Kochana bedzie to wracalo az przejdziesz kazdy etap .Zaloby po milosci ,tak bo to zaloba.
Na koncu przyjdzie analiza zwiazku obiektywna i REAKTYWACJA, w moim przypadku oznaczalo to pozew o rozwod .
A le jednak to dluga droga .
Narazie rozpieszczaj sie .....
Pozdrawiam
Podobne tematy
Kochana bedzie to wracalo az przejdziesz kazdy etap .Zaloby po milosci ,tak bo to zaloba.
Na koncu przyjdzie analiza zwiazku obiektywna i REAKTYWACJA, w moim przypadku oznaczalo to pozew o rozwod .
A le jednak to dluga droga .
Narazie rozpieszczaj sie .....
Pozdrawiam
Dzięki ! Ja również skłaniam się do złożenia pozwu, nie mieszkamy już ze sobą, ale nie mam siły na zrobienie kroku w tym kierunku, on nie zasługuje na moją rozpacz, ale nie znajduje w tym pocieszenia, samotność powoduje że usycham, pustka żal i poczucie krzywdy są u mnie stanem dominującym.
A jak napisałaś to długa droga, tylko mi sił brakuje.
fluffy żyjesz?
fluffy żyjesz?
Fluffy co u Ciebie, twój wątek się rozrasta, a ty się nie odzywasz jak tam sprawy się mają .
Witam szanowne towarzystwo,
widzę, że nie tylko ja mam dzisiaj mega doła. Mój małżonek pokazał dzisiaj "klasę" przy swojej mamie, która przypłaciła to zdrowiem, nie może wydobyć głosu z gardła. Moja teściowa chyba poraz pierwszy zobaczyła jaki może być jej syn. Nie wiem jak człowiek, który jeszcze miesiąc temu wychwalał mnie i wyznawał miłość może dziś traktować mnie jak wroga. Gołym okiem widać, jak bardzo przeszkadza mu moja obecność. Dzisiaj buzują we mnie uczucia złości, żalu, rozpaczy
Witam szanowne towarzystwo,
widzę, że nie tylko ja mam dzisiaj mega doła. Mój małżonek pokazał dzisiaj "klasę" przy swojej mamie, która przypłaciła to zdrowiem, nie może wydobyć głosu z gardła. Moja teściowa chyba poraz pierwszy zobaczyła jaki może być jej syn. Nie wiem jak człowiek, który jeszcze miesiąc temu wychwalał mnie i wyznawał miłość może dziś traktować mnie jak wroga. Gołym okiem widać, jak bardzo przeszkadza mu moja obecność. Dzisiaj buzują we mnie uczucia złości, żalu, rozpaczy
Przepraszam że pytam, ale co konkretnie zrobił, pytam, bo wiem, że trzeba wyrzucić z siebie wszystko co nas przytłacza.
Chciał zabrać dzieci ze sobą, ale one się uparły, że ja też mam z nimi iść. I się zaczęło, zamiast porozmawiać z nimi spokojnie, wytłumaczyć to on pokazał focha, dzieci zaczęły płakać a on dalej pokazywał swoje nerwy. Działo się to wszystko u mojej teściowej. To tak w skrócie.
Chciał zabrać dzieci ze sobą, ale one się uparły, że ja też mam z nimi iść. I się zaczęło, zamiast porozmawiać z nimi spokojnie, wytłumaczyć to on pokazał focha, dzieci zaczęły płakać a on dalej pokazywał swoje nerwy. Działo się to wszystko u mojej teściowej. To tak w skrócie.
Niedojrzały typ, czy on kretyn nie rozumie, iż krzywdzi dzieci, albo nie bierze pod uwagę ich dobra, wie on doskonale gdzie uderzyć, matka wydrapie oczy każdemu nawet ojcu jak będzie dzieci krzywdził, co za gościu..... i jak historia się skończyła, musiało być Ci trudno, ja bym chyba łeb urwała.
Nic mu nie powiedziałam, dałam sobie spokój, bo wqiem że i tak do niego nic nie dotrze.
Nic mu nie powiedziałam, dałam sobie spokój, bo wqiem że i tak do niego nic nie dotrze.
U mnie jest podobnie, moje dialogi juz na mego wogole nie dzialaly, odcial sie od problemow, nie umial lub nie chcial nawet walczyc, i ja tez sie poddalam.
Ja już nie wiem w jaki sposób dotrzeć do tego człowieka, nie mam już sił. Co by musiało się stać, żeby on przejrzał na oczy.
Ja już nie wiem w jaki sposób dotrzeć do tego człowieka, nie mam już sił. Co by musiało się stać, żeby on przejrzał na oczy.
Nie wiem, tylko on wie co mu siedzi w glowie, ale jedno przychodzi mi do glowy, obojetnosc, choc wiem ze nie zawsze da sie to wytrzymac, ta hustawke emocji, tez tak mam, i nic nie moge poradzic, jednak nie dam mu poznac, jak cierpie, jak mi zle, po prostu gram i zachowuje kamienna twarz na tyle ile mi starcza sil,
Mysle ze on jest zupelnie w innym miejscu, niz ty, dlatego nie dogadacie sie, czas pokaze, wiem ze to banalne.
pati31 napisał/a:Niesamowity cytat . Gratuluje dystansu do siebie! Wiecej takich facetow.oj wiecej.
Dzięki Pati, powiedz to mojej żonie....
Cash...
Poprosiłbym Pati o to samo, ale... Nasze lube i tak teraz tego nie zrozumieją.
Rano wysłałem kolejnego @ do żony... Oczywiście na żadnego z wysłanych do tej pory nie odpowiedziała... Spotkania, czy rozmowy są inicjowane przeze mnie... Zrobiła to, na co wiele dziewczyn na forum nie ma sił.... odcięła się...
Za to mógłbyś od kogoś spoza Naszego tematu dostać "joby", że dalej robisz z siebie - bez urazy - wariata w oczach żony.
Ale z własnej autopsji - po rozmowie o tym zagadnieniu z księdzem - powiem Ci tak, dobrze robisz, bo wrzucasz do żony ogródka "kamyczki miłości". Pod warunkiem jednak, że nie piszesz w nich niczego, co mogłoby zawierać jakąkolwiek formę pretensji do Niej.
Ja mam jak dotychczas o tyle trudniej, że każdą wiadomość do żony czyta cenzor - teściowa i musiałem tak ją zneutralizować, by żona dostawała oryginały.
Bags,
qźwa, nie wiem co pocieszającego jest w tym że nasze żony dążą do rozwodu... Chyba że nie zaqmałem ironii??
Po pierwsze pominąłeś najważniejsze... "..."
, po drugie dla żon - rozwód jest ucieczką od problemu zamiast go rozwiązać inaczej.
Dla Nas - zarazą, którą chcemy wytępić. ![]()
I w tym wypadku oby mi pomógł mój -jak to nazwałeś - większy kaliber obronny na to ustrojstwo.
Ale z własnej autopsji - po rozmowie o tym zagadnieniu z księdzem - powiem Ci tak, dobrze robisz, bo wrzucasz do żony ogródka "kamyczki miłości". Pod warunkiem jednak, że nie piszesz w nich niczego, co mogłoby zawierać jakąkolwiek formę pretensji do Niej.
Ja mam jak dotychczas o tyle trudniej, że każdą wiadomość do żony czyta cenzor - teściowa i musiałem tak ją zneutralizować, by żona dostawała oryginały.Po pierwsze pominąłeś najważniejsze... "..."
, po drugie dla żon - rozwód jest ucieczką od problemu zamiast go rozwiązać inaczej.
Dla Nas - zarazą, którą chcemy wytępić.
I w tym wypadku oby mi pomógł mój -jak to nazwałeś - większy kaliber obronny na to ustrojstwo.
Nie no staaary, pełen profes, zrozumienie, bicie się w piersi, wyrażenie skruchy, oraz punkty wspólne do potencjalnej odbudowy małżeństwa, a także kompleksowo wyrażone uczucia miłości- od tego że ją kocham gdy śpi, skończywszy na miłości z mojej strony gdy ma zatwardzenie...
Wiesz, między Bogiem, a prawdą, to pewnie jest tak, że moja żona próbowała wcześniej o tym rozmawiać, tylko ja byłem the bill...
Choooooj mnie strzela normalnie...
Oszukana,
ten Twój to jest po prostu pier...nięty, qźwa, żeby przy dzieciach??!! Naprawdę niektórzy nie mają połączenia mózgu z językiem, tylko chyba dooopy z językiem...
Ale wiedz, że i ja reagowałem w swoim życiu fochami... Cudami... Na moje nieszczęście/szczęście tyle razy dostałem po łbie że w końcu zacząłem coś ze sobą robić... Bo mnie się qźwa azymut rozjeżdżał...
Holubka,
niestety, więszkosć ludzi i to nie tylko mężczyzn, nie radzi sobie z problemami "jestestwa", a najprościej jest odciąć...
Za zasadzie "jak zamknę oczy, to tego nie ma"...
Naprawdę przykro to mówić, ale niewielu ludzi ma odwagę, siłę i na tyle kontakt z samym sobą, wgląd w siebie, by móc problemom spojrzeć w twarz... I przyznaję że JA TEŻ TAKI BYŁEM!!!
Dziewczyny!!!
Uszy do góry, cycki na sztorc!!! ![]()
795 2012-08-14 22:43:21 Ostatnio edytowany przez bags (2012-08-14 23:02:12)
Cytuję:
"Nie no staaary, pełen profes, zrozumienie, bicie się w piersi, wyrażenie skruchy, oraz punkty wspólne do potencjalnej odbudowy małżeństwa, a także kompleksowo wyrażone uczucia miłości- od tego że ją kocham gdy śpi, skończywszy na miłości z mojej strony gdy ma zatwardzenie...
Wiesz, między Bogiem, a prawdą, to pewnie jest tak, że moja żona próbowała wcześniej o tym rozmawiać, tylko ja byłem the bill...
Choooooj mnie strzela normalnie..."
Wiesz...
Coś Ci - i Wam - powiem, poświęć 100 zł i kup sobie filma na DVD pt "poprzez śmiech do lepszego małżeństwa" . Jest spot jego na youtube ok 10 min. z wydawnictwa vocatio.
A to się ma tak do całości jak 3 prawdy góralskie! O! Wisz Kumo?
A między Nami i kobietami mówiąc... to ta szczera, bolesna do szpiku kości prawda i różnica jest taka, że my jesteśmy "jednozadaniowcy" a kobiety to "wielozadaniowce"... sam w to nie mogłem uwierzyć po "przetrawieniu wzrokowo - słuchowym materiału" i włosy dęba stały mi kilka dni... bez grama żelu do włosów.
Obejrzyj spota to zaqmasz... Film w całości to kwintesencja wszystkiego.. Wiem bo poświęciłem się dla małżeństwa jako obecnie "słomiany wdowiec" czyli łatwopalny materiał z męża.
I teraz odpowiedz sam sobie na pytanie: jak facet ma zrozumieć kobietę, swoją kobietę na tej podstawie???... i odwrotnie.
Milion myśli ma w rozumie i... dalej jak żaba - facet nic nie zakumie... Ot co.
EDIT
Zakończyłem dzisiaj terapię z psychologiem - też kobietą około 50 jak Twoja Cash partnerka z "Dirty Dancing" - i przy kawie na koniec powiedziała mi coś takiego, że: psycholog i psychiatra to taki lekarz, który zadaje Panu setki kosztownych pytań, które od żony ma Pan za darmo...
I całe szczęście, że w moim wypadku za to wszystko z całej terapii zapłacił... NFZ ![]()
ehh tak czytam i czytam te wasze wpisy i momentami zazdroszczę, że jeszcze macie cień nadziei na uratowanie rodziny.. a ja juz nigdy mojego lubego nie ujrzę na oczy..
Witam,
ojej widzę że dzisiejszy dzień dał Wam popalić...
U mnie natomiast świeciło dziś słońce, wyspałam się i miałam świetny humor.
Wczorajsze wieści chyba dały mi oprzytomnienie!
Już się nie łudzę, nie tłumaczę go, po prostu żyję swoim życiem...
Ps. Przypomnijcie mi te słowa jak złapie mnie dół ha ha ha ![]()
Zakończyłem dzisiaj terapię z psychologiem - też kobietą około 50 jak Twoja Cash partnerka z "Dirty Dancing" - i przy kawie na koniec powiedziała mi coś takiego, że: psycholog i psychiatra to taki lekarz, który zadaje Panu setki kosztownych pytań, które od żony ma Pan za darmo...
To ja miałem 2 w jednym... moja żona jest psychologiem...
ale tekst dooobry ![]()
Hej Kasiku ![]()
Fajnie że miałaś dobry dzień
jutro wolne, też się wyśpisz ![]()
A przypomnę, przypomnę... ![]()
799 2012-08-14 23:28:29 Ostatnio edytowany przez bags (2012-08-14 23:34:55)
No to jesteś jak ten D'artanią z trzema muszkieterami w jednej osobie tocząc bój z żoną o małżeństwo. Szacun wielki.
U mnie jest sytuacja zgoła odwrotna i nie aż tak skomplikowana, bo ja psychologią się interesuję amatorsko i hobbystycznie. Żonie się udało mnie zniszczyć - teściowa jej pomogła, ale nie pokonała.
Zresztą McGyver i terminator jest ze mnie w jednej osobie... niech się pali, niech się wali a ja i tak ognisko pod wodą rozpalę. I może małżeństwo swoje uratuję ![]()
Dla Nas nie ma rzeczy niemożliwych. Takie robimy w 7 dni a cuda... w tydzień. To tak na pocieszenie ![]()
Ja teraz jestem tak wściekła na swojego męża, że najchętniej sama bym go w dupę kopnęla. Tylko co z tego, jak to uczucie szybko wyparuje i znowu będę czekać z utęsknieniem na choćby małą szansę na naprawienie wszystkiego. Chociaż to nie ja to zepsułam. Też dawałam z siebie wszystko w tym małżeństwie. To ja cały czas poświęcam dzieciom, to ja dbałam o to, że jak mąż przyjeżdżał do domu, żeby było czysto, ciepło i pachnąco, cieply obiadek czekał zawsze na stole, interesowałam się tym jak mu minął czas, wspierałam w realizacji marzeń, dla siebie w sumie niewiele chciałam, bo tylko odrobinę zainteresowania, ciepła, wsparcia, ale widocznie dla mojego męza to było i tak zbyt wiele. Naprawdę dziwię się, nie wiem jak można przekreślić kogoś tak z chwili na chwilę. Mimo, że czuję żal to przy dzieciach staram sie nie okazywać mu złości, a on w ogóle na to nie patrzy. Dzieci i tak są wystarczająco zdezorientowane.
bags i Cash patrząc na was łudze się nadzieją, że może i mój chłop w końcu zmądrzeje, no chyba że to tak wyjątkowy egzemplarz, że go już nic nie zmieni.
Trzymam za Was chlopaki i dziewczyny kciuki , trzymajcie tez za mnie bo mam andzieje ze na dniach zacznie sie cos rozwiazywac bo to juz chyba 5 tydzien sie ciagnie takie zawieszenie. W piatek jade rano o 8 do zony do pracy z kwiatkiem , przywitam ja , moze sparwie ze bedzie miala mily dzien w pracy..
McGyvery, Dartaniany i -nianki
życzę Wam spokojnej nocy, pełnej miłych snów
Trzymam za Was chlopaki i dziewczyny kciuki , trzymajcie tez za mnie bo mam andzieje ze na dniach zacznie sie cos rozwiazywac bo to juz chyba 5 tydzien sie ciagnie takie zawieszenie. W piatek jade rano o 8 do zony do pracy z kwiatkiem , przywitam ja , moze sparwie ze bedzie miala mily dzien w pracy..
My wszyscy trzymamy kciuki za siebie na wzajem
za nasze szczęście, ale każdego z nas z osobna ![]()
17 sierpień 2012 godz 8:00, będę z Tobą Danielu ![]()
bags i Cash patrząc na was łudze się nadzieją, że może i mój chłop w końcu zmądrzeje, no chyba że to tak wyjątkowy egzemplarz, że go już nic nie zmieni.
Moj chyba tez sie juz nie zmieni, a w was chlopaki jedyna nadzieja na sukces w postaci powrotu do waszych drugich polowek.
Branocka ;D
Poprostu Daniel napisał/a:Trzymam za Was chlopaki i dziewczyny kciuki , trzymajcie tez za mnie bo mam andzieje ze na dniach zacznie sie cos rozwiazywac bo to juz chyba 5 tydzien sie ciagnie takie zawieszenie. W piatek jade rano o 8 do zony do pracy z kwiatkiem , przywitam ja , moze sparwie ze bedzie miala mily dzien w pracy..
My wszyscy trzymamy kciuki za siebie na wzajem
za nasze szczęście, ale każdego z nas z osobna
17 sierpień 2012 godz 8:00, będę z Tobą Danielu
Ja rowniez mocno bede ci kibicowac, powodzenia
Dobrej nocki do jutra
808 2012-08-15 01:18:53 Ostatnio edytowany przez bags (2012-08-15 01:28:31)
Trzymam za Was chlopaki i dziewczyny kciuki , trzymajcie tez za mnie bo mam andzieje ze na dniach zacznie sie cos rozwiazywac bo to juz chyba 5 tydzien sie ciagnie takie zawieszenie. W piatek jade rano o 8 do zony do pracy z kwiatkiem , przywitam ja , moze sparwie ze bedzie miala mily dzien w pracy..
Trzymamy Daniel, trzymamy...
Daniel, Fluffy, Cash, Kasia, Oszukana, Holubka, Livia, Czarny i cała reszta Naszej rozbitej przez miłość internetowej ferajny netkobiet/netfacetów... Niech Bóg będzie z Wami I Nami wszystkimi... W Nim Nasza Nadzieja na lepsze jutro... tych co rozumem wciąż nie grzeszą... dążąc małymi kroczkami do swego celu.
Niebieska linia do Niego ciągle aktywna i nigdy poza zasięgiem...
On Nas zawsze wysłucha...
3majcie się.
Dobranoc
809 2012-08-15 09:04:11 Ostatnio edytowany przez Cash (2012-08-15 10:08:10)
Ehhh,
Ekipo kochana, fajnie że jesteście ![]()
Danielu,
również 3mam kciuki
aczkolwiek pamietaj, nie napalaj się zbytnio... spokój grabarza ![]()
Holubka, Oszukana,
Fajnie że widzicie na Bagsie i mnie jakiś promyk nadziei, ja również szukam jakichś potwierdzeń własnych nadziei w realnym świecie czytając to forum... Coś tam czasem się zdarzy, ktoś się obudzi, ktoś uratuje swój związek, ale w większości przypadków same wiecie jak jest...
Bags,
nawet jeśli rozpalisz to ognisko pod wodą, to czy po wszystkim nie będziesz mieć świadomości że się wypaliłeś?? Każdy z nas ma jakiś "zapas paliwa" i czy nawet jeśli się uda nie będziesz mieć świadomości że Ty zrobiłes wszystko, a ona nic i że na cholerę Ci to było, czy jakakolwiek miłość z jej strony była?? Że przecież to obydwie strony powinny o to walczyć...
Wiesz, sam sobie to pytanie zadaję...
Ja teraz jestem tak wściekła na swojego męża, że najchętniej sama bym go w dupę kopnęla. Tylko co z tego, jak to uczucie szybko wyparuje i znowu będę czekać z utęsknieniem na choćby małą szansę na naprawienie wszystkiego. Chociaż to nie ja to zepsułam. Też dawałam z siebie wszystko w tym małżeństwie. To ja cały czas poświęcam dzieciom, to ja dbałam o to, że jak mąż przyjeżdżał do domu, żeby było czysto, ciepło i pachnąco, cieply obiadek czekał zawsze na stole, interesowałam się tym jak mu minął czas, wspierałam w realizacji marzeń, dla siebie w sumie niewiele chciałam, bo tylko odrobinę zainteresowania, ciepła, wsparcia, ale widocznie dla mojego męza to było i tak zbyt wiele. Naprawdę dziwię się, nie wiem jak można przekreślić kogoś tak z chwili na chwilę. Mimo, że czuję żal to przy dzieciach staram sie nie okazywać mu złości, a on w ogóle na to nie patrzy. Dzieci i tak są wystarczająco zdezorientowane.
Przykre to jest, ale jakże podobne do moich odczuć, co napisałaś Oszukana. Też chciałam ciepła, zainteresowania, wsparcia...sama dawałam wiele, więc nie warto, nie wierzę już w miłość, nie wierzę.....
Ehhh,
Ekipo kochana, fajnie że jesteścieDanielu,
również 3mam kciukiaczkolwiek pamietaj, nie napalaj się zbytnio... spokój grabarza
Holubka, Oszukana,
Fajnie że widzicie na Bagsie i mnie jakiś promyk nadziei, ja również szukam jakichś potwierdzeń własnych nadziei w realnym świecie czytając to forum... Coś tam czasem się zdarzy, ktoś się obudzi, ktoś uratuje swój związek, ale w większości przypadków same wiecie jak jest...Bags,
nawet jeśli rozpalisz to ognisko pod wodą, to czy po wszystkim nie będziesz mieć świadomości że się wypaliłeś?? Każdy z nas ma jakiś "zapas paliwa" i czy nawet jeśli się uda nie będziesz mieć świadomości że Ty zrobiłes wszystko, a ona nic i że na cholerę Ci to było, czy jakakolwiek miłość z jej strony była?? Że przecież to obydwie strony powinny o to walczyć...Wiesz, sam sobie to pytanie zadaję...
Widzisz Cash...
W tą sobotę dowiedziałem się przez telefon od żony, że określenie mnie jako psychicznie chorego to pikuś w całokształcie mojego postępowania. Jestem poza tym wg niej 4 litery nie facet - szok aż z butów wyskoczyłem... bo poszedłem do księdza po pomoc w swojej małżeńskiej i zarazem sakramentalnej sprawie. A te 4 litery tylko dlatego, że nie załatwiłem sprawy po męsku w 3 osoby w domowym zaciszu (wizja małżeństwa wg żony?) zdaniem żony na początku całej awantury... Kurza ślepota albo pomroczność jasna żonie się na oczy rzuciła przez moje dotychczasowe poczynania...
Rezultat na dziś jest taki: ksiądz - wróg duchowny sakramentalnie, żony teściowa - wróg zaraz po mężu, mąż - diabeł wcielony do potęgi bliżej nieokreślonej pewnie, aleeeeeeeee mamusia to wyrocznia najwyższej klasy i nieskazitelnie czysta... bardziej niż sakrament małżeństwa. A do ołtarza pójść, na pielgrzymkę i etc. to jest pierwsza, nawet na kolanach.
Dlatego też nie próbuję rozpalać tego ogniska pod wodą a jedynie utrzymywać tlący się jeszcze płomyk nadziei, przy której utwierdza mnie ksiądz, by jej nie tracić.
Pamiętam swego czasu, jak żona z teściową mi wmawiały odnośnie mojego "zdrowia psychicznego inaczej", że skoro dwie osoby mi mówią, żeś pijany to się połóż, bo pierdykniesz o glebę. Teraz widzę, że role się odwróciły i to mówię teraz ja z księdzem żonie. Co więcej, oprócz tego po mojej stronie jest cała wieś, nie wierząca żonie w jej i teściowej opowieści.
Przestawiłem się na forum Sychara, skierowałem swoją prośbę o pomoc do Boga i na spokojnie "reperuję" małżeństwo od swojej duchowej strony paktu z Tym na Górze.
Może to zabrzmi banalnie, ale coś mi mówi i czuję, że pierwszą falę ataku rozwodowego z pomocą z Góry odepchnąłem od siebie. Teraz po "wizycie" duszpasterskiej żony groźby rozwodu od niej wróciły i mam nadzieję, że żona to mówiła w złości, przeklinając wszystko (i mnie) na czym świat stoi.
Teraz mieszka z kuzynkiem - wielbicielem tanich winek, który ją wqrwiał do białej gorączki przez to.. jednym słowem mieszka z alkoholikiem.
Zbierzmy to wszystko w całość... mąż trzyma "sztamę" z księdzem, ma "plecy" na wsi - co jest dla mnie miłym zaskoczeniem i nie lada wyróżnieniem, że nie muszę się wstydzić jak zechcę tam sobie pojechać na mszę z szacunku do księdza a coś takiego planuję zrobić za jakieś 2 miesiące - i można pokusić się o stwierdzenie, że poprzez obecność szwagra, teraz Bóg macza palce w moim związku.
Wynik tego działania jest jaki? Żona jest sama z teściową a cała reszta po stronie męża. Zacznie się ciosanie kołków żonie na głowie, dojdzie do spięcia z matką i...
Sam powiedz... nie zmiękniesz i zaczniesz się głowić, że może jednak mąż i ksiądz ma rację a nie wyrocznia matula?
Rozwód cywilny dla sakramentu to zło moralne a ja nie muszę nikomu udowadniać, że nie jestem wielbłądem. Żona z tym czymś jak z szabelką do mnie startuje i chyba jest zbyt pewna siebie, że sromotną klęskę poniesie.
Wrzucałem kamyczki - Tobie też o tym podpowiedziałem - do żony i teraz po mału - chyba - procentują...
Witam. Czuję się dzisiaj bardzo źle. Byłam z dziećmi u teściowej zobaczyć jak się czuje. Potem pojawił się mój mąż, i od razu w moje dzieci jakby diabeł wstąpił, zaczęły wariować, drzeć się, zwłaszcza syn. Byłam w kuchni, przyszedł tam mój mąż i zapytał się mnie czy chciałam zrobić mu na zlośc przychodząc do jego matki, bo przecież dobrze wiem, że ona potrzebuje spokoju. Ja nie wiem czy on tego nie widzi, czy udaje, że nie widzi, że to jak się czuje teraz jego matka jest jego winą. Jak ona widziała dzisiaj w jaki sposób on się zachowuje do mnie, że nie odezwał się przy niej do mnie ani słowem, że pokazywał jaka jestem dla niego nieważna, to zaczęła płakać. Dalej nie może mówić. Ja już nie wiem co mam robić, nie robię w żaden sposób męzowi na złość a on mnie tak traktuje. Czuję się nic nie warta, serce mi pęka jak patrzę na mojego ślubnego, tak chciałabym żeby podszedł do mnie, powiedział, że wygadywał głupoty i żeby najzwyczajniej w świecie mnie przytulił. Nie wytzrymam tego psychicznie, nie dam rady.
Witam,
wszystkich którzy już się obudzili w ten wolny jakże smutny dzień.
Od rana zajmuję się wszystkim żeby tylko nie myśleć.
Zaległości 3-miesięczne zaczynają srogo dokuczać.
Będę dziś chyba sprzątać do samego wieczora, żeby odgonić złe myśli.
Bawiłam się dziś nawet w "ogrodniczkę"
przesadziłam w końcu kwiaty itd... itp...
Widzę, że bezludno tu jeszcze
;);)
814 2012-08-15 17:24:27 Ostatnio edytowany przez cachmir (2012-08-15 17:27:07)
Witam Was Wszystkich!
od jakiegoś czasu podczytuje Fluffy'ego wątek i przeżycia was wszystkich więc co za tym idzie u mnie też jest bagno.
Związałam się z facetem młodszym o 5 lat,szybki ślub i tak minęło 10 lat chorego małżeństwa i toksycznej miłości.
U nas rozstania i powroty to jakby chleb powszedni, to coś na co w tym wątku czeka wielu z was. Powiem wam,że nie ma nic gorszego. Każdy nasz powrót przesuwał granicę, po której nie mamy do siebie szacunku i jest dobrze tylko na chwilę a potem wypominania.
Mój mąż po 5 miesiącach wrócił z morza i już po paru dniach afera,kiedy za wyłączenie kabla od komputera mnie uderzył,spakowałam rzeczy i wyjechałam. Nie rozmawiamy już ponad miesiąc po za jednym,że mam go spłacić i wtedy się wyprowadzi. Nie mam już sił.
Co zrobić z takim związkiem ? Jak się zachować by było dobrze ?
Odnoszę wrażenie że większośc mężczyzn, to rozkapryszone nastolatki. Zawierają małżeństwa jak mniemam z własnej, nieprzymuszonej woli, a potem chcą żyć jak kawalerowie. Ach, widocznie takie czasy nastały. Tylko żaden z tych mężczyzn nie chce brać odpowiedzialności za swoje słowa i czyny. Niestety, zamiast usiąć, porozmawiać, zastanowić się nad wspólnym rozwiązaniem problemu wolą przekreślić wszystko co zdążyło się razem zbudować i iść w długą.
U nas tych wyprowadzek i powrotów nie potrafię już zliczyć. Kiedyś on się wyprowadzał bo mieszkaliśmy u mnie. W zeszłym roku kupiliśmy pierwszy wspólny dom i myślałam,że teraz już będzie dobrze. Niestety nie jest
Odnoszę wrażenie że większośc mężczyzn, to rozkapryszone nastolatki. Zawierają małżeństwa jak mniemam z własnej, nieprzymuszonej woli, a potem chcą żyć jak kawalerowie. Ach, widocznie takie czasy nastały. Tylko żaden z tych mężczyzn nie chce brać odpowiedzialności za swoje słowa i czyny. Niestety, zamiast usiąć, porozmawiać, zastanowić się nad wspólnym rozwiązaniem problemu wolą przekreślić wszystko co zdążyło się razem zbudować i iść w długą.
Jeszcze się kochana nie nauczyłaś, że większość mężczyzn idzie na łatwiznę?
Po co rozwiązywać problemy? Lepiej wymienić na lepszy model
Kasiu!
U Ciebie nie chodzi o lepszy model bo ma jak u Pana Boga za piecem. Do tego wie,że jesteś w stanie mu wszystko wybaczyć. Jemu chodzi o inny model,coś nowego bo ten stary już nudny (nie obraź się)
oszukana29 napisał/a:Odnoszę wrażenie że większośc mężczyzn, to rozkapryszone nastolatki. Zawierają małżeństwa jak mniemam z własnej, nieprzymuszonej woli, a potem chcą żyć jak kawalerowie. Ach, widocznie takie czasy nastały. Tylko żaden z tych mężczyzn nie chce brać odpowiedzialności za swoje słowa i czyny. Niestety, zamiast usiąć, porozmawiać, zastanowić się nad wspólnym rozwiązaniem problemu wolą przekreślić wszystko co zdążyło się razem zbudować i iść w długą.
Jeszcze się kochana nie nauczyłaś, że większość mężczyzn idzie na łatwiznę?
Po co rozwiązywać problemy? Lepiej wymienić na lepszy model
Ciągle, mimo doświadczeń jestem naiwna. Czeka mnie dziś rozmowa z mężem. Boję się, nie wiem czego mam się spodziewać. Jedyne czego jestem pewna to to, że ta rozmowa nie będzie należała do przyjemnych.
"Odnoszę wrażenie że większośc mężczyzn, to rozkapryszone nastolatki. Zawierają małżeństwa jak mniemam z własnej, nieprzymuszonej woli, a potem chcą żyć jak kawalerowie. Ach, widocznie takie czasy nastały. Tylko żaden z tych mężczyzn nie chce brać odpowiedzialności za swoje słowa i czyny."
I vice versa
To samo dotyczy sporej części kobiet!
W związku zawsze jeden kocha bardziej i to on jest pokrzywdzony. Ten drugi wtedy nie bierze odpowiedzialności i nie ważne czy to kobieta czy mężczyzna.
"Odnoszę wrażenie że większośc mężczyzn, to rozkapryszone nastolatki. Zawierają małżeństwa jak mniemam z własnej, nieprzymuszonej woli, a potem chcą żyć jak kawalerowie. Ach, widocznie takie czasy nastały. Tylko żaden z tych mężczyzn nie chce brać odpowiedzialności za swoje słowa i czyny."
I vice versa
To samo dotyczy sporej części kobiet!
Zgadzam się z tym. Przepraszam, że odniosłam się w swoim poście tylko do mężczyzn.
Kasiu!
U Ciebie nie chodzi o lepszy model bo ma jak u Pana Boga za piecem. Do tego wie,że jesteś w stanie mu wszystko wybaczyć. Jemu chodzi o inny model,coś nowego bo ten stary już nudny (nie obraź się)
Nie no spoko, liczy się szczerość
;)
za jakiś czas okaże się jaki nudny ten stary model.
Zemsta będzie piękna.
Jestem jestem, czytam Was codziennie, kasikakasika ja tez zawsze jak mam "zle mysli" zaczynam sprzatac , wczoraj poszedlem sie fizycznie wyladowac , gralem prawie 4 godziny w Piłke.. ale nie potrafie sie odpedzic od mysli czy bedzie dobrze czy .. ? Bedzie dobrze !
825 2012-08-15 18:14:05 Ostatnio edytowany przez mark21 (2012-08-15 18:15:15)
Oszukana, bardzo współczuje Tobie, że twój mąż okazał się zwykłą świnią>
Podobnie było z moją żoną. Ona jednak drugiej szansy nie dostała.
Zniszczyła wszystko, co było dla mnie największą wartością. Bezgraniczna miłość do niej i zaufanie w jednej chwili poszło w powietrze
Wiem jak się czujesz, ale uwierz mi nie warto się gnojem przejmować. Znajdziesz swoje szczęście i swoją miłość.
Choć u mnie proces dochodzenia do siebie trwał ponad rok.
Głowa do góry, bo jeszcze całe życie przed Tobą
Jestem jestem, czytam Was codziennie, kasikakasika ja tez zawsze jak mam "zle mysli" zaczynam sprzatac , wczoraj poszedlem sie fizycznie wyladowac , gralem prawie 4 godziny w Piłke.. ale nie potrafie sie odpedzic od mysli czy bedzie dobrze czy .. ? Bedzie dobrze !
BĘDZIE PIĘKNIE ![]()
827 2012-08-15 18:16:59 Ostatnio edytowany przez cachmir (2012-08-15 18:21:55)
Czasami ta zemsta na dobre nie wychodzi tak jest w moim przypadku. Człowiek tak walczył o ten powrót bo przecież wielka miłość,ale po czasie trzeba się zmierzyć z narastającym upokorzeniem przez ten czas,w którym się czekało. Człowiek o tym nie zapomina jak został potraktowany i zaczyna się cyrk.
Mark21 jak udało Ci się nie dać tej szansy? Wiedziałeś od razu,że to nie ma sensu ?
cachmir, po prostu wyniosłem z domu pewne wartości, o których moja szcaowna była doskonale wiedziała.
A podstawowym kanonem jest zaufanie do drugiej osoby.
Gdy to zostało zniszczone, to jaki jest sens bycia z osobą, która wykonała egzekucję na małżonku bez sądu i prawa do obrony.
Małżeństwo, to nie brazylijska telenowela. Są wzloty i upadki, szarość codziennego życia.
Powiem szczerze, było naprawdę ciężko podjąć tę decyzję, do tej pory mam jeszcze czasem nocne koszmary. A upłynęło już grubo ponad 1,5 roku>
Ci,którzy zdradzają nie zdają sobie sprawy, jakie spustoszenie w psychice partnera powstaje w momencie wykrycia zdrady.
Wali się dosłownie wszystko!
829 2012-08-15 18:58:13 Ostatnio edytowany przez pati31 (2012-08-15 19:00:18)
W moim przypadku stracilam szacunek ,do bylego meza (tak o nim mowie ,ale czeka mnie kolejna rozprawa).
Nie potrafilam juz zyc z czlowiekiem ktorym bym gardzila.
Zreszta mam twarda zasade, ten kto zdradza nie kocha i nikt mnie nie przegada........
Od wykrycia romansu do wyrzucenia go z domu i mojego zycia ,jednak troszke minelo.
Od poczatku wiedzial ze szansy nie bedzie.
Dostal odemnie zbyt wiele prezentow w calym malzenstwie i narzeczenstwie.
830 2012-08-15 19:25:24 Ostatnio edytowany przez cachmir (2012-08-15 19:39:38)
Mark21 Ja teraz jestem na granicy wytrzymałości i mam wrażenie jakby ktoś wyrwał mi serce i rzucał o ścianę. U mnie zdrady nie było,ale ja i tak czuje się zdradzona. Cztery lata temu byłam w ciąży pozamacicznej (żywej) i rano z bólu upadłam robiąc dziurę w wannie. Trafiłam do szpitala, wtedy mąż zostawił mnie po raz pierwszy i wyprowadził się do mamy,nie miałam nawet gdzie umyć włosów. Trzy lata temu dostał w końcu pracę w na statkach pasażerskich i wyjechał na cztery miesiące bez pożegnania, wcześniej jak zwykle wyprowadzając się do matki. Potem mój syn miał ciężki wypadek na motorze,ale przeżył. Mieli mu amputować dłoń, nie zgodziłam się i też oczywiście zostałam sama szukając lekarza,który poskłada mu ręce. Miał do mnie pretensje,że kupiłam mu motor to teraz mam za swoje.Takich przykładów jest kilka innych. Miałam wrażenie,że on jest zły i chodzi o pieniądze, ze mam dobrą pracę a on nie. Gdy dostał tą wymarzoną i dobrze płatną myślałam,że w końcu te problemy się skończą i sprzedałam mieszkanie byśmy kupili dom, na papierze nasz. Niestety nie jest dobrze jest gorzej. Teraz po powrocie z morza znowu kłótnia z rękoczynami,wyzwiskami i wulgarnym zachowaniem. Spakowałam rzeczy i wyjechałam. Pomału dociera do mnie,że już nie mam sił.
Spójrzcie na to z boku co byście zrobili na moim miejscu?
Moja teściowa trafiła dziś do szpitala. teraz już wiem dlaczego mąż chce się dzisiaj ze mną spotkać. Będzie mnie obwiniał za to, bo powiedziałam jej o naszych kłopotach małżeńskich. Tylko, że on nie widzi, że to jego zachowanie spowodowało to, że jego mama dostała trzęsiawek na tle nerwowym. Boję się, wzięłam już trzy tabletki na uspokojenie.
Moja teściowa trafiła dziś do szpitala. teraz już wiem dlaczego mąż chce się dzisiaj ze mną spotkać. Będzie mnie obwiniał za to, bo powiedziałam jej o naszych kłopotach małżeńskich. Tylko, że on nie widzi, że to jego zachowanie spowodowało to, że jego mama dostała trzęsiawek na tle nerwowym. Boję się, wzięłam już trzy tabletki na uspokojenie.
Na pewno będzie Cię obwiniał,ale nie bierz więcej tabletek,nie ty jesteś temu winna.
Najgorsze jest to, że do mojego męża nie docierają żadne argumenty. Teraz też będe się broniła, ale wiem że nic to nie da. On nie potrafi spojrzeć na sprawę obiektywnie. Ja mam już dosyć, niedługo wyjdzie na to, że jestem winna bo w ogóle istnieje. mam tylko nadzieję, że teściowa wyjdzie z tego.
"Cztery lata temu byłam w ciąży pozamacicznej (żywej) i rano z bólu upadłam robiąc dziurę w wannie. Trafiłam do szpitala, wtedy mąż zostawił mnie po raz pierwszy i wyprowadził się do mamy,nie miałam nawet gdzie umyć włosów"? Podniósł na kobietę rękę?
cachmir, to jest bydle, a nie facet. Rzuć, odejdź od niego, bo ciebie zniszczy psychicznie!
Ratuj siebie i swoją godność, z takim podejściem,jakie ona ma do Ciebie, po tym co napisałaś to aż mnie trzęsie!
Masz prawo do szczęścia i miłości ale nie z tym człowiekiem!
Na co ty jeszcze czekasz! Z nim jak widzę masz drogę przez mękę.
W imię czego chcesz zostać męczennicą?
Dla dzieci?
Bądź odważną, zdecydowaną.
On nie zasługuje na twoje uczucie!
Hej Ekipo,
Widzę że mamy nowych "przetrąconych", Cachmir, Mark21- witajcie...
Z tych emocji zapomniałam przywitać nowych, jak to powiedział Cash, "przetrąconych"
Witam Was Wszystkich raz jeszcze !
Muszę wam powiedzieć,że za nim się odezwałam to najpierw czytałam i dzięki,że jesteście. To daje wiarę w dobrych ludzi
838 2012-08-15 20:26:25 Ostatnio edytowany przez Cash (2012-08-15 20:27:33)
Wiecie Ekipo,
też mam dziś słaby dzień... Poszedłem sobie do kina na "Mistrz tańca powraca", fajny film, ale qźwa smutny...
Cachmir, raczej nie byłem dobrym człowiekiem... a może byłem, tylko się cholernie mocno pogubiłem... Nie wiem...
Łeb mi pęka, znów "sznurkowe" myślenie mi się momentami włącza...
Qrde, zdycham...
Cholera, chciałbym żeby wreszcie już było dobrze...
Wiecie, momentami kocham swoją żonę i tęsknię za nią, a momentami wręcz nienawidzę... Nie daje żadnej szansy, żadnego odzewu...
Boże ratuj...
Niby wiem, niby rozumiem... a uczucia i emocje swoje...
Cześć przetrąceni ![]()
Cash,
cisza i brak nadziei Cię niszczy, ale to czas na przemyślenia i ewentualną tęsknotę ![]()
wstrzymaj się jeszcze, jak ma być Twoja to będzie.
cash, poczytaj mój post w temacie" zdradziłam męża chcę odzyskać jego miłość"
Też przeżyłem dramat, ale się podniosłem.
I to jest optymistyczne przesłanie na dzisiejszy wieczór.
Głowa do góry, być może już jutro też wam zaświeci słońce!
Z tego wszystkiego zapomniałem się z Wami przywitać. Mam nadzieję, że wybaczycie mi te gafę.
Każdy kto widzi u siebie błędy i je zmienia jest dobrym człowiekiem bo jest ktoś kto nie błądzi? Raczej nie ma, no poza kilkoma świętymi.
Ja żeby nie myśleć i nie widzieć swojego odwołałam urlop i wyjechałam do pracy. jestem pilotem-rezydentem i przeczekam do wypłynięcia męża. Siedzę w hotelu, przy biurku, czekam na urlopowiczów i możecie sobie wyobrazić co czuje. Szczególnie widząc pary.
Mam kompletnego doła bo mieliśmy jechać razem. Cóż życie
843 2012-08-15 20:49:07 Ostatnio edytowany przez Cash (2012-08-15 20:52:36)
Dzięki Kasiku,
Mark, poczytałem Twoje posty, mądry z Ciebie facet i skoro potrafiłes wszystko przekreślić, to widać że mocno poukładany jesteś ze sobą...
Jak pewnie czytałeś moje posty, niestety u mnie tak nie było, ale jest coraz lepiej (z układaniem siebie)...
Z resztą rzeczy, jak widać we wcześniejszych postach... I tak, zostałem z własnym sumieniem...
Cachmir,
w sumie chociaż masz może jakies fajne widoki przez okno, jeśli ulokujesz wzrok powyżej tych par...
Ja na szczęście/nieszczęscie mam pracę, gdzie dużo jeżdżę autem, więc trzeba się skupić, ale czasami dopadają mnie myśli i wówczas...
Opisałem w jednym z wcześniejszych postów...
Każdy kto widzi u siebie błędy i je zmienia jest dobrym człowiekiem bo jest ktoś kto nie błądzi? Raczej nie ma, no poza kilkoma świętymi.
Ja żeby nie myśleć i nie widzieć swojego odwołałam urlop i wyjechałam do pracy. jestem pilotem-rezydentem i przeczekam do wypłynięcia męża. Siedzę w hotelu, przy biurku, czekam na urlopowiczów i możecie sobie wyobrazić co czuje. Szczególnie widząc pary.
Mam kompletnego doła bo mieliśmy jechać razem. Cóż życie
Cachmir,
wiem że to żadne pocieszenie, ale ja zrezygnowałam całkowicie z urlopu latem, bo chyba bym nie wychodziła z łóżka przez 3 tygodnie. A mój mąż balował w tym czasie kiedy mieliśmy razem całą rodziną się urlopować. Przykre, dodam tu że syn też nigdzie nie był, bo plany były inne, zmarnował nasze wakacje, a sam korzystał, co za skur...
Więc głowa do góry!
Pamiętaj, że te pary które teraz oglądasz i które "wyprowadzają Cię z równowagi" wcale nie muszą być szczęśliwe, może to też gra pozorów, jak w naszych związkach?
Sorki za moje poglądy, wychodzę teraz z założenia, że jeśli ktoś wcześniej uchodził za parę idealną, szczęśliwą i nagle to się zmienia, to nie wierzę że to było szczere, to była gra!!!
GRA POZORÓW!
845 2012-08-15 20:57:22 Ostatnio edytowany przez bags (2012-08-15 20:58:55)
Witajcie nowicjusze Naszej przetrąconej miłosnej niedoli. Witam w klubie optymistycznie nastawionych na przyszłość ![]()
Wiecie Ekipo,
też mam dziś słaby dzień... Poszedłem sobie do kina na "Mistrz tańca powraca", fajny film, ale qźwa smutny...
Cachmir, raczej nie byłem dobrym człowiekiem... a może byłem, tylko się cholernie mocno pogubiłem... Nie wiem...
Łeb mi pęka, znów "sznurkowe" myślenie mi się momentami włącza...
Qrde, zdycham...
Cholera, chciałbym żeby wreszcie już było dobrze...
Wiecie, momentami kocham swoją żonę i tęsknię za nią, a momentami wręcz nienawidzę... Nie daje żadnej szansy, żadnego odzewu...
Boże ratuj...Niby wiem, niby rozumiem... a uczucia i emocje swoje...
qźwa Cash kłaniam Ci się w pas i walę łbem o glebę z tego wszystkiego...
Tyś chyba mój sobowtór
bo poza filmem mam tak samo jak Ty zjechany dzionek.
Niemoc, bezsilność; miłość,szmaragd i krokodyl; co by tu jeszcze zrobić - chcąc jak najlepiej dla swojej kobiety... i w efekcie końcowym spierdasić z jej punktu widzenia.
Azymut w mózgu takiego kociokwiku dostaje, że w poprzek staje. A i to mało powiedziane.