owcake napisał/a:anaterka napisał/a:Sama siebie nie kumam właśnie. a jak nie ja to będzie inna,
To niech inna cierpi
anaterka napisał/a:Powinnam go znienawidzić chyba za tyle przykrych słów, które usłyszałam i jak najszybciej uwolnić się. Nie wiem, może jestem za słaba. Zawsze miałam niską samoocenę, czuję się po prostu "gorsza", zdeptana, jak on mnie zostawił.
Złość byłaby całkiem niezłym rozwiązaniem. A czy jesteś w stanie wyobrazić sobie taką sytuację, że złość odczuwana w stosunku do męża dałaby Ci pozytywnego kopa? Może to wszystko musiało się wydarzyć żebyś zrozumiała czego tak naprawdę oczekujesz od siebie, swojego partnera i związku. I następnym razem po prostu nie dasz się tak zadeptać. A im bardziej boli, tym bardziej zapamiętasz żeby nie powtarzać błędów.
anaterka napisał/a:Ale po tych jego tekstach z sexem i wiadomości, że będzie musiał poszukać kogoś innego do tego.. nawet po powrocie nie potrafiłabym mu zaufać. Nigdy już. Tylko niech te serducho przestanie już boleć i zrozumie, że to koniec. Bo głupie serducho ciągle drży 
Ja potrafię wiele zrozumieć. Można się z partnerem kłócić. Można się odkochać, wypalić czy jak to się nazwie. Ale braku szacunku dla drugiego człowieka wybaczyć nie można. Do kosza z nim.
Chciałabym do kosza z nim
wyrzucić i w piz*u zapomnieć, ale narazie nie umiem. Zapisałam się po psychologa, może to pomoże jakoś to wszystko zrozumieć.
Do fluffy: wiem, co czujesz cały czas, ja też mam w pewnym stopniu poczucie winy, że mogłam wiele rzeczy zrobić inaczej, że mogłam bardziej się temu przyjrzeć i domyśleć się że jest jemu aż tak źle.. Ale z drugiej strony mój mąż zamknął się w sobie i nie chciał rozmawiać, q=wielokrotnie pytałam co się dzieje, dlaczego jest taki oziębły, widziałam, że coś dusi w sobie, bo stał się "wybrakowany z emocji", a z jednocześnie agresywny w stosunku do mnie i dziecka. Tylko zawsze była wymówka- bo w pracy go wkurzyli, bo jest zmęczony, bo ma gorszy dzień.. Nie miałam pojęcia, że mnie nie kocha i poprostu dusi to w sobie. A dlaczego to robił? "bo tak wypadało, bo grał na pozór"- jego słowa. Sam brał mnie za rękę, przytulał, całował, pisał, dzwonił jak byłam w pracy.. A jak wracałam z pracy to od progu był zły.. Teraz wiem, ze dlatego, bo cały czas "grał". Świetny aktor z niego- na to wygląda. No i w końcu balonik pękł, bo już dłużej oszukiwać nie umiał.
Ale wiesz, nie powinniśmy się winić. Bo co ty mogłeś więcej zrobić? Kochałeś żonę, starałeś się tak jak umiałeś, Twoja żona też pewnie dusiła to długo w sobie, aż w końcu pękła.. Ale co my mogliśmy, skoro nie wiedzieliśmy że z ich strony nie ma miłości? Skoro nie chcieli o tym rozmawiać gdy zaczął się ten problem? Czasu nie cofniemy.. Choć tak bardzo bym chciała...