netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Jest źle - mam 36 lat i rozwód

17 440 odpowiedzi978 409 wyświetleńzałożony przez fluffy, 27.05.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Strony Poprzednia 1 … 5 6 7 8 9 … 269 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 391 do 455 z 17 441 ]

391

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Nie wiem już co napisać. Padam z wycieńczenia całą tą sytuacją, która ciągnie się i ciągnie. Zawsze się mówi, ale ten czas szybko leci, a teraz każda sekunda wydaje się wiecznością. Nigdy wcześniej nawet przez myśl mi nie przeszło, że będę się musiał zmagać z takimi przeżyciami.

ZNAM TO UCZUCIE!!!!
BEZMOC sad:(
Chciałoby się krzyczeć RATUNKU, POMÓŻCIE MI!!!
Ale tylko oni mogą nam pomóc... Jednym słowem, jednym gestem mogliby przywrócić naszą radość i zniknęłyby problemy!!!

Nigdy, przenigdy nie myślałam, że tak bardzo cierpieć przez miłość!


Ale mam plan, muszę się go trzymać jak wierzący pisma świętego!!!
Tylko jak nie widać żadnych efektów, to popadam w takie chwile słabości jak dziś sad

392

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Ja też nie wiedziałam, że można tak cierpieć. Najgorsze, że dopiero docenia sie to co się miało, jak już tego nie ma. I nic nie mozna zrobić. KasikaKasika jakie masz pomysły na odzyskanie go. Mój na razie zgodził się na tą terapię, ale cienko to widzę. Powiedział, że pójdzie ale dużej wiary w to nie ma.

393

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
monaliza34 napisał/a:

Ja też nie wiedziałam, że można tak cierpieć. Najgorsze, że dopiero docenia sie to co się miało, jak już tego nie ma. I nic nie mozna zrobić. KasikaKasika jakie masz pomysły na odzyskanie go. Mój na razie zgodził się na tą terapię, ale cienko to widzę. Powiedział, że pójdzie ale dużej wiary w to nie ma.

Zniknął  podczas mojej nieobecności w domu, zabrał swoje rzeczy i przez pierwszy miesiąc nie chciał mnie znać. Nie odbierał telefonu, nie pisał, nie chciał mnie wpuścić do swojego domu. MIAŁ ŻAL! BYŁ ZŁY! I JEST ZŁY NA MNIE DO DZIŚ!
Wszelkie próby kontaktu kończyły się niczym!

Wpadłam na taki pomysł, że kupię nową kartę telefoniczną, zaczepię go i się udało. po pierwszej pół godzinie pisania sms-ów domyślił się że to ja! Poprosiłam go, żebyśmy "się pobawili", zgodził się.
Więc tym sposobem znalazłam z nim kontakt, po miesiącu całkowitej ciszy...
Piszemy do siebie jako nowo poznani ludzie, w międzyczasie rozwiązując nasze stare problemy. Chcę go zauroczyć jako nowa osoba, bo starej mnie nie chce znać. Dałam mu popalić, choć i on nie był złoty, jednak w końcowej fazie to ja byłam podła i ja się w dużej mierze przyczyniłam do jego zniknięcia.
Wcześniej owszem dawał mi znaki że źle robię, że źle się dzieje w naszym związku, że długo tak nie pociągnie, ale ja nie chciałam tego widzieć a tym bardziej naprawiać. Zaparłam się jak osioł, prosił o zmianę, ale ja nie byłam gotowa. Podejrzewam, że to co zrobił teraz to chciał wywołać we mnie terapię wstrząsową, nie wiem, bo tylko mi się wydaje...

Spotykamy się też jako nowo poznani ludzie, a jednak oboje wiemy że to my.
Wiem, że nadal mnie mocno kocha, że nie ma innej, dlatego mogłam zagrać w ten sposób.
Nie wiem czy to coś da, czy odzyskam go, ale powiedział mi nawet wczoraj, że nie chce gadać z ta starą mną, bo ona nie jest taka fajna jak ta nowa smile.... Sam pierwszy nie pisze, ale widzę jak się cieszy kontaktem ze mną.
Ale czy to jest sposób??? Może tylko na chwilę? Ale to i tak dużo jak dla mnie.


Postęp jest taki, że mam z nim kontakt. Lubi nową mnie, chcę mu pokazać tym, że popełniłam wiele błędów w naszym związku i już nigdy, przenigdy nie będę ignorować jego znaków, że jest źle.
Najfajniejsze jest to, że żalimy się sobie na wzajem na nasz związek

394

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

CIĄG DALSZY....
Najfajniejsze jest to, że żalimy się sobie na wzajem na nasz związek, piszemy o naszych starych problemach, ja ze swojego punktu, on ze swojego. Może to się wydać trochę dziecinne, bo jak dwoje wykształconych i dorosłych już ludzi nie potrafi usiąść i pogadać o nich wprost????
No nie potrafi, bo on nie chce inaczej!
Ale skoro w ten sposób możemy o tym podyskutować, to uważam, że jakieś rozwiązanie to jest. Może na krótką metę, ale jest!
Nawet jeśli nie będziemy już nigdy razem, to wyjaśnimy sobie chociaż co nam leży na sercu!

395

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Myślę, ze nie masz się czego obawiać, z tego co piszesz, na bank Twój mąż wróci. Gdyby nie miał takiego zamiaru nie interesowałby go takie zabawy. Nie bawiłby się w to. Po prostu chciał Ci dać tylko nauczkę.

396

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Masz ten plus, że masz bezpośredni kontakt ze swoim mężem i z tego co piszesz istnieje realna szansa na uratowanie Twojego związku. Ja niestety takich możliwości nie mam. Namawiałem żonę, żebyśmy zaczęli na nowo siebie odkrywać, ale całkiem inaczej. Ponad miesiąc jej nie widziałem na oczy, tylko sms i rozmowy telefoniczne, którymi nic nie potrafię zdziałać. Ona twierdzi, że to się działo od dłuższego czasu - tylko dla mnie to się stało nagle i dlatego tak boli. Niczym nie potrafię załagodzić tego bólu, mimo, że codziennie mam wsparcie bliskich osób...

397

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
monaliza34 napisał/a:

Myślę, ze nie masz się czego obawiać, z tego co piszesz, na bank Twój mąż wróci. Gdyby nie miał takiego zamiaru nie interesowałby go takie zabawy. Nie bawiłby się w to. Po prostu chciał Ci dać tylko nauczkę.

Chciałabym, żeby tak było, ale wiesz to tylko mój punkt widzenia, nie rozmawiam z nim o nas, w ogóle.
Spotykamy się w wiadomym celu smile, bajerujemy, odkrywamy się na nowo... tylko czy z tego coś będzie? Pewności nie mam żadnej.

Racja, gdyby nie chciał mnie znać, to nie bawiłby się w poznawanie mnie na nowo, tylko trzymał się ode mnie z daleka tak jak to robił przez ten pierwszy miesiąc od odejścia. Tylko czy on się mną nie bawi póki jest sam i nie ma nikogo? Tak też może być, bo niczego mi nie obiecuje, żyjemy chwilą. Ale dla tych chwil warto żyć. I pewnie ktoś mi zarzuci, że się nie szanuje i poniżam dla niego. Nie odbieram tego w ten sposób, WALCZĘ O TEGO KTÓRY JEST DLA MNIE NAJCENNIEJSZY!

398

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Monaliza34 u Ciebie sprawa wygląda podobnie jak u mnie, jesteśmy w podobnym wieku, mamy duże dziecko i kochamy facetów którzy nas kochają, ale z niewyjaśnionych powodów nas nie chcą Eh.....

Jakim cudem udało Ci się namówić męża na terapię?
Macie ze sobą kontakt?
Doczytałam, że wpadasz w złości! Nie rób tego dziewczyno!!! CIERPLIWOŚĆ POPŁACA!!! Pokaż, że ci zależy na nim, ale nie złością! Jaki facet lubi wściekłą osę w swoim domu?

Oczaruj go nową sobą! Oczywiście jeśli Ty tego chcesz, jeśli jesteś gotowa na zmiany.
Dobrocią możesz spowodować, że będzie Ci jadł z ręki...
TAKI WŁAŚNIE JEST MÓJ PLAN.
ZNOWU BYĆ KOCHANĄ, ODDANĄ I DOBRĄ, A PRZY TYM KOBIECĄ I SEKSOWNĄ I JEDYNĄ W SWOIM RODZAJU!

Jeśli masz w sobie pokłady takiej dobroci to próbuj, bo jeśli należysz do typu bojowniczki, to nie uda Ci się to na dłuższą metę.

Przez 15 lat taka byłam: dobra, potulna, kochana i w pełni oddana, potem coś się zmieniło.... zmieniłam się w typ bojowniczki, twardej, nieodpuszczającej babki.
I mam... ODSZEDŁ I NIE CHCE MNIE ZNAĆ!

Wierzę, że nam się uda odzyskać naszych mężów!
Zbyt mocno go kocham żeby przekreślać przez swoją głupotę tyle pięknych chwil!

399

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Masz ten plus, że masz bezpośredni kontakt ze swoim mężem i z tego co piszesz istnieje realna szansa na uratowanie Twojego związku. Ja niestety takich możliwości nie mam. Namawiałem żonę, żebyśmy zaczęli na nowo siebie odkrywać, ale całkiem inaczej. Ponad miesiąc jej nie widziałem na oczy, tylko sms i rozmowy telefoniczne, którymi nic nie potrafię zdziałać. Ona twierdzi, że to się działo od dłuższego czasu - tylko dla mnie to się stało nagle i dlatego tak boli. Niczym nie potrafię załagodzić tego bólu, mimo, że codziennie mam wsparcie bliskich osób...

Mam kontakt ale dopiero teraz, przez pierwszy miesiąc nie chciał mnie znać! Nie odbierał ode mnie telefonów, nie odpisywał na sms-y. Kompletnie zero kontaktu. A ja szalałam z niepokoju!!!
Owszem codziennie do niego pisałam, ale spokojnie, bez wylewania żali i złości, choć nie raz miałam napisane takie słowa, żeby mu poszło w pięty, bo nie mogłam pojąć jak on mógł wyprowadzić się bez słowa, po 19 latach bycia razem?

Złapałam z nim kontakt dopiero poprzez pomysł, na który wpadłam z kupnem nowej karty. Zaskoczył mnie tym, że wiedząc iż to ja poddał się temu.
Nasz kontakt dziś nie jest normalny, ja go czaruję nowymi pomysłami (dużo piszemy też o seksie smile ), on czasem się poddaje a czasem nie. Ale od 3 tygodni spotykamy się średnio 2 razy w tygodniu.
Po każdym spotkaniu mam wrażenie, że może to było nasze ostatnie???
Wtedy zalewam się łzami ;( a potem znowu czaruje i czekam na kolejne...

Póki co, to jedyny sposób na kontakt z nim! a to daje mi siłę do przetrwania czasu pomiędzy naszymi spotkaniami.
ŻYJĘ DNIEM DZISIEJSZYM, NIE PYTAM O JUTRO!!!

400

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasikakasika napisał/a:

Monaliza34 u Ciebie sprawa wygląda podobnie jak u mnie, jesteśmy w podobnym wieku, mamy duże dziecko i kochamy facetów którzy nas kochają, ale z niewyjaśnionych powodów nas nie chcą Eh.....

Jakim cudem udało Ci się namówić męża na terapię?
Macie ze sobą kontakt?
Doczytałam, że wpadasz w złości! Nie rób tego dziewczyno!!! CIERPLIWOŚĆ POPŁACA!!! Pokaż, że ci zależy na nim, ale nie złością! Jaki facet lubi wściekłą osę w swoim domu?

Oczaruj go nową sobą! Oczywiście jeśli Ty tego chcesz, jeśli jesteś gotowa na zmiany.
Dobrocią możesz spowodować, że będzie Ci jadł z ręki...
TAKI WŁAŚNIE JEST MÓJ PLAN.
ZNOWU BYĆ KOCHANĄ, ODDANĄ I DOBRĄ, A PRZY TYM KOBIECĄ I SEKSOWNĄ I JEDYNĄ W SWOIM RODZAJU!

Jeśli masz w sobie pokłady takiej dobroci to próbuj, bo jeśli należysz do typu bojowniczki, to nie uda Ci się to na dłuższą metę.

Przez 15 lat taka byłam: dobra, potulna, kochana i w pełni oddana, potem coś się zmieniło.... zmieniłam się w typ bojowniczki, twardej, nieodpuszczającej babki.
I mam... ODSZEDŁ I NIE CHCE MNIE ZNAĆ!

Wierzę, że nam się uda odzyskać naszych mężów!

Nie wiem czy idzie na terapie z dobrej woli. Po prostu, powiedziałam, że chce zamówić wizytę i czy pójdzie tam ze mną. Powiedział, że tak, ale dodał że dużej wiary w to nie ma. Niestety. Już naprawdę nie wiem jak go odzyskać. Boje się, że ta wizyta u psychologa moze jeszcze zaszkodzić a nie pomóc. Ale cóż trzeba próbować. Cały czas wierzę , ze się opamięta.
Zbyt mocno go kocham żeby przekreślać przez swoją głupotę tyle pięknych chwil!

401

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
monaliza34 napisał/a:
kasikakasika napisał/a:

Nie wiem czy idzie na terapie z dobrej woli. Po prostu, powiedziałam, że chce zamówić wizytę i czy pójdzie tam ze mną. Powiedział, że tak, ale dodał że dużej wiary w to nie ma. Niestety. Już naprawdę nie wiem jak go odzyskać. Boje się, że ta wizyta u psychologa moze jeszcze zaszkodzić a nie pomóc. Ale cóż trzeba próbować. Cały czas wierzę , ze się opamięta.
Zbyt mocno go kocham żeby przekreślać przez swoją głupotę tyle pięknych chwil!

Osobiście wolę sama zawalczyć o moją miłość, nie wiem czy chciałabym ingerencji osób trzecich???
Skoro podjęłaś taka decyzję, to trwaj przy niej. Musi się udać! Trzymam kciuki smile

Dziś mam doskonały humor i nie wiem skąd?
W takie dni wierzę, że magiczna siła jaka jest w każdym z nas pomoże nam zyskać to czego tak mocno pragniemy.
Ubrałam się dziś inaczej, bardziej elegancko i zalotnie, czuję się bardzo atrakcyjną kobietą!!!
Dowartościowałam się tym smile po wczorajszym dniu spędzonym w piżamie musiałam się dziś trochę podnieść.
Zrobiłam sobie zdjęcie i wysłałam mężowi, niech go to trochę połechce.

A co tam! Fajne z nas przecież babki!!!!
Jeszcze "staniemy na nogi".

402

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

No i dobrze, niech zobaczy jaką ma wspaniałą żonę. Ja niestety mogę tylko o tym pomarzyć - miałem wspaniałą i cudowna żonę, a teraz się obwiniam za to, że ją straciłem. Życie potrafi być naprawdę podłe, sprowadzić człowieka do parteru i wyzerować jakiekolwiek poczucie wartości i chęć do robienia czegokolwiek. Wszystko bym oddał, żeby cofnąć się o rok wstecz i inaczej pokierować sobą i naszym życiem wiedząc co się stanie. Przyszłość widzę na czarno i mogę teraz jedynie pomarzyć, żeby ją chociaż zobaczyć...

403

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

No i dobrze, niech zobaczy jaką ma wspaniałą żonę. Ja niestety mogę tylko o tym pomarzyć - miałem wspaniałą i cudowna żonę, a teraz się obwiniam za to, że ją straciłem. Życie potrafi być naprawdę podłe, sprowadzić człowieka do parteru i wyzerować jakiekolwiek poczucie wartości i chęć do robienia czegokolwiek. Wszystko bym oddał, żeby cofnąć się o rok wstecz i inaczej pokierować sobą i naszym życiem wiedząc co się stanie. Przyszłość widzę na czarno i mogę teraz jedynie pomarzyć, żeby ją chociaż zobaczyć...

to stań na nogi, też się odpicuj, pokaż jej że jesteś zaje... fajnym facetem!!! wystarczy w siebie uwierzyć!!!
(nie myśl, że mi te słowa przychodzą łatwo, gdybyś mnie widział wczoraj.... eh....)

404

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Wielokrotnie mi to powtarzała, że jestem dobrym, fajnym, mądrym facetem, więc nie muszę jej tego udowadniać, a napewno jeszcze nie teraz, gdy rana jest świeża. Tylko u niej ulotniła się cała miłosna chemia i mogę skakać na głowie i tak nic nie wskóram nawet ja wynajmę powierzchnie reklamowe na billboardach w całym mieście i osadzę na nich swoją facjatę. Nie chce mnie widzieć dla mojego dobra, bo wie jak cierpię i takie spotkanie tylko pogorszy mój stan. Może po wakacjach zacznę się z tym godzić powoli to może będzie lżej...

405

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Wielokrotnie mi to powtarzała, że jestem dobrym, fajnym, mądrym facetem, więc nie muszę jej tego udowadniać, a napewno jeszcze nie teraz, gdy rana jest świeża. Tylko u niej ulotniła się cała miłosna chemia i mogę skakać na głowie i tak nic nie wskóram nawet ja wynajmę powierzchnie reklamowe na billboardach w całym mieście i osadzę na nich swoją facjatę. Nie chce mnie widzieć dla mojego dobra, bo wie jak cierpię i takie spotkanie tylko pogorszy mój stan. Może po wakacjach zacznę się z tym godzić powoli to może będzie lżej...

i taki nadal jesteś.... dobry, fajny, mądry.... najlepsze cechy smile
myślę, że zdania nie zmieniła, aż takie przewrotne to my nie jesteśmy wink
podnieś się, pomału pokaż jej że jesteś już twardy, a może ona znowu Cię zechce?

406

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Dzięki za słowa pocieszenia. Widzę, że twarda z Ciebie babka i nie odpuszczasz łatwo. Mam nadzieję, że w końcu osiągniesz zamierzony cel i będziesz naprawdę szczęśliwa.

407

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Dzięki za słowa pocieszenia. Widzę, że twarda z Ciebie babka i nie odpuszczasz łatwo. Mam nadzieję, że w końcu osiągniesz zamierzony cel i będziesz naprawdę szczęśliwa.

DZIŚ JESTEM PEWNA ŻE GO ZDOBĘDĘ, A JUTRO....? Tego nie wie nikt!
Ale będę Was zarażać swoją siłą, bo wiem co to znaczy kochać na zawsze i tylko to daje mi taką moc, która pozwala walczyć i osiągnąć mój cel!

408

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasikakasika napisał/a:
fluffy napisał/a:

Dzięki za słowa pocieszenia. Widzę, że twarda z Ciebie babka i nie odpuszczasz łatwo. Mam nadzieję, że w końcu osiągniesz zamierzony cel i będziesz naprawdę szczęśliwa.

DZIŚ JESTEM PEWNA ŻE GO ZDOBĘDĘ, A JUTRO....? Tego nie wie nikt!
Ale będę Was zarażać swoją siłą, bo wiem co to znaczy kochać na zawsze i tylko to daje mi taką moc, która pozwala walczyć i osiągnąć mój cel!

Jakie piękne słowa pisałam....
A dziś? Tragedia! Brak mi sił!
Przeraża mnie ta zmienność nastrojów.

409

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Ja też mam dzisiaj doła, nie przejmuj się. Nie wiem ile to paskudne samopoczucie jeszcze potrwa.

410

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Jestem z Wami, kiedyś będzie dobrze, zobaczycie. Trzeba w to wierzyć. Jak myslimy negatywnie to spotykają nas same złe rzeczy, więc musze znaleźć w sobie jakąś siła (co prawda nie wiem jeszcze jak to zrobić) i zacząć myśleć pozytywnie.

411

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Będzie dobrze, musi! Tylko kim wtedy będziemy? Wrakami ludzkiego życia?
Chciałabym znowu tej siły z poniedziałku smile

412

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Porzucenie to naprawdę najgorsze uczucie jakie może człowieka spotkać. Paraliż myślowy, ciągłe wspominanie dobrych chwil i projekcja marzeń jak mogłoby wyglądać nasze dalsze życie u boku tej osoby. Wyniszczająca energia, która mogłaby zostać spożytkowana na rozpoczęcie nowego, szczęśliwszego życia. Siedem lat temu myślałem, że to już koniec mojej drogi w poszukiwaniu szczęścia. Raj odnaleziony, wielka miłość wypełniała wszystko, tęsknota sprawiająca ból. A dzisiaj? Raj utracony, miłość jednostronna i tęsknota sprawiająca jeszcze większy ból.

413

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Zacznijcie kochani myśleć o sobie, a nie tylko o celu jakim jest zdobycie znów męża/żony. Myślenie tylko o tym jak zdobyć, co zrobić-do niczego dobrego nie prowadzi, tylko do utraty energii, o której piszesz Fluffy. Jeśli zaczniecie myśleć i robić w końcu cos dla siebie-energia życia wróci.

414

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Liwia myślenie o sobie nie daje żadnego pocieszenia, bo myśląc o sobie widzę swoją samotną przyszłość, a myśl o tym jak zdobyć na nowo męża, choć na chwilę ładuje moje baterie... mam pomysła... i go realizuje...
Tylko sama widzę, że już mi brakuje cierpliwości, bo chciałabym go już!!!
Wiem, że wszystko jest w mojej głowie i pomimo dojrzałości wiekowej nie radzę sobie z samą sobą.

415

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Fluffy przeczytałam cały Twój wątek (no prawie cały) iw większości wypowiedzi Twoich jak i innych osób odnajduję swoją historię. Może nie do końca identyczną, ale bardzo podobną.. Targają mną te same uczicia ten sam ból. Wiem co to znaczy usłyszeć takie słowa od ukochanek osoby po tylu latach, wiem co to znaczą te zimne oczy, te traktowanie jak obcą osobę i ta beznadziejna litość z tej drugiej strony "dasz sobie radę" "ładna jesteś, szybko znajdziesz faceta" "nie chcę robić ci nadziei, bo i tak nie będe cię kochał, wypaliło się i już". Aaaaa i jeszcze mój mąż zgodził się na terapię, ale od razu zastrzegł, że idzie tam tylko posłuchać i nie ma raczej szans, żeby psychoterapeuta wzbudził w nim jakieś uczucie...
Większośc osób wypowiadających się tutaj czuje pewnie to samo co my ten sam ból nie do zniesienia.
Ja kocham nad życie mojego synka, ale myślę że gdybyśmy nie mieli dzieci to byłoby to wssystko łatwiejsze..
Ale podlamała mnie jedna rzecz. U mnie minęło dokładnie 9 dni od rozstania i wyprowadzki męża, każdy mi powtarza, że czas goi rany, ale jak widzę, że Tobie po 2 miesiącach jest tylko gorzej to aż boję się pomysleć, co ze mną będzie się działo sad

416

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
anaterka napisał/a:

Fluffy przeczytałam cały Twój wątek (no prawie cały) iw większości wypowiedzi Twoich jak i innych osób odnajduję swoją historię. Może nie do końca identyczną, ale bardzo podobną.. Targają mną te same uczicia ten sam ból. Wiem co to znaczy usłyszeć takie słowa od ukochanek osoby po tylu latach, wiem co to znaczą te zimne oczy, te traktowanie jak obcą osobę i ta beznadziejna litość z tej drugiej strony "dasz sobie radę" "ładna jesteś, szybko znajdziesz faceta" "nie chcę robić ci nadziei, bo i tak nie będe cię kochał, wypaliło się i już". Aaaaa i jeszcze mój mąż zgodził się na terapię, ale od razu zastrzegł, że idzie tam tylko posłuchać i nie ma raczej szans, żeby psychoterapeuta wzbudził w nim jakieś uczucie...
Większośc osób wypowiadających się tutaj czuje pewnie to samo co my ten sam ból nie do zniesienia.
Ja kocham nad życie mojego synka, ale myślę że gdybyśmy nie mieli dzieci to byłoby to wssystko łatwiejsze..
Ale podlamała mnie jedna rzecz. U mnie minęło dokładnie 9 dni od rozstania i wyprowadzki męża, każdy mi powtarza, że czas goi rany, ale jak widzę, że Tobie po 2 miesiącach jest tylko gorzej to aż boję się pomysleć, co ze mną będzie się działo sad

Mija drugi tydzień jak mąż się wyprowadził, a ja nadal nie mogę w to uwierzyć! Wiele krzywdy zaznałam, upokorzeń. Ludziłam się, że się uda, że mamy potencjał. Tyle wspólnych lat!
Odszedł, a ja jestem w rozsypce.
Muszę jak najszybciej się pozbierać, bo mam córkę, której zawalił się świat. To duża dziewczynka, ma 1o lat. Strasznie płakała na wieśćo wyprowadzce taty. Ale ja powiedziałam jej, że tatuś odszedł bo przestał mamusię kochać, że tak się czasem zdarza. ALe jej nigdy nie przestanie, bo dzieci sie kocha zawsze!

Ciężko! Łzy same lecą i jestem na siebie wściekła o to, że płaczę!
Ile musi minąć czasu, żeby przestało boleć?

417

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Nie wiem czemu u mnie to tyle trwa i w której jestem fazie rozstania. Nadzieja plącze się ze świadomością, że nic już z tego nie będzie i muszę się wewnętrznie sprężyć, żeby nie sfiksować do końca. Każdy przeżywa ból na swój sposób, nie zawsze zgodnie ze swoim sumieniem i zasadami, ale widocznie tak trzeba. Współczuję Wam i wiem co przeżywacie, ale niestety nic oprócz przeczekania nie możemy zrobić...

418 Ostatnio edytowany przez monaliza34 (2012-07-12 23:46:27)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
anaterka napisał/a:

Fluffy przeczytałam cały Twój wątek (no prawie cały) iw większości wypowiedzi Twoich jak i innych osób odnajduję swoją historię. Może nie do końca identyczną, ale bardzo podobną.. Targają mną te same uczicia ten sam ból. Wiem co to znaczy usłyszeć takie słowa od ukochanek osoby po tylu latach, wiem co to znaczą te zimne oczy, te traktowanie jak obcą osobę i ta beznadziejna litość z tej drugiej strony "dasz sobie radę" "ładna jesteś, szybko znajdziesz faceta" "nie chcę robić ci nadziei, bo i tak nie będe cię kochał, wypaliło się i już". Aaaaa i jeszcze mój mąż zgodził się na terapię, ale od razu zastrzegł, że idzie tam tylko posłuchać i nie ma raczej szans, żeby psychoterapeuta wzbudził w nim jakieś uczucie...
Większośc osób wypowiadających się tutaj czuje pewnie to samo co my ten sam ból nie do zniesienia.
Ja kocham nad życie mojego synka, ale myślę że gdybyśmy nie mieli dzieci to byłoby to wssystko łatwiejsze..
Ale podlamała mnie jedna rzecz. U mnie minęło dokładnie 9 dni od rozstania i wyprowadzki męża, każdy mi powtarza, że czas goi rany, ale jak widzę, że Tobie po 2 miesiącach jest tylko gorzej to aż boję się pomysleć, co ze mną będzie się działo sad

Do anaterka: Powiedz byliście już na tej terapii, jeśli tak to jak było? Mój mąż podobnie jak Twój zgodził się na terapie ale mam wrażenie ż tylko dla świętego spokoju i tak naprawdę wcale nie zależy mu na pojednaniu.

419

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasikakasika napisał/a:

Liwia myślenie o sobie nie daje żadnego pocieszenia, bo myśląc o sobie widzę swoją samotną przyszłość, a myśl o tym jak zdobyć na nowo męża, choć na chwilę ładuje moje baterie... mam pomysła... i go realizuje...
Tylko sama widzę, że już mi brakuje cierpliwości, bo chciałabym go już!!!
Wiem, że wszystko jest w mojej głowie i pomimo dojrzałości wiekowej nie radzę sobie z samą sobą.

Moim zdaniem właśnie zajęcie się sobą, poznanie siebie, własnych marzeń (niekoniecznie związanych z drugą osobą) , daje bardzo wiele. Przechodzę obecnie rozstanie po raz drugi, inne są teraz relacje z moim mężem niż za pierwszym razem, bo usilnie nie zmierzam do tego by go odzyskać. Pewne rzeczy i sprawy musi sam zrozumieć lub nie. A moje zwrócenie uwagi na samą siebie przywraca mi zdrowe myślenie i spokoj.

Kasikakasika czy Twoim życiowym celem jest bycie z mężem, odzyskanie go mimo wszystko? A jak tego celu nie osiągniesz to co zrobisz? I wcale samotna bez męża nie musisz być? Mam wrażenie, że należysz do grupy kobiet kochających za bardzo, tak jak ja.

Fluffy, masz racę-każdy rozstanie przeżywa na swój sposób i na swój sposób próbuje sobie z tym radzić lub nie. W każdym razie pocieszające jest to, że ten ból kiedyś mija.

420

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
monaliza34 napisał/a:
anaterka napisał/a:

Fluffy przeczytałam cały Twój wątek (no prawie cały) iw większości wypowiedzi Twoich jak i innych osób odnajduję swoją historię. Może nie do końca identyczną, ale bardzo podobną.. Targają mną te same uczicia ten sam ból. Wiem co to znaczy usłyszeć takie słowa od ukochanek osoby po tylu latach, wiem co to znaczą te zimne oczy, te traktowanie jak obcą osobę i ta beznadziejna litość z tej drugiej strony "dasz sobie radę" "ładna jesteś, szybko znajdziesz faceta" "nie chcę robić ci nadziei, bo i tak nie będe cię kochał, wypaliło się i już". Aaaaa i jeszcze mój mąż zgodził się na terapię, ale od razu zastrzegł, że idzie tam tylko posłuchać i nie ma raczej szans, żeby psychoterapeuta wzbudził w nim jakieś uczucie...
Większośc osób wypowiadających się tutaj czuje pewnie to samo co my ten sam ból nie do zniesienia.
Ja kocham nad życie mojego synka, ale myślę że gdybyśmy nie mieli dzieci to byłoby to wssystko łatwiejsze..
Ale podlamała mnie jedna rzecz. U mnie minęło dokładnie 9 dni od rozstania i wyprowadzki męża, każdy mi powtarza, że czas goi rany, ale jak widzę, że Tobie po 2 miesiącach jest tylko gorzej to aż boję się pomysleć, co ze mną będzie się działo sad

Do anaterka: Powiedz byliście już na tej terapii, jeśli tak to jak było? Mój mąż podobnie jak Twój zgodził się na terapie ale mam wrażenie ż tylko dla świętego spokoju i tak naprawdę wcale nie zależy mu na pojednaniu.

Jeszcze nie byliśmy, dziś mąż zadzwonił do mnie, że umówił nas we wtorek. Tę terapię prowadzi facet, jest mediatorem sądowym i zajmuje się sprawami rodzinnymi itp. Ale wątpię, że to coś da. Bo co nagle powie mężowi "Kochaj Pan żonę, żona fajna sprawa" i mąż stwierdzi "hmm no ok, w sumie racja, to będę kochać". Też wydaję mi się, że mąż idzie tam tylko po to, żebyśmy wszyscy sie od niego odpierdzielili... Bo z góry zakłada, że to raczej nic nie da, bo nie potrafi mnie kochać. Ale pójdziemy, dla mnie to ostatnia deska ratunku chyba.

421

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Fluffy,

Ja  jestem kilka lat mlodsza i po kilku latach zwiazku zostawil mnie chlopak. 3 lata temu! Ja durna! do tej pory za nim tesknie. Mimo, ze ostatni raz rozmawialam z nim 2 lata temu. uslyszalam podobne slowa co ty i wiem jakie to upokarzajace. Jak osoba ci bliska powie ci 3 slowa, po kilku latach zwiazku. I kazde pytanie typu 'czemu' 'dlaczego' ja irytuje i drazni. Widzisz ta niechec i zniecierpliwienie jak sie odpedza od ciebie jak od natretnej muchy.

Znam tez sprawe z drugiej strony jest okropne i odpychajace gdy ktos cie pyta, dreczy pytaniami czemu ty kogos nie chcesz!

Ale do rzeczy.
Musisz zaakceptowac ze straciles zone. Niestety nic i nikt nie jest dane nam na zawsze. I to jest przykre ale tak niestety jest. czasem nie da sie wytlumaczyc dlaczego sie nie  kocha.

NIe warto nigdy przenigdy prosic kogos o milosc. NIGDY. Odejdz i daj jej wolnosc.

Zajmie ci troche czasu dojscie do siebie moze nawet rok, dwa. No ale to musisz przeznaczyc na wlasny rozwoj. Bardzo dobrze ze sie wyprowadziles.

Eh... mlosc prawdziwa na cale zycie zdarza sie nie czesto podobnie jak wygrana w lotto.

422

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Liwia napisał/a:

Zacznijcie kochani myśleć o sobie, a nie tylko o celu jakim jest zdobycie znów męża/żony. Myślenie tylko o tym jak zdobyć, co zrobić-do niczego dobrego nie prowadzi, tylko do utraty energii, o której piszesz Fluffy. Jeśli zaczniecie myśleć i robić w końcu cos dla siebie-energia życia wróci.

Nic dodac nic ujac. Ludzie zrozumcie ze czlowiek musi czuc sie przedewszystkim dobrze 'samemu' i nie mozna budowac swojego calego zycia na innych ludziach. Taka jest niestety prawda. Zawsze trzeba miec tylko swoje sprawy, swoich znajomych by nie zostac z reka w nocniku gdy partner nas zostawi - bo to moze spotkac kazdego i to w kazdym wieku.

Im mniej czlowiek robi by kogos zatrzymac tym lepiej. Maz czy zona, nie istotne kazdy jest wolny i trzeba dac drugiemu czowiekowi wolnosc - to jedyne rozwiazanie by ktos z nami chcial wytrzymac.

Zycie z kims to nie tylko sielanka i przytulanki, to wiele problemow ale wolnosc to podstawa jak sie chce kogos osaczyc zatrzymac to to ZAWSZE PRZYNOSI ODWROTNY EFEKT. ZAWSZE! moze nam sie chwilowo zdawac ze nie ale... po czasie partner i tak odejdzie jak bedzie sie czul osaczony.

423

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
majusia napisał/a:
Liwia napisał/a:

Zacznijcie kochani myśleć o sobie, a nie tylko o celu jakim jest zdobycie znów męża/żony. Myślenie tylko o tym jak zdobyć, co zrobić-do niczego dobrego nie prowadzi, tylko do utraty energii, o której piszesz Fluffy. Jeśli zaczniecie myśleć i robić w końcu cos dla siebie-energia życia wróci.

Nic dodac nic ujac. Ludzie zrozumcie ze czlowiek musi czuc sie przedewszystkim dobrze 'samemu' i nie mozna budowac swojego calego zycia na innych ludziach. Taka jest niestety prawda. Zawsze trzeba miec tylko swoje sprawy, swoich znajomych by nie zostac z reka w nocniku gdy partner nas zostawi - bo to moze spotkac kazdego i to w kazdym wieku.

Im mniej czlowiek robi by kogos zatrzymac tym lepiej. Maz czy zona, nie istotne kazdy jest wolny i trzeba dac drugiemu czowiekowi wolnosc - to jedyne rozwiazanie by ktos z nami chcial wytrzymac.

Zycie z kims to nie tylko sielanka i przytulanki, to wiele problemow ale wolnosc to podstawa jak sie chce kogos osaczyc zatrzymac to to ZAWSZE PRZYNOSI ODWROTNY EFEKT. ZAWSZE! moze nam sie chwilowo zdawac ze nie ale... po czasie partner i tak odejdzie jak bedzie sie czul osaczony.

Majusia- ujęłaś to pięknie. Brawo smile

424

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasikakasika napisał/a:
fluffy napisał/a:

Rozmawiałem z nią dzisiaj. Zero zmian w nastawieniu, jest pewna że nie chce być już ze mną i mam sobie nie robić najmniejszych nadziei. Mam odpuścić całkowicie, dać sobie czas i przestać o niej myśleć, bo ona nie jest jedyną osobą na tym świecie na której mam skupiać swoja uwagę. Czuję się odstawiony na boczny tor, nikomu niepotrzebny. Ona wogóle za mną nie tęskni, ani nie myśli o mnie i poraz kolejny powtórzyła, że napewno mnie już nie kocha.

Usłyszałem przed paroma dniami, że to co się dzieje teraz w moim życiu to tak naprawdę chwila z perspektywy całego życia. Tylko dlaczego ona się tak ciągnie i tak bardzo boli?

Jej słowa mogą tak naprawdę nic nie znaczyć... Mówi tak, żebyś się odczepił od niej, chce Cie zranić (też tego nie rozumiem, że bez względu na to co będzie i co się wydarzy, nikt nie ma prawa nas krzywdzić!!!)

Mój w złości też wypowiadał już różne rzeczy, po czym w spokoju je potem prostował tłumacząc tym, że chciał żebym się odczepiła i dała mu spokój.

Wiesz tu sytuacja jest trochę inna, Ty jesteś facetem, a kobiety nie lubią słabych facetów, bo nie czują się przy nich bezpiecznie, może ona takim zachowaniem chce abyś stał się twardzielem, może tego oczekuje?
A Ty ciągle "biadolisz" (przepraszam za słowo) jej jak to Ci źle bez niej!!! 

Mój mąż zawsze wymagał, żebym to ja zanim biegała, już na początku naszej znajomości powiedział mi, że on za babą nigdy biegać nie będzie!!! I tak było przez blisko 20 lat naszej znajomości. Więc jak już pisałam, ja raczej nie powinnam się od niego odcinać jeśli chcę go odzyskać!!!
Ale Ty fluffy może powinieneś pokazać jej że nie jesteś mięczakiem, odetnij się od niej całkowicie na jakiś czas, stań się męski, bo Twoje zachowanie mocno odbiega od typowego zachowania mężczyzny. Rozumiem, że kochasz ją "na zabój" i jest Ci wszystko jedno czy nazwie Cię ktoś beksą czy małomęskim facetem.... Kochasz i chcesz ją odzyskać!!!!! Znam to uczucie!!!!
I pewnie zadasz mi pytanie jak to zrobić, skoro serce krzyczy coś odwrotnego?
Tu już musi zadziałać Twoja inteligencja i mądrość życiowa, a tej z tego co widzę tego Ci nie brakuje smile

Kasikakasika,

Nie zgadzam sie z toba absolutnie tzn z poczatkiem tekstu. Po  pierwsze takich slow bez powodu sie nie mowi. MOWI SIE TAK tylko i wylacznie jak sie kogos nie kocha. NO chyba ze na zlosc w ramach zemsty za zdrade itp. Moze twoj maz ci tak powiedzial w zlosci, ale mysle ze u Fluffiego jest inaczej.

I faceci tak samo jak kobiety nie lubia natretnych i nadskakujacych kobiet. Moga z nimi byc z wygody ale nie z milosci. Kazdy powinien sie szanowac i nie uszczesliwiac nikogo na sile. Choc wiem ze ludzie moga miec zupelnie inne zdanie niz ja.

Gdy mowi sie tak na chlodno z niechecia ze sie kogos nie kocha to to znaczy dokladnie to co sie slyszy.

Po drugie nie sadze, zeby zona Fluffiego prowadzila gierki. Moge sie  mylic. ALe na 99,9% jak sie slyszy takie slowa to to jest bardzo jasny, dosadny przekaz, bez mydlenia i slodzenia.

Pozdrawiam

425

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Droga Liwio,

Dziekuje za komentarz smile

Mam nadzieje, ze u Ciebie wszystko dobrze?
Ja 'sledze' to forum od 2 lat i pamietam  wiele twoich postow i jak wspominalas wiele miesiecy temu, ze dalas szanse mezowi.

Pozdrawiam

Fluffy,

Nie chcialam cie dolowac, ale mysle ze trzezwe spojrzenie na sprawe nie zaszkodzi. I zobacz ilu ludzi jest na forum ( pluc ci niezalogowani) pewnie mowa o tysiacach ludzi....  w podobnej sytuacji.
Nie sa to mile sprawy ale to nie jest koniec swiata. I sa duzo wazniejsze sprawy nic maz/ zona.

Moze kup / wez ze schroniska  psa ( jesli lubisz oczywiscie!) i jesli masz warunki, to pozwala nabrac dystansu na wiele spraw i przynosi duzo radosci?

Pozdrawiam

426

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Dla mnie to dziwne, gdyby była w niej miłość, to chciałaby próbować raczej ratować... A może spróbujecie separacji? Tak bez kontaktu prze miesiac, dwa?  Czasem jak ludzie od siebie odpoczną, to przekonują się czy chcą rzeczywiście bez siebie żyć.

427

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Dziękuję Wam za te wszystkie słowa prostujące mnie choć trochę do pionu. Dobrze, że natrafiłem na to forum, bo inaczej chyba wykończyłbym sam siebie, przyjaciół (prawdziwych mam tylko dwóch od lat) i rodzinę. Oni chyba już mają powoli mnie dość - przecież każdy ma własne życie, ale mimo to codziennie przemawiają mi do rozumu. Zapowiada się, że zostanę tu na dłużej i jak już nadejdzie mój czas równowagi wewnętrznej to ja będę pocieszał innych pocharatanych.

Może po prostu nie nadaję się do życia w związku i to bolesne wydarzenie w moim życiu ma mi to uświadomić. Wiem, że nie jestem sam, brakuje mi chyba realnego spotkania z osobą, która jest w podobnej sytuacji. Ci, którzy mnie wspierają nie za bardzo mogą obiektywnie wczuć się w taką rolę, bo nigdy tego nie doświadczyły.

Zobaczymy co będzie dalej, najbliższy cel - przetrwać weekend, bo te są niestety najgorsze.

428

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
serducho napisał/a:

Dla mnie to dziwne, gdyby była w niej miłość, to chciałaby próbować raczej ratować... A może spróbujecie separacji? Tak bez kontaktu prze miesiac, dwa?  Czasem jak ludzie od siebie odpoczną, to przekonują się czy chcą rzeczywiście bez siebie żyć.

Nie ma w niej miłości, więc nie ratuje. Ja do tej pory nie wytrzymałem więcej niż tydzień, żeby się nie odezwać. Ale teraz się zawziąłem i muszę się odizolować na dłuższy okres czasu. Ale nie liczę na nic, gdyby miało się coś stać, to już by się stało...

429

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
majusia napisał/a:

Droga Liwio,

Dziekuje za komentarz smile

Mam nadzieje, ze u Ciebie wszystko dobrze?
Ja 'sledze' to forum od 2 lat i pamietam  wiele twoich postow i jak wspominalas wiele miesiecy temu, ze dalas szanse mezowi.

Pozdrawiam

Fluffy,

Nie chcialam cie dolowac, ale mysle ze trzezwe spojrzenie na sprawe nie zaszkodzi. I zobacz ilu ludzi jest na forum ( pluc ci niezalogowani) pewnie mowa o tysiacach ludzi....  w podobnej sytuacji.
Nie sa to mile sprawy ale to nie jest koniec swiata. I sa duzo wazniejsze sprawy nic maz/ zona.

Moze kup / wez ze schroniska  psa ( jesli lubisz oczywiscie!) i jesli masz warunki, to pozwala nabrac dystansu na wiele spraw i przynosi duzo radosci?

Pozdrawiam

Majusiu, bardzo mi miło, że mnie pamiętasz smile
Teraz "udzielam się" w temacie "Grupa wsparcia dla kobiet...". Tak, dałam mężowi szansę, byliśmy ze sobą "na nowo" niecałe 2 lata. Nie było tak jak kiedyś i dlatego pewnie znów się rozstaliśmy, ładnie to ujmując.....

Dlatego też, korzystając z własnych doświadczeń, chcę się nimi podzielić i doradzić....bo mogę coś w tym temacie powiedzieć.

430 Ostatnio edytowany przez kasikakasika (2012-07-13 19:34:19)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Weekend przed nami... eh... najgorsze chwile...
Miałam okazję dzisiaj pójść "na piwo" z fajnym facetem, ale czekam... może mój jaśnie pan mąż zechce mnie dziś zobaczyć?
Aj aj... Durna jestem!
Wiem, że nie ma nic złego w pójściu na piwo z kolegą z pracy? Ale nie jestem gotowa na to!
Żałuje, bo pewnie zamiast smucić się dziś cały wieczór, miło spędziłabym czas sad

Liwia,
Wiem że należę do kobiet które kochają za bardzo, inaczej tak bardzo bym nie cierpiała i umiała wytłumaczyć swojej głowie, że ten facet nie zasługuje na moją miłość... że powinnam nią obdarzyć kogoś innego. Jestem uzależniona od niego, nie umiem się odnaleźć jak nie ma go blisko itd...
Wiesz, tu chyba wychodzi brak córki, mojego syna urodziłam jak byłam bardzo młoda (byliśmy oboje bardzo młodzi), nie zaznałam macierzyństwa, przeleciało tak szybko i niepostrzeżenie że dziś mam wrażenie że jestem sama.

431

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

A wydawałoby się - wiążąc z kimś, że będąc we dwoje damy radę przejść przez te wszystkie życiowe zakręty na "autostradzie" małżeńskiego życia. A tu d**a, za zakrętem roboty drogowe, kopara, jakiś tir na lewym poboczu. Partner wysiada na jakimś etapie wspólnej podróży i sami lecimy na tym życiowym zakręcie po pokancerowanej "bandzie". A wyjść na prostą przy takich niespodziankach jakie serwuje nam życie nie jest łatwo.

Fluffy

Podobnie jak ja podchodzisz do związku z całym sercem, jego rozpierducha rozwala nasze życie na miliony kawałków - Wam dziewczyny też - ale pocieszę Cię że masz jeszcze lekki przypadek rozpadu małżeństwa, mimo iż też to ciężko przeżywasz.
Poświęciłem trochę czasu na przeczytanie go - makabra porównywalna do mojego -  i w porównaniu z moim wątkiem, to w moim przypadku chyba mój duch siedzi i pisze tego posta na laptopie.

Nikt nie mówił, że będzie lekko... i słowa dotrzymał. Ale głowa do góry, kiedyś i dla takich osób jak My też zaświeci słońce...

432

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Witam wszyskich nie kochanych.

Rozumiem doskonale wasz bol. Moja historia jest taka
Pierwsze 3 lata malzenstwa przebiegly jak wszedzie w sielance. Zona co prawda czasami łapała rozne dolki zwiazane z z praca i rodzicami ale kto ich nie lapie. Pozniej ja zachorowalem. Skonczylo sie 2 tygodniowa wizyta w szpitalu gdzie znalezli ze mam nie grozne schorzenie genetyczne watroby ktore niby nie tlumaczy moich objawow no ale coz. Ja z z jednej strony sie zalamalem a z drugiej szukalem pomocy bo caly czas mialem biegunki i inne problemy. Zona probowala mnie pocieszyc ale ja nie chcialem sie poddac i po tym jak nie moglem znalezc pomocu u lekarzy medycyny zachodniej trafilem do Pani od akupnktury.

Mecydyna chinska nagle odpowiedziala mi na kilka pytan na ktore nie potrafila dac mi odpowiedzi ta zachodnia. Pani od akupnuktury poronowala rozne diety zeby mnie wyleczyc. Zaczynalo sie od wykluczenia mies a skonczylo na tym ze przez tydzien czasu jadlem kasze jaglana. Wciagnelem sie w to za bardzo, mocno schudlem, zona sie przerazila cos sie ze mna dzieje, ze juz chyba poskradalem zmysly i zaczela chodzic do psychooga. Jak zagrozila ze ode mnie odejdzie to sie opametalem ale jednoczesnie poczulem zdradzony. Pytalem sam siebie dlaczego kiedy jej nabradziej potzebuje ona mi robi cos takiego.

To ze schudlem niestety popsulo zycie w sypialni. Przestalem pociagac zone i mimo ze staralem sie dojsc do wagi to srednio mi to wychodzilo. Dalej to juz bylo z gorki. Zona chciala bardzo miec dziecko ale nam nie wychodzilo. Wtedy myslalem ze za bardzo jej zalezalo a teraz wiem ze porbowala ratowac nasz zwiazek dzieckiem - nie zbyt dobry pomysl ale coz. Nie bylismy juz pewni czy ze soba chcemy byc no jakos sie nie ukladalo. Zbyt duzo problemow nasz zmeczylo i poroznilo.

No i jakies 2 miesiace temu szala sie przeciazyla. Dowiedzialem sie ze zona zakolegowala sie z kims z pracy. Oklamala mnie i ja sie wyprowadzilem. Twierdizla za nie powiedziala prawdy bo bylo i tak miedzy nami zle i to by tylko pogroszylo. Kiepskie tlumaczenie no ale coz.

Moja sytuacja jest o tyle lepsza ze ja wiem co ja zrobilem zle. Po tej chorobie troszke sie pogubilem i przesadzilem. Nie ragowalem na slowa zony i doprowadzilem ja do skraju gdzie musiala ratowac sie psycholgiem a tak naprawde to ja tam chyba powinienem isc wtedy.

Teraz zona mowi ze nie wie czy mnie kocha czy to tylko litosc i zal. Nie powiedziala zdecydowanie ale widze tam sam chlod w jej oczach ktory widzicie wy. Ja mimo wszystko ja kocham i sie staram a ona reaguje zloscia. Przprasza ze mi to robi i mowi ze juz nie czuje tak jak kiedys.

Jak wiekszosc tutaj odchodze od zmyslow i nie moge przestac jej kochac. Wiem co skopalem i chcialbym to naprawic ale ona mowi ze juz chyba za pozno. Walcze ze soba zeby sie z nia nie kontaktowac bo widze ze to daje odwrotny skutek ale to naprawde ciezkie. Jak juz ona sie odezwie zeby sprawdzic jak sobie daje rade to ja w skowronkach a ona to tylko robi dla czystego sumienia. Nie pozostaje mi nic jak czekac i probowac ulozyc sobie jakos zycie. Co nie jest latwe...

Trzymajcie sie! Szukajcie SIEBIE i walczcie o SWOJE szczescie!

433

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Liwia napisał/a:
majusia napisał/a:

Droga Liwio,

Dziekuje za komentarz smile

Mam nadzieje, ze u Ciebie wszystko dobrze?
Ja 'sledze' to forum od 2 lat i pamietam  wiele twoich postow i jak wspominalas wiele miesiecy temu, ze dalas szanse mezowi.

Pozdrawiam

Fluffy,

Nie chcialam cie dolowac, ale mysle ze trzezwe spojrzenie na sprawe nie zaszkodzi. I zobacz ilu ludzi jest na forum ( pluc ci niezalogowani) pewnie mowa o tysiacach ludzi....  w podobnej sytuacji.
Nie sa to mile sprawy ale to nie jest koniec swiata. I sa duzo wazniejsze sprawy nic maz/ zona.

Moze kup / wez ze schroniska  psa ( jesli lubisz oczywiscie!) i jesli masz warunki, to pozwala nabrac dystansu na wiele spraw i przynosi duzo radosci?

Pozdrawiam

Majusiu, bardzo mi miło, że mnie pamiętasz smile
Teraz "udzielam się" w temacie "Grupa wsparcia dla kobiet...". Tak, dałam mężowi szansę, byliśmy ze sobą "na nowo" niecałe 2 lata. Nie było tak jak kiedyś i dlatego pewnie znów się rozstaliśmy, ładnie to ujmując.....

Dlatego też, korzystając z własnych doświadczeń, chcę się nimi podzielić i doradzić....bo mogę coś w tym temacie powiedzieć.

Liwio,
No przynajmniej sprobowalas, czasem warto by nie rozpamietywac ''co by bylo gdyby''...

Przegladam wlasnie  watek '' Grupy wsparcia...'' jak ostatnio czytalam to bylo 200 z czyms stron big_smile teraz jest prawie 400 mam troche do nadrobienia big_smile

Pozdrawiam

434

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
majusia napisał/a:
Liwia napisał/a:
majusia napisał/a:

Droga Liwio,

Dziekuje za komentarz smile

Mam nadzieje, ze u Ciebie wszystko dobrze?
Ja 'sledze' to forum od 2 lat i pamietam  wiele twoich postow i jak wspominalas wiele miesiecy temu, ze dalas szanse mezowi.

Pozdrawiam

Fluffy,

Nie chcialam cie dolowac, ale mysle ze trzezwe spojrzenie na sprawe nie zaszkodzi. I zobacz ilu ludzi jest na forum ( pluc ci niezalogowani) pewnie mowa o tysiacach ludzi....  w podobnej sytuacji.
Nie sa to mile sprawy ale to nie jest koniec swiata. I sa duzo wazniejsze sprawy nic maz/ zona.

Moze kup / wez ze schroniska  psa ( jesli lubisz oczywiscie!) i jesli masz warunki, to pozwala nabrac dystansu na wiele spraw i przynosi duzo radosci?

Pozdrawiam

Majusiu, bardzo mi miło, że mnie pamiętasz smile
Teraz "udzielam się" w temacie "Grupa wsparcia dla kobiet...". Tak, dałam mężowi szansę, byliśmy ze sobą "na nowo" niecałe 2 lata. Nie było tak jak kiedyś i dlatego pewnie znów się rozstaliśmy, ładnie to ujmując.....

Dlatego też, korzystając z własnych doświadczeń, chcę się nimi podzielić i doradzić....bo mogę coś w tym temacie powiedzieć.

Liwio,
No przynajmniej sprobowalas, czasem warto by nie rozpamietywac ''co by bylo gdyby''...

Przegladam wlasnie  watek '' Grupy wsparcia...'' jak ostatnio czytalam to bylo 200 z czyms stron big_smile teraz jest prawie 400 mam troche do nadrobienia big_smile

Pozdrawiam

Chciałam dać szansę mojemu małżeństwu, mimo, że już byliśmy na sali sądowej. Udało się poniekąd coś odbudować, ale mój mąż nie chciał za dużo zmienić w sobie....z resztą i pewnie ja dołożyłam trochę do pieca........

Tak, ten wątek z każdym dniem jest dłuższy smile , ale przynosi ukojenie w emocjach, tym bardziej jeśli jest się kkzb.

Buźka Majusiu. Napisz, co u Ciebie?! smile

435

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Daniello......

Daj żonie wytchnienie. Pokaż , że radzisz sobie sam (choć wiem, że łatwo nie jest). Wiem tez, że na pewno każdy telefon, każdy najmniejszy gest z jej strony jest dla Ciebie wszystkim, największą radością. Ale myśl o sobie-jak radziłam autorowi wątku. Jest to trudne, ale można-jestem tego przykładem. Co prawda jestem na początku tej drogi, mozolnej drogi - rozpoznawania własnych potrzeb, uczuć itd, ale to działa. Jeśli zaczniesz tak postępować, żona być może zauważy to i zacznie inaczej patrzeć na "Was".
Nie zadręczaj się tez tym, że przyczyniłeś się do rozpadu związku, bo to też nic nie daje. Masz nauczkę na przyszłość, a wyrzuty sumienia i chęć usilnej naprawy związku nic nie dadzą.
Trzymaj się.

436

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Tylko jak wszystko co piszecie przekuć w czyny kiedy psychika została tak okaleczona? Mam takie napady stresu szczególnie w weekendy... Nie dociera do mnie jak można pewnego dnia powiedzieć komuś, że już się go nie kocha po tylu latach. Nie zdobyłbym się nigdy na takie coś, chyba tylko w przypadku jakiejś patologii. 10 lat temu przerabiałem już rozstanie po 4 latach związku, ale to co się teraz dzieje jest nieporównywalne - chociaż wtedy też cierpienie było ogromne.

Dzisiaj przez pół godziny gapiłem się na jej numer w telefonie i zastanawiałem się, czy do niej nie zadzwonić - tak bardzo chciałem to zrobić. Ale nie zrobiłem tego chyba na własne szczęście.

Póki co jestem uwięziony we własnym umyśle i nie widzę z tego wyjścia. Najbardziej przeraża mnie, to nikt jej nie zastąpi i będę tkwił w takim marazmie do końca życia.

437 Ostatnio edytowany przez danieello (2012-07-15 00:55:12)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Fluffy wiem ze jest ciezko. Bywaja chwile lepsze i gorsze. Ja dzis z zamyslenia o malo nie spodowalem wypadku!

Takie rzeczy jak odkochanie nie dzieja sie same! Czasami to nie dopasowanie charakterow, ale zawsze jest mniej lub wiecej ludzich bledow i ludzkiej glupoty. Wiem ze w wiekszosci przypadkow wina lezy po obu stronach ale warto sie zastanowic co bylo po twojej stronie i naprawic to dla SIEBIE! Dlatego ja staram sie naprawic bledy kotre zrobilem - co prawda juz nie dla niej, ale dla SIEBIE. Wiem ze wczesniej nie dbalem o siebie tak jak zona chciala i dzis bylem na zakpuach i kupilem pare rzeczy zeby odmienic swoj styl. Trzeba zrobic takie zadoscuczynienie i isc do przodu, tak zeby moze w nastepnym zwiazku bylo lepiej. Pracowac nad soba i doskonalic sie. No i nie wazne kim jestes - wazne jaka masz determinacje!

A teraz czarny humor wink Dzis natknelem sie na cos takiego:
http://i1.kwejk.pl/site_media/obrazki/2012/07/a25af0baaec2973ce1186b437f3e23fe.jpg

438

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Przeczytalem pierwszy post, przez 14 stron nie dalem rady przebrnac , juz pozno , ale widze w tym duzo podobienstw do mojej sytuacji. Nie wiem co Ci doradzic bo sam jestem kłębkiem nerwow i nie wiem co robic ze wszsytkim , ze soba ... Trzymaj sie ! Tyle i z tyle..

439

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Extra, dzisiaj dowiedziałem się od osób trzecich, że u żony nic się nie zmienia w stosunku do mnie i co najgorsze wogóle za mną nie tęskni i wkręciła się już w życie beze mnie. Jak się z nią pożegnać w moim sercu? Porażka na całej linii... przerąbałem małżeństwo.

440

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Extra, dzisiaj dowiedziałem się od osób trzecich, że u żony nic się nie zmienia w stosunku do mnie i co najgorsze wogóle za mną nie tęskni i wkręciła się już w życie beze mnie. Jak się z nią pożegnać w moim sercu? Porażka na całej linii... przerąbałem małżeństwo.

Nie jestem dobrą doradczynią, bo sama tkwię w tym... po uszy i też jest mi bardzo, bardzo źle i nie radzę sobie z tym co mnie spotkało.
Śledzę  fluffy Twoją historię i widzę jak bardzo cierpisz. Wydaje się to takie nierealne (sorki) z mojego punktu widzenia, a to dlatego że to ja zostałam porzucona przez męża i to on gra rolę bezwzględnego, bezuczuciowego.... pewnie dlatego patrzę na mężczyzn trochę przez pryzmat swojej sytuacji...
Jesteśmy tu po to, aby się wspierać, aby wylać swoje żale.
Nie słuchaj innych, tzn. osób trzecich, będąc w towarzystwie zazwyczaj na chwilę zapominamy o swoich problemach.
Mój mąż na naszym pierwszym spotkaniu po miesiącu od rozłąki udawał luzaka, imprezowicza.... ha ha ha
Po czym pomału wychodzi jak jest naprawdę, i zaczynam podejrzewać że ma depresję. A wydawał się taki wyluzowany. Ciągle siedzi w domu i z nikim się nie spotyka. Każdy przeżywa to na swój sposób.
Odczekaj jakiś czas, dojdź do ładu z własnymi emocjami i postaraj się pomału naprawić swoje błędy.
Jeśli nie dla niej, to dla innej. BO MIŁOŚĆ JEST NAJWAŻNIEJSZA W NASZYM ŻYCIU!

441

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

kasikakasika ukłony po samą ziemię do Ciebie za takie ujęcie tego przykrego dla Fluffiego i Nas tematu.
Masz wiele racji w tym co mówisz.

Fluffy - Twoja partnerka gra wyluzowaną i twardą babkę przed znajomymi, bo jest sama i z tym jest jej dobrze. To są pozory, pokazuje przed obcymi swoją skorupę takiej pewnej siebie kobiety, bo zostawiła faceta i czuje się z tym świetnie. Ale ta skorupa jest jak surowe jajko - na zewnątrz twarda a w środku pomieszanie z poplątaniem uczuciowym. Odeszła od Ciebie zostawiając Cię w bólu i cierpieniu. Nie odeszła z klasą byś Ty czuł się szczęśliwy, że odchodzi i daje Ci wolną drogę do decydowania na przyszłość. Ona też cierpi ale ukrywa to pod skorupą i takim gadaniem przed przyjaciółmi się Tobą bawi, dalej próbuje Tobą poniewierać w przekonaniu się, czy jesteś dziecko, czy 100% facet.
Byłeś kawalerem, byłeś sobą, miałeś swój świat pasji marzeń planów itd. Planów związanych również z partnerką w małżeństwie. Zatraciłeś siebie oddając się w całości partnerce a teraz jak jej nie ma przy Tobie czujesz się jak wrak.
Miałeś plany/marzenia, że przykładowo wspólnie się dorobicie kamienicy, jachtu, BMW z górnej półki i etc. oraz gromadki dzieci. Te plany/marzenia prysły, bo związek się rozsypał. Nie, one nie prysły, teraz Ty musisz zebrać się w sobie i wrócić do stanu sprzed małżeństwa. Pokazać jej, że potrafisz sam się tego wszystkiego dorobić i albo ona do Ciebie znów dołączy, albo się podda, odejdzie i ktoś nowy wejdzie na jej obecną pozycję. Ale dla Ciebie to jest teraz mało ważnie, czy ona zechce to robić dalej z Tobą.
Zauważ, że zagroziła Ci pozwem ale nie rzuciła na stół mówiąc sorry kochanie ale ja już odchodzę i radź sobie dalej sam. Ona się waha i czeka też na Twój ruch z tym dokumentem. TY nie chcesz rozwodu a ona sama nie wie czego chce.
Teraz musisz jej pokazać, że to jej zachowanie - odejście i zagrywki przed znajomymi - Ciebie nie złamały, że Tobie to wisi co ona teraz zrobi - zostanie czy jednak odejdzie.       

Jest takie coś jak piramida wartości - podobieństwo do piramidy potrzeb wg Maslowa - często się mówi, że stawiamy kogoś na piedestale, na szczycie takiej piramidy i Ty to zrobiłeś. Poświęciłeś wszystko dla niej i ją tam ulokowałeś. Tam powinniście stać we dwójkę i sterować małżeństwem a teraz ona tam jest sama - jest górą i popisuje się przed znajomymi - a Ty Cierpisz i wzdychasz do niej, bo Cię porzuciła. Najwyższa pora byś zebrał się w sobie i wykopyrtnał ją stamtąd, stając na jej miejscu. Pokazać, że teraz to Ty jesteś górą i niech się dziewcze wykaże czy jej zależy na małżeństwie.

Kasikakasika ujęła to krótko, zwięźle i na temat w oparciu o swój związek. Może i do bólu ale za to szczerze.
Czytałeś mój wątek i wiesz jak ja do tego teraz podchodzę. Wygram walkę o małżeństwo albo przegram, ale jak przegram to i tak będę wygrany - wygram wolność od toksycznej rodziny.

442

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
bags napisał/a:

Fluffy - Twoja partnerka gra wyluzowaną i twardą babkę przed znajomymi, bo jest sama i z tym jest jej dobrze. To są pozory, pokazuje przed obcymi swoją skorupę takiej pewnej siebie kobiety, bo zostawiła faceta i czuje się z tym świetnie. Ale ta skorupa jest jak surowe jajko - na zewnątrz twarda a w środku pomieszanie z poplątaniem uczuciowym.

A ja myślę, że ona nie udaje. Ona naprawdę teraz czuje się dobrze. Nie oznacza to, że za jakiś czas zatęskni za Fluffim. Ale przede wszystkim to on musi się teraz zmienić. Musi zrozumieć, że żyje przede wszystkim dla siebie, a nie dla kogoś. I nieważne czy będzie to ta kobieta czy inna. Najważniejsze jest to aby samemu ze sobą było człowiekowi dobrze, żeby sam ze sobą potrafił być szczęśliwy. Dopada Cię stres w weekendy kiedy nie ma pracy i ma się zbyt dużo wolnego czasu? Idź, zmęcz się fizycznie w sposób dla Ciebie najlepszy, a zobaczysz, że świat nie jest taki zły na jaki wygląda. Dokonaj jakiegoś rytualnego zakończenia związku, jeśli jest Ci to potrzebne. Otrzep się i ruszaj dalej. Potrafisz i masz na to siłę! Musisz tylko uwierzyć.

443

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
owcake napisał/a:
bags napisał/a:

Fluffy - Twoja partnerka gra wyluzowaną i twardą babkę przed znajomymi, bo jest sama i z tym jest jej dobrze. To są pozory, pokazuje przed obcymi swoją skorupę takiej pewnej siebie kobiety, bo zostawiła faceta i czuje się z tym świetnie. Ale ta skorupa jest jak surowe jajko - na zewnątrz twarda a w środku pomieszanie z poplątaniem uczuciowym.

A ja myślę, że ona nie udaje. Ona naprawdę teraz czuje się dobrze. Nie oznacza to, że za jakiś czas zatęskni za Fluffim. Ale przede wszystkim to on musi się teraz zmienić. Musi zrozumieć, że żyje przede wszystkim dla siebie, a nie dla kogoś. I nieważne czy będzie to ta kobieta czy inna. Najważniejsze jest to aby samemu ze sobą było człowiekowi dobrze, żeby sam ze sobą potrafił być szczęśliwy. Dopada Cię stres w weekendy kiedy nie ma pracy i ma się zbyt dużo wolnego czasu? Idź, zmęcz się fizycznie w sposób dla Ciebie najlepszy, a zobaczysz, że świat nie jest taki zły na jaki wygląda. Dokonaj jakiegoś rytualnego zakończenia związku, jeśli jest Ci to potrzebne. Otrzep się i ruszaj dalej. Potrafisz i masz na to siłę! Musisz tylko uwierzyć.

Masz rację. Niestety ona nie udaje i tego jestem pewien, bo ją dobrze znam. Jest bardzo wytrwała w tym co sobie postanowi i wiem o tym bardzo dobrze. Sama mi powiedziała w jednej z rozmów, że potrafię patrzeć tylko w jedną stronę, czyli wstecz. Przyszłość dla mnie nie istnieje. Zawód, którego doznałem powalił mnie na kolana i wbił 3 metry pod ziemię. Dobija mnie też fakt, że musiałem opuścić nasze mieszkanie i teraz nie potrafię się odnaleźć w nowym miejscu. Po swoim poprzednim związku zbierałem się prawie dwa lata, zanim ktoś się nie pojawił w moim życiu. Tylko, że byłem dziesięć lat młodszy i była jeszcze gromadka super znajomych, których już niestety nie ma. To znaczy są, ale w swoich szczęśliwych rodzinach. Teraz nie mam siły już na nic... Ona też mi powtarza, że muszę w to uwierzyć, ale nic mi nie daje takie gadanie. Uwierzyłem, owszem, ale w to, że to już naprawdę koniec.

444

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

fluffy a moze to zachlysniecie wolnoscia ? Jest sama, wczesniej tego nie miala i korzysta z tego. Ale za jakis czas to minie , znudzi sie i bedzie powszechne a znow zacznie brakowac tego co dawalo malzenstwo ?

Nie wiem jak to odbierac bo moja zona tez odeszla , wiesz, czytasz watek , i powiedziala mi ze w srode idzie do kina, w czwartek na drinka z kolezanki do pubu , a w przyszlym tygodniu wyjezdza na dzialke , nad wode z przyjaciolka. Cieszy sie tym ze jest sama i nizalezna , nie musi dzielic swojego czasu miedzy mnie a to co by chciala zrobic. Oby fluffy im sie to za bardzo nie spodobalo.

445

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Poprostu Daniel napisał/a:

Oby fluffy im sie to za bardzo nie spodobalo.

Daniel, ja na Waszym miejscu przestałabym liczyć na to, że wrócą. Nie dlatego, że mam pewność, że nie wrócą. Tego przecież nie wiem, bo nie znam Waszych żon. Ale Wam będzie łatwiej się pozbierać, jeśli uznacie, że na tym zakończyły się Wasze małżeństwa. Przeboleć swoje i żyć swoim życiem. Podoba Wam się forma podnóżka w związku? Pewnie nie. I Wasze żony też na Was inaczej spojrzą, jeśli będą widzieć, że skończyły się stare czasy wycierania sobie nóg o męża. Czy będziecie chcieli je przyjąć z powrotem to już zupełnie inna kwestia.
Wiem, że to co napisałam brzmi strasznie brutalnie. Ale ja patrzę na Was z punktu widzenia Waszych żon.

446

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
bags napisał/a:

Jest takie coś jak piramida wartości - podobieństwo do piramidy potrzeb wg Maslowa - często się mówi, że stawiamy kogoś na piedestale, na szczycie takiej piramidy i Ty to zrobiłeś. Poświęciłeś wszystko dla niej i ją tam ulokowałeś. Tam powinniście stać we dwójkę i sterować małżeństwem a teraz ona tam jest sama - jest górą i popisuje się przed znajomymi - a Ty Cierpisz i wzdychasz do niej, bo Cię porzuciła. Najwyższa pora byś zebrał się w sobie i wykopyrtnał ją stamtąd, stając na jej miejscu. Pokazać, że teraz to Ty jesteś górą i niech się dziewcze wykaże czy jej zależy na małżeństwie.

Bags Ha ha ha trafne porównanie.... piramida Maslowa, że ja na to wcześniej nie wpadłam smile masz świetne teksty smile
Dzisiaj jestem silna i dziś to ja stoję na szczycie tej piramidy smile

447

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

No nie wierze... ponieważ jestem trochę wściekła na męża, to przestałam się do niego odzywać... Milczę, UWAGA smile AŻ 2 dni.
Przed chwilą mąż zadzwonił do syna z zapytaniem czy jestem w domu. Ha ha ha
Czyżby milczenie działało? Zaczyna się martwić?

448

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

To dobrze, ale nakręcaj się ostrożnie, ok? Fajnie, że jesteś w lepszym (mam nadzieję) nastroju. Metoda małych kroczków - pamiętaj smile

449

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

To dobrze, ale nakręcaj się ostrożnie, ok? Fajnie, że jesteś w lepszym (mam nadzieję) nastroju. Metoda małych kroczków - pamiętaj smile

ŻYJĘ CHWILĄ smile

450

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasikakasika napisał/a:

Bags Ha ha ha trafne porównanie.... piramida Maslowa, że ja na to wcześniej nie wpadłam smile masz świetne teksty smile
Dzisiaj jestem silna i dziś to ja stoję na szczycie tej piramidy smile

Miło mi to słyszeć... poszperasz w moich postach trochę a znajdziesz tego więcej smile

A do męża puść mu eskiem: kto nie chce, kiedy może, nie będzie mógł, kiedy będzie chciał.

Wrócić rzecz jasna jeśli Ty tego chcesz smile

451

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Poprostu Daniel napisał/a:

fluffy a moze to zachlysniecie wolnoscia ? Jest sama, wczesniej tego nie miala i korzysta z tego. Ale za jakis czas to minie , znudzi sie i bedzie powszechne a znow zacznie brakowac tego co dawalo malzenstwo ?

Nie wiem jak to odbierac bo moja zona tez odeszla , wiesz, czytasz watek , i powiedziala mi ze w srode idzie do kina, w czwartek na drinka z kolezanki do pubu , a w przyszlym tygodniu wyjezdza na dzialke , nad wode z przyjaciolka. Cieszy sie tym ze jest sama i nizalezna , nie musi dzielic swojego czasu miedzy mnie a to co by chciala zrobic. Oby fluffy im sie to za bardzo nie spodobalo.

Poprostu Daniel coś w tym jest co mówisz, "zbłąkana duszyczka" szuka od nowa swojego miejsca w małżeństwie. Kiedyś powiedziała dwa razy TAK - przy zaręczynach i przed ołtarzem. Teraz widocznie potrzebuje czasu by się w tym przekonaniu, że słusznie przyjęła zaproszenie do związku - utwierdzić.

Co do Ciebie, to zauważ że w każdym z trzech najważniejszych wartości sakramentu małżeństwa dla Ciebie - nadal jest w nim Twoja żona. Jest miłość, wierność i uczciwość jej względem Ciebie. Jest też pewnie w tym wszystkim obustronne zaufanie jako kolejny fundament związku. O wszystkim co robi i z kim idzie Tobie "melduje" smile Utrzymuje z Tobą teraz ten minimalny kontakt ale to zawsze coś. Coś, co może świadczyć o tym, że wszystko zmierza we właściwym kierunku. Tylko pozazdrościć smile bo my tej przyjemności kontaktu nie mamy.

452

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
bags napisał/a:

Miło mi to słyszeć... poszperasz w moich postach trochę a znajdziesz tego więcej smile

A do męża puść mu eskiem: kto nie chce, kiedy może, nie będzie mógł, kiedy będzie chciał.

Wrócić rzecz jasna jeśli Ty tego chcesz smile

Czytałam, czytałam Twoje teksty... DOBRE! Wprowadzają pozytywną atmosferę smile

Dzięki za cytat, zanotowałam go, jednak jeszcze nie napiszę. Póki jestem silna, będę milczeć!
Nie wiem sama co mnie tak pozytywnie nastraja? Ważne, że jest dobrze.

453

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Dzisiaj piekielnie boli i nie wiem dlaczego, bo wczoraj było lepiej. Samotność mnie przeraża, chciałbym się wydostać z tego piekła, ale brak mi sił.

454

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Dzisiaj piekielnie boli i nie wiem dlaczego, bo wczoraj było lepiej. Samotność mnie przeraża, chciałbym się wydostać z tego piekła, ale brak mi sił.

Fluffy,
Nie jesteś sam, jest nas tu wielu i każdy ma podobne "upadki i wzloty". I pomimo, że  każdy kocha inaczej, na tzw. swój sposób, to każdy też inaczej przeżywa takie rozstanie.
Czasowo jestem w podobnej sytuacji jak Ty, już lada dzień będzie 2 miesiące jak mąż odszedł. Każdy dzień wydaje się "lepszy" (JEŚLI TAK MOŻNA JE NAZWAĆ?), ale są też takie dni kiedy upadam i wiję się z żalu nad tym co się stało, co jest i co będzie.
2 miesiące temu wydawało mi się, że nie dam rady przeżyć do następnego dnia... tak bolało, a jak żyć przez kolejne miesiące.
Dałam jakoś radę, Ty również Fluffy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Co z tego że jestem kłębkiem nerwów? że mam blisko 10 kg mniej? że uszczerbek na moim zdrowiu robi się widoczny?
To wszystko wiem i dalej w to brnę? Jednak nie mogę sobie zarzucić, że stałam w miejscu czekając na przysłowiową kaszę mannę z nieba... miałam plan, po części go realizowałam... nie wiem czy wypalił czy nie? teraz czekam na jego efekty. Jeśli nie wypalą, znajdę inne wyjście. Dzięki tym planom jakoś funkcjonuje, one dają mi nadzieję i tak mija dzień za dniem.
Mogę się jednak łudzić sad, okaże się.

Moje serducho podpowiada mi jednak, że będę jeszcze szczęśliwa i chcę w to wierzyć każdego dnia smile

Tobie również to radzę, ogarnij się chłopie (sorki) i wyjdź z tego z podniesioną głową.
Postaraj się chociaż!!!

455

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

DOBRANOC smile

Posty [ 391 do 455 z 17 441 ]

Strony Poprzednia 1 … 5 6 7 8 9 … 269 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026