każdy był zadowolony.
P.S. Mówiąc oszczędności miałam na myśli pieniądze, których na bieżąco nie wydaje, ale oczywiście z lepszym lub gorszym skutkiem jakoś inwestuję. ![]()
Remi napisał/a:Ale autorka ma 33 lata - czas goni, wiek coraz bardziej rzuca się w oczy, biologia idzie do przodu. Wybrzydzać bo musi być ideał może oznaczać zostanie samą, potem dewotką. Lepiej obniżyć kryteria. Wszak najgorsze to siedzieć samemu, bo księżniczka ale sama, to nie taki rarytas...
Z czasem i kryteria się obniżą, więc lepiej świadomie to zrobić za w czasu, niż potem szukać desperacko
Wydaje mi się, że lepiej być samą niż z kimś, z kim nie jest się szczęśliwym. Po co? Dla pozorów? Dlatego, żeby mieć z kim iść na Sylwestra?
Ja jak wcześniej napisałam nie szukam ideału. Szukam zaradnego, odpowiedzialnego, kochającego i wiernego mężczyzny. Czy w dzisiejszych czasach to aż tak wiele?
10 lat wcześniej odpowiedziałbym, że masz rację.
Dziś szukasz czegoś co jest trafienie jak w Totolotka. Trafisz może, ale na rozwodnika, może z dzieckiem, na męża co szuka kochanki, na niezaradnego co szuka mamuśki, na małolata, co by chciał seksu z taką doświadczoną, na dziadka co mu imponuje młodsza wiele lat partnerka.
Wejdź na jakiś czat, zrób smutną emotkę - pocieszycieli bez liku. Sprawdzałem ![]()
Jestem odpowiedzialnym, zaradnym, normalnym mężczyzną, wykształconym, obytym, inteligentnym. Partnerki zawsze szukam młodszej - powód prozaiczny - biologia. Wiem jednak, że dużo kobiet szuka zabawy, łatwego życia, partnera sytuowanego. Po to właśnie by podróżować, ciekawie czas spędzać, mieć takie lajtowe życie. I najczęściej one szukają, szukają, szukają i nic.
Widzę, że edukację finansową i postrzeganie pieniądza zaczęliśmy od tych samych pozycji
Ja zacząłem edukację w wieku 15 lat
Mogę się jedynie domyśleć, jak ciężko jest Ci znaleźć partnera, który zaakceptuje taką filozofię, politykę życia, a ponadto będzie w stanie Cię wspierać.
Jestem odpowiedzialnym, zaradnym, normalnym mężczyzną, wykształconym, obytym, inteligentnym. Partnerki zawsze szukam młodszej - powód prozaiczny - biologia. Wiem jednak, że dużo kobiet szuka zabawy, łatwego życia, partnera sytuowanego. Po to właśnie by podróżować, ciekawie czas spędzać, mieć takie lajtowe życie. I najczęściej one szukają, szukają, szukają i nic.
Ale ja nie szukam, żeby podróżować, ciekawie spędzać czas i mieć lajtowe życie. To wszystko mam sama. Szukam, kogoś żeby kochać, być kochaną i żeby żadna ze stron nie czuła się wykorzystywana ani zależna od drugiej.
Rozwodnik mi nie przeszkadza, w końcu nie każdemu udaje się za pierwszym razem. Sama niestety jestem tego przykładem.
42 2013-02-04 23:33:18 Ostatnio edytowany przez joli80 (2013-02-04 23:34:30)
Widzę, że edukację finansową i postrzeganie pieniądza zaczęliśmy od tych samych pozycji
Ja zacząłem edukację w wieku 15 lat
Mogę się jedynie domyśleć, jak ciężko jest Ci znaleźć partnera, który zaakceptuje taką filozofię, politykę życia, a ponadto będzie w stanie Cię wspierać.
No właśnie, a dodatkowo jak widać chociażby na forum jestem odbierana jako "materialistka". Prawda jest zupełnie inna moim zdaniem. Czy to źle, że chcę kogoś kto by mnie wspierał w moich działaniach, a nie niszczył to co buduję przez lata? Nie pochodzę z bogatej rodziny (z biednej też nie), więc liczyć mogę tylko na siebie i na co samej uda mi się osiągnąć. Rodzice dali mi wykształcenie i naukę języków obcych. Jednak do wszystkich materialnych rzeczy musiałam dojść sama i wiele mnie to kosztowało. Wiem jak ciężko mi było i nie chcę tego stracić wiążąc się ponownie z nieodpowiednim partnerem, który nie dość że nic z siebie nie daje to jeszcze mi zabiera i nie myśli o przyszłości.
Dlatego też, chociaż często smutno mi samej, nie chcę kogoś przez kogo kiedyś finalnie będzie mi jeszcze gorzej.
43 2013-02-04 23:41:23 Ostatnio edytowany przez asmo (2013-02-04 23:42:30)
Po wymianie kilku postów zaczynam chyba rozumieć w czym problem. Sam też nie chciałbym za partnerkę przysłowiowej kuli u nogi. Nie byłbym w stanie tego zaakceptować pomimo miłości. Pod tym względem jestem takim samym "materialistą" jak Ty. Zresztą podobnie, od rodziców dostałem możliwość kształcenia się, co staram się wykorzystać maksymalnie. Tylko ja dodatkowo, zupełnie niespodziewanie, pewna sprawa spadkowa zostanie przeprowadzona z korzyścią, dużą korzyścią dla mnie. Na pewno nie pozwolę, by to, co dostaję na starcie, plus to, co wypracuję korzystając z tych możliwości, poszło na marne, czy zostało sprzeniewierzone przez nieodpowiedzialnego partnera. Z tym, że mógłbym podejść do tego tak, że jeśli nie byłaby w stanie mi pomóc, to żeby chociaż nie utrudniała, nie przeszkadzała i akceptowała to co robię. Na taki układ byłbym w stanie się zgodzić.
Asmo, niby mamy równouprawnienie, ale jednak to że Ty jesteś facetem troszeczkę zmienia sytuację. Od facetów to się raczej oczkuje tego, że oni nie tylko nie będą "nie przeszkadzać", ale dodatkowobędą siłą napędową całej sytuacji. Od faceta nie oczekuje się, że będzie długonogim blondynem, na którego miło popatrzeć, ale że to on będzie tym którego się podziwia, który jest mądry i zaradny. Ja bym właśnie chciała takiego, który mi imponuje. Dlatego tylko to, że "nie przeszkadza" nie wystarcza do szczęścia.
Tym samym mocno zawężasz sobie krąg potencjalnych partnerów. Nie każdy wie, że pieniądz traci na wartości i warto część zarobionych pieniędzy transferować w aktywa. Nie każdy nawet mając tą wiedzę może zarabiać tyle, aby mieć wystarczająco dużo pieniędzy aby zapewnić sobie bezpieczeństwo finansowe. Książki Roberta K. czyta się fajnie, ale teoria teorią a praktyka praktyką.
Jak wiele osób zauważyło, bogaty facet po trzydziestce albo korzysta z życia obracając kobietami jak towarem, albo już go zdobyła jakaś fajna kobieta. Pozostają jeszcze ci rozwiedzeni.
Widzę, że uzależniasz swoje szczęście od zabezpieczenia finansowego. To jest logiczne, ale nie zawsze zasadne a z tego powodu masz poważny problem, bo odrzucasz całą masę fajnych ludzi o niewielkiej wiedzy finansowej, którzy wcale nie muszą być w przyszłości od Ciebie zależni finansowo choć nie będą zarabiać tyle ile Ty.
Ciekawi mnie, jak byś się czuła, gdyby Twój partner którego tak szukasz i wreszcie go znalazłaś Cię olał, bo okazałoby się że zwolniono Cię i przez wiele miesięcy nie znajdujesz pracy lub firma padła i nie udaje Ci się rozkręcić czegoś nowego a wszystkie aktywa wskutek np. Twojej choroby musiałaś upłynnić na leczenie? Pieniądze są ważne, ale dla mnie osobiście nie mogą przesądzać o czyjejś wartości bądź nie.
Racja, wszystkie posty piszę ze swojego punktu widzenia, przepraszam
Przykro mi też stwierdzić, że biorąc pod uwagę Twoje cele, które tutaj opisałaś, sukces zawodowy, to ciężko będzie Ci zaimponować. Pozwól, że napiszę to ze swojego punktu widzenia, pomijając kwestię wieku, zupełnie, to poczułbym się przy Tobie raczej malutki
A co dopiero mówić o imponowaniu... Jestem pewny siebie, znam swoją wartość, ale obawiam się, że pewna siebie, kobieta sukcesu potrafi w pewien sposób... zdominować? onieśmielić? wystraszyć? większość mężczyzn. Właśnie dlatego, że pomimo swoich zalet, osiągnięć, nie będą w stanie nie dość, że sprostać oczekiwaniom, to dodatkowo zostać tym motorem napędowym i przewyższyć sukcesem. Męska ambicja to dość krucha rzecz
Mało kto odważy się narazić na porażkę w oczach kobiety. Zdecydowanie łatwiej jest znaleźć odrobinę mniej ambitną i nastawioną na sukces partnerkę, której z miejsca będzie się imponować
Nie mówię, że nie ma mężczyzn, którzy swoimi osiągnięciami Ci z miejsca zaimponują, ale znaleźć takiego, poznać i rozkochać... To ciężko ![]()
47 2013-02-05 00:03:01 Ostatnio edytowany przez joli80 (2013-02-05 00:05:52)
Ciekawi mnie, jak byś się czuła, gdyby Twój partner którego tak szukasz i wreszcie go znalazłaś Cię olał, bo okazałoby się że zwolniono Cię i przez wiele miesięcy nie znajdujesz pracy lub firma padła i nie udaje Ci się rozkręcić czegoś nowego a wszystkie aktywa wskutek np. Twojej choroby musiałaś upłynnić na leczenie? Pieniądze są ważne, ale dla mnie osobiście nie mogą przesądzać o czyjejś wartości bądź nie.
Matt utrzymywałam mojego męża przez 3 lata po tym jak stracił pracę, a i tak nie z tego powodu się rozstaliśmy, bo go po prostu kochałam. Wiadomo, że różne sytuacje w życiu bywają, ale nie chcę już na starcie pakować się w związek, który nie rokuje dobrze.
Nie mówię, że nie ma mężczyzn, którzy swoimi osiągnięciami Ci z miejsca zaimponują, ale znaleźć takiego, poznać i rozkochać... To ciężko
A kto powiedział, że ma być łatwo?
Są też tacy, którzy lubią wyzwania, a nie to że jest łatwo. Takiego szukam!
Joli, tak czytam ten temat od początku i jedyne co mi się nasuwa to myśl, że nie znajdziesz takiego faceta o którym marzysz. Nie mówię tego ze złośliwości.
Jestem kilka lat młodsza od Ciebie i zupełnie niedawno mając jeszcze 2kę na początku, miałam (już!) kłopot ze znalezieniem faceta. Niektóre moje koleżanki są przed trzydziestką i też są same - świetnie ustawione zawodowo, zaradne, silne i...
Ja myślę, że tak się nie da. Wyobraź sobie te koleżanki z facetem "ustawionym". Co by było, jakby zostały same? Podejrzewam, że 90% z tych kobiet okazało by się ciapami życiowymi... Nie daj boże depresja - skok z mostu gwarantowany. Są silne z facetem. Bez faceta giną. Są nikim.
Ty jesteś jedną z silnych kobiet a mężczyźni takich nie lubią. Jak przekraczasz pewien wiek, to słyszysz wypowiedzi typu - ustawiony facet będzie wolał młodszą itepe... Kobieta na złom, normalnie...
Ja kiedyś usłyszałam, że jak dziewczyna jest sama w wieku 25 lat... To znaczy, że coś jest z nią nie 'halo'. Powiedziały to osoby po studiach, z pozycją, z dużego miasta...
Mnie się udało. Udało o tyle, że zrobiłam w końcu porządny rachunek sumienia i zadałam sobie pytania - na czym mi naprawdę zależy. Nigdy nie poznałam faceta, który (już pomijając wygląd) miałby wszystkie cechy uznane przeze mnie za najważniejsze. Jak miał kasę - oglądał się za dupami. A nawet jeśli nie, to kombinator był z niego taki, że jako osoba wrażliwa bałabym się wejść w związek taką osobą. A tak z drugiej strony... A może i mnie czegoś brakowało, żeby "zasłużyć sobie" na ogarniętego faceta. Może brakowało mi skromności. Może tego, że zamiast udawać rozmazaną lalę brałam młotek i gwóźdź do ręki. To bardzo ogólnikowe przykłady. Mogłabym ich podać więcej.
W efekcie końcowym wybrałam takiego, co może kokosów nie zarabia, biznes planu w głowie nie ma... Ale ma WARTOŚCI. Wygląda to tak, że może nie będzie mnie stać na jednorazowe wydanie 2000 zł na ciuchy... Ale jak mam swoje załamki i momenty, kiedy potrzebuję mądrej rady... To wiem do kogo się zwrócić.
Nie wszyscy faceci co nie zarabiają dużo to życiowe ciapy. Nie wszyscy, którzy zrezygnowali z pogoni za kasą nie mają nic do powiedzenia.
Ty miałaś strasznie marny przykład człowieka pozbawionego klasy. Ale założę się, że nie wszyscy tacy są, nawet ci skromniejsi
.
Szczerze powiedziawszy to ja tu widzę przejawy snoobizmu i przedmiotowości osób płci męskiej. To tak jakby tutaj facet się zapytał, gdzie znaleźć babkę o idealnych rozmiarach która będzie kopulowała z nim gdzie popadnie.
50 2013-02-05 01:06:34 Ostatnio edytowany przez malyksiaze2 (2013-02-05 01:10:14)
Mam też kilka starych znajomości (głównie z czasów liceum) z osobami, które zarabiają niecałą średnią krajową. Mimo że bardzo ich lubię, to szczerze mówiąc nie lubię z nimi wychodzić. Tzn. lubię pogadać, odwiedzić się w domu, ale szczerze mówiąc wstyd mi kiedy gdzieś idziemy, a oni zamawiają jednego drinka i potem przez pół wieczoru dolewają sobie do tego pod stołem alkohol z butelki trzymanej w torebce. Albo kiedy o 2 w nocy zamiast wziąć taksówkę trzeba marznąć i wracać nocnym autobusem- widzę że jak ja chcę zamówić taksówkę, to oni myślą że ja się wywyższam, albo popisuję, więc jadę ze wszystkimi. Nie mówiąc już o tym, że nie ma możliwości z taką osobą umówić się na obiad w restauracji, czy mini wypad do SPA.
Bardzo ich lubisz ale co? Boisz się, że tyłek ci odmarznie? Korona Ci z głowy spadnie? Jeśli kogoś lubię a wiem, że nie ma za dużo pieniędzy to dla mnie sprawą oczywistą jest, że nie tworzę sytuacji w których czuli by się dotknięci tym, iż forsy nie mają. Lubię człowieka to co za problem pogadać z nim i wypić z nim po piwie za 3 zł a nie jakiś wyszukany trunek za jakieś bajeczne kwoty.
Szczerze powiedziawszy to ja tu widzę przejawy snoobizmu i przedmiotowości osób płci męskiej. To tak jakby tutaj facet się zapytał, gdzie znaleźć babkę o idealnych rozmiarach która będzie kopulowała z nim gdzie popadnie.
Majszter, a powiedz mi, dlaczego w takim układzie tak wiele kobiet, jak autorka wątku ma ten sam problem.
Jest mnóstwo kobiet wartościowych, zaradnych i silnych... Wiele z nich ciężką pracą dorobiło się pewnego poziomu materialnego.
I klops. Są udupione. Bo... Bo faceci nie mają jaj? Bo się ich boją... Bo wolą młodszą... W czym takie kobiety, jak autorka, są gorsze? Dlaczego są na pozycji przegranej. Dlaczego nie mogą mieć kogoś na ich poziomie. Naprawdę są WSZYSCY zajęci. A może wina jest pomiędzy. Może i faceci przyczyniają się do tego? Może w głębi siebie facet woli mieć u boku taką, co potulnie będzie miała "jakiśtam" zawód. Będzie zajmowała się domem, dziećmi i tylko wyciągała łapki po kolejną kasę. A jak rozwód, to kobieta zabiera wszystko i jest suką. I kobiety to materialistki... Może to faceci ustawiają sobie nisko poprzeczkę... I lubią tą poprzeczkę. Bo boją się, gdy "kobieta mnie bije"...
Chętnie bym się tego dowiedziała. Bo za dużo kobiet tego typu mam w swoim otoczeniu.
Majszter, a powiedz mi, dlaczego w takim układzie tak wiele kobiet, jak autorka wątku ma ten sam problem.
Bo faceci też się wycwanili w dzisiejszych czasach. Nie są ulegli i nie dają się omotać kobiecym gierkom.
Bo faceci nie mają jaj? Bo się ich boją... Bo wolą młodszą... W czym takie kobiety, jak autorka, są gorsze?
No wybacz- stać mnie na pewne dobre rzeczy ale nie obnoszę się z tym wobec mojej kobiety bo wiem, że ją na to nie stać. I ona nie zarabia choćby połowy tego co ja mam. Chyba trzeba znać umiar w pewnych sytuacjach.
Dlaczego są na pozycji przegranej. Dlaczego nie mogą mieć kogoś na ich poziomie. Naprawdę są WSZYSCY zajęci. A może wina jest pomiędzy. Może i faceci przyczyniają się do tego? Może w głębi siebie facet woli mieć u boku taką, co potulnie będzie miała "jakiśtam" zawód. Będzie zajmowała się domem, dziećmi i tylko wyciągała łapki po kolejną kasę. A jak rozwód, to kobieta zabiera wszystko i jest suką. I kobiety to materialistki... Może to faceci ustawiają sobie nisko poprzeczkę... I lubią tą poprzeczkę. Bo boją się, gdy "kobieta mnie bije"...
Generalizujesz fakty. W takim układzie czemu wy- kobiety- obracacie w takim kręgu znajomych? Przecież jest wielu facetów z dobrymi pozycjami, ugruntowanymi.
I jeszcze wtykanie nas do jednego wora. Myślisz że nie będę podpisywał intercyzy przez ślubem? Myślisz, że swoją kobietę rozpieszczam? Nic z tych rzeczy.
majszter napisał/a:Szczerze powiedziawszy to ja tu widzę przejawy snoobizmu i przedmiotowości osób płci męskiej. To tak jakby tutaj facet się zapytał, gdzie znaleźć babkę o idealnych rozmiarach która będzie kopulowała z nim gdzie popadnie.
Majszter, a powiedz mi, dlaczego w takim układzie tak wiele kobiet, jak autorka wątku ma ten sam problem.
Jest mnóstwo kobiet wartościowych, zaradnych i silnych... Wiele z nich ciężką pracą dorobiło się pewnego poziomu materialnego.
I klops. Są udupione. Bo... Bo faceci nie mają jaj? Bo się ich boją... Bo wolą młodszą... W czym takie kobiety, jak autorka, są gorsze? Dlaczego są na pozycji przegranej. Dlaczego nie mogą mieć kogoś na ich poziomie. Naprawdę są WSZYSCY zajęci. A może wina jest pomiędzy. Może i faceci przyczyniają się do tego? Może w głębi siebie facet woli mieć u boku taką, co potulnie będzie miała "jakiśtam" zawód. Będzie zajmowała się domem, dziećmi i tylko wyciągała łapki po kolejną kasę. A jak rozwód, to kobieta zabiera wszystko i jest suką. I kobiety to materialistki... Może to faceci ustawiają sobie nisko poprzeczkę... I lubią tą poprzeczkę. Bo boją się, gdy "kobieta mnie bije"...Chętnie bym się tego dowiedziała. Bo za dużo kobiet tego typu mam w swoim otoczeniu.
Napiszę szczerze to co myślę. Facet pragnie mieć kontrolę nad sytuacją, chce by kobieta jakoś była od niego zależna. Posiada asa, którego może wyciągnąć w każdej sytuacji. A jak kontrolować kobietę która osiągnęła to co autorka? Asy mężczyzny w tej sytuacji tracą na wartości i związek z kobietą spełnioną zawodowo i finansowo jest jakby stąpaniem po cienkim lodzie. To partnerka w tej sytuacji posiada asy i dla faceta jest to szalenie niekomfortowa sytuacja.
Majszter, a powiedz mi, dlaczego w takim układzie tak wiele kobiet, jak autorka wątku ma ten sam problem.
Jest mnóstwo kobiet wartościowych, zaradnych i silnych... Wiele z nich ciężką pracą dorobiło się pewnego poziomu materialnego.
I klops. Są udupione. Bo... Bo faceci nie mają jaj? Bo się ich boją... Bo wolą młodszą... W czym takie kobiety, jak autorka, są gorsze? Dlaczego są na pozycji przegranej.(...)
Chętnie bym się tego dowiedziała. Bo za dużo kobiet tego typu mam w swoim otoczeniu.
Bo w większości przypadków tego typu kobiety są strasznymi materialistkami. Bo szukają swojego wyśnionego ideału, a naprawdę dobre partie przechodzą im koło nosa. Dlatego, że w życiu rodzinnym nie potrafią być partnerkami - potrafią jedynie szefować, dyrygować i rozporządzać. Wymieniać można jeszcze długo....generalnie rozbija się o jedno - takie kobiety potrafią walczyć, ale nie potrafią żyć w normalności, kiedy już walczyć nie muszą, a muszą iść na kompromis i ustępstwa z czym wiąże się dojrzały związek.
55 2013-02-05 02:24:09 Ostatnio edytowany przez black1977 (2013-02-05 02:45:41)
cześć
w sumie nie udzielam się zbytnio na forum, bo nauczyłem się bardziej słuchac niż gadać/pisać, ale wciąż czytam z uwagą te watki które mnie zainteresują.. a ten taki właśnie jest:)
bardzo to frapujące, że są tacy ludzie co się nie poddają, maję poczucie własnej wartości, jakiś horyzont, wiedzą czego chcą,
na twoim miejscu zrobiłbym dokładnie to samo,
masz marzenie, za którym podążasz, na przekór, pod górkę, większość pisze "odpuść za wysoko stawiasz poprzeczkę", a mnie się to strasznie podoba, że sa jeszcze ludzie którzy wymagają od innych (oczywiście jeśli przynajmniej tyle samo wymagają od siebie), którzy maja ideał i dość odwagi by iść za jego światłem...
... nie wiem czy znajdziesz, ale mnie życie wciąż uczy, że to co najcenniejsze i najpiękniejsze, zawsze wymaga najwięcej czasu i poświęcenia,, bo to właśnie ten czas i poświęcenie sprawia że ma to dla nas tak wielką wartość
ci którzy maja "mniejsze" wymagania znajdują szybciej (choć często bardziej przypadkowo i chyba generalnie mniej trafnie) - bo brak wymagań powoduje określenie cech jako "każda jest dobra".. choć potem okazuje się że nie do końca, bo przecież chcielibysmy by był ideał
ci którzy mają "wysokie" szukają długo - czasem bezskutecznie, ale jeśli znajdą... wtedy odkrywają że było warto czekać...
i doskonale wiem jakie to uczucie gdy wszyscy wokół mówią, że masz wszystko, a ty wiesz, że mimo że masz wszystko, nie dzieląc tego z nikim to tak jakbyś nie miała niczego, albo jakby cała łąka kwiatów była czarno-biała
masz dwa wyjścia pogodzić się i spróbować znaleźć kogoś "nie całkiem" idealnego - co mam wrażenie już przerabiałaś
albo trwac przy swoim z wiarą, ze się uda... bardzo ryzykowne.. ale (subiektywnie) jakże SŁUSZNE !!!
...będę czytał
i coś mi mówi, że kiedyś przeczytam.... znalazłam, jest fajnie
..czego ci życzę
Witaj.Joli 80,mysle ze te poszukiwania moga byc wrecz karkolomne,moze tylko przypadek jakis.Podam Ci przyklad swojej osoby,jestem normalny,pracuje i nie mogla bys mnie znalezc,wyjazd rano autem czy busem do pracy,czas wyliczony,nie reaguje kompletnie na zadne kobiety spotkane w ciagu dnia,brak zainteresowania,mysle o pracy,zlecenia na wyjezdzie-temat praca o 21-22 pada sie na pysk,mijane w hotelach seksowne kobiety,czasem mnie zagadujace,nie interesuja mnie,w knajpie mnie nie spotkasz,na przystanku autobusowym,tez nie,na imprezie rodzinnej mojej tez nie-zamkniete grono,dziewczyna w domu bo to normalne jak samemu jest sie normalnym,po co szukac znajomosci z inna kobieta,mam zycie prywatne poukladane.Mozesz mnie spotkac w prywatnej klinice,bo mi zdrowie nawala od tyrania,albo za pare lat na lawce w psychiatryku,bo to moze byc kolejny etap zycia w tym porabanym klimacie ktory nas otacza,ale nie bede juz chyba wtedy normalny i nie bede tym czego szukasz.Pozdrawiam.
57 2013-02-05 11:57:04 Ostatnio edytowany przez ban (2013-02-05 12:00:47)
Ja całkowicie i we wszystkim zgadzam się z joli80... no może za wyjątkiem wyceny wycieczki do Paryża -- pewnie miałaś na myśli kilka tys zł.
Z imprezy autobusem nocnym wracałbym tylko w ramach atrakcji na wspomnienie studenckich lat (nawet ostatnio zamiast taxi dla checy przejechałem się krakowską komunikacją miejską i było fajnie)... ale taksówki są od tego, aby zawieźć do domu i w wieku 30+ pasowałoby mieć pieniądze na taxi, bo to jest wygoda życia. Jaki samochód kto ma -- zupełnie mnie to nie obchodzi byle był sprawny technicznie. Trzeba mieć jeszcze laptopa, dobre jedzenie, picie, swój (!!! swój) kawałek podłogi. I to nie jest materializm, jak niesłusznie niektórzy myślą, ale zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych. Tak samo jak idzie się na miasto, to głupio jest oszczędzać na drinkach, jedzeniu -- to po prostu dyskomfort.
Mamy znajomych, co do restauracji nie pójdą, bo zbierają na buty Nike. Mam znajomych, co mają cudowne auta, ale na wakacjach wpieprzają weki i bułki z dżemem. Znam też przypadki, że niedopasowanie finansowe utrudnia miłe spędzanie czasu -- jedni wolą spać w górach na podłodze w schronisku i wrzątkiem się raczyć, inni chcą pokoju i obiadu z herbatą, a potem ciasto z kawą.
Dodam jeszcze, że w sumie nie chodzi o to, czy facet ma pieniądze, ale czy jest niezależny, czy jest w stanie się sam utrzymać, sam płacić rachunek za prąd, wodę, czynsz, spłacać kredyt na mieszkanie. Są tacy, co wolą iść na 8 do pracy, tam się pośmiać i pogadać, bezstresowo kupić pifko i walnąć się o 17-tej na sofę oglądając rozgrywki FIFA.
Kobieta może być menedżerem i zarabiać 7 tys na rękę, a facet może być kierownikiem sklepu za 4 tys i to nie jest zagrożenie. Ale jeśli facet przyjdzie do żony i jęczy, że nie ma na prąd, nie ma oszczędności, to kurczę -- co on robił przez 10 lat? Kupił sobie motor i Xboxa?
Joli pewnie sobie kogoś znajdzie... ale chyba musi się napracować. Np. w liceum było kilka klas, może 100 lub 200 osób. Zatem aby powstała para trzeba było spotkać np. 100 chłopaków. Więc idąc tą logiką na portalu randkowym powinnaś poznać 100 facetów, aby kogoś wartościowego spotkać.
ban - widzisz, ja pracowałem swego czasu w korporacji taksówkowej i raczej tę formę transportu po pijaku potraktowałbym jako ostateczność ![]()
i jeszcze jedno mi przyszło do głowy o poranku
znajdziesz na tym forum i takich co napiszą, że głupio robisz, bo wysokie wymagania obniżają szansę znelezienia kogoś i może czkac cię samotność
i takich którrzy napiszą, ze dobrze że szukasz kogoś wybitnego, bo tylko takiej osobie warto oddac wszystko, bo on po prostu zrobi to samo dla ciebie
każdy patrzy na twój problem przez swój charakter i przez swój pryzmat doświadczeń,
jedni lubią czekać na najlepsze znosząc trudy po drodze, inni potrafia cieszyć się z rzeczy średnich, które są łatwiej osiągalne
jedni nie znaleźli chociaż czekali a inni znaleźli lub wierzą, że znajdą
a ty powinnaś zrobić to co czujesz, bo tylko to się ma szansę się udać, jeśli w coś nie wierzysz... nie ma co się trudzić
"cokolwiek robisz rób to całym sercem inaczej jest to zmarnowany czas" Paco Ahlgrena
Witam ![]()
Bardzo dobrze rozumiem autorkę.. Kobieta ma swoje cele, potrafiła o siebie zadbać finansowo, dlaczego miałaby nie wymagac tego od potencjalnego partnera? Prawdopodobnie nie chodzi o to,zeby popisywać się bogactwem tylko o ambicje i podejście do zycia. Która kobieta osiągająca zawodowe sukcesy chciałaby spędzac zycie z darmozjadem- bo tak to trzeba nazwac- spędzającym całe zycie przed telewizorem z piwem w ręku ? Czy męzczyzna który zarabia 1300 netto nie czułby się fatalnie gdyby kobieta oświadczyła mu,ze chce isc do najdrozszej restauracji w miescie i ze zapłaci za niego? Chodzi o wyrównany poziom zycia. Autorka posta zarabia duzo,moze sobie pozwolic na przyjemności nie ma powodu zeby z tego rezygnowała przez to,ze większości facetów na to nie stać. Nie wierzę,ze normalny człowiek zarabiając duzo oprocz inwestowania jezdziłby najgorszym rzęchem po to,zeby się nie wywyzszac. Kazdy zyje na takim poziomie na jaki go stac.
Wierzę,ze odnajdziesz jeszcze właściwego męzczyzne ale najwazniejsze jest to by Twoim kryterium wyboru był właśnie intelekt a nie pieniądze czy posiadane stanowisko
Byc moze gdzies tez znajduje się męzczyzna, który swoją młodość poświęcił dla kariery i szuka normalnej kobiety
Pozdrawiam
Ja również popieram autorkę.
W związku też pod względem finansowym powinna panować równowaga. On dostał mieszkanie w spadku-remontujemy razem, ktoś kupuje farby ktoś kupuje pędzle. Nikt nikogo nie wykorzystuje i to jest dobre. Nie rodzi takich rozterek. Ja też zarabiam może nieco powyżej średniej krajowej a on zarabia niewiele więcej- ja nie mam poczucia ,ze muszę go niańczyć- on ,że liczę na to aby ujął moją dłoń, wsadził na białego rumaka i przeniósł przez "bagno" czasami dnia codziennego dorzucając przy tym na kolejną parę butów
Skoro ona sama od siebie wymaga czemu ma obniżać swoje wymagania? Ja swoich nie obniżałam i byłam sama 3lata- a mój facet jak mnie poznał to oświadczył mi się po 8 miesiącach bez obaw ,że będzie musiał się mną zajmować całe życia więc są na tym świecie faceci doceniający ambitne i samodzielne kobiety. I właśnie jesteśmy ok30stki.
Moim zdaniem problem polega na czymś zupełnie innym.
Wymagania są wymaganiami- każdy jakieś ma, ale joli jest już " po przejściach".
Niech nawet pozna takiego faceta którego chce ( czego jej życzę) ale na dzisiejszym rynku pracy jest różnie, z dnia na dzień można stracić stanowisko lub też można zachorować- różnie w życiu się układa i wtedy obojętnie jaki partner wspaniały by nie był to joli zapali się czerwona lampka "uciekaj, bo może cię wykorzysta", a przecież w związku trzeba sobie na wzajem pomagać.
Niestety krzywda jaką wyrządził były mąż zmieniła jej punkt widzenia i teraz potrzeba dużo pracy żeby to zmienić, bo w takim przypadku każdy facet będzie takim który będzie ją chciał obskubać z kasy, nawet jeśli nie będzie mieć takiego zamiaru.
Moja mam przez 20 lat utrzymywała mojego ojca, który pracy imał się od czasu do czasu. Teraz gdy już go nie ma, a ona chciałaby kogoś poznać, wszyscy jakich spotyka to kombinatorzy i wyzyskiwacze. Na początku tego nie widać, ale później wychodzi szydło z worka- może niektórzy przyciągają takie osoby?
Albo tak jak stwierdziła joli przeciwstawne charaktery się przyciągają jak magnesy?
Widzę, że uzależniasz swoje szczęście od zabezpieczenia finansowego. To jest logiczne, ale nie zawsze zasadne a z tego powodu masz poważny problem, bo odrzucasz całą masę fajnych ludzi o niewielkiej wiedzy finansowej, którzy wcale nie muszą być w przyszłości od Ciebie zależni finansowo choć nie będą zarabiać tyle ile Ty.
.
I jak dla mnie to najmadrzejsze stwierdzenie tego watku. ![]()
Owszem na pierwszy rzut oka jeden z drugim moze nie wydawac sie na tym samym poziomie finansowym co ty. Szczerze powiem pewnie niewielu jest na tym samym poziomie co ty, ale co nie oznacza ze nie moga byc rownorzednymi partnerami w zwiazku z toba. Uprzyjmy sie tej glupiej wycieczki do Paryza.... ![]()
Jesli uprzesz sie zamieszkac w najbardziej luksusowym hotelu w centrum Paryza i odwiedzac Moulin Rouge kazdego wieczora to super. Ale jesli facet powie: "skarbie nie stac mnie na siedem gwiazdek ale tylko na cztery" to czy poszlabys na taki kompromis? Sama sobie na to odpowiedz.
Musze przyznac ze dla mnie sytuacja materialna faceta jest istotna ale nieco w innym swietle. Mianowicie nie musi miec na starcie milionow ale jesli widze ze w czaszce mozg pracuje, ze facet pracuje ciezko a nie sie buja na prawo i lewo, jesli widze ze jest skoncentrowany i ma ambitne realne plany to nie widze przeszkody zeby dorabiac sie majatku wspolnie.
Rozumiem twoje obawy...ale czasem gdzies trzeba isc na jakis kompromis albo pogodzic sie z porazka ![]()
Wybacz żuchwałosc, pracujesz w bankowości jako doradca finansowy?
ban napisał/a:joli80 napisał/a:Nie otaczam się właśnie takimi ludźmi i nie zaliczam takich osób do grona znajomych. No i właśnie tu jest problem, że trudno mi znaleźć facetów podobnych do mnie. O dziwo mam kilka koleżanek w podobnej sytuacji, czyli około 30stki, atrakcyjne, wykształcone, niezależne i....same.
Strasznie smutny ten akapit. Dlaczego tak jest? Robiły karierę i nie miały czasu na rodzinę?
Najczęściej źle wybrały- jak ja. Jakoś tak jest, że silne kobiety często przyciągają słabych mężczyzn. Tylko, że potem tak jest że ci mężczyźni zaczynają czuć się wykastrowani w takich związkach, a kobiety zaczynają czuć się wykorzystywane. Te dziewczyny które znam, to są osoby bardzo ciepłe, rodzinne, spragnione miłości. No i potem wpadają w jakieś bez sensu związki, dają z siebie wszystko byle tylko czuć się kochanymi i właściwie nie oczekują nic w zamian. Po jakimś czasie okazuje się, że za partnerów mają bawidamków i nierobów, którzy postanowili się wygodnie ustawić w życiu.
Dla mnie najgorsze jest teraz to, że nie mam kogo kochać. Wychodzę ze znajomymi, realizuję się na wszystkich innych polach, ale zasypiam i budzę się sama. Sama jem śniadanie, sama chodzę do rodziców na obiad i spędzam u nich Święta.
To nie jest tak, że ja nie mam czasu na faceta. Czas mam, tylko nie mogę spotkać odpowiedniej osoby i boję się, że przez ten głód uczuć znowu wejdę w jakiś związek, gdzie ktoś się na mnie uwiesi i będzie wysysał energię. Byle nie być sama.
Ty lubisz ciągnąć "ten wóz" bo jesteś facetem. A ja jestem niezależną, ale jednak kobietą. Nie chcę kogoś, kto odwalałby za mnie całą robotę, ale kto by mi chociaż trochę pomagał, a nie siedział na wozie, powoził i jeszcze miał pretensje do mnie i całego świata że jestem w czymś lepsza.
zgadzam się! w pełni!