Streszczę w miarę swoją sytuację czyli rok walki o małżeństwo i rodzinę, cud, udało się.
WSTĘP
Młodo urodziła nam się córka, kochaliśmy się,mieszkaliśmy razem, wszystko robiliśmy wspólnie, rozumieliśmy się, rodzice wymyślili, że należy wziąć ślub bo dziecko, ja w sumie tez uznałem, że chciałbym, moja zaś nie była przekonana ale za bardzo mi o tym nie mowila. Pracowalem dorywczo ona koczyla studia, zylismy biednie ale bylo nam dobrze, poswiecalismy malej duzo czasu bylismy szczesliwi. Potem zaczelismy pracowac oboje zarabialismy coraz wiecej, wiecej bylo wycieczek ale mniej czasu dla siebie na codzien,wiecej kłótni poznalismy proze zycia.Kupilismy mieszkanie po 4latach i postanowilismy ze czas na rodzenstwo. Gdy urodzil sie syn żona chyba pod wplywem hormonow odsunela sie ode mnie,nie chciala zebym ja przytulal cala milosc przelalana niego. Hajsu bylo coraz wiecej ale i wydatkow, roznilo nas to ze ja chcialem cos odkladac,ona wolala wyczyscic kontodo cna co miesiac. Zaniedbywalem sie troche, nie kupowalem sobie nowych ubran itd,cieszylem sie ze ona moze kupowac roznosci sobie i dzieciom, czulem jednak ze jestesmy juz starym malzenstwem, ze kwiatuszki minely i trzeba teraz powaznie patrzec na zycie, ale ufalem jej w 100% kochalem choc nie mowilem tego, na codzien jednak denerwowala mnie jej lekkomyslnosc to ze nie chce byc porzadna gospodynia ze jest syf a żarcie robi tylko dzieciom a mi ie poda, a ją moje sapanie się o zbedne wg mnie wydatki i zamulenie. Gdy w nerwach powiedziala mi kiedys ze mnie nie kocha zaczalem lapac doły, zamykalem się w sobie i w komputerze, nie mialem sily wyjsc do ludzi, mało pomagałem przy dzieciach, robilem mniej domowych obowiakow tylko odkurzanie i pilnowalem rachukow, dobijalo mnie ze minelo juz 6-7 lat a nie widzialem perspektywy ze zaczne odkladac na wymarzony dom z ogródkiem i inne marzenia mimo iz zarabialismy coraz coraz wiecej. Jedynie na wycieczkach czułem spokoj i bylo fajnie ale to co pare miesiecy. Zaczela mowic o separacji uwazalem ze to glupie, ze musimy sie dogadac, ze niedlugo posplacamy kredyty i bedziemy mieliwiecej nowych mozliwosc, zniknie ta proza, czasem bylo lepiej ale potem znowu nas dławiła codziennosc.
AKCJA
W 2017 moja żona zaczęła zyć coraz aktywniej, zaczela cwiczyc szpagaty, jogę jakies tam fitnesy,oboje bardzo lubimy snowboard zima, chozilismy czasem tez razem na trampoliny, miala jakies wyjazdy z ludzmi z pracy na rowery w gory, zaczela uczyc się kite'a itd, cieszylem sie z tego ze spelnia marzenia, mi wystarczylo moje niewiele co mialem, ale zawsze bylem dumny ze mamy wspaniala rodzine, czasem jednak bylem zazdrosny, ze ciagle gzies wychodzi na piwo itd ze ma duzo znajomych bo czesto zmieniala prace a ja stabilnie trzymalem sie jednej. Pracowala czasem w weekendy i malo sie widzielismy tak naprawde przez to wszystko. Posplacalismy troche kredytów mi ulżyło, dostalem wieksze podwyżki, tez wyjechalem w gory z kumplem pare razy czułem ze wychodzimy prostą.
Żona zaczeła mowic mi o jakims przyjacielu, ze duzo sobie mowia, wysylali sobie zdjecia z wycieczek ale generalnie ufałem jej ze jest wierna, miala kilka sytuacji w zyciu o ktorych mi mowila, i mimo iz nie bylo miedzy nami wspaniale to nie zdradzala. Ja wspominalem ze troche nie wierze w taka damsko meska przyjaźń ale ona mowila ze to mozliwe, ona jest raczej poza konwensami i ufałem jej, sama mi o tym mowila wiec nie czulem wiekszych powodow do zazdrosci. Wyjscia z ludzmi z pracy bywaly czeste, ja wtedy opiekowalem sie dzieciakami i sory ale jak zostawiala burdel w chacie to ja tego nie ogarnialem, zeby dac jej do zrozumienia ze za duzo tego i nie bede kura domowa gdy ona baluje, no na zlosc. Nie mamy na miejcu rozicow, zadko wychodzilismy razem, zazwyczaj sie wymienilismy opieka nad dziecmi lub robilismy cala rodzina. Po wigilii w 2017 nie wrocilana noc do domu, zgubila telefon potem zalazla mowila ze nocowala u kolezanki, mialem lekkie obawy ale nie robilem jazd, odprowadzilem dzieciaki zamknalem dom i tyle. Poszla kiedys na lyzwy z ludzmi z pracy okazalo sie ze byla tylko z "Olkiem" cos tam uknul,bo ona tez myslalaze bedzieekipa, typek mlodszy ode mnie od niej 5 lat. Potem oznajmila kiedys ze jedzie do domu do tego "Olka" cos tam klikacjakies ankiety i wtedy juz sie wqrwilem nie podobalo mi sie to, ale co tam ubrala sie i zostawila mnie z młodymi bez wzgledu na moje zdanie. Potem mielismy rodzinny wyjazd na snowboard udany,niedlugo potem szykowal jej się tani wyjazd tez na deske gdzies do Czech, jak sie potem okazalo wyjazd za 500zl ktory mial byc dofinansowany wyszedl normalnie z 2000 wtedy juz zaczela krecic. Byl luty Ja dwa dni przed pijany skrecilem noge ze nie moglem chodzic ale powiedzialem jej niech jedzie, odwiazlem ją o świcie, wiedzialem jak kocha deske, ja zas kulawy przez tyzien zaprowadzaelem i odwozilem dzieciaki, nie mialem wytchnienia ani odpoczyku a zeby wstac zrobic im budyń to byla meka. Gdy dzwoniła bylo cos z nia nie tak, najarana, dziwna, potem sie okazalo ze pierwszego dnia zeżarła jakies pixy, ciezko bylo z nia sie porozumiec i wkurzylem sie z kota ziknelo tez 1tyszl a karety mialy byc w cenie. Mija tydzien i ta dzowni ze złamała reke zebym po nia wyjechał, przyjechalem i widac bylo ze cos jest nie tak, w domu zaczalem cisnąć drzeć się, że mnie zdradziła a ta milczała nie zaprzeczala. Nastepnego dnia zaczelimy o tym mowic, powiedziala mi ze POCAŁOWAŁA się z tym Olkiem na stoku i tyle. Powiedzialem ze jej to wybacze nie bede cisnal afery o taka glupote, ze mamy rodzine i nie bedziemy tego psuć. Chcialem jednak zeby odeszla z pracy bo uwazalem ze to zacznie sie ciagnac, ona odejsc nie chciala z innych powodów niby. Niestety minal tydzien czy dwa i zobaczylem smsy ich ze do siebie pisza skarbie i takie tam. Chcialem pojscmu zayebac ale mowila ze sie obrazi na mnie na amen. Powiedziala ze odejdzie w kwietniu za pare tygodni a nie tak z dnia na dzien niewiadomo czemu. Obiecala ze zerwie z nim kontakt. Próbowała, ale on ciagle do niej pisał, w pracy pewnie tez przychodzil. Żona wpadla w depresje, probowalem jej pomóc mówiąc: "przeciez to nie była wielka zdrada", zaciskalem zeby na to co czytalem w ich smsach zeby jej tylko pomoc. Jak sie okazalo znacznie pozniej te słowa ja dobijały bo spała już z nim wtedy kilka razy, ale siostry jej radziły nie przyznawać się.. Mowila ze nie odejdzie z pracy bo ma takiego doła ze nie znajdzie innej pracy, mimo iz mowilem ze kij z hajsem i ze za moje 4-5k przezyjemy ze sa wazniejsze rzeczy. Zaprowadzilem ja do psychologa, ale sam tez kiepsko sobie radzilem bo co jakis czas gdy dawalem znow jej szanse, chcialem zaufac na nowo, znowu odkrywałem jakies milosne smsy z obu stron:/ Gdzies w czerwcu wyszla z tego złego stanu potem mowila ze Olek jej pomogl, psycholog ktorego potem ona znalazla innego tez pewnie,chodzila tam potem nadal. Po raz chyba trzeci obiecala ze przestanie z nim pisac, ze odejdzie w sierpniu, i bylo tak ze na kilka tygodni nie pisali ale potem znowu sie zaczynalo bo godzili się w pracy. Ja juz jej nie ufałem, ciagle sprawdzalem telefon, czasem jak rozmawialismy to wydawalo sie ze mamy normalny kontakt ale potem wracala od niego i byla zupelnie inna. Jezdzila czasem do niego wieczorem bo byl smutny pisal jej rozpaczliwe smsy, ja nie moglem jej wiezic, strasznie cierpialem ale przetrzymywalem to, zostawalem z dzieciakami. Zylem w swiadomosci ze tylko rozmawiaja, przytulaja sie, nie wiedzialem o seksie bo pytalem wprost - zaprzeczyla a ja wierzylem. Nie rozpowiadalem tez tego dramatu znajmomym bo wierzylem ze to sie skonczy i nie chcialem potem odbudowy jej wizerunku. Ona mowila to ciagle nowym kolezankom bo widzialy ze cos sie u niej dzieje. Gdybysmy nie mieli dzieci na pewno uznalbym ze nie ma o co walczyc, ale widzialem po niej ze jest zaslepiona, ten typ ja czarował i okłamywałem, nie chcialem zostawic im dzieci bo uwazalem ze i tak sie pewnie kiedys to rozpadnie jak wejdzie codziennosc a dzieci juz beda mialy rozpiepshone życie. Olek złamał rękę i probowala o im zapomniec ale ciagle jej sie snil, myslala o nim ale probowala nie pisac przez kilka tygdoni, ale oklamala mnie ze jedzie do szpitala ze swoja reka, ze nie spotkaja sie a byla u niego. Potem sie okazalo ze zamiast smsow znalezli tajemna sciezke przez instagrama. Żona w koncu była niechętna do sexu ze mna, czulem ze oddalamy sie coraz bardziej. Zaczela poznawac go naszym dzieciom, zaczela byc coraz bardziej "beszczelna" czy tam smiala w koncu przyprowadzila go na rozmowe ze chca zebysmy sie dogadali co do dzieci i zebym sie wyprowadzil. Najlepsze jest to ze nie chciala rozwodu, chciala zebym dalej sie nimi zajmowal zeby tego nie odczuly, zebym odbieral ich ze szkoły a oni beda w tym czasie gruchac?! Rozmowa im nie poszła byłem w emocjach i nie mialem zamiaru nic negocjować. Koleś mnie wkurzał o ciagle powtarzał "zabieram Ole" to taki typ manipulatora jest. Generalnie mam dla nich jest dobra i kocha ich nad życie tylko żoną średnia. Olek proponowal jej zeby sie wyprowadzila z dziecmi ode mnie ale nie chciala zmieniac im otoczenia dla wlasnego zakochania. Koles byl uparty ale nie byli w stanie tego zorganizowac, był pat, ostry stres dlakazdego, totalne zawiezenie a żona powiedziała że nie podejmie żadnych decezji ze bedzie stac w miejscu. Praca juz ja meczyla i miala odejsc we wrześniu Zaczelo sie niby robic lepiej pomiedzy nami bo nie bylo smsów, ja zaczalem byc spokojniejszy i ona tego chciala zebysmy nie klocili sie przy dzieciach, staralilismy sie tego im oszczedzac ale bywalo to nieuknione. Niestety oszukiwala mnie bo pisała z nim na ista, przy mnie grała a w głowie utwierdzala sie i planowała jak zrobic by z nim byc. W koncu odkryłem ten instagram, jej nawijke o sexie i obudziłem ją z lekkiego liścia ale tak zeby klasnęło, przyznala sie ze to robili na wigili nie, wtedy co byla u niego klikac po raz pierwszy potem na tym wyjezdzie kilkukrotnie i jak jezdzila do niego co jakis czas. Potem dowiadywalem sie wiecej konkretow bo gubila sie w klamstwach. Spytala czy to robimy mi roznice, powiedzialem ze nie robi ze chce ratowac rodzine i tyle, ale zmienilo to moj obraz na ostatnie pół roku. Zaczalem sie jej troche brzydzić, ciężko bylo mi to z poczatku wybaczyc, sam nie wiedzialem czego chce, ale z drugiej strony miala odejsc z pracy i to o co walczylem tyle czasu moglo byc realne, tylko zastanawialem sie czy mimo dzieci nadal chce z nia spedzac zycie. W koncu juz zaczalem stawiac ultimatum ze nie wytrzymam ze albo rozwód albo niech to skonczy wreszcie. Plakałem gdy patrzymałem na dzieci, nie chcialem ich oddac! Ale on tez nie a w sadzie nie chcielismy walczyc by ktos za nas decydowal. Olek jej wmawial ciagle ze gram dziecmi, zeby ja zatrzymac na siłe, tylko po co?! Kochałem ja nadal ale mialem tyle żalu, że miałem dosyć, ciagle motywowalem sie zeby sie nie zdowołać i nie stoczyć,ze jak przezyjemy taki hardcore to nic nas nie złamie. Odeszła z pracy ale wszystko bylo w zawwieszeniu, ciagle do niego pisala,nie chciala pojsc ani w jeda ani w druga. W kocu cos pękło powiedzialem zeby na spokojnie przemyslala wszystko zeby wylaczyla telefon ze ja wyjde na caly dzien zeby miala spokoj i czysty umysł bo sie wszyscy zrujnujemy. Niestety wrocilem o 3 w nocy i pijany, wzialem telefon ze stołu i zobaczyłem, ze sie nagaduja jakie podjac kroki zeby yli razem, z inicjatywy mojej zony, nie wytrzymalem i wyrzucilem ja z domu, ktos wezwal policje bo krzyczala, pojechala do niego ja poszlem spac, nie obczailem ze to policja sie tłucze myslalem ze sasiedzi,wyzywale ja myslalem ze tokoniec, wylalem caly swoj zal. Obudzili mnie rano skacowanego, gach pod moimi drzwiami po raz pierwszy, wsykoczylem i walnalem go ,padł, kopnąłem, żona weszła do domu ja zamknalem drzwi a on sobie poszedł. Zaczelismy rozmawiac i zdziwilem sie ze to nie koniec, ona myslala ze na serio ja wyrzucilem ale ja żałowałem tego co zrobilem, ona nie chciala sie wynosic,dowiedzieli sie rodzice, tesciowa przyjechala. Żona dozla wkoncu do wniosku ze nie bedzie walczyc z calym swiatem, powiedziala ze po raz ostatni z nim porozmawia. To byl ciezki miesiac, ja nie moglem jej zaufac, mialem duzo żalu, bylismy odsiebie oddaleni, nie chciala zebym ja dotykał, za to ze ja wyrzucilem z domu, ciagle miala w glowie tamtego ale nie odzywali sie. W koncu zadzowonila do niego nie wytrzymala i powiedziala mi o tym , poczulem ze mam powody jej ufac bo juz jje telefonu ie sprawdzalem. Ucieszylem sie, bylem spokojniejszy,dzien pozniej jedak znow rozmowa na balkonie i powiedziala mi ze spotkalasie z nim podpraca, ze sie pogodzili i ze ona musi sprobowac byc z nim. Ja juz wtedy powiedzialem ze nie mam sily walczyc ze jezeli jeszcze raz sie z nim skontaktuje to robimy rozwód. Zwaliło mie z nóg i nie moglem byc gołosłowny, poszukalem mieszkania, tego samego dnia wieczorem wplacilem kaucje i umowilem sie na przeprowadzke za 3 dni. I te 3 ostatnie dni byly najlepsze miedzy nami od lat! Zrobilismy nawet sex, wynioslem sie. Los tak chcial ze typek akurat mial wycieczke do Turcji i byli na telefonach. Nie dogadywali sie,żona tesknila troche za tym do czego sie przyzwyczaila,obczailem ile jednak w domu robilem, gdy musiala wszystko robic sama. Dzieciom powiedzielismy ze ide do hotelu, ustalilismy ze w sadzie zrobimy szybko ze na sciemniamy ze nie ma od dawna sexu itd. Za tydzie przyjechali tesciowie, tez wpadlem, żona miala ze mna rozmowe ze tamtemu nie ufa itd. czułem że jednak mozemy byc razem, choc juz zaczalem planowac nowe PROSTE zycie. tesciowie wyjechali i ona nagle zaczela miec do mnie pretesje ze spie znowu w domu, z tamtym poklocili sie na maxa, krzyczeli na siebie w sklepie i takie tam. Powiedziala ze bedzie ze mna na siłe, że nie bedzie robic sexu, bunt. Sam nie wiedzialem co o tym myslec, ale juz tak zostało, lizalem juz życia singla ale uznalem ze wole sie meczyc dla dzieci żeby miały spokój.
ZAKOŃCZENIE
Z tamtym przestala na amen bo i on wreszcie sie odczepił. Minęły 3 miesiące paździerik, listpad, grudzień, ostatnie poltora moja walka z psychika i z szepczacym złem przypominajacym o bólu. Żona sobie poradziła, zaczynamy działać powoli wspólnie, troche nadal nam to towarzyszy ale jest coraz lepiej, chcemy zeby zmierzalo to w dobrym kierunku. Mysle ze mam do iej wieksze uczucia, ze nia ma rownowagi i wczesiej gdy ciagle poswiecalem swoja godnosc, wybaczalem jej, rzeczywiscie byla królową sytuacji i musialem sie dusic w sobie zeby rozmawiac z nia na równi, zeby za bardzo sie nie zmiekczac, zeby traktowala mnie powaznie, ale z drugiej strony moze nie tylko z mojej winy, ale nie staralem sie o zwiazek, nie wiedzialem ze trzeba:/ to odpokutowałem
PODSUMOWANIE
Nie ignoruj jak żona mówi, że jej źle o separacji, bo to do czego się przyzwyczaiłeś może sie zmienić
O związek trzeba ciągle dbać, nie popadać w ilzuję,że minęły motylki nigdy nie bedzie tak fajnie
Jak żona zaczyna żyć na 200% bez Ciebie u boku to prędzej czy później znajdzie "bratnią duszę"
Dla dzieci, można poświęcić drugą miłość, można poświęcić godność, jeżeli łączyło was coś więcej kiedykolwiek, MOŻNA BYĆ ZE SOBĄ PO ZDRADZIE SZCZĘŚLIWYM,
MOŻNA ZAKOCHAĆ SIĘ PONOWNIE W TEJ SAMEJ OSOBIE - ale trzeba sie na chwile rozstac