netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Jest źle - mam 36 lat i rozwód

17 440 odpowiedzi978 416 wyświetleńzałożony przez fluffy, 27.05.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Strony Poprzednia 1 … 6 7 8 9 10 … 269 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 456 do 520 z 17 441 ]

456

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Staram się, bardzo się staram... Dobranoc smile

457

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Fluffy, muszę to napisać.....

Mój mąż przejrzał sobie znów moje wpisy tutaj i wiesz co? Uznał, że to kolejny portal, gdzie faceci przedstawiają się inaczej niż w rzeczywistości są. Że to tylko ich gra, a tak na prawdę szukają tu kobiet, bo wiedzą, że kobiety chcą takich wrażliwców itd. Całkowicie nie wierzy w to, że facet może tak cierpieć z powodu odejścia żony i pisać jak PoprostuDaniel pisał, że oddałby wszystko by być z nów z zoną, nosiłby ją na rękach, zmienił w sobie to co złe. Uważa, że takich facetów nie ma, żaden by tak nie pisał. Co o tym sądzisz??

458

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Liwia napisał/a:

Fluffy, muszę to napisać.....

Mój mąż przejrzał sobie znów moje wpisy tutaj i wiesz co? Uznał, że to kolejny portal, gdzie faceci przedstawiają się inaczej niż w rzeczywistości są. Że to tylko ich gra, a tak na prawdę szukają tu kobiet, bo wiedzą, że kobiety chcą takich wrażliwców itd. Całkowicie nie wierzy w to, że facet może tak cierpieć z powodu odejścia żony i pisać jak PoprostuDaniel pisał, że oddałby wszystko by być z nów z zoną, nosiłby ją na rękach, zmienił w sobie to co złe. Uważa, że takich facetów nie ma, żaden by tak nie pisał. Co o tym sądzisz??

Sądzę, że widocznie:

a. Jestem nienormalny.
b. Nie jestem facetem.
c. Cierpię na rozdwojenie jaźni: tak naprawdę nie mam żony i nikogo nigdy nie kochałem.
d. Śnie od dwóch miesięcy i nie mogę się obudzić.

Nie mogę wymyślić na tą chwilę dalszych możliwości e, f, g... itd.

459

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Liwia napisał/a:

Fluffy, muszę to napisać.....

Mój mąż przejrzał sobie znów moje wpisy tutaj i wiesz co? Uznał, że to kolejny portal, gdzie faceci przedstawiają się inaczej niż w rzeczywistości są. Że to tylko ich gra, a tak na prawdę szukają tu kobiet, bo wiedzą, że kobiety chcą takich wrażliwców itd. Całkowicie nie wierzy w to, że facet może tak cierpieć z powodu odejścia żony i pisać jak PoprostuDaniel pisał, że oddałby wszystko by być z nów z zoną, nosiłby ją na rękach, zmienił w sobie to co złe. Uważa, że takich facetów nie ma, żaden by tak nie pisał. Co o tym sądzisz??

Szkoda ze Twoj maz tak mysli. Mezczyzna moze byc tak samo wrazliwy jak kobieta , mezczyzni tez maja uczucia, tez im zalezy i tez potrafia kochac. Milosc i cierpienie nie jest zarezerwowane tylko dla kobiety. Mezczyzni tez kochaja i chca byc kochani. Oczywiscie zdarzaj sie mezczyzni niewrazliwi ale kobiety tez.
Przejrzalem juz tutaj dziesiatki teamtow i przeczytalem setki stron , nie zauwazylem aby ktorys mezczyzna pisal tu aby poderwac jakas kobiete. To nie portal edarling wink I powiem to jeszcze raz , kocham moja żone , zrobie wszystko aby wrocila , czy wroci nie wiem, potrzebuje czasu a i moja milosc nie jest gwarantem bo do tego potrzeba dwojga. Zycze Ci aby maz uchylal CI nieba z milosci i przytulal Cie jakbys byla najwiekszym skarbem smile

Gdzies widzialem takie zartobliwe zdanie " jestes dla mnie tym czym kilo miedzi dla złomiarza" big_smile

460

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Chcialbym was jakos pocieszyc ale w sumie nie wiem jak...

Wczoraj spotkalem moja zone jak wychodzilem z  basenu. Usiadlem metr obok niej zeby ubrac buty i jej nie widzialem - taki bylem zamyslony a mysalem o NIEJ. Dopiero jak mnie stuknela sie ubudzilem. Wymienilismy kilka prostych zdan - ona szla z koleznka na wodny aerobik - ja bylem poprsotu poplywac  - i zapadla niezreczna cisza - tak bardzo cos chcialem powiedziec ze nie moglem wydusic slowa i walnelem tylko glupie "A tak co tam slychac?" Po czym zapadla jeszcze wieksza cisza - ja nerwowo ubieralem buty a one stwierdzily ze juz musza isc... co chyba nie bylo do konca prawda...

Wniosek z tego taki - albo wszyscy wyluzujemy i przestaniemy tak baaaaardzo chciec - albo nic z tego nie bedzie...
Zacznijcie zyc i cieszyc sie tym co robicie. Korzystajcie z wolnosci i sprawcie by wasze drugie polowki poczuly ze chca byc przy takich osobach.
Mazganiem sie nikogo sie nie przyciagnie...

461

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Fluffy, Poprostu Daniel smile ......bardzo dziękuję za odpowiedź. Mój mąż już nie pamięta, gdy jako nastolatek potrafił być wrażliwy jak Wy oboje. Teraz jest zupełnie inny.

Dziękuję Danielu za życzenia, chciałabym by się spełniły.

462

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Liwia napisał/a:

Fluffy, Poprostu Daniel smile ......bardzo dziękuję za odpowiedź. Mój mąż już nie pamięta, gdy jako nastolatek potrafił być wrażliwy jak Wy oboje. Teraz jest zupełnie inny.

Dziękuję Danielu za życzenia, chciałabym by się spełniły.

Tak pewnie jest ze nacodzien czesto zapominamy o uczuciu , towarzyszy nam latami kazdego dnia i z czasem myslac ze tak bedzie zawsze zostawiamy je samemu sobie. Wtedy wlasnie fajnie przypomniec sobie poczatki zwiazku nie po to zeby zaczac rozmyslac ze juz nie jet tak fajnie jak kiedys tylko zeby zaczerpnac jakis pomysl z tamtych szalonych lat. Moze udac sie w jakiejs miejsce gdzie sie czlowiek spotykal za mlodu ? Przytulic sie mocna i opowiedziec partnerowi jak wtedy bylo fajnie.
Sam chyba wroce pamiecia i zrobie cos "szalonego" jak juz zona wroci (bo wierze ze tak , nie dopuszczam narazie innych mysli).

463

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Danielu....u mnie to już zupełnie inna sprawa. Myślę, że być może mąż się wypalił, znudził związkiem, coś mu we mnie przeszkadzało, bo gdy ktoś kocha prawdziwie, a widzi, że związek się rozwala to coś z tym ROBI - idzie na kompromis, chce zawalczyć, szanuje drugą osobę, jest wsparciem, stara się......a tu nic.

464

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Przepraszam nie jestem zaglebiony w Twoja historie wiec nie wiedzialem ze to w tą stronę. Przepraszam za osobiste pytanie ale to dalej Twoj maz jestescie razem ?

465

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Liwia napisał/a:

bo gdy ktoś kocha prawdziwie, a widzi, że związek się rozwala to coś z tym ROBI - idzie na kompromis, chce zawalczyć, szanuje drugą osobę, jest wsparciem, stara się......a tu nic.

To może żona mnie nie kochała prawdziwie? Sama przyznała, że nic nie robiła jak się wszystko waliło w jej głowie. Albo ja za dużo myślę dzisiaj.

466 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-07-18 18:39:34)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Mąż się wyprowadził jakiś miesiąc temu. Trzy lata temu ja spakowałam mu rzeczy, potem po ok 1,5 roku wróciliśmy do siebie. I jak widać - znów historia się powtórzyła. Nic nie szkodzi Danielu, że pytasz.


Fluffy - nie wiem , co Twoja żona myślała, czy kochała prawdziwie, nie znam jej i ciężko powiedzieć. Kochać na pewno kochała, ale być może za mało tego uczucia w niej było, że spoczęła na laurach (pisze to z własnej perspektywy). Bywa, że człowiek nie ma sił do walki, ale przecież można porozmawiać, spróbować cokolwiek razem zdziałać, a nie poddawać się bez walki.

467

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Liwia napisał/a:

Mój mąż przejrzał sobie znów moje wpisy tutaj i wiesz co? Uznał, że to kolejny portal, gdzie faceci przedstawiają się inaczej niż w rzeczywistości są. Że to tylko ich gra, a tak na prawdę szukają tu kobiet, bo wiedzą, że kobiety chcą takich wrażliwców itd. Całkowicie nie wierzy w to, że facet może tak cierpieć z powodu odejścia żony i pisać jak PoprostuDaniel pisał, że oddałby wszystko by być z nów z zoną, nosiłby ją na rękach, zmienił w sobie to co złe. Uważa, że takich facetów nie ma, żaden by tak nie pisał.

Przepraszam Cię bardzo Liwia, ale w tym miejscu pozwolę sobie zacytować wypowiedź Dunkisa w jednym z wątków i zarazem ją potwierdzić:
"Twój mąż nie jest 100% mężczyzną i możesz mu to powiedzieć"
Na podstawie tej jego wypowiedzi zastanawia mnie fakt, w jaki sposób i jakimi kategoriami on Cię "poderwał" i tym samym czym sobie zasłużył, by zostać Twoim mężem. Jego wypowiedź w sposób jednoznaczny potwierdza regułę, że KKZB i MKZB na tym świecie są wyjątkami.
Bez urazy, ale skoro mężczyźni są z marsa a kobiety z venus, to on pochodzi chyba z planety melmack - jak nomen omen serialowy Alf.

To w takim razie - nie obrażając Daniela, Fluffiego i Nam podobnych facetów i ich partnerek - to ja chyba jestem desperat samobójca albo japoński kamikadze w walce o partnerkę - niech się wali niech się pali ja i tak ognisko pod wodą rozpalę i wygram tą batalię  Nie wiem.
Dorzucając dwa punkty do wyliczanki Fluffiego to:
e. zmieniliśmy orientację
f. jesteśmy kobietami w męskim ciele.

Reasumując to wszystko i Twojego męża wypowiedź, to albo coś z Nami jest faktycznie nie "teges" albo zamiast się ożenić z Naszymi wybrankami serca - wyszliśmy za mąż.Tylko bez urazy Panowie - skoro nawet wyszliśmy za mąż za nasze partnerki, to dlaczego One maja te wszystkie damskie atrybuty na swoim miejscu i z której strony by nie spojrzeć na temat ślubu - wszystko jest w najlepszym porządku? To ci zagadka! smile

468

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Z gory przepraszam jak kogos uraze , ale nie uwazam zeby ze mna bylo cos nie teges , wrecz momentami jestem pelem dumy (moze to zle slowo?), ciesze sie z tego ze potrafie tak kochac i tak mi zalezy , co z tego wyjdzie jeszcze nie wiadomo. Ale bardziej bym sie martwil i czul do siebie obrzydzenie gdybym nie czul teraz nic , gdybym sie nie przejmowal i byl obojetny na to co sie stalo u mnie.

Najwazniejsze to zrozumiec dlaczego tak stwierdzil maz Liwi, wydaje mi sie ze poprostu patrzy przez pryzmat swojego zwiazku, doswiadczen i uczuc. Nie rozumie jak mozna tak kochac bo tego nie doswiadcza.
Przepraszam Liwio

469 Ostatnio edytowany przez Liwia (2012-07-18 18:46:59)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Bags, przywracacie tu mi(i na pewno nie tylko mi) wiarę w męską wrażliwość, w prawdziwą miłość do kobiety,.......


Daniel, być może on nic nie czuje, a mówi co innego.....już nie wiem.


I mimo wszystko uważam Was za prawdziwych facetów-wiernych, normalnych, .......

470

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Liwia napisał/a:

Danielu....u mnie to już zupełnie inna sprawa. Myślę, że być może mąż się wypalił, znudził związkiem, coś mu we mnie przeszkadzało, bo gdy ktoś kocha prawdziwie, a widzi, że związek się rozwala to coś z tym ROBI - idzie na kompromis, chce zawalczyć, szanuje drugą osobę, jest wsparciem, stara się......a tu nic.

Liwia dokładnie tak samo myślę jak ty. I od 2 tygodni próbuję sobie to wytłumaczyc, jak można odejśc tak bez walki i zostawic rodzinę. MYślec tylko o sobie. I po co była ta przysięga małżeńska?

471

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Chyba oszaleję zaraz i mnie rozerwie! Przypadkowo zobaczyłem moją żonę po półtorej miesiąca, mijałem ją samochodem... Jestem w rozpaczy, wyglądała tak pięknie i dumnie. Nie widziała mnie, serce podskoczyło mi do gardła, łzy napłynęły do oczu... Ledwo dojechałem do domu. Nie przetrzymam tego, chyba będę jedyny wśród Was, który zejdzie na zawał za chwilę... Niech mi jakieś bóstwo da siłę, albo niech mnie ktoś zastrzeli sad

472

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Fluffy, nie zejdziesz na zawał. To się tylko tak wydaje, człowiek wiele może znieść, oj bardzo wiele.
Widziałeś ją promienną, więc i Ty zadbaj o siebie, może na początek jakieś tabletki uspakajające-ziołowe, a potem działaj i to dla SIEBIE, nie dla żony. Pokaż jej silnego faceta, pokaż go również sobie.

473

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Nie wybaczę sobie nigdy tego, że ją straciłem. I przy okazji straciłem sam siebie...

474

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Kumplu czytalem ze zona nie kazala Ci sie wyprowadzac wiec nie chciala zrywac kontaktu , mowila tez ze czuje sie przy Tobie bezpiecznie i nie chce zebyscie stali sie sobie obcy. A wiec sluchaj.

Zobacz jak ona na Ciebie podzialala kiedys ja zobaczyles piekna i usmiechnieta. Zrob to samo , nie unikaj za wszelka cene kontaktu , odwiedz zone , zaproponuj kawe, ubierz sie w jej ulubione ciuchy , jej ulubione perfumy i badz taki jaki byles kiedy byly te cudowne chwile. Gorzej nie bedzie.

475

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Poprostu Daniel napisał/a:

Kumplu czytalem ze zona nie kazala Ci sie wyprowadzac wiec nie chciala zrywac kontaktu , mowila tez ze czuje sie przy Tobie bezpiecznie i nie chce zebyscie stali sie sobie obcy.

Nie kazała się wyprowadzić, ale traktowała jak powietrze. Długo się nie da wytrzymać, wierz mi.

Poprostu Daniel napisał/a:

Zobacz jak ona na Ciebie podzialala kiedys ja zobaczyles piekna i usmiechnieta. Zrob to samo , nie unikaj za wszelka cene kontaktu , odwiedz zone , zaproponuj kawe, ubierz sie w jej ulubione ciuchy , jej ulubione perfumy i badz taki jaki byles kiedy byly te cudowne chwile. Gorzej nie bedzie.

Odwiedzin ona już nie chce, ani żadnych propozycji z mojej strony. Amen. Koniec historii. W tym właśnie problem, że nie zostało już żadne pole manewru, bo ją pewnie już zamęczyłem i ma tego dość. Też bym miał dość, gdybym to ja się wypalił. Jedyne wyjście to ratowanie samego siebie, co jest cholernie ciężkie. Przez ponad dwa miesiące nic kompletnie u niej nie drgnęło i pewnie jak kiedyś mi przejdzie moja trauma, to będę patrzył na siebie z politowaniem i pytał: co ja wyczyniałem?

Tylko, że we mnie wciąż trwa to cholerne i ślepe uczucie do niej, którego nie potrafię zabić. Robię co tylko mogę, żeby to w sobie stłamsić, ale wszyscy widzą jakie są rezultaty - żadne.

Bardzo bym chciał móc zrobić, to co proponujesz, ale jest to niewykonalne. Tylko w snach...

476 Ostatnio edytowany przez bags (2012-07-19 00:42:53)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Chyba oszaleję zaraz i mnie rozerwie! Przypadkowo zobaczyłem moją żonę po półtorej miesiąca, mijałem ją samochodem... Jestem w rozpaczy, wyglądała tak pięknie i dumnie. Nie widziała mnie, serce podskoczyło mi do gardła, łzy napłynęły do oczu... Ledwo dojechałem do domu. Nie przetrzymam tego, chyba będę jedyny wśród Was, który zejdzie na zawał za chwilę... Niech mi jakieś bóstwo da siłę, albo niech mnie ktoś zastrzeli sad

Kolego co Ty za bzdury wypisujesz. Jakie zejście? Jaki zawał? Może ona i wyglądała tak fantastycznie jak piszesz ale skąd możesz wiedzieć, co ona ma za rozpierduchę w środku? Równie dobrze ona może być w takiej formie jak Ty, tylko wygląd sobie fryzurą i makijażem poprawiła by mieć lepsze samopoczucie.
Nie tak dawno u mnie w wątku pisałeś "Przeczytałem Twój wątek i jedynie co mogę Ci na pocieszenie powiedzieć to: nie wiem co to są toksyczni teściowie. Z żoną mieszkaliśmy z dala od jej matki i moich rodziców, którzy nigdy do niczego się nie wtrącali."
Czym Ty chcesz jej zaimponować? Pokazać jej silnego, niezłamanego faceta tą trudną sytuacją? takim opisem jak wyżej napisałeś?
Zrozum jedno: wychowywana była tylko przez matkę, w niepełnej rodzinie - tak wnioskuję z tego Twojego zdania. Miałeś i masz tak samo trudne, potwornie trudne zadanie jak ja. Stając się jej mężem musiałeś - mówiąc brutalnie w trybie ekspresowo przyspieszonym - wypełnić jej lukę oparcia i miłości po ojcu i jeszcze dawać oparcie, poczucie bezpieczeństwa i miłości jako obecny mąż. Wyssała z Ciebie całą energię życia i zostawiła, bo osłabłeś, opadłeś z sił.

Ty nawet w połowie nie masz tak samo jak ja. Przepaść jaka Nasz dzieli to pojęcie toksycznego trójkąta w związku.
Moja też była wychowywana przez matkę, co prawda przez połowę swojego żywota miała ojczyma, który traktował ją jak powietrze, bo toksyczna matka trzyma go na dystans od niej.
Przez dwa lata naszej znajomości ja byłem "katowany" codziennie jej okazywaniem miłości nie jak z przysłowiowego kubła wody a z cysterny jak nie silosa. Byłem "katowany", bo musiała gdzieś dać ujście tej nieokazanej miłości ojcu i padło na mnie.
Do takiej jej miłości dorzuć patologiczne szantażowanie emocjonalne i manipulacje matki, które dopadły w pewnym stopniu i mnie. Jak Ci się widzi w takiej sytuacji takie naturalne pojęcie miłości partnerskiej? Zgodzisz się chyba ze mną że jest to mocno skiereszowane podejście do tego pojęcia jak nie porównując samochód przy prędkości 200km/h po dzwonie z drzewem.
Po ślubie zrównały mnie z fugą między kafelkami, zniszczyły i zdemolowały moje poczucie wartości i psychikę prawie doszczętnie a ja dalej idę jak terminator taranem do przodu w walce o żonę i małżeństwo. Mógłbym się nawet pokusić o stwierdzenie, które napisałem w wątku że zostałem zdradzony przez żonę z... jej matką.
Demolka, zdrada, karalne wieloma paragrafami pomówienie o psychicznie chorą osobowość a tu facet się nie poddaje i dalej walczy z nadzieją na sukces.
Podołał byś w tym wypadku roli ojca w połączeniu z rolą chłopaka, narzeczonego i męża???

Nie obraź się ale... Skoro Ty się załamałeś przedzawałowo jak ją ostatnio zobaczyłeś, to zamiast mnie w tym momencie pisania tego postu przed laptopem powinien siedzieć duch. O ile nie od momentu założenia profilu na tym portalu. A jednak siedzi facet z krwi i kości.

EDIT

fluffy napisał/a:
Poprostu Daniel napisał/a:

Kumplu czytalem ze zona nie kazala Ci sie wyprowadzac wiec nie chciala zrywac kontaktu , mowila tez ze czuje sie przy Tobie bezpiecznie i nie chce zebyscie stali sie sobie obcy.
Zobacz jak ona na Ciebie podzialala kiedys ja zobaczyles piekna i usmiechnieta. Zrob to samo , nie unikaj za wszelka cene kontaktu , odwiedz zone , zaproponuj kawe, ubierz sie w jej ulubione ciuchy , jej ulubione perfumy i badz taki jaki byles kiedy byly te cudowne chwile. Gorzej nie bedzie.

Odwiedzin ona już nie chce, ani żadnych propozycji z mojej strony. Amen. Koniec historii. W tym właśnie problem, że nie zostało już żadne pole manewru, bo ją pewnie już zamęczyłem i ma tego dość. Też bym miał dość, gdybym to ja się wypalił. Jedyne wyjście to ratowanie samego siebie, co jest cholernie ciężkie. Przez ponad dwa miesiące nic kompletnie u niej nie drgnęło i pewnie jak kiedyś mi przejdzie moja trauma, to będę patrzył na siebie z politowaniem i pytał: co ja wyczyniałem?

Tylko, że we mnie wciąż trwa to cholerne i ślepe uczucie do niej, którego nie potrafię zabić. Robię co tylko mogę, żeby to w sobie stłamsić, ale wszyscy widzą jakie są rezultaty - żadne.

Bardzo bym chciał móc zrobić, to co proponujesz, ale jest to niewykonalne. Tylko w snach...

Zbierz się w garść chłopie i próbuj szczęścia za jakiś czas. Posłuchaj Liwii i Daniela i do dzieła nad SOBĄ!!!
Skąd możesz tak na 100% wiedzieć że to teraz czy za jakieś parę miesięcy będzie niewykonalne czy niemożliwe???
Próbowałeś metodą małych kroczków czy też kamyczkami jak piszę u siebie?
Ona potrzebuje silnego, 2 krotnie silnego faceta, który zastąpi jej ojca i będzie przy niej jako mąż jak Ci pisałem wyżej.

477

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Bags ma rację - trzeba się wziąć się w garść. Wierzę, że to potrafisz. I wierzę, że już niedługo znajdziesz na to sposób. I tylko Ty jeszcze musisz w to uwierzyć :-)

478

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

bags - wiem, że piszesz to wszystko patrząc ze swojej perspektywy, przez pryzmat swoich przeżyć. Wiem, że są one dla Ciebie bardzo bolesne i faktycznie patrząc na nie na chłodno wniosek nasuwa się jeden: masz bardziej przerąbane, niż ja. Tylko tak naprawdę bólu nie da się zmierzyć i nie możemy go w żaden sposób porównać.

Wierz mi, że ta cała moja sytuacja nie ma nic wspólnego z tym, w jakim domu dorastała - zresztą nie chcę tego opisywać tutaj. Nie pełniłem roli ojca - tylko i wyłącznie rolę partnera, ani ona ze mnie nie wyssała żadnej energii. Energię, której mi teraz brakuje wkładałem w ten związek dobrowolnie i z radością widząc, że czuje się przy mnie jak prawdziwa, szczęśliwa kobieta. I przez większy okres czasu trwania tego związku tak było. Ja czułem, że jestem jednak coś wart, a ona rozkwitała i była dla mnie coraz piękniejsza z każdym dniem - ze szczególnym uwzględnieniem pierwszych dwóch lat po ślubie.

Co się stało potem? Nie wiem, Bóg mi świadkiem. Albo sam siebie w środku oszukuje i wiem, tylko nie chcę tego powiedzieć na głos przed samym sobą. Dlatego to tak bardzo boli i tak bardzo siebie obwiniam za to wszystko, choć podobno wina jest zawsze po obu stronach. Ją obwiniam tylko za to, że nadała mi status porzuconego i niechcianego. A rozum podpowiada cały czas - to tylko jej wina, przecież mnie zostawiła.

Wszyscy mi powtarzają, żebym w końcu odpuścił, że widocznie to nie była prawdziwa miłość i nie jest warta takiego cierpienia. Tylko cały czas nie mogę tego zrobić i budzę się każdego ranka bez niej u boku i mam poczucie, że czas się zatrzymał, a moje życie się skończyło. Tak, wiem, że teraz została praca nad sobą, pokochanie siebie na nowo i skupianie się na swoich potrzebach. Tylko co z tego i jak się za to zabrać, skoro związek przecież tego nie wykluczał.

479

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
owcake napisał/a:

Bags ma rację - trzeba się wziąć się w garść. Wierzę, że to potrafisz. I wierzę, że już niedługo znajdziesz na to sposób. I tylko Ty jeszcze musisz w to uwierzyć :-)

Właśnie tego sposobu poszukuję. Wiary też...

480

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Witaj fluffy - nie chcę się w żaden sposób wymądrzać, ale przeczytałam Twoją historię i wydaje mi się, że jednak to yło błędem wyprowadzanie się z domu ... Gdybyście nadal mieszkali ze sobą, trudno byłoby przedstawić - udowodnić - przed sądem brak pożycia małżeńskiego.
Oczywiście wiem, że każdy mocno kochający - KZB - ma też swoją dumę i swój honor i kochając, chce otrzymać w zamian to samo, a nie litość i zapewnienie bezpieczeństwa zupełnie aktualnie obcej sobie osobie. Nie wiem jeszcze co przyniesie ze sobą mój los, ale prawda jest taka, że nawet jak będzie bardzo źle, nie wyprowadzę się, bo tu jest też mój dom i moje miejsce pracy.

Wiem tylko jedno - do miłości nie zmusisz - i jeśli ona naprawdę tego nie chce to jej nie przekonasz ...

Pozdrawiam cieplutko

481 Ostatnio edytowany przez myoxix (2012-07-19 19:17:42)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Wszyscy mi powtarzają, żebym w końcu odpuścił, że widocznie to nie była prawdziwa miłość i nie jest warta takiego cierpienia. Tylko cały czas nie mogę tego zrobić i budzę się każdego ranka bez niej u boku i mam poczucie, że czas się zatrzymał, a moje życie się skończyło. Tak, wiem, że teraz została praca nad sobą, pokochanie siebie na nowo i skupianie się na swoich potrzebach. Tylko co z tego i jak się za to zabrać, skoro związek przecież tego nie wykluczał.

Dzisiaj to ja  podepnę się pod Twój nastrój, jeśli nie masz nic przeciwko. Nawet  w klawiaturę mi się nie chce stukać. No bo jak się skupić na sobie i swoich potrzebach, kiedy się potrzebuje tylko tej jednej osoby i niczego więcej? Wydaje się, że do szczęścia nie potrzeba nic poza bliskością tej osoby, nic innego tego może zastąpić choćby w ułamku...

fluffy napisał/a:

Jedyne wyjście to ratowanie samego siebie, co jest cholernie ciężkie. Przez ponad dwa miesiące nic kompletnie u niej nie drgnęło i pewnie jak kiedyś mi przejdzie moja trauma, to będę patrzył na siebie z politowaniem i pytał: co ja wyczyniałem?

Też mam taką nadzieję, że za jakiś czas będzie mi wstyd czytając mój wątek na forum, że będę się zastanawiać jak ja mogłam takie beznadziejnie dramatyczne teksty wypisywać i mam nadzieję, że na tą chwilę nie trzeba będzie czekać całą wieczność.

fluffy napisał/a:

Nie kazała się wyprowadzić, ale traktowała jak powietrze. Długo się nie da wytrzymać, wierz mi.

Rozumiem, dlaczego wyprowadziłeś się z domu. Codzienne patrzenie, jak osoba którą kochasz  zachowuje się wobec ciebie chłodno i obojętnie, traktuje cię jak obcą osobę byłoby jak niekończąca się męczarnia.

fluffy napisał/a:

Nhyba oszaleję zaraz i mnie rozerwie! Przypadkowo zobaczyłem moją żonę po półtorej miesiąca, mijałem ją samochodem... Jestem w rozpaczy, wyglądała tak pięknie i dumnie. Nie widziała mnie, serce podskoczyło mi do gardła, łzy napłynęły do oczu... Ledwo dojechałem do domu. Nie przetrzymam tego, chyba będę jedyny wśród Was, który zejdzie na zawał za chwilę... Niech mi jakieś bóstwo da siłę, albo niech mnie ktoś zastrzeli sad

Też mam takie odczucia, że wszyscy oprócz mnie z tego wyjdą, a ja jedna zwariuję, oszaleję, do końca życia będę tęsknić, rozpamiętywać, karmić się nadzieją... Może naprawdę najlepszym wyjściem jest całkowity brak kontaktu i unikanie jakichkolwiek przypadkowych spotkań, bo  to jak ciągłe  rozdrapywanie świeżej rany, przeżywanie wciąż od nowa tego samego.  Też mi się wydaje, że tego nie wytrzymam, że ból rozerwie mnie od środka... Ale gdzieś tam głęboko w środku coś mi mówi, że przecież tak nie może być do końca życia, że wspomnienia powolutku zaczną blednąć, zanikać i w końcu kiedyś całkiem miną. Musimy przez to przejść i wyjdziemy w końcu na prostą, bo przecież  innego wyjścia nie ma. Teraz jest tak źle, że gorzej już nie będzie, więc potem może być tylko lepiej. Tylko szkoda, że nie ma jakiegoś lekarstwa, żeby to przyspieszyć. Pozdrawiam i trzymaj się.

482

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
myoxix napisał/a:

(...)jak się skupić na sobie i swoich potrzebach, kiedy się potrzebuje tylko tej jednej osoby i niczego więcej? Wydaje się, że do szczęścia nie potrzeba nic poza bliskością tej osoby, nic innego tego może zastąpić choćby w ułamku... (...)

To są typowe objawy odstawienne.

483

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
myoxix napisał/a:

Też mam takie odczucia, że wszyscy oprócz mnie z tego wyjdą, a ja jedna zwariuję, oszaleję, do końca życia będę tęsknić, rozpamiętywać, karmić się nadzieją... Może naprawdę najlepszym wyjściem jest całkowity brak kontaktu i unikanie jakichkolwiek przypadkowych spotkań, bo  to jak ciągłe  rozdrapywanie świeżej rany, przeżywanie wciąż od nowa tego samego.  Też mi się wydaje, że tego nie wytrzymam, że ból rozerwie mnie od środka... Ale gdzieś tam głęboko w środku coś mi mówi, że przecież tak nie może być do końca życia, że wspomnienia powolutku zaczną blednąć, zanikać i w końcu kiedyś całkiem miną. Musimy przez to przejść i wyjdziemy w końcu na prostą, bo przecież  innego wyjścia nie ma. Teraz jest tak źle, że gorzej już nie będzie, więc potem może być tylko lepiej. Tylko szkoda, że nie ma jakiegoś lekarstwa, że by to przyspieszyć. Pozdrawiam i trzymaj się.

Nic dodać, nic ująć. Marzę o takim lekarstwie.

Zaklepałem na jutro wizytę u psychologa, bo już nie wyrabiam z tym samemu. Obym dowiedział się czegoś, o czym nie wiem. Czegoś, co mi rozjaśni otępiały umysł.

484

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Wielokropek napisał/a:

To są typowe objawy odstawienne.

Wiem, Wielokropku:) Tyle, że osoby porzucone nie podejmują decyzji o zerwaniu z nałogiem, to nie jest ich świadomy wybór -  to obiekt uzależnienia odchodzi od nich i przez to staje się nieosiągalny i to najczęściej w momencie, kiedy jest najbardziej potrzebny, kiedy się tego najmniej spodziewamy...

485

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Fluffy brawo :-) Trzymam kciuki żeby okazał się dobrym psychologiem, z którym szybko złapiesz dobry kontakt.

486

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
owcake napisał/a:

Fluffy brawo :-) Trzymam kciuki żeby okazał się dobrym psychologiem, z którym szybko złapiesz dobry kontakt.

Ja też. Przez telefon słyszałem ciepłą osobę (bo to kobieta) z miłym głosem i mam nadzieję, że się nie zawiodę. To będzie mój pierwszy raz. Wcześniej dawałem sobie radę po traumatycznych przeżyciach, ale to co się teraz dzieje mnie przerasta.

487

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Dobrze, że się umówiłeś. Nie oczekuj tylko gotowych recept na szczęście. Odpowiedzi masz w swojej głowie, a psycholog ma Ci tylko pomóc je wyciągnąć :-)

488

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

I po wizycie. Trwało to prawie 2 godziny, bo się tak rozgadałem sam od siebie. A myślałem, że będę odpowiadał tylko na pytania. Na jednej wizycie się nie skończy - za tydzień kolejna. Myślę, że psycholog mi się trafił dobry, chociaż nie mam punktu odniesienia. Polepszyło mi się samopoczucie - mam nadzieję, że na dzisiejszy dzień go wystarczy. No i cieszę się, że poszedłem. Podobno rozwody to straszna plaga w tym roku.

489

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

I po wizycie. Trwało to prawie 2 godziny, bo się tak rozgadałem sam od siebie. A myślałem, że będę odpowiadał tylko na pytania. Na jednej wizycie się nie skończy - za tydzień kolejna. Myślę, że psycholog mi się trafił dobry, chociaż nie mam punktu odniesienia. Polepszyło mi się samopoczucie - mam nadzieję, że na dzisiejszy dzień go wystarczy. No i cieszę się, że poszedłem. Podobno rozwody to straszna plaga w tym roku.

Ja też się cieszę, że poszedłeś i że polepszyło Ci się. Tak trzymać :-)

490

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

I po wizycie. Trwało to prawie 2 godziny, bo się tak rozgadałem sam od siebie. A myślałem, że będę odpowiadał tylko na pytania. Na jednej wizycie się nie skończy - za tydzień kolejna. Myślę, że psycholog mi się trafił dobry, chociaż nie mam punktu odniesienia. Polepszyło mi się samopoczucie - mam nadzieję, że na dzisiejszy dzień go wystarczy. No i cieszę się, że poszedłem. Podobno rozwody to straszna plaga w tym roku.

Brawo fluffy smile brawo smile
Też się dziś zarejestrowałam do psychologa, uwaga, termin na koniec października (prywatnie mnie nie stać, a na fundusz tyle trzeba czekać) Jednak miła pani w rejestracji poleciła mi, abym przyszła do pani psycholog w poniedziałek, może uda się jakoś przyspieszyć wizytę. Zobaczymy.

Ale... nagle dziś (po 6 dniach milczenia i 2 tygodniach nie widzenia) pojawia się u mnie w pracy mój mąż.
Cieszyłam się i zarazem płakałam w środku.
Kontynuacja rozmowy nie była zbyt miła, bo usłyszeć w pracy takie słowa: NAS JUŻ NIE MA
Nie jest miłe.
Dał mi wyraźnie do zrozumienia, że to koniec.
Ale ja będę WALCZYĆ!!! Do utraty tchu...

491

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Tzn po co przyszedł do Ciebie do pracy? Żeby Ci to włąsnie powiedzieć? Czy to co powiedzaił wyszło po jakiejś wymianie zdań?

492

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
monaliza34 napisał/a:

Tzn po co przyszedł do Ciebie do pracy? Żeby Ci to włąsnie powiedzieć? Czy to co powiedzaił wyszło po jakiejś wymianie zdań?

Tego nie wie nikt po co przyszedł?
To ze mi powiedział, że nas już nie ma wyszło w rozmowie, zdeklarował się też dziś, że w końcu po 2 miesiącach od jego odejścia musimy kiedyś w końcu usiąść i coś ustalić.
Dziwne to było...
Podejrzewam, że chciał pokazać jaki jest wyluzowany i dodatkowo sprawdzić co u mnie, bo zamilkłam na 6 dni (a pozostałe 1 1/2 miesiąca zalewałam go sms-ami).

Kiedy całkowicie odpuściłam - on "przyszedł" pierwszy, ale co z tego skoro zakomunikował mi takie wieści?

Gdzieś w głębi duszy wierzę, że będziemy jeszcze bardzo szczęśliwi smile Tylko ta myśl trzyma mnie przy życiu.

493

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasikakasika napisał/a:
monaliza34 napisał/a:

Tzn po co przyszedł do Ciebie do pracy? Żeby Ci to włąsnie powiedzieć? Czy to co powiedzaił wyszło po jakiejś wymianie zdań?

Tego nie wie nikt po co przyszedł?
To ze mi powiedział, że nas już nie ma wyszło w rozmowie, zdeklarował się też dziś, że w końcu po 2 miesiącach od jego odejścia musimy kiedyś w końcu usiąść i coś ustalić.
Dziwne to było...
Podejrzewam, że chciał pokazać jaki jest wyluzowany i dodatkowo sprawdzić co u mnie, bo zamilkłam na 6 dni (a pozostałe 1 1/2 miesiąca zalewałam go sms-ami).

Kiedy całkowicie odpuściłam - on "przyszedł" pierwszy, ale co z tego skoro zakomunikował mi takie wieści?

Gdzieś w głębi duszy wierzę, że będziemy jeszcze bardzo szczęśliwi smile Tylko ta myśl trzyma mnie przy życiu.

Nie poddawaj się, umówcie się na rozmowę i jeszcze raz spróbujcie szczerze porozmawiać.

494

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasikakasika napisał/a:
monaliza34 napisał/a:

Tzn po co przyszedł do Ciebie do pracy? Żeby Ci to włąsnie powiedzieć? Czy to co powiedzaił wyszło po jakiejś wymianie zdań?

Tego nie wie nikt po co przyszedł?
To ze mi powiedział, że nas już nie ma wyszło w rozmowie, zdeklarował się też dziś, że w końcu po 2 miesiącach od jego odejścia musimy kiedyś w końcu usiąść i coś ustalić.
Dziwne to było...
Podejrzewam, że chciał pokazać jaki jest wyluzowany i dodatkowo sprawdzić co u mnie, bo zamilkłam na 6 dni (a pozostałe 1 1/2 miesiąca zalewałam go sms-ami).

Kiedy całkowicie odpuściłam - on "przyszedł" pierwszy, ale co z tego skoro zakomunikował mi takie wieści?

Gdzieś w głębi duszy wierzę, że będziemy jeszcze bardzo szczęśliwi smile Tylko ta myśl trzyma mnie przy życiu.

mój mąż też odwiedził mnie w pracy co za zbieg okolicznosci. dokładnie po 5 dniach braku widzenia się. wpadł na kawę- tak powiedział... powinnam była go wygonic, ale jakos nie umialam. pogadaliśmy jak normalni ludzie, trochę było na temat naszego rozstania, trochę o dziecku. jakos było mi lżej, ale potem serce dalej mi pękało...

aaaaaaaaaaaaaa i ja też zapisałam się do psychologa big_smile pierwsza wizyta- 30 lipiec. na NFZ - to centrum pomocy rodzinie. Więc mam nadzieję, że mi pomoże

495

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
anaterka napisał/a:

mój mąż też odwiedził mnie w pracy co za zbieg okolicznosci. dokładnie po 5 dniach braku widzenia się. wpadł na kawę- tak powiedział... powinnam była go wygonic, ale jakos nie umialam. pogadaliśmy jak normalni ludzie, trochę było na temat naszego rozstania, trochę o dziecku. jakos było mi lżej, ale potem serce dalej mi pękało...

aaaaaaaaaaaaaa i ja też zapisałam się do psychologa big_smile pierwsza wizyta- 30 lipiec. na NFZ - to centrum pomocy rodzinie. Więc mam nadzieję, że mi pomoże

Jego pierwsze słowa też były takie, że wpadł na kawę, jednak moja praca nie pozwala mi na przyjmowanie gości, on o tym wie jednak to go wyprowadziło z równowagi. Po czym namawiał mnie na zmianę pracy. Moja reakcja była taka, że gdyby nie ta praca, to ja i moje dziecko nie mielibyśmy co jeść.... i to był ogień zapalny do reszty rozmowy! Może byłoby miło? Sama już nie wiem?

496

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

I co tam fluffy u Ciebie ? Jak samopoczucie po rozmowie z "psycholożką" smile? Ja dzis mam gorszy dzien , caly prawie przelezalem w lozku , niedawno sie wygrzebalem smile Od czwartkowej rozmowy zona sie nie odezwala wiem ze to 2 dni dopiero ale zaraz pojawily mi sie czarne mysli i lipa sad

497

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Atmosfera uniesienia po teoriach psychologicznych już opadła. Ja podniosłem się ze snu dzisiaj o 13:00 i nic sensownego przez cały dzień nie zrobiłem. Wieczór też nieciekawie. Jestem na dnie studni, z której nie mogę się wydostać... Po prostu beznadziejny przypadek.

498

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Fluffy - nie ma beznadziejnych przypadków. Trzeba tylko dobrze dobrać lekarstwo i lekarza :-)

499

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Tylko tak naprawdę ja jestem tym lekarzem, bo nikt inny tego za mnie nie zrobi. Dlatego napisałem, że to beznadziejny przypadek.

500

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Ja tam wierzę w Twoje możliwości. Chyba bardziej niż Ty sam :-)

501

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Danielu-masz 24 lata i już takie problemy? Szok jak dla mnie.

Fluffy, jesteś silnym mężczyzną i przetrwasz to wszystko, jestem tego pewna.

502

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Co , za mlody jestem ? smile

503

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Za młody na takie życiowe zakręty.

504

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

bags - wiem, że piszesz to wszystko patrząc ze swojej perspektywy, przez pryzmat swoich przeżyć. Wiem, że są one dla Ciebie bardzo bolesne i faktycznie patrząc na nie na chłodno wniosek nasuwa się jeden: masz bardziej przerąbane, niż ja. Tylko tak naprawdę bólu nie da się zmierzyć i nie możemy go w żaden sposób porównać.

Wierz mi, że ta cała moja sytuacja nie ma nic wspólnego z tym, w jakim domu dorastała - zresztą nie chcę tego opisywać tutaj. Nie pełniłem roli ojca - tylko i wyłącznie rolę partnera, ani ona ze mnie nie wyssała żadnej energii. Energię, której mi teraz brakuje wkładałem w ten związek dobrowolnie i z radością widząc, że czuje się przy mnie jak prawdziwa, szczęśliwa kobieta. I przez większy okres czasu trwania tego związku tak było. Ja czułem, że jestem jednak coś wart, a ona rozkwitała i była dla mnie coraz piękniejsza z każdym dniem - ze szczególnym uwzględnieniem pierwszych dwóch lat po ślubie.

Nie zrozumiałeś do końca mojej wypowiedzi. Tu nie patrzyłem na Twój związek przez pryzmat swojego małżeństwa. Zasugerowałem Ci byś spojrzał oczami partnerki - czyli z punktu Jej osoby i widzenia - na Ciebie i Wasz związek.
Tutaj nie jest miejsce byś pisał Jej życiorys. "Wytnij" ze swojego życia oparcie jakie miałeś w swoim ojcu i takim spojrzeniem - z Jej punktu widzenia - popatrz na siebie. Ty miałeś pełną rodzinę, Ona nie. Miałeś kogoś kogo Jej brakowało i resztę już się pewnie domyślasz co miałem na myśli w tamtym moim poście. Ten schemat w Naszym przypadku się powiela.
Psycholog zapewne wskaże Tobie co jest nie tak z Tobą, jakieś nierozwiązane, niewybaczone do końca sprawy z przeszłości, które rzutują na Wasz związek z Twojej strony i wtedy dostrzeżesz dokładniej albo błędy partnerki, albo powody dla których tak a nie inaczej się zachowywała czy postąpiła. Nawet nie masz świadomości tego, że też tak może być, że wina jest też w Tobie, poza tymi błędami do których dotarłeś i wyłapałeś powierzchownie przez ten czas.

DANIEL
Głowa do góry. ja już mam dobre 40 dni ciszy z 2,5 m-ca separacji i też taka rozpierducha w głowie. Bezsilność i niemoc działania "non stop" w 4 oczy mnie też dobija. Ale teraz masz czas by się sobie, związkowi i partnerce dokładniej przyjrzeć. Pomyśl też może o sesji z psychologiem. Nie zaszkodzi a może pomóc.

A na takie życiowe zakręty to raczej wiek nie gra roli, bo jak przerobi to teraz i wyciągnie z tego właściwe wnioski, to za 10, 20 lat będzie mu łatwiej to przejść. W odwrotnym układzie to się chłop pochlasta jak mu jeszcze gromadka dzieci dojdzie w takiej sytuacji.

505 Ostatnio edytowany przez Nilos (2012-07-22 04:09:37)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Przyznam się, że czytałem tylko skrajne strony na wstępie.

Proszę Pana, jest Pan relatywnie młody jak na mężczyznę. Wnet pan wejdzie w drugą młodość. Proszę poszukać sobie zajęcia, jakieś pasji. Coś co Pan lubi. Spełniać marzenia. Na pewno coś bylo co pańskiej żonie nie odpowiadało, a Pan chcial spróbować.

Głowa do góry. Duże szanse, że dożyję Pan wnuków. Czas jeszcze dla Pana dopiero nastaję. Jest Pan w połowie życia, nie na końcu. Mężczyznom wolniej ucieka ten czas.

Może dodam jeszcze swój sposób na ból po pożegnaniu, bo też jestem taki wrażliwy chociaż Pańska skala rozstania jest niepomierna i strasznie ciężka. Skupia się Pan na idealizacji, sam Pan powiedzial projekcji. Nawet jeśli Pana Żona byla cudowna to proszę dla własnego dobra, bo teraz Pan dba tylko o siebie, skupiać się tylko na złych rzeczach, wspomnienach i myśleniu - ale mnie to irytowalo jej zachowanie, w sumie to więcej mnie już nie będzie. Cały czas negatywnie o tym całym małżeństwie i jakie szczęście Pana spotkało, że wróciła Panu wolność. Nawet na takim triwialnym przykładzie - jak dobrze, że odeszła teraz, a nie za kolejne 10 lat, mialbym prawie 50. Byłoby gorzej. Czas pokazać moc. Myśleć tak, aż zobojętnieje Pan. Wtedy wszystko się samo ustablizuje i będzie Pan widział dobre i złe strony małżeństwa, ale na chłodno wszystko i obiektywnie w miarę. Skupiać się na najdrobniejszych złych wspomnienach nawet typu nie domykała drzwi.

Nie ma opcji by cokolwiek Pana przez 10 lat nie zdenerwowalo. Pomyśleć i jak Pan chcę myśleć o małżeństwie to tylko o tym co Panu nie pasowalo. Żadnych słodkości. Sama czerń. Człowiek jak nie jest masohistą to nie chcę tego co było złe i go irytowało. Żadnych myśli - nikt nie jest idealny, każdy ma wady. Żadnych rogrzeszań. Wyłączne rozpamiętywanie złych rzeczy.

Proszę mnie nie zjeść za ten sposób, bo chcę tylko pomóc. Nie jest on idealny. Za to może być skuteczny. Wiem jest brutalny.

506

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

...ale bardzo pomocny smile
Mi takie podejście pomogło przeżyć...

507

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Nilos - na początek chciałem podziękować za Twoją opinię. I bez formy "Pan", proszę. Psycholog mi poradziła między innymi Twoje podejście - uświadomienie sobie, czy naprawdę kobieta, która robiła złe rzeczy w stosunku do mnie (które oczywiście wymieniłem) była mi tak naprawdę niezbędna do życia. A było tego trochę, tylko tak naprawdę ja to wszystko zaakceptowałem i brakuje mi tych wszystkich jej niedociągnięć typu niedomykanie drzwi + tysiąc innych rzeczy. Też miałem własne odpały, ale chodzi o to, żeby się nie zanudzić ze sobą na śmierć tylko wzajemnie nakręcać, najlepiej w trybie codziennym. Na tym właśnie polega też życie - gdyby było idealnie to bym sam uciekał od tego związku gdzie pieprz rośnie. U nas w pewnym momencie przestało to funkcjonować, jeden magnes przestał działać...

508

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Mam odpowiedź na moje wszystkie wątpliwości... Jednak to była inna kobieta!
Zdjęłam dziś obrączkę, przestaje walczyć!!!
S......n

509

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Przykro mi kaśka sad

510 Ostatnio edytowany przez fluffy (2012-07-23 00:13:28)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasikakasika napisał/a:

Mam odpowiedź na moje wszystkie wątpliwości... Jednak to była inna kobieta!
Zdjęłam dziś obrączkę, przestaje walczyć!!!
S......n

Tak bardzo mi przykro. Nie rób nic głupiego i musisz się trzymać, słyszysz? Ja też mam definitywny koniec, więc nie jesteś sama. Odzywaj się tutaj, żeby wszyscy wiedzieli, że radzisz sobie z tym. Czekamy...

511

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Dzięki, trzymam się, nawet mało łez uroniłam, tylko ten żal...
Będę tu z Wami...

512

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Dziwne...
Dzisiaj wysłał mi swoje zdjęcie, był z kolegą. Po co?
Potem przyjechał do mojego domu, wymusiłam rozmowę, przyznał się sad:( mówił naturalnie, więc jestem pewna, ze nie było to na zasadzie " odwal się ode mnie".
Nie umiem płakać, trzęsie mi się broda, cała dygoce... ale żadna łza mi nie leci sad:(

513

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Tyle mam w sobie ŻALU... Nie da się tego opisać, tamte dwa miesiące to było nic do tego co teraz czuje ;(;(;(

514

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasikakasika napisał/a:

Tyle mam w sobie ŻALU... Nie da się tego opisać, tamte dwa miesiące to było nic do tego co teraz czuje ;(;(;(

Kasika wiem, że boli jak diabli ale dasz radę! Szkoda Twojego zdrowia dla kogoś takiego. Trzymam kcuki!

515

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Musisz dać radę (i kto to mówi), nie ma innej opcji. Prawda, której się dowiedziałaś jest chyba najgorszą z możliwych. Wychodzi na to, że większość ludzi ma spaczone poczucie wartości w życiu i egoizm bierze górę. Zaczynam szczerze wątpić w jakikolwiek sens życia w związkach - po co to?

Czas, czas, czas - on tak naprawdę nie powoduje, że ból znika, tylko pozwala się z nim oswoić. Dla odmiany chyba ja zrobię dzisiaj coś głupiego, bo już brakuje mi wyobraźni, żeby to wszystko ogarnąć.

516

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasikakasika napisał/a:

Mam odpowiedź na moje wszystkie wątpliwości... Jednak to była inna kobieta!
Zdjęłam dziś obrączkę, przestaje walczyć!!!
S......n

przykro mi bardzo... a jednak.. mężowie nie zostawiają nas "od tak, bo przestali kochać", w 99% jest to inna kobieta.. przykro mi sad

a mój mąż pomimo, że nie kocha mnie, proponuje mi sex bez zobowiązań. dla zdrowotności. z podkreśleniem NIE KOCHAM CIE, to tylko żądza,  jestem mężczyzną i potrzebuję sexu, nie wytrzymam już dłużej bez. i powiedział, że nie chce tego, ale będzie musiał rozejrzeć się za kimś... czuję się zeszmacona do końca ;( jak nie dostanie tego ode mnie to pójdzie do innej... i jak ja mam walczyć o to małżeństwo? o co? nigdy nie dowiem się pewnie, czy już to zrobił, każdej nocy i każdego dnia będzie siedziało mi to w głowie.. ja już nie wytrzymuje tego... ból po rozstaniu, po usłyszeniu, że nic nie czuje, a teraz jeszcze to... Boże pomóż ;(

517

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Anaterka- tylko nie daj się na ten sex naciągnąć, bo stracisz cały szacunek do siebie. A on niech spada na drzewo-skoro Ciebie nie kocha to niech idzie do agencji towarzyskiej!!!!

518

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Liwia napisał/a:

Anaterka- tylko nie daj się na ten sex naciągnąć, bo stracisz cały szacunek do siebie. A on niech spada na drzewo-skoro Ciebie nie kocha to niech idzie do agencji towarzyskiej!!!!

a w życiu bym się nie zgodziła. czułabym się potem jak śmieć, to i tak nie zmieni jego uczuć, wyżyje się fizycznie i tyle. naprawdę serce by mi pękło potem..

boli mnie to, że on będzie "to" robił z inną.. jak to sobie wyobrażę to ściska mnie w środku.. wymiotować mi się chce.. powiedział mi wczoraj, że wytrzymał narazie 3 tygodnie bez tego i jest ciężko, że wytrzyma tyle ile się uda.. więc w każdej chwili pójdzie do innej. o ile nie poszedł. wszyscy mi mówią "kobieto on już cię nie kocha zrozum to, przyjmij do siebie, nie zmusisz go do miłości"
a ja poprostu nie umiem ;( nie wyobrażam sobie przyszłoścu i życia z synkiem bez męża..
a z drugiej strony to takie poniżające.. ta jego propozycja sexu.. a jak nie ja to będzie inna

519 Ostatnio edytowany przez owcake (2012-07-23 11:43:01)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Dla odmiany chyba ja zrobię dzisiaj coś głupiego, bo już brakuje mi wyobraźni, żeby to wszystko ogarnąć.

Co masz na myśli???

anaterka napisał/a:

a ja poprostu nie umiem ;( nie wyobrażam sobie przyszłoścu i życia z synkiem bez męża..

Teraz sobie jej nie wyobrażasz. Ale ona będzie. I to lepsza niż Ci się wydaje.

anaterka napisał/a:

a z drugiej strony to takie poniżające.. ta jego propozycja sexu.. a jak nie ja to będzie inna

I po takim tekście powinny ci opaść ostatnie klapki. Ile jeszcze jesteś w stanie wytrzymać poniżeń? W imię czego?

520

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Witam,
dziękuję Wam za słowa wsparcia, bądźmy silni, ale wszyscy!!!
Jeśli zbierzemy wspólnie nasze siły i przekażemy je każdemu z nas z osobna, ale w wersji skumulowanej, to jutro jesteśmy już innymi, SILNYMI ludźmi smile

Nie wiem sama co dziś czuję? Żal... żal... żal...
Jednak wydaje mi się, że to nie był przełom mojego związku, coś jeszcze się wydarzy.

Posty [ 456 do 520 z 17 441 ]

Strony Poprzednia 1 … 6 7 8 9 10 … 269 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026