Dlaczego wzieliście rozwód? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dlaczego wzieliście rozwód?

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 55 z 62 ]

Temat: Dlaczego wzieliście rozwód?

Jaki są powody Waszych rozwodów? Czy to jest w większości zdrada czy alkoholizm? A może jeszcze coś innego?
Moi rodzice rozwiedli się z powodu niedopasowania charakterów i rozstali się za późno bo dzieci pocierpiały.
Czy uważacie ,że warto jest zostawać dla "dobra dziecka"?

Nie sztuka grać na nastrojonych skrzypcach, sztuka grać na rozstrojonych.
Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Ja właśnie po 28 latach małżeństwa "walczę o rozwód".....i nie z powodu zdrady czy alkoholizmu.
Żyłam w "złotej klatce".....nie pracowałam.bo umówiliśmy się na początku,że ja zajmę się domem a on będzie na ten dom pracował.Robił to z różnym skutkiem,ale to już teraz nie ma znaczenia.
Najgorszym w tym wszystkim było to,że ja nie miałam swoich pieniędzy. Mój mąż stosował zasadę "zakupy na bieżąco z nim" a nie comiesięczna pensja.Wiem wiele z was powie,że byłam idiotką godząc się na takie rozwiązanie,ale ja nie miałam innego wyjścia.Miałam nadzieję,że ponieważ moje dzieci mają zapewniony byt i pełną rodzinę to moja walka o mnie samą nie ma tu większego znaczenia.
Jakoś się powoli do tego przyzwyczaiłam chociaż parę razy podejmowałam próbę podjęcia pracy,ale mój mąż uważał,że dzieci muszą mieć "matkę w domu" i on nie wyraża zgody na takie rozwiązanie. A jeżeli na siłę postawię na swoim to o moją pensję zmniejszy budżet domowy.
Takie życie przez wiele lat zaczęło we mnie gromadzić "złoża obojętności" chociaż na zewnątrz chodziłam uśmiechnięta i serdeczna dla całego otoczenia.I kiedy mój mąż 11 lat temu przeszedł operację usunięcia nerki z powodu nowotworu starałam się za wszelką cenę pomóc mu w tych trudnych chwilach. Na szczęście (ale chyba tylko moje) wycięcie tej nerki okazało się "zamknięciem tej choroby.Jednak mój mąż przy mocnym poparciu swojej rodziny do dnia dzisiejszego nie pracuje,bo twierdzi,że w dalszym ciągu jest chory i nie jest w stanie podjąć żadnej pracy.Dodam,że od 9 lat nie bierze żadnych lekarstw ani nie przechodził żadnego cyklu leczenia. Wiele razy próbowałam go przekonać do powrotu do "normalności" ale słyszałam,że jestem złą żoną,bo zamiast się nad nim litować to go zmuszam do pracy.
Siedzieliśmy w domu razem 24 h na dobę i w pewnym momencie zauważyłam,że już ze sobą nie potrafimy w ogóle rozmawiać.Życie z "zapasów" stało się rutyną....zapytałam go kiedyś co będzie dalej,bo przecież pieniądze się już kończą...czy zamierza wreszcie wrócić do zarabiania pieniędzy? a on mi odpowiedział,że jest chory i nie może pracować i skoro tak przedstawiam sprawę to mogę do pracy iść ja i utrzymywać dom.
Tylko,że ja w wieku 50 lat bez "lat pracy" żadnej szansy w znalezieniu takiej pracy,która dałaby nam utrzymanie,nie miałam żadnej szansy.
I chyba to było tą"kroplą",która przelała "dzban goryczy" ......postanowiłam się rozwieść.I dodam jeszcze,że nie zostawiam mojego męża w chorobie tylko w nieudacznictwie,które mnie zaczynało zabijać.

Nig­dy nie za­pomi­naj naj­piękniej­szych dni twe­go życia! Wra­caj do nich, ilek­roć w twoim życiu wszys­tko zaczy­na się walić.

3

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

LapkaPandy - ja też rozwiodłem się zbyt późno. Na dobrą sprawę, to z 15 lat małżeństwa, przez 10 próbowałem odejść. Powód? Nie byłem szczęśliwy w tym związku - pobraliśmy się, bo uniosłem się honorem, kiedy nam się wpadło. I choć z początku próbowałem ze wszystkich sił, żeby nam się ułożyło, to niestety - zbyt wiele nas dzieliło: wykształcenie, charaktery, życiowe priorytety. Odszedłem w końcu, kiedy pokochałem inną. A jeśli chodzi o dobro dzieci - lepiej nie trwać w złym związku, bo to dla dzieci stanowi wzór dla ich przyszłych relacji, kiepski wzór. Zrozumiałem to niestety za późno.

Nie to jest ważne, co ze mną zrobiono, lecz to, co ja sam zrobiłem z tym, co ze mną zrobiono.

4

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Tak zwane "dobro dziecka" może mieć miejsce, gdy oboje nie chcą/ nie potrzebują być w innych związkach i wolą dla spokoju ciągnąć swoje martwe życie małżeńskie. Dziecko czuje się bezpiecznie, że ma oboje rodziców. Ale kwestia tego, jaki wzór związku ono sobie przyswoi - to inna para butów. Wiem to... z życia. I co? Wciąż jakoś nie chce się ułożyć tak, żeby było dobrze.
Zanim odeszłam ze związku, to też próbowałam się kierować owym "dobrem dziecka". Skoro ja mam i tak przerąbane, to choć niech dziecko ma oboje rodziców. Taką namiastkę normalności. Niestety, jeśli dziecko ma być widzem awantur, złośliwych zachowań, bicia, płaczu, krzyku... to na pewno nie jest widok, który jest "dobrem dziecka". Lepszy rodzic sam, ale szczęśliwy.
Dziś już niewielki wpływ na takie decyzje mają obyczaje, rodzina, sumienie, sytuacja materialna.

5 Ostatnio edytowany przez LapkaPandy (2012-01-21 14:32:28)

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Ja w domu nie miałam spokoju i odkąd skończyłam 10 lat namawiałam mamę na rozwód(razem z rodzeństwem).  Tłumaczyła się naszym, dobrem, że lepiej jak dziecko ma dwóch rodziców....bzdury oczywiście.  Jak sięgnę pamięcią wstecz to dziecko bardzo ale to bardzo dobrze czuje relacje rodziców i to nie musi być alkohol ...chyba najbardziej boli brak uczuć miłości (każdy w swoim pokoju)...Mamie w końcu udało się odejść jak ja się wyprowadziłam mając 20lat, mój brat do siostry dużo starszej i zostali sami. Dziś mama jest drugim ślubie (poznała kogoś po rozwodzie 2 lata). Tato niestety zginął w wypadku samochodowym.
Widziałam nieudany związek od środka jako dziecko i widzę swoją mamę kiedyś i dziś i każdy powinien walczyć o swoje szczęście. Moja mama to teraz zupełnie inny człowiek. Nie ma czegoś takiego :jak dla dobra dziecka będziemy razem. To jest największa krzywda.

Ale muszę przyznać ,że dzięki ich nieudanemu związkowi mi się udało wyjść ze związku toksycznego z bardzo inteligentnym manipulatorem. I dzięki nim moim motto wyniesionym z domu jest: Moi rodzice pokazali krok po kroku jak nie powinien wyglądać związek.

To jest moja historia bardzo krótka smile ale mam problem - poznałam kolegę ,który jest w małżeństwie bo bał się samotności. Maja 2 letnie i 1 roczne dziecko. On nie kocha swojej żony (tak mówi), męczy się i robi wszystko żeby być poza domem. Ona czuje brak uczuć. Najgorsze jest to ,że dowiedziałam się jakiś czas temu ,że zakochał się we mnie;/ On powiedział o tym żonie. Ja bardzo go lubię ale jest zajęty. I chce zrobić tak: zakończyć całkowicie znajomość i powiedzieć mu ,że póki on jest w małżeństwie i pojawiły się z jego strony uczucia to nie ma szans na jakiekolwiek koleżeństwo. Jeżeli chodzi o moje uczucia to niestety on nie jest mi obojętny i mam wrażenie ,że ...mniejsza z tym. Ciężko mi będzie zakończyć tą znajomość ale decyzje o rozwodzie podejmuje się samodzielnie(nie chcę być przyczyną rozpadu czyjegoś małżeństwa...o ile już się nie stałam sad

Nie sztuka grać na nastrojonych skrzypcach, sztuka grać na rozstrojonych.
Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Mój mąż stwierdził, że mnie już nie kocha. W tydzień po ślubie. Po trzech moich i tylko moich prób ratowania 7 letniego związku i 3 miesięcznego małżeństwa poprosił mnie o wyprowadzkę ze wspólnego mieszkania, bo "serce nie sługa", "on nie czuje miłości", "zaczęły mu się podobać inne dziewczyny", "nie chce mnie ranić". Wyprowadziłam się, nie mam z nim kontaktu. On ma się zająć rozwodem.
Dzieci nie mięliśmy.

7

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

W moim przypadku była to zdrada - ale tak praktycznie to nie ona była przyczyną mojego rozwodu, może zacznę od początku.
Poznaliśmy się gdy mieliśmy po 16 lat. Ja po stracie rodziców stałam się ostrożna, raczej wolałam siedzieć w domu przy książkach niż biegać po dyskotekach. Jednak pojawił się on, wydawał się cudowny....i tak już został. Gdy miałam 23 lata wzieliśmy ślub. Studia, praca i własne mieszkanko. Założyliśmy własną firmę. Gdy miałam 26 lat urodziłam pierwsze dziecko, później drugie. Byliśmy szczęśliwi, tak przynajmniej mi się wydawało. Nadal pracowałam jako asystentka a poza tym prowadziłam rachunkowość w naszej firmie. Tuż przed 10-tą rocznicą ślubu dowiedziałam się że mnie zdradza. Wybaczyłam mu, tak bardzo go kochałam. Ale odkryłam ze to nie zdrada - miał drugą rodzinę ją i syna. Byłam okłamywana przez prawie cztery lata. Postanowiłam zakończyć ten dziwny związek i powiedziałam dość

8 Ostatnio edytowany przez LapkaPandy (2012-01-21 18:03:35)

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Podziwiam wszystkie osoby ,które zdecydowały się na rozwód i walkę o własne - normalne życie. Na pewno nie jest to łatwa decyzja.

bezduszny napisał/a:

A jeśli chodzi o dobro dzieci - lepiej nie trwać w złym związku, bo to dla dzieci stanowi wzór dla ich przyszłych relacji, kiepski wzór.

Zgadzam się!

Nie sztuka grać na nastrojonych skrzypcach, sztuka grać na rozstrojonych.

9

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Mnie do decyzji o rozwodzie popchnęły te wszystkie jego kłamstwa - po nich nie da się już zaufać!!!!!!!

10

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Droga LampkoPandy....
Opis rozpadu pożycia Twoich rodziców dał mi wiele do myślenia.Teraz wiem,że wyrządziłam swoim dzieciom wielką krzywdę.Jest już za późno aby to naprawić,bo rozpoczęły już samodzielne życia.Mam tylko nadzieję,że one mając taki kiepski przykład miłości małżeńskiej będą wiedziały jak nie należy postępować."Mleko się rozlało" i tak musi być...przynajmniej ja jeszcze trochę będę mogła cieszyć się normalnym.niezależnym życiem. smile
A wracając do Twojego "problematycznego związku" to myślę,że podejmujesz bardzo słuszną decyzję. Rzeczywiście "nie można zjeść ciastka i mieć ciastko" a on chyba najchętniej miałby was obie.I w zależności od humoru czy jakiejś tam sytuacji prowadził podwójne życie.
Wiem,że to trudna a nawet bardzo trudna dla Ciebie decyzja,bo na pewno darzysz go dużym uczuciem, ale żeby to uczucie było szczere musi mieć za podstawę PRAWDĘ.:)

Nig­dy nie za­pomi­naj naj­piękniej­szych dni twe­go życia! Wra­caj do nich, ilek­roć w twoim życiu wszys­tko zaczy­na się walić.

11

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?
dor57 napisał/a:

Droga LampkoPandy....
Opis rozpadu pożycia Twoich rodziców dał mi wiele do myślenia.Teraz wiem,że wyrządziłam swoim dzieciom wielką krzywdę.Jest już za późno aby to naprawić,bo rozpoczęły już samodzielne życia.Mam tylko nadzieję,że one mając taki kiepski przykład miłości małżeńskiej będą wiedziały jak nie należy postępować."Mleko się rozlało" i tak musi być...przynajmniej ja jeszcze trochę będę mogła cieszyć się normalnym.niezależnym życiem. smile
A wracając do Twojego "problematycznego związku" to myślę,że podejmujesz bardzo słuszną decyzję. Rzeczywiście "nie można zjeść ciastka i mieć ciastko" a on chyba najchętniej miałby was obie.I w zależności od humoru czy jakiejś tam sytuacji prowadził podwójne życie.
Wiem,że to trudna a nawet bardzo trudna dla Ciebie decyzja,bo na pewno darzysz go dużym uczuciem, ale żeby to uczucie było szczere musi mieć za podstawę PRAWDĘ.:)

Dziękuje smile
Wiesz życie w takim chorym związku rodziców ma swoje plusy jak dziecko jest obserwatorem i wyciąga wnioski. Naprawdę uczy dużego dystansu i całkowicie leczy z syndromu "KKZB" big_smile
Najważniejsze dla mnie jest to ,że oni się rozwiedli i mama pokazała ,że można być w życiu szczęśliwym(że się nie poddała mimo wieku)
Njaważniejsze ,że Ty też się rozwiodłaś- tak naprawdę to buduje dziecko ,które widzi ,że rodzic nie jest bierny i coś z tym robi.

Postanowiłam urwać kontakt jednak przeraziło mnie co on powiedział na temat swojego związku: że ja i tak nie mam na to wpływu bo związek psuł się od dawna i czeka na rozmowę z żoną. Ja nakłaniałam go ,że może życie , problemy, praca, rutyna..może należy porozmawiać. On nie widzi sensu bo rozmowa miłości nie zbuduje...Spytałam jak się czuje w roli ojca; powiedział: że, kocha swoje dziecko ale czuje jednocześnie ,że to nie jest do końca uczucie jakie powinien żywić do dziecka......

Nie sztuka grać na nastrojonych skrzypcach, sztuka grać na rozstrojonych.

12

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Skoro tak mówi to poczekaj "z boku" na rozwój sytuacji.Bo skoro on twierdzi,że jego małżeństwo praktycznie nie istnieje tak jak powinno a co gorsza jego miłość do dziecka jest"jakaś niepełna" i nie taka jaka powinna być, to zastanów się czy nie będziesz kolejną osobą,którą będzie kochał jakoś tak nie pełnie.
On chyba jeszcze nie całkiem jest dojrzały emocjonalnie...."takie duże dziecko" lubiące dużo nowych zabawek.:)

Nig­dy nie za­pomi­naj naj­piękniej­szych dni twe­go życia! Wra­caj do nich, ilek­roć w twoim życiu wszys­tko zaczy­na się walić.

13

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Miałam właśnie założyć wątek z pytaniem, dlaczego ludzie się rozwodzą....akurat znalazłam ten smile Wasze powody rozwodów są faktycznie..... specyficzne. Prócz zdrady bo to  klasyka. A czy jest ktoś, kto rozwiódł się z powodu 'niezgodności charakterów" , pieniędzy lub braku rozmowy w związku?

14

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Hej u mnie miał miejsce standard : normalna rodzina maż dziecko 10 lat małżeństwa, przez cały okres zero kłótni w 2010 roku ostatnie wczasy a po dwóch tygodniach małżonek oświadczył kochanie dziękuje ale sie znudziłem, wypaliłem sie (dzisiaj juz wiem dlaczego moje miejsce zajęła bardzo szybko jego koleżanka z pracy). Dzis nie jestem już ta samą osobą od paru dni jestem po rozwodzie i wychowuje sama 6 letniego synka:(:(:( Nie rozumiem facetów bez ostrzeżenia bez sygnałów ...po prostu dziękuje i odkłada cie na półkę jako zużyty przedmiot

15

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

A czy ktoś tu korzystał z pomocy mediatora?  Lub jakiegoś specjalisty typu: psycholog, poradnia małżeńska?

16

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Ja rozwiodłam się, bo mój były mąż to alkoholik,hazardzista,kłamczuch,nieudacznik życiowy.
Ale wyszło na to, że to przeze mnie bo odeszłam do innego.Było tak, ale miałam przecież mnóstwo powodów.
Wytrzymałam po ślubie 18 lat,dłużej juz nie mogłam.

"Podziwiać należy wielkie czyny a nie wielkie słowa"

17

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Zostawać razem dla dobra dziecka ?-na pewno nie.Przczną mojego rozwodu był :alkohol,awantury,kłótnie ,kłamstwa...Nie chciałam ,by dziecko było świadkiem tych rzeczy.Wychowywało by się w rodzinie patologicznej.Ja rozwiodłam się dla dobra dziecka.Dziś jestem w nowym związku .Mamy ślub.Mój synek mówi do mojego męża tato.Mój mąż jest wspaniałym ojcem ,cudownym mężem.Nigdy nie było kłótni między nami.Szanujemy się bardzo.Nie znam tak zgodnego małżeństwa jak moje.Mój syn wchowuje się teraz w kochającej się rodzinie.Sam do mnie powiedział,że o takiej rodzinie marzył.

18

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Pierwszy raz na forum, mam niesamowita ochote podzielic sie z wami moimi myslami. Otoz, wlasnie, dochodze po malu do decyzji rozstania. Jestem 7 lat w zwiazku a od 6 ciu w malzenstwie. Wyszlam za Francuza i zyje od 19 lat we Francji w poblizu Paryza.
Mamy wspanialego synka 2 lata i 5 miesiecy. Ja mam 43 a moj maz 47 lat. Nie bylo mi latwo we Francji, przez 12 lat walczylam o wszystko sama. Skonczylam studia, pracowalam ciezko, spraztalam, bawilam dzieci, opiekowalam sie starszymi ludzmi... Dzis pracuje w ubezpieczeniu spolecznym i jestem z tej pracy bardzo zadowolona, choc jest ona na czas okreslony. Od parwie 3 lat moj maz straszy mnie rozwodem, bo ja niby nie umiem kochac, ze nim sie nie interesuje itd, itp... Dlugo sie meczylam i oczywiscie, nadal jeszcze sie mecze z tymi myslami... Zdalam sobie sprawe niedawno, ze jego zachowanie jest dziwne, tak jakby chcial w malych szczegolach zrobic mi przykrosci. On nigdy sie do mnie nie smieje, nie lubi sie bawic, nie lubi mojej kuchni, nie ma duzo rzeczych ktorych lubi wlasciwie, nie interesuja go moje spostrzezenia ani rozmowy, ktore probowalam toczyc z nim na tematy rozne...Wlasciwie, od urodzenia sie Julien, stal sie jakby to ujac, cenzuralny, zle nastrojony, tylko krytyka i na prawde opresja psychiczna w moja strone. Popatrzcie, to nie jest alkoholik, ani jakis zlosliwy typ na pozor, nie gwaltowny, ale dlaczego mam takie dziwne wrazenie jakiejs rozgrywki psychologicznej, ktora sie rozwinela lub zawsze byla rozwinieta, z tym ze ja tego nie widzialam od razu, z jego powodu? Wiem, ze musze od niego odejsc, ale jedynie czuje sie tutaj bardzo samotna, moja rodzina daleko i sie tak molestuje tymi negatywnymi myslami... Obwinialam sie wlasciwie tym, ze jestem od niego inna? ze tak bardzo lubie zycie, ludzi, dyskusje, ktorych dzis mi tak brak....?

19

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

leszczynek  a jak było wcześniej? skoro tak było, czemu zdecydowałaś się na ślub?
I czy korzystaliście z pomocy specjalisty?

20

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Dlaczego zdecydowalam sie na slub? Bradzo realistyczne pytanie, gdy mowa jest o zakochaniu, pierwszych wspolnych wieczorach, gdy mowa jest o romantyzmie, w ktory przeciez kazdy chyba chce wierzyc... nie myslalam ze moge odkryc innego takiego bardzo skrytego i dziwnego czlowieka... Krotko mowiac, bylam zakochana, przyniosl mi oparcie, zatroszczyl sie o mnie, byl sklonny do wspanialych gestow... niestety, realia spowodowaly, ze urok prysnal dla niego a ja coz, spadlam z piedestalu...i ze tak na prawde on stal sie prawdziwy wtedy, gdy zycie codzienne nas pograzylo.

21

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

No właśnie.....to oparcie w ciężkiej sytuacji życiowej,do tego może zakochanie a może jakaś forma zauroczenia,wspaniałe gesty(pewnie w dużej mierze "na pokaz").....to również mi pomogło podjąć decyzję o małżeństwie.
I tak jak u Ciebie wszystko jakoś tak pękło jak "bańka mydlana" a właściwie zamieniło się w "złotą klatkę".
Jakiś czas walczyłam potem ze względu na trójkę dzieci poddałam się.....ale kiedy dzieci dorosły miałam na tyle juz dość wszystkiego,że postanowiłam walczyć o siebie.
Walka trwa już prawie trzy lata i nie wiem ile jeszcze,ale ja już wygrałam i wiem,że powinnam była mimo wszystko zrobić to dużo wcześniej i to nie tylko ze względu na siebie....tylko przede wszystkim ze względu na dzieci.
Można zacząć żyć od nowa i nie pozostaje się samemu tylko trzeba w to uwierzyć.:):):)

Nig­dy nie za­pomi­naj naj­piękniej­szych dni twe­go życia! Wra­caj do nich, ilek­roć w twoim życiu wszys­tko zaczy­na się walić.

22

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?
dor57 napisał/a:

Można zacząć żyć od nowa i nie pozostaje się samemu tylko trzeba w to uwierzyć.:):):)

wink dokładnie

Coraz częściej dochodzę do wniosku ,że związek udany to 'przemieszanie' zdrowego rozsądku z chemią miłości...

Nie sztuka grać na nastrojonych skrzypcach, sztuka grać na rozstrojonych.

23

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

ja jednak ponowię pytanie: Czy skorzystaliście z pomocy psychologa/ mediatora przed rozwodem czy po prostu uznaliście, że nie macie już siły i koniec, pozew do sądu. ?

24

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Ja korzstałam z pomocy psychologa w celu ratowania małrzeństwa ale w czasie terapii uświadomiłam sobie że mam dość .Byłam sama bez żadnego wsparcia. Terapia psychologiczna pozwoliła mi się pozbierać.

25

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Wlasnie chce sie rozejsc, niestety moj maz nie chce mnie opuscic, nie chce przestac tracic czas na dziwki z internetu...i tak prowadzimy wojne juz 4 i pol roku, troje dzieci w domu a konca nie widac.

26

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Hi...wlasnie stoje przed dezyzja o rozwodzie...moj maz przed dwoma miesiacami mnie zdradzil....ze swoja licealna miloscia....(sprzed 20 lat)oznajmil ze chce z nia ulozyc sobie nowe zycie.....na poczatku nie wierzylam co slysze po 13 lat udanego malzenstwa...niechcialam slyszec o rozwodzie.....ale przemyslalam wszystko i nie zasluguje na to zeby byc traktowana jak ptactwo domowe.....najdziwniejsze jest to ze moj maz jakos nie pali sie do tego zeby zrobic jakikolwiek ruch bo okazalo sie ze jego wybranka nie zamierza wyjezdzac...(mieszkamy w Niemczech ..ona jest w Polsce)....:-D ale to juz nie moj ogrodek....moje dzieci nie musza ogladac wiecznie naburmuszonej i oszukiwanej matki.....

Nie ma gorszego zła od pięknych słów, które kłamią.

27

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Cześć Leszczynek smile podjęłaś jakąś decyzję?

28

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Hallo monia10 , co u Ciebie?
PS: w jakim miescie mieszkasz?
Pozdrawiam.

29

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Hmmm u mnie trochę podobnie jak u Dor, tyle, że o wiele krócej.
Wyszłam za mąż bo byłam przekonana, że otrzymam wsparcie i miłość jednocześnie. Po urodzeniu córki okazało się jednak co innego. Z faceta z zainteresowaniami zrobiło się coś co wiecznie siedziało w domu, co uważało (w sumie całkiem jak Ferdek Kiepski), że dla ludzi z jego wykształceniem nie ma pracy, a jego mamusia psychiatra (swoje za pazurkami też ma, ale to okazało się później) kompletnie mu tego nie utrudniała, co więcej "wspierała" go tylko "załatwiając" pieniądze na życie. Każdorazowa moja próba pracy kończyła się pytaniem kiedy złożę pozew o rozwód i ile biorę za zdradzanie go oraz kto zajmie się dzieckiem jak mnie nie będzie bo on nie zamierza. Nie raz kończyło się szarpaniną, którą widziała malutka córka, bo jego nie obchodziło to, że dziecko się patrzy.
W efekcie ratując coraz bardziej wyniszczaną psychikę, zgadzając się na pomoc przyjaciół (którym w końcu przyznałam się co się dzieje, mimo że się tego bardzo wstydziłam <bo kto by nie wstydził się próby gwałtu na nim samym> ale to zweryfikowało przyjaźń, dzięki czemu zostały tylko dwie zaufane osoby), uciekłam od niego składając tego samego dnia pozew do sądu. Potem wróciłam jeszcze do tego mieszkania dwa razy: raz po swoje i córki rzeczy, drugi raz już niestety z obecnością policji po schowane przez niego albumy ze zdjęciami córki, bo na nich ze względu na córkę mi zależało.
Proces toczy się od 2 lat i nadal końca nie widać niestety, ale decyzji nie żałuję.

30

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Mąż siedzi w domu i nic nie robi? Znam ja takich... niestety...

Moja żona ma zapewnione wszystko, a ma pretensje, że dużo pracuję. Robi awantury gdy delegacja raz na parę lat trwa dłużej o jeden dzień, albo gdy raz na parę lat trzeba wyjść na oficjalną kolację. Kiedyś to wszystko chyba runie...

31

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

sam22  a jak wasza komunikacja? oboje jesteście otwarci na szczerą rozmowę?

32

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Zwiazek sie tak naprawde konczy gdy przestaje sie patrzec w ta sama strone, moje malzenstwo tak sie skonczylo.

Kazda Twoja mysl, jest czyms realnym -jest Twoja sila..........

33

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Cześć.
Jestem 3 i pół roku po ślubie, i od pół roku poważnie zastanawiam się nad rozwodem. Znamy się 10 lat. Jesteśmy młodymi ludźmi, którzy się kompeletnie nie mogą dogadać. Mamy problem we wszystkim (choć tak naprawdę mamy wszystko, aż strach pomyśleć co będzie za 20 lat). Mój mąż jest osobą, którą jak się nie popchnie to nie zrobi ( nie rozumiem w ogóle jak z nim wytrzymałam 10 lat!!!). Mamy taki sam zawód, myślałam że razem będziemy prowadzić firmę, że będzie fajne szczęśliwe życia. A tu urodziło się dziecko i zamiast się cieszyć,że jest zdrowe, nie ma dnia bez awantury. Mój mąż nie jest mną zainteresowany nawet seksualnie (jestem zadbaną, ładną kobietą), wszystko by robił osobno, nie mamy żadnych planów razem ( ja mam tylko swoje). Nasze życie wygląda tak, że każdy siedzi w innym pokoju. Mam już dosyć takiego związku, nie wiem jak można wychować szczęśliwe dziecko w takim domu. Rozmawialiśmy o tym, mówi że chce się zmienić, ale już za bardzo w to nie wierzę , straciłam zaufanie, na co mam czekać aż urodzi się drugie dziecko ( pewnie znowu z mojej inicjatywy) . Boję się odjeść i szukać nowego partnera, ale czuję, że to się nie zmieni i będę tego żałowała do końca życia. Skończy się to moją jakąś chyba nerwicą ,albo co gorsza mojego dziecka. No cóż zobaczymy..... Ludzie zastanówcie się 3 razy jak bierzecie ślub, bo to nie jest tylko papierek tylko bardzo poważne zobowiązanie ( ja się niby zastanowiłam uważała się za rozsądnego człowieka ) I co mi wyszło. No nic zobaczymy, ale ja dłużej nie mogę tak żyć, że moje potrzeby i osoba w ogóle nie jest ważna. Na każdym kroku tylko słyszę NIE, tego nie tamtego nie. No ileż można tak wytrzymać.

34

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

co będzie za 20 lat ...zajrzyj do mojego wątku wink

bierz się poważnie do działania - wywalaj do góry nogami, to co jest teraz i ...
albo razem walczycie o to małżeństwo i zaspokajacie swoje potrzeby
albo odejdź ...i szukaj takiego męża z którym będziesz szczęśliwa

jest broń straszniejsza niż oszczerstwo: to prawda

35

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Już się wziełam do działania. Teraz stawiam na siebie. Koniec rezygnowania z moich potrzeb i ciągłego ustępowania.dzieki

36

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?
lila13 napisał/a:

Już się wziełam do działania. Teraz stawiam na siebie. Koniec rezygnowania z moich potrzeb i ciągłego ustępowania.dzieki

i tak trzymaj...ja ponad 20 lat nie pamiętałam o sobie....zawsze machnęłam ręką i tak leciało....a teraz....teraz wzięłam rozwód i mogę zadbać o siebie....uszczknąć odrobinę z życia.....powodzenia i nie daj się

Mówią - Radosna z niej dziewczyna
Nie widzą, że w sercu smutek skrywa
Myślą, że uśmiech sam za siebie mówi
Nie podejrzewają, że w nocy po cichu łzy gubi

37

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Moja małżeństwo trwało 14 lat plus 5,5 roku "chodzenia". Mąż nie pił,nie palił,nie lumpił się,pracował,całkiem dobrze zarabiał. Jakieś 1,5 roku po ślubie mieliśmy już swoje mieszkanie,kompletnie wykończone,praktycznie nowy samochód(maluszek) i zero długów. Żyliśmy właściwie spokojnie ciesząc swoim szczęściem.Do pełni szczęścia brakowało mi tylko dziecka.No i tu zaczęły się schody bo jak się okazło to dziecka brakuje tylko mnie. Na początku bardzo spokojnie chciał mi wyperswadować ten pomysł twierdząc,że mamy czas (nie mieliśmy jeszcze 25 lat),żebyśmy troszkę poużywali życia,podróżowali. W sumie był to jakiś pomysł,ale mój instynk macieżyńki był jakiś uparty i w nosie miałam podróże i używanie, ja chciałam dziecka. Żeby się nie kłócić i dogodzić mężowi postanowiłam nie naciskać i używać,ale los chciał inaczej. Z Bożą pomocą(bo inaczej nie można tego nazwać) jakimś cudem 2 tyg później byłam już w ciąży co mojego męża doprowadziło do wściekłości tak dużej, że życzył śmierci dziecku i mnie. Przeżyłam szok. Od tej pory sielanka znikła bo byłam tak beszczelan, że zrobiłam coś w brew jego woli. Zamiast się cieszyć ciążą i dzieckiem żyłam w strachu i niepewności. Narodziny córki jak by go odmieniły. Po swojemu pokochał ją i nawet się zajmował. Nie miał problemu ze zmianą pieluch czy karmieniem a nawet lulaniem w nocy. Myślałam,że zdażył się cud. No cóż, to były pozory.Ślepa,zakochana przez wiele lat nic nie widziałam a raczej widzieć nie chciałam. Dziecko chore, trzeba jechać do lekarza-wali mnie to,niech twój ojciec jedzie. Więc kombinowałm jak tu tatę poprosić i wytłumaczyć mu czemu ojciec nie jedzie. Wybawieniem były czasy kiedy nie mieliśmy auta a że mąż zmieniał je jak rękawiczki to bardzo często nie mieliśmy. No i tak sobie mijały lata na większych lub mniejszych sprzeczkach. Nie wiem kiedy stało się to chore i zaczęło mi przeszkadzać. Nie wiem kiedy zaczęłam widziec,że coś jest nie tak. Spokojnym i normalnym głosem mówił do córki, że jak będzie niegrzeczna to mamusia znajdzie sobie innego tatusia a ciebie odda do domu dziecka. Dzwonił tel to on mówił,że to po nią z domu dziecka.Wciskał jej kit, że długie włosy to głupota i jak nie da się obciąć to on ją w nocy ogoli do łysa.Mówiłam mu, że takich rzeczy nie mówi się do dziecka,ale on się śmiał.Troszkę przytyłam,nie podobało mu się to, zaczał mnie wyzywać do grubych hipek itp. Zaczął wytykać, że jestem nieudacznikiem, że nic nie umiem,że mu życie marnuję... a z czasem zaczął przeklinać dzień w którym mnie poznał i życzył śmierci. Pytał kiedy w końcu odejdę,znajdę sobie kochanka tylko bogatego bo on chce mieszkanie dla siebie. Dziecko to zło które rujnuje człowiekowi życie.Nie pomagał w niczym mycie naczyń to poniżenie dla faceta. Wracał z pracy i spał. marzyło mi się drugie dziecko no ale on słyszeć nie chciał no bo zaś bym do pracy nie chodziła tylko w domu siedziała a mnie tylko o to chodzi. No bo wiecie, w domu przy dzieciach nic się nie robi.Wszystkie moje koleżanki były głupie i miałam zakaz przyprowadzania ich do domu a najlepiej i spotykania się. Z większąścią znajomych i rodziny skłócił mnie. Byłam tak głupia,że nie powiedziałam mamie co się dzieje,broniłam go,tłumaczyła a ona myślała,że to ja jestem zła.Lata mijały a mój biedny mąż nie mógł się doczekać mojej śmierci. Gdy okazało się,że mam mikrogruczolaka to bardzo się cieszył,że w końcu szlak mnie trafi tyle,że nie wiedział,że jest to góz w pełni uleczalny. Nie umierałam,nie odchodziłam więc kończył mnie inaczej.Śledził,sprawdzał i wszędzie widzaił kochanków. Zrobił mi nagie zdjęcie w kąpieli i wysłał do gazety bo za opublikowanie mógł dostać 100 zł tyle,że nie wiedział,że potrzeba mojej zgody.Wyzywał coraz bardziej od najgorszych. Wyzywał mnie,córkę i jej koleżanki,małe dziewczynki.Pracowałam,dorabiałam gdzie mogłam i jak mogłam,dbałam o dom a i tak byłam złą niedołęgą. Potrafię szyć (amatorsko) obcianać włosy (też amatorsko) a nawet malować ściany. Robiłam wszystko żeby tylko udowodnić, że jestem coś warta.Zaczęłam się stawiać i buntować a to rozjudzało go jeszcze bardziej.Obie z córką byłyśmy nic niewrtymi debilami, k.....i itp. Pierwszy raz o rozwodzie myślałm na łóżku porodowym. Dzień wcześniej, ze skóraczami zostawił mnie 3 km od domu na -15 mrozie. W nocy, w tenisówkach. Dziecko się urodziło,mnie przeszło. Potem myśli wracały, ale był strach. Zarabiałam za mało żeby się samej utrzymać,praca niestabila raz była a raz nie,bałam się samotności .Pewnej nocki miarka się przebrała. W nocy usłyszałam płacz dziecka. Nie chciała się przyznać czemu płacze,ale w końcu wydusiała to z siebie. To przez tatę bo ona się go boi( tyle co była awantura w której groził jej,że pobije ją do krwi) i zaczęła błagać żebym się rozwiodła. Przeżyłam szok. Wówczas zrozumiałam,że mieszkanie z nim,dla jej dobra to największa głupota jaka może być. Napisałam pozem i zostawiłam na wierzchu łudząc się jak głupia ,że coś to zmieni. Wściekł się grożąc,że puścimnie z torbami. Wydażenia kolejnych miesiecy pokazały tylko,że jest to człowiek chory któy powinien się leczyć. Gdzie się dało zrobił mi opinię dziwki która puszcza się wszędzie i z każdym. Jedyny jego dobry gest i jego matki to chwilowe zostawienie nam mieszkania. Możemy tu mieszkać do póki córka nie pójdzie na studzia.Ale nic za darmo. Mam się zrzec alimentów.To byla kolejna głupota którą zrobiłam,ale chciałam mieć spokój i pewny dach nad głową.Mąż chyba nie zdradził mnie fizycznie chociaż akurat to było mi zawsze obojętne,ale zdradził na wiele innych sposobów. To co tu opisałam to tylko maleńki obraz tego co się działo.Spędziłam z psychicznym katem 14 lat i o te 14 za dużo. Nie jest mi lekko. Ledwo wiążę koniec z końcem,ale mam święty spokój,szcześliwe i radosne dziecko, które o ojcu nawet słyszeć nie chce.Czasami jeszcze w nocy budze się przerażona, że jednak rozwodu nie było,budze się i sprawdzam czy go faktycznie nie ma. Od czasu do czasu ciągle lubi mi dowalić i życie urzykszyć co czasem ma fatalne skutki, ale to i tak nic w porównaniu z tym co było.No to się wygadałam.....

38

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

gogunia to pieklo przezylas, najgorsze to ze zostwawil cie na mrozie ze skurczami i to jak traktowal wasza corke

39

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Ja się nie rozwodziłam do tej pory, ale mój partner rozwodzi się z żoną właśnie za jej zdradę z orzekaniem o winie.

Moi rodzice rozstali się niby z różnic charakterów, ale też było to związane ze zdradą mojej matki. Ojczym za to też zdradził swoją ówczesną żonę z moją matką.

40

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?
gogunia napisał/a:

Moja małżeństwo trwało 14 lat plus 5,5 roku "chodzenia". Mąż nie pił,nie palił,nie lumpił się,pracował,całkiem dobrze zarabiał. Jakieś 1,5 roku po ślubie mieliśmy już swoje mieszkanie,kompletnie wykończone,praktycznie nowy samochód(maluszek) i zero długów. Żyliśmy właściwie spokojnie ciesząc swoim szczęściem.Do pełni szczęścia brakowało mi tylko dziecka.No i tu zaczęły się schody bo jak się okazło to dziecka brakuje tylko mnie. Na początku bardzo spokojnie chciał mi wyperswadować ten pomysł twierdząc,że mamy czas (nie mieliśmy jeszcze 25 lat),żebyśmy troszkę poużywali życia,podróżowali. W sumie był to jakiś pomysł,ale mój instynk macieżyńki był jakiś uparty i w nosie miałam podróże i używanie, ja chciałam dziecka. Żeby się nie kłócić i dogodzić mężowi postanowiłam nie naciskać i używać,ale los chciał inaczej. Z Bożą pomocą(bo inaczej nie można tego nazwać) jakimś cudem 2 tyg później byłam już w ciąży co mojego męża doprowadziło do wściekłości tak dużej, że życzył śmierci dziecku i mnie. Przeżyłam szok. Od tej pory sielanka znikła bo byłam tak beszczelan, że zrobiłam coś w brew jego woli. Zamiast się cieszyć ciążą i dzieckiem żyłam w strachu i niepewności. Narodziny córki jak by go odmieniły. Po swojemu pokochał ją i nawet się zajmował. Nie miał problemu ze zmianą pieluch czy karmieniem a nawet lulaniem w nocy. Myślałam,że zdażył się cud. No cóż, to były pozory.Ślepa,zakochana przez wiele lat nic nie widziałam a raczej widzieć nie chciałam. Dziecko chore, trzeba jechać do lekarza-wali mnie to,niech twój ojciec jedzie. Więc kombinowałm jak tu tatę poprosić i wytłumaczyć mu czemu ojciec nie jedzie. Wybawieniem były czasy kiedy nie mieliśmy auta a że mąż zmieniał je jak rękawiczki to bardzo często nie mieliśmy. No i tak sobie mijały lata na większych lub mniejszych sprzeczkach. Nie wiem kiedy stało się to chore i zaczęło mi przeszkadzać. Nie wiem kiedy zaczęłam widziec,że coś jest nie tak. Spokojnym i normalnym głosem mówił do córki, że jak będzie niegrzeczna to mamusia znajdzie sobie innego tatusia a ciebie odda do domu dziecka. Dzwonił tel to on mówił,że to po nią z domu dziecka.Wciskał jej kit, że długie włosy to głupota i jak nie da się obciąć to on ją w nocy ogoli do łysa.Mówiłam mu, że takich rzeczy nie mówi się do dziecka,ale on się śmiał.Troszkę przytyłam,nie podobało mu się to, zaczał mnie wyzywać do grubych hipek itp. Zaczął wytykać, że jestem nieudacznikiem, że nic nie umiem,że mu życie marnuję... a z czasem zaczął przeklinać dzień w którym mnie poznał i życzył śmierci. Pytał kiedy w końcu odejdę,znajdę sobie kochanka tylko bogatego bo on chce mieszkanie dla siebie. Dziecko to zło które rujnuje człowiekowi życie.Nie pomagał w niczym mycie naczyń to poniżenie dla faceta. Wracał z pracy i spał. marzyło mi się drugie dziecko no ale on słyszeć nie chciał no bo zaś bym do pracy nie chodziła tylko w domu siedziała a mnie tylko o to chodzi. No bo wiecie, w domu przy dzieciach nic się nie robi.Wszystkie moje koleżanki były głupie i miałam zakaz przyprowadzania ich do domu a najlepiej i spotykania się. Z większąścią znajomych i rodziny skłócił mnie. Byłam tak głupia,że nie powiedziałam mamie co się dzieje,broniłam go,tłumaczyła a ona myślała,że to ja jestem zła.Lata mijały a mój biedny mąż nie mógł się doczekać mojej śmierci. Gdy okazało się,że mam mikrogruczolaka to bardzo się cieszył,że w końcu szlak mnie trafi tyle,że nie wiedział,że jest to góz w pełni uleczalny. Nie umierałam,nie odchodziłam więc kończył mnie inaczej.Śledził,sprawdzał i wszędzie widzaił kochanków. Zrobił mi nagie zdjęcie w kąpieli i wysłał do gazety bo za opublikowanie mógł dostać 100 zł tyle,że nie wiedział,że potrzeba mojej zgody.Wyzywał coraz bardziej od najgorszych. Wyzywał mnie,córkę i jej koleżanki,małe dziewczynki.Pracowałam,dorabiałam gdzie mogłam i jak mogłam,dbałam o dom a i tak byłam złą niedołęgą. Potrafię szyć (amatorsko) obcianać włosy (też amatorsko) a nawet malować ściany. Robiłam wszystko żeby tylko udowodnić, że jestem coś warta.Zaczęłam się stawiać i buntować a to rozjudzało go jeszcze bardziej.Obie z córką byłyśmy nic niewrtymi debilami, k.....i itp. Pierwszy raz o rozwodzie myślałm na łóżku porodowym. Dzień wcześniej, ze skóraczami zostawił mnie 3 km od domu na -15 mrozie. W nocy, w tenisówkach. Dziecko się urodziło,mnie przeszło. Potem myśli wracały, ale był strach. Zarabiałam za mało żeby się samej utrzymać,praca niestabila raz była a raz nie,bałam się samotności .Pewnej nocki miarka się przebrała. W nocy usłyszałam płacz dziecka. Nie chciała się przyznać czemu płacze,ale w końcu wydusiała to z siebie. To przez tatę bo ona się go boi( tyle co była awantura w której groził jej,że pobije ją do krwi) i zaczęła błagać żebym się rozwiodła. Przeżyłam szok. Wówczas zrozumiałam,że mieszkanie z nim,dla jej dobra to największa głupota jaka może być. Napisałam pozem i zostawiłam na wierzchu łudząc się jak głupia ,że coś to zmieni. Wściekł się grożąc,że puścimnie z torbami. Wydażenia kolejnych miesiecy pokazały tylko,że jest to człowiek chory któy powinien się leczyć. Gdzie się dało zrobił mi opinię dziwki która puszcza się wszędzie i z każdym. Jedyny jego dobry gest i jego matki to chwilowe zostawienie nam mieszkania. Możemy tu mieszkać do póki córka nie pójdzie na studzia.Ale nic za darmo. Mam się zrzec alimentów.To byla kolejna głupota którą zrobiłam,ale chciałam mieć spokój i pewny dach nad głową.Mąż chyba nie zdradził mnie fizycznie chociaż akurat to było mi zawsze obojętne,ale zdradził na wiele innych sposobów. To co tu opisałam to tylko maleńki obraz tego co się działo.Spędziłam z psychicznym katem 14 lat i o te 14 za dużo. Nie jest mi lekko. Ledwo wiążę koniec z końcem,ale mam święty spokój,szcześliwe i radosne dziecko, które o ojcu nawet słyszeć nie chce.Czasami jeszcze w nocy budze się przerażona, że jednak rozwodu nie było,budze się i sprawdzam czy go faktycznie nie ma. Od czasu do czasu ciągle lubi mi dowalić i życie urzykszyć co czasem ma fatalne skutki, ale to i tak nic w porównaniu z tym co było.No to się wygadałam.....

Wielki szacunek, że zdołałaś się wyrwać z małżeństwa z takim psychicznym tyranem. Twoja historia może być przykładem dla innych kobiet tkwiących w bagnie. Życzę wszystkiego dobrego i samych szczęśliwych chwil!

Zabiję się z miłości do ciebie. Gdybym kochała siebie, zabiłabym ciebie.

41

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Jak tak sobie poczytam, to zaczynam cieszyć się z samotności... Czy to w ogóle możliwe, żeby przed ślubem mieć jakieś prawdziwe rozeznanie o przyszłym mężu? Czy ludzie zmieniają się aż tak?

Tam gdzie świadomość, zaczyna się zmiana.

42

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

a ja chce się rozwieść bo...no właśnie dlaczego?
bo oszukał, zostawił, zaniedbał, olał, zapomniał, wykorzystał ...
za mało?

jest broń straszniejsza niż oszczerstwo: to prawda

43

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

CÓŻ - mam wrażenie, że JEŻELI się pragnie rozwodu jako WIZJI wolności i niezależności od kogoś KTO nie był gotów/godzien żyć z nami wedle jednego systemu wartości i z wzajemnym poszanowaniem... to nie będzie wielkiego dramatu. Co najwyżej ZAWÓD a ciekawość przyszłości zrekompensuje ból...
JEŚLI zaś rozwód ma "MU POKAZAĆ" czyli planuje się go jako "środek dyscyplinujący" to wtedy ŻADNEJ ULGI nie przyniesie... A "wychowanek" może czmychnąć radośnie wink
Zdrada to powód, którego nie da się przeskoczyć. Szczególnie, jeśli ma się w zwyczaju dawać jeszcze 1 szansę i ONA zostaje zaprzepaszczona...

Ostatnio gdzieś widziałam tabliczkę z napisem; "Małżeństwo jest najczęstszą przyczyna rozwodów" wink
I to prawda smile życie "na kartę rowerową" jest dużo bardziej transparentne wink

"Panie, daj mi SIŁĘ, abym zmienił to, co zmienić mogę,
daj mi CIERPLIWOŚĆ, abym zniósł to czego zmienić nie mogę
i daj mi MĄDROŚĆ, bym odróżnił jedno od drugiego."F.C. Oetinger

44

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

rozwód zawsze jest porażką, dwoje ludzi biorących ślub raczej nie myśli o ...rozwodzie wręcz odwrotnie, liczą na szczęśliwe  wspólne życie...
to tak jak w bajkach - kończą się na ślubie... wink
bo potem, to już nie jest ...bajka

chociaż bywają takie małżeństwa, że udaje się przejść wspólnie życie w miłości, szacunku, zwyczajnie w szczęściu ... tylko jest ich coraz mniej

jest broń straszniejsza niż oszczerstwo: to prawda

45

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?
in_ka napisał/a:

rozwód zawsze jest porażką, dwoje ludzi biorących ślub raczej nie myśli o ...rozwodzie wręcz odwrotnie, liczą na szczęśliwe  wspólne życie...
to tak jak w bajkach - kończą się na ślubie... wink
bo potem, to już nie jest ...bajka

chociaż bywają takie małżeństwa, że udaje się przejść wspólnie życie w miłości, szacunku, zwyczajnie w szczęściu ... tylko jest ich coraz mniej

znam dziewczyny, które brały ślub z przeświadczeniem jakby coś to się rozwiodę bo status rozwódki brzmi lepiej niż stara panna. Dziewczyny z mojego liceum dwie z 5 są już po rozwodzie.

46

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

A 3 już planują, jakby tu uciec? smile

'She's the kind of girl you dream of'
"Mało pewne siebie kobiety zawsze będą biec za tym, czego nie mogą mieć, szukać czegoś czego nie ma."
Nie ma możliwości obdarzenia najgłębszym uczuciem jakim dysponuje człowiek, kogoś, kto nie jest dla ciebie dobry i traktuje cie nie tak jak byś chciał. Zakochanie w wyobrażeniach.
|Tylko pod mailem|

47

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?
thepass napisał/a:

A 3 już planują, jakby tu uciec? smile

A z tą 3 nie mam kontaktu.

48

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?
in_ka napisał/a:

rozwód zawsze jest porażką, dwoje ludzi biorących ślub raczej nie myśli o ...rozwodzie wręcz odwrotnie, liczą na szczęśliwe  wspólne życie...

Zgadzam się. Rozwód jest porażką. Porażką, bo albo jedno ogniwo małżeństwa było za słabe lub podatne na wpływy zewnętrzne, albo oboje nie dorośli do wzajemnej odpowiedzialności za drugą osobę, za wyrzeczenie się egoizmu na rzecz współmałżonka.
Odpowiadając na pytanie autorki - wziąłem rozwód bo nie dano mi wyboru. Tak jak zauważyła In-ka - moja ex miała w głowie swoją bajkę, wizję tego, jak powinno funkcjonować małżeństwo, czyli, że ja powinienem był ryć jak osioł po 20 godzin na dobę, ponosić wszystkie koszty tzw. życia, kupić mieszkanie ( najlepiej za gotówkę, bo związanie się ze mną na 30 lat poprzez kredyt nie było jej na rękę ), kupić wielce szanownej księżniczce samochód, i to wszystko po to, żeby ona mogła zarobione przez siebie pieniądze wydawać wyłącznie na swoje przyjemności. O, taką miała wizję. Znosiłem to jakiś czas, bo byłem w swojej głupocie zaślepiony miłością bezwarunkową, ale mimo tego intuicyjnie czułem, że coś jest nie tak, jak być powinno. Z czasem zacząłem delikatnie...ukrócać tą sielankę i stawiać przed żoną pewne wyzwania, przedstawiać jakie powinny być nasze priorytety ( dom, rodzina ). Niestety prowadziło to donikąd, bo w tej malowanej główce włączył się alarm, że jak to? Ja zaczynam mieć oczekiwania które mogą ukrócić jej brykanie i wymusić wydoroślenie? Finał taki, że przeskoczyła na innego frajera, złożyła pozew, w którym zrobiła ze mnie tak złego sku**syna, że zdębiałem jak go przeczytałem. Cóż, tak, nasz rozwód to była porażka. Porażka bo jedno z nas za wszelką cenę chciało uciekać od odpowiedzialności, dorosłości, stawiania sobie wyzwań ku wspólnemu dobru. Nawet pomimo tego, że zarabialiśmy naprawdę bardzo, bardzo dobrze, to jej było wiecznie będzie mało.
W każdym bądź razie, mam charakter wojownika i nigdy się nie poddaję. Postanowiłem z tego małżeństwa i procesu rozwodowego wyciągnąć wnioski, które chciałbym, aby mi zaprocentowały w przyszłości intuicyjnym wyczuwaniem kobiet mających odchylone wzorce rodzinne. Póki co - ten system wczesnego ostrzegania działa idealnie smile I to uważam za zwycięstwo wyniesione z porażki smile
A co do kobiet takich jak moja żona... dla nich jest bardzo dobre powiedzenie: "kto ucieka z pola walki, ten znajduje swoje miejsce w innej walce". Bo małżeństwo to wspólna walka, każdego dnia, o siebie, o wzajemną miłość, o zrozumienie.

49

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?
Fevers napisał/a:
in_ka napisał/a:

rozwód zawsze jest porażką, dwoje ludzi biorących ślub raczej nie myśli o ...rozwodzie wręcz odwrotnie, liczą na szczęśliwe  wspólne życie...

Zgadzam się. Rozwód jest porażką. Porażką, bo albo jedno ogniwo małżeństwa było za słabe lub podatne na wpływy zewnętrzne, albo oboje nie dorośli do wzajemnej odpowiedzialności za drugą osobę, za wyrzeczenie się egoizmu na rzecz współmałżonka.
Odpowiadając na pytanie autorki - wziąłem rozwód bo nie dano mi wyboru. Tak jak zauważyła In-ka - moja ex miała w głowie swoją bajkę, wizję tego, jak powinno funkcjonować małżeństwo, czyli, że ja powinienem był ryć jak osioł po 20 godzin na dobę, ponosić wszystkie koszty tzw. życia, kupić mieszkanie ( najlepiej za gotówkę, bo związanie się ze mną na 30 lat poprzez kredyt nie było jej na rękę ), kupić wielce szanownej księżniczce samochód, i to wszystko po to, żeby ona mogła zarobione przez siebie pieniądze wydawać wyłącznie na swoje przyjemności. O, taką miała wizję. Znosiłem to jakiś czas, bo byłem w swojej głupocie zaślepiony miłością bezwarunkową, ale mimo tego intuicyjnie czułem, że coś jest nie tak, jak być powinno. Z czasem zacząłem delikatnie...ukrócać tą sielankę i stawiać przed żoną pewne wyzwania, przedstawiać jakie powinny być nasze priorytety ( dom, rodzina ). Niestety prowadziło to donikąd, bo w tej malowanej główce włączył się alarm, że jak to? Ja zaczynam mieć oczekiwania które mogą ukrócić jej brykanie i wymusić wydoroślenie? Finał taki, że przeskoczyła na innego frajera, złożyła pozew, w którym zrobiła ze mnie tak złego sku**syna, że zdębiałem jak go przeczytałem. Cóż, tak, nasz rozwód to była porażka. Porażka bo jedno z nas za wszelką cenę chciało uciekać od odpowiedzialności, dorosłości, stawiania sobie wyzwań ku wspólnemu dobru. Nawet pomimo tego, że zarabialiśmy naprawdę bardzo, bardzo dobrze, to jej było wiecznie będzie mało.
W każdym bądź razie, mam charakter wojownika i nigdy się nie poddaję. Postanowiłem z tego małżeństwa i procesu rozwodowego wyciągnąć wnioski, które chciałbym, aby mi zaprocentowały w przyszłości intuicyjnym wyczuwaniem kobiet mających odchylone wzorce rodzinne. Póki co - ten system wczesnego ostrzegania działa idealnie smile I to uważam za zwycięstwo wyniesione z porażki smile
A co do kobiet takich jak moja żona... dla nich jest bardzo dobre powiedzenie: "kto ucieka z pola walki, ten znajduje swoje miejsce w innej walce". Bo małżeństwo to wspólna walka, każdego dnia, o siebie, o wzajemną miłość, o zrozumienie.

Czytam Twoją historię i mam wrażenie jakbym ją znała. Tylko, że kolejny puścił pannę kantem. Ona sama potem chciała odbudować małżeństwo, ale no cóż nie było jej to dane. Teraz rozprawa rozwodowa toczy się od kilku lat.

50 Ostatnio edytowany przez Anhedonia (2014-05-17 08:38:04)

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?
ASOS napisał/a:
in_ka napisał/a:

rozwód zawsze jest porażką, dwoje ludzi biorących ślub raczej nie myśli o ...rozwodzie wręcz odwrotnie, liczą na szczęśliwe  wspólne życie...

znam dziewczyny, które brały ślub z przeświadczeniem jakby coś to się rozwiodę bo statu rozwódki brzmi lepiej niż stara panna. Dziewczyny z mojego liceum dwie z 5 są już po rozwodzie.

CÓŻ - ja, choć ze STAREGO pokolenia TEŻ myślałam w tych kategoriach... wprawdzie nie co do statusu (rozwódki) ale co do "wyjścia" z niesatysfakcjonującej ewentualnie sytuacji smile
Być może PO PROSTU jedni myślą a drudzy nie... to nie jest obowiązkowe (ani zakazane wink )
Porażką może być NIETRAFIONY wybór - nie zaś próba podjęta w dobrej wierze big_smile

"Panie, daj mi SIŁĘ, abym zmienił to, co zmienić mogę,
daj mi CIERPLIWOŚĆ, abym zniósł to czego zmienić nie mogę
i daj mi MĄDROŚĆ, bym odróżnił jedno od drugiego."F.C. Oetinger

51

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?
gogunia napisał/a:

Moja małżeństwo trwało 14 lat plus 5,5 roku "chodzenia". Mąż nie pił,nie palił,nie lumpił się,pracował,całkiem dobrze zarabiał. Jakieś 1,5 roku po ślubie mieliśmy już swoje mieszkanie,kompletnie wykończone,praktycznie nowy samochód(maluszek) i zero długów. Żyliśmy właściwie spokojnie ciesząc swoim szczęściem.Do pełni szczęścia brakowało mi tylko dziecka.No i tu zaczęły się schody bo jak się okazło to dziecka brakuje tylko mnie. Na początku bardzo spokojnie chciał mi wyperswadować ten pomysł twierdząc,że mamy czas (nie mieliśmy jeszcze 25 lat),żebyśmy troszkę poużywali życia,podróżowali. W sumie był to jakiś pomysł,ale mój instynk macieżyńki był jakiś uparty i w nosie miałam podróże i używanie, ja chciałam dziecka. Żeby się nie kłócić i dogodzić mężowi postanowiłam nie naciskać i używać,ale los chciał inaczej. Z Bożą pomocą(bo inaczej nie można tego nazwać) jakimś cudem 2 tyg później byłam już w ciąży co mojego męża doprowadziło do wściekłości tak dużej, że życzył śmierci dziecku i mnie. Przeżyłam szok. Od tej pory sielanka znikła bo byłam tak beszczelan, że zrobiłam coś w brew jego woli. Zamiast się cieszyć ciążą i dzieckiem żyłam w strachu i niepewności. Narodziny córki jak by go odmieniły. Po swojemu pokochał ją i nawet się zajmował. Nie miał problemu ze zmianą pieluch czy karmieniem a nawet lulaniem w nocy. Myślałam,że zdażył się cud. No cóż, to były pozory.Ślepa,zakochana przez wiele lat nic nie widziałam a raczej widzieć nie chciałam. Dziecko chore, trzeba jechać do lekarza-wali mnie to,niech twój ojciec jedzie. Więc kombinowałm jak tu tatę poprosić i wytłumaczyć mu czemu ojciec nie jedzie. Wybawieniem były czasy kiedy nie mieliśmy auta a że mąż zmieniał je jak rękawiczki to bardzo często nie mieliśmy. No i tak sobie mijały lata na większych lub mniejszych sprzeczkach. Nie wiem kiedy stało się to chore i zaczęło mi przeszkadzać. Nie wiem kiedy zaczęłam widziec,że coś jest nie tak. Spokojnym i normalnym głosem mówił do córki, że jak będzie niegrzeczna to mamusia znajdzie sobie innego tatusia a ciebie odda do domu dziecka. Dzwonił tel to on mówił,że to po nią z domu dziecka.Wciskał jej kit, że długie włosy to głupota i jak nie da się obciąć to on ją w nocy ogoli do łysa.Mówiłam mu, że takich rzeczy nie mówi się do dziecka,ale on się śmiał.Troszkę przytyłam,nie podobało mu się to, zaczał mnie wyzywać do grubych hipek itp. Zaczął wytykać, że jestem nieudacznikiem, że nic nie umiem,że mu życie marnuję... a z czasem zaczął przeklinać dzień w którym mnie poznał i życzył śmierci. Pytał kiedy w końcu odejdę,znajdę sobie kochanka tylko bogatego bo on chce mieszkanie dla siebie. Dziecko to zło które rujnuje człowiekowi życie.Nie pomagał w niczym mycie naczyń to poniżenie dla faceta. Wracał z pracy i spał. marzyło mi się drugie dziecko no ale on słyszeć nie chciał no bo zaś bym do pracy nie chodziła tylko w domu siedziała a mnie tylko o to chodzi. No bo wiecie, w domu przy dzieciach nic się nie robi.Wszystkie moje koleżanki były głupie i miałam zakaz przyprowadzania ich do domu a najlepiej i spotykania się. Z większąścią znajomych i rodziny skłócił mnie. Byłam tak głupia,że nie powiedziałam mamie co się dzieje,broniłam go,tłumaczyła a ona myślała,że to ja jestem zła.Lata mijały a mój biedny mąż nie mógł się doczekać mojej śmierci. Gdy okazało się,że mam mikrogruczolaka to bardzo się cieszył,że w końcu szlak mnie trafi tyle,że nie wiedział,że jest to góz w pełni uleczalny. Nie umierałam,nie odchodziłam więc kończył mnie inaczej.Śledził,sprawdzał i wszędzie widzaił kochanków. Zrobił mi nagie zdjęcie w kąpieli i wysłał do gazety bo za opublikowanie mógł dostać 100 zł tyle,że nie wiedział,że potrzeba mojej zgody.Wyzywał coraz bardziej od najgorszych. Wyzywał mnie,córkę i jej koleżanki,małe dziewczynki.Pracowałam,dorabiałam gdzie mogłam i jak mogłam,dbałam o dom a i tak byłam złą niedołęgą. Potrafię szyć (amatorsko) obcianać włosy (też amatorsko) a nawet malować ściany. Robiłam wszystko żeby tylko udowodnić, że jestem coś warta.Zaczęłam się stawiać i buntować a to rozjudzało go jeszcze bardziej.Obie z córką byłyśmy nic niewrtymi debilami, k.....i itp. Pierwszy raz o rozwodzie myślałm na łóżku porodowym. Dzień wcześniej, ze skóraczami zostawił mnie 3 km od domu na -15 mrozie. W nocy, w tenisówkach. Dziecko się urodziło,mnie przeszło. Potem myśli wracały, ale był strach. Zarabiałam za mało żeby się samej utrzymać,praca niestabila raz była a raz nie,bałam się samotności .Pewnej nocki miarka się przebrała. W nocy usłyszałam płacz dziecka. Nie chciała się przyznać czemu płacze,ale w końcu wydusiała to z siebie. To przez tatę bo ona się go boi( tyle co była awantura w której groził jej,że pobije ją do krwi) i zaczęła błagać żebym się rozwiodła. Przeżyłam szok. Wówczas zrozumiałam,że mieszkanie z nim,dla jej dobra to największa głupota jaka może być. Napisałam pozem i zostawiłam na wierzchu łudząc się jak głupia ,że coś to zmieni. Wściekł się grożąc,że puścimnie z torbami. Wydażenia kolejnych miesiecy pokazały tylko,że jest to człowiek chory któy powinien się leczyć. Gdzie się dało zrobił mi opinię dziwki która puszcza się wszędzie i z każdym. Jedyny jego dobry gest i jego matki to chwilowe zostawienie nam mieszkania. Możemy tu mieszkać do póki córka nie pójdzie na studzia.Ale nic za darmo. Mam się zrzec alimentów.To byla kolejna głupota którą zrobiłam,ale chciałam mieć spokój i pewny dach nad głową.Mąż chyba nie zdradził mnie fizycznie chociaż akurat to było mi zawsze obojętne,ale zdradził na wiele innych sposobów. To co tu opisałam to tylko maleńki obraz tego co się działo.Spędziłam z psychicznym katem 14 lat i o te 14 za dużo. Nie jest mi lekko. Ledwo wiążę koniec z końcem,ale mam święty spokój,szcześliwe i radosne dziecko, które o ojcu nawet słyszeć nie chce.Czasami jeszcze w nocy budze się przerażona, że jednak rozwodu nie było,budze się i sprawdzam czy go faktycznie nie ma. Od czasu do czasu ciągle lubi mi dowalić i życie urzykszyć co czasem ma fatalne skutki, ale to i tak nic w porównaniu z tym co było.No to się wygadałam.....

Wypisz wymaluj, mój ojciec miał identyczne poglądy jak twój mąż, plus: jak baba chce dziecka, niech sobie sama na nie zarobi i nie dokładał grosza do mieszkania, życia, nigdy i nic przy dziecku nie zrobił. Jak to dobrze, że moja matka go pogoniła.

Napiszę tak: cieszę się z faktu istnienia rozwodów i jako dziecko nie uważałam, że dla mojego dobra, rodzice powinni się ze sobą "męczyc".

Ja też ci gogunia życzę dużo szczęścia. Odważna i pracowita z ciebie kobieta.

52

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

obecnie jestem mężatką po raz drugi .. od pierwszego męża odeszłam bo traktował mnie jak swoją własność, na nic nie pozwalał, bardziej czułam się jak służąca i pogotowie seksualne niż jak żona o którą się dba i szanuje .. zaczął podnosić na mnie rękę .. to było punktem kulminacyjnym kiedy zdecydowałam się go zostawić .. a na końcu się dowiedziałam że mnie zdradzał ..
niestety w moim obecnym małżeństwie też się nie układa, zastanawiam się nad rozstaniem, ale myślę o dziecku .. chcę dobrze dla niego .. miotam się czy być z nim tylko ze względu na dziecko, bo potrzebuje nas obojga i nie chce mu rozbijać tego jego małego świata poukładanego, co za tym idzie być nieszczęśliwą czy odejść i nie pozwolić się tak traktować .. w tym momencie przeważa dobro dziecka .. udaję że jest ok .. ale w głębi serca czuję się strasznie źle, że nie mam zrozumienia i wsparcia ze strony męża i z pewnością nigdy nie będę mieć .. że on się nie zmieni .. że dopiero po ślubie pokazał swoją druga twarz .. bo myśli że skoro jestem jego żoną to mam się go we wszystkim słuchać i nie odejdę od niego .. że muszę trwać do końca przy nim ..

53

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?
Anhedonia napisał/a:
ASOS napisał/a:
in_ka napisał/a:

rozwód zawsze jest porażką, dwoje ludzi biorących ślub raczej nie myśli o ...rozwodzie wręcz odwrotnie, liczą na szczęśliwe  wspólne życie...

znam dziewczyny, które brały ślub z przeświadczeniem jakby coś to się rozwiodę bo statu rozwódki brzmi lepiej niż stara panna. Dziewczyny z mojego liceum dwie z 5 są już po rozwodzie.

CÓŻ - ja, choć ze STAREGO pokolenia TEŻ myślałam w tych kategoriach... wprawdzie nie co do statusu (rozwódki) ale co do "wyjścia" z niesatysfakcjonującej ewentualnie sytuacji smile
Być może PO PROSTU jedni myślą a drudzy nie... to nie jest obowiązkowe (ani zakazane wink )
Porażką może być NIETRAFIONY wybór - nie zaś próba podjęta w dobrej wierze big_smile

muszę doprecyzować - nie uważam, że trwanie w nieudanym związku jest właściwe, lepiej zakończyć taki związek...

jeżeli dwoje ludzi bierze ślub, wierzy w szczęśliwe życie ze swoim małżonkiem u boku, ślubuje sobie miłość, gdy to życie jednak się nie udaje - to jest PORAŻKA

może nią być nietrafiony wybór, może nią być wypalenie uczuć, itp.

jest broń straszniejsza niż oszczerstwo: to prawda

54

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?
agathy napisał/a:

obecnie jestem mężatką po raz drugi .. od pierwszego męża odeszłam bo traktował mnie jak swoją własność, na nic nie pozwalał, bardziej czułam się jak służąca i pogotowie seksualne niż jak żona o którą się dba i szanuje .. zaczął podnosić na mnie rękę .. to było punktem kulminacyjnym kiedy zdecydowałam się go zostawić .. a na końcu się dowiedziałam że mnie zdradzał ..
niestety w moim obecnym małżeństwie też się nie układa, zastanawiam się nad rozstaniem, ale myślę o dziecku .. chcę dobrze dla niego .. miotam się czy być z nim tylko ze względu na dziecko, bo potrzebuje nas obojga i nie chce mu rozbijać tego jego małego świata poukładanego, co za tym idzie być nieszczęśliwą czy odejść i nie pozwolić się tak traktować .. w tym momencie przeważa dobro dziecka .. udaję że jest ok .. ale w głębi serca czuję się strasznie źle, że nie mam zrozumienia i wsparcia ze strony męża i z pewnością nigdy nie będę mieć .. że on się nie zmieni .. że dopiero po ślubie pokazał swoją druga twarz .. bo myśli że skoro jestem jego żoną to mam się go we wszystkim słuchać i nie odejdę od niego .. że muszę trwać do końca przy nim ..

Jako takie dziecko, które patrzyło na to, jak ojciec pomiata matką, powiem: im dłużej to trwało, tym bardziej nienawidziłam ojca. Gdyby matka nie przepędziła gnoja, chyba sama bym to zrobiła. Potrafię byc zawzięta u uparta, jak mi ktoś wlezie na odcisk, nie odpuszczę. Przez pewien czas ogromną satysfakcje sprawiał mi fakt staczania się ojca. Własna rodzina miała go powyżej uszu, męczyli się z nim, a mnie każda taka wiadomosc sprawiała radochę.

55

Odp: Dlaczego wzieliście rozwód?

Najważniejsze dla dziecka jest to, żeby miało oboje rodziców. I tu uwaga - ci rodzice wcale nie muszą mieszkać razem. Krzywdę dziecku dopiero wyrządzisz, jeśli będziesz go izolować od ojca (oczywiście, jeśli nie ma z jego strony przemocy ani innej patologii). Mnóstwo dzieci wyrosło w rozbitych rodzinach - ale te wyszły na tym najlepiej, które miały mimo tego oboje rodziców.

Annuszka już kupiła olej...

Posty [ 1 do 55 z 62 ]

Strony 1 2 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Dlaczego wzieliście rozwód?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018