netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Jest źle - mam 36 lat i rozwód

17 440 odpowiedzi978 430 wyświetleńzałożony przez fluffy, 27.05.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Strony Poprzednia 1 … 263 264 265 266 267 268 269 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 17 161 do 17 225 z 17 441 ]

17 161

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
bags napisał/a:

Witajcie...
Wątek kuleje, gdyż jesteśmy bliżej końca Naszych problemów niż paradoksalnie "roztrząsanych" tu swego czasu Naszych pokiereszowań okołozwiązkowych. Ta "przypadłość" dopadła też i mnie, gdyż ostatnimi czasy jakoś nie mogę się odnaleźć po "remoncie" w panujących tu na forum obecnie realiach. Choć jeszcze kilka tygodni temu też nad tym rozłamem w apartamentowcu "rozpaczałem".

Wiele się ostatnimi czasy wydarzyło w myśl powiedzenia "veni, vidi, vici" i  ku mojemu zaskoczeniu... czuję się na dziś dzień zdecydowanie wygranym w tej batalii pełną gębą smile. miałem okazję pojawić się przejazdem słuzbowym - inkoguto - na tych ex małżeńskich włościach i z takim rozmachem wsteczno - przyszłościowym ulokować siebie w sytuacji "co by było gdyby..." Nasze drogi znów się zeszły... katastrofa.
Ja, żona, dziecko, jakieś zobowiazania kredytowe 5, 10, 15 lat i... wyrocznia na tylnym siedzeniu yikes. taki przyspieszony kalejdoskop i... Bogu dziękować, że to już za mną i se ne vrati, nawet potomkowo smile
Tak spojrzałem na to wszystko oczyma wyobraźni i poczułem się jak uschnięta roślinka; chłop oderwany granatem odłamkowym od pługa. Kastracja żywcem ze wszystkiego gorsza jak przy obrzezaniu big_smile.
Jak sobie przypomniałem, czym to mnie chcieli "w podzięce" za ożenek "uraczyć", to zobaczyłem "dzisiejszego" siebie, padającego na pysk jak kłoda z wrażenia. Ile w tym wszystkim było haczyków pełnych fałszu i obłudy, to procesor pod czuprynką staje w w poprzek z przegrzania.
Zero uczuć na teraz, jakiegoś sentymentu do tego "obejscia", kompletnie nic... lobotomia umysłowa. Epizod w życiu nie warty głębszych emocji po roku od "odstawienia narkotyku". Nie wiem, czy zebrałbym się na odwagę wyciągnąć rękę w podziękowaniu za to wszystko, ale samo to słowo jeszcze jakoś bym przecedził przez zęby z ironicznym uśmiechem na ustach. Zadowolenie z tej ironii z ich strony było by odebrane opatrznie jak mniemam smile.

Ta życiowa rewolta wiele mnie nauczyła i otworzyła oczy z innej perspektywy na wszystko i wszystkich. Czasem nachodzi mnie taka refleksja, że dokonałem złego wyboru partnerki życiowej - a miałem wówczas konkurentkę wzgledem jż - bo a nuż bym miał teraz o niebo lepiej... ale paradoksalnie tak widocznie musiało być, ten kopniak od losu był mi widocznie pisany. Zmieniło się wiele i to bezpowrotnie, a tak to dalej dawałbym się ociężale "szprycować" zewsząd toksykami i wodzić za nos. Zgon z opóźnionym zapłonem smile Na toksyków w życiu teraz mam nos wyczulony maksymalnie.

I tak wracając do tematu mojej lokalizacji na forum w dzisiejszych czasach: napiszę ostro - źle i sypią się "reprymendy"; napiszę ciapowato - pomawiany jestem o dalsze rozpaczanie nad własnym "rozlanym mlekiem"; a napiszę coś "w zawieszeniu" między jednym a drugim stanem, to odbierane jest to jako poklepywanie po ramieniu, z płaczem i smarkaniem obopólnym w rękaw. Tak źle i tak nie dobrze. A "zniżając" się do poziomu rozmówcy nowicjusza, czuję sie jakbym sam sobie podcinał żyły i chlastał skalpelem na lewo i prawo. Nie wiem... a i moja "scheda" nie jest już propagowana "z pokolenia na pokolenie". big_smile

Co by się za wiele już nie rozpisywać - podpisuję się pod tym, co Cash napisał.

Jak się odnależć nie możesz?

Jakby babcia miała wąsy to by była dziadkiem i...nigdy nie mów nigdy, zawsze możesz spotkać jakąś "cichą wodę".

17 162

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
aloiram napisał/a:

Maju - uzbrój się w cierpliwość.
Mój rozwód trwa już od roku - tez z orzeczeniem o winie. Mam nadzieje, że w tym roku się zakończy.

Uzbrojona jestem po zęby, ale do przyjemności to nie należy. Ile rozpraw za Tobą aloiram?

zabka-k napisał/a:

Maju
Więc życzę jak najprzyjemniej spędzonych chwil smile Kiedy wybywasz - na długo?
Też sądzę, że "zapoznanie z salą i składem" dobrze Ci zrobi przed właściwą rozprawą - możliwość rozejrzenia się "po terenie" zdejmuje trochę nerwów z człowieka smile


Baaaardzo pozytywnie się przeczytało te przemyślenia/podsumowania smile Bo życie w gruncie rzeczy jest dość proste, pod warunkiem, że chce nam się wyciągać wnioski, a nie rozjątrzać każdy wyprysk wink

Żabko dwa tygodnie standardowo powinno wystarczyć. Jeszcze miesiąc muszę zapychać do pracy, teraz inni wypoczywają, na koniec ja smile Pogoda mi w sumie obojętna i tak wypocznę od tego codziennego kieratu. Za gorącymi dniami nie przepadam, byle by tylko nie padało. Pozdrowionka wszystkim ślę na ten weekend.

17 163

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Maja
Zazdraszczam pozytywnie 2 tygodni błotka wink smile
Ja w tym roku tylko drobne urlopiki, ale w przyszłym już mam na oku opcję dłuższego urlopu. Zresztą nie ukrywam, dla mnie urlop, to odpoczynek od dzieciaków, a taki jeszcze przez 3 lata mi nie będzie dany, więc się zbędnie nie nakręcam, mobilizuję się na za 3 lata i jak wyruszę.... ! Wszystkie dolinki moje tongue

A na razie lekko przedłużone weekendy są wystarczające i te mnie ładują smile
Życzę Ci (ale tylko Tobie wink ) szybkiego upływu czasu do urlopu (ja tam [ersonalnie wolałabym zatrzymać lato smile ) i jeszcze raz mega relaksu smile. Kurczę, powiem Ci, dla mnie 2 tygodnie w relaksie, to.... jeszcze tak nie było smile Jak 2 tygodnie, to minimum tydzień na górskich szlakach i raz ciepłe termalne wink Ale z wiekiem podobno .... tongue Teraz 2 dni w fotelu to dla mnie taaaaki odpoczynek, że nic się do niego nie umywa wink

17 164

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Maja66 napisał/a:

Zgadza się Cash jeśli o wylewność chodzi, ale jak już pisałam kiedyś w czasie początkowych zawirowań, jm czytał to forum, tj.mój wątek. Nie mam teraz 100% pewności, czy czasem nie podczytuje, więc póki rozwód w toku nie mogę wyłożyć kawy na ławę. Wiedziałby jak jestem przygotowana. Gdy nastąpi "the end" nic mnie już nie powstrzyma. Tak więc póki co podaję tylko suche fakty reszta cicho-sza.
Cieszę się, że dopadła Cię ta zwykła proza życia, ona jest bardzo ważna i niekoniecznie nudna smile Mam nadzieję, że ta nowa znajoma przywróciła Ci radość życia. Jak pisałeś powyżej wiele się nauczyłeś, zrozumiałeś i mam nadzieję, że życie już dostatecznie Cię przeczołgało, teraz tylko czerp wiedzę z własnych i innych doświadczeń, po prostu bądź szczęśliwy. Czytając o podobnych problemach i poznając wiele zakończeń, wiemy co robiliśmy nie tak. Za długo daliśmy sobą manipulować, ale to widać tak musiało być. Doświadczyło nas to życie i dało nieźle w kość, ale jak to mówią po burzy przychodzi słońce, więc parasole chowajmy i cieszmy się tym co mamy. Mam nadzieję, że za jakiś czas będę pełna optymizmu jak Ty, to czuć czytając Ciebie. Może jedna, dwie rozprawy i będzie u mnie ten początek nowego. Wszystkiego dobrego dla "starych" i świeżych lokatorów naszego apartamentowca.

A faktycznie Maju, wspominałaś że Twój jm podczytuje/wał?? Ciebie, być może w ten sposób chciałaś mu pokazać co czujesz, co się w Tobie dzieje, ale pewnikiem nie przyjął tego do wiadomości i nic z tym nie zrobił... Przykre...
Niemniej rozumiem Twoją ostrożność w opisywaniu własnych planów, odczuć, czy też zwłaszcza w tej sytuacji, w jakiej się znajdujesz, przewidywanych posunięć na sali sądowej.

Proza życia nie jest nudna i tak jak Zabka napisała , życie w gruncie rzeczy jest dość proste z naciskiem na dość wink
Niemniej, niezależnie od pobranych przeze mnie lekcji życia i "kwot" które uiściłem za te "kursy" przyznaję powoli że chyba jednak warto było smile Niemniej zastrzegam sobie prawo do zmiany zdania za jakiś być może rok, w toku kolejnych przemyśleń wink
Ponoć tylko krowa poglądów nie zmienia wink
Zamierzam być szczęśliwy, nie rozpaczliwie szukając tego szczęścia i opierając je/go na kimś, nie szukając w tym kimś radości życia, a raczej dzielić się z tym kimś tą, którą posiadam w sobie. Bo, jak na mój chłopski rozum, to chyba trzeba ten swój własny zbiornik z radością życia napełnić, by móc się podzielić smile Z drugiej zaś strony, potrafić odróżnić, kto wart jest tego dzielenia się, kto nie jest "NRG Nosferatu" i nie wyssie z nas tego, zostawiając skorupkę ciała...
Ale w momencie gdy jesteśmy ok z samymi sobą, gdy jesteśmy sami dla siebie dobrymi, kochającymi, wówczas potrafimy to odcedzić, nawet w tym pędzie życia smile

Tak sobie przypomniałem słowa jednej z piosenek "Budki Suflera" - "Spalone mosty, to najlepszy w życiu start".

Maju podjęłaś drogę którą podjęła również Endi, odbudowy czegoś po zdradzie, nie udało się w Twoim przypadku, "każda historia jest inna"...
Ty swojej pewien rozdział kończysz, przechodząc w kolejny, jakim on będzie, od Ciebie zależy, życzę Ci by był dla Ciebie jak najlepszy i jak najowocniejszy smile Tymczasem odpoczywaj smile


Bags,
pozwolę sobie tak bezpośrednio...
Miewaliśmy różne poglądy, czasami zbieżne, czasami niekoniecznie. Swoją działalnością stałeś się istotną osobowością tego Forum, masz w sobie potencjał i to czuć. Wielu ludziom którzy "wykoleili" się na zakręcie życia, Twoje wypowiedzi pełne niuansów, niedomówień i możliwości własnej, subiektywnej interpretacji, były i są światełkiem w tunelu rozpaczy.
Pozwalałem sobie odnosić się globalnie odnośnie tego co piszesz i w jaki sposób. Zauważyłem że niezbyt często Tobie się to podobało, ale wierz, lub nie, nie było moim celem tropienie Ciebie, a jedynie podzielenie się własną opinią i tyle.
W pewnym momencie miałem wrażenie że stałeś się "Bagsem Wszechmogącym", parafrazując tytuł filmu wink
A wiara we własną nieomylność jest zgubna my friend...

Niemniej wierzę w Ciebie i wiem, że ktoś tak zawzięty, tak dociekliwy i z takim wspominanym przeze mnie potencjałem, osiągnie to co zamierza, dlatego też ostrożnie wybieraj swoje cele wink

Pozdrawiam Was serdecznie smile

P.S. Piszę o tej chorej porze, bo jak mawiał Kargul: "duchota dzisiaj straśliwa i spać cóś nie można" wink

17 165

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

smile
Straśliwa wink
Z mojej strony - obawa przed realiami campingu tongue

POTRAFIĆ ODRÓŻNIĆ smile

Z mojego aktualnego punktu widzenia - warto wyróżnić smile

Dość tongue

17 166

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Ha,   ja w tym upale i zaduchu nie śpię 2 nocke z rzędu, siedząc sobie w "multikinie" i jako ten "reżyser kina akcji" obserwuje z uwagą przebieg filmu na 7 kamerach przemysłowych. Oczopląsu idzie qrde dostać big_smile Moda na sukces to pikus przy tym wink

17 167

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Maja66 napisał/a:

Zgadza się Cash jeśli o wylewność chodzi, ale jak już pisałam kiedyś w czasie początkowych zawirowań, jm czytał to forum, tj.mój wątek. Nie mam teraz 100% pewności, czy czasem nie podczytuje, więc póki rozwód w toku nie mogę wyłożyć kawy na ławę. Wiedziałby jak jestem przygotowana. Gdy nastąpi "the end" nic mnie już nie powstrzyma. Tak więc póki co podaję tylko suche fakty reszta cicho-sza..

No to w tej materii mamy wiele wspólnego, bo ja też stosuję zasadę ograniczonego informowania osób "zainteresowanych". Licho nie śpi a "gumowe ucho" czuwa... ze szklanką przy ścianie. "W domach z betonu, nie ma wolnej..." amerykanki smile

Cash napisał/a:

Proza życia nie jest nudna i tak jak Zabka napisała , życie w gruncie rzeczy jest dość proste z naciskiem na dość wink
Niemniej, niezależnie od pobranych przeze mnie lekcji życia i "kwot" które uiściłem za te "kursy" przyznaję powoli że chyba jednak warto było smile

Życiowe zakrętasy są jakby wpisane w krajobraz Naszego życia, lub też "doczepiane" łatką przez partnerów.Jak widać po Naszych załączonych w tym wątku obrazkach, nie tylko "kobiety są na zakręcie"

Cash napisał/a:

Niemniej zastrzegam sobie prawo do zmiany zdania za jakiś być może rok, w toku kolejnych przemyśleń wink

Gwiazdki tudzież aneksu małym druczkiem tu nie widać big_smile

Cash napisał/a:

Ponoć tylko krowa poglądów nie zmienia wink

Jak kaczka co nie traci orientacji w wodzie. A ile się przy tym mućka namiele jęzorem... lol

Cash napisał/a:

Zamierzam być szczęśliwy, nie rozpaczliwie szukając tego szczęścia i opierając je/go na kimś, nie szukając w tym kimś radości życia, a raczej dzielić się z tym kimś tą, którą posiadam w sobie.

My drogi Kumo tyż, cobyśmy se mieli to szczęście nawet qwa narysować. A co! big_smile

Cash napisał/a:

Bo, jak na mój chłopski rozum, to chyba trzeba ten swój własny zbiornik z radością życia napełnić, by móc się podzielić smile Z drugiej zaś strony, potrafić odróżnić, kto wart jest tego dzielenia się, kto nie jest "NRG Nosferatu" i nie wyssie z nas tego, zostawiając skorupkę ciała...
Ale w momencie gdy jesteśmy ok z samymi sobą, gdy jesteśmy sami dla siebie dobrymi, kochającymi, wówczas potrafimy to odcedzić, nawet w tym pędzie życia smile

Jak to mawiają - sam musisz być pełnym radości/szczęścia w życiu, by moc przelać to na kogoś innego, Tobie bliskiemu.

Cash napisał/a:

Tak sobie przypomniałem słowa jednej z piosenek "Budki Suflera" - "Spalone mosty, to najlepszy w życiu start".

Wojna się kończy, kurz opada, a oni dalej te mosty wysadzają i wysadzają. A potem usiądą na zgliszczach nad brzegiem rzeki Piedry i rzewnie zapłaczą...

Cash napisał/a:

Bags,
pozwolę sobie tak bezpośrednio...
Miewaliśmy różne poglądy, czasami zbieżne, czasami niekoniecznie. Swoją działalnością stałeś się istotną osobowością tego Forum, masz w sobie potencjał i to czuć. Wielu ludziom którzy "wykoleili" się na zakręcie życia, Twoje wypowiedzi pełne niuansów, niedomówień i możliwości własnej, subiektywnej interpretacji, były i są światełkiem w tunelu rozpaczy.
Pozwalałem sobie odnosić się globalnie odnośnie tego co piszesz i w jaki sposób. Zauważyłem że niezbyt często Tobie się to podobało, ale wierz, lub nie, nie było moim celem tropienie Ciebie, a jedynie podzielenie się własną opinią i tyle.
W pewnym momencie miałem wrażenie że stałeś się "Bagsem Wszechmogącym", parafrazując tytuł filmu wink
A wiara we własną nieomylność jest zgubna my friend...

Małe by nie powiedzieć że znikome jest prawdopodobieństwo stałej i niezmiennej zgodności zdań wśród grona dyskutujących osób smile
Tego Twojego - i nie tylko - "szpiegostwa" nawet tak nie odbierałem, a serwowane mi przez Ciebie i odpowiednio zaopiniowane psztyczki w nos oraz przytyki w pewnych kwestiach, nie ukrywam, że były tymi wskazanymi i uzasadnionymi. Wnioski zawsze z nich powyciągałem. Sam się czasem łapałem na tym, że dzieląc własny włos na czworo swojego armagedonu związkowego - chciałem jego ćwiartką "oblecieć" temat po całości, zapominając o reszcie podzielonego własnego posiwiałego z przebytych wrażeń kłaka.
Zdarzało mi się zafiksować, wróć zabags(al)ować równo i dokladnie w swoich przekonaniach big_smile
"Bags Wszechmogący" a to dobre smile adekwatnie do tego parafrazując prawo Boskie: Jeśli Bags jest - na forum - to chwała Bagsowi; jeśli Bagsa nie ma, to niech nas ręka Bagsa broni. lol
a co powiesz na to: Ja wszechmogący a teścówka to wyrocznia... wszechwiedząca.
Jak to mówią "nie staraj się być lepszym od tego siwego Pana u góry, bo będzie zazdrosny" i analogicznie do tego jak widać ona też była zazdrosna... o swoją córę.

Cash napisał/a:

Niemniej wierzę w Ciebie i wiem, że ktoś tak zawzięty, tak dociekliwy i z takim wspominanym przeze mnie potencjałem, osiągnie to co zamierza, dlatego też ostrożnie wybieraj swoje cele wink

Nu spakojsa o te moje "targety". Mów mi Wołoszański. Ciekawe kto to wymyślił w Wągrowcu hmm big_smile

17 168

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
hm... napisał/a:

Jak się odnależć nie możesz?
Jakby babcia miała wąsy to by była dziadkiem i...nigdy nie mów nigdy, zawsze możesz spotkać jakąś "cichą wodę".

Jakoś tak przez te doświadczenie i tutejsze (wielo)wątkowe ciąganie się za uszy, "wyrosłem" z tego ciągłego babrania się w tym pozwiązkowym bagienku, jakie mi zafundowała jż z wyrocznią.
Wolę takie bardziej "face liftingowe" dysputy i polemiki, z których obie strony mogą coś dla siebie "uszczknąć" i wpasować w miejsce brakującego puzzla obopólnej życiowej układanki. Taki psipadecek miałem Ci ja ostatnio w rozmowach z Feversem, gdzie doznałem poniekąd olśnienia, że w tej całej swojej rozkmince o matkowo - córkowej relacji pominąłem istotny element jej ojca i jego następcy w procesie wychowania. A jakby nie patrzeć, to to też rzutuje na obycie dziecka ze światem zewnętrznym po opuszczeniu rodzinnego gniazda.
Babciodziadek też ma profity na teraz - oprócz wychowawczego i macierzyńskiego jest jeszcze tacierzyński, takie pro rodzinne wyróżnienie od rządu, new age dla faceta. big_smile
Nigdy mówię wtedy, kiedy wiem, że się faktycznie "nigdy" nie da i nie powiem zanim sam się o tym nie przekonam. 7 miesięcy walczyłem o związek i nigdy więcej takiej repety z tą rywalką w tandemie.
Cicha woda mi się ostatnio trafiła, nawet w wersji duo, bo z 4 letnią córką na doczepkę. Ale jak po 2 dniach lajtowego gadania zaproponowała ni z gruszki ni z pietruszki spotkanie, a nazajutrz zaczęła sadzić z grubej rury, jak to byśmy byli rewelacyjną parą yikes to zaczęła mącić i "zalatywać" mi znajomym toksykiem... prawie jak jż na początku związku i narzeczeństwa. Kolejna co to tylko myślała o sobie kosztem kogoś. A paszła...

17 169

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
bags napisał/a:
Maja66 napisał/a:

Zgadza się Cash jeśli o wylewność chodzi, ale jak już pisałam kiedyś w czasie początkowych zawirowań, jm czytał to forum, tj.mój wątek. Nie mam teraz 100% pewności, czy czasem nie podczytuje, więc póki rozwód w toku nie mogę wyłożyć kawy na ławę. Wiedziałby jak jestem przygotowana. Gdy nastąpi "the end" nic mnie już nie powstrzyma. Tak więc póki co podaję tylko suche fakty reszta cicho-sza..

No to w tej materii mamy wiele wspólnego, bo ja też stosuję zasadę ograniczonego informowania osób "zainteresowanych". Licho nie śpi a "gumowe ucho" czuwa... ze szklanką przy ścianie. "W domach z betonu, nie ma wolnej..." amerykanki smile

Cash napisał/a:

Proza życia nie jest nudna i tak jak Zabka napisała , życie w gruncie rzeczy jest dość proste z naciskiem na dość wink
Niemniej, niezależnie od pobranych przeze mnie lekcji życia i "kwot" które uiściłem za te "kursy" przyznaję powoli że chyba jednak warto było smile

Życiowe zakrętasy są jakby wpisane w krajobraz Naszego życia, lub też "doczepiane" łatką przez partnerów.Jak widać po Naszych załączonych w tym wątku obrazkach, nie tylko "kobiety są na zakręcie"

Cash napisał/a:

Niemniej zastrzegam sobie prawo do zmiany zdania za jakiś być może rok, w toku kolejnych przemyśleń wink

Gwiazdki tudzież aneksu małym druczkiem tu nie widać big_smile

Cash napisał/a:

Ponoć tylko krowa poglądów nie zmienia wink

Jak kaczka co nie traci orientacji w wodzie. A ile się przy tym mućka namiele jęzorem... lol

Cash napisał/a:

Zamierzam być szczęśliwy, nie rozpaczliwie szukając tego szczęścia i opierając je/go na kimś, nie szukając w tym kimś radości życia, a raczej dzielić się z tym kimś tą, którą posiadam w sobie.

My drogi Kumo tyż, cobyśmy se mieli to szczęście nawet qwa narysować. A co! big_smile

Cash napisał/a:

Bo, jak na mój chłopski rozum, to chyba trzeba ten swój własny zbiornik z radością życia napełnić, by móc się podzielić smile Z drugiej zaś strony, potrafić odróżnić, kto wart jest tego dzielenia się, kto nie jest "NRG Nosferatu" i nie wyssie z nas tego, zostawiając skorupkę ciała...
Ale w momencie gdy jesteśmy ok z samymi sobą, gdy jesteśmy sami dla siebie dobrymi, kochającymi, wówczas potrafimy to odcedzić, nawet w tym pędzie życia smile

Jak to mawiają - sam musisz być pełnym radości/szczęścia w życiu, by moc przelać to na kogoś innego, Tobie bliskiemu.

Cash napisał/a:

Tak sobie przypomniałem słowa jednej z piosenek "Budki Suflera" - "Spalone mosty, to najlepszy w życiu start".

Wojna się kończy, kurz opada, a oni dalej te mosty wysadzają i wysadzają. A potem usiądą na zgliszczach nad brzegiem rzeki Piedry i rzewnie zapłaczą...

Cash napisał/a:

Bags,
pozwolę sobie tak bezpośrednio...
Miewaliśmy różne poglądy, czasami zbieżne, czasami niekoniecznie. Swoją działalnością stałeś się istotną osobowością tego Forum, masz w sobie potencjał i to czuć. Wielu ludziom którzy "wykoleili" się na zakręcie życia, Twoje wypowiedzi pełne niuansów, niedomówień i możliwości własnej, subiektywnej interpretacji, były i są światełkiem w tunelu rozpaczy.
Pozwalałem sobie odnosić się globalnie odnośnie tego co piszesz i w jaki sposób. Zauważyłem że niezbyt często Tobie się to podobało, ale wierz, lub nie, nie było moim celem tropienie Ciebie, a jedynie podzielenie się własną opinią i tyle.
W pewnym momencie miałem wrażenie że stałeś się "Bagsem Wszechmogącym", parafrazując tytuł filmu wink
A wiara we własną nieomylność jest zgubna my friend...

Małe by nie powiedzieć że znikome jest prawdopodobieństwo stałej i niezmiennej zgodności zdań wśród grona dyskutujących osób smile
Tego Twojego - i nie tylko - "szpiegostwa" nawet tak nie odbierałem, a serwowane mi przez Ciebie i odpowiednio zaopiniowane psztyczki w nos oraz przytyki w pewnych kwestiach, nie ukrywam, że były tymi wskazanymi i uzasadnionymi. Wnioski zawsze z nich powyciągałem. Sam się czasem łapałem na tym, że dzieląc własny włos na czworo swojego armagedonu związkowego - chciałem jego ćwiartką "oblecieć" temat po całości, zapominając o reszcie podzielonego własnego posiwiałego z przebytych wrażeń kłaka.
Zdarzało mi się zafiksować, wróć zabags(al)ować równo i dokladnie w swoich przekonaniach big_smile
"Bags Wszechmogący" a to dobre smile adekwatnie do tego parafrazując prawo Boskie: Jeśli Bags jest - na forum - to chwała Bagsowi; jeśli Bagsa nie ma, to niech nas ręka Bagsa broni. lol
a co powiesz na to: Ja wszechmogący a teścówka to wyrocznia... wszechwiedząca.
Jak to mówią "nie staraj się być lepszym od tego siwego Pana u góry, bo będzie zazdrosny" i analogicznie do tego jak widać ona też była zazdrosna... o swoją córę.

Cash napisał/a:

Niemniej wierzę w Ciebie i wiem, że ktoś tak zawzięty, tak dociekliwy i z takim wspominanym przeze mnie potencjałem, osiągnie to co zamierza, dlatego też ostrożnie wybieraj swoje cele wink

Nu spakojsa o te moje "targety". Mów mi Wołoszański. Ciekawe kto to wymyślił w Wągrowcu hmm big_smile

Bagsiu, Ty politykiem powinieneś być. Kłak mnie przekonał. smile
Wołoszański to strzał w dziesi?tkę.

17 170

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
bags napisał/a:
hm... napisał/a:

Jak się odnależć nie możesz?
Jakby babcia miała wąsy to by była dziadkiem i...nigdy nie mów nigdy, zawsze możesz spotkać jakąś "cichą wodę".

Jakoś tak przez te doświadczenie i tutejsze (wielo)wątkowe ciąganie się za uszy, "wyrosłem" z tego ciągłego babrania się w tym pozwiązkowym bagienku, jakie mi zafundowała jż z wyrocznią.
Wolę takie bardziej "face liftingowe" dysputy i polemiki, z których obie strony mogą coś dla siebie "uszczknąć" i wpasować w miejsce brakującego puzzla obopólnej życiowej układanki. Taki psipadecek miałem Ci ja ostatnio w rozmowach z Feversem, gdzie doznałem poniekąd olśnienia, że w tej całej swojej rozkmince o matkowo - córkowej relacji pominąłem istotny element jej ojca i jego następcy w procesie wychowania. A jakby nie patrzeć, to to też rzutuje na obycie dziecka ze światem zewnętrznym po opuszczeniu rodzinnego gniazda.
Babciodziadek też ma profity na teraz - oprócz wychowawczego i macierzyńskiego jest jeszcze tacierzyński, takie pro rodzinne wyróżnienie od rządu, new age dla faceta. big_smile
Nigdy mówię wtedy, kiedy wiem, że się faktycznie "nigdy" nie da i nie powiem zanim sam się o tym nie przekonam. 7 miesięcy walczyłem o związek i nigdy więcej takiej repety z tą rywalką w tandemie.
Cicha woda mi się ostatnio trafiła, nawet w wersji duo, bo z 4 letnią córką na doczepkę. Ale jak po 2 dniach lajtowego gadania zaproponowała ni z gruszki ni z pietruszki spotkanie, a nazajutrz zaczęła sadzić z grubej rury, jak to byśmy byli rewelacyjną parą yikes to zaczęła mącić i "zalatywać" mi znajomym toksykiem... prawie jak jż na początku związku i narzeczeństwa. Kolejna co to tylko myślała o sobie kosztem kogoś. A paszła...

A co dziecko winne?

Pamiętaj, że to jakie jest dziecko to efekt tego co siedzi w niuświadomionej często podświadomości rodziców. A że czasem a raczej często nie uświadamiają sobie, a zrzucają wszelakie dziadostwa na prozę życia to już jest insza inszość.

17 171 Ostatnio edytowany przez bags (2013-07-27 10:06:13)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
hm... napisał/a:
bags napisał/a:
hm... napisał/a:

Jak się odnależć nie możesz?
Jakby babcia miała wąsy to by była dziadkiem i...nigdy nie mów nigdy, zawsze możesz spotkać jakąś "cichą wodę".

Jakoś tak przez te doświadczenie i tutejsze (wielo)wątkowe ciąganie się za uszy, "wyrosłem" z tego ciągłego babrania się w tym pozwiązkowym bagienku, jakie mi zafundowała jż z wyrocznią.
Wolę takie bardziej "face liftingowe" dysputy i polemiki, z których obie strony mogą coś dla siebie "uszczknąć" i wpasować w miejsce brakującego puzzla obopólnej życiowej układanki. Taki psipadecek miałem Ci ja ostatnio w rozmowach z Feversem, gdzie doznałem poniekąd olśnienia, że w tej całej swojej rozkmince o matkowo - córkowej relacji pominąłem istotny element jej ojca i jego następcy w procesie wychowania. A jakby nie patrzeć, to to też rzutuje na obycie dziecka ze światem zewnętrznym po opuszczeniu rodzinnego gniazda.
Babciodziadek też ma profity na teraz - oprócz wychowawczego i macierzyńskiego jest jeszcze tacierzyński, takie pro rodzinne wyróżnienie od rządu, new age dla faceta. big_smile
Nigdy mówię wtedy, kiedy wiem, że się faktycznie "nigdy" nie da i nie powiem zanim sam się o tym nie przekonam. 7 miesięcy walczyłem o związek i nigdy więcej takiej repety z tą rywalką w tandemie.
Cicha woda mi się ostatnio trafiła, nawet w wersji duo, bo z 4 letnią córką na doczepkę. Ale jak po 2 dniach lajtowego gadania zaproponowała ni z gruszki ni z pietruszki spotkanie, a nazajutrz zaczęła sadzić z grubej rury, jak to byśmy byli rewelacyjną parą yikes to zaczęła mącić i "zalatywać" mi znajomym toksykiem... prawie jak jż na początku związku i narzeczeństwa. Kolejna co to tylko myślała o sobie kosztem kogoś. A paszła...

A co dziecko winne?
Pamiętaj, że to jakie jest dziecko to efekt tego co siedzi w niuświadomionej często podświadomości rodziców. A że czasem a raczej często nie uświadamiają sobie, a zrzucają wszelakie dziadostwa na prozę życia to już jest insza inszość.

Racja nie podlegająca dyskusji bez dwóch zdań.
Co do mojej "przyszłej-niedoszłej dziewczyny nie chcę się wypowiadać o Jej stosunku do relacji miedzy Nią, dzieckiem i Jej partnerem i biologicznym ojcem, bo go po prostu nie znam.
Nie mniej jednak wiem jak ta sytuacja wyglądała u jż.
Od małego miała wpojone, że jej ojciec to "bydlak" i taki negatywny Jego obraz targała na swoich barkach przez całe dotychczasowe życie. Paradoksalnie tutaj jak wiem, to ojciec omijając matkę szerokim łukiem interesował się córką i pomagał jej finansowo, na co jż reagowała adekwatnie do "nastrojenia" jej przez matkę przeciwko Niemu. I co za tym idzie, wychowana została w ramach, że co złe to jest be i trzeba się tego wystrzegać a co dobre, to pielęgnować i wychwalać pod niebiosa - por poczatek mojego wątku.
Patologia patologię patologią pogania. Nic tylko powiedzieć, że "pamiętaj córciu, wszelkie problemy omijaj szerokim łukiem, na ile się da. Na problemy w filmach był Bednarski, ale w życiu to Ja Ci pomogę i podam rozwiązania na złotej tacy." Paranoja do potęgi bliżej nieokreślonej
Tu zaistniał kolosalny w moim odczuciu wic, który został skutecznie i z mistrzowską niemalże precyzją przede mną zatajony, a ja w swojej rozkmince go niejako zignorowałem. Nieświadomy zupełnie tego "zagrożenia", poczuwałem się sam od siebie do "wypełnienia" u niej tej luki po ojcu, będąc w roli partnera i pokazania jej jak można - nie należy a można - rozprawić się z problemami. To się zemścili i rozprawili nie z problemem a ze mną po bezczelnemu, spychając problem na "barki" rzekomej mojej choroby, by mi jeszcze bardziej dowalić. Bo piekło jest dobrymi uczynkami wyłożone, czyż nie?
I jak tak tą ich prorodzinną relację przełożyć na mój układ "noworodzinny" i związkowy, tak wsio się niemalże zazębia jak w wieloprzekładniowej maszynie. Bo dlaczego ten mój biologiczny teść a potem ja zostałem wyeliminowany z rodziny a "przyszywany" ojczym i mój "zdublowany" teść trzymał się (:/) z dala od tego układu "państwa w państwie"? Odpowiedzi jedna w jedną prowadza do jednej i tej samej osoby... wyroczni. Nieodcięta pępowina a zakręcone wszystko lepiej niż stado rozpędzonych imadeł.

17 172

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
hm... napisał/a:

Bagsiu, Ty politykiem powinieneś być. Kłak mnie przekonał. smile
Wołoszański to strzał w dziesi?tkę.

A nie obleciałem tematu jż jak wesz małpy?
Nawet się wyiskać nie zdążyła, jeno wygrzmocić... z gachem big_smile

17 173

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
bags napisał/a:
hm... napisał/a:
bags napisał/a:

Jakoś tak przez te doświadczenie i tutejsze (wielo)wątkowe ciąganie się za uszy, "wyrosłem" z tego ciągłego babrania się w tym pozwiązkowym bagienku, jakie mi zafundowała jż z wyrocznią.
Wolę takie bardziej "face liftingowe" dysputy i polemiki, z których obie strony mogą coś dla siebie "uszczknąć" i wpasować w miejsce brakującego puzzla obopólnej życiowej układanki. Taki psipadecek miałem Ci ja ostatnio w rozmowach z Feversem, gdzie doznałem poniekąd olśnienia, że w tej całej swojej rozkmince o matkowo - córkowej relacji pominąłem istotny element jej ojca i jego następcy w procesie wychowania. A jakby nie patrzeć, to to też rzutuje na obycie dziecka ze światem zewnętrznym po opuszczeniu rodzinnego gniazda.
Babciodziadek też ma profity na teraz - oprócz wychowawczego i macierzyńskiego jest jeszcze tacierzyński, takie pro rodzinne wyróżnienie od rządu, new age dla faceta. big_smile
Nigdy mówię wtedy, kiedy wiem, że się faktycznie "nigdy" nie da i nie powiem zanim sam się o tym nie przekonam. 7 miesięcy walczyłem o związek i nigdy więcej takiej repety z tą rywalką w tandemie.
Cicha woda mi się ostatnio trafiła, nawet w wersji duo, bo z 4 letnią córką na doczepkę. Ale jak po 2 dniach lajtowego gadania zaproponowała ni z gruszki ni z pietruszki spotkanie, a nazajutrz zaczęła sadzić z grubej rury, jak to byśmy byli rewelacyjną parą yikes to zaczęła mącić i "zalatywać" mi znajomym toksykiem... prawie jak jż na początku związku i narzeczeństwa. Kolejna co to tylko myślała o sobie kosztem kogoś. A paszła...

A co dziecko winne?
Pamiętaj, że to jakie jest dziecko to efekt tego co siedzi w niuświadomionej często podświadomości rodziców. A że czasem a raczej często nie uświadamiają sobie, a zrzucają wszelakie dziadostwa na prozę życia to już jest insza inszość.

Racja nie podlegająca dyskusji bez dwóch zdań.
Co do mojej "przyszłej-niedoszłej dziewczyny nie chcę się wypowiadać o Jej stosunku do relacji miedzy Nią, dzieckiem i Jej partnerem i biologicznym ojcem, bo go po prostu nie znam.
Nie mniej jednak wiem jak ta sytuacja wyglądała u jż.
Od małego miała wpojone, że jej ojciec to "bydlak" i taki negatywny Jego obraz targała na swoich barkach przez całe dotychczasowe życie. Paradoksalnie tutaj jak wiem, to ojciec omijając matkę szerokim łukiem interesował się córką i pomagał jej finansowo, na co jż reagowała adekwatnie do "nastrojenia" jej przez matkę przeciwko Niemu. I co za tym idzie, wychowana została w ramach, że co złe to jest be i trzeba się tego wystrzegać a co dobre, to pielęgnować i wychwalać pod niebiosa - por poczatek mojego wątku.
Patologia patologię patologią pogania. Nic tylko powiedzieć, że "pamiętaj córciu, wszelkie problemy omijaj szerokim łukiem, na ile się da. Na problemy w filmach był Bednarski, ale w życiu to Ja Ci pomogę i podam rozwiązania na złotej tacy." Paranoja do potęgi bliżej nieokreślonej
Tu zaistniał kolosalny w moim odczuciu wic, który został skutecznie i z mistrzowską niemalże precyzją przede mną zatajony, a ja w swojej rozkmince go niejako zignorowałem. Nieświadomy zupełnie tego "zagrożenia", poczuwałem się sam od siebie do "wypełnienia" u niej tej luki po ojcu, będąc w roli partnera i pokazania jej jak można - nie należy a można - rozprawić się z problemami. To się zemścili i rozprawili nie z problemem a ze mną po bezczelnemu, spychając problem na "barki" rzekomej mojej choroby, by mi jeszcze bardziej dowalić. Bo piekło jest dobrymi uczynkami wyłożone, czyż nie?
I jak tak tą ich prorodzinną relację przełożyć na mój układ "noworodzinny" i związkowy, tak wsio się niemalże zazębia jak w wieloprzekładniowej maszynie. Bo dlaczego ten mój biologiczny teść a potem ja zostałem wyeliminowany z rodziny a "przyszywany" ojczym i mój "zdublowany" teść trzymał się (:/) z dala od tego układu "państwa w państwie"? Odpowiedzi jedna w jedną prowadza do jednej i tej samej osoby... wyroczni. Nieodcięta pępowina a zakręcone wszystko lepiej niż stado rozpędzonych imadeł.

Ale to co wedle niej było dobre, wcale dobre nie było.
Piękna manipulacja i myślenie za dziecko.
Polityka prorodzinna...:)

Chciałeś ojca bydlaka zastąpić? Widzisz to?
Ojciec bydlak - więc Ty kto?

17 174 Ostatnio edytowany przez bags (2013-07-27 11:28:13)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
hm... napisał/a:

Ale to co wedle niej było dobre, wcale dobre nie było.
Piękna manipulacja i myślenie za dziecko.
Polityka prorodzinna...:)

Chciałeś ojca bydlaka zastąpić? Widzisz to?
Ojciec bydlak - więc Ty kto?

Rembrant, Picasso i Michał Anioł razem wzięci lepiej by tego nie namalowali smile
Perfekcyjne dzieło sztuki.

Widzę ten paradoks idealnie i bez okularów.
Chciałem poniekąd tego samego dla niej, co ojciec "okrężną" drogą. Zrobiliśmy dla diabła wcielonego w ludzką skórę dobry uczynek a odwdzięczył(y) się...
Brak słów i tyle.

to "nie jest walka między Bogiem a diabłem a między walniętą w łeb teściową która nie chce wypuścić z gniazdka swojego pisklaczka.
"Bogobojne" teściowe są zawsze najmądrzejsze..szkoda tylko, że nie szanują i nie słuchają tego co jest w Piśmie Św.napisane.Małżeństwo rzecz święta i żona ma męża a nie mamę, ciocie, wujka, siostrę - MA MĘŻA. Niestety toksyczne matki samotnie wychowujące swoje córki lub matki które wychowują synków na tych co to święci są to najtrudniejszy orzech do zgryzienia.Ty masz właśnie taką teściową , ja miałam właśnie taką matkę.ja swoja matkę zostawiłam to jedna z tych spraw toksycznych które niestety w imię wielkiej miłości rozwalały moje życie na milion kawałków.
Moim zdaniem sprawa jest prosta albo ktoś przemówi Twojej żonie do rozsądku i odetnie pępowinę albo nie masz o co walczyć...pocieszający jest jeden fakt. Z czasem dojdzie do tego, że Twoja zona zrozumie co zrobiła jej matka - nie Ty...i efekt będzie taki, że ją znienawidzi.... jeśli Ci na niej nadal zależy to obyś Ty w tym czasie nie był już "byłym" mężem...."

Kwintesencja przyszłości jż/bż. Ludzie ludziom zgotowali taki los... Zbyt prawdziwie brzmiące słowa, by to było piękne same w sobie.

17 175 Ostatnio edytowany przez hm... (2013-07-27 13:51:16)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Bagsiu, czy byś chciał czy nie chciał to mnie się widzi, że byłeś dlań potencjalnym zagrożeniem.

Dlań - wyrocznia.

17 176 Ostatnio edytowany przez bags (2013-07-27 13:08:05)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
hm... napisał/a:

Bagsiu, czy byś chciał czy nie chciał to mnie się widzi, że byłeś dlaN potencjalnym zagrodzeniem.

Dlań - wyrocznia.

Byłem i mam tego świadomość. Takie pierdyknięcie z przytupem, jak nie dla wyroczni to dla jż. i tak kobiecego vice versa. Co krok i słowo to większą rozpierduchę robiący big_smile
Odszedłem z "hukiem" koncertowym, podrzucając jż jeszcze granat odłamkowy na odchodne i mówiąc jej przy okazji o zdradzie mnie z jej matką... oj wpieniło ją to smile
Czara ich "obolałej" goryczy zaczyna się sączyć i przelewać a torknięcie naczynia nastąpiło poprzez jej zdradę tradycyjną... reszta "fajerwerków" to już tylko kwestia czasu. Na szczęście to mnie już nie dotyczy.

17 177

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Witajcie kochani
Mam do Was pytanie. Jak wygląda sprawa, gdy składam pozew o rozwód, a druga strona rozwodu nie chce.  Czy sąd rozpatruje, kto jest winny rozpadowi małżeństwa. U mnie od roku ta sama sytuacja, m rozwodu nie chce, baluje, wyjeżdża na weekendy i wszystko w ramach pracy. W dalszym ciągu we wszystkim obecna jest koleżanka. Prawnika mam za dwa tygodnie, więc muszę jeszcze poczekać. Może ktoś z Was coś mi podpowie.

17 178

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
nika76 napisał/a:

Witajcie kochani
Mam do Was pytanie. Jak wygląda sprawa, gdy składam pozew o rozwód, a druga strona rozwodu nie chce.  Czy sąd rozpatruje, kto jest winny rozpadowi małżeństwa. U mnie od roku ta sama sytuacja, m rozwodu nie chce, baluje, wyjeżdża na weekendy i wszystko w ramach pracy. W dalszym ciągu we wszystkim obecna jest koleżanka. Prawnika mam za dwa tygodnie, więc muszę jeszcze poczekać. Może ktoś z Was coś mi podpowie.

Może sobie nie chcieć Nika. Ważne, że Ty chcesz.
Przesłanki są spełnione?

17 179

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Mieszkamy nadal razem, w oddzielnych pokojach. Planuję wyprowadzkę, ale wcześniej chcę złożyć pozew. To co nas łączy na chwilę obecną to sprawy finansowe, mamy wspólną kasę.

17 180

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
nika76 napisał/a:

Mieszkamy nadal razem, w oddzielnych pokojach. Planuję wyprowadzkę, ale wcześniej chcę złożyć pozew. To co nas łączy na chwilę obecną to sprawy finansowe, mamy wspólną kasę.

Ta wspólna kasa to może być kłopot.
Ake prawnik jest po to, żeby tę sprawę dobrze rozwiązać.

17 181

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Witajcie!

Nika, ta wspólna kasa a przede wszystkim wspólne gospodarowanie - to problemik jest, który warto jak najszybciej "ogarnąć". Oddzielny portfel, półki w lodówce i zupa w garnkach, nie pierzesz, nie sprzątasz mu.
Jeśli zaś składasz wniosek o rozwód bez orzeczenia a on nie chce wyrazić zgody, wtedy od razu w pozwie zawiera się wniosek, ze w przypadku braku zgody wnosisz o orzeczenie rozwodu z wyłącznej winy pozwanego i wskazujesz świadków (przynajmniej dwóch). Myślę, że warto poczekać do spotkania z prawnikiem, on Ci to najlepiej wyjaśni smile

17 182

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Maja66 napisał/a:
aloiram napisał/a:

Maju - uzbrój się w cierpliwość.
Mój rozwód trwa już od roku - tez z orzeczeniem o winie. Mam nadzieje, że w tym roku się zakończy.

Uzbrojona jestem po zęby, ale do przyjemności to nie należy. Ile rozpraw za Tobą aloiram?

zabka-k napisał/a:

Maju
Więc życzę jak najprzyjemniej spędzonych chwil smile Kiedy wybywasz - na długo?
Też sądzę, że "zapoznanie z salą i składem" dobrze Ci zrobi przed właściwą rozprawą - możliwość rozejrzenia się "po terenie" zdejmuje trochę nerwów z człowieka smile


Baaaardzo pozytywnie się przeczytało te przemyślenia/podsumowania smile Bo życie w gruncie rzeczy jest dość proste, pod warunkiem, że chce nam się wyciągać wnioski, a nie rozjątrzać każdy wyprysk wink

Żabko dwa tygodnie standardowo powinno wystarczyć. Jeszcze miesiąc muszę zapychać do pracy, teraz inni wypoczywają, na koniec ja smile Pogoda mi w sumie obojętna i tak wypocznę od tego codziennego kieratu. Za gorącymi dniami nie przepadam, byle by tylko nie padało. Pozdrowionka wszystkim ślę na ten weekend.

Maju, za mną 4 rozprawy jak dotąd. Ale jeszcze obok są inne... i tak już od dwóch lat.
Jestem wykończona i ciągnę ostatkiem sił.

17 183

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
aloiram napisał/a:

Maju, za mną 4 rozprawy jak dotąd. Ale jeszcze obok są inne... i tak już od dwóch lat.
Jestem wykończona i ciągnę ostatkiem sił.

Nie zazdroszczę, pewnie jesteś już na finiszu, ileż może się ciągnąć rozwód? Z tego wynika, że jestem na początku tej drogi, za trzy miesiące napiszę jak potoczyło się u mnie, nie zależy mi na szybkości, ale na sprawiedliwości. Mąż zagadnął byśmy jednak za porozumieniem wzięli rozwód, chyba czegoś się najadł, straszy, że ma dobrego adwokata, kiedyś może i bym się przestraszyła, ale na tym etapie, znając kłamliwe oblicze jm nie boję się. Nie jestem już tą kobietą, którą znał, gdy byliśmy razem, że mógł mi wmówić wszystko. Aloiram trzymaj się, reszta z 36-tki także smile

17 184

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Witajcie smile

Maja
Wiesz, ostatnio coś "się zgadało" ze znajomymi o adwokatach... A dokładniej o ich potyczkach z Klientami smile Większosć adwokatów twierdzi, że 99% klientów w ogóle nie mówi im prawdy tongue. To tak, odnośnie "dobrego adwokata" Twojego byłego. Konia z rzędem co ten człowiek naprawdę wie a czego dowie się dopiero na sali sądowej wink. Z góry załóż sobie, że kolejne rozprawy to może być niejako akcja uświadamiająca owego adwokata, umniejszy CI to ew. stresu wynikającego z trzymania się przez tego człowieka jakichś rzeczy, które faktami nigdy nie były - on po prostu najzwyczajniej w świecie może nie wiedzieć wink. Ha! Dobry adwokat! Jak tu zastraszyć otoczenie.... A głupież to oczywiście smile

17 185

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
zabka-k napisał/a:

Witajcie smile

Maja
Wiesz, ostatnio coś "się zgadało" ze znajomymi o adwokatach... A dokładniej o ich potyczkach z Klientami smile Większosć adwokatów twierdzi, że 99% klientów w ogóle nie mówi im prawdy tongue. To tak, odnośnie "dobrego adwokata" Twojego byłego. Konia z rzędem co ten człowiek naprawdę wie a czego dowie się dopiero na sali sądowej wink. Z góry załóż sobie, że kolejne rozprawy to może być niejako akcja uświadamiająca owego adwokata, umniejszy CI to ew. stresu wynikającego z trzymania się przez tego człowieka jakichś rzeczy, które faktami nigdy nie były - on po prostu najzwyczajniej w świecie może nie wiedzieć wink. Ha! Dobry adwokat! Jak tu zastraszyć otoczenie.... A głupież to oczywiście smile

Dokładnie Żabko, trafiłaś w samo sedno. Jego adwokat na pewno nie zna jeszcze całej prawdy. Czas urlopów przytłacza tych pozostających w pracy, ja jeszcze niestety do nich należę i pracuję za dwie, wkrótce za trzy osoby. Wieczorami nadrabiam czytanie jak mam jeszcze siły, teraz miałam krótką przerwę na kawkę smile

17 186

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
zabka-k napisał/a:

Witajcie smile

Maja
Wiesz, ostatnio coś "się zgadało" ze znajomymi o adwokatach... A dokładniej o ich potyczkach z Klientami smile Większosć adwokatów twierdzi, że 99% klientów w ogóle nie mówi im prawdy tongue. To tak, odnośnie "dobrego adwokata" Twojego byłego. Konia z rzędem co ten człowiek naprawdę wie a czego dowie się dopiero na sali sądowej wink. Z góry załóż sobie, że kolejne rozprawy to może być niejako akcja uświadamiająca owego adwokata, umniejszy CI to ew. stresu wynikającego z trzymania się przez tego człowieka jakichś rzeczy, które faktami nigdy nie były - on po prostu najzwyczajniej w świecie może nie wiedzieć wink. Ha! Dobry adwokat! Jak tu zastraszyć otoczenie.... A głupież to oczywiście smile

Aż się z jednej strony bojam, co ta moja "jeszcze" deus ex machine w wersji hybrydowego "el tandemo-mariage" - ależ mnie się to zrymowało tongue - swojej "przygarniętej" papudze o mnie nagada yikes ; a z drugiej mam śmiech na sali z ich (nad)ludzkiej głupoty i nad wyraz naiwnej wiary w swoje siły... z kategorii tych rodzicielsko - nadprzyrodzonych.

Żabka, Ty to w takiej mikroskopijnej "tic tac"-owej pigułce napisałaś, a ubawu dla wtajemniczonych i zaznajomionych w temacie to tak lekko z 2 tony tego jest wagowo, a nie zaledwie konsumpcyjne 2 cal. Choć i to ciężko czasem przetrawić big_smile

17 187

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
zabka-k napisał/a:

Witajcie smile

Maja
Wiesz, ostatnio coś "się zgadało" ze znajomymi o adwokatach... A dokładniej o ich potyczkach z Klientami smile Większosć adwokatów twierdzi, że 99% klientów w ogóle nie mówi im prawdy tongue. To tak, odnośnie "dobrego adwokata" Twojego byłego. Konia z rzędem co ten człowiek naprawdę wie a czego dowie się dopiero na sali sądowej wink. Z góry załóż sobie, że kolejne rozprawy to może być niejako akcja uświadamiająca owego adwokata, umniejszy CI to ew. stresu wynikającego z trzymania się przez tego człowieka jakichś rzeczy, które faktami nigdy nie były - on po prostu najzwyczajniej w świecie może nie wiedzieć wink. Ha! Dobry adwokat! Jak tu zastraszyć otoczenie.... A głupież to oczywiście smile

Często tak bywa

17 188

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
bags napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Witajcie smile

Maja
Wiesz, ostatnio coś "się zgadało" ze znajomymi o adwokatach... A dokładniej o ich potyczkach z Klientami smile Większosć adwokatów twierdzi, że 99% klientów w ogóle nie mówi im prawdy tongue. To tak, odnośnie "dobrego adwokata" Twojego byłego. Konia z rzędem co ten człowiek naprawdę wie a czego dowie się dopiero na sali sądowej wink. Z góry załóż sobie, że kolejne rozprawy to może być niejako akcja uświadamiająca owego adwokata, umniejszy CI to ew. stresu wynikającego z trzymania się przez tego człowieka jakichś rzeczy, które faktami nigdy nie były - on po prostu najzwyczajniej w świecie może nie wiedzieć wink. Ha! Dobry adwokat! Jak tu zastraszyć otoczenie.... A głupież to oczywiście smile

Aż się z jednej strony bojam, co ta moja "jeszcze" deus ex machine w wersji hybrydowego "el tandemo-mariage" - ależ mnie się to zrymowało tongue - swojej "przygarniętej" papudze o mnie nagada yikes ; a z drugiej mam śmiech na sali z ich (nad)ludzkiej głupoty i nad wyraz naiwnej wiary w swoje siły... z kategorii tych rodzicielsko - nadprzyrodzonych.

Żabka, Ty to w takiej mikroskopijnej "tic tac"-owej pigułce napisałaś, a ubawu dla wtajemniczonych i zaznajomionych w temacie to tak lekko z 2 tony tego jest wagowo, a nie zaledwie konsumpcyjne 2 cal. Choć i to ciężko czasem przetrawić big_smile

Ciebie i tak nie przegadają, bo połowy nie zrozumieją tongue

17 189

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
hm... napisał/a:
bags napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Witajcie smile

Maja
Wiesz, ostatnio coś "się zgadało" ze znajomymi o adwokatach... A dokładniej o ich potyczkach z Klientami smile Większosć adwokatów twierdzi, że 99% klientów w ogóle nie mówi im prawdy tongue. To tak, odnośnie "dobrego adwokata" Twojego byłego. Konia z rzędem co ten człowiek naprawdę wie a czego dowie się dopiero na sali sądowej wink. Z góry załóż sobie, że kolejne rozprawy to może być niejako akcja uświadamiająca owego adwokata, umniejszy CI to ew. stresu wynikającego z trzymania się przez tego człowieka jakichś rzeczy, które faktami nigdy nie były - on po prostu najzwyczajniej w świecie może nie wiedzieć wink. Ha! Dobry adwokat! Jak tu zastraszyć otoczenie.... A głupież to oczywiście smile

Aż się z jednej strony bojam, co ta moja "jeszcze" deus ex machine w wersji hybrydowego "el tandemo-mariage" - ależ mnie się to zrymowało tongue - swojej "przygarniętej" papudze o mnie nagada yikes ; a z drugiej mam śmiech na sali z ich (nad)ludzkiej głupoty i nad wyraz naiwnej wiary w swoje siły... z kategorii tych rodzicielsko - nadprzyrodzonych.

Żabka, Ty to w takiej mikroskopijnej "tic tac"-owej pigułce napisałaś, a ubawu dla wtajemniczonych i zaznajomionych w temacie to tak lekko z 2 tony tego jest wagowo, a nie zaledwie konsumpcyjne 2 cal. Choć i to ciężko czasem przetrawić big_smile

Ciebie i tak nie przegadają, bo połowy nie zrozumieją tongue

Chyba Bags tej wiary jednak brak Twojej jż, skoro ociąga się z pozwem. Nadal cisza w tym temacie?

17 190

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Maja66 napisał/a:
hm... napisał/a:
bags napisał/a:

Aż się z jednej strony bojam, co ta moja "jeszcze" deus ex machine w wersji hybrydowego "el tandemo-mariage" - ależ mnie się to zrymowało tongue - swojej "przygarniętej" papudze o mnie nagada yikes ; a z drugiej mam śmiech na sali z ich (nad)ludzkiej głupoty i nad wyraz naiwnej wiary w swoje siły... z kategorii tych rodzicielsko - nadprzyrodzonych.

Żabka, Ty to w takiej mikroskopijnej "tic tac"-owej pigułce napisałaś, a ubawu dla wtajemniczonych i zaznajomionych w temacie to tak lekko z 2 tony tego jest wagowo, a nie zaledwie konsumpcyjne 2 cal. Choć i to ciężko czasem przetrawić big_smile

Ciebie i tak nie przegadają, bo połowy nie zrozumieją tongue

Chyba Bags tej wiary jednak brak Twojej jż, skoro ociąga się z pozwem. Nadal cisza w tym temacie?

Milczenie owiec... tongue
Już się nawet w tej materii przekomarzałem z Moniką na swoim wątku, co by to była ich zmowa milczenia na powroty w wielkim stylu. Kontynuacja "sexu w wielkim mieście" czy coś w ten deseń big_smile

Taki tupet u ludzi mnie rozbraja na łopatki. Do zadymy to pierwsi wyrywają się przed orkiestrę. Posprzątać hmm to już nie ma komu.

17 191

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
bags napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Witajcie smile

Maja
Wiesz, ostatnio coś "się zgadało" ze znajomymi o adwokatach... A dokładniej o ich potyczkach z Klientami smile Większosć adwokatów twierdzi, że 99% klientów w ogóle nie mówi im prawdy tongue. To tak, odnośnie "dobrego adwokata" Twojego byłego. Konia z rzędem co ten człowiek naprawdę wie a czego dowie się dopiero na sali sądowej wink. Z góry załóż sobie, że kolejne rozprawy to może być niejako akcja uświadamiająca owego adwokata, umniejszy CI to ew. stresu wynikającego z trzymania się przez tego człowieka jakichś rzeczy, które faktami nigdy nie były - on po prostu najzwyczajniej w świecie może nie wiedzieć wink. Ha! Dobry adwokat! Jak tu zastraszyć otoczenie.... A głupież to oczywiście smile

Aż się z jednej strony bojam, co ta moja "jeszcze" deus ex machine w wersji hybrydowego "el tandemo-mariage" - ależ mnie się to zrymowało tongue - swojej "przygarniętej" papudze o mnie nagada yikes ; a z drugiej mam śmiech na sali z ich (nad)ludzkiej głupoty i nad wyraz naiwnej wiary w swoje siły... z kategorii tych rodzicielsko - nadprzyrodzonych.

Żabka, Ty to w takiej mikroskopijnej "tic tac"-owej pigułce napisałaś, a ubawu dla wtajemniczonych i zaznajomionych w temacie to tak lekko z 2 tony tego jest wagowo, a nie zaledwie konsumpcyjne 2 cal. Choć i to ciężko czasem przetrawić big_smile

Wiesz Bags, ale w rezultacie jest to tak POSPOLITE, że nawet sami zainteresowani poszkodowani, czyli próbujący wyjśc z twarzą adwokaci - podsumowują to krótko. I zaczynam rozumieć pytania mojej pomocnej adwokat - czy powinnam coś jeszcze wiedzieć...

I przecież Ty mnie znasz, jestem prostolinijna, uczciwa, staram się traktować otoczenie i świat sprawiedliwie. I nie rozumiem smile Po co to manipulowanie. Ale - szczerze mówiąc, nawet nie zamierzam chcieć zrozumieć, niech to pozostanie dla mnie nie do pojęcia, wystarczy mi pełna świadomość, że tak właśnie najczęściej bywa i of tego się ucieka tongue

17 192

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
bags napisał/a:

Taki tupet u ludzi mnie rozbraja na łopatki. Do zadymy to pierwsi wyrywają się przed orkiestrę. Posprzątać hmm to już nie ma komu.

A Ty to nie wiesz, że mało jest ludzi odpowiedzialnych i konsekwentnych? Ale że mnóstwo jest roszczeniowych?
Taka polska natura - nagłośnić, medialnie wybielić i napuszyć, wybić się przed tłum i.......................


NIC smile
Bo chodziło tylko o hałas i rozgłos, nie o osiągnięcie efektu końcowego tongue
A politycy skąd się biorą? Z tłumu kochany, z tłumu - pieniaczy głównie smile

17 193

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
zabka-k napisał/a:
bags napisał/a:

Żabka, Ty to w takiej mikroskopijnej "tic tac"-owej pigułce napisałaś, a ubawu dla wtajemniczonych i zaznajomionych w temacie to tak lekko z 2 tony tego jest wagowo, a nie zaledwie konsumpcyjne 2 cal. Choć i to ciężko czasem przetrawić big_smile

Wiesz Bags, ale w rezultacie jest to tak POSPOLITE, że nawet sami zainteresowani poszkodowani, czyli próbujący wyjśc z twarzą adwokaci - podsumowują to krótko. I zaczynam rozumieć pytania mojej pomocnej adwokat - czy powinnam coś jeszcze wiedzieć...

I przecież Ty mnie znasz, jestem prostolinijna, uczciwa, staram się traktować otoczenie i świat sprawiedliwie. I nie rozumiem smile Po co to manipulowanie. Ale - szczerze mówiąc, nawet nie zamierzam chcieć zrozumieć, niech to pozostanie dla mnie nie do pojęcia, wystarczy mi pełna świadomość, że tak właśnie najczęściej bywa i of tego się ucieka tongue

Dlatego by właśnie przygotować swoją potencjalną papugę do tej batalii z 1001 głupich tekstów i zarzutów ze strony jz i wyroczni, zastanawiam się tak szczerze mówiąc od dłuższego czasu. I prawdę powiedziawszy nie wiem od czego zacząć a i końca w tym konwejerze ludzkiej, zawistnej głupoty nie widać, oj nie.     
Może będzie bezpieczniej stanąć w szranki z tą yntelygencją samemu niż z "zapleczem" ludzi hmm

17 194

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Witam, tylko kogo?
Wątek umiera, wątek się wypalił.
Szkoda Obrazek dodany przez użytkowniczkę

17 195

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Lexpar napisał/a:

Witam, tylko kogo?
Wątek umiera, wątek się wypalił.
Szkoda http://emotikona.pl/emotikony/pic/10icon_cry2.gif

Wszystkich kolego wszystkich... urlopujących się.
Swoją drogą coś się kolega zaniedbał we frekwencji na forum, bo i fotel Jego taki zakurzony wink

17 196

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Witajcie
Cóż tu pisać, jak nic nowego się nie dzieje, a stan zawieszenia ciągnie się i ciągnie.
A ty Bagsiu podjęłeś już jakąś decyzję czy ciągle czekasz?

17 197

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
nika76 napisał/a:

Witajcie
Cóż tu pisać, jak nic nowego się nie dzieje, a stan zawieszenia ciągnie się i ciągnie.
A ty Bagsiu podjęłeś już jakąś decyzję czy ciągle czekasz?

No ja ten stan zawieszenia już dawno "wyczerpałem"; ostateczną decyzję już dawno podjąłem ostatecznie i żyję jak w dawnym kawalerstwie, nie czując już ciężaru ex związku. Zmieniłem otoczenie, zmieniłem "klimat" i oddycham pełną piersią czystym powietrzem smile
Czy czekam? Czekam, ale na nowy rozdział życia i "nowy model" nie siedząc z założonymi rękami, a zamknięcie starego to dla mnie już tylko formalność.
Jak ludzie po 40-tce przeżywają swoją drugą miłość, to mi nie wolno wink

17 198

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

heja!:)

mam dzis taki potworny dzien  a nie mam do kogo napisac.zawalilo mi sie małżenstwo. mam dwoje małych dzieciaczkow 2,5 roku i rok. dwie male dziewczynki. strasznie sie z moim mezem klocimy. doszło z jego strony do rekoczynow. oboje jestesmy winni. nie pomaga nam tez fakt, ze razem pracujemy. jestesmy ze soba 7 lat non stop. oboje sie kochamy bardzo ale i mamy wybuchowe charaktery. jak sie kłocimy to jak wybuch wulkanu, co prawda coraz czesciej gasimy szybko i staramy sie nie stresowac dzieciakow. nie mozemy sie zrozumiec , klocimy sie o glupoty. zreszta sa i inne jakies pretensje. nie chce konczyc malzenstwa. widze swoja wine. chcialabym to naprawic ale jakos wspolnie z nim, ale kazda rozmowa zaraz konczy sie wyzwiskami wypominkami. on zaczyna sie denerwowac. nie jest zła osoba, chyba tez nie bardzo potrafo sobie poradzic z tym ciaglym napieciem. pomaga mi przy dzieciakach. jak zdawaalam prawko az 11 razy byl przy mnie i nie dal sie poddac. poradzcie mi co zrobic. nie sztuka rozwalic rodzine. strasznie narozrabialismy ale chyba nie chcemy konca oboje. choc maz dzis nie odzywa sie i mowi ze sie wyprowadza ze juz nie widzi ze mna zycia nie chce mnie znac etc.

17 199

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
malinia14 napisał/a:

heja!:)

mam dzis taki potworny dzien  a nie mam do kogo napisac.zawalilo mi sie małżenstwo... strasznie sie z moim mezem klocimy. doszło z jego strony do rekoczynow. oboje jestesmy winni. nie pomaga nam tez fakt, ze razem pracujemy. jestesmy ze soba 7 lat non stop. oboje sie kochamy bardzo ale i mamy wybuchowe charaktery. jak sie kłocimy to jak wybuch wulkanu, co prawda coraz czesciej gasimy szybko i staramy sie nie stresowac dzieciakow. nie mozemy sie zrozumiec , klocimy sie o glupoty. zreszta sa i inne jakies pretensje. nie chce konczyc malzenstwa. widze swoja wine. chcialabym to naprawic ale jakos wspolnie z nim, ale kazda rozmowa zaraz konczy sie wyzwiskami wypominkami. on zaczyna sie denerwowac. nie jest zła osoba, chyba tez nie bardzo potrafo sobie poradzic z tym ciaglym napieciem. pomaga mi przy dzieciakach. jak zdawaalam prawko az 11 razy byl przy mnie i nie dal sie poddac. poradzcie mi co zrobic. nie sztuka rozwalic rodzine. strasznie narozrabialismy ale chyba nie chcemy konca oboje. choc maz dzis nie odzywa sie i mowi ze sie wyprowadza ze juz nie widzi ze mna zycia nie chce mnie znac etc.

Jak w nazwie polskiego dobrego zespołu Stare Dobre Małżeństwo... koty drzeć musi wink
Różne są nasze cechy osobowości. Jedni z nas są bardziej emocjonalni, inni mniej. Ci pierwsi bardziej przeżywają konflikt na płaszczyźnie uczuć, drudzy ? faktów i logiki argumentów. Bardziej emocjonalni często podsycają, ?żywią? emocje i budują na nich oceny, oskarżenia, pretensje i wymówki. Słynne: "ty znowu, ty zawsze, ty nigdy..." powstają najczęściej na bazie emocji. Na emocjonalność może nakładać się szybkość reagowania. Jedni z nas reagują szybko i gwałtownie, ale już po chwili im ?przechodzi? i nie pamiętają urazy, natomiast u innych poczucie krzywdy, przykre uczucia i żale, zalegają długo. W poważnych sytuacjach, nawet latami. Jedni z nas są bardziej wojowniczy, drudzy ? ugodowi. Jedni bardziej towarzyscy, inni ? separatywni. Jednym z nas jest łatwiej, a innym trudniej podjąć rozmowę ? On nie jest winny, tylko on jest inny ? On inaczej przeżywa niż ja. I ja tego nie zmienię. Mogę tylko zmienić mój własny sposób reagowania. Mamy wrodzone cechy osobowości, które są nam dane, ale i zadane równocześnie. W jednych poczucie zranienia zalega długo i trudno im zapomnieć, przebaczyć. Oni szczególnie powinni pamiętać, by ?urazy chętnie darować?. Wszystko są to cechy naszej osobowości, których predyspozycje przynosimy ze sobą na świat w genach.
Na trudności we wzajemnym porozumieniu w małżeństwie warto popatrzeć nie tyle od strony, że ten drugi jest winny, ale także, że ja nie potrafię reagować z miłością. Dlatego nad cechami osobowości, które są dane i zadane, warto pracować. Na tkwiących w nich szansach budować porozumienie, a pracować nad skłonnościami, które to porozumienie utrudniają.  Niech to nam pomoże nie tylko pokonać ciche dni, ale w ogóle popatrzeć na nowo na budowanie porozumienia w małżeństwie. Chodzi o to, że musimy przepracować w sobie w jaki sposób kształtujemy w sobie nasze pierwotne cechy osobowości. One nie są same w sobie ani dobre ani złe. Dobre lub złe jest dopiero to, co z nimi zrobimy. Jeżeli widzimy, że druga strona konfliktu ? mąż, czy żona ? podsyca, jak się nam zdaje swoje ?niedobre? skłonności, to popatrzmy na siebie: czy sami nie budujemy naszej postawy na własnych ?złych? skłonnościach. Jeżeli sami mamy skłonności do długiego trzymania uraz, zauważmy, że przeciąganie cichych dni nie jest naszą ?słuszną? decyzją, tylko raczej objawem własnej niedojrzałości osobowościowej. Zauważmy jednak, że jeżeli współmałżonkowi jest trudno i ?trzyma w sobie? dajmy mu spokój, tylko życzliwą postawa ułatwmy mu szybsze wydobycie się z tego zaułka. To jest problem odpowiedzialnej postawy każdego z nas za współmałżonka.

Warto, aby popatrzeć krytycznie na siebie. Przyjrzeć się swoim wadom i zaletom, szansom i zagrożeniem swojego temperamentu, swoich cech osobowości. Odkrycie słabości we własnym sposobie reagowania, odkrycie budowania własnych niestosownych reakcji na ?niewątpliwe winy? i ?złe cechy? współmałżonka, jest wystarczającym argumentem, by samemu pierwszemu dążyć do zgody, a nie wymuszać swoich racji. A jeżeli współmałżonek nie jest do tego jeszcze gotowy, to nie dlatego, że jest ?zły?, ale być może dlatego, że jest bardziej emocjonalny i ma predyspozycję do długiego trzymania w sobie przykrych emocji. Skłonność do długiego trzymania w sobie uczuć przy innej okazji może wykorzystać w bardzo dobry sposób, teraz jednak ma takie trudności z darowaniem urazy. To ode mnie zależy, czy pozwolę mu na to, czy też swoją wojowniczość wykorzystam w zły sposób, przeciwko niemu. Nie miejmy więc satysfakcji, jeżeli współmałżonek nas pierwszy przeprosi. To może być pozorne zwycięstwo, a może nawet własna porażka, bo nie udało się samemu pierwszemu wyjść ze swoich emocjonalnych i wojowniczych okopów. Niewątpliwie ten, kto pierwszy przeprasza, niezależnie od wagi win i błędów, wykazuje się pełniejszym przepracowaniem w sobie cech temperamentu.  Impuls do przeproszenia może wynikać z własnych predyspozycji psychicznych, z pogłębionej dojrzałości osobowości przepraszającego. Ważne jest, byśmy naprawdę wrócili do siebie pojednani. I żeby to pojednanie było trwałe, a ono też zależy od własnych predyspozycji i pracowania nad nimi...

17 200

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

bags...
Skąd ty bierzesz ciągle takie mądre wypowiedzi ? wink

Po tylu przejściach i przewałkowanych tytułach powinieneś zostać terapeutą smile

17 201

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
rowerowa napisał/a:

bags...
Skąd ty bierzesz ciągle takie mądre wypowiedzi ? wink

Po tylu przejściach i przewałkowanych tytułach powinieneś zostać terapeutą smile

Chwytałem się w dobie własnego kryzysu w związku wielu brzytw wink nie wydało, to i koła ratunkowe podrzucam innym dalej smile

17 202

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
K.82 napisał/a:
fluffy napisał/a:

Znamy się od 7 lat, z czego 3 lata i 9 miesięcy w małżeństwie.

fluffy napisał/a:

Walczyłem przez tydzień, przekonywałem, żeby dała nam szansę na uratowanie małżeństwa, ale nic to nie dało.

Zamieniłem trochę kolejnością Twoją wypowiedź... na tyle czasu ile się znaliście to szybko się poddałeś... walcz chłopie o swoją żonę... póki nie jest za późno!! Moim zdaniem źle zrobiłeś, że się wyprowadziłeś... ciężko coś naprawiać na odległość!!

Powodzenia!!

WALCZ!!
I ja Ci to mówię jako kobieta. Kobiety nigdy nie mówią wprost tego czego chcą. Taka już nasza natura.
Jestem teraz pewna ze ona mówi do swoich koleżanek ze tak szybko odpusciles , ze ci nie zależy dlatego sie wyprowadziles. Tak jak to sie mówi zabrales swoje zabawki bo sie poklociles z kolega i wyszedłes z piaskownicy.
Jestem przekonana ze ona czeka aż coś zrobisz. Zacznij od kwiatów i kartki z miłym słowem

17 203

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Nikola78 napisał/a:
K.82 napisał/a:
fluffy napisał/a:

Znamy się od 7 lat, z czego 3 lata i 9 miesięcy w małżeństwie.

fluffy napisał/a:

Walczyłem przez tydzień, przekonywałem, żeby dała nam szansę na uratowanie małżeństwa, ale nic to nie dało.

Zamieniłem trochę kolejnością Twoją wypowiedź... na tyle czasu ile się znaliście to szybko się poddałeś... walcz chłopie o swoją żonę... póki nie jest za późno!! Moim zdaniem źle zrobiłeś, że się wyprowadziłeś... ciężko coś naprawiać na odległość!!

Powodzenia!!

WALCZ!!
I ja Ci to mówię jako kobieta. Kobiety nigdy nie mówią wprost tego czego chcą. Taka już nasza natura.
Jestem teraz pewna ze ona mówi do swoich koleżanek ze tak szybko odpusciles , ze ci nie zależy dlatego sie wyprowadziles. Tak jak to sie mówi zabrales swoje zabawki bo sie poklociles z kolega i wyszedłes z piaskownicy.
Jestem przekonana ze ona czeka aż coś zrobisz. Zacznij od kwiatów i kartki z miłym słowem

To już dawno nieaktualne.

17 204

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Nikola78 napisał/a:

WALCZ!!
I ja Ci to mówię jako kobieta. Tak jak to sie mówi zabrales swoje zabawki bo sie poklociles z kolega i wyszedłes z piaskownicy.
Jestem przekonana ze ona czeka aż coś zrobisz. Zacznij od kwiatów i kartki z miłym słowem

Taa, wstawaj i walcz...
A Fluffy już dawno powiedział "game over"... i od "wieków" już tu nie zagląda hmm

17 205

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Miejmy nadzieję, że i u mnie niebawem ów "game over" - pierwsza rozprawa 9 września. To jeszcze miesiąc prawie, ale miejmy nadzieję, minie szybko. Złudzeń że skończy się na pierwszej - nie mam, ale ważne, że się zacznie zamykać ten etap zamiatania zgliszcz i uprzątania rumowiska.
Pozdrawiam smile

17 206

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Bags, tak to ładnie, "książkowo" wręcz, napisałeś smile. I tak sobie myślę,że większość z Nas to wie, tylko stosować w życiu, to jest sztuka...
Ja walczę ze sobą, że swoim charakterem i bardzo boli, czasem wręcz fizycznie...
Czytam nieraz ten wątek i mam nadzieję, że nie umrze, choć pewnie lepiej by było, żeby nie musiał istnieć.

Pozdrawiam i miłego dnia... smile

17 207

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
zabka-k napisał/a:

Miejmy nadzieję, że i u mnie niebawem ów "game over" - pierwsza rozprawa 9 września. To jeszcze miesiąc prawie, ale miejmy nadzieję, minie szybko. Złudzeń że skończy się na pierwszej - nie mam, ale ważne, że się zacznie zamykać ten etap zamiatania zgliszcz i uprzątania rumowiska.
Pozdrawiam smile

Ale sprzątasz złotą miotłą a nie dziurawym strzępem i to najważniejsze.

17 208

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
hm... napisał/a:
zabka-k napisał/a:

Miejmy nadzieję, że i u mnie niebawem ów "game over" - pierwsza rozprawa 9 września. To jeszcze miesiąc prawie, ale miejmy nadzieję, minie szybko. Złudzeń że skończy się na pierwszej - nie mam, ale ważne, że się zacznie zamykać ten etap zamiatania zgliszcz i uprzątania rumowiska.
Pozdrawiam smile

Ale sprzątasz złotą miotłą a nie dziurawym strzępem i to najważniejsze.

Siwy dym i popelina... ale się będzie kurzyć. Za faciem wink

u mnie zgliszcz i rumowiska już nie ma, trawka zielona rośnie. Jedynie co to sądownie mi zostało wypowiedzieć "umowę dzierżawy" jż od wyroczni big_smile Chciała ją dobrze sprzedać wydając za mąż a obie jak jedna kropla okazały się bublem wink

17 209

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Nie wiem Kochani czym, nie wiem czy będzie dym - wiem, że zdecydowanie chcę zakończyc ten etap i przede wszystkim uniemożliwić mu jakiekolwiek manipulanctwo. A jak doświadczeni wiedzą, bywa, że się zdarza. Co najgorsze, uczuciami dzieci. Ale to już wiedziałam wcześniej, że co niektórzy nie bywają ani odpowiedzialni, ani konsekwentni, ani nie bardzo zorientowani w ogóle.

17 210

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Kochani,
mam do Was pytanie, a przede wszystkim chyba do bags-a, bo przypominam sobie, że on cos takiego kiedyś pisał.

Czy jeśli mój jm po wyprowadzce z domu spotyka się z kimś innym ale zaczał już po wyprowadzce a jesteśmy jeszcze przed rozwodem to rozumiem, ze nie mogę tego wyciągnąć przy orzekaniu o winie (bo jak rozumiem to zaszło już po rozpadzie małżeństwa). I analogiczna sytuacja czy jeśli ja zaczęłabym się z kimś spotykać po jego wyprowadzce to czy on mógłby to czy nie, przeciwko mnie wykorzystać?

Dziękuję

17 211

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
stokrotka1978 napisał/a:

Kochani,
mam do Was pytanie, a przede wszystkim chyba do bags-a, bo przypominam sobie, że on cos takiego kiedyś pisał.

Czy jeśli mój jm po wyprowadzce z domu spotyka się z kimś innym ale zaczał już po wyprowadzce a jesteśmy jeszcze przed rozwodem to rozumiem, ze nie mogę tego wyciągnąć przy orzekaniu o winie (bo jak rozumiem to zaszło już po rozpadzie małżeństwa). I analogiczna sytuacja czy jeśli ja zaczęłabym się z kimś spotykać po jego wyprowadzce to czy on mógłby to czy nie, przeciwko mnie wykorzystać?

Dziękuję

Jeśli dobrze pamiętam, to pisałem a raczej wkleiłem informację na temat zarzutu o zdradzie i jej zwłoce czasowej. Więc gdybyś to złożyła do pozwu teraz - po Jego wyprowadzce - to może byłoby to możliwe do podciągnięcia pod zdradę. Ale jeśli rozpad nastał dużo wcześniej, to już jest po zawodach. Analogia wykorzystana przed rozwodem w wyprowadzce, to jak danie sobie po razie na rozwodzie.
O szczegóły dobrze jest podpytać prawnika.

17 212

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
stokrotka1978 napisał/a:

Kochani,
mam do Was pytanie, a przede wszystkim chyba do bags-a, bo przypominam sobie, że on cos takiego kiedyś pisał.

Czy jeśli mój jm po wyprowadzce z domu spotyka się z kimś innym ale zaczał już po wyprowadzce a jesteśmy jeszcze przed rozwodem to rozumiem, ze nie mogę tego wyciągnąć przy orzekaniu o winie (bo jak rozumiem to zaszło już po rozpadzie małżeństwa). I analogiczna sytuacja czy jeśli ja zaczęłabym się z kimś spotykać po jego wyprowadzce to czy on mógłby to czy nie, przeciwko mnie wykorzystać?

Dziękuję

Rozumiem, że separacja nie została orzeczona przez sąd? Jeśli nie została orzeczona, a mąż się wyprowadził, mamy do czynienia z tzw. separacją faktyczną, nieunormowaną w przepisach prawa, a będącą jedynie przedmiotem orzecznictwa Sądu Najwyższego i rozważań w doktrynie prawa (książki, komentarze do Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Z teoretycznego punktu widzenia separacja faktyczna nie oznacza trwałego i zupełnego rozkładu pożycia, a pomimo separacji faktycznej, obowiązki małżeńskie pozostają w mocy (według "Systemu prawa rodzinnego" pod zb. red. Józefa St. Piątowskiego, Z.N. im. Ossolińskich - Wydawnictwo. Wrocław 1985). Orzeczenia Sądu Najwyższego niestety nie posiadam.

Wydaje się więc, że można podciągnąć to pod winę, a na pewno należy próbować, choćby dlatego, że wina w rozwodzie ma kolosalne znaczenie dla obowiązku alimentacji po rozwodzie.

Polecam także artykuł dotyczący separacji orzeczonej przez sąd: http://prawo.rp.pl/artykul/330988.html  => tu też istnieją wątpliwości, ale przeważa pogląd o istnieniu obowiązku wierności. Skoro zatem w separacji orzeczonej przez sąd dominuje ten pogląd, tym bardziej jest tak w przypadku separacji faktycznej.

17 213

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Black Angelica napisał/a:
stokrotka1978 napisał/a:

Kochani,
mam do Was pytanie, a przede wszystkim chyba do bags-a, bo przypominam sobie, że on cos takiego kiedyś pisał.

Czy jeśli mój jm po wyprowadzce z domu spotyka się z kimś innym ale zaczał już po wyprowadzce a jesteśmy jeszcze przed rozwodem to rozumiem, ze nie mogę tego wyciągnąć przy orzekaniu o winie (bo jak rozumiem to zaszło już po rozpadzie małżeństwa). I analogiczna sytuacja czy jeśli ja zaczęłabym się z kimś spotykać po jego wyprowadzce to czy on mógłby to czy nie, przeciwko mnie wykorzystać?

Dziękuję

Rozumiem, że separacja nie została orzeczona przez sąd? Jeśli nie została orzeczona, a mąż się wyprowadził, mamy do czynienia z tzw. separacją faktyczną, nieunormowaną w przepisach prawa, a będącą jedynie przedmiotem orzecznictwa Sądu Najwyższego i rozważań w doktrynie prawa (książki, komentarze do Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Z teoretycznego punktu widzenia separacja faktyczna nie oznacza trwałego i zupełnego rozkładu pożycia, a pomimo separacji faktycznej, obowiązki małżeńskie pozostają w mocy (według "Systemu prawa rodzinnego" pod zb. red. Józefa St. Piątowskiego, Z.N. im. Ossolińskich - Wydawnictwo. Wrocław 1985). Orzeczenia Sądu Najwyższego niestety nie posiadam.

Wydaje się więc, że można podciągnąć to pod winę, a na pewno należy próbować, choćby dlatego, że wina w rozwodzie ma kolosalne znaczenie dla obowiązku alimentacji po rozwodzie.

Polecam także artykuł dotyczący separacji orzeczonej przez sąd: http://prawo.rp.pl/artykul/330988.html  => tu też istnieją wątpliwości, ale przeważa pogląd o istnieniu obowiązku wierności. Skoro zatem w separacji orzeczonej przez sąd dominuje ten pogląd, tym bardziej jest tak w przypadku separacji faktycznej.

Ja się nie zgadzam z tym poglądem i z doświadczenia mogę powiedzieć, że przy orzekaniu winy sąd bierze pod uwagę kto przyczynił się do trwałego rozkładu pożycia. Jeśli więc wykaże się, że do trwałego rozkładu pożycia doszło przed rzeczoną zdradą to nie ma ona wpływu na orzekanie o winie.

17 214

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

To zależy też oczywiście od okoliczności konkretnej sprawy, ja w tej kwestii znam założenia teoretyczne, z praktyki w innej sprawie zaś wiem, że upór w sądzie potrafi zdziałać wiele. Tym bardziej może tak być tutaj, bo praktyczne kwestie dotyczące ustalania winy nie są uregulowane w przepisach prawa, a więc wszystko zależy od sędziego.

17 215

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Dziękuję Wam

bags-ja pamiętam jak cytowałeś chyba jakiś fragment Kodeksu Rodzinnego

Black
chodzi o to, że mąż się wyprowadził, oczywiście miał kochankę, ale z tego co się orientuję to się tam rypło. Chodzi mi o to czy jest sens teraz sprawdzać czy ma kogoś nowego. Bo kojarzę, że było coś takiego mówiącego o zdarzeniu, które ma miejsce po rozpadzie małżeństwa i wtedy nie ma to już większego znaczenia. Inaczej też mówiąc czy jeśli ja bym teraz z kimś była (po jego wyprowadzce) to on może w sądzie powiedzieć, ze to ja się przyczyniłam do rozpadu małżeństwa, według mnie też chyba nie.

17 216

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
stokrotka1978 napisał/a:

Inaczej też mówiąc czy jeśli ja bym teraz z kimś była (po jego wyprowadzce) to on może w sądzie powiedzieć, ze to ja się przyczyniłam do rozpadu małżeństwa, według mnie też chyba nie.

Jeśli jest wyznawcą prawa Kalego, to tak. A jeśli "daliście" w ten sposób sobie po razie, to jesteście kwita. Ale dmuchać na zimne nie zaszkodzi i mieć w zanadrzu dowody na partnera.

17 217

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

bags,
nie daliśmy sobie po razie bo ja nie jestem w stałym związku to pytanie było hipotetyczne. Po drugie to on się wyprowadził bo kogoś miał a potem się tam rypło bo się dziecko urodziło (wpadka z mężem) więc koleżanki dupa mniej dyspozycyjna na razie.

17 218

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Stokrotko jak sobie radzisz? Mam wrażenie, że nabrałaś już dużego dystansu do całej sprawy.
U mnie bz, nadal pod jednym dachem. Pojawiają się różne wątki, ale dalej nie mam tego czego potrzebuję aby sprawę posunąć dalej.

17 219

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
stokrotka1978 napisał/a:

Dziękuję Wam

bags-ja pamiętam jak cytowałeś chyba jakiś fragment Kodeksu Rodzinnego

Black
chodzi o to, że mąż się wyprowadził, oczywiście miał kochankę, ale z tego co się orientuję to się tam rypło. Chodzi mi o to czy jest sens teraz sprawdzać czy ma kogoś nowego. Bo kojarzę, że było coś takiego mówiącego o zdarzeniu, które ma miejsce po rozpadzie małżeństwa i wtedy nie ma to już większego znaczenia. Inaczej też mówiąc czy jeśli ja bym teraz z kimś była (po jego wyprowadzce) to on może w sądzie powiedzieć, ze to ja się przyczyniłam do rozpadu małżeństwa, według mnie też chyba nie.

W Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym nie ma nic na ten temat, kodeks nie reguluje takich kwestii i dlatego na dobrą sprawę wszystko zależy od oceny sądu. Przeczytaj ten artykuł na temat separacji orzeczonej przez sąd (choć u Ciebie jej nie ma, jest separacja faktyczna) - nawet tam wszystko jest względne, istnieją różne poglądy.

Każdy z nas słyszał też zapewne o absurdalnych wyrokach sądowych, dlatego też warto być zabezpieczonym na wszelkie możliwe sposoby. On w sądzie może powiedzieć wszystko, np. to, że Ty kazałaś mu się wyprowadzać, wyrzuciłaś go z domu (a wtedy on winy nie ponosi) i w dodatku jeszcze teraz masz kochanka i, jeśli on nie ma, to pozamiatane.

17 220

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Black
wynajęłam kogoś i mam świadków, ze wynajmował mieszkanie 6 miesięcy przed wyprowadzką w tajemnicy przede mną, że płacił z nią za to mieszkanie, gdzie z nią chodził, mam wielu świadków także ją i jej męża, który nic do tej pory nie wie, ale jak będzie trzeba to się dowie. On na mnie nie ma nic bo ja zawsze byłam wierną i ufną debilką, oprócz tego, że jestem obecnie (ale powtarzam dopiero po jego wyprowadzce) przez kogoś adorowana.

17 221

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Jeśli masz takie dowody, to jak najbardziej rozkład z jego winy, dlatego czym prędzej składałabym pozew, im szybciej, tym szybciej sprawa się rozwiąże, a Ty będziesz mogła zająć się adoratorem smile Teraz jednak, przed wniesieniem pozwu i pierwszą rozprawą nie angażowałabym się w żadne relacje, dla przezorności.

17 222

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
stokrotka1978 napisał/a:

Dziękuję Wam

bags-ja pamiętam jak cytowałeś chyba jakiś fragment Kodeksu Rodzinnego

Black
chodzi o to, że mąż się wyprowadził, oczywiście miał kochankę, ale z tego co się orientuję to się tam rypło. Chodzi mi o to czy jest sens teraz sprawdzać czy ma kogoś nowego. Bo kojarzę, że było coś takiego mówiącego o zdarzeniu, które ma miejsce po rozpadzie małżeństwa i wtedy nie ma to już większego znaczenia. Inaczej też mówiąc czy jeśli ja bym teraz z kimś była (po jego wyprowadzce) to on może w sądzie powiedzieć, ze to ja się przyczyniłam do rozpadu małżeństwa, według mnie też chyba nie.

Powiedzieć to on wszystko może smile

17 223

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
stokrotka1978 napisał/a:

bags,
nie daliśmy sobie po razie bo ja nie jestem w stałym związku to pytanie było hipotetyczne. Po drugie to on się wyprowadził bo kogoś miał a potem się tam rypło bo się dziecko urodziło (wpadka z mężem) więc koleżanki dupa mniej dyspozycyjna na razie.

A to dobre smile

17 224

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
stokrotka1978 napisał/a:

Black
wynajęłam kogoś i mam świadków, ze wynajmował mieszkanie 6 miesięcy przed wyprowadzką w tajemnicy przede mną, że płacił z nią za to mieszkanie, gdzie z nią chodził, mam wielu świadków także ją i jej męża, który nic do tej pory nie wie, ale jak będzie trzeba to się dowie. On na mnie nie ma nic bo ja zawsze byłam wierną i ufną debilką, oprócz tego, że jestem obecnie (ale powtarzam dopiero po jego wyprowadzce) przez kogoś adorowana.

Bardzo dobrze, że są tacy świadkowie. Wykosisz go jak nic. Leży.

17 225 Ostatnio edytowany przez bags (2013-08-29 20:44:43)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Witam...

Coś tu cicho i pusto się zrobiło... sad Z urlopów nie wróciliście jeszcze czy jaki czort? smile

Początek tego tygodnia upłynął mi pod znakiem "szybkiego" urlopu i zarazem nad wyraz bardzo aktywnego pod względem odstresowania się ogólnego poprzez przyspieszony kurs windserfingu w 1 dzień (po sąsiedzku na biwaku) i po wielogodzinnej jednoosobowej debacie - prawie jak w Naszym sejmie big_smile - doszło do podjęcia ostatecznych i nieodwracalnych w skutkach decyzji, odnośnie mojego "małżeństwa" Sp. z o.o. big_smile.
Zamierzam ten rok zakończyć choćby pierwszą rozprawą rozwodową lub z pewnością dostarczyć "opasły" w historie z życia wzięte pozew rozwodowy. Ówczesna kradzież laptopa i niedawny "zawał" telefonu komórkowego mocno ograniczyły moje materiały dowodowe, nie mniej jednak pozostaje mi jeszcze powołać się na życiowe dowody "personalne" i stosownie je uzasadnić.

Jeśli ktoś z Was ma jakieś pokrewne z moimi "domniemanymi" pomysłami doświadczenia, to chętnie wezmę je pod rozwagę.
smile

Posty [ 17 161 do 17 225 z 17 441 ]

Strony Poprzednia 1 … 263 264 265 266 267 268 269 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026