netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Jest źle - mam 36 lat i rozwód

17 440 odpowiedzi978 388 wyświetleńzałożony przez fluffy, 27.05.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Strony 1 2 3 … 269 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 17 441 ]

1

Temat: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Stało się, żona oświadczyła mi trzy tygodnie temu, że mnie już nie kocha - wypaliła się całkowicie i nie będzie ciągu dalszego wspólnego życia. Ja ją kocham ponad życie i nie mogę bez niej żyć. Walczyłem przez tydzień, przekonywałem, żeby dała nam szansę na uratowanie małżeństwa, ale nic to nie dało. W końcu się wyprowadziłem chociaż powiedziała, że nie muszę tylko jak miałbym funkcjonować nie mogąc jej dotknąć, czy przytulić. Wszystkie marzenia legły w gruzach, świat się zawalił, mieszkam u siostry, przyjaciele się wykruszyli - wszyscy pożenieni i mają własne problemy.

Znamy się od 7 lat, z czego 3 lata i 9 miesięcy w małżeństwie. Powiedziała, że strasznie mnie kochała, jak nikogo wcześniej i że straciłem cudowną żonę. Przyznała, że niewystarczająco pielęgnowaliśmy nasz związek i to też jej wina, bo w pewnym momencie przestała się starać. Wiem, że też nie jestem bez winy - były ciche dni, czasami zamieniliśmy dwa słowa, nie chciałem z nią chodzić na wszystkie imprezy i chodziła sama. Ale było też cudownie, tylko widocznie za rzadko. Mówi, że zostało tylko przywiązanie, czuje się przy mnie bezpiecznie i nie chce żebyśmy stali się dla siebie obcy. Przeprasza mnie bardzo i okropnie czuje się z tym, że ja cierpię. Mam jej nie brać na litość i nie straszyć, że coś sobie zrobię, że jestem dorosły i dam sobie radę, a ona potrzebuje trochę spokoju i samotności. Nie mam dzieci - ona 32 lata, ja 36.

Czy kobieta w takiej sytuacji jest zdolna do podjęcia życia w samotności i czekania na kogoś, kto da je szczęście jakiego oczekuje?

No i co ja mam robić? Skoczyć z mostu, strzelić sobie w łeb? Czy jest możliwe ułożenie sobie jeszcze z kimś życia w moim wieku? Na razie cierpię, próbuje sobie poukładać wszystko w głowie, ale nie wychodzi mi to. Jak osoba, którą tak kocham mogła mi to zrobić, dlaczego nie dawała wcześniej sygnałów, że jest aż tak źle.

2

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Z mostu nie skakaj, w łeb sobie również nie strzelaj. Na kobietach które odchodzą od mężczyzn nie robi to wrażenia żadnego. Wierz mi, ja jestem po rozstaniu 2 miesiące i bez znaczenia co by się ze mną stało, moja ex przeszłaby obojętnie. Szkoda napewno waszego małżeństwa ale jak żona Cię nie kocha to musisz się z tym pogodzić. Nie załamuj się bo napewno ułożysz sobie życie. Masz dopiero 36 lat. Jestem w podobnym wieku - mam 37 lat za sobą małzeństwo 10 letnie, dwójke dzieci, później związek 3,5 letni. Nie załamuj się bo życie to nie tylko kobiety. Miej trochę męskiej dumy.

3

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Przed moją żoną byłem w prawie czteroletnim związku, który również się posypał. Co prawda sytuacja była trochę inna, bo przyczyną był mój "dobry kolega", ale po tamtym wydarzeniu minęły 4 lata zanim poznałem moją obecną jeszcze na papierze żonę. Jak ją poznałem, to byłem święcie przekonany, że to ta jedyna na całe życie. Zastanawiam się nad fenomenem swoich porażek - wszystkim wokoło się udaje (przynajmniej w rodzinie i wśród znajomych - no może z wyjątkiem dwóch przypadków), a ja znowu gleba.

4

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Nie możesz myśleć że jesteś pechowcem, ja miałem krótsze związki i dłuższe. Związek który trwał 3,5 roku i związek 10 letni, był też taki który potrwał znacznie krócej. Czy mam myśleć że mam program pechowca? Nie. Poprostu trafiłem na nieodpowiednie kobiety. Kobiety nie kochają facetów takich jakimi są, one chcą z nich stworzyć jakiś swój ideał a każdy facet ma wady, jak i każda kobieta. Nie poddawaj się i powiedz sobie że jeszcze trafisz na kogoś właściwego.

5

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Chciałbym być na etapie kiedy będę sobie myślał, że to była nieodpowiednia kobieta. Na razie strasznie za nią tęsknie, to dopiero/już piąty dzień całkowitego braku kontaktu. Najgorsze to uporać się z dobrymi wspomnieniami i brakiem jej bliskości.

6

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Znamy się od 7 lat, z czego 3 lata i 9 miesięcy w małżeństwie.

fluffy napisał/a:

Walczyłem przez tydzień, przekonywałem, żeby dała nam szansę na uratowanie małżeństwa, ale nic to nie dało.

Zamieniłem trochę kolejnością Twoją wypowiedź... na tyle czasu ile się znaliście to szybko się poddałeś... walcz chłopie o swoją żonę... póki nie jest za późno!! Moim zdaniem źle zrobiłeś, że się wyprowadziłeś... ciężko coś naprawiać na odległość!!

Powodzenia!!

7

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Nie mozesz sie zalamywac.ale wyobrazam sobie jak musi Ci byc ciezko

8

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Moj maz zawsze przysiega ze nie zdradzi.Ale ostatnio zmienil prace,ma mloda szefowa,czesto pojawia sie jej imie gdy tylko mowi o pracy,ale zachowania nie zmienil,jest troche bardziej zdenerwowany ale poza tym ok.co o tym myslec?

9

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Jak walczyć, skoro w jej oczach jest tylko lodowate spojrzenie i słowa, że wszystko wygasło i jest pewna tego co czuje? Powiedziała, że może ze mną być, ale tylko z litości i jakiekolwiek działania na ten moment nie spowodują, że jej uczucia wrócą - wręcz przeciwnie. Tydzień może się wydawać za mało, ale wiem, że ona decyzję musiała podjąć dużo wcześniej, a ja oczywiście jak każdy facet nie połapałem się w odpowiednim momencie co się dzieje.

10

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Czarna 26 -> może zdenerwowany jest samym faktem zmiany pracy - nowe obowiązki, nowe otoczenie. To, że często pojawia się jej imię wynika pewnie z ich relacji służbowych. Nie napisałaś jak długo to trwa, jak krótko to nie widzę w tym nic złego... Ale to takie spostrzeżenie faceta w tarapatach...

11

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Jak walczyć, skoro w jej oczach jest tylko lodowate spojrzenie i słowa, że wszystko wygasło i jest pewna tego co czuje? Powiedziała, że może ze mną być, ale tylko z litości i jakiekolwiek działania na ten moment nie spowodują, że jej uczucia wrócą - wręcz przeciwnie. Tydzień może się wydawać za mało, ale wiem, że ona decyzję musiała podjąć dużo wcześniej, a ja oczywiście jak każdy facet nie połapałem się w odpowiednim momencie co się dzieje.

A ja mimo wszystko walczę... Mimo lodowatych spojrzeń i mało zachęcających słów. Nie wiem, czy działam na swoją korzyść czy niekorzyść, to się okaże.  Na pewno jednak kiedyś będę mogła spokojnie spojrzeć w lustro i powiedzieć, że zrobiłam, co mogłam, żeby uszczęśliwić siebie (!).
Pierwszy efekt jest - mąż po dwóch i pół miesiącach osobnego mieszkania wrócił do domu, niestety, mówi, że to tylko chwilowe, ale ode mnie w tej chwili zależy tylko, czy uda mi się rozpalić na nowo jego uczucie. Niemożliwe? Zobaczymy. Zaczęłam jednak przede wszystkim od pracy nad sobą, od tego, w czym ja zawiniłam, bo każdy kij ma dwa końce niestety...

12

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Bellatrix no pewnie, jesli tylko widzisz najmniejsza szanse to walcz. Ja walczylem po rozstaniu ktore nastapilo w lutym przez dlugi okres czasu az do ostatnich dni, bylem w zwiazku przez 3,5 lata. Staralem sie wzbudzic w niej uczucia, nawet kiedy mialem wypadek samochodowy i uderzylismy w sarne z kolega i omal nie zginelismy ona przeszla bezuczuciowo, zamiast tego teksty ze nie obchodzi ja co sie ze mna stanie. Nie raz z jej ust w smsach padały pod moich adresem najgorsze wulgaryzmy. Poddałem się dopiero kilka dni tem kiedy przekonałem się iż już ona mnie nie kocha i nie będzie nigdy kochać.

13

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Mój czas na walkę się już skończył. Obecnie próby kontaktu kończą się słowami, że wykańczam ją psychicznie i biorę na litość. Co najlepsze, moja żona twierdzi, że jest jej tak samo ciężko jak i mnie i martwi się o to co się ze mną dzieje - tak przynajmniej wielokrotnie mnie zapewniała i to po słowach, że mnie już nie kocha. Powiedziała, że jej to też komplikuje życie i chciałaby coś czuć bo tak by było lepiej dla nas, ale wie co czuje i nic na to nie poradzi. Wiem, że muszę przeczekać najbliższe dni, ale to strasznie ciężkie gdy świat i oparcie na drugiej osobie nagle się zawaliły.

14

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Panowie, nie twierdzę, że każdy związek da się wyleczyć. Nie mam nawet gwarancji, że mnie się uda. Mąż mnie nie kocha i nie chce ze mną być - to jest stan dzisiejszy. Rozpoczęłam terapie z psychologiem, bo jak mówiłam - najważniejsze to zacząć od siebie. Nie wiem... nie znam się... zarobiona jestem:) ...ale mnie psycholog pomógł zrozumieć, co robię nie tak, co ja sama niszczę, z wielu spraw po prostu nie zdawałam sobie sprawy i nawet kiedy mąż wrócił, robiłam to dalej. Potrzebny był mi ktoś, kto mi otworzył oczy.
A skąd wiecie, czy podświadomie znowu nie zawalacie sprawy?:)

15

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Dzien dobry,
ale to strasznie ciężkie gdy świat i oparcie na drugiej osobie nagle się zawaliły

Tak to straszne, wiem cos na ten temat!

No wlasnie, co do twojego stanu to macie powazny kryzys.
Moje spostrzeznie jednak dotyczy wymiany zdan i jesli jest to mozliwe zrozumienia dlaczego...
Przeciez zycie 7 letnie nie moze byc tak skwitowane zwyklym zimnym " nie kocham cie juz", niech wyjasni dlaczego tak sie stalo, niech sprobuje obrac w slowa to co ja boli i niech przez to da ci jakis konkretniejszy obraz jej decyzji. Poszukajcie jeszcze raz przez rozmowe co zlego robiliscie, ze doszlo do takiego stanu rzeczy...

Dobrze, moze rzeczywiscie wszystko sie wypalilo, ale to zwiazek gdzie oboje jestescie jakos za niego jeszcze odpowiedzialni i z ludzkoscia mozna dojsc do lepszej komunikacji.

Etyka bycia z kims tez prosi tutaj o prawa, wiec nalegam, spokojnie, bez nerwow, jesli mozna, sproboj ustalic sobie spotkanie z nia i przygotuj sie na nie, ale inaczej...
Skoro i tak jestes w wsytuacji odrzucenia i sie wyprowadziles ( ja tez uwazam, ze troche za szybko, no ale coz stalo sie), to mozesz szukac kazdej alternatywy...
To znaczy, jezeli masz duzo cierpienia z szukaniem slow w jej obecnosci, to napisz w domu co chcialnys z nia poruszyc, postaw sobie najwazniejsze pytanie w spokoju... Dzialaj bardzo spokojnie, probuj zrozumiec wiecej co doprowadzilo do tego bolesnego wydarzenia, gdzie leza szczegoly waszego oddalenia, no i co z ta pielegnacja? Dlaczego oboje nie mogliscie jakos utrzymac ciekawego dystansu by sie przyblizac w codziennosci i budowac niecodziennosc?

Jezeli teraz ciebie nie kocha, to co czuje do ciebie? kim dla niej sie stales? A moze dla niej tez jest to wszystko bardzo zacmione i nie wie dzis w jakim sentymentalnym polozeniu znajduje sie w stosunku do ciebie?
Nie wiem, ja tylko szukam jakiegos sensownego wyjscia by znalezdz dla ciebie wyjscie...

Teraz, skoro ci mowi, ze ma do ciebie litosc, to jednak jest jakies odczucie!!! Nie mowi, ze nic do ciebie nie czuje, tylko, ze cie nie kocha!
A co my wiemy o kochaniu?

Czuje, ze jeszcze nie wszystko stracone, bo ty masz ochote walczyc, wiec dalej, idz i walcz! a nawet jesli spotkasz sie z trudnosciami i kolejnym zimnym spojrzeniem, to nie opuszczaj tak latwo ramion!

Zalezy ci na niej przeciez, wiec rob wszystko, bys pozniej po czasie, przynajmniej czul sie w porzadku z samym soba! A etyka osobista tez jest bardzo wazna...

Pozdrawiam
LESZCZYNEK

16

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Mój czas na walkę się już skończył. Obecnie próby kontaktu kończą się słowami, że wykańczam ją psychicznie i biorę na litość. Co najlepsze, moja żona twierdzi, że jest jej tak samo ciężko jak i mnie i martwi się o to co się ze mną dzieje - tak przynajmniej wielokrotnie mnie zapewniała i to po słowach, że mnie już nie kocha. Powiedziała, że jej to też komplikuje życie i chciałaby coś czuć bo tak by było lepiej dla nas, ale wie co czuje i nic na to nie poradzi. Wiem, że muszę przeczekać najbliższe dni, ale to strasznie ciężkie gdy świat i oparcie na drugiej osobie nagle się zawaliły.

Drogi fluffy,

ja napisze Ci jak to wyglada z tej drugiej strony barykady. Jestem byla zona, ktora przestala kochac po 10 latach i wniosla o rozwod. To bylo juz ponad 2,5 roku temu. Od tego czasu wiele sie zmienilo i w moim i mojego bylego meza zyciu. A mielismy po wiecej niz Ty i Twoja zona lat wiec Twoj wiek to zadna katastrofa i koniec swiata.
Ale do rzeczy. Dlaczego przestaje sie kochac? Z miliona i jednego powodow i jedno jest pewne, to nie dzieje sie tak w jednej chwili, nie jest to tez zwykle proces jednostronny. Nawet w przypadku zdrady, docodzi do niej zwykle w czasie gdy cos przestaje funkcjonowac jak nalezy w malzenstwie, czasem cos golym okiem niewidocznego. Szkoda tlko, ze wowczas gdy czuje sie to zlo ludzie zamiast rozmawiac zaczynaja sie odsuwac od siebie albo naskakiwac wrecz jeden na drugiego i spirala rusza.

U nas nie bylo zdrady, byly problemiki, spory, problemy, klotnie, awantury, chlod, zimno, obojetnosc, z czasem wrogosc. Tak to mniej wiecej narastalo i gdybym ja nie powiedziala temu stop to nie wiem dokad dotarlibysmy dzisiaj.

Ja mialam te odwage powiedziec eks mezowi, ze to juz koniec, ze nie chce walczyc, ze wypalilam sie i go nie kocham. To co bylo potem przypomina mi Twoja historia. Placz, tlumaczenia, obiecywanie  - wszystko na darmo i za pozno. Dzialalo to na mnie dokladnie odwrotnie niz on zakladal. Nie tylko, ze juz go nie kochalam ale zaczynalam tracic szacunek, ze nie potrafi zachowac sie jak dorosly czlowiek. To wykanczalo mnie tak samo psychicznie jak i jego. Ja nie zyczylam mu zle ale nie potrafilam juz z nim byc. On nie potrafil zrozumiec i zaakceptowac faktu, ze obumarlej milosci NIC juz nie wskrzesi.
Po wyprowadzce z naszego domu jeszcze pisal mi maile, slal jakies e-kartki milosne, przynosil kwiaty - na nic to bylo. Ja mu zyczylam, by jak najszybciej wyleczyl sie z naszej wcale nie takiej swietlanej przeszlosci i zaczal zyc przyszloscia. Dopoki ten stan jego "zawieszenia sie" na mnie trwal, dopoty unikalam jak moglam kontaktu z nim. Zwyczajnie meczylo mnie to, balam sie znow jego reakcji.

Teraz? Teraz oboje mamy nowych partnerow, oboje ich kochamy, akceptujemy tych naszych "nowych" nawzajem, nasza corka zna i mojego i jego partnera/rke, nie klocimy sie juz, oboje znalezlismy szczescie i milosc jakiej sobie nie potrafilismy dac nawzajem. I moj eks znow stal sie mezczyzna, nie zaplakanym chlopcem. Nie kocham go ale szanuje.

Tak wiec fluffy - Twoje malzenstwo sie skonczylo i przyjmij to do wiadomosci, nie odgrzejesz tego, milosc nie zmartwychwstanie. Ale przed Toba jeszcze szmat zycia i nie marnuj go na rozgrzebywanie przeszlosci.

17

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Stało się, żona oświadczyła mi trzy tygodnie temu, że mnie już nie kocha - wypaliła się całkowicie i nie będzie ciągu dalszego wspólnego życia. Ja ją kocham ponad życie i nie mogę bez niej żyć. Walczyłem przez tydzień, przekonywałem, żeby dała nam szansę na uratowanie małżeństwa, ale nic to nie dało. W końcu się wyprowadziłem chociaż powiedziała, że nie muszę tylko jak miałbym funkcjonować nie mogąc jej dotknąć, czy przytulić. Wszystkie marzenia legły w gruzach, świat się zawalił, mieszkam u siostry, przyjaciele się wykruszyli - wszyscy pożenieni i mają własne problemy.

Znamy się od 7 lat, z czego 3 lata i 9 miesięcy w małżeństwie. Powiedziała, że strasznie mnie kochała, jak nikogo wcześniej i że straciłem cudowną żonę. Przyznała, że niewystarczająco pielęgnowaliśmy nasz związek i to też jej wina, bo w pewnym momencie przestała się starać. Wiem, że też nie jestem bez winy - były ciche dni, czasami zamieniliśmy dwa słowa, nie chciałem z nią chodzić na wszystkie imprezy i chodziła sama. Ale było też cudownie, tylko widocznie za rzadko. Mówi, że zostało tylko przywiązanie, czuje się przy mnie bezpiecznie i nie chce żebyśmy stali się dla siebie obcy. Przeprasza mnie bardzo i okropnie czuje się z tym, że ja cierpię. Mam jej nie brać na litość i nie straszyć, że coś sobie zrobię, że jestem dorosły i dam sobie radę, a ona potrzebuje trochę spokoju i samotności. Nie mam dzieci - ona 32 lata, ja 36.

Czy kobieta w takiej sytuacji jest zdolna do podjęcia życia w samotności i czekania na kogoś, kto da je szczęście jakiego oczekuje?

No i co ja mam robić? Skoczyć z mostu, strzelić sobie w łeb? Czy jest możliwe ułożenie sobie jeszcze z kimś życia w moim wieku? Na razie cierpię, próbuje sobie poukładać wszystko w głowie, ale nie wychodzi mi to. Jak osoba, którą tak kocham mogła mi to zrobić, dlaczego nie dawała wcześniej sygnałów, że jest aż tak źle.

Chłopie, całe życie przed Tobą! Ciesz się, że nie mieliście dzieci - to byłby problem, zwłaszcza jakby były małe. Na pewno spotkasz jeszcze kogoś, kto jest Ciebie wart!

18

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Opiekunka13 napisał/a:

Chłopie, całe życie przed Tobą! Na pewno spotkasz jeszcze kogoś, kto jest Ciebie wart!

Strasznie wyświechtany tekst, który wcale nie pociesza, tylko wkurza jeszcze bardziej.
Darujcie facetowi takich porad!

19 Ostatnio edytowany przez fluffy (2012-05-28 10:08:57)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Dziękuję leszczynek i Mussuka za wasze opinie. Jedna daje mi nadzieję, druga niestety perspektywę dalszego cierpienia. Jeżeli chodzi o wyprowadzkę, to teraz mam mętlik - może faktycznie źle zrobiłem. Ona nie kazała mi opuszczać mieszkania, mówiła nawet, że mogę zostać jak chcę. Tylko nie mogłem wytrzymać traktowania jak powietrze i ciągłego mówienia, że nic do mnie nie czuje - po prostu stałem się kolejnym meblem w domu. Powtarzała cały czas, że jest jej strasznie źle i że widzi jak cierpie i będzie się o mnie martwić. Że muszę się z tym pogodzić i żyć dalej i nie może mi nawet powiedzieć, że może się kiedyś ułoży bo nie wie co będzie, a nie chce mi robić nadziei. Że jestem jej bliski i nie chce, żebyśmy byli dla siebie obcy, a ona potrzebuje spokoju i samotności.

W przeszłości były kłótnie i to ostre, ale zawsze wszystko wracało do normy - powtarzała mi, że wtedy były jakieś uczucia z jej strony, a teraz nie było żadnych kłótni - tylko spokojna rozmowa. Ona nic nie czuje i tyle. A przyczyny? Powiedziała, że od pewnego czasu nie mamy o czym ze sobą rozmawiać, za rzadko gdzieś jeździmy razem nie mówiąc o wychodzeniu gdzieś. Że wydaje mi się, że jak raz na pół roku gdzieś pojedziemy to wystarczy. Że zazdrości koleżankom jej facetów, którzy się o nie troszczą. Były i inne rzeczy i wiem, że dużo w tym mojej winy. Mnie też dużo rzeczy nie pasowało w niej, ale nauczyłem się z tym żyć i to akceptować, bo zawsze przychodziły wspaniałe, cudowne chwile i mówiła, że wtedy strasznie mnie kochała. Próbowaliśmy analizować, kiedy czasowo było jeszcze dobrze, ale nie potrafiła określić, kiedy to się stało. Tak samo człowiek nie wie, kiedy człowiek dokładnie się zakochuje.

Wszystko to co się dzieje niestety bardzo pasuje do wersji, którą przedstawiła Mussuka. Jedna strona myśli nad takim krokiem długo i po wyłączeniu emocji wyrywa drugiej serce z kręgosłupem. Brzmi strasznie, ale niestety nie przychodzi mi do głowy trafniejsze określenie.

20

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Wlasnie pojawia sie pytanie,czemu kobiety po rozstaniu tak usilnie unikaja kontaktu z mezczyzna?

21

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Dzien dobry mario,

Sory, nie zrozumialam twojego pytania.

Czy chodzi ci o te kobiety, ktore odeszly i nie chca spotkan z pozostawionymi mezczyznami, czy ogolnie o kobiety, ktore odeszly i pozniej unikaja spotkan z mezczyznami?

22

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Jedna strona myśli nad takim krokiem długo i po wyłączeniu emocji wyrywa drugiej serce z kręgosłupem. Brzmi strasznie, ale niestety nie przychodzi mi do głowy trafniejsze określenie.

Nie kochany, teraz to ciutke wybielasz siebie w tej historii. Ani przez sekunde nie uwierze, ze tak lubudu na glowe spadla Ci ta nowina, ze zona Cie nie kocha. Chyba, ze jestes slepy, gluchy, z mocno posunietym Alzheimerem.

Takie rzeczy jak gasnace emocje, wlazaca z butami rutyna i obojetnosc sie widzi i czuje od dluzszego czasu. Skoro to czules to trzeba bylo rozmawiac, pytac, dociekac, starac sie. Kiedy milosc wygasa wine sa obie strony, choc czesto sami w sobie zadnej winy nie dostrzegamy. Jak to: pracuje, zarabiam, dbam o dom, o zone, dzieci, myje samochod, kupuje w supersamie, o co jej chodzi? A no o ten tramwaj co nie chodzi. O to, ze gdzies na trasie dom-praca-dom-supersam-dom-TV zgubiliscie sie.

Nie pisze, ze ona winna, Ty nie. Albo na wspak, Ty na glowie stojki robiles by jej nieba przychylic a ona to olala. Nie - jest 50/50, jak w wiekszosci tego typu sytuacji. Bo o patologii tu nie piszemy.

Jesli chodzi o Twoje zawodzenie, biadolenie i tzw. walke odo upadlego - moja rada ze szczerego serca - chcesz miec jakiekolwiek jeszcze u niej sznse? To daruj to sobie.Bo clowna z siebie zrobisz i zacznie Cie unikac jak smierdzacego jajka. Ludzie nie lubia litowac sie.
To ze sie wyprowadziles to Twoj ATUT! Wreszcie meski krok. Pokaz jej, ze dajesz rade, ze trzymasz sie, ze kochasz ja ale i siebie tez kochasz, nie rob z siebie wycieraczki, zachowaj godnosc w tym wszystkim a sa szanse, ze ona dostrzeze znow kogo miala i stracila i moze ja odzyskasz. Ale zrob to po mesku (nie mylic z po chamsku). Jak emocje opadna i czas ciszy minie (postaraj sie nie kontaktowac z nia az ona to pierwsza zrobi), pokaz jej, ze chcialbys poprawic wasz zwiazek ale delikatnie i malymi krokami. I jesli ona tez tego chce.

Bo jak nie chce, to swiety Boze nie pomoze.

Powiem Ci stary, ze nic bardziej mnie w zyciu nie odstreczalo niz mezczyzni, ktorzy nie akceptowali odmowy i plaszczyli sie przede mna. Jesli ona jest podobna to marne szanse bys placzem, prosba czy grozba cos zdzialal. Wiecej ambicja, bo ja tez lubilam miec o kogo walczyc a nie jak mi sie na talerzu podawal.

Zycze Ci sil, rozsadku, meskiej dumy i powodzenia!

23

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
leszczynek napisał/a:

Dzien dobry mario,

Sory, nie zrozumialam twojego pytania.

Czy chodzi ci o te kobiety, ktore odeszly i nie chca spotkan z pozostawionymi mezczyznami, czy ogolnie o kobiety, ktore odeszly i pozniej unikaja spotkan z mezczyznami?

Chodzi mi o kobiety ktore odeszly i nie chca jakiegokolwiek kontaktu z mezczyznami, nie tylko spotkania, unikaja mezczyzne za wszelka cene.

24

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Dzien dobry Mussuka,

Takie rzeczy jak gasnace emocje, wlazaca z butami rutyna i obojetnosc sie widzi i czuje od dluzszego czasu. Skoro to czules to trzeba bylo rozmawiac, pytac, dociekac, starac sie. Kiedy milosc wygasa wine sa obie strony, choc czesto sami w sobie zadnej winy nie dostrzegamy. Jak to: pracuje, zarabiam, dbam o dom, o zone, dzieci, myje samochod, kupuje w supersamie, o co jej chodzi? A no o ten tramwaj co nie chodzi. O to, ze gdzies na trasie dom-praca-dom-supersam-dom-TV zgubiliscie sie

Pytanie do ciebie, jak pozwolisz....

A teraz w twoim zwiazku jest bajecznie, czy jestes szczesliwa, czy wlasnie, to co piszesz powyzej, moze rowniez, kiedys, zastosowac sie do obecnego twojego zwiazku? To nie jest pytanie ironiczne, ja po prostu sie zastanawiam nad twoimi postami, bo jest cos co mnie gleboko w nich porusza....

25

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Drogi Mario,

Wydaje mi sie, ze wszystkie kobiety nie moga tutaj byc wrzucone do jednego worka, ale! skoro masz taka opinie, to znaczy, ze cos w tej materii przezyles...

Mysle rowniez, ze po separacji czy nie udanym zwiazku potrzeba czasu i rzeczywiscie kobiety, ale i mezczyzni tez!! boja sie po prostu powtorzyc fiasco... bo to bardzo boli, kazda zmiana jest bulwersujaca dla psychiki a my, niestety tez mamy limity naszych wrazliwosci..

Moze tez chodzi tutaj o nowe zaufanie, o to by nie cierpiec ponownie, ale o tym pewnie juz kazdy wie, jak sie nie ma juz 25 lat!

Mysle, ze chodzi tez tutaj o energie i chec! Chec dania sobie nastepnej szansy z kims innym.

Zazwyczaj kobiety poddaja sie biegu wolnego zycia i czesto jest to przypadek na nowe zachowanie i moze nie staraja sie na sile juz kogos poznac? Co o tym sadzisz?

POZDRAWIAM
LESZCZYNEK

26

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
smutnamonia napisał/a:
Opiekunka13 napisał/a:

Chłopie, całe życie przed Tobą! Na pewno spotkasz jeszcze kogoś, kto jest Ciebie wart!

Strasznie wyświechtany tekst, który wcale nie pociesza, tylko wkurza jeszcze bardziej.
Darujcie facetowi takich porad!

Podzielam zdanie smutnejmoni.
Znam przypadki, w których nawet po latach od rozstania osoby cały czas wspominały swego dawnego partnera, i nie znalazły kolejnej takiej osoby.
Nie zawsze to jest tak, ze tego kwiatu jest pól światu. Czasem są to związki dusz, i później okazuje się , że nikt nie był w stanie zastąpić danego partnera/ męża oitd.

Autor wątku niestety musi przejść tę ciężką drogę tj. od dna i ostateczności do momentu w którym będzie tego co raz mniej i się uśmiechnie.
Walczyć warto, ale nie natarczywie. Wiesz jak coś jest Twoje to puść to wolno............

A nie bierzesz pod uwagę kogoś trzeciego? Niestety to częsty schemat nagłego odkochania.

27

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
graka napisał/a:

A nie bierzesz pod uwagę kogoś trzeciego? Niestety to częsty schemat nagłego odkochania.

Poruszałem z nią tą kwestię parokrotnie - zawsze stanowczo zaprzeczała. Powiedziała, że pewnie chciałbym, żeby tak było. Szczerze mówiąc nie wiem jak to zinterpretować. A druga strona medalu, to wiem, że dostawała jakieś SMSy i stała się wyjątkowo "czujna" jeżeli chodzi o jej telefon i pilnowała swojego telefonu w dosyć nerwowy sposób. Moje próby rozmowy w tej sprawie kończyły się prostą ripostą: chyba ci się coś wydawało, pisałam do koleżanek.

Nie wiem jak rozumuje kobieta, ale myślę, że gdyby był to ktoś trzeci to powiedziała by mi to chyba już po podjęciu decyzji o rozstaniu. Przecież kiedy nic już nie zostało do stracenia i zdecydowała, że mnie porzuca, to prędzej czy później wyszłoby/wyjdzie to najaw.

28

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
leszczynek napisał/a:

Dzien dobry Mussuka,

Takie rzeczy jak gasnace emocje, wlazaca z butami rutyna i obojetnosc sie widzi i czuje od dluzszego czasu. Skoro to czules to trzeba bylo rozmawiac, pytac, dociekac, starac sie. Kiedy milosc wygasa wine sa obie strony, choc czesto sami w sobie zadnej winy nie dostrzegamy. Jak to: pracuje, zarabiam, dbam o dom, o zone, dzieci, myje samochod, kupuje w supersamie, o co jej chodzi? A no o ten tramwaj co nie chodzi. O to, ze gdzies na trasie dom-praca-dom-supersam-dom-TV zgubiliscie sie

Pytanie do ciebie, jak pozwolisz....

A teraz w twoim zwiazku jest bajecznie, czy jestes szczesliwa, czy wlasnie, to co piszesz powyzej, moze rowniez, kiedys, zastosowac sie do obecnego twojego zwiazku? To nie jest pytanie ironiczne, ja po prostu sie zastanawiam nad twoimi postami, bo jest cos co mnie gleboko w nich porusza....

Jesli nie ma ironi to i ja odpisze szczerze, co czuje: tak teraz tego nie ma, nie ma rutyny (oczywiscie calkiem nie da sie jej wykluczyc, bo zarabiac trzeba, kupowac tez:), nie ma nudy, nie ma obojetnosci. I nie jest to jedynie nasza ciezka praca nad tym obecnym zwiazkiem, takie "uszczesliwianie sie " na sile. To by na dluzsza mete nie zadzialalo. Nie potrafie grac szczesliwej, jesli nie jestem. To bardziej kwestia dobranych osobowosci, temperamentow, charakterow. My sie zwyczajnie lubimy a to czesto wazniejsze od kochania. Lubimy byc razem i spedzac czas w rozny sposob. Fajnie jest robic razem zakupy, pojezdzic na rowerze, planowac wakacje, posprzatac mieszkanie czy skosic trawe w ogrodku i potem byczyc sie tam z ksiazka na lezaku. Poki co tesknimy za soba, robimy sobie male badz wieksze niespodzianki i zwyczajnie cieszymy kazdym wspolnym dniem. Sa tez klotnie, nie ma lekko. I to jakie, takie po wlosku tyle, ze bez latajacych talerzy. Ale nie ma cichych dni. Nie ma siedzenia obok w tym samym pokoju, nie czujac zadnych wiezi z ta druga osoba. Nie ma zimnych nocy, na dwoch krawedziach lozka z myslami nie pozwalajacymi zasnac. Nie ma tej dzwieczacej w uszach ciszy i napiecia wyczuwalnego kazda czescia ciala. Takie napiecie, krtore mowi" jestem tu choc wcale nie chce".
Czasem musi byc kompromis gdy jedno chce isc skakac na trampolinie a drugie by polezalo z pilotem w reku ale kompromis to ugoda jednoerazowa, nie pojscie calkowite na ustepstwo, to nie jest zapominanie o wlasnych potrzebach i bierne poddanie sie losowi i drugiej osobie.

Co bedzie kiedys? A skad ja mam to wiedziec? Jakby czlowiek wiedzial, ze upadnie to by sie wczesniej polozyl:)

Moge jedynie porownac pierwsze lata (czyli te dobre) z poprzedniego zwiazku do tych obecnych i napisac - nie ma co porownywac.

Nie wiem czy o to Ci chodzilo w tym pytaniu, jak nie to przepraszam za dlugi wywod.

29

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:
graka napisał/a:

A nie bierzesz pod uwagę kogoś trzeciego? Niestety to częsty schemat nagłego odkochania.

Poruszałem z nią tą kwestię parokrotnie - zawsze stanowczo zaprzeczała. Powiedziała, że pewnie chciałbym, żeby tak było. Szczerze mówiąc nie wiem jak to zinterpretować. A druga strona medalu, to wiem, że dostawała jakieś SMSy i stała się wyjątkowo "czujna" jeżeli chodzi o jej telefon i pilnowała swojego telefonu w dosyć nerwowy sposób. Moje próby rozmowy w tej sprawie kończyły się prostą ripostą: chyba ci się coś wydawało, pisałam do koleżanek.

Nie wiem jak rozumuje kobieta, ale myślę, że gdyby był to ktoś trzeci to powiedziała by mi to chyba już po podjęciu decyzji o rozstaniu. Przecież kiedy nic już nie zostało do stracenia i zdecydowała, że mnie porzuca, to prędzej czy później wyszłoby/wyjdzie to najaw.

Ale to nie jest wcale oczywiste, że ktoś kto postanowił odejść przyzna się do kogoś trzeciego. W ślad za takim wyznaniem podążają daleko idące konsekwencje ( rozwód- wina, psychika itd.).

No i te smsy i nerwowość...........

Dziwne , że tak nagle. Ja wychodzę z założenia , że jeśli nie próbowała wcześniej dawać sygnałów mających na celu poprawę jakość związku i jest bum odchodzę. to przeważnie jest to wpływ kogoś trzeciego. zawsze musi być jakiś bodziec. Bo pęknąć to może coś w środku, ale po próbie walki i braku efektów.
Ale to moje zdanie.

30

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Przetrwasz to.
Zobaczysz,że tak.

O żonę w sumie nie ma co walczyć ponieważ z sytuacji,którą opisałeś wynika jednoznacznie,że ona na prawdę chce odejść.

31

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Mussuka

Tak, chyba o to mi chodzilo, to znaczy, ze jest to jak milosc, bo dwie osoby lubia ze soba byc!!!
To znaczy wyczuwam u was jakis spokoj, wlaczenie do zycia z dobranymi dobrze charakterami...

No! brawo! I moze rzeczywiscie, wiele osob zawiedzionych powinno cie troche poczytac, bo szczerze mowiac pokazujesz, ze warto zmienic na lepsze!

DZIEKI
POZDROWIENIA
LESZCZYNEK

32 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2012-05-28 12:02:30)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Przecież kiedy nic już nie zostało do stracenia i zdecydowała, że mnie porzuca, to prędzej czy później wyszłoby/wyjdzie to najaw.

Jak ma wyjsc to wyjdzie tylko co Ci ta wiedza da albo nie da?

Poza tym jesli cos sie dzialo to pewnie inne oznaki niz "nerwowy telefon" tez bys zauwazyl. Czestsze wyjscia pod pozorem zakupow, spotkan itp. Wyjazdy z firmy na weekend, wieksza dbalosc o siebie, rozne rozniste rzeczy, Polak potrafi a Polka jeszcze wiecej;). A skoro nie widziales to albo ich nie bylo albo nie patrzyles na nia zajety czym innym... a szkoda.

No i jest jeszcze mozliwosc, ze pisala rzeczywiscie do kolezanek, ale o swoim postanowieniu i planach rozstania sie z Toba. Ja tez to robilam, chocby radzac sie w roznych kwestiach prawnych.

33 Ostatnio edytowany przez smutnamonia (2012-05-28 12:21:27)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
graka napisał/a:

Nie zawsze to jest tak, ze tego kwiatu jest pól światu. Czasem są to związki dusz, i później okazuje się , że nikt nie był w stanie zastąpić danego partnera/ męża oitd.

Niestety ja tak czuję!
Byliśmy dla siebie jak dwie połówki jabłka. Swoje myśli odgadywaliśmy w pół słowa.
Byliśmy dla siebie oparciem, zawsze.....nie było sytuacji, że któres zawiodło...stworzyliśmy super rodzinkę, mamy wspaniałą córkę z która tata ma genialny kontakt....

I dopada mojego męża kryzys,szuka czegoś, czegoś mu brakuje....nic mi nie mówił, że coś sie dzieje, nie dał po sobie poznać....
Sam nie wiedział o co chodzi, czuł że coś się musi wydarzyć....

I sie wydarzyło! Jest ktoś trzeci..zabrnął w to już na maxa....nas już nie ma..........chociaż wciąż mnie kocha.....
Pozostaje żal, krzywda, że nie walczył o to piekne uczucue, które nas połączyło.....ja walczyłam ... cały rok...
On tylko sie użalał, że skrzywdził najbliższych, że mnie tym zabił....doprowadził się do poważnej depresji, ma ataki paniki....czeka na wizytę u psychiatry.....ja juz nie potrafię mu pomóc, ani sobie.....
Pozostaje tylko żal, potworny ból i smutne dalsze życie.....

34

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
leszczynek napisał/a:

Mussuka

Tak, chyba o to mi chodzilo, to znaczy, ze jest to jak milosc, bo dwie osoby lubia ze soba byc!!!
To znaczy wyczuwam u was jakis spokoj, wlaczenie do zycia z dobranymi dobrze charakterami...

o wlasnie o te charaktery sie tu najbardziej rozchodzi i te wzajemna sympatie, bo seks i to romantyczne kochanie to tylko wisienka na torcie. Jak nie ma tej podstawy czyli calego tortu z solidna baza, z kremem slodkim ale i kwaskowym (to te slodkie i kwasne dni i sprawy w zwiazku) to i wisienka dlugo nie posiedzi. Jak najczesciej objawia sie rozklad miedzy partnerami? Ochlodzeniem w sypialni. Z jednej badz z obu stron.
Pamietam jak kiedys we wlasnej glowie powiedzialam sobie, niby mowiac do eksa - nie lubie Cie juz. To mnie przerazilo, bo zabrzmialo gorzej niz "nie kocham Cie".

leszczynek napisał/a:

No! brawo! I moze rzeczywiscie, wiele osob zawiedzionych powinno cie troche poczytac, bo szczerze mowiac pokazujesz, ze warto zmienic na lepsze!

No, na lepsze to zawsze warto:) A na powaznie to na wielka milosc zawsze warto poczekac i jesli po drodze spotka nas to i owo, wdepniemy w cos czego zalujemy albo ktos nas zostawi - to nalezy wziac to na klate, rozstac sie, zamknac ten etap zycia za soba, jak sie da to z honorem z tego wyjsc i stanac w kolejce po kolejna porcje lodow. Kto powiedzial, ze zycie konczy sie po 20-tce, 30-tce, 40-tce czy jeszcze pozniej?

Rowniez pozdrawiam, glownie autora watku!

35

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
leszczynek napisał/a:

Drogi Mario,

Wydaje mi sie, ze wszystkie kobiety nie moga tutaj byc wrzucone do jednego worka, ale! skoro masz taka opinie, to znaczy, ze cos w tej materii przezyles...

Mysle rowniez, ze po separacji czy nie udanym zwiazku potrzeba czasu i rzeczywiscie kobiety, ale i mezczyzni tez!! boja sie po prostu powtorzyc fiasco... bo to bardzo boli, kazda zmiana jest bulwersujaca dla psychiki a my, niestety tez mamy limity naszych wrazliwosci..

Moze tez chodzi tutaj o nowe zaufanie, o to by nie cierpiec ponownie, ale o tym pewnie juz kazdy wie, jak sie nie ma juz 25 lat!

Mysle, ze chodzi tez tutaj o energie i chec! Chec dania sobie nastepnej szansy z kims innym.

Zazwyczaj kobiety poddaja sie biegu wolnego zycia i czesto jest to przypadek na nowe zachowanie i moze nie staraja sie na sile juz kogos poznac? Co o tym sadzisz?

POZDRAWIAM
LESZCZYNEK

Leszczynek. masz napewno racje ze kobiety nie moga byc wrzucone do jednego worka, jednakze z moich zwiazkow takie mam doswiadczenie. Oczywiscie wyjatkiem tutaj jesli chodzi o kontakt jest moja byla malzonka, bowiem mamy dwojke dzieci tak wiec zawsze juz bedzie miala ze mna kontakt. Natomiast jesli chodzi o inne zwiazki kobiety urywaly kontakt ze mna. Masz racje to chodzi bardziej o chec dania sobie szansy z kims innym a byly partner i kontakt z nim w jakiejkolwiek formie przeszkadza zapewne w tym. Co do poznawania na sile, to chyba zalezy od kobiety i jej sposobu bycia. Ja po swoich zwiazkach pewnie kazdorazowo na sile chcialem kogos poznac, teraz po ostatnim zwiazku 3,5 letnim o dziwo postepuje inaczej, nie ciagnie mnie wcale do poznania kogos.

36

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Mussuka napisał/a:

Poza tym jesli cos sie dzialo to pewnie inne oznaki niz "nerwowy telefon" tez bys zauwazyl. Czestsze wyjscia pod pozorem zakupow, spotkan itp. Wyjazdy z firmy na weekend, wieksza dbalosc o siebie, rozne rozniste rzeczy, Polak potrafi a Polka jeszcze wiecej;). A skoro nie widziales to albo ich nie bylo albo nie patrzyles na nia zajety czym innym... a szkoda.

No i jest jeszcze mozliwosc, ze pisala rzeczywiscie do kolezanek, ale o swoim postanowieniu i planach rozstania sie z Toba. Ja tez to robilam, chocby radzac sie w roznych kwestiach prawnych.

Właśnie przez ostatni miesiąc nigdzie nie wychodziła, tylko siedziała w domu. Soboty w domu co stało się aż nienormalne, nawet powiedziała mi, że imprezy ją przestały cieszyć. Wracała do domu po pracy tak jak zwykle, no może ze dwa, trzy razy później, ale pisała, że musi się przejść i wszystko przemyśleć i żebym się nie martwił - wróci do domu. Było to już po wybuchu tej całej akcji, kiedy jeszcze przez tydzień mieszkaliśmy razem.

Co do konsultacji z koleżankami, to powiedziała, że specjalnie nikogo się nie radziła w tej sprawie, bo to miała być wyłącznie jej decyzja. Ale pewnie jakby się wspierała koleżankami, to i tak pewnie by mi tego nie powiedziała.

Dziękuję Wam wszystkim za Wasze rady. Co prawda nic mi się nie klaruje w umyśle co dalej z tym zrobić, ale wniosek jest narazie chyba jeden - najlepiej się nie odzywać i nie drażnić jej i czekać nie wiadomo na co.

37

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
smutnamonia napisał/a:
graka napisał/a:

Nie zawsze to jest tak, ze tego kwiatu jest pól światu. Czasem są to związki dusz, i później okazuje się , że nikt nie był w stanie zastąpić danego partnera/ męża oitd.

Niestety ja tak czuję!
Byliśmy dla siebie jak dwie połówki jabłka. Swoje myśli odgadywaliśmy w pół słowa.
Byliśmy dla siebie oparciem, zawsze.....nie było sytuacji, że któres zawiodło...stworzyliśmy super rodzinkę, mamy wspaniałą córkę z która tata ma genialny kontakt....

I dopada mojego męża kryzys,szuka czegoś, czegoś mu brakuje....nic mi nie mówił, że coś sie dzieje, nie dał po sobie poznać....
Sam nie wiedział o co chodzi, czuł że coś się musi wydarzyć....

I sie wydarzyło! Jest ktoś trzeci..zabrnął w to już na maxa....nas już nie ma..........chociaż wciąż mnie kocha.....
Pozostaje żal, krzywda, że nie walczył o to piekne uczucue, które nas połączyło.....ja walczyłam ... cały rok...
On tylko sie użalał, że skrzywdził najbliższych, że mnie tym zabił....doprowadził się do poważnej depresji, ma ataki paniki....czeka na wizytę u psychiatry.....ja juz nie potrafię mu pomóc, ani sobie.....
Pozostaje tylko żal, potworny ból i smutne dalsze życie.....

Moniu, ale mnie miłość i "zabrnięcie na maksa" w coś innego się wyklucza...No ni kak nie pasuje. Fakt, poczuł "coś" niezależnie od siebie, jakieś motyle czy inne owady. Ale zabrnięcie jest DECYZJĄ. Ktoś kto kocha nie podejmuje decyzji by kochaną osobę krzywdzić.
Najbardziej przeraża mnie osobiście ta wizja, którą prezentujesz. Że może być wszystko super, przez lata i nagle bum - pierwsza byle spódniczka i mąż leci. Nie wybiera tych wspaniałych lat, tej cudownej żony, którą kocha i lubi i "lepszej nie mógł sobie wymarzyć". Tylko motyle.
A może super było tylko z Twojej perspektywy? Ja wiem, że on mówił, że z jego też super było. Ale Moniu, on tylko mówił.
Ech, no i znowu się nie powstrzymałam. Przepraszam. Ale bardzo się zaangażowałam w Twoją historię. Po prostu.

38

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Co prawda nic mi się nie klaruje w umyśle co dalej z tym zrobić, ale wniosek jest narazie chyba jeden - najlepiej się nie odzywać i nie drażnić jej i czekać nie wiadomo na co.

Nie czekaj na nic, nie planuj niczego pod jej katem, nie szykuj zadnej strategii - to jest wlasnie najwiekszy blad tych porzucanych. Mysla sobie ze jak zrobia to czy tamto albo nie zrobia tego czy tamtego, zmienia sie o 180 stopni to cos sie stanie i odkochany zakocha sie ponownie.
Rozczaruje Cie - zakocha sie jak bedzie tego chciala i poczuje to, Ty jej do tego nie zmusisz i nie przekonasz. Nie pomoze terapia, zabiegi upiekszajace, obietnice mniej lub bardziej prawdopodobne, nic nie pomoze zakochac sie. To sie dzieje samo. Tak jak i odkochiwanie.
Tracisz czas i sily na walke z wiatrakami jesli siedzisz w kacie i czekasz na COS.

Zyj dla siebie, planuj dla siebie i nie stawiaj kazdego kroku na Ziemii myslac o niej. To jedyny sposob zeby wyjsc z tego kryzysu bez szwanku na zdrowiu i umysle a jesli przy okazji ta sila Twojego nowego zycia jakos przyczyni sie do zaintrygowania jej i przyciagniecia to bedzie dodatkowy plus.

Czas minie, bol tez zmaleje. A co ma byc to bedzie, wiec nie zawracaj kijem Wisly.

39 Ostatnio edytowany przez graka (2012-05-28 13:11:05)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

smutnamoniu, pozwolisz , że udam się do Twego wątku. Tu z szacunku do autora i jego problemu nie chcę kontynuować.

40

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kjersti napisał/a:
smutnamonia napisał/a:
graka napisał/a:

Nie zawsze to jest tak, ze tego kwiatu jest pól światu. Czasem są to związki dusz, i później okazuje się , że nikt nie był w stanie zastąpić danego partnera/ męża oitd.

Niestety ja tak czuję!
Byliśmy dla siebie jak dwie połówki jabłka. Swoje myśli odgadywaliśmy w pół słowa.
Byliśmy dla siebie oparciem, zawsze.....nie było sytuacji, że któres zawiodło...stworzyliśmy super rodzinkę, mamy wspaniałą córkę z która tata ma genialny kontakt....

I dopada mojego męża kryzys,szuka czegoś, czegoś mu brakuje....nic mi nie mówił, że coś sie dzieje, nie dał po sobie poznać....
Sam nie wiedział o co chodzi, czuł że coś się musi wydarzyć....

I sie wydarzyło! Jest ktoś trzeci..zabrnął w to już na maxa....nas już nie ma..........chociaż wciąż mnie kocha.....
Pozostaje żal, krzywda, że nie walczył o to piekne uczucue, które nas połączyło.....ja walczyłam ... cały rok...
On tylko sie użalał, że skrzywdził najbliższych, że mnie tym zabił....doprowadził się do poważnej depresji, ma ataki paniki....czeka na wizytę u psychiatry.....ja juz nie potrafię mu pomóc, ani sobie.....
Pozostaje tylko żal, potworny ból i smutne dalsze życie.....

Moniu, ale mnie miłość i "zabrnięcie na maksa" w coś innego się wyklucza...No ni kak nie pasuje. Fakt, poczuł "coś" niezależnie od siebie, jakieś motyle czy inne owady. Ale zabrnięcie jest DECYZJĄ. Ktoś kto kocha nie podejmuje decyzji by kochaną osobę krzywdzić.
Najbardziej przeraża mnie osobiście ta wizja, którą prezentujesz. Że może być wszystko super, przez lata i nagle bum - pierwsza byle spódniczka i mąż leci. Nie wybiera tych wspaniałych lat, tej cudownej żony, którą kocha i lubi i "lepszej nie mógł sobie wymarzyć". Tylko motyle.
A może super było tylko z Twojej perspektywy? Ja wiem, że on mówił, że z jego też super było. Ale Moniu, on tylko mówił.
Ech, no i znowu się nie powstrzymałam. Przepraszam. Ale bardzo się zaangażowałam w Twoją historię. Po prostu.

Nie sądzę, żeby przez 18 lat wspólnego bycia razem i prawie 14 lat małżeństwa, tylko mówił....ja to czułam, widziałam na każdym kroku...
Jego największym dramatem jest to że nie może pojąc dlaczego....byliśmy na wielu spotkaniach z terapeutą, on sam również....było wiele szczerych do bólu słów...ale nie usłyszałam odpowiedzi dlaczego....

Ale to już nie jest ważne.....mam 36 lat tak jak autor wątku....i muszę swoje życie przestawić do góry nogami....nie mam na to siły ....po prostu...

41

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

No i bach, po tygodniu milczenia dostałem właśnie od niej smsa z pytaniem, czy wszystko u mnie w porządku. I jak ja to mam interpretować?

42

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
graka napisał/a:

smutnamoniu, pozwolisz , że udam się do Twego wątku. Tu z szacunku do autora i jego problemu nie chcę kontynuować.

Jeśli go jeszcze odgrzebiesz!

Nie chciałam zaśmiecać tego wątku, tylko pokazać, że mnie się nie udało.....

43

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

smutnamonia i graka - możecie spokojnie pisać w tym wątku, może i ja się czegoś nauczę przy Was...

44

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Skoro jest zgoda, to piszę dalej.
Tak, wiedziałam smutnamoniu po co tu piszesz, tylko już na twój temat chciałam odpisać u Ciebie. Ale zostaję tu.

Śledziłam cały czas Twój wątek. Czułam/czuję, ze jesteś fajna i konkretna babka. A ja takie lubię.

{cyt: "I sie wydarzyło! Jest ktoś trzeci..zabrnął w to już na maxa....nas już nie ma..........chociaż wciąż mnie kocha....."}

Ale jak kto? To znaczy , że już się zdecydował?

Oj, żeby on nie trafił na flaki z olejem. Bo każda kolejna po silnej kobiecie, może w dalszej części życia nie podołać.

Nie zakładaj smutnego dalszego życia. Ja wiem, że jak się wali to na raz. Bo przecież nieszczęścia chodzą parami.
Nie daj się wciągnąć w depresję i dołujące myślenie. Skorpiony mają to do siebie, ale staraj się z tym walczyć. Powtarzaj codziennie sobie jakaś swoją mantrę ( pozytywną).
Jesteś wartościową osobą.
Wiem, że to w chwili obecnej g** Cie obchodzi. Ale uwierz, ze dalej przynajmniej nie będziesz miała sobie nic do zarzucenia. Ty byłaś FAIR.

45 Ostatnio edytowany przez smutnamonia (2012-05-28 13:30:21)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
graka napisał/a:

Skoro jest zgoda, to piszę dalej.
Tak, wiedziałam smutnamoniu po co tu piszesz, tylko już na twój temat chciałam odpisać u Ciebie. Ale zostaję tu.

Śledziłam cały czas Twój wątek. Czułam/czuję, ze jesteś fajna i konkretna babka. A ja takie lubię.

{cyt: "I sie wydarzyło! Jest ktoś trzeci..zabrnął w to już na maxa....nas już nie ma..........chociaż wciąż mnie kocha....."}

Ale jak kto? To znaczy , że już się zdecydował?

Oj, żeby on nie trafił na flaki z olejem. Bo każda kolejna po silnej kobiecie, może w dalszej części życia nie podołać.

Nie zakładaj smutnego dalszego życia. Ja wiem, że jak się wali to na raz. Bo przecież nieszczęścia chodzą parami.
Nie daj się wciągnąć w depresję i dołujące myślenie. Skorpiony mają to do siebie, ale staraj się z tym walczyć. Powtarzaj codziennie sobie jakaś swoją mantrę ( pozytywną).
Jesteś wartościową osobą.
Wiem, że to w chwili obecnej g** Cie obchodzi. Ale uwierz, ze dalej przynajmniej nie będziesz miała sobie nic do zarzucenia. Ty byłaś FAIR.

Wiem, że byłam fair aż za bardzo....
Zbyt długo się łudziłam, że można to naprawić, tylko że oboje muszą tego chcieć...niestety inaczej się nie da....
Jeszcze jest w domu, ale to kwestia paru dni...
Nie mogę pojąć, dlaczego go jeszcze kocham, a tak bardzo chciałabym go znienawidzieć....byłoby łatwiej.....
A to że jestem Skorpionem nie ułatwi mi zycia...będę myśleć i rozpamiętywać aż mnie dopadnie taki dół, że chyba się położę koło mojego taty i będziemy razem wąchać kwiatki od spodu.....


Fluffy, przepraszam już nie będę smęcić..każda historia jest inna! Życzę Ci szczęścia......

46

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
smutnamonia napisał/a:

A to że jestem Skorpionem nie ułatwi mi zycia...

No to hello, bo ja też jestem Skorpionem...

47

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

No i bach, po tygodniu milczenia dostałem właśnie od niej smsa z pytaniem, czy wszystko u mnie w porządku. I jak ja to mam interpretować?

przestales pelzac, stanales na nogach i ona to czuje. A to milczenie to obustrone czy tylko jej?

wiesz co fluffy, zrob sobie dzis prezent, kup sobie rolki, rower, hantle czy co tam lubisz i zrob sobie dobrze silowo. Jak bedziesz na pysk ze zmeczenia padal to zobaczysz jak Ci mozg przejasnieje. Naprawde, to jest gwarantowane, sprawdzone na sobie. Ex malzonek tez jak zaczal na silownie chodzic to i do mnie mniej pisal i to mi sie podobalo w nim po raz pierwszy od czasu rozstania.

48

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Mussuka napisał/a:

przestales pelzac, stanales na nogach i ona to czuje. A to milczenie to obustrone czy tylko jej?

Był obustronny brak kontaktu. To znaczy... najlepiej mam nic nie odpisywać?

49

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
smutnamonia napisał/a:
graka napisał/a:

Skoro jest zgoda, to piszę dalej.
Tak, wiedziałam smutnamoniu po co tu piszesz, tylko już na twój temat chciałam odpisać u Ciebie. Ale zostaję tu.

Śledziłam cały czas Twój wątek. Czułam/czuję, ze jesteś fajna i konkretna babka. A ja takie lubię.

{cyt: "I sie wydarzyło! Jest ktoś trzeci..zabrnął w to już na maxa....nas już nie ma..........chociaż wciąż mnie kocha....."}

Ale jak kto? To znaczy , że już się zdecydował?

Oj, żeby on nie trafił na flaki z olejem. Bo każda kolejna po silnej kobiecie, może w dalszej części życia nie podołać.

Nie zakładaj smutnego dalszego życia. Ja wiem, że jak się wali to na raz. Bo przecież nieszczęścia chodzą parami.
Nie daj się wciągnąć w depresję i dołujące myślenie. Skorpiony mają to do siebie, ale staraj się z tym walczyć. Powtarzaj codziennie sobie jakaś swoją mantrę ( pozytywną).
Jesteś wartościową osobą.
Wiem, że to w chwili obecnej g** Cie obchodzi. Ale uwierz, ze dalej przynajmniej nie będziesz miała sobie nic do zarzucenia. Ty byłaś FAIR.

Wiem, że byłam fair aż za bardzo....
Zbyt długo się łudziłam, że można to naprawić, tylko że oboje muszą tego chcieć...niestety inaczej się nie da....
Jeszcze jest w domu, ale to kwestia paru dni...
Nie mogę pojąć, dlaczego go jeszcze kocham, a tak bardzo chciałabym go znienawidzieć....byłoby łatwiej.....
A to że jestem Skorpionem nie ułatwi mi zycia...będę myśleć i rozpamiętywać aż mnie dopadnie taki dół, że chyba się położę koło mojego taty i będziemy razem wąchać kwiatki od spodu.....


Fluffy, przepraszam już nie będę smęcić..każda historia jest inna! Życzę Ci szczęścia......

O nie nie, Ty masz córkę. Nie dobijaj jej tym. Przykro mi , ze tata już po tamtej tronie. Mój niestety też ( straciłam mając niepełnienia 28 lat.).

Skąd wiesz, że kwestia paru dni? Konkrety jakieś są?
Czy dalej rżnie głupa i nie wie co zrobić. Wiesz, ja też byłam za tym by to ratować, bo wierzę, że to potwornie trudne przeorganizować życie po tyle wspólnych latach. Ale do ciężkiej cholery , czy on nie może po roku od zajścia się zebrać w garść i pójść w jedną stronę, a nie zastanawiać się. Zastanawiać się to można nad wyborem koloru ścian w domu.

50

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:
smutnamonia napisał/a:

A to że jestem Skorpionem nie ułatwi mi zycia...

No to hello, bo ja też jestem Skorpionem...

I niestety, stety ja też. Ten znak nie pozwala zapomnieć. Ten znak ma tendencje do pesymizmu itd.

51

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Mussuka napisał/a:
fluffy napisał/a:

No i bach, po tygodniu milczenia dostałem właśnie od niej smsa z pytaniem, czy wszystko u mnie w porządku. I jak ja to mam interpretować?

przestales pelzac, stanales na nogach i ona to czuje. A to milczenie to obustrone czy tylko jej?

wiesz co fluffy, zrob sobie dzis prezent, kup sobie rolki, rower, hantle czy co tam lubisz i zrob sobie dobrze silowo. Jak bedziesz na pysk ze zmeczenia padal to zobaczysz jak Ci mozg przejasnieje. Naprawde, to jest gwarantowane, sprawdzone na sobie. Ex malzonek tez jak zaczal na silownie chodzic to i do mnie mniej pisal i to mi sie podobalo w nim po raz pierwszy od czasu rozstania.

Dobra rada. Od razu mózg wyda się bardziej otwarty.

52

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:
Mussuka napisał/a:

przestales pelzac, stanales na nogach i ona to czuje. A to milczenie to obustrone czy tylko jej?

Był obustronny brak kontaktu. To znaczy... najlepiej mam nic nie odpisywać?

odpisz, ze jest ok, masz sie dobrze i wlasnie idziesz dzis na squasha z kolega. Pozdrow I czekaj na reakcje:)
Zadnych buziakow, usciskow, tesnotek itp. nie wysylaj. Pozytywny sms od zalatanego i pelnego mimo wszystko energii faceta.

53

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

OK, tak zrobiłem. Potem pojeżdże na rowerze i poprzerzucam deski w ogrodzie u szwagra...

54

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

OK, tak zrobiłem. Potem pojeżdże na rowerze i poprzerzucam deski w ogrodzie u szwagra...

No widzisz, przyjemne z pozytecznym a i przyjaciela w szwagrze nabedziesz przy okazji:) a do tej jazdy wez sobie jakiegos ipoda z Twoja ulubiona muzyka - normalnie balsam. Tylko nie jakies romansidla rzewne, bo zaczniesz sie rozklejac, wspominac i jeszcze w rowie skonczysz:)

55

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Nie powinno sie sluchac napewno muzyki ani romantycznej ani przybijajacej. Ja slucham audiobookow obecnie i dosyc duzo chodze, staram sie generalnie robic wszystko co sie da. Jak nie mam pomyslu to czasami zabieram sie za ponowne sprzatanie mieszkania pomimo tego ze nawet dzien wczesniej mylem podlogi.

56

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Nie udało mi się zrobić tego co zaplanowałem, bo niestety pogoda nie sprzyjała moim planom (trochę popadało). Za to pojeździłem samochodem bez celu - czasem pomaga w odstresowaniu. Nawiązanie przez nią kontaktu przez SMS nie podziałało na mnie za dobrze, bo wysłałem jej później wiadomość jak ona sobie radzi w nadziei, że może zatęskniła. Nic z tego - u niej w porządku, radzi sobie. Poszedłem dalej i zaproponowałem spotkanie (też nie wiem po co), na co otrzymałem odpowiedź, że nie wie czy jest sens spotkania i wałkowania w kółko tego samego - jest to męczące dla niej i dla mnie. Jak zbliża się wieczór to zaczynam wariować po prostu.

57

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Ale czy to już jest pewne, że będzie rozwód?

58

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Ja mam 35 lat i rozwód na koncie,jak i nieudany związek który trwał ponad 3 lata.Wczoraj miałam urodziny,pełne refleksji i spędzone w kiepskim nieco nastroju.Cóż chciałam poruszyć inny wątek.Tak syt.miała miejsce w związku w jakim byłam 3 lata.Sa sytuacje takie ze mimo ze kogoś kochamy nie możemy z nim być bo wyrządził nam zbyt wielką krzywde.Nie koniecznie wchodzi w gre zdrada.Są takie sytuacje że mimo ze wybaczalismy pewne złe sprawy ,czasem bardzo okrutne,partner nie wyciągnął wniosków i brnął dalej w krzywdzące nas rzeczy.Były zerwania,były kolejne szanse których partner nie wykorzystywał.W końcu zawsze nadchodzi kres,kiedy mówimy dość bólu i upokorzeń.Mimo ze partner przeprasza nie da sie już zaufać,nie da sie zapomnieć.Ciężko sie wtedy żyje kiedy dla własnego bezpieczeństwa trzeba powiedzieć "nie"mimo ze serce podpowiada inaczej.Tak sytuacja jest niebywale stresująca,daje wiele cierpienia kiedy z bólem serca trzeba faceta odepchnąc.To taki przemiał każdego dnia wszystkich negatywnych przezyć jakie sie doznało od człowieka który był dla ciebie całym światem.

59

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Nie udało mi się zrobić tego co zaplanowałem, bo niestety pogoda nie sprzyjała moim planom (trochę popadało). Za to pojeździłem samochodem bez celu - czasem pomaga w odstresowaniu. Nawiązanie przez nią kontaktu przez SMS nie podziałało na mnie za dobrze, bo wysłałem jej później wiadomość jak ona sobie radzi w nadziei, że może zatęskniła. Nic z tego - u niej w porządku, radzi sobie. Poszedłem dalej i zaproponowałem spotkanie (też nie wiem po co), na co otrzymałem odpowiedź, że nie wie czy jest sens spotkania i wałkowania w kółko tego samego - jest to męczące dla niej i dla mnie. Jak zbliża się wieczór to zaczynam wariować po prostu.

Wiesz ja ci powiem na swoim przykladzie, tuz za nim poznalem moja ex z ktora bylem 3,5 roku bylem krotko w zwiazku z jedna dziewczyna z ktora kiedys chodzilem do liceum. Ona dala mi kosza bardzo szybko i zranila moje serce a ja nie wiedzialem czemu. Spotkalem ja na ulicy kilka lat pozniej, szczesliwa matke dziecka, po tym czasie dowiedzialem sie czemu, powiedziala : "Bo za bardzo Ci zalezalo".

60

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Stało się, żona oświadczyła mi trzy tygodnie temu, że mnie już nie kocha - wypaliła się całkowicie i nie będzie ciągu dalszego wspólnego życia. Ja ją kocham ponad życie i nie mogę bez niej żyć. Walczyłem przez tydzień, przekonywałem, żeby dała nam szansę na uratowanie małżeństwa, ale nic to nie dało. W końcu się wyprowadziłem chociaż powiedziała, że nie muszę tylko jak miałbym funkcjonować nie mogąc jej dotknąć, czy przytulić. Wszystkie marzenia legły w gruzach, świat się zawalił, mieszkam u siostry, przyjaciele się wykruszyli - wszyscy pożenieni i mają własne problemy.

Znamy się od 7 lat, z czego 3 lata i 9 miesięcy w małżeństwie. Powiedziała, że strasznie mnie kochała, jak nikogo wcześniej i że straciłem cudowną żonę. Przyznała, że niewystarczająco pielęgnowaliśmy nasz związek i to też jej wina, bo w pewnym momencie przestała się starać. Wiem, że też nie jestem bez winy - były ciche dni, czasami zamieniliśmy dwa słowa, nie chciałem z nią chodzić na wszystkie imprezy i chodziła sama. Ale było też cudownie, tylko widocznie za rzadko. Mówi, że zostało tylko przywiązanie, czuje się przy mnie bezpiecznie i nie chce żebyśmy stali się dla siebie obcy. Przeprasza mnie bardzo i okropnie czuje się z tym, że ja cierpię. Mam jej nie brać na litość i nie straszyć, że coś sobie zrobię, że jestem dorosły i dam sobie radę, a ona potrzebuje trochę spokoju i samotności. Nie mam dzieci - ona 32 lata, ja 36.

Czy kobieta w takiej sytuacji jest zdolna do podjęcia życia w samotności i czekania na kogoś, kto da je szczęście jakiego oczekuje?
Cóz ja i mój mąż też sie zagubilismy.Pobraliśmy sie bardzo młodo.Na początku było ok ale potem zaczęło sie psuć.Jego jedyne zainteresowania to było pooglądac tv i odpocząć po pracy.Zero kina,zero romantycznej kolacjiki,zero wspólnej zabawy choćby sylwestrowej przez dzieięc lat.Nawet rozmow nie było.Był głuchy na moje potrzeby o których mówiłam przez pieć ostatnich lat małżeństwa.Obcy facet który dawał pieniądze na zycie ale z siebie kompletnie nic.Nawet najzwyczajniej w swiecie pogadać sie nie dało bo nie miał ochoty.Proponowałam terapie małżeńską,nie chciał takze bo jak mawiał nie jest jakims debilem.I co? nie ma nas a jego kobieta nowa dostała wszystko o co ja walczyłam tyle lat.Wiec widzisz jak to w życiu bywa.Ja walczyłam i dbałam o moje oba związki i mowie ci w wieku 35 lat,dzień po urodzinach z łezką w oku jestem bez faceta,z dwójka dzieci sama.Moim zdaniem w twojej zonie cos spowodowało takie odczucia i jedno co moge doradzic walcz żebyś potem nie miał do siebie żalu ze nie zrobiłeś maksymalnie wszystkiego by uratować związek.

No i co ja mam robić? Skoczyć z mostu, strzelić sobie w łeb? Czy jest możliwe ułożenie sobie jeszcze z kimś życia w moim wieku? Na razie cierpię, próbuje sobie poukładać wszystko w głowie, ale nie wychodzi mi to. Jak osoba, którą tak kocham mogła mi to zrobić, dlaczego nie dawała wcześniej sygnałów, że jest aż tak źle.

61

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Motivanda napisał/a:

Ale czy to już jest pewne, że będzie rozwód?

Wprost tego nigdy nie zadeklarowała. Tylko przy naszej ostatniej rozmowie w cztery oczy ponad tydzień temu powiedziała, żebym dał jej trochę czasu i wystąpi o rozwód. Wcześniej w czasie naszych rozmów nie wspominała o tym, no ale to jak dla mnie logiczne następstwo tego co się stało.

62

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasienka111 napisał/a:

Cóz ja i mój mąż też sie zagubilismy.Pobraliśmy sie bardzo młodo.Na początku było ok ale potem zaczęło sie psuć.Jego jedyne zainteresowania to było pooglądac tv i odpocząć po pracy.Zero kina,zero romantycznej kolacjiki,zero wspólnej zabawy choćby sylwestrowej przez dzieięc lat.Nawet rozmow nie było.Był głuchy na moje potrzeby o których mówiłam przez pieć ostatnich lat małżeństwa.Obcy facet który dawał pieniądze na zycie ale z siebie kompletnie nic.Nawet najzwyczajniej w swiecie pogadać sie nie dało bo nie miał ochoty.Proponowałam terapie małżeńską,nie chciał takze bo jak mawiał nie jest jakims debilem.I co? nie ma nas a jego kobieta nowa dostała wszystko o co ja walczyłam tyle lat.Wiec widzisz jak to w życiu bywa.Ja walczyłam i dbałam o moje oba związki i mowie ci w wieku 35 lat,dzień po urodzinach z łezką w oku jestem bez faceta,z dwójka dzieci sama.Moim zdaniem w twojej zonie cos spowodowało takie odczucia i jedno co moge doradzic walcz żebyś potem nie miał do siebie żalu ze nie zrobiłeś maksymalnie wszystkiego by uratować związek.

Tylko jak walczyć? Walę cały czas grochem o ścianę. Każda propozycja naprawienia czegokolwiek napotyka na konsekwentną odmowę - nic nie czuję, nie ma chemii między nami, która pozwoliłaby jej na podjęcie wysiłku do czegokolwiek. Jak chce, to może być ze mną z litości - chociaż nie wiadomo, czy i to się nie zmieniło przez ostatni czas, gdy nie widzi mnie codziennie. Doszedłem do ściany, dna... totalna bezradność.

kasienka111 - wszystkiego najlepszego, nie poddawaj się - wierzę, że odnajdziesz swoją drogą i prawdziwe szczęście w życiu.

63

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

fluffy - musisz pokazać jej że traci coś wartościowego, wtedy ona naprawdę to doceni. A jak doceni będziesz dla niej wszystkim i świata poza Tobą nie będzie widzieć.

64

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Fluffy bo jak juz wiadomo to do tanga trzeba dwojga i co tu wiecej mówic.Wiem po sobie bo od prawie roku nie mieszkam z mezem i mimo ze ja chcialam kilka razy sprobowac z nim byc to z jego strony nie ma zadnej inicjatywy.I u Ciebie jest podobnie,tylko zastanawia mnie fakt dlaczego tak nagle oswiadczyla ze cce byc sama.a moze ona kogos poznała?nigdy nie okazywała ze jest jej z Toba zle?

65

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Truskaweczka30 napisał/a:

Fluffy bo jak juz wiadomo to do tanga trzeba dwojga i co tu wiecej mówic.Wiem po sobie bo od prawie roku nie mieszkam z mezem i mimo ze ja chcialam kilka razy sprobowac z nim byc to z jego strony nie ma zadnej inicjatywy.I u Ciebie jest podobnie,tylko zastanawia mnie fakt dlaczego tak nagle oswiadczyla ze cce byc sama.a moze ona kogos poznała?nigdy nie okazywała ze jest jej z Toba zle?

Jak ma kogoś to Fluffy powinienieś się zabrać za to aby wyczaić czy ma jakiegoś gacha, poobserwuj ją trochę, wywiedz się tu i tam i będziesz miał pewność.

Posty [ 1 do 65 z 17 441 ]

Strony 1 2 3 … 269 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026