fluffy napisał/a:Nie mogę przeboleć tego co się stało. Najgorsze jest to, że po części sam do tego doprowadziłem, tylko mniej świadomie niż ona. To mnie cholernie boli - bolą mnie wspomnienia, utrata oparcia... no i ta pustka. Przeczucie, że już nigdy nie będzie dobrze, no bo ile razy można próbować w życiu? Nie tak miało wyglądać moje życie...
Po pierwsze fluffy, coz, nie Ty pierwszy i nie ostatni, ktory sie rozwodzi. To teraz jest straszne, smutne, nie do wyobrazenia, ze sie dzieje a ja Ci daje glowe, reke i noge, ze za dwa lata najpozniej bedziesz pisal w zupelnie innym tonie.
Moj eks maz byl ciut starszy od Ciebie obecnie, gdy sie rozwiedlismy. Przy okazji to byl jego 2-gi rozwod, tez po 10-ciu latach malzenstwa, ponownie stracil rodzine, dzieci (tzn. widuje i tamte i nasza corke ale to nie jest wspolne mieszkanie i zabawa z nimi na codzien), dom (znowu przeniosl sie do wynajetego mieszkania) - moznaby rzec tragedia a ja w tym wszystkim jako czarny charakter. Okrutna wiedzma, bez serca i zrozumienia dla niego.
Tylko widzisz fluffy, ja go tez przestalam kochac pare lat wstecz ale ostatecznie zdalam sobie z tego sprawe na pare miesiecy przed rozwodem. Bo to sie nie dzieje z dnia na dzien, to jest proces. To byly ciezkie dla nas obojga miesiace, on czul, ze ja sie oddalam i cierpial, ja nie moglam sobie znalezc miejsca w domu obok, niestety obojetnego mi juz czlowieka. Mielismy tak tkwic przez nastepnych 20 lat? Bez czulosci, milosci, seksu nawet? On tez prosil i zalowal i sadzil, ze swiat sie konczy tym naszym rozstaniem. Ale ja wiedzialam i czulam to, ze my osobno bedziemy szczesliwsi niz my razem. Bo nie da sie uszczesliwic drugiej osoby na sile, nie kochajac jej i samemu nie bedac szczesliwym. On tego tak nie widzial wtedy ale dzis przyznaje mi racje.
Jesli Twoja zona przestala Cie kochac z jakiegos powodu, to wasze dalsze wspolne zycie byloby zjazdem po rowni pochylej. Miala odwage przerwac to i to w dobrym momencie, kiedy jeszcze nie zaczeliscie sie nienawidziec, kiedy nie ma dzieci i jestescie oboje na tyle mlodzi by ulozyc sobie nowe zycie. I to nie jest bzdura. Jesli Cie nie kocha to zrobila sluszna rzecz.
Moj eks maz ma obecnie kobiete, z ktora jest o niebo szczesliwszy niz ze mna, co mnie szczerze i bardzo cieszy. Nazywa ja miloscia swego zycia, ona jego tez...a jeszcze 2 lata temu pisal mi, ze nigdy nie przestanie nie kochac i ze tylko ja dla niego istnieje. Gdybyscie sie wtedy spotkali to podalby Ci reke na znak wspolnoty w cierpieniu, dzisiaj pewnie klepnalby Cie w placy i powiedzial "glowa do gory stary, jeszcze bedzie dobrze a nawet lepiej niz sadzisz:)".
Po drugie, nie pisz prosze, ze nie tak mialo wygladac Twoje zycie, bo tylko Bog, opatrznosc, los czy jakas tam karma - w zaleznosci od tego, w co wierzysz, wie jak Twoje zycie ma wygladac. Ty sobie mozesz planowac i ustawiac w myslach swoje zycie jak Ci sie zywnie podoba, ale i tak nie masz tu wiele do gadania jak ono sie dalej w realu potoczy. Chcesz czy nie, musisz zaakceptowac to swoje zycie i starac sie przezyc je jak najpelniej.
Przeczucie, ze nigdy nie bedzie dobrze, wsadz zatem miedzy bajki albo spusc z innymi smieciami droga kanalizacyjna w dol Wisly i uwierz choc raz komus BARDZO doswiadczonemu - bedziesz jeszcze szczesliwy i pelen nadziei tylko musisz na to poczekac.
Wyplaczesz co masz wyplakac ale lzy tez sie kiedys koncza. Na szczescie. Powodzenia i sily na nadchodzace dni.