Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :( - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 225 ]

Temat: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Oboje mamy rodziny.

Zanim wylejecie na mnie pomyje - do niczego między nami nie doszło i pewnie nie dojdzie. Szukam miejsca, w którym będę mogła się wygadać, wiem też, że jest tutaj mnóstwo takich historii. Czytam je, może trochę ku przestrodze.

Ale do rzeczy.
R. przyszedł do mojej firmy ponad rok temu. Jak tylko go poznałam, wiedziałam, że coś między nami będzie. Właściwie to nie wiem sama dlaczego. Nie jest jakoś specjalnie w moim typie, nie szukałam też (nadal nie szukam) nikogo na boku.
On jednak od samego początku zaczął mnie komplementować. Mówił, że jestem piękna (tak niby mimochodem, półsłówkami, jednak słyszałam). Dotknął kiedyś (niby przypadkiem) mojej stopy. Zawsze gdy się widzimy szuka kontaktu ze mną, jakby zależało mu na atencji z mojej strony. Dużo rozmawiamy. Opowiada mi o swojej żonie, dziecku.

Kiedyś wspomniałam, że uwielbiam mężczyzn z zarostem. On, jako że miał kiedyś zapuszczoną brodę (w przeszłości, gdy jeszcze się nie znaliśmy), powiedział, że myślał, żeby znowu zapuścić zarost. No i proszę, faktycznie znowu chodzi w brodzie. Może to jednak przypadek...

Zdarza mu się czerwienić przy mnie. Ostatnio, przed pracą spotkaliśmy się przypadkiem na ulicy. Zaprosił mnie na kawę. Powiedziałam, że chyba nie mamy na nią czasu, on jednak nalegał. Poszłam. Kupił mi tę kawę, gdy ją od niego brałam, nasze palce zetknęły się... Później, tego samego dnia, stanął przy mnie tak nieprzyzwoicie blisko. Nasze nogi się ze sobą stykały, a on tak stał niewzruszony, a ja nie potrafiłam się odsunąć od niego... Uprzedzając pytanie - nie, zupełnie nie musiał tak stawać. Było dużo miejsca wokół.

Patrzymy na siebie często, za często.

Na szczęście nie pracujemy codziennie ze sobą, miewamy różne zmiany. Teraz przez lockdown zupełnie się nie widywaliśmy. Tęskniłam za nim, nie przeszło mi.

Chyba się w nim zakochałam. Nie mogę przestać o nim myśleć. Zastanawiam się, czy on też o mnie myśli...

Źle mi z tym wszystkim, a jednak zastanawiam się, co by było gdyby...

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez mohini (2020-11-08 00:44:41)

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

"Oboje mamy rodziny"

..i po tym pierwszym zdaniu odechcialo sie czytac.

W duzym skrócie to facetowi sie nudzi w pracy i szuka romansu. Cala magia jego podchodów.

3 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2020-11-08 01:06:40)

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
mohini napisał/a:

"Oboje mamy rodziny"

..i po tym pierwszym zdaniu odechcialo sie czytac.


Wiem, też czuję się wulgaryzm. Wiesz ile razy próbowałam go sobie wybić z głowy?

Pozostaje mi liczyć na to, że z czasem przejdzie. Będzie bolało, ale przejdzie. Chciałabym się obudzić i nie czuć nic do niego. Póki co to jednak niemożliwe. Nie mogę zaprzeczać swoim uczuciom, bo będzie jeszcze gorzej. Chyba muszę to jakoś przeżyć, przetłumaczyć sobie, przeboleć i zapomnieć pewnego dnia.

4

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Anno Elizo, a Ty na pewno masz już swoją rodzinę? Bo mam wrażenie, że to 15-latka napisała...

5 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2020-11-08 01:07:13)

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
Capricornus napisał/a:

Anno Elizo, a Ty na pewno masz już swoją rodzinę? Bo mam wrażenie, że to 15-latka napisała...


Tak, mam. Chciałam się wygadać tutaj, ale widzę, że sama krytyka i tak naprawdę zero wsparcia. I nie, nie chodzi mi o głaskanie po główce.

Rzadko tracę głowę dla kogoś. Tak naprawdę kochałam jedynie dwóch mężczyzn w swoim życiu: mojego pierwszego narzeczonego i teraz, mojego męża. Dlatego męczy mnie ta sytuacja z R., bo lgnę do niego jak ćma do ognia... hmm

Capricornus napisał/a:

Anno Elizo, a Ty na pewno masz już swoją rodzinę? Bo mam wrażenie, że to 15-latka napisała...


Tak przy okazji, wspaniały cytat obok twojego profilu. Co gorsza, zgadzam się z nim. To zauroczenie odjęło mi rozum. Myślałam, że to chwilowa fascynacja, ale niestety... Wkręciłam się w to strasznie. Choć tak naprawdę niczego między nami nie ma, oprócz powyższych nic nie znaczących rzeczy.

6

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
Anna Eliza napisał/a:

Chciałam się wygadać tutaj, ale widzę, że sama krytyka i tak naprawdę zero wsparcia. I nie, nie chodzi mi o głaskanie po główce.

No to wygadałaś się. A jakiego wsparcia oczekujesz? 

Anna Eliza napisał/a:

Rzadko tracę głowę dla kogoś. Tak naprawdę kochałam jedynie dwóch mężczyzn w swoim życiu: mojego pierwszego narzeczonego i teraz, mojego męża. Dlatego męczy mnie ta sytuacja z R., bo lgnę do niego jak ćma do ognia... hmm

To nie lgnij, przecież to Twoja decyzja i nie ma znaczenia, jak wiele razy w życiu kochałaś. Masz rodzinę, a straciłaś głowę dla kogoś, bo Wasze palce się zetknęły i nogi Wam się stykały. No weź sama przeczytaj, co napisałaś, a później spójrz na swoją rodzinę i zastanów się, co Ty wyprawiasz.

7

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
Capricornus napisał/a:
Anna Eliza napisał/a:

Chciałam się wygadać tutaj, ale widzę, że sama krytyka i tak naprawdę zero wsparcia. I nie, nie chodzi mi o głaskanie po główce.

No to wygadałaś się. A jakiego wsparcia oczekujesz? 

Anna Eliza napisał/a:

Rzadko tracę głowę dla kogoś. Tak naprawdę kochałam jedynie dwóch mężczyzn w swoim życiu: mojego pierwszego narzeczonego i teraz, mojego męża. Dlatego męczy mnie ta sytuacja z R., bo lgnę do niego jak ćma do ognia... hmm

To nie lgnij, przecież to Twoja decyzja i nie ma znaczenia, jak wiele razy w życiu kochałaś. Masz rodzinę, a straciłaś głowę dla kogoś, bo Wasze palce się zetknęły i nogi Wam się stykały. No weź sama przeczytaj, co napisałaś, a później spójrz na swoją rodzinę i zastanów się, co Ty wyprawiasz.


Ech... Nie chodzi o to, że się zetknęły nasze palce. Chodzi o sam fakt, że on siedzi w mojej głowie i nie potrafię tego racjonalnie wyjaśnić ani powstrzymać. Wiem, co napisałam, jednak to nie jest takie proste, żeby przestać lgnąć... On mnie przyciąga, pociąga. Mam nadzieję, że nie ma nic do mnie, to może w końcu wybiję go sobie z głowy. I z serca.

8

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Potrafisz.
Tylko nie chcesz.
Flirtowanie to decyzja. Zdrada to decyzja. Szukanie bliskości z kolegą z pracy, to też świadome działanie, a więc decyzja.
Z jednej strony piszesz o tym, jak bardzo chcesz wybić go sobie z głowy, z drugiej zaś strony chodzisz z nim na kawy i Wasze palce stykają się. To jakaś nastoletnia pomroczność jasna.

9

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Napisz moze cos wiecej o Twojej rodzinie. Masz meza w jakim wieku i w jakim wieku ty jestes oraz dzieci? To nam pokarze jakas perspektywe i bedzie mozna probowac sie zastanowic czy w malzenstwie Ci sie wypalilo czy po prostu jestescie zle dobrani. Napisz co lubisz a czego nie cierpisz w mezu?

10 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2020-11-08 01:20:59)

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
IsaBella77 napisał/a:

Potrafisz.
Tylko nie chcesz.
Flirtowanie to decyzja. Zdrada to decyzja. Szukanie bliskości z kolegą z pracy, to też świadome działanie, a więc decyzja.
Z jednej strony piszesz o tym, jak bardzo chcesz wybić go sobie z głowy, z drugiej zaś strony chodzisz z nim na kawy i Wasze palce stykają się. To jakaś nastoletnia pomroczność jasna.

Mi się wydaje, że to była koleżeńska prośba z tą kawą, niewiele znacząca. Nie piszemy do siebie poza pracą, nie szukamy kontaktu. Ale moje myśli krążą wokół niego.
Uwierz mi, że próbowałam zapomnieć, ale myśli o nim wracają jak bumerang. Nie jestem z tego dumna. Tak, czuję się jak nastolatka, brakuje mi racjonalnego myślenia, gdy go widzę, gdy rozmawiamy... Nie potrafię oprzeć się tej, jak to napisałaś, "pomroczności".

Liczę na czas. I na jego rozsądek.

acine napisał/a:

Napisz moze cos wiecej o Twojej rodzinie. Masz meza w jakim wieku i w jakim wieku ty jestes oraz dzieci? To nam pokarze jakas perspektywe i bedzie mozna probowac sie zastanowic czy w malzenstwie Ci sie wypalilo czy po prostu jestescie zle dobrani. Napisz co lubisz a czego nie cierpisz w mezu?

Mój mąż jest fajnym facetem, wiem, że podoba się kobietom. Oboje jesteśmy po 30stce. Nadal czujemy do siebie namiętność, po 10 latach związku. Przekomarzamy się, mamy sporo dyskusji, zawsze jest o czym rozmawiać.
Irytuje mnie jednak to, że bywa dla mnie niemiły, nawet bardzo. Docina mi i to już nie jest przekomarzanie się. On uważa, że gdyby był dla mnie miły, znudziłabym się nim i go zostawiła. Tak sobie wbił do głowy od początku naszej znajomości i taki dla mnie bywa.
Bardzo nie lubię jego matki, ze wzajemnością. Jego matka jest zaborcza, wtrąca się. Na szczęście mieszkamy daleko od niej.

R. jest dla mnie odskocznią od szarości, od tego co się dzieje (szczególnie obecnie). Marzę o nim, ale wiem, że to się nigdy nie spełni. Wiem, że zachowuję się jak nastolatka. Nie wiedziałam, że tak może mi odwalić.

11

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
Anna Eliza napisał/a:

Mi się wydaje, że to była koleżeńska prośba z tą kawą, niewiele znacząca.

Po pierwsze - to jest to bardzo głupia wymówka, po drugie - wcale Ci się tak nie wydaje, po prostu szukasz sobie pretekstów do spotkań z nim.
I wreszcie po trzecie - gdybyś naprawdę chciała trzymać się od niego z daleka, gdybyś naprawdę chciała wybić go sobie z głowy, to nie poszłabyś z nim nawet na wodę niegazowaną. Nigdzie byś z nim nie poszła. Niezależnie od tego, jakimi wydawałyby Ci się jego intencje.

Anna Eliza napisał/a:

Nie piszemy do siebie poza pracą, nie szukamy kontaktu. Ale moje myśli krążą wokół niego.
Uwierz mi, że próbowałam zapomnieć, ale myśli o nim wracają jak bumerang. Nie jestem z tego dumna. Tak, czuję się jak nastolatka, brakuje mi racjonalnego myślenia, gdy go widzę, gdy rozmawiamy... Nie potrafię oprzeć się tej, jak to napisałaś, "pomroczności".

Jeszcze raz powtarzam - potrafisz, ale nie chcesz. Nikt nie każe Ci lecieć na Marsa na latawcu, bo rozumiem, że tego można nie potrafić. Ale nie pchać się w romans z kolegą z pracy nie jest zadaniem niemożliwym i ponad siły normalnego człowieka. Nie wymaga to nie wiadomo jak wielkiego heroizmu, a jedynie świadomości i bycia konsekwentnym.

Anna Eliza napisał/a:

Liczę na czas. I na jego rozsądek.

Powiedz swojemu mężowi o tym. Wtedy nie będziesz musiała liczyć ani na kolegę, ani na czas.

12 Ostatnio edytowany przez acine (2020-11-08 01:30:34)

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
Anna Eliza napisał/a:

Irytuje mnie jednak to, że bywa dla mnie niemiły, nawet bardzo. Docina mi i to już nie jest przekomarzanie się. On uważa, że gdyby był dla mnie miły, znudziłabym się nim i go zostawiła. Tak sobie wbił do głowy od początku naszej znajomości i taki dla mnie bywa.

Nie kochasz go, i on klocac sie z Toba tez cie naprawde nie kocha. Nie to ze Ci wypominam ale nie ma miedzy wami prawdziwej milosci wiec kiedys i tak sie to rozpadnie. Przykro mi ale ludzie ktorzy sie nie kochaja doprowadza zawsze do tego zeby sprobowac "z kims innym".

13 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2020-11-08 01:44:01)

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
IsaBella77 napisał/a:
Anna Eliza napisał/a:

Mi się wydaje, że to była koleżeńska prośba z tą kawą, niewiele znacząca.

Po pierwsze - to jest to bardzo głupia wymówka, po drugie - wcale Ci się tak nie wydaje, po prostu szukasz sobie pretekstów do spotkań z nim.
I wreszcie po trzecie - gdybyś naprawdę chciała trzymać się od niego z daleka, gdybyś naprawdę chciała wybić go sobie z głowy, to nie poszłabyś z nim nawet na wodę niegazowaną. Nigdzie byś z nim nie poszła. Niezależnie od tego, jakimi wydawałyby Ci się jego intencje.

Anna Eliza napisał/a:

Nie piszemy do siebie poza pracą, nie szukamy kontaktu. Ale moje myśli krążą wokół niego.
Uwierz mi, że próbowałam zapomnieć, ale myśli o nim wracają jak bumerang. Nie jestem z tego dumna. Tak, czuję się jak nastolatka, brakuje mi racjonalnego myślenia, gdy go widzę, gdy rozmawiamy... Nie potrafię oprzeć się tej, jak to napisałaś, "pomroczności".

Jeszcze raz powtarzam - potrafisz, ale nie chcesz. Nikt nie każe Ci lecieć na Marsa na latawcu, bo rozumiem, że tego można nie potrafić. Ale nie pchać się w romans z kolegą z pracy nie jest zadaniem niemożliwym i ponad siły normalnego człowieka. Nie wymaga to nie wiadomo jak wielkiego heroizmu, a jedynie świadomości i bycia konsekwentnym.

Anna Eliza napisał/a:

Liczę na czas. I na jego rozsądek.

Powiedz swojemu mężowi o tym. Wtedy nie będziesz musiała liczyć ani na kolegę, ani na czas.

Byłaś kiedyś w kimś naprawdę zauroczona? Jeśli potrafisz takie rzeczy ogarniać racjonalnie, winszuję.

Być może R. nie ma nic do mnie, a więc nic z tego. A jeśli ma - na pewno nie zrobię pierwszego kroku. Jeśli on zrobi - nie wiem, jak zareaguję. Może paniką i nic się nie wydarzy, może racjonalizmem ( i wtedy zdam sobie sprawę, że to była chwilowa fascynacja ), a może wlecę w ten ogień i się spalę.

acine napisał/a:

Nie kochasz go, i on klocac sie z Toba tez cie naprawde nie kocha. Nie to ze Ci wypominam ale nie ma miedzy wami prawdziwej milosci wiec kiedys i tak sie to rozpadnie. Przykro mi ale ludzie ktorzy sie nie kochaja doprowadza zawsze do tego zeby sprobowac "z kims innym".

Wow, cóż za szybka "diagnoza" naszego związku. Otóż, zaskoczę cię, kocham. Sporo razem przeszliśmy, nasz związek mógł się zakończyć wiele razy. Nadal trwamy jednak przy sobie. Znam związki, które rozpadły się mimo, że pary prawie nigdy się nie kłóciły.
A więc - jak kulą w płot ta twoja "diagnoza".

14

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Porozmawiaj z mężem. Powiedz mu wprost, że przez to że jest dla ciebie niemiły zafascynowałaś się kolegą z pracy i że rozważasz rozstanie. Taka rozmowa pokaże jak na prawdę jest między wami. Te magiczne 10 lat.... często się coś wtedy dzieje. Może to moment aby powiedzieć "sprawdzam"...

Jeśli będziesz dalej brnąć we flircik to zapewniam cię, że nie skończy się to dobrze bo albo się zakochasz i porzucisz męża dla innego (a to go bardziej zaboli niż uczciwe rozstanie) albo będziesz jako kochanka prowadziła trudne i emocjonalnie wyczerpujące podwójne życie.

15 Ostatnio edytowany przez acine (2020-11-08 01:47:36)

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Niestety ten stan ktory opisujesz ze kochasz swojego meza to iluzja. Powiem Ci dlaczego. Osoby ktore kochaja kogos naprawde nigdy nie zdradza. A skad moge to wiedziec? Otoz jest taki test pokazujacy ze zwiazek nawet jeden od poczatku chodzenia ze sobia np od 16tego roku zycia moze sie nie wypalic do konca. Naleze do grupy na facebuku gdzie pisza osoby ktorym zmarl maz czy zona i ci ludzie opisuja swoje historie, swoich jedynych ukochanych milosci ktore trwaly latami, dekadami, czesto wlasnie od liceum. To pokazuje ze mozna zyc z kims cale zycie i kochac do konca. Dlatego mam pewnosc ze zwiazki dzieli sie na takie gdzie istnieje prawdziwa milosc i bedzie ona do konca i takie gdzie jest taka  "milosc" wlasnie jak twoja, gdzie sie to wypali i sie skonczy. Dlatego napisalem ze nie kochasz i on prawdziwie nie kocha.

16

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
Pikupik2019 napisał/a:

Porozmawiaj z mężem. Powiedz mu wprost, że przez to że jest dla ciebie niemiły zafascynowałaś się kolegą z pracy i że rozważasz rozstanie. Taka rozmowa pokaże jak na prawdę jest między wami. Te magiczne 10 lat.... często się coś wtedy dzieje. Może to moment aby powiedzieć "sprawdzam"...

Jeśli będziesz dalej brnąć we flircik to zapewniam cię, że nie skończy się to dobrze bo albo się zakochasz i porzucisz męża dla innego (a to go bardziej zaboli niż uczciwe rozstanie) albo będziesz jako kochanka prowadziła trudne i emocjonalnie wyczerpujące podwójne życie.

Nie zostawię męża. 10 lat to jakaś magiczna bariera? Myślałam, że kryzys przychodzi co 7 lat.

Uważasz, że to co jest między mną a kolegą z pracy to flirt? Czemu nie może być tak, że na flircie tylko się to skończy?

17

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
acine napisał/a:

Niestety ten stan ktory opisujesz ze kochasz swojego meza to iluzja. Powiem Ci dlaczego. Osoby ktore kochaja kogos naprawde nigdy nie zdradza. A skad moge to wiedziec? Otoz jest taki test pokazujacy ze zwiazek nawet jeden od poczatku chodzenia ze sobia np od 16tego roku zycia moze sie nie wypalic do konca. Naleze do grupy na facebuku gdzie pisza osoby ktorym zmarl maz czy zona i ci ludzie opisuja swoje historie, swoich jedynych ukochanych milosci ktore trwaly latami, dekadami, czesto wlasnie od liceum. To pokazuje ze mozna zyc z kims cale zycie i kochac do konca. Dlatego mam pewnosc ze zwiazki dzieli sie na takie gdzie istnieje prawdziwa milosc i bedzie ona do konca i takie gdzie jest taka  "milosc" wlasnie jak twoja, gdzie sie to wypali i sie skonczy. Dlatego napisalem ze nie kochasz i on prawdziwie nie kocha.

Acha. Iluzją jest mój związek od 10 lat, bo jakieś parki z liceum przetrwały ze sobą aż do śmierci. Twardy dowód. No nie do podważenia.

18

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
Anna Eliza napisał/a:

Nie zostawię męża. 10 lat to jakaś magiczna bariera? Myślałam, że kryzys przychodzi co 7 lat.

Uważasz, że to co jest między mną a kolegą z pracy to flirt? Czemu nie może być tak, że na flircie tylko się to skończy?

Mój mąż tuż przed odejściem pisał do dziuni, że "kocha żonę i dziecko i nigdy by nas nie skrzywdził." Już ponad rok nie jesteśmy razem.

Tak. Często się tu przewija na forum właśnie 10 lat. Nie 7. Poczytaj...

Silne osobowości, które potrafią kończyć tylko na flircie nie bywają na takich forach....

19

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
Anna Eliza napisał/a:

Byłaś kiedyś w kimś naprawdę zauroczona? Jeśli potrafisz takie rzeczy ogarniać racjonalnie, winszuję.

Byłam, nawet dwa razy przytrafiło mi się coś takiego. Jednak powstrzymywanie się od wejścia w romans nie jest świadectwem racjonalności - a jest to raczej przejaw świadomości, szacunku i odpowiedzialności za własne, i za cudze życie. 

Anna Eliza napisał/a:

Być może R. nie ma nic do mnie, a więc nic z tego.

Oczywiście, że R. ma coś do Ciebie, bo jego zachowania są typową w takich sytuacjach tresurą. On już zaczął przygotowywać Cię do roli swojej kochanki.

Anna Eliza napisał/a:

A jeśli ma - na pewno nie zrobię pierwszego kroku. Jeśli on zrobi - nie wiem, jak zareaguję. Może paniką i nic się nie wydarzy, może racjonalizmem ( i wtedy zdam sobie sprawę, że to była chwilowa fascynacja ), a może wlecę w ten ogień i się spalę.

Dawno już zrobiłaś pierwszy krok. Pierwszym krokiem było przyzwolenie na przekroczenie Twojej strefy osobistej. Tymczasem Ty pozwalasz na to koledze ciągle. To jest dawanie jasnego sygnału - "jestem również zainteresowana". Wszystkie te "przypadkowe" dotknięcia, wszystkie te "przypadkowe" kawy, to są dalsze kroki w wiadomym kierunku, które już poczyniłaś.
Co do palenia się, to powiem tak. A pal się na zdrowie, jeśli chcesz. Jednak nie spalisz się sama. Razem z Tobą spali się Twój mąż i Wasze dziecko/ dzieci.
Jeśli żona kochanka dowie się o romansie, to spali się również i ona i ich dzieci.
To infantylne wyrażenie "spalę się", pociągnie za sobą pożar i zgliszcza wszystkiego, czego dotknie. Spalą się nawet Wasze psy, koty, teściowie, dalsze rodziny.
Zastanawiam się, dlaczego uważasz, że masz prawo to wszystko palić.

Anna Eliza napisał/a:

Wow, cóż za szybka "diagnoza" naszego związku. Otóż, zaskoczę cię, kocham. Sporo razem przeszliśmy, nasz związek mógł się zakończyć wiele razy. Nadal trwamy jednak przy sobie. Znam związki, które rozpadły się mimo, że pary prawie nigdy się nie kłóciły.
A więc - jak kulą w płot ta twoja "diagnoza".

Skoro Twoje małżeństwo jest takie udane i trwałe, to powiedz mężowi o swojej fascynacji, w czym problem?
Jeśli kochasz męża, to naturalną konsekwencją miłości, jest szczerość i szacunek w stosunku do ukochanej osoby. Nie ma przecież powodu, aby mu tego odmawiać, skoro - jak twierdzisz - nic się nie wydarzyło.

20

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Ja mysle ze twoj naprawde jest iluzja milosci. Nie chodzi o to by "ci dopieprzyc" ale wlasnie pokazac ze prawdziwa milosc w zwiazku to cos co nie wszystkim sie zdarza. Sam sie zastanawiam wielokrotnie nad tym co takiego jest ze jedne zwiazki trwaja w milosci a inne niestety sie rozpadaja. Twoj pokazuje ze wlasnie sie rozpada bo po takim flircie jaki masz do tego kolegi twoj maz nie jest juz w twojej glowie. Zobacz twoj pierwszy wpis, ani slowem o mezu a wszedzie o nowym obiekcie uczuc. Masz jak na talerzu ze juz was nie ma.

21

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
Pikupik2019 napisał/a:
Anna Eliza napisał/a:

Nie zostawię męża. 10 lat to jakaś magiczna bariera? Myślałam, że kryzys przychodzi co 7 lat.

Uważasz, że to co jest między mną a kolegą z pracy to flirt? Czemu nie może być tak, że na flircie tylko się to skończy?

Mój mąż tuż przed odejściem pisał do dziuni, że "kocha żonę i dziecko i nigdy by nas nie skrzywdził." Już ponad rok nie jesteśmy razem.



Tak. Często się tu przewija na forum właśnie 10 lat. Nie 7. Poczytaj...

Silne osobowości, które potrafią kończyć tylko na flircie nie bywają na takich forach....

Przykro mi bardzo sad
Ja potrzebuję wygadania się, przeanalizowania sprawy. Nie potrafię otwarcie mówić o emocjach, wolę pisać. Być może takie forum to dla mnie forma terapii i wyleczę się z tej fascynacji.

22

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Jeśli chcesz się leczyć, musisz zerwać kontakt. Nie ma innej opcji. To tak jak z nałogami...
Zastanów się dobrze czego w związku ci brakuje skoro się rozglądasz na boki. To naprawdę ważne. Dla ciebie w szczególności.

23

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
IsaBella77 napisał/a:
Anna Eliza napisał/a:

Byłaś kiedyś w kimś naprawdę zauroczona? Jeśli potrafisz takie rzeczy ogarniać racjonalnie, winszuję.

Byłam, nawet dwa razy przytrafiło mi się coś takiego. Jednak powstrzymywanie się od wejścia w romans nie jest świadectwem racjonalności - a jest to raczej przejaw świadomości, szacunku i odpowiedzialności za własne, i za cudze życie. 

Anna Eliza napisał/a:

Być może R. nie ma nic do mnie, a więc nic z tego.

Oczywiście, że R. ma coś do Ciebie, bo jego zachowania są typową w takich sytuacjach tresurą. On już zaczął przygotowywać Cię do roli swojej kochanki.

Anna Eliza napisał/a:

A jeśli ma - na pewno nie zrobię pierwszego kroku. Jeśli on zrobi - nie wiem, jak zareaguję. Może paniką i nic się nie wydarzy, może racjonalizmem ( i wtedy zdam sobie sprawę, że to była chwilowa fascynacja ), a może wlecę w ten ogień i się spalę.

Dawno już zrobiłaś pierwszy krok. Pierwszym krokiem było przyzwolenie na przekroczenie Twojej strefy osobistej. Tymczasem Ty pozwalasz na to koledze ciągle. To jest dawanie jasnego sygnału - "jestem również zainteresowana". Wszystkie te "przypadkowe" dotknięcia, wszystkie te "przypadkowe" kawy, to są dalsze kroki w wiadomym kierunku, które już poczyniłaś.
Co do palenia się, to powiem tak. A pal się na zdrowie, jeśli chcesz. Jednak nie spalisz się sama. Razem z Tobą spali się Twój mąż i Wasze dziecko/ dzieci.
Jeśli żona kochanka dowie się o romansie, to spali się również i ona i ich dzieci.
To infantylne wyrażenie "spalę się", pociągnie za sobą pożar i zgliszcza wszystkiego, czego dotknie. Spalą się nawet Wasze psy, koty, teściowie, dalsze rodziny.
Zastanawiam się, dlaczego uważasz, że masz prawo to wszystko palić.

Anna Eliza napisał/a:

Wow, cóż za szybka "diagnoza" naszego związku. Otóż, zaskoczę cię, kocham. Sporo razem przeszliśmy, nasz związek mógł się zakończyć wiele razy. Nadal trwamy jednak przy sobie. Znam związki, które rozpadły się mimo, że pary prawie nigdy się nie kłóciły.
A więc - jak kulą w płot ta twoja "diagnoza".

Skoro Twoje małżeństwo jest takie udane i trwałe, to powiedz mężowi o swojej fascynacji, w czym problem?
Jeśli kochasz męża, to naturalną konsekwencją miłości, jest szczerość i szacunek w stosunku do ukochanej osoby. Nie ma przecież powodu, aby mu tego odmawiać, skoro - jak twierdzisz - nic się nie wydarzyło.

To bardzo mądre, co napisałaś. Czy mogę kiedyś użyć tego w swojej książce? Piszę serio.
Jak sobie poradziłaś ze swoimi zauroczeniami?

R. przekroczył moją sferę intymną - zgadza się. Czyli mam rozumieć, że on chce romansu? Mi się wydaje, że nie posunie się do tego. Jest racjonalnym i poukładanym facetem.

Co do powiedzenia o mojej fascynacji... Mój mąż się niestety chyba domyśla. hmm

24

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
acine napisał/a:

Ja mysle ze twoj naprawde jest iluzja milosci. Nie chodzi o to by "ci dopieprzyc" ale wlasnie pokazac ze prawdziwa milosc w zwiazku to cos co nie wszystkim sie zdarza. Sam sie zastanawiam wielokrotnie nad tym co takiego jest ze jedne zwiazki trwaja w milosci a inne niestety sie rozpadaja. Twoj pokazuje ze wlasnie sie rozpada bo po takim flircie jaki masz do tego kolegi twoj maz nie jest juz w twojej glowie. Zobacz twoj pierwszy wpis, ani slowem o mezu a wszedzie o nowym obiekcie uczuc. Masz jak na talerzu ze juz was nie ma.

Nie załamuj mnie. hmm I tak już jestem wystarczająco dobita.

25

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
Pikupik2019 napisał/a:

Jeśli chcesz się leczyć, musisz zerwać kontakt. Nie ma innej opcji. To tak jak z nałogami...
Zastanów się dobrze czego w związku ci brakuje skoro się rozglądasz na boki. To naprawdę ważne. Dla ciebie w szczególności.

Nie mamy kontaktu poza pracą. A i w pracy bardzo rzadko się widujemy. Mamy inne zmiany, inne grafiki. Czasem trafi się jakiś wspólny projekt. Póki co nie chcę też rezygnować z pracy. Nie ma takiej opcji teraz.

Ale masz rację - to jest nałóg.

26

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
Anna Eliza napisał/a:

Co do powiedzenia o mojej fascynacji... Mój mąż się niestety chyba domyśla. hmm

Nie dziwi mnie to. Ja wiedziałam od razu jak tylko ją poznał.... też koleżanka z pracy..

Skup się na małżeństwie. Sprawdź czy ono jeszcze istnieje (emocjonalnie, nie z przyzwyczajenia czy ze zobowiązań). Jak nie - kończ a potem sobie romansuj. Plis. Ból zdrady i oszukiwania jest ogromny i pozostawia dużo większą ranę niż uczciwe rozstanie.

Anna Eliza napisał/a:

Nie mamy kontaktu poza pracą. A i w pracy bardzo rzadko się widujemy. Mamy inne zmiany, inne grafiki. Czasem trafi się jakiś wspólny projekt. Póki co nie chcę też rezygnować z pracy. Nie ma takiej opcji teraz.

Ale masz rację - to jest nałóg.


Teraz to nie jest dobry moment na rzucanie pracy ale ograniczaj kontakty. A w szczególności jakieś kawki czy miziania.

Pamiętaj też o jednym. Jeśli on szuka tylko romansu to jesteś na przegranej pozycji bo już się zauroczyłaś mocno, więc w romansie to ty będziesz tą co się pewnie zakocha. On sobie podbuduje ego a ty będziesz cierpieć.

27

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
Anna Eliza napisał/a:

To bardzo mądre, co napisałaś. Czy mogę kiedyś użyć tego w swojej książce? Piszę serio.
Jak sobie poradziłaś ze swoimi zauroczeniami?

W pierwszym przypadku, męczyłam się kilka miesięcy i podjęłam decyzję o odejściu z pracy.
Myślę, że kolega, w którym byłam zauroczona po uszy, miał mi to za złe. Pracujemy w tej samej branży, i z tymi samymi klientami, korzystamy z tych samych narzędzi - więc stykaliśmy się ze sobą. Zawsze w takich przypadkach był bardzo chłodny i zdystansowany. To mi również pomogło.

W drugim przypadku nadal pracujemy razem. Rozpoznałam sygnały od samego początku, nie straciłam więc czasu na unoszenie się na różowym obłoczku, i nie obudziłam się z nieprzyjemnym uczuciem pt. "co ja robię".
Nie pozwoliłam na nic, ale to na nic. Robił mi po koleżeńsku kawę w biurze? Nie piłam. Przysuwał się? Odsuwałam się. Kupował mi ciastko, coś słodkiego i przynosił to do biura? Zostawiałam w lodówce, aż spleśniało. Podchodził do mojego biurka i pochylał się nade mną? Wstawałam, zmuszając go w ten sposób do odsunięcia się. Chciał pomagać w różnych sytuacjach? Dziękowałam i jeśli potrzebowałam takiej pomocy - prosiłam o nią kogoś innego. Oferował podwiezienie, przywiezienie itp. - dzwoniłam po Ubera.
Na firmowych kolacjach, imprezach, spotkaniach - zawsze wychodziłam pierwsza, nigdy nie siadałam koło niego i nigdy nie piłam.
W ten sposób wypracowałam sobie dystans, z którym być może nawet przesadziłam, bo inni koledzy (jestem rodzynkiem w kilkunastoosobowym zespole) zaczęli żartować z tego, że chyba nie lubię A. bo ciągle jestem w stosunku do niego uszczypliwa, złośliwa, dokuczam mu i gaszę go.
Od ponad roku pracuję w systemie home office, co okazało się być zbawienne w tej sytuacji.
Choć A. mógłby być wszystkim, czym nie jest mój mąż, choć jest fascynujący dla mnie jako człowiek w wielu wymiarach i na litość, nie tylko w fizycznym - nie mam złudzeń, jak mój jeden krok w wiadomym kierunku mógłby się zakończyć.
Nie jestem taka odważna, żeby brać na siebie taką katastrofę.
Znam jego żonę, dzieci, kota. Po prostu nie stać mnie emocjonalnie na coś takiego, nie mogłabym. Nie wyobrażam sobie że mogłabym zrobić coś tak strasznego, czegokolwiek związanego z nim nie dotykam myślą, mam w głowie tylko jedno: NIE.
Bo romans dwóch osób mających rodziny i będących w stałych związkach - jest straszny. To jak tsunami, które zmiata z powierzchni ziemi wszystko i pozostawia po sobie koszmarną kotłowaninę żywych, martwych, ludzi, zwierząt, budynków. W tych zgliszczach jest wszystko. I po jego przejściu nic nigdy nie będzie już takie samo.

Anna Eliza napisał/a:

R. przekroczył moją sferę intymną - zgadza się. Czyli mam rozumieć, że on chce romansu? Mi się wydaje, że nie posunie się do tego. Jest racjonalnym i poukładanym facetem.

Tak, on chce romansu, ale jednocześnie chce, abyś to Ty ten romans rozpoczęła.
Nie widzisz tego?
Masz więc rację pisząc, że on się "do tego" nie posunie.
W większości przypadków jest to swojego rodzaju zabezpieczenie, którego używa się później, kiedy zachodzi tama potrzeba: "przecież sama chciałaś", "przecież to ty zaczęłaś".

Anna Eliza napisał/a:

Co do powiedzenia o mojej fascynacji... Mój mąż się niestety chyba domyśla. hmm

No i co w związku z tym? Zostawisz to tak, żeby się mąż męczył dalej?
Zasłużył sobie na to napięcie i niepewność?

Mam też prośbę do Ciebie. Nie pisz proszę kolejnych postów pod swoimi poprzednimi wpisami. Jest to niezgodne z regulaminem naszego forum. Możesz umieścić wiele odpowiedzi w jednym poście, i zawsze kiedy chcesz coś dodać, możesz to zrobić korzystając z funkcji "edytuj".

28 Ostatnio edytowany przez Airuf (2020-11-08 03:09:20)

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
Anna Eliza napisał/a:

...Chyba się w nim zakochałam. Nie mogę przestać o nim myśleć. Zastanawiam się, czy on też o mnie myśli...

Źle mi z tym wszystkim, a jednak zastanawiam się, co by było gdyby...


Tak czytam to wszystko i jedno mnie zastanawia...
Moim zdaniem nie przyszłaś tu po pomoc w ogarnięciu, po poradę jak nie zniszczyć swojej rodziny - w pierwszym poście tylko zaznaczyłaś że ją masz, jak byś chciała nakreślić zarys fabularny (a często wpadają tu przerażone rozwojem sytuacji żony, zaczynając od tego że mąż się domyśla - Ty na początku nawet o tym nie wspomniałaś jak by on miał marginalne znaczenie).
Przyszłaś tu potwierdzić czy Twój adorator jest zainteresowany. Jeżeli on wcześnie podjął by bardziej zdecydowane kroki to już by był romans pełną gębą.

Tak naprawdę przed Tobą jedno pytanie: chcesz tego romansu?
Świadoma wszystkich konsekwencji? Tego co możesz zyskać a co stracić? Tego ile przyjemnych i miłych chwil możesz przeżyć z kolegą, a także tego ile bólu zadasz mężowi? (A skoro już coś podejrzewa to się dowie jak romans się zacznie.)
Tego jak będzie wyglądało Twoje życie po tej "rewolucji"? (Zazwyczaj tak: rozwód i uczucie zmarnowanego życia lub życie z mężem w poczuciu winy, w poczuciu że to Ty jesteś tą gorszą połówką i nie zasługujesz na jego miłość i szacunek.)

I jeżeli już podejmiesz decyzję (a powinnaś ją podjąć już, teraz, jak najszybciej) to zrób to co uważasz żeby osiągnąć cel. I jeżeli celem będzie wyrzucenie z życia kolegi to doskonale będziesz wiedziała jak masz to zrobić - nie oszukuj się że nie potrafisz czy że to za trudne. To takie samo zagłuszanie sumienia jak hasła typu: "lepiej spróbować i żałować niż żałować że się nie spróbowało" - inaczej dziesiątki ludzi piszące tutaj po odkryciu zdrady/romansu nie zaczynało by wpisów od "chciałabym/chciałbym cofnąć czas...".

PS. A jeżeli uważasz że na serio nie umiesz przestać myśleć o koledze, nie umiesz skierować uwagi i uczuć z powrotem na męża - to chyba na niego nie zasługujesz, w końcu przyrzekałaś mu wierność...

29 Ostatnio edytowany przez prego (2020-11-08 08:51:35)

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
Anna Eliza napisał/a:

Pozostaje mi liczyć na to, że z czasem przejdzie.

Zakończy się to gorzkim płaczem i twoim racjonalizowaniem swojego zachowania, przez składanie winy na boczniaka i męża.
Tu można by było pisać o kilku schematach, które tobą kierują np. atrakcyjność zajętego faceta. Ale szkoda klawiatury, bo i tak nic do ciebie nie dotrze.

30

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Czytając już kolejną z rzędu historię tego typu, poważnie się zastanawiam nad kilkoma kwestiami..

1. Gdzie/Jaką pracę musi człowiek podjąć, żeby nie być narażonym na te wszystkie durne flirciki, spojrzenia i przekomarzania z osobami odmiennej płci..?Zastanawiam się w jakich branżach pracują ludzie, którym zdarzają się takie historie, bo co rusz pojawiające się takie wątki, skłaniają do refleksji..
Co zresztą jest drugą kwestią..
2. Czy dwie osoby odmiennej płci nie mogą już ze sobą zwyczajnie, po koleżeńsku rozmawiać czy w ogóle przebywać obok siebie? Bez jakichkolwiek podtekstów, spojrzeń, gestów i gierek słownych? Ma się wrażenie, że niektórzy bez flirtu i nadskakiwania płci przeciwnej( w tym wypadku mowa o facecie) nie wyobrażają sobie życia - niezależnie od statusu ich związku..
3. Czy niektórym osobom owa adoracja, poświęcana uwaga są zawsze wystarczającym powodem i wymówką, aby doszukiwać się choć rysy i skazy w swoim związku? Nieraz, mimo zapewnień, że wszystko jest w najlepszym porządku, jednak coś się próbuje wyszukać, byleby tylko mieć powód do angażowania się w jakieś dziwne układy..Wtedy to powstaje "fascynacja" obcą osobą, której i tak dobrze do końca się nie zna, ale pociąga nas w niej tylko to, co widzimy z wierzchu..Takie przypadki, jak powyższy pokazują, że owa potrzeba bycia zauważalną/ym czy adorowaną/nym jest chyba niezbędna do życia i zawsze można znaleźć usprawiedliwienie na takowe działanie..
Zapewnienia o doskonałości związku i rzekomym złym odnoszeniu się męża do Autorki zaprzeczają się wzajemnie.

31 Ostatnio edytowany przez Anna Eliza (2020-11-08 10:25:55)

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Żaden związek nie jest doskonały. Jak pisałam wcześniej, my też jesteśmy po przejściach. Mimo wszystko - zostaliśmy ze sobą, mamy dziecko, kochamy się.

Gdy chodzi o kryzys, to on bardziej dotyczy mnie... Niby mam wszystko, co kobieta mogłaby sobie wymarzyć, a jednak. Szukam jakiejś rysy na szkle, pożądam ideału, który nie istnieje. Bo w istocie nie znam przecież tego swojego kolegi. Zastanawia mnie, w jaki sposób wdarł się w moje myśli, dlaczego sobie na to pozwoliłam? Czy wykazuje wobec mnie czułość, której czasem brakuje mi ze strony męża? Nie wiem, jak to się stało, że moje uczucia do R. się tak rozwinęły. Tak jakby działo się to poza mną. Chodzi też być może o fakt, że nie dzieliłam się z nikim tym zauroczeniem i ono we mnie narastało. Nie usprawiedliwiam się. Piszę po prostu jak jest.

Na szczęście / na nieszczęście szykuje się następny lockdown i być może znów przejdziemy na tryb zdalny pracy. I ochłonę, bo nie kontaktujemy się poza pracą. Jedyne momenty, gdy jest między nami chemia, to w pracy. Po niej, wszystko wraca do normy, powiedzmy. Powracam myślami do "naszych" chwil i jest mi źle, bo tęsknię. Jest mi źle, bo to wpływa na mój związek i na męża... Ogólnie to jest mi źle.

Mam myśli w stylu: czy już nic więcej na mnie nie czeka? Czy nie będzie więcej uniesień, ciekawych wydarzeń, emocji? Typowy kryzys, wiem. A to dziwne zauroczenie jeszcze go pogłębia, a jednocześnie sprawia, że żyję, że chce mi się, dodaje mi skrzydeł. Mam niezłe huśtawki nastrojów przez całą tę sytuację.

Dla waszej informacji: nie, nie zdecyduję się na romans i następnym razem, gdy spotkam R. zamierzam być chłodna i zdystansowana. Może to też da mu do myślenia i da mi spokój? Choć tak szczerze to, on nie inicjuje żadnych spotkań ze mną, więc też pewnie nie chce żadnego romansu.

32

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
Anna Eliza napisał/a:

Żaden związek nie jest doskonały. Jak pisałam wcześniej, my też jesteśmy po przejściach. Mimo wszystko - zostaliśmy ze sobą, mamy dziecko, kochamy się.

big_smile Ale z Ciebie bajkopisarz, lejesz wodę i pewnie robisz to tyle czasu, że sama w to wierzysz.

33

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
prego napisał/a:
Anna Eliza napisał/a:

Żaden związek nie jest doskonały. Jak pisałam wcześniej, my też jesteśmy po przejściach. Mimo wszystko - zostaliśmy ze sobą, mamy dziecko, kochamy się.

big_smile Ale z Ciebie bajkopisarz, lejesz wodę i pewnie robisz to tyle czasu, że sama w to wierzysz.


Nie mam zamiaru opisywać tutaj mojego małżeństwa. Nie mam na to ochoty i mam do tego prawo, a ty niczego nie wiesz o mnie, ani o moim mężu. Daruj więc sobie próby obrażania mnie.

Chciałam opisać tutaj zauroczenie, które mnie męczy od ponad roku, chciałam się wygadać, to wszystko. Ale widzę, że tutaj pełno "specjalistów" za trzy grosze, którym nigdy nic złego, zdrożnego się nie przydarza. Których szlachetność bije w świetle dnia, którzy nigdy nie popełniają błędów i którzy myślą, że rozwikłali już niejeden związek po kilku zdaniach napisanych w necie. Acha... neutral

34

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Nic o nowym nie wiesz, nie wiesz jaki jest w domu, czy codzienne po pracy bierze prysznic czy dlubie w nosie,  czy zmienia codziennie majtki. Nic o nim nie wiesz.  Ta strona którą jesteś oczarowana to nic w porównaniu do spędzenia codzienności z tym człowiekiem.  Całą  prawde o nim powie ci jego żona i ta prawda mogłaby Ci otworzyć oczy- skutecznie.   To że on Cię komplementuje może oznaczać że podnosi swoje ego. Myślisz że on nie widzi że to na Ciebie działa? On nawet może w duchu sie z Ciebie śmiać, że jesteś jak rybka która zlowila się  na jego haczyk. Powiedział kilka komplementów i ba , już rozdaje karty.  Wiesz jak taki gość się karmi takimi kobietami jak Ty?? Na pewno czuje się 100 procent lepszy od Twojego męża,  bo twój z Tobą żyje a  on sobie czaruje przelotem i sukces.  Nowy nie będzie miał i raczej nie ma do Ciebie szacunku.  Jak chcesz  być osoba która karmi jego ego to nią bądź,  tyle że wychodzi na to, że mało ci potrzeba do szczęścia. Żyjesz sobie w świecie fantazji. Ps  : sex z nim może być beznadziejny,  cokolwiek podpowiada Ci wyobraźnia.  Może działać np w trybie królika w dodatku z bajki struś pedziwiatr.

35

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Po prostu spotkałaś czarującego faceta, który wie, jak zadziałać na kobietę. Dla niego to nie musi wiele znaczyć. Ten flirt można potraktować jako zabawę, komplement, potwierdzenie własnej wartości. Albo się zdystansować, jeśli przeszkadza. Wydaje mi się, że nadmierną wagę do tego przywiązujesz. Często idealizuje się osoby pod wpływem emocji, a jak na chłodno się im przyjrzeć, to już tak pięknie to nie wygląda... Emocjom nie trzeba zawsze ulegać. One przechodzą. Można też szaleć mieć romanse i rozwalić sobie związek, rodzinę.. Co kto woli..

36

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Chyba oboje się tak czarujemy i podbudowujemy. Możliwe, że on też przeżywa kryzys i w ten sposób sobie z nim radzi.
Nie wiem nic o nim, to prawda. Wiemy jedynie o sobie to, co pokazujemy wobec siebie i w pracy.
Próbuję go sobie obrzydzić.

Pewnie ma mnóstwo wad, które na dłuższą metę działałyby mi na nerwy. Jak również moje wady na niego.
Seks? Zastanawiam się, jak może wyglądać nago, jaki jest w łóżku, czy byłoby nam dobrze.

Nie jest też tak, że ja mu pokazuję jakąś specjalną, nadmierną ekscytację jego osobą. Raczej daję mu sprzeczne sygnały i robię to z premedytacją. Nie zamierzam się na niego rzucać, nie zamierzam nic więcej robić.

Nie dam się.

37 Ostatnio edytowany przez cześka8 (2020-11-08 12:14:27)

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

zapewne jest tak jak napisalas - oboje nawzajem sie czarujecie, on ma zapewne podobnie, wieloletnie malzenstwo, jakies problemy jak to bywa, ma kryzys tez jakis i trafil na podatny chyba grunt bo skoro tak na Ciebie zadzialalo to tez jakis kryzys przezywasz... mam podobnego jak opisujesz chyba troche męża, i tez mam takiego kolege gdzies tam w pracy... spokojnie jesli nie podejmiesz dalszych krokow powinno sie wyciszyc... wiem, ze trudne ale z czasem emocje opadna, wyobraz sobie ze kolega co jakis czas zarywa do jakiejs kolezanki i tak probuje szczescia a takie emocje wciagaja -.. zycie, pomysl o swoich priorytetach, i trzymaj sie smile

38 Ostatnio edytowany przez CatLady (2020-11-08 12:58:48)

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
bagienni_k napisał/a:

Czytając już kolejną z rzędu historię tego typu, poważnie się zastanawiam nad kilkoma kwestiami..

1. ..
2. Czy dwie osoby odmiennej płci nie mogą już ze sobą zwyczajnie, po koleżeńsku rozmawiać czy w ogóle przebywać obok siebie?
3. Czy niektórym osobom owa adoracja, poświęcana uwaga są zawsze wystarczającym powodem i wymówką, aby doszukiwać się choć rysy i skazy w swoim związku? .

Też mnie to zastanawia. Skąd jest tyle kobiet, którym wystarczy rzucić kilka komplementów, dotknąć stopy pod stołem, a one już w głowie mają romans, już nie mogą sobie poradzić, nie mogą przestać myśleć, tracą cały rozsądek i instynkt samozachowawczy? Robią się całkowicie bezradne jakby nic do powiedzenia w tej sprawie nie miały - tak jak autorka licząca na jego rozsądek, bo przecież co ona może?

Autorko, jakbyś chciała to skończyć, to byś skończyła, to jest proste. Jakbyś miała takie super małżeństwo, to byś nawet tego nie zaczęła, wiedziałabyś jak ukrócić to w zarodku. Ta relacja spełnia jakieś Twoje potrzeby. Okłamujesz tu siebie i próbujesz okłamywać nas.

Bagiennik, to nie jest doszukiwanie się skazy w związku, ta skaczą jest. Gdyby związek był faktycznie udany, to kobieta nie pomyslalaby nawet o romansowaniu.

39 Ostatnio edytowany przez Anna Eliza (2020-11-08 13:21:46)

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
cześka8 napisał/a:

zapewne jest tak jak napisalas - oboje nawzajem sie czarujecie, on ma zapewne podobnie, wieloletnie malzenstwo, jakies problemy jak to bywa, ma kryzys tez jakis i trafil na podatny chyba grunt bo skoro tak na Ciebie zadzialalo to tez jakis kryzys przezywasz... mam podobnego jak opisujesz chyba troche męża, i tez mam takiego kolege gdzies tam w pracy... spokojnie jesli nie podejmiesz dalszych krokow powinno sie wyciszyc... wiem, ze trudne ale z czasem emocje opadna, wyobraz sobie ze kolega co jakis czas zarywa do jakiejs kolezanki i tak probuje szczescia a takie emocje wciagaja -.. zycie, pomysl o swoich priorytetach, i trzymaj sie smile


Jak sobie radzisz ze swoim zauroczeniem? Jak wygląda Twoja relacja z kolegą?

Moje małżeństwo przeżywało wzloty i upadki - jak każdy długoletni związek. Jeśli ktoś pisze o tym, że w związku nie zdarzają się kłótnie, a jeśli się zdarzają, to nie ma miłości - to już wiem, że z taką osobą nie ma o czym rozmawiać i to ta osoba żyje w ułudzie, nie ja. Świat nie jest czarno-biały. Świat to przede wszystkim odcienie szarości. A ludzie, niestety, miewają swoje sekrety, również te brudne.

Wiem, że mojemu mężowi też zdarzyła się fascynacja inną. Nie została ta relacja "skonsumowana". I uprzedzając - moje zauroczenie nie jest zemstą za tamto, bo jak już wcześniej pisałam, nie szukałam nikogo na boku.

Wyobrażam sobie głównie jak poznajemy się bliżej z R., jak spędzamy czas, rozmawiamy. Seks też jest w moich wyobrażeniach, wtedy często się dotykam.

Ktoś napisał, że wystarczyło kilka komplementów, żeby mnie zbajerować - doprawdy? To nie chodzi tylko o komplementy, czy o dotknięcie stopy. Takie rzeczy działają, owszem, ale na krótką metę i przechodzi się do porządku dziennego, zapomina. A tu, jest coś więcej z mojej strony (z jego nie wiem). I póki co, muszę te emocje jakoś przepracować, a nie im zaprzeczać i udawać, że nic się nie dzieje. Poza tym przypominam, że do niczego więcej między nami nie doszło. I nie dojdzie.

W necie jest tyle idealnych, szlachetnych ludzi, którzy nigdy nie robią błędów. Paradne, doprawdy.

40

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Jak tak czytam co piszesz Anno.... bądź co bądź jako potencjalna kochanka i prościutko zmierzająca w tym kierunku, to widzę że ten supermen po drugiej stronie zauroczenia, niewiele musi się starać bo i tak 'Ty trafiona' sama dołożysz 'na tak' nawet to czego nie widać.....
        Uważam że Ty chcesz aby on zrobił ten wszystko zmieniający ruch, tylko być może on też czeka na jakieś ekscytacje romansowe z Twojej strony na 100%, być może oglądał takie filmy gdzie kobieta atakuje mężczyznę i akurat w tę stronę aspiruje smile  z jednym idę o zakład - na pewno Cię nie kocha, jednak niewątpliwie słusznie czuje otwartą przestrzeń do romansu z Twojej strony no to próbuje,   mnie nie imponowały nigdy komplementy od żonatych facetów a tym bardziej jakiś przejaw niezdrowego zainteresowania moją osobą ale ja tak mam na szczęście, może jestem idealna, szlachetna i bezbłędna ale wiem że należałoby wyciąć mi sporą część mózgu abym poszła w coś takiego, rozumiem jednak że niektóre jednostki doświadczają takich zamroczeń i Ty pewnie jesteś na to podatna, tak na prawdę tylko od Ciebie zależy co dalej, mając takie skłonności jak masz myślę o braku refleksji względem rodzin tak Twojej jak i kolegi to i tak Twoje małżeństwo nie rokuje dobrze, sposób w  jaki  poradziła sobie IsaBella wymaga jednego - świadomości co jest w życiu ważne i chęci poszanowania, utrzymania swojego stałego związku i nie krzywdzenia partnera
   Dlaczego myślisz że człowiek jest bezwolną istotą bez wpływu na siebie, otóż ja jestem zdania iż jakkolwiek istnieje siła większa od nas np Bóg, Manitu czy drzewo, to jednak człowiek jest super urządzeniem przystosowanym do różnych ekstremalnych zdarzeń z możliwością samo - naprawy

41

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Anno Elizo

Jesteś człowiekiem z zewnątrz sterownym. Dlatego potrzebujesz  wielu tzw. "głasek" z zewnątrz, a tych nie dostajesz od męża. Do tego nuda i .... romans gotowy. Ty się nie zakochałaś w tym człowieku, bo nic o nim nie wiesz, ale w tym co on w Tobie wywołuje, jakie emocje. Czyli te w sumie tanie słowa "jesteś piękna" (najbardziej ogólny komplement i przerysowany), czy stanięcie blisko w strefie intymności, czy dotknięcie ręki. A na tych kilku nic nieznaczących słowach i gestach już widzisz siebie z nim łóżku i dookoła dzieci. No masakra po prostu.

To nic zupełnie nie znaczy, tylko flirt, zabawa, podłechtane obustronnie ego. Ale oczywiście można z tego nic zrobić romans i obudzić się w g...e. Razem z rodzinami oczywiście. I z tego nic ulegnie zniszczeniu kilka najbliższych osób i wiele dalszych.

Weź się dziewczyno za siebie. Przemebluj sobie w głowie, że tylko to, co Ty myślisz o sobie ma znaczenie. Tylko to. I nad tym popracuj, nad wzmocnieniem szacunku do siebie, poczucia własnej wartości. Porozmawiaj ze swoim męźem, jeśli on sam coś podobnego przeżył, to może się dogadacie i popracujecie nad swoją relacją. Takie tanie romanse to fajne sa w młodości, a potem jest lepiej, gdy zaczniesz patrzeć na to, co ktoś robi, a nie co mówi.

42

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
Ranna_Panna napisał/a:

Jak tak czytam co piszesz Anno.... bądź co bądź jako potencjalna kochanka i prościutko zmierzająca w tym kierunku, to widzę że ten supermen po drugiej stronie zauroczenia, niewiele musi się starać bo i tak 'Ty trafiona' sama dołożysz 'na tak' nawet to czego nie widać.....
        Uważam że Ty chcesz aby on zrobił ten wszystko zmieniający ruch, tylko być może on też czeka na jakieś ekscytacje romansowe z Twojej strony na 100%, być może oglądał takie filmy gdzie kobieta atakuje mężczyznę i akurat w tę stronę aspiruje smile  z jednym idę o zakład - na pewno Cię nie kocha, jednak niewątpliwie słusznie czuje otwartą przestrzeń do romansu z Twojej strony no to próbuje,   mnie nie imponowały nigdy komplementy od żonatych facetów a tym bardziej jakiś przejaw niezdrowego zainteresowania moją osobą ale ja tak mam na szczęście, może jestem idealna, szlachetna i bezbłędna ale wiem że należałoby wyciąć mi sporą część mózgu abym poszła w coś takiego, rozumiem jednak że niektóre jednostki doświadczają takich zamroczeń i Ty pewnie jesteś na to podatna, tak na prawdę tylko od Ciebie zależy co dalej, mając takie skłonności jak masz myślę o braku refleksji względem rodzin tak Twojej jak i kolegi to i tak Twoje małżeństwo nie rokuje dobrze, sposób w  jaki  poradziła sobie IsaBella wymaga jednego - świadomości co jest w życiu ważne i chęci poszanowania, utrzymania swojego stałego związku i nie krzywdzenia partnera
   Dlaczego myślisz że człowiek jest bezwolną istotą bez wpływu na siebie, otóż ja jestem zdania iż jakkolwiek istnieje siła większa od nas np Bóg, Manitu czy drzewo, to jednak człowiek jest super urządzeniem przystosowanym do różnych ekstremalnych zdarzeń z możliwością samo - naprawy


To ciesz się, że takie coś cię nie spotkało. Brawo. Tylko wiesz, życie zaskakuje i weryfikuje, oby więc twoja szlachetność nie okazała się jedynie internetowa wink

Widzisz, postanowiłam się wobec niego zdystansować i następnym razem, gdy zaproponuje kawę - odmówię. Zresztą, to zdarzyło się tylko raz i nie sądzę, żeby była ku temu jakakolwiek okazja.

Nie jest supermenem, ani ja supermenką. Nie żyjemy w komiksach Marvela.

Myślę, że teraz przez długi czas się nie zobaczymy i mam okazję, żeby wszystko sobie w głowie poukładać i wyciszyć emocje. Nie, nie chcę żeby robił cokolwiek więcej w moim kierunku, nie chcę komplikować sobie życia, zwłaszcza teraz w tych dziwnych czasach.

Szkoda tylko, że nie możemy zostać dobrymi znajomymi, przyjaciółmi. Wydaje się być ciekawym człowiekiem. Dobrze czuję się w jego towarzystwie, bardzo lubię z nim rozmawiać.

No cóż, chemia przeminie, zostaną niespełnione marzenia. I dobrze.

43

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
bagienni_k napisał/a:

Czytając już kolejną z rzędu historię tego typu, poważnie się zastanawiam nad kilkoma kwestiami..

1. Gdzie/Jaką pracę musi człowiek podjąć, żeby nie być narażonym na te wszystkie durne flirciki, spojrzenia i przekomarzania z osobami odmiennej płci..?Zastanawiam się w jakich branżach pracują ludzie, którym zdarzają się takie historie, bo co rusz pojawiające się takie wątki, skłaniają do refleksji..
Co zresztą jest drugą kwestią..
2. Czy dwie osoby odmiennej płci nie mogą już ze sobą zwyczajnie, po koleżeńsku rozmawiać czy w ogóle przebywać obok siebie? Bez jakichkolwiek podtekstów, spojrzeń, gestów i gierek słownych? Ma się wrażenie, że niektórzy bez flirtu i nadskakiwania płci przeciwnej( w tym wypadku mowa o facecie) nie wyobrażają sobie życia - niezależnie od statusu ich związku..
3. Czy niektórym osobom owa adoracja, poświęcana uwaga są zawsze wystarczającym powodem i wymówką, aby doszukiwać się choć rysy i skazy w swoim związku? Nieraz, mimo zapewnień, że wszystko jest w najlepszym porządku, jednak coś się próbuje wyszukać, byleby tylko mieć powód do angażowania się w jakieś dziwne układy..Wtedy to powstaje "fascynacja" obcą osobą, której i tak dobrze do końca się nie zna, ale pociąga nas w niej tylko to, co widzimy z wierzchu..Takie przypadki, jak powyższy pokazują, że owa potrzeba bycia zauważalną/ym czy adorowaną/nym jest chyba niezbędna do życia i zawsze można znaleźć usprawiedliwienie na takowe działanie..
Zapewnienia o doskonałości związku i rzekomym złym odnoszeniu się męża do Autorki zaprzeczają się wzajemnie.

No widzisz Bagienni_k, moze pora przestac teoretyzować i zacząć żyć? Moze pora przestac pisac na forum swoje projekcje z nadużywaniem słów: "chyba", "może", "wydaje mi się"? Masz ponad 30 lat, a piszesz jakbyś obudził sie z hibernacji i to na dodatek z umysłem postaci z bajek Disney'a. Po stokroć wolałbym byc w skórze autorki, popelniać błędy, niż udawać że jestem taki wspaniały, idealny, ale jednak niesprawdzony w boju. Mistrz przypuszczeń, dywagacji, bezproduktywnych teorii... P.s. Nigdy nie zdradziłem, ale rozumiem dylematy autorki.

44

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
BEKAśmiechu napisał/a:

Nigdy nie zdradziłem, ale rozumiem dylematy autorki.

Gdyby tak zrozumieć jej dylematy, no to trzeba by było przyznać rację tym chorym z zazdrości facetom, którzy uważają, że nie można puścić nigdzie kobiety samej. Bo a nóż jakiś Alvaro dotknie nóżką, zabawi rozmową i kobieta sparaliżowana jego urokiem jest jego. Kwestia czy Alvaro skorzysta, czy nie bo woli kobiety tam już niema, a jest jedynie jej uległość.

45 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2020-11-08 14:37:40)

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
CatLady napisał/a:

 
Też mnie to zastanawia. Skąd jest tyle kobiet, którym wystarczy rzucić kilka komplementów, dotknąć stopy pod stołem, a one już w głowie mają romans, już nie mogą sobie poradzić, nie mogą przestać myśleć, tracą cały rozsądek i instynkt samozachowawczy? Robią się całkowicie bezradne jakby nic do powiedzenia w tej sprawie nie miały - tak jak autorka licząca na jego rozsądek, bo przecież co ona może?

Autorko, jakbyś chciała to skończyć, to byś skończyła, to jest proste. Jakbyś miała takie super małżeństwo, to byś nawet tego nie zaczęła, wiedziałabyś jak ukrócić to w zarodku. Ta relacja spełnia jakieś Twoje potrzeby. Okłamujesz tu siebie i próbujesz okłamywać nas.

Bagiennik, to nie jest doszukiwanie się skazy w związku, ta skaczą jest. Gdyby związek był faktycznie udany, to kobieta nie pomyślałaby nawet o romansowaniu.

CatLady Nie dziwiłoby mnie takie zachowanie, gdyby otwarcie ktoś powiedział, że mu się mocno nie układa z partnerem, natomiast raczej nie, kiedy niby wszystko jest takie cudowne..Autorka sama nieco wyżej przyznała, że właśnie niby wszystko ma, o czym kobieta powinna marzyć. No właśnie "niby", bo jej myśli są jednak zajęte tym facetem i czegoś w nim szuka. Choć właściwie z chęcią bierze to, co jej dają..

Czyli czegoś jeszcze potrzebuje, tylko nie wiadomo dokładnie czego. Być może zbyt wiele Pań właśnie MARZY o ideale, który nie istnieje lub/i za łatwo się poddaje i ulega zapewnieniom, które są jedynie nic nie znaczącymi słowami, branymi przez kobiety zbyt poważnie. Czy to potrzeba adoracji i uwagi czy zapewnień o swojej atrakcyjności i wyjątkowości od innych facetów, bo nagle to poczucie spadło lub zanikło?

Nawet, kiedy w porę przychodzi otrzeźwienie i kobieta na miejscu Autorki, zdaje sobie sprawę, co jest dla niej najważniejsze, to już sam fakt, że doszło do czegoś takiego, jest zwyczajnie niezrozumiałe. Kryzys to jedno, ale marzenia i fantazjowanie o innym to już chyba inna sprawa..Sam osobiście odbieram takie "czarowanie" czy "podbudowywanie" jako głupiutką zabawę dwojga nastolatków, którzy potrzebują się dowartościować kilkoma słownymi gierkami i komplementami, branymi tak bardzo na poważnie przez niektóre osoby.
Pomijając wypowiedź Kolegi wyżej na mój temat, którą dyskretnie przemilczę, to akurat miałem okazję kilka razy być obiektem takich właśnie, nic nie znaczących gierek, flirtu czy dwuznaczności ze strony osób, będących niby w szczęśliwych związkach(lecz nie małżeństwach). Muszę przyznać, że od poziomu tej "słodkości" momentami robiło mi się niedobrze. Czułem się niezręcznie wiedząc, że ktoś jest zajęty i szepcze takie słówka w moją stronę. W sumie nie wiadomo, co to dokładnie było, ale samo słuchanie tego przyprawiało mnie o mdłości a w drugą stronę nie raczyłem nawet odpowiadać..
Uprzedzając ewentualne pytanie, to wyglądało to ZUPEŁNIE inaczej, niż zwykła rozmowa, nawet z odrobiną uśmiechu, prowadzona z kobietą/dziewczyną, która była zajęta.

46 Ostatnio edytowany przez Anna Eliza (2020-11-08 14:32:12)

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Widzę, że w tym chorym świecie, nie można już czuć, bo od razu określanym jest się jako osoba bierna, uległa, sterowna. Smutni jesteście ludzie. Gdzie napisałam, że chcę wchodzić z  nim związek? Że widzę siebie w relacji z nim? Że snuję opowieści o wspólnym życiu? Opisuję jedynie ulotne emocje, marzenia, chwilową słabość. Nie chcę związku z nim i zaskoczę tutaj niektórych oceniających z góry nieskazitelnych moralnie osobników - nie pójdę z nim do łóżka, mimo, że go pragnę. Serio wasz świat wygląda w taki sposób, jest zerojedynkowy?

Poza tym, żaden z niego Alvaro. Z wyglądu jest dość przeciętny, ale ma to coś w sobie. Ma to coś, czego większość mężczyzn niestety nie ma. Ma ciekawą osobowość, potrafi zainteresować rozmową, wydaje się czuły, opiekuńczy.

Ktoś wyżej napisał, że rozumie moje rozterki, mimo, że nigdy nie zdradził. Dziękuję za ten komentarz. Mam w końcu wrażenie, że rozmawiam z człowiekiem, a nie jakimś bezdusznym robotem albo księdzem big_smile

47

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

"To ciesz się, że takie coś cię nie spotkało. Brawo. Tylko wiesz, życie zaskakuje i weryfikuje, oby więc twoja szlachetność nie okazała się jedynie internetowa wink "

Anno Elizo

Może sprecyzuj co mnie nie spotkało ?  ja od wielu lat żyję raczej dość intensywnie i wiele mnie spotyka ale że trochę już dłużej niż Ty  to dużo, wierz mi na prawdę dużo zweryfikowałam ale bazę wartości mam właściwie od lat młodzieńczych stałą  , chciałabym aby życie  mnie jeszcze zaskoczyło

48 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-11-08 15:22:12)

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
prego napisał/a:
BEKAśmiechu napisał/a:

Nigdy nie zdradziłem, ale rozumiem dylematy autorki.

Gdyby tak zrozumieć jej dylematy, no to trzeba by było przyznać rację tym chorym z zazdrości facetom, którzy uważają, że nie można puścić nigdzie kobiety samej. Bo a nóż jakiś Alvaro dotknie nóżką, zabawi rozmową i kobieta sparaliżowana jego urokiem jest jego. Kwestia czy Alvaro skorzysta, czy nie bo woli kobiety tam już niema, a jest jedynie jej uległość.

Myślę że to nie oto chodziło ,może dlatego że nieco dłużej "znam" Bekę na forum.
Akurat ja kiedyś zdradziłem wiem jak jest,a kilka lat później po tym jak rozwaliłem swój związek to miałem romans z mężatką w pracy jako beztroski singiel i też wydaje mi się że rozumiem Annę.Zdaje sobie też sprawę jak męczące i dręczące na dłuższą metę po pierwszych zachwytach ,są te marzenia,fantazje mrzonki,jak człowiek się źle z tym czuje i jak koniecznie chce doznać jakiejkolwiek ulgi i na nic jest płacz nad rozlanym mlekiem,gdybanie i analizowanie co poszło nie tak w życiu Anny.Niestety uruchomiła chemię,psychiczne stany i przyszła po radę jak z tym sobie poradzić,bo do.......ć potrafi sobie znacznie lepiej niż całe forum razem wzięte tak myślę i prawdopodobnie nie jest za późno.
Od tamtych zdarzeń minęło jednak dwadzieścia kilka lat u mnie i mam dystans do tego .
Jeżeli Anno Ci się chce przeczytać moje wynurzenia to coś później mogę Ci napisać co mnie pomagało wyjść z takich stanów,ale różnimy się pewnie nico płeć ma niewielkie znaczenie.Jak nie to spoko - nic na siłę .

Jeżeli nie trafiłaś Anno na ten wątek to przeczytaj go oczywiście jak chcesz

https://www.netkobiety.pl/viewtopic.php?id=116845

49 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2020-11-08 15:04:32)

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Osobiście fajnie się czyta, jak dwoje ludzi w związku czuje do siebie to nieustające pragnienie i pociąg a równocześnie uwaga czy adoracja innych osób są dla każdego z nich obojętne, albo przynajmniej tłumią to w sobie na tyle, że nie odstawiają takich cyrków, fantazjując o kolegach/koleżankach z pracy..

No, wybacz Autorko, dla mnie przynajmniej pewne sprawy SĄ i ZAWSZE będą zerojedynkowe. Jeśli kogoś pragnę czy pożądam i się temu poddam, to z pewnością skończy się to w wiadomy sposób. Ulotne emocje i marzenia (nie do spełnienia) miałem, jak byłem dzieckiem. W tym wszystkim o to właśnie mi chodzi: bo jeśli nawet do niczego nie dojdzie i nie widzisz się z nim w związku ani we wspólnym życiu i to zakończysz( oby!), to takie fantazjowanie jest dla mnie zwyczajnie dziecinne.
Taka jest moja opinia, za inne nie odpowiadam..

P.S. Nie uważam się za smutnego i bezdusznego robota smile Akurat radość w życiu czerpię z zupełnie innych źródeł, niż fascynacja i adoracja ze strony obcych osób płci przeciwnej.

50

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Sprawdziłam. Aureola mnie nie uciska. Nie dziwię się ani zauroczeniu się, ani bujaniu w obłokach, kiedyś opisane zjawisko znane było pod hasłem "rycząca czterdziestka".

Najsmutniejszym w tym wątku jest stwierdzenie

Anna Eliza napisał/a:

(...) Liczę na czas. I na jego rozsądek. (...)

51

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Pewnie,gdyby było: " liczę na swój rozsądek" sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej..

52

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
paslawek napisał/a:

przyszła po radę jak z tym sobie poradzić,

Wprawdzie pod naszym naciskiem zmieniła narrację, ale mylisz się sądząc, że przyszła tu po jakąś radę. Przede wszystkim, to chciała podzielić się swoją ekscytacją i stanem uniesienia w jakim się znalazła pod wpływem tego żonkosia. Teraz twierdzi, że już sobie z tym poradziła. Znaczy kolejna sprawa zamieciona pod dywan.

53

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Gdzie zmieniłam zdanie, a przede wszystkim: jakie miałam zdanie, bo chyba sobie wiele dopowiadasz, prego? smile Fantazja ułańska cię ponosi, a myślałam, że to ja dryfuję na różowej chmurce.

paslawek: Chętnie zerknę na ten temat, przeczytałam już początek i trochę identyfikuję się ze słowami autorki. Trochę, bo u nas do romansu nie dojdzie.

Co do znużenia małżeństwem - pewnie, po 10 latach, z dzieckiem, już nie jest tak porywająco jak było. Dodatkowo ta historia z covidem teraz. Dobija mnie to wszystko. Nadal jednak mamy o czym rozmawiać, ścieramy się, namiętność też jest. Mój mąż mnie pociąga, podoba mi się, jest interesującym mężczyzną, ma wspaniałe poczucie humoru. Takim najbardziej wkurzającym aspektem są dla mnie kontakty z teściową, ale wiadomo - nie za nią wychodziłam za mąż, poza tym, unikam jej jak mogę i jakoś sobie radzę z jej toksynami.

Mam takie myśli, że... Co jeśli to z R. może mnie połączyć coś wyjątkowego, szczególnego? Co jeśli to ostatnie takie moje zauroczenie? Dlaczego stał mi się tak bliski, właściwie od razu? (zanim powiedział, że jestem piękna i zanim przekroczył moją strefę intymną - uprzedzając złośliwości co niektórych). Moja pierwsza rozmowa z R. była zwyczajna, a mnie jakby piorun strzelił. W głowie mi kołatało, że coś nas połączy. Nie pamiętam, żeby mi się kiedyś takie coś przydarzyło. Nie wierzę w miłości od pierwszego wejrzenia i tego typu rzeczy, a tu bach! Trochę mną wstrząsnęło. hmm Nie jestem z siebie dumna. Nie głaszczę siebie samej po główce i nie wmawiam, że to co robię jest dobre. Dlatego darujcie sobie umoralnianie mnie na siłę.

54

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Nadal jednak mamy o czym rozmawiać, ścieramy się, namiętność też jest. Mój mąż mnie pociąga, podoba mi się, jest interesującym mężczyzną, ma wspaniałe poczucie humoru(...)

Naprawdę potrzebujesz JESZCZE czegoś więcej? Nie uważasz, że to właśnie jest wspaniałe, że DALEJ to trwa w takim stanie? Warto ryzykować? - bo ryzyko już teraz jest spore.
Natomiast sam fakt, że rozmowa i kilka słów( "jesteś piękna!") ze strony osoby przeciwnej płci, potrafi sprawić, że człowiek straci zdrowy rozsądek i przestanie nad sobą panować, fantazjując o tej drugiej osobie, rojąc sobie w głowie rozmaite myśli - to jest "fascynujące" zjawisko..

55

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
bagienni_k napisał/a:

Nadal jednak mamy o czym rozmawiać, ścieramy się, namiętność też jest. Mój mąż mnie pociąga, podoba mi się, jest interesującym mężczyzną, ma wspaniałe poczucie humoru(...)

Naprawdę potrzebujesz JESZCZE czegoś więcej? Nie uważasz, że to właśnie jest wspaniałe, że DALEJ to trwa w takim stanie? Warto ryzykować? - bo ryzyko już teraz jest spore.
Natomiast sam fakt, że rozmowa i kilka słów( "jesteś piękna!") ze strony osoby przeciwnej płci, potrafi sprawić, że człowiek straci zdrowy rozsądek i przestanie nad sobą panować, fantazjując o tej drugiej osobie, rojąc sobie w głowie rozmaite myśli - to jest "fascynujące" zjawisko..


Czy sądzisz, że podczas trwania mojego związku nikt nigdy mnie nie podrywał, nie prawił komplementów? Otóż, zdarzało się to. Nie jeden i nie dwa razy. I co? Ano nic. Nie poleciałam na nikogo, bo kocham męża i mimo, że osoby flirtujące ze mną miały coś w sobie, nie zastanawiałam się nad tym. Nie rozkminiałam. Nie prowadziłam rozwlekłych analiz. Nie pisałam na forach. Nie czułam się tak, jak czuję się teraz. Więc nie rób ze mnie tandenciary, która leci na każde miłe słówko, ok?

Dlatego tak mnie dobija ta sytuacja. Bo ja myślę o tym kolesiu. Marzę. O nim, o tym konkretnym mężczyźnie. I nie dlatego, że zrobił to czy tamto, ale że po prostu jest, że się pojawił. hmm

56

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
Anna Eliza napisał/a:

(...) Mam takie myśli, że... Co jeśli to z R. może mnie połączyć coś wyjątkowego, szczególnego? Co jeśli to ostatnie takie moje zauroczenie? Dlaczego stał mi się tak bliski, właściwie od razu? (zanim powiedział, że jestem piękna i zanim przekroczył moją strefę intymną - uprzedzając złośliwości co niektórych). (...)

"Rycząca czterdziestka".


Na emocje, uczucia nie mamy wpływu, ale mamy na to, co myślimy i o czym marzymy.

57 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2020-11-08 15:52:05)

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

I właśnie zapewne dlatego problem jest poważny, bo to nie jest jakiś tam pierwszy lepszy..Widzisz w nim to "coś", czego inni nie widzą a właściwie Ty nie widzisz jego normalności i jego codziennej odsłony, upajasz się zewnętrzną powłoką, która jest nic nie warta..


A, że właśnie fascynacja kimś, bo PO PROSTU JEST( nie dlatego, że zrobił to czy tamto) wydaje mi się jakimś kosmosem, to nic na to nie poradzę..
Doceniam ludzi, za to jakimi są a nie za to,jak się prezentują.. Faktem jest, że poraziły Cię słowa i aura akurat TEGO gościa, lecz tylko słowa i aura, nic więcej..Zatem serwuje Ci tylko to opakowanie a Tobie wydaje się, że jest kimś wyjątkowym. Może komplement "jesteś piękna!" akurat z jego ust wydaje się zupełnie inny niż z innych..

Uwierz mi, że też miałem parę razy wrażenie, że spotykam takich "wyjątkowych" ludzi, którzy ujęli mnie swoją osobowością, urodą czy charakterem, ale po krótkim czasie to minęło, bo to jest właśnie to, co serwują innym a w środku są normalnymi, przeciętnymi ludźmi, zmagającymi się z wieloma problemami, przy których ta ich wspaniałość jakoś blednie..

58

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
Anna Eliza napisał/a:

Mam takie myśli, że... Co jeśli to z R. może mnie połączyć coś wyjątkowego, szczególnego? Co jeśli to ostatnie takie moje zauroczenie? Dlaczego stał mi się tak bliski, właściwie od razu? (zanim powiedział, że jestem piękna i zanim przekroczył moją strefę intymną - uprzedzając złośliwości co niektórych).  Dlatego darujcie sobie umoralnianie mnie na siłę.

Anno dalej uważasz, że nie bierzesz pod uwagę romansu? Że do niczego nie dojdzie między Wami. Chyba tylko jeżeli on nie będzie chciał.
Nikt Cię tu nie umoralnia. Każdy wypowiada własne zdanie. Po coś napisałaś ten post. Albo żeby posłuchać rad, krytyk, wypowiedzi. Rady nie są zapewne takie jakich byś oczekiwała. Pozdrawiam

59

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Zastanawiające jest, dlaczego zwykle osoby na miejscu Autorki tak gwałtownie reagują na krytykę ich zachowania..Może właśnie oczekiwały zupełnie innych "porad"...

60

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Przecież autorka napisała, że oczekuje "wsparcia", ale jakiego wsparcia można oczekiwać na forum, które pełne jest osób zdradzonych i myślących racjonalnie?

61

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
Capricornus napisał/a:

Przecież autorka napisała, że oczekuje "wsparcia", ale jakiego wsparcia można oczekiwać na forum, które pełne jest osób zdradzonych i myślących racjonalnie?

W punkt.
Ona raczej na wsparcie nie liczyła, bo kto zaczyna swoją historię od „zanim wylejecie na mnie wiadro pomyj”.
Zwykła prowokacja.

62

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(
bagienni_k napisał/a:

Zastanawiające jest, dlaczego zwykle osoby na miejscu Autorki tak gwałtownie reagują na krytykę ich zachowania..Może właśnie oczekiwały zupełnie innych "porad"...

Często dotąd okazywało się, że autorzy, którzy "odwracali kota ogonem" i zionęli jadem, byli prowokatorami i w kolejnych postach obrażali zabierających głos w dyskusji.

Autorka, zapewne, do nich nie należy. smile

63

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Autorko... czy przepracowaliscie te sprawe na boku meza?? Jakie byly powody, ile trwalo, czego mu bylo brak?? Dlatego zapewne skoro jemu sie to przytrafilo teraz jesli sie domysla to inaczej do tego podchodzi.... Nie bede Ci mowic zeby zamiast myslec o tamtym bys skupila sie na rodzinie, teraz covid i duzo czasu pewnie spedzacie razem i tak, kwestia jak spedzacie (my jak za duzo to sie troche klocimy).... Z kolega utrzymuje dosc.. przyjacielski kontakt, duzo rozmawialismy i jasno mu powiedzialam ze nic z tego nie bedzie, i tyle... niestety ma duzo cech ktore lubie u faceta, srednio jest w moim typie nawet ale ma to slawne cos, dalej online rozmawiamy, on czeka na moja decyzje, ktora ja juz podjelam, rozmawiamy duzo na inne tematy, radze sie go w technicznych kwestiach - nie umiem tak zerwac kontaktu... Pozatym nie jestem jego 1 na boku no i zapewne nie ostatnia... smile, on moze zerwac i ja bym to uszanowala.. tyle, po kilku latach odczuwam lekkie poluzowanie emocji, moze juz tak zostanie?? smile
Nie karm tego uczucia, Ty tez jestes dla R. odskocznia i wiesz o tym... badz rozwazna smile

64

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

"Mam takie myśli, że... Co jeśli to z R. może mnie połączyć coś wyjątkowego, szczególnego? Co jeśli to ostatnie takie moje zauroczenie? Dlaczego stał mi się tak bliski, właściwie od razu? (zanim powiedział, że jestem piękna i zanim przekroczył moją strefę intymną - uprzedzając złośliwości co niektórych). Moja pierwsza rozmowa z R. była zwyczajna, a mnie jakby piorun strzelił. W głowie mi kołatało, że coś nas połączy. Nie pamiętam, żeby mi się kiedyś takie coś przydarzyło. Nie wierzę w miłości od pierwszego wejrzenia i tego typu rzeczy, a tu bach! Trochę mną wstrząsnęło. "

Widzę że jesteś na etapie "szczególnej wyjątkowości, magiczności " swojej relacji z R, każdy kto Ci przyklaśnie jest ok, każdy inny; świętobliwy i po prostu nie wie o co chodzi, zleciał z Melmak i nigdy nie targały nim emocje,  jeszcze powiedz że to połówka twojego jabłka a będzie komplet.
       Chyba lubisz książki, może byś te swoje egzaltacje przelała na papier, za jakiś czas poczytasz, złapiesz inną perspektywę, czeka Cię jeszcze sporo czasu nim pozbędziesz się tych uniesień, nie chcę Cię też straszyć ale przy zdalnej pracy dopiero te Twoje fiksacje mogą nabrać rozpędu, masz taką wyobraźnię że powinnaś wiedzieć jakie możliwości tworzą social media, tu dopiero się zacznie a nie zakończy, oczywiście mając na uwadze Twoją gotowość do zmiany

65

Odp: Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Wybaczcie, że nie będę leciała po nickach, ale mniej więcej odpowiem każdemu.

To zauroczenie mojego męża było ok. 6 lat temu. Według niego działo się jedynie w mojej głowie, ale ja wiem swoje. Widziałam co się działo, zdecydowanie było coś na rzeczy. O mało się przez to nie rozstaliśmy. Daliśmy jednak radę. Założyliśmy rodzinę, wzięliśmy ślub. Ona też niedawno założyła rodzinę.

Wiedziałam, że mój wpis wyleje niejedno wiadro pomyj. Chodziło mi o wygadanie się, nie umoralnianie i pokazywanie jaki to świat jest prosty i czarny, albo biały, bo tak nie jest. Każdy z nas ma zasady i moralność, rozsądek i racjonalność. Czasem wszystko jednak wysiada w obliczu chemii, z jaką mamy do czynienia. Włącza się wtedy coś zupełnie przeciwnego. Kto tego nie przeżył, nie zrozumie. A kto przeżył i próbuje uchronić innych od popełniania błędów - to też raczej tak nie działa, prawda?

Trochę duszę w sobie te emocje do R. Powiedziałam jedynie mojej przyjaciółce, ale nie analizowałyśmy tego tak głęboko, jakbym chciała i stąd mój wpis tutaj. Oczywiście, liczę się z konsekwencjami. Parę osób na forum napisało słuszne uwagi, nad którymi na pewno się pochylę. I za nie dziękuję.

Wyzywanie od "ryczących czterdziestek" i tego typu przytyki - nie działają na mnie, a obnażają jedynie kompleksy piszących. Poza tym, do 40stki jeszcze dwa lata wink

Tak, czytam dużo książek, lubię dobre filmy, sama też pisuję i mam nadzieję, że kiedyś uda mi się skończyć książkę, którą noszę w sercu oraz w głowie.

Historia R. mnie nakręca do pisania, tworzenia. Dała mi natchnienie - temu nie mogę zaprzeczyć. Czy to kolejny powód, dla którego ją podsycam w sobie? Być może.

Kolejny lockdown być może sprawi, że bardziej się zafiksuję na jego punkcie, ale może też sprawić, że dam sobie święty spokój z tą dziwną relacją. Bo wiecie, tak naprawdę to niczego konkretnego nie ma między nami. Są zbyt długie spojrzenia, rozmowy, które nie powinny się przeciągać etc. Ostatnio jedna z koleżanek zwróciła mu żartobliwie uwagę, że chyba nie ma zamiaru dziś pracować, a jedynie toczyć ze mną dyskusje. On, zaczerwienił się, spojrzał na mnie i powiedział, nie spuszczając ze mnie wzroku: "Nie miałbym nic przeciwko temu, żebyśmy tak rozmawiali cały czas, bez przerwy". Głupio mi wtedy trochę się zrobiło. Poczułam się niekomfortowo, a jednocześnie cudownie. Właśnie o to chodzi. O te sprzeczne, skrajne emocje.

Posty [ 1 do 65 z 225 ]

Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Zauroczyłam się kolegą z pracy. Nie umiem wybić go sobie z głowy... :(

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024