Zakładam, że w przypadku rozstania dogadalibyśmy się, jemu bardzo zależy na dzieciach, zakładam, że spokojnie ułożylibyśmy to sobie. Zresztą on się angażuje w jakieś dam odbieranie dzieci z treningów itp, więc jest też dla mnie to sporą pomocą i nadal by było.
Natomiast jak sobie pomyślę, że siadamy przed nimi i im to mówimy...oczywiscie na pewno najpierw musiałabym odwiedzić psychologa dziecięcego, żeby się dowiedzieć jak to zrobić, co powiedzieć itp.
Ale cały czas mi się wydaje, że to będzie dla nich trauma i zastanawiam się jak to wpłynie na ich dalsze życie, emocje itp.
Moi rodzice też się rozwiedli, ale ja miałam 18 lat a oni się mega kłócili, więc było mi chyba trochę wszystko jedno i bardziej mi zależało, żeby moja mama była wreszcie spokojna i szczęśliwa, niż żeby była z ojcem. Więc ja mam inną perspektywę. A chciałabym poznać perspektywę tych z Was, których rodzice rozstali się jak mieliście 8 - 10 lat lub perspektywę Was jako rodziców dzieci, po Waszym rozstaniu z partnerem.
Co do męża....on liczy, że wszystko się ułoży, bo przecież po pół rocznej terapii ozdrowiał....i nagle zapragnął seksu ze mną.... naprawdę terapeuta mistrz nam się trafił.... wg mnie on po prostu nie przyjmuje do wiadomości tego kim jest, okłamuje samego siebie.
Teraz sytuacja jest taka, że ostatnio na ten temat rozmawialiśmy 3 miesiące temu, jak znalazłam smsy do tych facetów, które on oczywiście zbagatelizował, twierdząc, że to tylko fantazje, które o niczym nie świadczą.... i że zostawia decyzję mnie - też wygodne, prawda? Ale już niczego więcej nie zaproponował, np powrotu na terapię, którą po pół roku przerwaliśmy, bo się polepszyło.... to jest dla mnie najlepszy dowód na to, że boi się prawdy. Zresztą tą terapię na samym początku ja wymyśliłam, nie on.