I cóż, czas płynie, świat kręci się dalej. Minął niecały miesiąc odkąd mnie zostawił i odkąd widzieliśmy się ostatni raz. Była czarna rozpacz, przemyślenia, złość i strach. A teraz coś dziwnego - nie wiem, ja chyba nie mam serca.
Po pierwsze czuję jakby w moim życiu ten związek wcale nie zaistniał, jakby ktoś wyciął te 3,5 roku z mojej biografii. Jakby moje serce wyparło pamięć o nim, tak jak organizm odrzuca nieudany przeszczep.
Po drugie mój eks, za którym jeszcze tak bardzo bardzo tęskniłam stał się w mojej głowie największym wrogiem, do którego czuję tylko strach - czuję jakby był jedyną osobą na świecie, która byłaby w stanie zadać mi ból. Chciałam się sprawdzić - przejrzałam stare zdjęcia, na których byliśmy razem. I co? Właśnie nic. Żadnego ukłucia bólu czy smutku.
Czy on pozbawił mnie serca? Przecież tak bardzo mi na nim zależało to skąd te emocje które teraz odczuwam? A konkretnie - ich b r a k. Jeszcze 3 tygodnie temu gdyby chciał wrócić przyjęłabym go na kolanach dziękując. A dziś wzruszyłabym tylko ramionami na jego widok.
Ta obojętność dała ulgę, ale boję się że stanę się zimna i oschła do czego niestety mam predyspozycje. Czuję nawet wyrzuty sumienia, że tak krótki czas minął a ja nie tęsknie i nie nasłuchuje czy przypadkiem nie idzie, by wrócić...