Czytam uważnie wszystkie wypowiedzi i szczerze zaczełam mieć wątpliwości co do postawy, swojej postawy wobec swojego męża...
Mimo tych 10 lat nie chcę żeby tak cierpiał jak fluffy ... choc wiekszość forumowiczów twierdzi ze wyrzutów mieć nie powinnam ..
A mam pytanie do Ciebie czy jesteś pewny, że Cię nie kocha? czy tym, że się usunąłeś z jej życia dałeś jej w pewien sposób wolną rękę..
Mimo ze zwiazek był luzny to czasem ciezko jest powiedziec swojej polowie prawdy takiej do konca prawdy...
Podobne tematy
Czytam uważnie wszystkie wypowiedzi i szczerze zaczełam mieć wątpliwości co do postawy, swojej postawy wobec swojego męża...
Mimo tych 10 lat nie chcę żeby tak cierpiał jak fluffy ... choc wiekszość forumowiczów twierdzi ze wyrzutów mieć nie powinnam ..
A mam pytanie do Ciebie czy jesteś pewny, że Cię nie kocha? czy tym, że się usunąłeś z jej życia dałeś jej w pewien sposób wolną rękę..
Mimo ze zwiazek był luzny to czasem ciezko jest powiedziec swojej polowie prawdy takiej do konca prawdy...
Czy jestem pewien? Nie jestem pewien i nic mi takiej pewności nie da, bo nie wiem co ona myśli tak naprawdę. Ja się nie usunąłem z jej życia, tylko ona usunęła mnie. Że coś jest nie tak wyczuwałem wcześniej, ale nie zadziałałem w porę... a zachowywaliśmy się normalnie jak gdyby nigdy nic. Parokrotnie powiedziała mi prosto w oczy, że już mnie nie kocha, wszystko się w niej wypaliło i jest tego pewna. Rozmawialiśmy dużo, godzinami ciągle o tym samym, analizowaliśmy nasze życie, co poszło nie tak... Miała czas na podjęcie ostatecznej decyzji i podjęła taką decyzję, jaką podjęła. Myślisz, że nie walczyłem? Robiłem to nawet po tym jak podjęła decyzję i... niczego nie zmieniłem swoją walką. Jeżeli mnie kocha to wróci na kolanach, ale ja jej nie zmuszę do wskrzeszenia uczucia. Powiedziała, że może zostać ze mną z litości i rozsądek jej podpowiada, że tak by było dla nas lepiej, ale wybrała inną drogę. Owszem mogłem zostać i mieszkać tam dalej, bo mnie nie wyganiała, ale na jak długo? Obojętność jest gorsza od wiadomo czego i ja tego długo nie wytrzymałem. Chciałbym móc kochać za nas dwoje i sprawić, że jej to wróci, ale sam nie dam rady...
fluffy, a ja sie tak zastanawiam, czy napewno zrobiłeś wszystk. Wiesz ja od swojego jeszcze męża nie raz słyszałam, że on zrobił wszystko, ze nia da rady walczyc o nas sam i tego typu bzdury. Pisze bzdury, bo w jego mniemaniu zrobił wszystko a w moim nie zrobił nic. Mimo, ze nie raz mu mówiłam czego oczekuję. Nie wiem jak Twoja żona, ale moze ona oczekiwałą jednak czego innego. Teraz to i tak pewnie za późno, ale poprostu nasunęła mi sie taka myśl czytająć Twoje odpowiedzi.
Nie zrobiłem wszystkiego i doskonale wiem czego zabrakło w ostatnim czasie w naszym małżeństwie. Ona też nie zrobiła wszystkiego by ratować to co jeszcze zostało. Nie wiedziałem też, do czego to doprowadzi moje ignorowanie jej drobnych znaków. Później już sama przestała mi sygnalizować, że coś jest nie tak - po prostu stwierdziła w duszy, że nic z tego nie będzie. Byłem przekonany, że jest przewrażliwiona bo przecież do tej pory było OK. Tylko jak to się już stało, to teraz nie mogę tego już naprawić bo jest za późno i ona już nie chce próbować. Wiem czego oczekiwała ode mnie, a najgorsze jest to, że to wcale nie były rzeczy przez które musiałbym się zmieniać w radykalny sposób. Od samego początku byliśmy przeciwnościami i wiedzieliśmy na co się piszemy będąc razem i to było wspaniałe. Ona też nie była święta i wiele rzeczy mnie denerwowało, ale ja to potrafiłem zaakceptować - wiedziałem, że po prostu tak jest skonstruowana. Za to od dnia, kiedy oberwałem w głowę młotem i parokrotnie pojawił się przed oczami napis "nie kocham Cię" zrobiłem wszystko co mogłem, żeby nasze życie we dwoje trwało dalej. Wiem czego ona chce, ale nie mam już szansy pokazać jej, że potrafię jej to dać.
Bardzo mi więc przykro.. bardzo Ci współczuje i jedyne co mogę dodać to to że wina nigdy nie lezy po jednej stronie...
Myśle tez ze nie da sie tak po prostu odkochać na pstryknięcie palca... przygotowywala sie z cala pewnoscia do podjecia takiej decyzji
ja tez uwierz mi slepo wierzylam do dzis ze bedzie inaczej ... gdzie to uczucie ktore bylo na poczatku jak o mnie walczyl jak bylam ksiezniczka .. niestety szybko sie znudzilam ... znalazl sobie najpierw jedna potem druga potem podnosil na mnie reke a pzreciez kazdy z nas zasl;uguje na odrobine szacunku no nawet dlatego ze urodzilam mu dzieci dzis mam 28 lat bagaż życiowy i powoli probuje wycofac sie z toksycznego zwiazku .. wiem ze boli Cie to bardzo ale myśle ze musisz zacisnac zeby wyjdz do ludzi.. pogadaj .. nie wiem sprobuj wyjechac sobie ze znajomymi gdzies nawet idz do jakiegos klubu tylko nie wyjezdzaj od razu z tekstem ze zostawila Cie zona bo wystraszysz kazdego spróbuj .. żyć.. ogarnij sie zadbaj o kazdy szczegół a noz zobaczy Cie Twoja zona jak swietnie wygladasz jaki z Ciebie pzrystojniak.. głowa do góry wiem ze ciezko ale uśmiechaj sie .. nawet pzrez lzy nie mozesz sie złamać teraz myslisz tak a za msc dwa bedziemy juz inaczej pisac czas ... to dobre lekarstwo ..
No juz szybko mi sie tam po drugiej stronie usmiechnać
tak tak do Ciebie pisze uśmiech ![]()
To ja mam pytanie do Kasikakasika. Czy masz jakieś pomysł jak walczyć? w jaki sposób odzyskać tego jedynego. ja też uważam,że to że mój mąż odszedł było duzo mojej winy, ale teraz jak go odzyskać.
Będę walczyć moją miłością i wewnętrzną siłą, bo wiem, ze jestem winna i wiem też, że mąż mnie kocha.
Nie zniósł mojej przemiany z normalnej kobiety na "jędzę". Sama nie wiem co chciałam tym osiągnąć?
Już raz GO straciłam... to było naaaaaaaa....ście lat temu, walczyłam ponad 2 lata, udało się.
Stąd wiem, że i tym razem MUSI się udać.
Wtedy, to on był winien, ale ja walczyłam!!!
Nasza miłość jest w tej chwili bardziej dojrzała, wtedy byliśmy młodymi rodzicami, na których barki spadły obowiązki rodzinne.
Dzisiaj jest inaczej, pewnie niedługo zostaniemy już dziadkami
i jak moglibyśmy nie przeżywać tego razem
?
Podziwiam cie kasikakasika za Twoj optymizm i sile do walki.
Dzięki mario75, nadzieja zawsze umiera ostatnia!!!
Pewnie pomyślicie, że jestem naiwna?
Może jestem!
Najwyżej umrę jako samotna staruszka, ale nigdy nie zarzucę sobie, że się poddałam!!!
mario75 napisał/a:Podziwiam cie kasikakasika za Twoj optymizm i sile do walki.
Dzięki mario75, nadzieja zawsze umiera ostatnia!!!
Pewnie pomyślicie, że jestem naiwna?
Może jestem!
Najwyżej umrę jako samotna staruszka, ale nigdy nie zarzucę sobie, że się poddałam!!!
Rzadko się chyba spotyka kogoś kto ma taką aż chęć walki, ja walczyłem od lutego każdego dnia, dopiero ostatnio się poddałem.
Jeśli wie się, że druga osoba kocha to łatwiej jest walczyć, ale jeśli nie ma się tej świadomości, a ona odrzuca wszelkie starania to po co się starać? Nic na siłę nie da sie zrobić.
Jeśli wie się, że druga osoba kocha to łatwiej jest walczyć, ale jeśli nie ma się tej świadomości, a ona odrzuca wszelkie starania to po co się starać? Nic na siłę nie da sie zrobić.
Zgadzam się z Tobą Liwio, na pewno jest łatwiej walczyć wiedząc, ze uczucie nie umarło.
To niestety podstawowy warunek!!!
Rzadko się chyba spotyka kogoś kto ma taką aż chęć walki, ja walczyłem od lutego każdego dnia, dopiero ostatnio się poddałem.
Ja się nie poddam i wygram!
Rezygnacja, to Twój wybór!
mario75 napisał/a:Rzadko się chyba spotyka kogoś kto ma taką aż chęć walki, ja walczyłem od lutego każdego dnia, dopiero ostatnio się poddałem.
Ja się nie poddam i wygram!
Rezygnacja, to Twój wybór!
Może nie całkiem to jest rezygnacja tylko zmęczenie materiału skoro nic nie działało . Może właśnie nic nie robienie da jej do myślenia i sama zechce kontaktu. Nie wiem czy dobrze to wyłożyłam,, ale chodzi o to że może ta przerwa w walce jest potrzebna.
....... że może ta przerwa w walce jest potrzebna.
Przerwa jest potrzebna na przemyślenia i opracowanie nowego siebie!!!
Powrót do tego samego, nie wróży nic dobrego.
Trzeba przemyśleć, podjąć jakieś decyzje odnośnie zmian i dopiero wtedy wrócić z podwojoną siłą walki.
Bardzo mi więc przykro.. bardzo Ci współczuje i jedyne co mogę dodać to to że wina nigdy nie lezy po jednej stronie...
Myśle tez ze nie da sie tak po prostu odkochać na pstryknięcie palca... przygotowywala sie z cala pewnoscia do podjecia takiej decyzji
ja tez uwierz mi slepo wierzylam do dzis ze bedzie inaczej ... gdzie to uczucie ktore bylo na poczatku jak o mnie walczyl jak bylam ksiezniczka .. niestety szybko sie znudzilam ... znalazl sobie najpierw jedna potem druga potem podnosil na mnie reke a pzreciez kazdy z nas zasl;uguje na odrobine szacunku no nawet dlatego ze urodzilam mu dzieci dzis mam 28 lat bagaż życiowy i powoli probuje wycofac sie z toksycznego zwiazku .. wiem ze boli Cie to bardzo ale myśle ze musisz zacisnac zeby wyjdz do ludzi.. pogadaj .. nie wiem sprobuj wyjechac sobie ze znajomymi gdzies nawet idz do jakiegos klubu tylko nie wyjezdzaj od razu z tekstem ze zostawila Cie zona bo wystraszysz kazdego spróbuj .. żyć.. ogarnij sie zadbaj o kazdy szczegół a noz zobaczy Cie Twoja zona jak swietnie wygladasz jaki z Ciebie pzrystojniak.. głowa do góry wiem ze ciezko ale uśmiechaj sie .. nawet pzrez lzy nie mozesz sie złamać teraz myslisz tak a za msc dwa bedziemy juz inaczej pisac czas ... to dobre lekarstwo ..
No juz szybko mi sie tam po drugiej stronie usmiechnaćtak tak do Ciebie pisze uśmiech
No dobrze, uśmiecham się
z nadzieją, że w końcu uda mi się odżyć.
No widzisz od razu lepiej
uda Ci się ja trzymam kciuki ... bedzie dobrze tylko pomyśl o sobie .. badz przez chwile egoistyczny ![]()
276 2012-06-12 08:51:00 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2012-06-12 09:01:06)
Nie zrobiłem wszystkiego i doskonale wiem czego zabrakło w ostatnim czasie w naszym małżeństwie. Ona też nie zrobiła wszystkiego by ratować to co jeszcze zostało. Nie wiedziałem też, do czego to doprowadzi moje ignorowanie jej drobnych znaków. Później już sama przestała mi sygnalizować, że coś jest nie tak - po prostu stwierdziła w duszy, że nic z tego nie będzie. Byłem przekonany, że jest przewrażliwiona bo przecież do tej pory było OK. Tylko jak to się już stało, to teraz nie mogę tego już naprawić bo jest za późno i ona już nie chce próbować. Wiem czego oczekiwała ode mnie, a najgorsze jest to, że to wcale nie były rzeczy przez które musiałbym się zmieniać w radykalny sposób. Od samego początku byliśmy przeciwnościami i wiedzieliśmy na co się piszemy będąc razem i to było wspaniałe. Ona też nie była święta i wiele rzeczy mnie denerwowało, ale ja to potrafiłem zaakceptować - wiedziałem, że po prostu tak jest skonstruowana. Za to od dnia, kiedy oberwałem w głowę młotem i parokrotnie pojawił się przed oczami napis "nie kocham Cię" zrobiłem wszystko co mogłem, żeby nasze życie we dwoje trwało dalej. Wiem czego ona chce, ale nie mam już szansy pokazać jej, że potrafię jej to dać.
fluffy, piszesz tak jakos enigmatycznie o tych jej potrzebach, sygnalach, ze czegos tam oczekiwala a Ty tego nie widziales, nie zrobiles itp. O co jej chodzilo? Konkrety czlowieku. Miales ja na rekach nosic, kwiatki zrywac, spontaniczne wyjazdy organizowac, po dyskotekach biegac czy co? Ja tylko gdybam, bo nic z powyzszego tekstu nie kumam.
A co do radykalnych zmian - zapomnij. Tak samo z tym - ze wiesz czego ona chce ale juz za pozno. Tu akurat sie zgadzam, ze cos sie skonczylo i wreszcie to zaakceptuj. Bo zeswirujesz od tego analizowania i biczowania sie za stracona szanse. Nie masz zadnej gwarancji, ze nawet gdyby Ci skrzydla u ramion wyrosly to ta milosc by przetrwala. Milosc to chemia i od takich jakichs nieporozumien i niedociagniec o jakich tu piszesz nie znika. Miedzy wami cos sie zaczelo juz dawniej psuc, tylko jeszcze o tym nie wiedzieliscie. Odkochiwanie sie to proces dlugotrwaly. Na pewnym etapie, kiedy jej zaczelo byc zle jeszcze szanse miales, ale teraz to daj sobie siana i glosno a wyraznie powiedz - zaczynam etap zycia poki co sam, a co bedzie za rok czy dwa to Bog jeden wie. Jestes mlody, zdrowy i nieglupi wiec sie z tego ciesz, a reszte zostaw czasowi i losowi.Zadne walki o zwiazek tu nie pomoga, nie w tym przypadku. Zreszta ja i tak nie wierze w jakies przemiany o 180 stopni, walki do upadlego i zmuszanie kogos by Cie na nowo pokochal. Na krotka mete moze i zadziala ale na stale z pewnoscia nie.
Albo jest sie komus pisanym albo nie i odwazny czlowiek powinien stawic czola prawdzie i ja zaakceptowac po mesku.
277 2012-06-12 09:57:09 Ostatnio edytowany przez fluffy (2012-06-12 09:58:56)
Wiem to, piszę enigmatycznie - nie chcę się rozwodzić nad tym po prostu. Odkochiwanie się to proces długotrwały - zgadzam się, tylko ona miała widocznie dużo czasu na to, a ja jeszcze tkwię w tym stanie upojenia "wspólnym życiem". Dla mnie to było zaskoczeniem i tyle. Bliskie mi osoby powtarzają mi codziennie, żebym w końcu dał sobie spokój i wystartował na nowo. Wiem, że tak muszę zrobić i nawet przerabiałem coś takiego 10 lat temu - tylko nie było małżeństwa i krótszy związek bo czteroletni. Potem spotkałem obecną (wkrótce ex) żonę i tamto już było wtedy tylko znikającym wspomnieniem.
Właśnie sobie uświadomiłem, że minął już miesiąć odkąd to wszystko się zaczęło, heh... ale to był w sumie długi miesiąc.
Po prostu szlag mnie trafia na myśl, że tyle lat życia poświęciłem na coś, co w ostateczności nie miało sensu. Wiem, że tak nie można na to patrzeć, że to był kolejny rozdział w życiu ze wspaniałymi wspomnieniami, ale niestety mam takie realistyczne podejście do życia i niektórych rzeczy nie mogę odżałować przez długi czas.
Jak czlowieka kocha bardzo a partnerka Cie zostawia to nie umie sie pogodzic. Mussuka ma racje proces odkochiwania sie jest dlugi. Ale nasuwa sie pytanie do osob ktorym udalo sie odkochac jakie kolejne kroki powinno sie przedsiewziac aby skutecznie sie odkochac?
Najlepszy krok to znienawidzieć i zapomnieć, ja tak pewnie zrobię jak już będę miał formalnie rozwód za sobą. Rozwód też pewnie nieciekawy będzie. Wie ktoś czy obie strony się muszą stawiać w sądzie?
280 2012-06-12 10:31:21 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2012-06-12 12:44:00)
Wiem to, piszę enigmatycznie - nie chcę się rozwodzić nad tym po prostu. Odkochiwanie się to proces długotrwały - zgadzam się, tylko ona miała widocznie dużo czasu na to, a ja jeszcze tkwię w tym stanie upojenia "wspólnym życiem". Dla mnie to było zaskoczeniem i tyle.
Naprawde zaskoczeniem? Czy troszke sie oszukujesz? Tego nie da sie nie zauwazyc, ze ktos bliski oddala sie powoli ale coraz wyrazniej i dalej. Ciezko okreslic moment rozpoczecia takiego procesu ale wierz mi, ze to odkochiwanie sie to tez jest skomplikowane. Ten odkochujacy sie sam tego na poczatku ani nawet czesto juz pod koniec nie wie, mysli, ze cos jest z nim, z wami, z calym swiatem nie tak. Ze on sie zmienil, ze jest winny tego zanikajacego uczucia, sa tez proby przekonywania sie, ze warto, ze sie uda. Az przychodzi taki moment kiedy mowi sie sobie samemu (albo ktos innny moze nam to uswiadomic), ze milosc odeszla. Ale to nie jest ot tak, na pstryk palcami. I musiales cos jednak zauwazyc u swojej zony w tym czasie. Szkoda, ze wtedy nie rozpoczeliscie rozmow, spedzania wiecej czasu ze soba i koncentrowaniu sie na waszym zwiazku.
Bliskie mi osoby powtarzają mi codziennie, żebym w końcu dał sobie spokój i wystartował na nowo. Wiem, że tak muszę zrobić i nawet przerabiałem coś takiego 10 lat temu - tylko nie było małżeństwa i krótszy związek bo czteroletni. Potem spotkałem obecną (wkrótce ex) żonę i tamto już było wtedy tylko znikającym wspomnieniem.
Teraz tez tak bedzie tylko wiecej czasu musi uplynac.
Właśnie sobie uświadomiłem, że minął już miesiąć odkąd to wszystko się zaczęło, heh... ale to był w sumie długi miesiąc.
ale zyjesz i za nastepny miesiac tez bedziesz zyl:)
Po prostu szlag mnie trafia na myśl, że tyle lat życia poświęciłem na coś, co w ostateczności nie miało sensu. Wiem, że tak nie można na to patrzeć, że to był kolejny rozdział w życiu ze wspaniałymi wspomnieniami, ale niestety mam takie realistyczne podejście do życia i niektórych rzeczy nie mogę odżałować przez długi czas.
Szkoda Ci inwestycji jakiejs? Sens ma kazde doswiadczenie, jakie w zyciu zyskujemy. Czegos sie nauczyles, cos przezyles, to jest to, co bedziesz mial do konca zycia. Powtarzam - nie ma gwarancji na wieczny zwiazek. Ale takie sa i mozna miec nadzieje. Ale nie pewnosc ani oczekiwania.
Najlepszy krok to znienawidzieć i zapomnieć, ja tak pewnie zrobię jak już będę miał formalnie rozwód za sobą. Rozwód też pewnie nieciekawy będzie. Wie ktoś czy obie strony się muszą stawiać w sądzie?
Niestety obydwie, pierwsza sprawa to sprawa pojednawcza ... potem juz wywalanie brudów ... pzrykre ale prawdziwe .
Przypadkiem sie nie wychylaj pierwszy z rozwodem .. jesli ustalicie ze rozwod za porozumieniem stron to raczej szybko uzyskasz status "wolny" jeśli z winy Twojej lub żony no cóż troszke bedzie tego ciagania ale tu masz sprawe jasna Ty nie chcesz zona chce wina jest jej..
i za tym ida kto ponosi koszty sadowe podzial majatku i wiele wiele innych .. musisz sie zastanowic jak chcialbys zeby to wygladalo ...
Najlepszy krok to znienawidzieć i zapomnieć, ja tak pewnie zrobię jak już będę miał formalnie rozwód za sobą. Rozwód też pewnie nieciekawy będzie. Wie ktoś czy obie strony się muszą stawiać w sądzie?
Oj fluffy, a za co Ty chcesz ja znienawidzic? Ze sie odkochala i ze byla z Toba na tyle szczera by Ci to powiedziec? Zamiast udawac, ze cos tam sie w niej tli i zmarnowac wam obojgu zycie? A o zapominaniu zapomnij, chyba, ze na Alzheimera zapadniesz. Ale to jeszcze za pare lat.
Ani jedno ani drugie rozwiazanie nie da Ci satysfakcji czy szczescia. Dopiero jak przyjdzie ten spokoj wewnetrzny, dni bez myslenia o niej i wreszcie wypuscisz ja ze swojego zycia tak doslownie i zobaczysz, ze ono nadal jest mozliwe, a nawet moze byc fajne i przyjemne - wtedy masz szanse na kolejne szczescie. Nienawisc tego nie da.
A co do sadow i spraw rozwodowych w Polsce to ja sie wole nie wypowiadac, bo mnie nagla cholera wezmie. Teatr i cyrk w jednym. Proponuje Ci pojscie na ugade czy porozumienie stron, czyli bez nidczyjej winy. Unikniesz wielu niepotrzebnych scen.
monaliza34 napisał/a:To ja mam pytanie do Kasikakasika. Czy masz jakieś pomysł jak walczyć? w jaki sposób odzyskać tego jedynego. ja też uważam,że to że mój mąż odszedł było duzo mojej winy, ale teraz jak go odzyskać.
Będę walczyć moją miłością i wewnętrzną siłą, bo wiem, ze jestem winna i wiem też, że mąż mnie kocha.
Nie zniósł mojej przemiany z normalnej kobiety na "jędzę". Sama nie wiem co chciałam tym osiągnąć?Już raz GO straciłam... to było naaaaaaaa....ście lat temu, walczyłam ponad 2 lata, udało się.
Stąd wiem, że i tym razem MUSI się udać.
Wtedy, to on był winien, ale ja walczyłam!!!Nasza miłość jest w tej chwili bardziej dojrzała, wtedy byliśmy młodymi rodzicami, na których barki spadły obowiązki rodzinne.
Dzisiaj jest inaczej, pewnie niedługo zostaniemy już dziadkamii jak moglibyśmy nie przeżywać tego razem
?
Ale napisz prosze konkrety, jak to zrobisz, jakimiś konkretnymi działaniami, jak? ja też postanowilam walczyć, też nie chcę się poddać. Jeszcze gdzieś tam w zakamarkach wierzę że mąż mimo wszystko choć troche mnie kocha. Poradz!!!
Napisała mi, że kiedyś napewo będzie dobrze i muszę w to wierzyć i starać się ułożyć sobie życie na nowo. Ja już dłużej tak nie mogę. Żałuję, że ją wogóle poznałem, zabrała mi najlepsze lata życia i wyrzuciła na śmietnik jak bezużyteczną rzecz. Jak można wogóle tak potraktować najbliższą osobę? Nigdy tego nie zrozumiem... Czuję się jak g**no, kompletne zero, wogóle mi się nie chce żyć. Dlaczego los mnie styka z takimi osobami? Sprawdza się to co mi kiedyś ktoś powiedział: im bardziej jesteś dobry i bardziej się starasz, to tym okrutniej zostaniesz za to ukarany. Nienawidze tego sku******go świata.
Napisała mi, że kiedyś napewo będzie dobrze i muszę w to wierzyć i starać się ułożyć sobie życie na nowo. Ja już dłużej tak nie mogę. Żałuję, że ją wogóle poznałem, zabrała mi najlepsze lata życia i wyrzuciła na śmietnik jak bezużyteczną rzecz. Jak można wogóle tak potraktować najbliższą osobę? Nigdy tego nie zrozumiem... Czuję się jak g**no, kompletne zero, wogóle mi się nie chce żyć. Dlaczego los mnie styka z takimi osobami? Sprawdza się to co mi kiedyś ktoś powiedział: im bardziej jesteś dobry i bardziej się starasz, to tym okrutniej zostaniesz za to ukarany. Nienawidze tego sku******go świata.
Widze, że dzisiejsza pogoda za bardzo Cie skłania do refleksji... nie mozesz wszystkie kobiety wrzucac do jednego worka .. na pewno jest gdzies ta ktora doceni Ciebie takim jakim jestes... a na razie wszystko jest jeszcze swieze , nie od razu bedziesz nastawiony pozytywnie
wez głeboki oddech i idz do przodu musi byc dobrze ... postaw sobie jakis cel i do niego brnij ...
Żona doceniała to jaki jestem, a i tak nic mi z tego nie przyszło... Może po prostu ludzie się zmieniają z upływem lat i to co było doceniane zaczyna przeszkadzać po pewnym czasie. Jakie to życie jest porąbane.
Żona doceniała to jaki jestem, a i tak nic mi z tego nie przyszło... Może po prostu ludzie się zmieniają z upływem lat i to co było doceniane zaczyna przeszkadzać po pewnym czasie. Jakie to życie jest porąbane.
Myśle ze cos poszlo nie tak .. mysle ze miala pewne oczekiwania których Ty nie spelniles i nie jest naskakiwanie na Ciebie .. nie odbieraj tego tak moze bylo za duzo zaufania za duzo wolnej reki.. a gdzie dzieci ? nie chcieliscie miec?
Bardzo chcieliśmy mieć dziecko, staraliśmy się od paru miesięcy, nawet jeszcze w marcu. Nie mogę tego wszystkiego przeboleć, ona jest dla mnie wszystkim... Tak bardzo mi jej brakuje. Brakuje mi wspólnego robienia zakupów, jeżdżenia po nią do pracy, porannej pobudki i robienia kawy, przygotowywania dla niej kolacji, oglądania ulubionych seriali, przytulania przed snem... Teraz pustka, nic, ból w sercu i rozpacz. I ciągle myślę, że ja tak naprawdę nie zrobiłem nic złego...
Fluffy bardzo dobrze Cię rozumiem, sama jestem w podobnej sytuacji. Ale chyba trzeba to zostawić, zaczyna dosierać do mnie że nic na siłę się nie da zrobić. Moze nam się tylko wydaje , ze ich kochamy, a kiedyś będziemy się z tego śmiać. powinnismy umówić się na porzadnego drinka i wypłakać swoje żale;)
Bardzo chcieliśmy mieć dziecko, staraliśmy się od paru miesięcy, nawet jeszcze w marcu. Nie mogę tego wszystkiego przeboleć, ona jest dla mnie wszystkim... Tak bardzo mi jej brakuje. Brakuje mi wspólnego robienia zakupów, jeżdżenia po nią do pracy, porannej pobudki i robienia kawy, przygotowywania dla niej kolacji, oglądania ulubionych seriali, przytulania przed snem... Teraz pustka, nic, ból w sercu i rozpacz. I ciągle myślę, że ja tak naprawdę nie zrobiłem nic złego...
Dziecko scala zwiazek .. wiem coś o tym .. wiem ze jest Ci trudno nie długo i mnie to czeka i mimo ze mam wiele żalu do męża wiem ze bedzie mi brakowac wielu sytuacji... w weekend zawsze przynosi mi kawke do łóżka wspolne wieczory romantyczne kolacje ... ale nic na sile wiem ze bedzie trudno ale chce jakos normalnie zaczac zyc poki nie jestem stara i zmeczona zyciem.
Prosze nie zalamuj sie postaraj sie pzrynajmniej jakos dawac rade daj nam dobry pzryklad
myśle ze czas wiele zdziala uleczy wiele bólu czy zalu jaki nosisz w sobie .. Zycie jest okropne ale powinnismy za to ze jest dla nas niesprawiedliwe brac od niego tyle ile sie da..
Wiem ze brakuje Ci sil moze powinienes wejsc na jakies forum gdzie mezczyzni maja podobne sytuacje zobaczyc jak oni sobie radza..
Ja moge jedynie przytulic Cie wirtualnie po przyjacielsku i trzymać za Ciebie kciuki..
Fluffy bardzo dobrze Cię rozumiem, sama jestem w podobnej sytuacji. Ale chyba trzeba to zostawić, zaczyna dosierać do mnie że nic na siłę się nie da zrobić. Moze nam się tylko wydaje , ze ich kochamy, a kiedyś będziemy się z tego śmiać. powinnismy umówić się na porzadnego drinka i wypłakać swoje żale;)
O tak, porządny drink by się przydał
Chciałbym, żeby mi się wydawało, że ją kocham...
monaliza34 napisał/a:Fluffy bardzo dobrze Cię rozumiem, sama jestem w podobnej sytuacji. Ale chyba trzeba to zostawić, zaczyna dosierać do mnie że nic na siłę się nie da zrobić. Moze nam się tylko wydaje , ze ich kochamy, a kiedyś będziemy się z tego śmiać. powinnismy umówić się na porzadnego drinka i wypłakać swoje żale;)
O tak, porządny drink by się przydał
Chciałbym, żeby mi się wydawało, że ją kocham...
Musimy dać radę. Tak sobie myślę,ze jeśli ktoś odchodzi i nie próbuje rozwiązać problemów, a ucieczkę od nich traktuje jak rozwiązanie problemów to nie jest nic wart. Głowa do góry a drina jeszcze wypijemy ![]()
fluffy napisał/a:Bardzo chcieliśmy mieć dziecko, staraliśmy się od paru miesięcy, nawet jeszcze w marcu. Nie mogę tego wszystkiego przeboleć, ona jest dla mnie wszystkim... Tak bardzo mi jej brakuje. Brakuje mi wspólnego robienia zakupów, jeżdżenia po nią do pracy, porannej pobudki i robienia kawy, przygotowywania dla niej kolacji, oglądania ulubionych seriali, przytulania przed snem... Teraz pustka, nic, ból w sercu i rozpacz. I ciągle myślę, że ja tak naprawdę nie zrobiłem nic złego...
Dziecko scala zwiazek .. wiem coś o tym .. wiem ze jest Ci trudno nie długo i mnie to czeka i mimo ze mam wiele żalu do męża wiem ze bedzie mi brakowac wielu sytuacji... w weekend zawsze przynosi mi kawke do łóżka wspolne wieczory romantyczne kolacje ... ale nic na sile wiem ze bedzie trudno ale chce jakos normalnie zaczac zyc poki nie jestem stara i zmeczona zyciem.
Prosze nie zalamuj sie postaraj sie pzrynajmniej jakos dawac rade daj nam dobry pzrykladmyśle ze czas wiele zdziala uleczy wiele bólu czy zalu jaki nosisz w sobie .. Zycie jest okropne ale powinnismy za to ze jest dla nas niesprawiedliwe brac od niego tyle ile sie da..
Wiem ze brakuje Ci sil moze powinienes wejsc na jakies forum gdzie mezczyzni maja podobne sytuacje zobaczyc jak oni sobie radza..
Ja moge jedynie przytulic Cie wirtualnie po przyjacielsku i trzymać za Ciebie kciuki..
Powiedziała mi, że w ostatnim czasie staraliśmy się o dziecko, bo to mogłoby nas utrzymać jeszcze przy sobie, ale niestety nie starczyło jej sił... Tego też bardzo żałuje. Forum męskie odpada, przerobiłem już temat z przyjacielem i jako facet powiedział mi to samo co wy mi tu wszyscy piszecie - muszę się trzymać, żyć dla siebie, skupić się na pracy i nie robić nic głupiego. Usłyszałem też od niego, że bardzo trudno znaleźć prawdziwą miłość w dzisiejszym świecie. Acha, no i jak kogoś znajdę, albo ktoś znajdzie mnie to mam tego nie spartolić ![]()
Ja Ci napisze tak,choc tak sam do konca tego nie rozumiem,rozstanie nastapilo 6 miesiecy temu,wariowalem,telefony,smsy,kwiaty, prawie na kolanach[ale ich nie bylo],wylozylem zdrowie,polozylem firme wlasna,zamknalem sie w czterech scianach,schudlem kilkanascie kilo,ale zaczalem sie skladac po paru miesiacach,grzecznosciowo zadzwonilem z duzymi odstepami czasu 'co tam u Ciebie slychac' odpowiedz brzmiala'wszystko w porzadku'padalo pytanie a co u Ciebie' odp.brzmiala'radze sobie i prawie wszystko w porzadku'.Po pol roku wpadla w niedziele niby na kawe,wytargala z samochodu stek naczyn z moimi ulubionymi szwajcarami,salatkami,z przystawkami ktore uwielbiam, o 17 zjedlismy razem obiad slyszac ze byla bardzo glodna juz,powiedziala po obiedzie ze sie spieszy,pozmywalismy razem naczynia,spakowalem Ja powiedzialem po krotkiej rozmowie ze rozumiem,pojechala do siebie.Nastepnego dnia zadzwonilem'moze poogladamy razem mecz z Rosja u mnie,mam dobry sprzet' w pierwszej sekundzie pojawila sie odpowiedz'ok,nie ma sprawy'pojawilo sie moje ulubione piwo,ulubiony sernik i ONA.Uczucia nigdy nie zamieraja jak sa szczere i prawdziwe,czasem przezywaja regres zwiazany z problemami,ja wierze w Kobiete ktora Kocham bezgranicznie ale to Ona musi dokonac wyboru sama.nic sie nie wymusi,a jeczenie ze ja chyba sie powiesze bez Ciebie przynosi katastrofalnie negatywny skutek.A jak rozsadne czekanie na przebieg zdarzen nie przynosi efektu to znaczy ze inwestycja uczuc byla bledem,nie ma czego zalowac,straty nie bylo.Trzeba sie poskladac,wiem ze latwo powiedziec,sam zyje w zawieszeniu,wyjechalem dzis rano do pracy zostawiajac jej klucze z kawa i kartka i z ultimatum,masz klucze przyjedz na mecz z Czechami,i zostan, albo nigdy nie przyjedz juz.Nie mam zamiaru dzwonic i pytac'a czy przyjedziesz?'Zalezy mi,bardziej niz mozesz pomyslec,ale mam tez w domu lustro,w ktore musze zerknac ogladajac siebie,a czas okaze czy bylo warto poswiecic lata zycia.Reasumujac, wyprujesz sobie zyly,ale to nic nie da,do"tanga trzeba dwojga'Niestety.
Staram się składać do kupy, bardzo się staram. Twój przypadek jest ciekawy, u mnie nie wiem co się zdarzy... Pół roku - dla mnie to jakiś abstrakcyjny okres czasu.
296 2012-06-13 21:24:16 Ostatnio edytowany przez kasikakasika (2012-06-13 21:25:17)
Ja Ci napisze tak,choc tak sam do konca tego nie rozumiem,rozstanie nastapilo 6 miesiecy temu,wariowalem,telefony,smsy,kwiaty, prawie na kolanach[ale ich nie bylo],wylozylem zdrowie,polozylem firme wlasna,zamknalem sie w czterech scianach,schudlem kilkanascie kilo,ale zaczalem sie skladac po paru miesiacach,grzecznosciowo zadzwonilem z duzymi odstepami czasu 'co tam u Ciebie slychac' odpowiedz brzmiala'wszystko w porzadku'padalo pytanie a co u Ciebie' odp.brzmiala'radze sobie i prawie wszystko w porzadku'.Po pol roku wpadla w niedziele niby na kawe,wytargala z samochodu stek naczyn z moimi ulubionymi szwajcarami,salatkami,z przystawkami ktore uwielbiam, o 17 zjedlismy razem obiad slyszac ze byla bardzo glodna juz,powiedziala po obiedzie ze sie spieszy,pozmywalismy razem naczynia,spakowalem Ja powiedzialem po krotkiej rozmowie ze rozumiem,pojechala do siebie.Nastepnego dnia zadzwonilem'moze poogladamy razem mecz z Rosja u mnie,mam dobry sprzet' w pierwszej sekundzie pojawila sie odpowiedz'ok,nie ma sprawy'pojawilo sie moje ulubione piwo,ulubiony sernik i ONA.Uczucia nigdy nie zamieraja jak sa szczere i prawdziwe,czasem przezywaja regres zwiazany z problemami,ja wierze w Kobiete ktora Kocham bezgranicznie ale to Ona musi dokonac wyboru sama.nic sie nie wymusi,a jeczenie ze ja chyba sie powiesze bez Ciebie przynosi katastrofalnie negatywny skutek.A jak rozsadne czekanie na przebieg zdarzen nie przynosi efektu to znaczy ze inwestycja uczuc byla bledem,nie ma czego zalowac,straty nie bylo.Trzeba sie poskladac,wiem ze latwo powiedziec,sam zyje w zawieszeniu,wyjechalem dzis rano do pracy zostawiajac jej klucze z kawa i kartka i z ultimatum,masz klucze przyjedz na mecz z Czechami,i zostan, albo nigdy nie przyjedz juz.Nie mam zamiaru dzwonic i pytac'a czy przyjedziesz?'Zalezy mi,bardziej niz mozesz pomyslec,ale mam tez w domu lustro,w ktore musze zerknac ogladajac siebie,a czas okaze czy bylo warto poswiecic lata zycia.Reasumujac, wyprujesz sobie zyly,ale to nic nie da,do"tanga trzeba dwojga'Niestety.
DZIĘKI mayk222 DOBRY DUSZKU
jestem podobnego zdania, jeśli są prawdziwe uczucia, to zwyciężą wszystko.
Tylko? jak Ty to nazwałeś "zawieszenie", jak to przeżyć w spokoju?
Żyje nadzieją, że on wróci.
kasikakasika.ON do Ciebie moze nie wrocic,tak samo jak ONA moze nie wrocic do mnie ale zawsze nalezy w Cos wierzyc,a najlepiej w to co jest najszlachetniejsze w zyciu,Kocham i czekam,daje to jakis cel w zyciu moze iluzoryczny,ale on istnieje.Nauczylem sie niesamowitej cierpliwosci,mialem malo sympatyczny wypadek,dlugo czekalem jak dojde do sprawnosci,ale wierzylem ze to kiedys nastapi,nastapilo wiem teraz ze warto czekac a idea tego czekania daje nam sile i sie powtorze jezeli istnieje prawdziwe szczere uczucie to moze kiedys doczekamy sie,ludzkie jest ze ktos bladzi,moze kiedys zrozumie co probowal stracic,uwazam ze prawdziwa milosc istnieje tylko raz w zyciu,reszta to namiastki i proba zagluszania Tej jednej,jedynej,prawdziwej.
Fluffy, ja jestem kobietą która boryka się z takimi problemami jak toja żona. Tylko ja nie miałam od męża przytulania i robienia wszystkiego wspólnie. Starałam się (może i za bardzo), a on mi potrafił powiedzieć że nie ma ze mną o czym rozmawiać. teraz sytuacja jest odwrotna. Już rok temu była pierwsza rozmowa o rozwodzie i kolejne próby. on na początku się starał a później robił mi awanturę z byle powodu. teraz borykam się co dalej. nie chce się z nim przytulać, bo wszystkie moje uczucia już się wypaliły ale są dwa "ale" które trzymają to w kupie- DZIECI. i co dalej??? nie mam pojęcia
Nie wiem co Ci poradzić. Tak jak pisałem wcześniej, gdybyśmy mieli z żoną dziecko to jak ona to określiła byłoby to brakujące ogniwo trzymające nas dalej razem. Ale czy to by coś zmieniło i nie okazałoby się, że po roku czy dwóch będzie mimo wszystko koniec? Nie wiem, bo do tego nie doszło. Jeżeli mąż Cię kocha to będzie bardzo cierpiał i pewnie nigdy nie zrozumie dlaczego tak się stało podobnie jak ja w moim przypadku. Czy on wogóle zdaje sobie sprawę z tego co się dzieje? Reaguje na to, ze się nie przytulacie i nie rozmawiacie ze sobą? Jeżeli to nie trwa długo to porozmawiaj z nim jeżeli masz na to siłę i powiedz jak to się skończy. Ja bym oddał wszystko, żeby żona mi coś takiego powiedziała, kiedy nie było jeszcze za późno.
Wtrące się i dodam swoje trzy groszę ... rozmowa nic nie da
moze na poczatku daje sie sygnały dla drugiej osoby udaje sie porozmawiac poprawia się na jakis czas a potem znów to samo.. Doskonale rozumiem efina czasem brakuje sil na gadanie o tym samym
wciaz od nowa ... własnie roznica polega na tym ze mezczyzni mysla ze jak zaloza obraczke na palec to juz jest kobieta "zaklepana"
a kobieta codziennie potrzebuje jego chociaz dobrego slowa... i cholera tego przytulenia bez łaski i trwajacego dłuzej niż pięć sekund...
Małej rozmowy jak minal Ci dzien ? Jak dzieciaczki ? ale poco lepiej przyjsc z pracy z mina nie podchodz do mnie .. nic nie mów... potem narzekać ze zupa za słona ... ze dzieci za bardzo hałasuja .. moze jeszcze jak sie uda sprowokować żone do kłótni na wsadzać jej jaka to ona jest cudowna.. i tak co raz czesciej az w pewnym momecie masz pytanie na co mi to??? kim ja jestem ??? Do czego jestem mu potrzebna? Czar udanego małżeństwa z dnia na dzien sie wypala .. na pocztaku pada pytanie czy ja go nadal kocham? a potem wiem ze bez niego bedzie mi lepiej ... Jak już mówiłam rozmowa z czasem wcale nie ma sensu i nie chce już probowac tego naprawiać chce spokoju w koncu od 9 lat. Dziś obchodzę 9 rocznice ślubu i zamiast sie cieszyć płakać mi się chcę ... sorka za posta jakis kiepski dzien dzis mam ...
Strasznie smutne i przygnębiające jest to co napisałaś pogubioona... Jak bardzo ludzie, którzy się kochają mogą się pogubić. W dodatku jest to zazwyczaj długotrwały proces i jest tyle czasu, żeby coś z tym zrobić, naprawić. Gdy człowiek otwiera oczy, to jest już za późno niestety. Tobie życze wytrwałości na dzisiejszy dzień ![]()
Strasznie smutne i przygnębiające jest to co napisałaś pogubioona... Jak bardzo ludzie, którzy się kochają mogą się pogubić. W dodatku jest to zazwyczaj długotrwały proces i jest tyle czasu, żeby coś z tym zrobić, naprawić. Gdy człowiek otwiera oczy, to jest już za późno niestety. Tobie życze wytrwałości na dzisiejszy dzień
Tak wyglada moje malzenstwo:( ja sie starałam niestety nie wyszło.. maz mysli ze jest ok a ja sie dusze .. ale to juz nie o milosc chodzi
bo wiem ze kocham go ale za duzo cierpienia mam z jego strony nie chce tak dalej zyć... dziekuje jakos znosze ten dzien ![]()
fluffy napisał/a:Strasznie smutne i przygnębiające jest to co napisałaś pogubioona... Jak bardzo ludzie, którzy się kochają mogą się pogubić. W dodatku jest to zazwyczaj długotrwały proces i jest tyle czasu, żeby coś z tym zrobić, naprawić. Gdy człowiek otwiera oczy, to jest już za późno niestety. Tobie życze wytrwałości na dzisiejszy dzień
Tak wyglada moje malzenstwo:( ja sie starałam niestety nie wyszło.. maz mysli ze jest ok a ja sie dusze .. ale to juz nie o milosc chodzi
bo wiem ze kocham go ale za duzo cierpienia mam z jego strony nie chce tak dalej zyć... dziekuje jakos znosze ten dzien
To co pisałem dotyczy też mnie. Pogubiłem się w pewnym momencie, przegapiłem to co najważniejsze i po części pozwoliłem, żeby żona myślała o mnie to samo co teraz ty o swoim mężu. Jest to bolesne dla obu stron i oddałbym wszystko, żeby móc wrócić do momentu kiedy mogliśmy coś z tym zrobić. Teraz została tylko pustka...
kasikakasika.ON do Ciebie moze nie wrocic,tak samo jak ONA moze nie wrocic do mnie ale zawsze nalezy w Cos wierzyc,a najlepiej w to co jest najszlachetniejsze w zyciu,Kocham i czekam,daje to jakis cel w zyciu moze iluzoryczny,ale on istnieje.Nauczylem sie niesamowitej cierpliwosci,mialem malo sympatyczny wypadek,dlugo czekalem jak dojde do sprawnosci,ale wierzylem ze to kiedys nastapi,nastapilo wiem teraz ze warto czekac a idea tego czekania daje nam sile i sie powtorze jezeli istnieje prawdziwe szczere uczucie to moze kiedys doczekamy sie,ludzkie jest ze ktos bladzi,moze kiedys zrozumie co probowal stracic,uwazam ze prawdziwa milosc istnieje tylko raz w zyciu,reszta to namiastki i proba zagluszania Tej jednej,jedynej,prawdziwej.
Mayk jestem podobnego zdania odnośnie istnienia miłości.... bo to moja jedyna w życiu miłość
i to cieszy, a zarazem bardzo smuci, bo nie wyobrażam sobie, że jego już nie będzie w moim życiu nigdy.
Było źle między nami, to prawda, wiele przykrości mu sprawiłam a on mi, jednocześnie mocno się kochając... Głupie!!!
Jednak czy da się przekreślić średnio 1/3 swojego życia?
Jestem pełna nadziei, że NADAL JEST MÓJ I ZAWSZE BĘDZIE, bo "KOCHAM I CZEKAM" (to Twoje słowa
za które bardzo dziękuję) Podoba mi się Twoja szczerość i mądrość życiowa.
Będę walczyć, tylko skąd brać siły na przetrwanie tego okresu? Jak postępować? Jako kobieta nie umiem nie okazywać mu swoich uczuć.
Czuję, że on chce mnie sprowokować, żebym znowu wpadła w szał, wtedy będzie mu łatwiej mnie znienawidzić, czuje że on do tego dąży, żeby szybciej mnie przestać kochać...
To jest najsmutniejsze, że nie daje mi szansy, że nie chce mi powiedzieć wprost że to koniec, chyba po tylu latach mi się to należy?
Wieczorem jak zwykle złapałem doła. Zaczynam mieć poważne wątpliwości, czy jeszcze spotkam jakąś kobietę, z którą będę szczęśliwy i która się zakocha w takim poharatanym człowieku jak ja. Siedem lat temu jak spotkałem żonę, to czułem, że to był ostatni dzwonek, żeby spotkać kogoś na całe życie. Byli fajni przyjaciele, którym dużo wtedy zawdzięczałem i co tydzień było co robić. Teraz wszyscy mają ułożone życie, własne rodziny i w zasadzie mogę z nimi porozmawiać przez telefon jak znajdą 5 minut. Tak w zasadzie zaczyna do mnie docierać, że tak naprawdę zostałem sam i teraz nie mam z kim spędzać wolnego czasu, jak wyjście do kina, basen czy gdziekolwiek, bo każdy poświęca się dla swojej drugiej połówki, tak jak ja to robiłem. Owszem, mam rodzinę u której teraz mieszkam, bo samotności bym nie zniósł i jest się do kogo odezwać, ale sam w sobie nie mogę się zebrać do kupy i zacząć normalnie funkcjonować. Po prostu siedem lat przyzwyczajeń zrobiło swoje. Zawsze byłem zwolennikiem poznawania ludzi w realu i tak poznawałem swoje partnerki, ale teraz czuję, że nie nadarzy mi się taka okazja.
306 2012-06-14 21:25:01 Ostatnio edytowany przez smutnamonia (2012-06-14 21:25:51)
Wieczorem jak zwykle złapałem doła. Zaczynam mieć poważne wątpliwości, czy jeszcze spotkam jakąś kobietę, z którą będę szczęśliwy i która się zakocha w takim poharatanym człowieku jak ja. Siedem lat temu jak spotkałem żonę, to czułem, że to był ostatni dzwonek, żeby spotkać kogoś na całe życie. Byli fajni przyjaciele, którym dużo wtedy zawdzięczałem i co tydzień było co robić. Teraz wszyscy mają ułożone życie, własne rodziny i w zasadzie mogę z nimi porozmawiać przez telefon jak znajdą 5 minut. Tak w zasadzie zaczyna do mnie docierać, że tak naprawdę zostałem sam i teraz nie mam z kim spędzać wolnego czasu, jak wyjście do kina, basen czy gdziekolwiek, bo każdy poświęca się dla swojej drugiej połówki, tak jak ja to robiłem. Owszem, mam rodzinę u której teraz mieszkam, bo samotności bym nie zniósł i jest się do kogo odezwać, ale sam w sobie nie mogę się zebrać do kupy i zacząć normalnie funkcjonować. Po prostu siedem lat przyzwyczajeń zrobiło swoje. Zawsze byłem zwolennikiem poznawania ludzi w realu i tak poznawałem swoje partnerki, ale teraz czuję, że nie nadarzy mi się taka okazja.
Mimo wszystko uważam, że facetowi łatwiej zaczynać wszystko od nowa! Nie masz dziecka, któremu musisz tłumaczyć dlaczego mamusia postąpiła tak a nie inaczej. Nie musisz znosić dodatkowo jeszcze bólu dziecka. Uważam, że dobrze się stało, że nie macie dzieci. One wcale nie scalają, nie ratują...
Do kina możesz iść sam, na basen też........
Może to okazja aby pogadać z kimś w necie do spotkania w realu niewiele trzeba a to pomaga. Sam musisz zawalczyć o swoje szczęście .
Wieczorem jak zwykle złapałem doła. Zaczynam mieć poważne wątpliwości, czy jeszcze spotkam jakąś kobietę, z którą będę szczęśliwy i która się zakocha w takim poharatanym człowieku jak ja. Siedem lat temu jak spotkałem żonę, to czułem, że to był ostatni dzwonek, żeby spotkać kogoś na całe życie. Byli fajni przyjaciele, którym dużo wtedy zawdzięczałem i co tydzień było co robić. Teraz wszyscy mają ułożone życie, własne rodziny i w zasadzie mogę z nimi porozmawiać przez telefon jak znajdą 5 minut. Tak w zasadzie zaczyna do mnie docierać, że tak naprawdę zostałem sam i teraz nie mam z kim spędzać wolnego czasu, jak wyjście do kina, basen czy gdziekolwiek, bo każdy poświęca się dla swojej drugiej połówki, tak jak ja to robiłem. Owszem, mam rodzinę u której teraz mieszkam, bo samotności bym nie zniósł i jest się do kogo odezwać, ale sam w sobie nie mogę się zebrać do kupy i zacząć normalnie funkcjonować. Po prostu siedem lat przyzwyczajeń zrobiło swoje. Zawsze byłem zwolennikiem poznawania ludzi w realu i tak poznawałem swoje partnerki, ale teraz czuję, że nie nadarzy mi się taka okazja.
Przepraszam za te słowa, ale sami jesteśmy sobie winni, że nie mieliśmy innego życia poza naszymi partnerami.
Masz rodzinę, nawet nie wiesz jak ważna jest ich obecność.
Doceń to, że są blisko, bo nie jesteś dzięki temu sam!
fluffy napisał/a:Wieczorem jak zwykle złapałem doła. Zaczynam mieć poważne wątpliwości, czy jeszcze spotkam jakąś kobietę, z którą będę szczęśliwy i która się zakocha w takim poharatanym człowieku jak ja. Siedem lat temu jak spotkałem żonę, to czułem, że to był ostatni dzwonek, żeby spotkać kogoś na całe życie. Byli fajni przyjaciele, którym dużo wtedy zawdzięczałem i co tydzień było co robić. Teraz wszyscy mają ułożone życie, własne rodziny i w zasadzie mogę z nimi porozmawiać przez telefon jak znajdą 5 minut. Tak w zasadzie zaczyna do mnie docierać, że tak naprawdę zostałem sam i teraz nie mam z kim spędzać wolnego czasu, jak wyjście do kina, basen czy gdziekolwiek, bo każdy poświęca się dla swojej drugiej połówki, tak jak ja to robiłem. Owszem, mam rodzinę u której teraz mieszkam, bo samotności bym nie zniósł i jest się do kogo odezwać, ale sam w sobie nie mogę się zebrać do kupy i zacząć normalnie funkcjonować. Po prostu siedem lat przyzwyczajeń zrobiło swoje. Zawsze byłem zwolennikiem poznawania ludzi w realu i tak poznawałem swoje partnerki, ale teraz czuję, że nie nadarzy mi się taka okazja.
Przepraszam za te słowa, ale sami jesteśmy sobie winni, że nie mieliśmy innego życia poza naszymi partnerami.
Masz rodzinę, nawet nie wiesz jak ważna jest ich obecność.
Doceń to, że są blisko, bo nie jesteś dzięki temu sam!
To nie do końca tak. Na początku tak było, że mieliśmy ograniczone życie towarzyskie, ale od jakichś mniej więcej 2 lat pojawiło się nowe towarzystwo (głównie same kobiety), które niestety nie do końca przypadło mi do gustu w przeciwieństwie do żony. Zresztą jak sobie tak czasami myślę, to nie wiem, czy któraś z nich nie "pomogła" jej w podjęciu tej decyzji. Mieliśmy wspólnych znajomych, mieliśmy swoich znajomych jak chyba większość ludzi.
Może to okazja aby pogadać z kimś w necie do spotkania w realu niewiele trzeba a to pomaga. Sam musisz zawalczyć o swoje szczęście .
Tylko ile razy można rozpoczynać tę walkę o szczęście od początku?
Nie doszukuj się niepotrzebnych rzeczy, jaka "pomoc w podjęciu decyzji"?
Zgodzę się, że często osoby postronne patrzące z boku na dwoje ludzi myśli zdrowiej, ale ona ma chyba swój rozum, to nie była krótka znajomość z weekendowego wypadu, tylko związek małżeński trwający klika lat!
Popatrz na to bardziej dojrzale.
Niestety całe życie walczymy o szczęście czy to od początku z inną osobą czy w tym samym związku i to od nas zależy czy wygramy tą walkę
Ehhh.... wieczór jest, a mi się na sentymenty zebrało ;(
Słucham piosenki mojego męża, którą pokazał mi kilka dni przed odejściem...
Nie zrobiła wtedy na mnie żadnego wrażenia, teraz przez przypadek usłyszałam ją w podkładzie jakiegoś filmu - romansidła w środku nocy, który oglądałam z musu, bo niestety cierpię teraz na bezsenność.
Piękna jest
Niestety całe życie walczymy o szczęście czy to od początku z inną osobą czy w tym samym związku i to od nas zależy czy wygramy tą walkę
WALKA, WALKA, WALKA... O CIEBIE!
OTO MOJE MOTTO DO KOŃCA ŻYCIA!
Ehhh.... wieczór jest, a mi się na sentymenty zebrało ;(
Słucham piosenki mojego męża, którą pokazał mi kilka dni przed odejściem...
Nie zrobiła wtedy na mnie żadnego wrażenia, teraz przez przypadek usłyszałam ją w podkładzie jakiegoś filmu - romansidła w środku nocy, który oglądałam z musu, bo niestety cierpię teraz na bezsenność.
Piękna jest
Zamiast romansów polecam krwawe sensacje! Niedobrze mi się robi na filmach o miłości.
Zamiast romansów polecam krwawe sensacje! Niedobrze mi się robi na filmach o miłości.
Każdy jest inny, nie umiem żyć bez miłości.
smutnamonia napisał/a:Zamiast romansów polecam krwawe sensacje! Niedobrze mi się robi na filmach o miłości.
Każdy jest inny, nie umiem żyć bez miłości.
Uwierz mi ja też!
Ale oglądanie ckliwych filmów jeszcze bardziej dobija nie sądzisz?
kasikakasika napisał/a:smutnamonia napisał/a:Zamiast romansów polecam krwawe sensacje! Niedobrze mi się robi na filmach o miłości.
Każdy jest inny, nie umiem żyć bez miłości.
Uwierz mi ja też!
Ale oglądanie ckliwych filmów jeszcze bardziej dobija nie sądzisz?
Mnie nie!
smutnamonia napisał/a:kasikakasika napisał/a:Każdy jest inny, nie umiem żyć bez miłości.
Uwierz mi ja też!
Ale oglądanie ckliwych filmów jeszcze bardziej dobija nie sądzisz?
Mnie nie!
To zazdroszczę!
Bo jak widzę parę całującą się to widzę męża i jego "koleżankę"!
Dlatego nie oglądam! Bo to cholernie boli!
kasikakasika napisał/a:smutnamonia napisał/a:Uwierz mi ja też!
Ale oglądanie ckliwych filmów jeszcze bardziej dobija nie sądzisz?
Mnie nie!
To zazdroszczę!
Bo jak widzę parę całującą się to widzę męża i jego "koleżankę"!
Dlatego nie oglądam! Bo to cholernie boli!
Rozumiem Cię, to na pewno nie jest miłe.
321 2012-06-15 00:30:13 Ostatnio edytowany przez efina (2012-06-15 00:34:20)
A ja lubię oglądać komedie romantyczne. dlaczego by nie wyobrazić sobie że ktoś o ciebie walczy, o miłość. bo tylko chyba tyle pozostało.
Zasanawiam się dlaczego uczucie tak szybko potrafi wygasnąć a ludzie którzy wcześniej byli sobą zafascynowani teraz sa dla siebie obcy.
Około rok temu, mąż powiedział mi pierwszy raz że nie jest ze mną szczęśliwy (już po kłótni) i wtedy we mnie coś pękło. nie zaczęłam się zastanawiać dlaczego i co ja mogłam zrobić źle ale czy to ja jestem z nim szczęśliwa. doszłam do wniosku że nie (liczne kłótnie z byle powodu, wyżywanie się na mnie i wyzwiska). i tak do tej pory. a on teraz potrafi mi powiedzieć że to ja jestem zimna i nie daję mu ciepła, a co było wcześniej??? on mnie olewał i to tak we mnie siedzi że nie wiem czy nawet będę w stanie go przytulić czy pocałować.
jestem jeszcze młoda (29) i nie wiem czy trwać dla dzieci czy zacząć życie od nowa. pomóżcie!! rozmowy z nim pomagają tylko na krótko i dalej się zaczyna. Potrafi wyzwać mnie od dziw... a później powiedzieć żebym się nie złościła że on jest o mnie zazdrosny. czy zawsze tak jest??? wszyscy mężowie tak traktują żony??
kasikakasika rozumiem bo tez ta druga strona Moja nie okreslila sie jasno rzucajac lub kladac pierscionek zareczynowy na stole,traktuje mnie jak furtke zapasowa w sytuacji niepowodzen,ale tylko ja z Nia mialem Ta jedyna prawdziwa Milosc i Kochanie,To jest trudne i chyba nie rozwiazywalne gdy uczucia sa gora nad rozsadkiem.
fluffy czasu nie da sie cofnać .. myśle że i Ty i ja znajdziemy kiedyś kogoś kto naszym zdaniem bedzie zaslugiwal na nasza miłość...
miłość? hmm a to jeszcze istnieje
martwi mnie fakt ze przez takie doswiadczenia zyciowe niestety jakas czesc spadnie na przyszlych partnerow o ile beda... do mnie raz sie odezwie nie tak i pewnie juz pozamiatane ..
Mysle tez ze wiele pomoglaby Ci teraz jakas osoba ktora jest odmiennej plci ale z drugiej strony chyba za swieza rana zeby ja na sile goic.. poza tym i druga osoba moze z tego powodu cierpieć.. zawsze bedziesz miał łatwiej w znalezieniu kogoś fakt męzczyzna ma łatwiej.. ja z dwójka dzieci bede miała gorzej
Poza tym jak to sie mówi szybkich panów moge miec na pęczki a ciezko bedzie znalezc kogos na "poziomie" wiec hmm chyba bede sama ... Ogólnie powinnismy wszyscy z tego postu spotkac sie w jakies knajpce nawet na coli i pogadac na zywo
:)
p.s kolezanki uwierz mi ze potrafia szkodzic i to bardzo ..
A ja lubię oglądać komedie romantyczne. dlaczego by nie wyobrazić sobie że ktoś o ciebie walczy, o miłość. bo tylko chyba tyle pozostało.
Zasanawiam się dlaczego uczucie tak szybko potrafi wygasnąć a ludzie którzy wcześniej byli sobą zafascynowani teraz sa dla siebie obcy.
Około rok temu, mąż powiedział mi pierwszy raz że nie jest ze mną szczęśliwy (już po kłótni) i wtedy we mnie coś pękło. nie zaczęłam się zastanawiać dlaczego i co ja mogłam zrobić źle ale czy to ja jestem z nim szczęśliwa. doszłam do wniosku że nie (liczne kłótnie z byle powodu, wyżywanie się na mnie i wyzwiska). i tak do tej pory. a on teraz potrafi mi powiedzieć że to ja jestem zimna i nie daję mu ciepła, a co było wcześniej??? on mnie olewał i to tak we mnie siedzi że nie wiem czy nawet będę w stanie go przytulić czy pocałować.
jestem jeszcze młoda (29) i nie wiem czy trwać dla dzieci czy zacząć życie od nowa. pomóżcie!! rozmowy z nim pomagają tylko na krótko i dalej się zaczyna. Potrafi wyzwać mnie od dziw... a później powiedzieć żebym się nie złościła że on jest o mnie zazdrosny. czy zawsze tak jest??? wszyscy mężowie tak traktują żony??
Moja rada jeśli nie ma szacunku dla Ciebie nigdy już go nie będzie miał... na początku same krótkie epizody potem bedzie gorzej..
Moj maz tez sie poprawial bo tracił grunt z mojej strony a jak juz było ok to zapominal o rozmowie ...
Dziewczyno głeboki oddech pzremysl za ii przeciw .. podejmij sluszna decyzje..
fluffy czasu nie da sie cofnać .. myśle że i Ty i ja znajdziemy kiedyś kogoś kto naszym zdaniem bedzie zaslugiwal na nasza miłość...
miłość? hmm a to jeszcze istniejemartwi mnie fakt ze przez takie doswiadczenia zyciowe niestety jakas czesc spadnie na przyszlych partnerow o ile beda... do mnie raz sie odezwie nie tak i pewnie juz pozamiatane ..
Mysle tez ze wiele pomoglaby Ci teraz jakas osoba ktora jest odmiennej plci ale z drugiej strony chyba za swieza rana zeby ja na sile goic.. poza tym i druga osoba moze z tego powodu cierpieć.. zawsze bedziesz miał łatwiej w znalezieniu kogoś fakt męzczyzna ma łatwiej.. ja z dwójka dzieci bede miała gorzejPoza tym jak to sie mówi szybkich panów moge miec na pęczki a ciezko bedzie znalezc kogos na "poziomie" wiec hmm chyba bede sama ... Ogólnie powinnismy wszyscy z tego postu spotkac sie w jakies knajpce nawet na coli i pogadac na zywo
:)
p.s kolezanki uwierz mi ze potrafia szkodzic i to bardzo ..
Też martwi mnie to, że po takim doświadczeniu ciężko będzie kogoś pokochać. Jeżeli chodzi o koleżanki żony to daje sobie rękę uciąć, że miały coś do powiedzenia w tej sprawie. Może nie bezpośrednio, ale swoimi poglądami mogły mieć na nią wpływ. Tym bardziej, że wśród nich jest jedna rozwódka, która zrobiła mężowi to samo co teraz moja żona robi mnie. Może jestem przewrażliwiony, nie wiem. Najgorzej, jak za tym wszystkim stoi ktoś trzeci, chociaż ona sie zapierała rękami i nogami, że nie. Nic nie wskazuje za tym, że tak jest poza moim przeczuciem. Powiedziała, że jak tak mi będzie lepiej to mogę sobie wierzyć, że tak jest. Jak czytam inne podobne przypadki na tym forum, to u większości ten "jawny" proces rozpadu związku, tzn. kiedy obie osoby są świadome, że to się dzieje i rozmawiały już o tym trwa długo - parę miesięcy. U mnie rach, ciach, minął miesiąc i życie wywrócone do góry nogami.
A na coli chętnie bym się spotkał i porozmawiał z osobami w podobnej sytuacji ![]()