netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Jest źle - mam 36 lat i rozwód

17 440 odpowiedzi978 417 wyświetleńzałożony przez fluffy, 27.05.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Strony Poprzednia 1 … 7 8 9 10 11 … 269 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 521 do 585 z 17 441 ]

521 Ostatnio edytowany przez kasikakasika (2012-07-23 18:44:29)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
anaterka napisał/a:

mój mąż pomimo, że nie kocha mnie, proponuje mi sex bez zobowiązań. dla zdrowotności. z podkreśleniem NIE KOCHAM CIE, to tylko żądza,  jestem mężczyzną i potrzebuję sexu, nie wytrzymam już dłużej bez. i powiedział, że nie chce tego, ale będzie musiał rozejrzeć się za kimś... czuję się zeszmacona do końca ;( jak nie dostanie tego ode mnie to pójdzie do innej... i jak ja mam walczyć o to małżeństwo? o co? nigdy nie dowiem się pewnie, czy już to zrobił, każdej nocy i każdego dnia będzie siedziało mi to w głowie.. ja już nie wytrzymuje tego... ból po rozstaniu, po usłyszeniu, że nic nie czuje, a teraz jeszcze to... Boże pomóż ;(

Spałam z moim mężem po rozstaniu i nie czuje upokorzenia, miałam na to ochotę i było cudownie.
Teraz jak wiem, że w tym czasie mógł to też robić z inną... czuje pogardę do niego, ale te chwile POZOSTANĄ TYLKO MOJE. Nie żałuje ich! A jutro? Okaże się.
Czasu nie da się cofnąć!

522

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Dzwoniłem do żony, powiedziałem, że chcę, żeby wystąpiła o rozwód. Powiedziała, że wystąpi jak najszybciej, nawet głos jej nie zadrżał. Myślałem, że to coś zmieni, ta moja stanowczość i że się jeszcze opamięta. Ale nic z tego... Teraz tylko płacz został nad samym sobą. Nie wiem, co dalej będzie ze mną... Nie wiem co ze sobą zrobić, wszystko we mnie lata i ręce się trzęsą jak galareta gdy to piszę. Koniec.

523

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Dzwoniłem do żony, powiedziałem, że chcę, żeby wystąpiła o rozwód. Powiedziała, że wystąpi jak najszybciej, nawet głos jej nie zadrżał. Myślałem, że to coś zmieni, ta moja stanowczość i że się jeszcze opamięta. Ale nic z tego... Teraz tylko płacz został nad samym sobą. Nie wiem, co dalej będzie ze mną... Nie wiem co ze sobą zrobić, wszystko we mnie lata i ręce się trzęsą jak galareta gdy to piszę. Koniec.

No wiesz.... coś bym Ci ukręciła za to! Sorki za te słowa!
Po co dzwoniłeś? i na dodatek z czym? żeby ona wystąpiła o rozwód???
To było tak głupie... fluffy...? mogłeś napisać tu do nas!

Wiesz co ona teraz myśli? gdybyś rzeczywiście chciał rozwodu, to sam byś przecież złożył pozew.
NO PROSTE!
Więc znowu jej się pokazałeś jako słaby facet, który sam nie umie pójść załatwić spraw!
Ona ma by Twoją mamką? czy żoną?

Fluffy... staniesz dziś za to "w kącie" smile

524

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Wszystko mi jedno. I tak to niczego nie zmienia... mam gdzieś co sobie o mnie myśli i tak jest na wszystko za późno. Niech się sama babra z papierami jak tego chciała. Ja rozwodu nie chcę i nie wykonam pierwszego kroku, chce tylko się uwolnić, żeby móc wyjechać lub wziąć kredyt... Poza tym im szybciej ją zobaczę po raz ostatni na sali sądowej tym lepiej. W życiu się już nie zobaczymy przecież.

525

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Wszystko mi jedno. I tak to niczego nie zmienia... mam gdzieś co sobie o mnie myśli i tak jest na wszystko za późno. Niech się sama babra z papierami jak tego chciała. Ja rozwodu nie chcę i nie wykonam pierwszego kroku, chce tylko się uwolnić, żeby móc wyjechać lub wziąć kredyt... Poza tym im szybciej ją zobaczę po raz ostatni na sali sądowej tym lepiej. W życiu się już nie zobaczymy przecież.

To Ty chcesz rozwodu? czy nie?

526

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Wtrącę tu dodatkowy wątek - teściowa smile
Moja teściowa, teraz to dla mnie "wielki skarb", wspiera mnie z całych sił.
DZIĘKUJĘ CI MAMO smile

527

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Bags? czy ja mam u Ciebie przery.... ? wink

528

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasikakasika napisał/a:
fluffy napisał/a:

Wszystko mi jedno. I tak to niczego nie zmienia... mam gdzieś co sobie o mnie myśli i tak jest na wszystko za późno. Niech się sama babra z papierami jak tego chciała. Ja rozwodu nie chcę i nie wykonam pierwszego kroku, chce tylko się uwolnić, żeby móc wyjechać lub wziąć kredyt... Poza tym im szybciej ją zobaczę po raz ostatni na sali sądowej tym lepiej. W życiu się już nie zobaczymy przecież.

To Ty chcesz rozwodu? czy nie?

Ja nie chcę rozwodu, ale jest to nieunikniony. Niech to się stanie jak najszybciej, żebym już nie musiał jej widzieć więcej. Jak wystąpi za pół roku z rozwodem, to znowu mi wszystko wróci... Niech to się skończy po prostu.

529

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Ja nie chcę rozwodu, ale jest to nieunikniony. Niech to się stanie jak najszybciej, żebym już nie musiał jej widzieć więcej. Jak wystąpi za pół roku z rozwodem, to znowu mi wszystko wróci... Niech to się skończy po prostu.

to po co do niej z tym zadzwoniłeś?
bez sensu!

530

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

A co ten telefon zmienił Kaśka? Może dobrze, że zadzwonił........

531

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasikakasika napisał/a:

Bags? czy ja mam u Ciebie przery.... ? wink

Za co? Za wypowiedź czy nowy "wątek" o teściowej? Bo nie mogę zakminić, zgubiłem wątek smile

Dla mnie teściowa to - "jeszcze" - póki trwa moje małżeństwo, to matka mojej żony. Tylko i wyłącznie.
Powołując się tu na wypowiedź jednego z Naszych forumowiczów - jako przykład - o teściowej z mojego wątku, to On usłyszał taki tekst: zięciów to ja mogę mieć w swoim życiu 5 a córkę mam tylko jedną. Pojechała Go po całości ale też i suchej nitki nie zostawiła na swojej córce a Jego partnerce. Wy kobiety szybko się domyślicie co mam na myśli.
Ja co prawda takiej wiązanki nie usłyszałem, nie mniej jednak wytoczyła mi ona działo mocniejszego kalibru, o którym pisze w moim temacie. Nawet nie wiem czy w tej sytuacji status "per Pani" wobec niej jako kobiety jest odpowiedni i na miejscu.

Tym samym udzielam Ci Kaśka rozgrzeszenia bez pokuty.

Amen.

532

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
owcake napisał/a:
anaterka napisał/a:

a z drugiej strony to takie poniżające.. ta jego propozycja sexu.. a jak nie ja to będzie inna

I po takim tekście powinny ci opaść ostatnie klapki. Ile jeszcze jesteś w stanie wytrzymać poniżeń? W imię czego?

Sama siebie nie kumam właśnie. a jak nie ja to będzie inna, Powinnam go znienawidzić chyba za tyle przykrych słów, które usłyszałam i jak najszybciej uwolnić się. Nie wiem, może jestem za słaba. Zawsze miałam niską samoocenę, czuję się po prostu "gorsza", zdeptana, jak on mnie zostawił. Ale po tych jego tekstach z sexem i wiadomości, że będzie musiał poszukać kogoś innego do tego.. nawet po powrocie nie potrafiłabym mu zaufać. Nigdy już. Tylko niech te serducho przestanie już boleć i zrozumie, że to koniec. Bo głupie serducho ciągle drży hmm

533

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
anaterka napisał/a:

Sama siebie nie kumam właśnie. a jak nie ja to będzie inna,

To niech inna cierpi

anaterka napisał/a:

Powinnam go znienawidzić chyba za tyle przykrych słów, które usłyszałam i jak najszybciej uwolnić się. Nie wiem, może jestem za słaba. Zawsze miałam niską samoocenę, czuję się po prostu "gorsza", zdeptana, jak on mnie zostawił.

Złość byłaby całkiem niezłym rozwiązaniem. A czy jesteś w stanie wyobrazić sobie taką sytuację, że złość odczuwana w stosunku do męża dałaby Ci pozytywnego kopa? Może to wszystko musiało się wydarzyć żebyś zrozumiała czego tak naprawdę oczekujesz od siebie, swojego partnera i związku. I następnym razem po prostu nie dasz się tak zadeptać. A im bardziej boli, tym bardziej zapamiętasz żeby nie powtarzać błędów.

anaterka napisał/a:

Ale po tych jego tekstach z sexem i wiadomości, że będzie musiał poszukać kogoś innego do tego.. nawet po powrocie nie potrafiłabym mu zaufać. Nigdy już. Tylko niech te serducho przestanie już boleć i zrozumie, że to koniec. Bo głupie serducho ciągle drży hmm

Ja potrafię wiele zrozumieć. Można się z partnerem kłócić. Można się odkochać, wypalić czy jak to się nazwie. Ale braku szacunku dla drugiego człowieka wybaczyć nie można. Do kosza z nim.

534

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Liwia napisał/a:

A co ten telefon zmienił Kaśka? Może dobrze, że zadzwonił........

Moim zdaniem Zmienił, miał jej pokazać że jest silny, a wyszedł na słabeusza który zrzuca na nią przysłowiowe "postawienie kropki nad i"...

Sugeruje się sobą oczywiście, gdybym chciała rozwodu, to bym sama z tym poszła do sądu, a nie prosiła męża żeby złożył za mnie papiery...
Mogła pomyśleć, że "znowu znalazł pretekst żeby do mnie zadzwonić"...
Takie jest moje zdanie.

535

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
bags napisał/a:
kasikakasika napisał/a:

Bags? czy ja mam u Ciebie przery.... ? wink

Za co? Za wypowiedź czy nowy "wątek" o teściowej? Bo nie mogę zakminić, zgubiłem wątek smile

Dla mnie teściowa to - "jeszcze" - póki trwa moje małżeństwo, to matka mojej żony. Tylko i wyłącznie.
Powołując się tu na wypowiedź jednego z Naszych forumowiczów - jako przykład - o teściowej z mojego wątku, to On usłyszał taki tekst: zięciów to ja mogę mieć w swoim życiu 5 a córkę mam tylko jedną. Pojechała Go po całości ale też i suchej nitki nie zostawiła na swojej córce a Jego partnerce. Wy kobiety szybko się domyślicie co mam na myśli.
Ja co prawda takiej wiązanki nie usłyszałem, nie mniej jednak wytoczyła mi ona działo mocniejszego kalibru, o którym pisze w moim temacie. Nawet nie wiem czy w tej sytuacji status "per Pani" wobec niej jako kobiety jest odpowiedni i na miejscu.

Tym samym udzielam Ci Kaśka rozgrzeszenia bez pokuty.

Amen.

DZIĘKI smile
Piszę co myślę... moja mi pomaga i wiem, że bardzo to też przeżywa, chciałaby dobrze i szanuje ją za to!

536

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasikakasika napisał/a:
Liwia napisał/a:

A co ten telefon zmienił Kaśka? Może dobrze, że zadzwonił........

Moim zdaniem Zmienił, miał jej pokazać że jest silny, a wyszedł na słabeusza który zrzuca na nią przysłowiowe "postawienie kropki nad i"...

Sugeruje się sobą oczywiście, gdybym chciała rozwodu, to bym sama z tym poszła do sądu, a nie prosiła męża żeby złożył za mnie papiery...
Mogła pomyśleć: "znowu znalazł pretekst żeby do mnie zadzwonić"...
Takie jest moje zdanie.

537

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
owcake napisał/a:

Ja potrafię wiele zrozumieć. Można się z partnerem kłócić. Można się odkochać, wypalić czy jak to się nazwie. Ale braku szacunku dla drugiego człowieka wybaczyć nie można. Do kosza z nim.

Miłość, wierność, uczciwość - w obecnych czasach to już chyba tylko puste i nic nie znaczące słowa w regułce "wyrecytowanej" przed ołtarzem.
Szacunek jak szacunek ale zawiedzione czy też zniszczone w taki sposób zaufanie ze strony partnera - wybaczyć jak wybaczyć ("nie 7 a 77 razy" jak mawia Pismo Święte) ale jak to odbudować? To jest dopiero sztuka.

538

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasikakasika napisał/a:
Liwia napisał/a:

A co ten telefon zmienił Kaśka? Może dobrze, że zadzwonił........

Moim zdaniem Zmienił, miał jej pokazać że jest silny, a wyszedł na słabeusza który zrzuca na nią przysłowiowe "postawienie kropki nad i"...

Sugeruje się sobą oczywiście, gdybym chciała rozwodu, to bym sama z tym poszła do sądu, a nie prosiła męża żeby złożył za mnie papiery...
Mogła pomyśleć, że "znowu znalazł pretekst żeby do mnie zadzwonić"...
Takie jest moje zdanie.

Skoro żona sama odeszła to niech sama działa w sprawie rozwodu, a to że zadzwonił nie oznacza, że wyszedł na słabeusza-przecież sie nie poniżył i nie błagał o powrót.

539

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Liwia napisał/a:
kasikakasika napisał/a:
Liwia napisał/a:

A co ten telefon zmienił Kaśka? Może dobrze, że zadzwonił........

Moim zdaniem Zmienił, miał jej pokazać że jest silny, a wyszedł na słabeusza który zrzuca na nią przysłowiowe "postawienie kropki nad i"...

Sugeruje się sobą oczywiście, gdybym chciała rozwodu, to bym sama z tym poszła do sądu, a nie prosiła męża żeby złożył za mnie papiery...
Mogła pomyśleć, że "znowu znalazł pretekst żeby do mnie zadzwonić"...
Takie jest moje zdanie.

Skoro żona sama odeszła to niech sama działa w sprawie rozwodu, a to że zadzwonił nie oznacza, że wyszedł na słabeusza-przecież sie nie poniżył i nie błagał o powrót.

Skoro sama odeszła, to niech ona składa pozew.... właśnie to miałam na myśli smile

540

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Liwia,
Sama chętnie bym zadzwoniła do mojego z najdrobniejszym nawet pretekstem żeby złapać z nim kontakt, ale się ograniczam. Tęsknię za głupim gestem, dotykiem, słowem....
Ale wiem, że muszę mu dać czas na przemyślenie, chociaż? może on teraz się świetnie bawi z tą dziunią? a ja cierpię sad
Gdybym tylko umiała dać mu odejść?
Może pani psycholog mi pomoże? jeszcze tylko 26 dni do pierwszej wizyty. Buuuuuuu...............

541

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasikakasika napisał/a:

Liwia,
Sama chętnie bym zadzwoniła do "mojego" (udało mi się to słowo) z najdrobniejszym nawet pretekstem żeby złapać z nim kontakt, ale się ograniczam. Tęsknię za głupim gestem, dotykiem, słowem....
Ale wiem, że muszę mu dać czas na przemyślenie, chociaż? może on teraz się świetnie bawi z tą dziunią? a ja cierpię sad
Gdybym tylko umiała dać mu odejść?
Może pani psycholog mi pomoże? jeszcze tylko 26 dni do pierwszej wizyty. Buuuuuuu...............

542

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Przypomniałam sobie pewne powiedzenie, nie wiem czy właściwie je zacytuję, ale w przybliżeniu brzmi tak: jeśli, kogoś kochasz puść go wolno, jeśli odejdzie, nigdy nie był twój.......

Kaśka-pomyśl o sobie, a on niech się buja jak chce z tym babskiem.

543

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Liwia napisał/a:

Przypomniałam sobie pewne powiedzenie, nie wiem czy właściwie je zacytuję, ale w przybliżeniu brzmi tak: jeśli, kogoś kochasz puść go wolno, jeśli odejdzie, nigdy nie był twój.......

Kaśka-pomyśl o sobie, a on niech się buja jak chce z tym babskiem.

Puściłam... i Czekam... ale dzięki za radę Liwia, czytałam ten tekst już wielokrotnie, coś w nim jest.

Przed godziną widziałam go jak przejeżdżał obok mojego domu, musi zboczyć z głównej drogi żeby tu przejechać, więc... Sprawdza czy moje auto stoi pod domem??? Martwi się??? Nie wiem, ale zastanawiające to było, tak jak wiele innych rzeczy. Ehhh.

544

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasikakasika napisał/a:
Liwia napisał/a:

Przypomniałam sobie pewne powiedzenie, nie wiem czy właściwie je zacytuję, ale w przybliżeniu brzmi tak: jeśli, kogoś kochasz puść go wolno, jeśli odejdzie, nigdy nie był twój.......

Kaśka-pomyśl o sobie, a on niech się buja jak chce z tym babskiem.

Puściłam... i Czekam... ale dzięki za radę Liwia, czytałam ten tekst już wielokrotnie, coś w nim jest.

Przed godziną widziałam go jak przejeżdżał obok mojego domu, musi zboczyć z głównej drogi żeby tu przejechać, więc... Sprawdza czy moje auto stoi pod domem??? Martwi się??? Nie wiem, ale zastanawiające to było, tak jak wiele innych rzeczy. Ehhh.

Tak, być może sprawdza, po swojemu "kontroluje", ale i tak myśl o sobie  Kasiu, tylko o sobie....(i kto to mówi smile )

545

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Nadal nic. Ból - nie znika, nie maleje. Poczucie winy coraz większe, sens dalszego życia nie nabiera kształtów. Kocham, puściłem wolno i... nic z tego nie mam. Czy takie objawy się już kwalifikują do wariatkowa?

546

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Nadal nic. Ból - nie znika, nie maleje. Poczucie winy coraz większe, sens dalszego życia nie nabiera kształtów. Kocham, puściłem wolno i... nic z tego nie mam. Czy takie objawy się już kwalifikują do wariatkowa?

Fluffy a za co Ty się obwiniasz???za co masz to poczucie winy? przecież to żona od Ciebie odeszła więc nie powinieneś mieć żadnych wyrzutów sumienia tylko ona....trzymaj się będzie dobrze, może w tym ciężkim czasie powinieneś znaleźć sobie jakieś zajęcie aby o tym wszystkim nie myśleć, nie wiem wybierz się na basen, na siłownię, na zakupy jak lubisz, poczytaj jakąś dobrą książkę,,może chociaż na chwilę odstresujesz się, czasem to pomaga

547

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Poczucie winy coraz większe

Z jakiego powodu masz poczucie winy?

548

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
owcake napisał/a:
anaterka napisał/a:

Sama siebie nie kumam właśnie. a jak nie ja to będzie inna,

To niech inna cierpi

anaterka napisał/a:

Powinnam go znienawidzić chyba za tyle przykrych słów, które usłyszałam i jak najszybciej uwolnić się. Nie wiem, może jestem za słaba. Zawsze miałam niską samoocenę, czuję się po prostu "gorsza", zdeptana, jak on mnie zostawił.

Złość byłaby całkiem niezłym rozwiązaniem. A czy jesteś w stanie wyobrazić sobie taką sytuację, że złość odczuwana w stosunku do męża dałaby Ci pozytywnego kopa? Może to wszystko musiało się wydarzyć żebyś zrozumiała czego tak naprawdę oczekujesz od siebie, swojego partnera i związku. I następnym razem po prostu nie dasz się tak zadeptać. A im bardziej boli, tym bardziej zapamiętasz żeby nie powtarzać błędów.

anaterka napisał/a:

Ale po tych jego tekstach z sexem i wiadomości, że będzie musiał poszukać kogoś innego do tego.. nawet po powrocie nie potrafiłabym mu zaufać. Nigdy już. Tylko niech te serducho przestanie już boleć i zrozumie, że to koniec. Bo głupie serducho ciągle drży hmm

Ja potrafię wiele zrozumieć. Można się z partnerem kłócić. Można się odkochać, wypalić czy jak to się nazwie. Ale braku szacunku dla drugiego człowieka wybaczyć nie można. Do kosza z nim.

Chciałabym do kosza z nim hmm wyrzucić i w piz*u zapomnieć, ale narazie nie umiem. Zapisałam się po psychologa, może to pomoże jakoś to wszystko zrozumieć.


Do fluffy: wiem, co czujesz cały czas, ja też mam w pewnym stopniu poczucie winy, że mogłam wiele rzeczy zrobić inaczej, że mogłam bardziej się temu przyjrzeć i domyśleć się że jest jemu aż tak źle.. Ale z drugiej strony mój mąż zamknął się w sobie i nie chciał rozmawiać, q=wielokrotnie pytałam co się dzieje, dlaczego jest taki oziębły, widziałam, że coś dusi w sobie, bo stał się "wybrakowany z emocji", a z jednocześnie agresywny w stosunku do mnie i dziecka. Tylko zawsze była wymówka- bo w pracy go wkurzyli, bo jest zmęczony, bo ma gorszy dzień.. Nie miałam pojęcia, że mnie nie kocha i poprostu dusi to w sobie. A dlaczego to robił? "bo tak wypadało, bo grał na pozór"- jego słowa. Sam brał mnie za rękę, przytulał, całował, pisał, dzwonił jak byłam w pracy.. A jak wracałam z pracy to od progu był zły.. Teraz wiem, ze dlatego, bo cały czas "grał". Świetny aktor z niego- na to wygląda. No i w końcu balonik pękł, bo już dłużej oszukiwać nie umiał.

Ale wiesz, nie powinniśmy się winić. Bo co ty mogłeś więcej zrobić? Kochałeś żonę, starałeś się tak jak umiałeś, Twoja żona też pewnie dusiła to długo w sobie, aż w końcu pękła.. Ale co my mogliśmy, skoro nie wiedzieliśmy że z ich strony nie ma miłości? Skoro nie chcieli o tym rozmawiać gdy zaczął się ten problem? Czasu nie cofniemy.. Choć tak bardzo bym chciała...

549

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
anaterka napisał/a:

Ale wiesz, nie powinniśmy się winić. Bo co ty mogłeś więcej zrobić? Kochałeś żonę, starałeś się tak jak umiałeś, Twoja żona też pewnie dusiła to długo w sobie, aż w końcu pękła.. Ale co my mogliśmy, skoro nie wiedzieliśmy że z ich strony nie ma miłości? Skoro nie chcieli o tym rozmawiać gdy zaczął się ten problem? Czasu nie cofniemy.. Choć tak bardzo bym chciała...

No, w końcu ktoś ujął w słowa to co chciałem powiedzieć. Mój przypadek co do słowa.

550

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Kocham dupka...
Czym jest ślepa miłość kiedy dusza usycha od braku jej wzajemności???
Ciągła pustka i żal.
Łatwo pisać WSTAŃ I PODNIEŚ SIĘ, POKAŻ MU ŻE ŚWIETNIE SOBIE RADZISZ, tylko jak to uczynić?

551 Ostatnio edytowany przez Rufio (2012-07-28 21:12:12)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Fluffy.Ciesz się chłopie, że nie macie dzieci. W moim przypadku jest syn. Też mam 36 lat i rozwód bo jej nagle miłość minęła. Niestety pojawił się też ktoś trzeci. Kopnij głupią flądrę w dupę i zaczynaj od nowa! Przynajmniej bez dziecka jesteś w stanie się od niej odizolować tak abyś już nigdy nie musiał jej oglądać i cierpieć.

552

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
monia&Co napisał/a:
Opiekunka13 napisał/a:

Chłopie, całe życie przed Tobą! Na pewno spotkasz jeszcze kogoś, kto jest Ciebie wart!

Strasznie wyświechtany tekst, który wcale nie pociesza, tylko wkurza jeszcze bardziej.
Darujcie facetowi takich porad!

wkurza to malo powiedziane. zero empatii. ja sie tez takich tekstow musialam nasluchac, co wiecej, ludzie szaleli z entuzjazmu ze nareszcie "sie pozbywam takiego idioty, co mi tylko niszczyl zycie..", "jestes mloda, cale zycie przed toba..".. i tak dalej, w tym stylu. gruboskornosc nieludzka, i calkowity brak zrozumienia, czlowiek cierpi i placze po nocach, zastanawia sie co jeszcze mozna by bylo zrobic zeby zlapac chociaz cien szansy, nie wyobraza sobie zycia bez TEJ osoby, a jako cale wsparcie otrzymuje takie chore komunaly. lepiej juz nic nie mowic.
ale jedno jest pewne, zycie pojdzie dalej swoim torem, czesto nawet nie chce sie dalej tego brzemienia niesc, bo po co, dla kogo, w imie czego.. ale jakos sie idzie. czlowiek sam nie wie ile ma sily w sobie, i ile jest w stanie przezyc, przecierpiec, i przetrwac. wydaje sie ze sie juz nie da, ze sie tego wszystkiego nie dzwignie, nie wytrzyma.. ale sie wytrzymuje. co prawda czlowiek nie bardzo jest po czyms takim podobny do siebie z przeszlosci, i strasznie trudno czasem zyc dalej bez wiary w uczucia, w ludzi, z czyms w rodzaju niegojacej sie rany, ktora w dodoatku najczesciej sie jeszcze samemu rozdrapuje.
a co do spotkania kogos.. to chyba lepiej sie nie spieszyc. trzeba sobie dac duzo duzo czasu na cos w rodzaju zaloby, na wszystkie etapy tej zaloby, od wscieklosci, przez rozpacz, rezygnacje, zwatpienie.. az po pogodzenie sie z tym co sie stalo. ludzie glupstwa gadaja jak mowia "znajdziesz sobie kogos." za szybko wchodzic w nowy zwiazek, to naprawde znaczy fundowac sobie kolejne rozczarowanie. nie warto sie spieszyc.

553

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Rufio napisał/a:

Fluffy.Ciesz się chłopie, że nie macie dzieci. W moim przypadku jest syn. Też mam 36 lat i rozwód bo jej nagle miłość minęła. Niestety pojawił się też ktoś trzeci. Kopnij głupią flądrę w dupę i zaczynaj od nowa! Przynajmniej bez dziecka jesteś w stanie się od niej odizolować tak abyś już nigdy nie musiał jej oglądać i cierpieć.

Gdybym tylko mógł pstryknąć palcami i to zrobić, nie wahałbym się ani chwili. Tak bym chciał - cynicznie, wyłączając jakiekolwiek odruchy normalnego człowieka, wyłączając ten chory umysł. Ona tak robi, ma mnie gdzieś. Nagle przestałem istnieć dla niej i pytam - co nią kieruje, dlaczego tak się dzieje? Przysięgam, że dzień w dzień od trzech miesięcy ludzie wokół mnie mi wbijają do głowy: daj sobie czas, masz po co żyć, weź się w garść, inni mają gorzej, nie dołuj się, nie martw się tym co ona myśli, z czasem to przewalczysz i tak dalej...

A ja wdycham te opary absurdu, taplam się w zgliszczach tego związku, który przecież nie był patologiczny i sam zadaje sobie pytanie: dlaczego tak cierpię? I nie znajduję odpowiedzi. Pewnie nie znajdę, bo skala wewnętrznego wyniszczenia powaliłaby stutysięczną armię takich debili jak ja.

Jak ja do cholery żyłem zanim ją spotkałem? Nie wiem, ale musiało to być straszne życie.

554

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Witam Was ! Dołączam dzisiaj do Was na forum, przeczytałam Wasze historie, to straszne jak wiele jest nieszczęśliwych związków, ja również tkwię w tz. czarnej d....., mam 37 lat, moje małżeństwo się rozpadło, nie ma szans, nie ma możliwości powrotu do normalności, szukam wsparcia u osób, które coś podobnego spotkało, jestem sama z tym bagnem, nie wiem co dalej mam robić, ale wiem jedno, muszę ratować siebie przed zmarnowaniem kolejnych lat na tkwienie w chorym układzie bez przyszłości.
Właśnie mija 16 lat mojego małżeństwa, i teraz to wiem i widzę, że zmarnowałam tyle lat z człowiekiem, który na to nie zasługuje, który oszukał, wykorzystał i kłamał .... Gdzie ja miałam oczy, uszy... gdzie, gdyby nie syn, to chyba bym z mostu skoczyła ....

555

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:
Rufio napisał/a:

Fluffy.Ciesz się chłopie, że nie macie dzieci. W moim przypadku jest syn. Też mam 36 lat i rozwód bo jej nagle miłość minęła. Niestety pojawił się też ktoś trzeci. Kopnij głupią flądrę w dupę i zaczynaj od nowa! Przynajmniej bez dziecka jesteś w stanie się od niej odizolować tak abyś już nigdy nie musiał jej oglądać i cierpieć.

Gdybym tylko mógł pstryknąć palcami i to zrobić, nie wahałbym się ani chwili. Tak bym chciał - cynicznie, wyłączając jakiekolwiek odruchy normalnego człowieka, wyłączając ten chory umysł. Ona tak robi, ma mnie gdzieś. Nagle przestałem istnieć dla niej i pytam - co nią kieruje, dlaczego tak się dzieje? Przysięgam, że dzień w dzień od trzech miesięcy ludzie wokół mnie mi wbijają do głowy: daj sobie czas, masz po co żyć, weź się w garść, inni mają gorzej, nie dołuj się, nie martw się tym co ona myśli, z czasem to przewalczysz i tak dalej...

A ja wdycham te opary absurdu, taplam się w zgliszczach tego związku, który przecież nie był patologiczny i sam zadaje sobie pytanie: dlaczego tak cierpię? I nie znajduję odpowiedzi. Pewnie nie znajdę, bo skala wewnętrznego wyniszczenia powaliłaby stutysięczną armię takich debili jak ja.

Jak ja do cholery żyłem zanim ją spotkałem? Nie wiem, ale musiało to być straszne życie.

Fluffy trzymaj się , potwierdzam, iż to dobrze, że nie macie dzieci, bo wtedy jest odejść dużo trudniej, jestem tego dokładnym przykładem, ale u mnie też dupa, postanowiłam , koniec, nie ma kolejnych szans, obiecanek cacanek, po prostu musze odejśc, by nie zwariować i zaczynam tak jak ty, wszystko od początku, tyle lat zmarnowanych, ale jedno mi pozostanie, mój super syn,to on trzyma mnie przy życiu, gdyby nie on, już dawno bym oszalała i zwariowała....
W trakcie mojego małżeństwa trzy razy się rozchodziliśmy, mój mąż (jeszcze) jest samolubnym niedojrzałym oraz słabym facetem, po ostatnim jego wyskoku obiecałam, że to ostatni raz jak mu wybaczam, ale to się znowu zdarza, więc mam dość ......odchodzę, powiedziałam mu o tym, a on wzruszył ramionkami, zrobił focha, i już drugi dzień nie ma go w domu, co za dupek..... więc co wy o tym myslicie, potrzebuję wsparcia, wiem, że dobrze robię, bo nie ma już czego ratować.

556

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
holubka napisał/a:

Fluffy trzymaj się , potwierdzam, iż to dobrze, że nie macie dzieci, bo wtedy jest odejść dużo trudniej, jestem tego dokładnym przykładem, ale u mnie też dupa, postanowiłam , koniec, nie ma kolejnych szans, obiecanek cacanek, po prostu musze odejśc, by nie zwariować i zaczynam tak jak ty, wszystko od początku, tyle lat zmarnowanych, ale jedno mi pozostanie, mój super syn,to on trzyma mnie przy życiu, gdyby nie on, już dawno bym oszalała i zwariowała....
W trakcie mojego małżeństwa trzy razy się rozchodziliśmy, mój mąż (jeszcze) jest samolubnym niedojrzałym oraz słabym facetem, po ostatnim jego wyskoku obiecałam, że to ostatni raz jak mu wybaczam, ale to się znowu zdarza, więc mam dość ......odchodzę, powiedziałam mu o tym, a on wzruszył ramionkami, zrobił focha, i już drugi dzień nie ma go w domu, co za dupek..... więc co wy o tym myslicie, potrzebuję wsparcia, wiem, że dobrze robię, bo nie ma już czego ratować.

Przykro mi. Twoja sprawa jest bardzo świeża i trochę inna (przynajmniej od mojej), bo Twój mąż coś złego zrobił, z tego co piszesz. Ja nadal cierpię i nie wiem jak się pozbierać - takie uderzenie powala najsilniejszych. Wiele dni będzie upadkiem, ale musisz się bronić i korzystać ze wsparcia najbliższych przez kolejne dni. Niestety nie ma lekarstwa.

557

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:
holubka napisał/a:

Fluffy trzymaj się , potwierdzam, iż to dobrze, że nie macie dzieci, bo wtedy jest odejść dużo trudniej, jestem tego dokładnym przykładem, ale u mnie też dupa, postanowiłam , koniec, nie ma kolejnych szans, obiecanek cacanek, po prostu musze odejśc, by nie zwariować i zaczynam tak jak ty, wszystko od początku, tyle lat zmarnowanych, ale jedno mi pozostanie, mój super syn,to on trzyma mnie przy życiu, gdyby nie on, już dawno bym oszalała i zwariowała....
W trakcie mojego małżeństwa trzy razy się rozchodziliśmy, mój mąż (jeszcze) jest samolubnym niedojrzałym oraz słabym facetem, po ostatnim jego wyskoku obiecałam, że to ostatni raz jak mu wybaczam, ale to się znowu zdarza, więc mam dość ......odchodzę, powiedziałam mu o tym, a on wzruszył ramionkami, zrobił focha, i już drugi dzień nie ma go w domu, co za dupek..... więc co wy o tym myslicie, potrzebuję wsparcia, wiem, że dobrze robię, bo nie ma już czego ratować.

Przykro mi. Twoja sprawa jest bardzo świeża i trochę inna (przynajmniej od mojej), bo Twój mąż coś złego zrobił, z tego co piszesz. Ja nadal cierpię i nie wiem jak się pozbierać - takie uderzenie powala najsilniejszych. Wiele dni będzie upadkiem, ale musisz się bronić i korzystać ze wsparcia najbliższych przez kolejne dni. Niestety nie ma lekarstwa.

Wiem, nie jest łatwo tak od razu zacząć od nowa..... ale muszę próbować i ty też musisz, tak bardzo się starałam, ale nic nie wyszło, znalazłam w sobie siłę, by zacząć coś od nowa, muszę, aby zachować swoją godność, szacunek do samej siebie.
A u Ciebie dalej bez zmian ????

558 Ostatnio edytowany przez fluffy (2012-07-29 21:33:07)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Nie będzie żadnych zmian. Ona już żyje własnym życiem beze mnie i jest jej dobrze.

559

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Nie będzie żadnych zmian. Ona już żyje własnym życiem beze mnie i jest jej dobrze.

No to nie jest najlepiej,,,, a "mojego" nie ma już dwa dni, bawi sie gdzieś ????? Ale już mnie nie zrani, już nie , nie tym razem....

Zastanawiam się czy ten podły gad ma jakieś sumienie, poczucie przyzwoitości, nawet przed własnym synem mu nie jest już wstyd. Nie jest to łatwe do ogarnięcia. Jak tak można znikać nie wiadomo gdzie, ale zacznę wszystko od nowa... sama, ale za to godnie.

Trzymaj się, minie kolejny dzień, świat się nie zawali, od naszych problemów, tylko jak odnaleźć siłę by iść dalej, by żyć......., pracować i kiedyś zacząć cieszyć się życiem, a może kiedyś spotkać kogoś.... i stworzyć coś fajnego, trwałego (o tym marzę)

560

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
holubka napisał/a:

No to nie jest najlepiej,,,, a "mojego" nie ma już dwa dni, bawi sie gdzieś ????? Ale już mnie nie zrani, już nie , nie tym razem....

Zastanawiam się czy ten podły gad ma jakieś sumienie, poczucie przyzwoitości, nawet przed własnym synem mu nie jest już wstyd. Nie jest to łatwe do ogarnięcia. Jak tak można znikać nie wiadomo gdzie, ale zacznę wszystko od nowa... sama, ale za to godnie.

Trzymaj się, minie kolejny dzień, świat się nie zawali, od naszych problemów, tylko jak odnaleźć siłę by iść dalej, by żyć......., pracować i kiedyś zacząć cieszyć się życiem, a może kiedyś spotkać kogoś.... i stworzyć coś fajnego, trwałego (o tym marzę)

Holubka- mimo Twojego cierpienia, widzę, że jesteś silną osobą. Dasz sobie radę, nawet w słowach, które piszesz czuję dużo optymizmu w Tobie. Tal trzymaj.

561

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Liwia napisał/a:
holubka napisał/a:

No to nie jest najlepiej,,,, a "mojego" nie ma już dwa dni, bawi sie gdzieś ????? Ale już mnie nie zrani, już nie , nie tym razem....

Zastanawiam się czy ten podły gad ma jakieś sumienie, poczucie przyzwoitości, nawet przed własnym synem mu nie jest już wstyd. Nie jest to łatwe do ogarnięcia. Jak tak można znikać nie wiadomo gdzie, ale zacznę wszystko od nowa... sama, ale za to godnie.

Trzymaj się, minie kolejny dzień, świat się nie zawali, od naszych problemów, tylko jak odnaleźć siłę by iść dalej, by żyć......., pracować i kiedyś zacząć cieszyć się życiem, a może kiedyś spotkać kogoś.... i stworzyć coś fajnego, trwałego (o tym marzę)

Holubka- mimo Twojego cierpienia, widzę, że jesteś silną osobą. Dasz sobie radę, nawet w słowach, które piszesz czuję dużo optymizmu w Tobie. Tal trzymaj.

Dziękuje za słowa otuchy, staram się trzymać pion, choć wiem, że jest to bardzo, bardzo trudne, ale pozostaje u mnie tyle żalu........, wściekłość i gorycz  już powoli odchodzi, boje się tylko, iż już nigdy nie będę szczęśliwa, że przegrałam swoje życie i to u boku kogoś, kto na to kompletnie nie zasługuje. Moje najlepsze lata poświęciłam komuś, kto jest draniem i podłym człowiekiem, nie wiem czy będę mogła jeszcze komuś zaufać i z kimś być, stworzyć coś, czego brakowało u mnie w moim związku.

562

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Holubka - myślę, że spokojnie kiedyś ułożysz sobie życie na nowo. Wyczuwam, że jesteś bardzo pozytywną osobą, a takim ludziom udaje się w życiu bardzo wiele. Jeśli wiesz, że z mężem to definitywny koniec to musisz teraz wziąć się za siebie. Też rozstałam się z mężem po raz drugi....być może nasze historie są podobne. Zajrzyj też na wątek "Grupa wsparcia dla kobiet kochających za bardzo" - może tam znajdziesz coś dla siebie smile

563

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Witaj! śledze twoj watek od bardzo dawna... mnie rowniez zranil facet na ktorym mi bardzo zalezalo :-( byl ze mna a zaczal pisac do innej ze chcialby sie z nia kochac itd nadal twierdzi ze bardzo mnie kocha i wie ze nigdy nikt nie pokocha go tak jak ja ale nie potrfai tez z niej zrezygnowac... wiem ze chodzi tylko o sex... dziwi mnie to bo robimy to codziennie kilka razy ale widocznie to dowod ze nie jest gotowy na powazny zwiazek...
tak wiec rozumiem twoj bol bo sama nie moge sie pozbierac i nie wyobrazam sobie przyszlosci bez niego ale musimy dac rade... to forum daje niewyobrazalna sile... szanse na lepsze jutro

564

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

zyj tak aby ktoregos dnia ukochana osoba zalowala ze pozwolila Ci odejsc... -> z ta mysla staram sie wstawać każdego dnia.... tez tak rów smile może pomoże

565

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Mussuka napisał/a:
fluffy napisał/a:

ja tez lubilam miec o kogo walczyc a nie jak mi sie na talerzu podawal.

A ja nie. Nie interesowali mnie obcy mężczyźni. Kochany jest mój, BO JEST MÓJ. A taki, co udaje że nie jest zainteresowany nie ma szans, bo ja nie lubię podchodów w tym rodzaju. Lubię szczerość.

Nie wiem jaka jest ta kobieta. Wiem, że ja nie potrafiłabym się oprzeć mężczyźnie, któremu naprawdę zależy i który zrobi dla mnie to co ja zechcę. Tak mam.
Inna kobieta może lubić mieć o kogo walczyć. To też w porządku.

Ważne, jaka jest ta, którą chce się zdobyć.

566

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Witam ponownie, u mnie bez zmian, beznadzieja ......., jak nie mam nic do roboty to wariuję, a jak mam to nie mogę się skupić na tym co robię.... cholerka ile tak jeszcze można wytrzymać? Myśli rozsadzają moją głowę......., tak bardzo chciałabym przestać już cierpieć i zniknąć, rozpłynąć się, wokoło u wszystkich w miarę się układa, tylko ja ciągle dźwigam jakieś brzemię, w imię czego ???? Czy miara mojego cierpienia określa me człowieczeństwa.....
Jest takie przysłowie "nieszczęścia chodzą parami" to mój limit na nie powinien dawno się wyczerpać. A jak wy radzicie sobie ??? Napiszcie, być może będę czerpała z tego jakieś inspiracje, jakieś pozytywne przesłanie, nie wiem czy dam radę tak dalej .........

567

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Liwia napisał/a:
holubka napisał/a:

No to nie jest najlepiej,,,, a "mojego" nie ma już dwa dni, bawi sie gdzieś ????? Ale już mnie nie zrani, już nie , nie tym razem....

Zastanawiam się czy ten podły gad ma jakieś sumienie, poczucie przyzwoitości, nawet przed własnym synem mu nie jest już wstyd. Nie jest to łatwe do ogarnięcia. Jak tak można znikać nie wiadomo gdzie, ale zacznę wszystko od nowa... sama, ale za to godnie.

Trzymaj się, minie kolejny dzień, świat się nie zawali, od naszych problemów, tylko jak odnaleźć siłę by iść dalej, by żyć......., pracować i kiedyś zacząć cieszyć się życiem, a może kiedyś spotkać kogoś.... i stworzyć coś fajnego, trwałego (o tym marzę)

Holubka- mimo Twojego cierpienia, widzę, że jesteś silną osobą. Dasz sobie radę, nawet w słowach, które piszesz czuję dużo optymizmu w Tobie. Tal trzymaj.

Liwio bardzo dziękuję Ci za te słowa, które są balsamem na moją duszę.... dziękuję, jak czytam taki komentarz to jest mi o wiele lepiej....

A jak tam u Ciebie? Trzymasz się ?

568

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Holubko-zawsze jest tak, że jak ma się czas wolny to myśli się kumulują, słowem zaczyna się wariować, myśleć, wymyślać, wszystko razem. Ja osobiście wolę chodzić do pracy, wtedy przynajmniej muszę swoje myśli czymś zająć i nie nakręcam się.
Nie ma złotego środka na to by nie cierpieć, by nie płakać....za to można zająć się sobą, chociaż próbować. Nie jest łatwo, gdy ktoś spędził z drugą osobą pół swojego życia, ale chyba należy próbować. Jest ciężko odkopać to co kiedyś robiłyśmy same, bez niego, bo jak w moim przypadku było to od 16 roku życia byłam z mężem. Jednak próbuję się oderwać, zająć czymś, skupiać na sobie, bo nie mam wyboru i chcę tego, bo innego wyjścia nie widzę.

Nie jest łatwo jeśli komuś się ufało, oddało serce, dało się szanse, a ten ktoś wszystko zaprzepaścił, nie jest łatwo pozbierać swoje życie "do kupy".

Mąż wrócił Holubko?

569

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Witaj Liwio



Tak, ale wcale mnie to nie cieszy, znowu chłodne tłumaczenie jego chorych wizji, że ma dość, nie wytrzymuje on ciśnienia, potrzebuje odreagować i takie tam blelee, zgodził się na rozstanie, jest mu to zresztą na rękę, bo to znowu ja podejmuję decyzję za nas oboje....

Liwio ja również nie pamiętam już mojego życia kiedy byłam sama, znamy się od dziecka, jesteśmy razem (heheh jeszcze chociaż tylko formalnie) z 20 lat ( z tego w małżeństwie 16).


No ale jak mówią mi znajomi, garbata nie jestem, więc może jeszcze nie wszystko stracone, może uśmiechnie się do mnie los smile

570

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Decyzję podejmujesz Ty-tak, znam to. Niech idzie jak chce, żeby tego ciśnienia nie czuł i niech sam odreagowuje a Tobie da spokój. Bo ile można znosić, wytrzymywać? Jak mówi mój terapeuta-można bardzo dużo wytrzymywać, ale czy szczęściem jest wytrzymywanie z kimś?!
Życie ułożysz sobie na nowo. Myślę Holubko-że jesteś już u kresu sił i zmęczenie niestabilnością męża sięga zenitu. I nie dziwię się! Działaj teraz dla siebie i dziecka, a on niech robi co chce. Myśl o Was dwóch i próbuj życie skupiać na Was. Łatwo na początek nie będzie, po tylu wspólnych latach, ale może kolejne lata będą na prawdę dla Was z dzieckiem szczęśliwe.....

571

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Eh.... Kobietki
Te nasze "pseudo" miłości...
Kocham mojego dupka ponad wszystko, jestem w stanie zrobić wszystko.
Zaczął się 3 miesiąc bez niego, a ze mną coraz gorzej.
Liwia,
skąd bierzesz siły na takie pozytywne myśli?

572

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Liwia napisał/a:

Decyzję podejmujesz Ty-tak, znam to. Niech idzie jak chce, żeby tego ciśnienia nie czuł i niech sam odreagowuje a Tobie da spokój. Bo ile można znosić, wytrzymywać? Jak mówi mój terapeuta-można bardzo dużo wytrzymywać, ale czy szczęściem jest wytrzymywanie z kimś?!
Życie ułożysz sobie na nowo. Myślę Holubko-że jesteś już u kresu sił i zmęczenie niestabilnością męża sięga zenitu. I nie dziwię się! Działaj teraz dla siebie i dziecka, a on niech robi co chce. Myśl o Was dwóch i próbuj życie skupiać na Was. Łatwo na początek nie będzie, po tylu wspólnych latach, ale może kolejne lata będą na prawdę dla Was z dzieckiem szczęśliwe.....

Wiem nie jest łatwo, jest cholernie trudno Liwio, dlaczego ? cały czas się zastanawiam nad tym pytaniem,dlaczego mnie to spotkało ?

A u Ciebie jak się potoczyło, co słychać, jak ty sobie radzisz? może tez powinnam iść do psychologa ? Może to ze mną jest coś nie tak? Może to ja jestem winna ?

573

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Mój mąż reaguje na mnie złością, zresztą to człowiek nieprzewidywalny, nie ma zasad na niego, zawsze robi inaczej ni z wszyscy, nigdy nie działa według szablonu.
Nie mogę się sugerować radami innych, bo mój jest wielką zagadką.
Znam go tyle lat i nigdy nie daruje sobie tego, że nie wyczułam chwili w której podejmował decyzję o odejściu.

Łudzę się, że wróci... Nie ukrywam tego, ale czy jestem w stanie to wyczuć skoro nie umiałam po tylu latach wyczuć że planuje odejście?
Matko, co mi siedzi w tej głowie? Tysiące myśli.... które są prawdziwe? Tego nie wie nikt! Nawet on sam tego nie wie!

574

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasikakasika napisał/a:

Mój mąż reaguje na mnie złością, zresztą to człowiek nieprzewidywalny, nie ma zasad na niego, zawsze robi inaczej ni z wszyscy, nigdy nie działa według szablonu.
Nie mogę się sugerować radami innych, bo mój jest wielką zagadką.
Znam go tyle lat i nigdy nie daruje sobie tego, że nie wyczułam chwili w której podejmował decyzję o odejściu.

Łudzę się, że wróci... Nie ukrywam tego, ale czy jestem w stanie to wyczuć skoro nie umiałam po tylu latach wyczuć że planuje odejście?
Matko, co mi siedzi w tej głowie? Tysiące myśli.... które są prawdziwe? Tego nie wie nikt! Nawet on sam tego nie wie!

Kochana Kasikasika !

Wiem że jest Ci ciężko, mi również, ale czy jeżeli twój mąż będzie chciał wrócić, to czy będziesz w stanie mu wybaczyć???

Bo ja już mojemu nie jestem w stanie, zbyt wiele krzywd mi wyrządził, a najgorsze że on jest tego świadomy, nie robi nic, by zmienić coś ......cokolwiek..... Jednak wiem, że jak ulegne mu jeszcze raz , to sama sobie nie wybaczę ... jak dalej żyć ????

575

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
holubka napisał/a:

Kochana Kasikasika !

Wiem że jest Ci ciężko, mi również, ale czy jeżeli twój mąż będzie chciał wrócić, to czy będziesz w stanie mu wybaczyć???

Bo ja już mojemu nie jestem w stanie, zbyt wiele krzywd mi wyrządził, a najgorsze że on jest tego świadomy, nie robi nic, by zmienić coś ......cokolwiek..... Jednak wiem, że jak ulegne mu jeszcze raz , to sama sobie nie wybaczę ... jak dalej żyć ????

Jestem kolejnym głupkiem,
Nie wiem czy bym wybaczyła? ale wiem że zależy mi tylko na tym aby był przy mnie...
Więc...

Kocham go bezgranicznie, od lat, od małolaty, jest moją jedyną miłością!!!
Tak zostałam chyba zaprogramowana, że ten pierwszy, jedyny, po grób...
To takie piękne!!!
Dlatego tak bardzo boli.

576

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Kaśka - nie myślę wciąż pozytywnie, mam tez doliny straszne jak i Wy, ale staram się wsłuchać w siebie. Kocham męża, ale nie będę walczyć o niego za wszelką cenę, już kiedyś to robiłam i widzisz jak się to dla mnie skończyło. Nie jest mi wcale łatwo, ale staram skupiać się na własnych potrzebach, odkrywam własne emocje, bo przestałam je już rozróżniać, nazywać, a nawet przeżywać. Kochałam męża za bardzo, chciałam pomóc mu w każdej dziedzinie życia, chciałam być dla niego najważniejsza, jedyna na zawsze, wyjątkowa, chciałam być jego przyjacielem, oparciem, ale widocznie przesadziłam, widocznie i jemu nie było to "na rękę"...Piszesz Kaśka, że trudno było Ci przewidzieć ruchy męża, znam to. Też nie spodziewałam się, że mój mąż się odważy i odejdzie kolejny raz. Jednak zrobił to. Ciężko niektórych rozgryźć, bo mówią co innego i robią też co innego.....Ja do dziś nie wiem, czy to co mąż mówił było prawdą czy nie, bo zrobił na końcu co innego niż zawsze mówił......

Nie walcz dziewczyno o męża z całych!  Po co Ci to? Do czego? Komu chcesz udowodnić swoją miłość? Jemu czy sobie? On jak widzisz ma kogoś, więc nie poniżaj się! Gdyby chciał próbować coś naprawiać między Wami to nie byłoby innej kobiety!
Zacznij myśleć o sobie, tylko o sobie! Chcesz życie marnować , biegając za kimś, kto być może nie jest nawet  Ciebie wart?! Poczytaj wątek "Grupa wsparcia dla kkzb"....znajdziesz tam mnóstwo rad dla siebie!

577

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
holubka napisał/a:
Liwia napisał/a:

Decyzję podejmujesz Ty-tak, znam to. Niech idzie jak chce, żeby tego ciśnienia nie czuł i niech sam odreagowuje a Tobie da spokój. Bo ile można znosić, wytrzymywać? Jak mówi mój terapeuta-można bardzo dużo wytrzymywać, ale czy szczęściem jest wytrzymywanie z kimś?!
Życie ułożysz sobie na nowo. Myślę Holubko-że jesteś już u kresu sił i zmęczenie niestabilnością męża sięga zenitu. I nie dziwię się! Działaj teraz dla siebie i dziecka, a on niech robi co chce. Myśl o Was dwóch i próbuj życie skupiać na Was. Łatwo na początek nie będzie, po tylu wspólnych latach, ale może kolejne lata będą na prawdę dla Was z dzieckiem szczęśliwe.....

Wiem nie jest łatwo, jest cholernie trudno Liwio, dlaczego ? cały czas się zastanawiam nad tym pytaniem,dlaczego mnie to spotkało ?

A u Ciebie jak się potoczyło, co słychać, jak ty sobie radzisz? może tez powinnam iść do psychologa ? Może to ze mną jest coś nie tak? Może to ja jestem winna ?

Wiesz Holubka-ja za wszelką cenę nie chciałam korzystać z pomocy psychologa, bo wychodziłam z założenia, że sama świetnie sobie poradzę. Zmieniłam zdanie za "namową" kobiet z forum, zwłaszcza jednej. Uznałam w końcu , że nie dam rady sama ogarnąć tego wszystkiego i uporządkować. Poszłam do tego terapeuty by zrozumieć co się dzieje z moim życiem. Nie spodziewałam się, że ktoś powie czy jestem winna czy nie. I nikt tego nie powiedział. Ale dzięki tym wizytom porządkuję to swoje myślenie, bo też żyłam w przekonaniu, że to wszystko moja wina, bo za mało z siebie może dałam, bo za mało się starałam, bo może powinnam dawać z siebie więcej i więcej......Teraz uważam, że dawałam z siebie dużo, ale pewne moje reakcje były skutkiem poczynań męża. Ile można znosić niepewności, braku szacunku, braku nawet konstruktywnej rozmowy, kompromisu, kłamstw?!
Teraz chcę mieć stabilizację, spokój, normalność, szacunek...chcę tego, mimo, że w głębi serca mam jeszcze cień nadziei, że mąż "zrozumie", jednak ta nadzieja każdego dnia jest mniejsza...Ale nie chcę już rozpaczać (choć pewnie zdarzy mi się to nie raz), chcę w końcu być szczęśliwa i niekoniecznie z kimś, sama ze sobą....

578

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Liwia napisał/a:

Teraz chcę mieć stabilizację, spokój, normalność, szacunek...chcę tego, mimo, że w głębi serca mam jeszcze cień nadziei, że mąż "zrozumie", jednak ta nadzieja każdego dnia jest mniejsza...Ale nie chcę już rozpaczać (choć pewnie zdarzy mi się to nie raz), chcę w końcu być szczęśliwa i niekoniecznie z kimś, sama ze sobą....

Widzisz Liwio,
Tylko czasami jest tak, że nawet jak mąż zrozumie, to i tak jest za późno... Moja żona jest kobietą świadomą, idąc za terminologią P. Katarzyny Miller, pewnie przeżywa, ale keep smiling jest. I decyzji o rozwodzie zmieniać nie chce, mimo że prosiłem parokrotnie o przemyślenie.
Czy zrobiła wszystko dla ratowania związku, nie wiem, w każdym razie ja go rozwaliłem.
I tak, w pierwszym momencie to ona przeżywała pewnie bardziej niż ja, potem zaś u mnie pojawiły się wyrzuty sumienia, próba zrozumienia, chęć poszukiwania rozwiązań... Dopiero wówczas gdy straciłem...
Od dwóch miesięcy nie mieszkam z żoną i po prostu zdycham...
Tyle że ja już wczesniej chodziłem na terapię i chodzę nadal próbując poskładac się do kupy, ale to trwa latami-przynajmniej w moim przypadku. Pewnie gdyby ci mężowie o których jest mowa w wątku, próbowali coś ze sobą robić może też inne by było Wasze nastawienie, ale dopóki im jest tak wygodnie (czytaj, nie mają kontaktu z samymi sobą), to....
Pozdrawiam

579

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Okazuje się, że żona nie ma odwagi się przyznać przed niektórymi wspólnymi znajomymi, że mnie porzuciła. Tłumaczy moją nieobecność tym, że musiałem zostać dłużej w pracy (po prawie trzech miesiącach od rozstania). Ręce opadają...

580 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-07-31 11:49:08)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Cash napisał/a:
Liwia napisał/a:

Teraz chcę mieć stabilizację, spokój, normalność, szacunek...chcę tego, mimo, że w głębi serca mam jeszcze cień nadziei, że mąż "zrozumie", jednak ta nadzieja każdego dnia jest mniejsza...Ale nie chcę już rozpaczać (choć pewnie zdarzy mi się to nie raz), chcę w końcu być szczęśliwa i niekoniecznie z kimś, sama ze sobą....

Widzisz Liwio,
Tylko czasami jest tak, że nawet jak mąż zrozumie, to i tak jest za późno... Moja żona jest kobietą świadomą, idąc za terminologią P. Katarzyny Miller, pewnie przeżywa, ale keep smiling jest. I decyzji o rozwodzie zmieniać nie chce, mimo że prosiłem parokrotnie o przemyślenie.
Czy zrobiła wszystko dla ratowania związku, nie wiem, w każdym razie ja go rozwaliłem.
I tak, w pierwszym momencie to ona przeżywała pewnie bardziej niż ja, potem zaś u mnie pojawiły się wyrzuty sumienia, próba zrozumienia, chęć poszukiwania rozwiązań... Dopiero wówczas gdy straciłem...
Od dwóch miesięcy nie mieszkam z żoną i po prostu zdycham...
Tyle że ja już wczesniej chodziłem na terapię i chodzę nadal próbując poskładac się do kupy, ale to trwa latami-przynajmniej w moim przypadku. Pewnie gdyby ci mężowie o których jest mowa w wątku, próbowali coś ze sobą robić może też inne by było Wasze nastawienie, ale dopóki im jest tak wygodnie (czytaj, nie mają kontaktu z samymi sobą), to....
Pozdrawiam

Cash, cenię bardzo to, że zacząłeś pracę nad sobą, że zrozumiałeś wiele...przykro mi, że żona już nie chce ratować tego związku-pewnie wiele lat po prostu żyła nadzieją, że będzie inaczej, aż w końcu sił jej zabrakło....

Mój mąż nigdy nie zrozumie, jestem o tym już w 99% o tym przekonana. On nie widzi swej winy, uważa, że ja wcale nie jestem kkzb, że sobie coś ubzdurałam. Nie widzi, że mnie od kilku lat stawiał na ostatnim miejscu, że nie szanował mnie, okłamywał....Nic nie widzi, I tak na końcu będzie, że ja wszystkiemu zawiniłam. Choć wiem, że w każdym związku winę ponoszą obie strony...
On nawet nie widzi nic złego w tym, że ja spałam w innym pokoju, a on z alkoholem, piszący do innych kobiet o 2 w nocy o seksie i nie tylko....eh, przykładów miałabym dużo. Ale to tylko pisanie, nic więcej jak on zawsze twierdzi....Do dziś nie usłyszałam realnego wytłumaczenia, starań z jego strony też nie widzę, nawet przeprosin nie było, więc nie ma co marzyć o jego nagłym nawróceniu.

581

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Okazuje się, że żona nie ma odwagi się przyznać przed niektórymi wspólnymi znajomymi, że mnie porzuciła. Tłumaczy moją nieobecność tym, że musiałem zostać dłużej w pracy (po prawie trzech miesiącach od rozstania). Ręce opadają...

Myślę że boi się pytań i nie potrafi udzielić na te potencjalne pytania odpowiedzi...
Słowem tchórzy...
Fluffy, chciałbym Ci coś napisać na pocieszenie, ale chyba jedyne to to, że wydaje mi się że Ty jesteś dużo bardziej dojrzały niż Twoja żona... Choć zdaję sobie sprawę że penis to, a nie pocieszenie...
3maj sie chłopie.

582

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Liwia napisał/a:

Cash, cenię bardzo to, że zacząłeś pracę nad sobą, że zrozumiałeś wiele...przykro mi, że żona już nie chce ratować tego związku-pewnie wiele lat po prostu żyła nadzieją, że będzie inaczej, aż w końcu sił jej zabrakło....

Mój mąż nigdy nie zrozumie, jestem o tym już w 99% o tym przekonana. On nie widzi swej winy, uważa, że ja wcale nie jestem kkzb, że sobie coś ubzdurałam. Nie widzi, że mnie od kilku lat stawiał na ostatnim miejscu, że nie szanował mnie, okłamywał....Nic nie widzi, I tak na końcu będzie, że ja wszystkiemu zawiniłam. Choć wiem, że w każdym związku winę ponoszą obie strony...
On nawet nie widzi nic złego w tym, że ja spałam w innym pokoju, a on z alkoholem, piszący do innych kobiet o 2 w nocy o seksie i nie tylko....eh, przykładów miałabym dużo. Ale to tylko pisanie, nic więcej jak on zawsze twierdzi....Do dziś nie usłyszałam realnego wytłumaczenia, starań z jego strony też nie widzę, nawet przeprosin nie było, więc nie ma co marzyć o jego nagłym nawróceniu.

Małżeństwem (jeszcze) jesteśmy od kwietnia 2010, wcześniej 2 lata związku nieformalnego, przeżyłem z nią bardzo wiele trudnych rzeczy, wiedziała że ja pracuję nad sobą, ona też pracowała nad sobą, terapia AA, terapia po tym jak rozwaliła swoje pierwsze małżeństwo... Tu nie było wielu lat zaniedbań... Tu był problem z moim poradzeniem sobie z jej przeszłością i że coś takiego może zrobić mnie i przede wszystkim, bo to jest clue całej sprawy, to że wdepnąlem w "deep shit", z którego potem nie mogłem się wykaraskać, bo były szantaże...
Oczywiście, ktoś powie, że tak jak Wielokropek ma w podpisie, "jak ktoś chce, znajdzie sposób, jak ktoś nie chce, znajdzie powód", ja tego sposobu na wyrwanie się z bagnia, nie widziałem i pogrążałem się, zaniedbując żonę i małżeństwo. MEA CULPA!!!
Ale po tym co Ty piszesz Liwio, to widzę, że nie byłem AŻ TAK MASAKRYCZNYM mężem (wybacz za porównanie z Twoim mężem), nie wybielam się, chodzi mi tylko o to że moje małżeństwo naprawdę, nie tyle dałoby się odbudować, co stworzyć coś nowego, lepszego, bazując na doświadczeniu, zrozumieniu, akcpetacji wzajemnych niedociągnieć. Wiem że to co zrobiłem jest STRASZNE, ale wiem że takie to jest i wiem, że NIGDY nie zrobię czegoś takiego więcej. Ale do odbudowy muszą być dwie strony...
Pozdrawiam

583

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Witaj fluffy, sledze od jakiegoś czasu Twój wątek.


Wiem co czujesz, mnie też zostawił mąż.. Ja myśłałam że tylko faceci to dranie, ale widzę po wpisach tutaj, że żony też potrafią nieźle zranić.
Mi również jest bardzo ciężko i z każdym dniem coraz trudniej...

Myslę, że tak samo jak ja żałujesz że wcześniej nic nie zuaważyłeś, że żona nie walczyła.. Ja nie umiem pojąc jak mogłam nie widzieć, że coś złego się dzieje. Ale nie obwiniaj się (wiem, że to trudne, ja sama teraz analizuję wszystko i siebie obwiniam), to nie jest dobre wyjście, tak jak napisał tutaj ktoś wcześniej- a co mogłeś więcej zrobić jeśli nie wiedziałeś że żona się wypaliła? Jeśli nie rozmawiała otwarcie z Tobą? Nic nue mogłeś zrobić. Tak samo jak i ja.

O ile dobrze doczytałam- nie macie dzieci. I dzięki Bogu. Jeśli jest dziecko to jeszcze trudniej zapomnieć..

Pozdrawiam, 3maj się

584 Ostatnio edytowany przez kasikakasika (2012-07-31 17:27:01)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Liwia napisał/a:

Kaśka - nie myślę wciąż pozytywnie, mam tez doliny straszne jak i Wy, ale staram się wsłuchać w siebie. Kocham męża, ale nie będę walczyć o niego za wszelką cenę, już kiedyś to robiłam i widzisz jak się to dla mnie skończyło. Nie jest mi wcale łatwo, ale staram skupiać się na własnych potrzebach, odkrywam własne emocje, bo przestałam je już rozróżniać, nazywać, a nawet przeżywać. Kochałam męża za bardzo, chciałam pomóc mu w każdej dziedzinie życia, chciałam być dla niego najważniejsza, jedyna na zawsze, wyjątkowa, chciałam być jego przyjacielem, oparciem, ale widocznie przesadziłam, widocznie i jemu nie było to "na rękę"...Piszesz Kaśka, że trudno było Ci przewidzieć ruchy męża, znam to. Też nie spodziewałam się, że mój mąż się odważy i odejdzie kolejny raz. Jednak zrobił to. Ciężko niektórych rozgryźć, bo mówią co innego i robią też co innego.....Ja do dziś nie wiem, czy to co mąż mówił było prawdą czy nie, bo zrobił na końcu co innego niż zawsze mówił......

Nie walcz dziewczyno o męża z całych!  Po co Ci to? Do czego? Komu chcesz udowodnić swoją miłość? Jemu czy sobie? On jak widzisz ma kogoś, więc nie poniżaj się! Gdyby chciał próbować coś naprawiać między Wami to nie byłoby innej kobiety!
Zacznij myśleć o sobie, tylko o sobie! Chcesz życie marnować , biegając za kimś, kto być może nie jest nawet  Ciebie wart?! Poczytaj wątek "Grupa wsparcia dla kkzb"....znajdziesz tam mnóstwo rad dla siebie!

Dzięki Liwia, potrafisz stawiać "do pionu" wink Takich twardych słów potrzebuję, chociaż lubię też jak ktoś mówi, że on mnie przecież zawsze kochał ponad wszystko i niebawem wróci...

Wczoraj pytał syna o mnie, a dokładnie o to jak ja się czuje?
I po co to?

Fluffy, mój mąż też ukrywa przed znajomymi że nie mieszka w domu.
I po co to?

A my się łudzimy, że to szansa na ich powrót!
Eh........

585

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

No cóż. Każdy z nich chyba ukrywa prawdę przed ludźmi  i jakoś nie kwapią się do przyznania się, że poszli w cho...ę. Mnie kiedyś z mężem uważano za bardzo dobraną parę, też mówili mi, że mąż mnie kocha....jednak gdyby kochał wszystko wyglądałoby inaczej!

Posty [ 521 do 585 z 17 441 ]

Strony Poprzednia 1 … 7 8 9 10 11 … 269 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026