netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Jest źle - mam 36 lat i rozwód

17 440 odpowiedzi978 422 wyświetleniazałożony przez fluffy, 27.05.2012

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Strony Poprzednia 1 … 8 9 10 11 12 … 269 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 586 do 650 z 17 441 ]

586

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Witam Was serdecznie. Dzisiaj nawet miałam nie najgorsze samopoczucie, ale jak wracam wieczorem do jeszcze  wspólnego domu to ogarnia mnie taka pustka, że mam ochotę krzyczeć, siedzę sama z swoimi myślami, i myślę, myślę, zadręczam się strasznie, bo wiem, że to na mnie spada odpowiedzialność i to ja muszę wykonać  i podjąć ten krok o rozstaniu, by ratować siebie i syna przed nim, by jego zachowanie i jego postępowanie nie ciągnęło mnie w dól na samo dno. mam dość jego szantażów emocjonalnych, jest dobrym manipulatorem, wie jak grać na emocjach, bydlak jeden. Powiedział, że mam go zostawić z tym jego bigosem, on nie będzie walczył, gdyż nie chce marnować nam dalej życia i tylko czeka na moją decyzję. Super wariant sobie wybrał, zero odpowiedzialności za swoje poczynania.

587

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Okazuje się, że żona nie ma odwagi się przyznać przed niektórymi wspólnymi znajomymi, że mnie porzuciła. Tłumaczy moją nieobecność tym, że musiałem zostać dłużej w pracy (po prawie trzech miesiącach od rozstania). Ręce opadają...

Witaj fluffy, nie rozumiem postępowania twojej żony, choć one tak bardzo przypominają mi zachowanie mojego męża, nie wiem co ona sobie postanowiła, ale jej zachowanie jest dla mnie niezrozumiałe, drugiej stronie należą się jakieś wyjaśnienia, dlaczego tak, a nie inaczej.
A wygląda na to, iż twoja żona jest trochę mało dojrzała, tak jak mój mąż, zero tłumaczeń, a o przeprosinach nawet nie mam co marzyć.
miałam niedawno imieniny, mój mąż nie złożył mi nawet życzeń, nic ....jak by nie istniała.... za to na fejsie wysyła wszystkim znajomym i to właśnie mnie śmieszy......., a żona i matka jego syna jest dla niego nikim. Ja już dawno się poddałam i nie chodzi o uczucia takie jak miłość, chodziło mi chociaż o szacunek  do mnie , ale to go też przerosło, i to mnie boli najbardziej

Trzymaj się fluffy, jak emocje trochę u Was opadną, może warto jeszcze spróbować chociaż coś wyjaśnić, należą Ci się chociaż jakieś wyjaśnienia po latach spędzonych razem.

588

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Liwia napisał/a:

No cóż. Każdy z nich chyba ukrywa prawdę przed ludźmi  i jakoś nie kwapią się do przyznania się, że poszli w cho...ę. Mnie kiedyś z mężem uważano za bardzo dobraną parę, też mówili mi, że mąż mnie kocha....jednak gdyby kochał wszystko wyglądałoby inaczej!

Liwio skąd ja to znam, u mnie było podobnie, cholerka jakbym czytała o swoich przeżyciach sad

589

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Cash napisał/a:
Liwia napisał/a:

Teraz chcę mieć stabilizację, spokój, normalność, szacunek...chcę tego, mimo, że w głębi serca mam jeszcze cień nadziei, że mąż "zrozumie", jednak ta nadzieja każdego dnia jest mniejsza...Ale nie chcę już rozpaczać (choć pewnie zdarzy mi się to nie raz), chcę w końcu być szczęśliwa i niekoniecznie z kimś, sama ze sobą....

Widzisz Liwio,
Tylko czasami jest tak, że nawet jak mąż zrozumie, to i tak jest za późno... Moja żona jest kobietą świadomą, idąc za terminologią P. Katarzyny Miller, pewnie przeżywa, ale keep smiling jest. I decyzji o rozwodzie zmieniać nie chce, mimo że prosiłem parokrotnie o przemyślenie.
Czy zrobiła wszystko dla ratowania związku, nie wiem, w każdym razie ja go rozwaliłem.
I tak, w pierwszym momencie to ona przeżywała pewnie bardziej niż ja, potem zaś u mnie pojawiły się wyrzuty sumienia, próba zrozumienia, chęć poszukiwania rozwiązań... Dopiero wówczas gdy straciłem...
Od dwóch miesięcy nie mieszkam z żoną i po prostu zdycham...
Tyle że ja już wczesniej chodziłem na terapię i chodzę nadal próbując poskładac się do kupy, ale to trwa latami-przynajmniej w moim przypadku. Pewnie gdyby ci mężowie o których jest mowa w wątku, próbowali coś ze sobą robić może też inne by było Wasze nastawienie, ale dopóki im jest tak wygodnie (czytaj, nie mają kontaktu z samymi sobą), to....
Pozdrawiam

Kiedyś wiele bym dała, by mój mąż też tak żałował jak ty, ale teraz po tych wszystkich chorych sytuacjach i jego zachowaniach bardzo dla mnie nie zrozumiałych (balangi, chlanie, znikanie itd, itp. ) już nie chcę, chcę spokoju, by zniknął i chcę się już uwolnić, zmarnowałam tyle czasu, a szans dawałam wiele, zbyt wiele.
Być może twoja żona tez ma podobne odczucia jak ja, być może jeszcze coś czuje do ciebie, ale nie ma już sił na to , by walczyć o Was.

Ale życzę Tobie, by się wszystko ułożyło.

590

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
newkobietka napisał/a:

Myslę, że tak samo jak ja żałujesz że wcześniej nic nie zuaważyłeś, że żona nie walczyła.. Ja nie umiem pojąc jak mogłam nie widzieć, że coś złego się dzieje. Ale nie obwiniaj się (wiem, że to trudne, ja sama teraz analizuję wszystko i siebie obwiniam), to nie jest dobre wyjście, tak jak napisał tutaj ktoś wcześniej- a co mogłeś więcej zrobić jeśli nie wiedziałeś że żona się wypaliła? Jeśli nie rozmawiała otwarcie z Tobą? Nic nue mogłeś zrobić. Tak samo jak i ja.

Tak, żałuję bardzo i niestety nie mogę tego cofnąć. Mam dalej momenty obwiniania się i analizowania, a bardzo staram się tego nie robić wiedząc jak destrukcyjny wpływ ma to na psychikę. Zaczynam mieć wrażenie, że ludzie wokół mnie przestają rozumieć o czym mówią, a ja przestaję rozumieć cokolwiek.

Niby nic nie mogłem zrobić... tylko to za mało do przejścia w etap myślenia tylko o sobie i udawania, że jest dobrze.

591

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

A wiecie co mi ktoś ostatnio powiedział?

"Dlaczego Ty chcesz kogoś, kto nie chce Ciebie? Po co Ci taka osoba?"

I staram się powtarzać to sobie w kółko. Czasem na chwilę pomaga smile

592

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
newkobietka napisał/a:

"Dlaczego Ty chcesz kogoś, kto nie chce Ciebie? Po co Ci taka osoba?"

Bardzo sluszne, trafne i madre slowa. Na sile to mozna kogos do wiezienia wsadzic ale nie zmusic do kochania.

593

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Mussuka napisał/a:
newkobietka napisał/a:

"Dlaczego Ty chcesz kogoś, kto nie chce Ciebie? Po co Ci taka osoba?"

Bardzo sluszne, trafne i madre slowa. Na sile to mozna kogos do wiezienia wsadzic ale nie zmusic do kochania.

Potwierdzam, bardzo trafne określenie mojej sytuacji, po co mi ktoś, kto mnie rani, po co mi ktoś, kto nie szanuje, po co mi ktoś, kto mnie oszukuje, po co ?????

Emocjonalny wampir mi się trafił, po tylu latach to zrozumiałam, obwiniał mnie o wszystkie niepowodzenia, później czepiał się syna, do diabła z takim gościem, niech zniknie już na zawsze, chociaż wspomnienia już zostaną na zawsze, nie będę mogła ich zapomnieć, ale mogę wybaczyć, sobie i jemu również, i iść dalej ku swemu szczęściu.......

594

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Nie wiem sam co już myśleć. Dzisiaj znowu z nią rozmawiałem. Powiedziała, że nie będziemy już razem, ale sama nie wie dlaczego tak się stało i jakiego powodu - to jej słowa. Niby przez to jak żyliśmy w ostatnim czasie, ale pół roku temu było jeszcze dobrze. Mówi, że ona też cierpi i jest jej źle, boli ją bardzo moje cierpienie i cały czas powtarza, że kiedyś będzie dobrze.

Nie rozumiem kobiet i o co w tym wszystkim chodzi. Zabolało mnie jak powiedziała, że wyobraża sobie życie z kimś innym i musi tylko na to poczekać. Czy ona jest normalna?

595

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Nie wiem sam co już myśleć. Dzisiaj znowu z nią rozmawiałem. Powiedziała, że nie będziemy już razem, ale sama nie wie dlaczego tak się stało i jakiego powodu - to jej słowa. Niby przez to jak żyliśmy w ostatnim czasie, ale pół roku temu było jeszcze dobrze. Mówi, że ona też cierpi i jest jej źle, boli ją bardzo moje cierpienie i cały czas powtarza, że kiedyś będzie dobrze.

Nie rozumiem kobiet i o co w tym wszystkim chodzi. Zabolało mnie jak powiedziała, że wyobraża sobie życie z kimś innym i musi tylko na to poczekać. Czy ona jest normalna?

Nie wiem dlaczego, ale z Twoją historią kojarzy mi się pewna piosenka a mianowicie "Kiedy tatuś sypiał z mamą"  - Czesław Śpiewa

http://www.youtube.com/watch?v=_IMO4Dy7QFI


przepraszam , że może to takie niestosowne skojarzenie, ale jakoś tak mnie naszło.

596

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Nie wiem sam co już myśleć. Dzisiaj znowu z nią rozmawiałem. Powiedziała, że nie będziemy już razem, ale sama nie wie dlaczego tak się stało i jakiego powodu - to jej słowa. Niby przez to jak żyliśmy w ostatnim czasie, ale pół roku temu było jeszcze dobrze. Mówi, że ona też cierpi i jest jej źle, boli ją bardzo moje cierpienie i cały czas powtarza, że kiedyś będzie dobrze.

Nie rozumiem kobiet i o co w tym wszystkim chodzi. Zabolało mnie jak powiedziała, że wyobraża sobie życie z kimś innym i musi tylko na to poczekać. Czy ona jest normalna?

Fluffy:

Być może twoja żona potrzebuje czasu, aby sobie poukładać wszystko w głowie, nie wiem co mam Ci jeszcze napisać, trochę twoja sytuacja wydaje mi się niezrozumiała, nie wiem co sama bym zrobiła w twojej sytuacji, ale jeżeli czujesz, że jeszcze warto, że tli się nadzieja na waszą przyszłość to walcz o nią, chyba, że ona ma inne plany, no to wtedy... zupełnie inna historia, u mnie też nie jest wesoło, więc nie jesteś sam, ja też cholernie cierpię, chociaż już dawno straciłam nadzieję na lepsze jutro. Pozdrawiam, smile

597

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:

Mówi, że ona też cierpi i jest jej źle, boli ją bardzo moje cierpienie i cały czas powtarza, że kiedyś będzie dobrze.

Haaaaaa mój mąż tak samo mówił- że boli jego moje cierpienie, że ciężko mu patrzec na mój ból.. Wyrzuty sumienia. Żadnego uczucia w tym nie ma- jedynie wyrzuty sumienia. Aaaaaaaaa i jeszcze mi powiedział ostatnio, że chciałby żebym ulożyła sobie życie z kimś innym. Kopie leżącego...

598

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Posłuchaj ; Jeżeli żona na prawdę Cię bardzo kochała i bardzo jej na Tobie zależało - nie powinna się tak zachować.Daj jej trochę czasu - każda kobieta go czasem potrzebuje. Może musi coś przemyśleć, zastanowić się , pozałatwiać jakieś prywatne sprawy ? Jedyne wyjście - DAJ JEJ CZAS.Należy jej się kilka dni samotności, żeby wszystko przemyśleć.Może w którymś dniu zrozumie ,że brakuje jej Ciebie , że chce Cię mieć przy sobie.Na pewno nie skacz z mostu, nie strzelaj w łeb - to bez sensu -,-. Po prostu daj jej chwilę wytchnienia.Odczekaj kilka dni, sam to dobrze przemyśl, a potem .. porozmawiaj z nią szczerze i otwarcie.Niech Ci wyjaśni, czemu chce odejść, jakie są tego powody, co ją w Tobie denerwowało/irytowało.Nie mogę Ci na ten temat już nic powiedzieć - ta rozmowa należy do was. W każdym razie:
-Jeżeli uda Ci się odzyskać żonę , ciesz się z tego.Jeżeli powie Ci , co ją w Tobie denerwowało-zmień to.Rób wszystko by było jej dobrze, by czuła się bezpieczna i okazuj jej duużo miłości smile
-Lecz, jeżeli nie uda Ci się jej dobyć (czego Ci nie życzę) nie załamuj się wink Każdy zasługuje na miłość , bez względu na wiek...
P.S ; Podczas rozmowy bądź spokojny, wyrozumiały oraz stanowczy. Jeżeli stało jej się coś przykrego - okazuj jej współczucie.ONA MUSI WIEDZIEĆ ŻE MOŻESZ NA NIEJ POLEGAĆ W KAŻDEJ CHWILI .! Pamiętaj , by opanować wszelkie negatywne emocje , i spróbuj ją zrozumieć. Mam nadzieję że pomogłam wink Powodzenia .

599

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Weekend, dół... dół... dół... ;(
Usłyszałam dziś wiele drastycznych słów na temat mojej sytuacji od męża mojej przyjaciółki.
Słowa mężczyzny o mężczyźnie sad Zastanawiające hmmm?
W sumie, żadna "Ameryka".
Rani mnie, bo raczej mnie nie kocha! PROSTE!
Miłość nie pozwoliłaby na takie zachowania.
A nawet jeśli kocha, to co to za miłość?

A więc rada jest tylko jedna: WYPIĄĆ NA NIEGO TYŁEK I POKAZAĆ ŻE UMIEM BEZ NIEGO ŻYĆ!
Wtedy przyleci z jęzorem na wierzchu, bo poczuje się zagrożony i niepewny mnie!
Dopóki wie, że ja cierpię on stoi na podium!

Uświadomiłam sobie też jedną rzecz: skoro mnie bardzo boli niewiedza o nim, to jeśli on rzekomo kocha, to niewiedza o tym co ja robię i czuję również powinna go zaboleć. Co udowadniał już nie raz, tylko ja "dawałam ciała", ponieważ powinnam trzymać fason i nie okazywać mu, że cierpię.
A tu jednak działają zawsze uczucia którymi go darzę, miękną mi nogi, dostaję maślanych oczu i sprawa robi się oczywista -CIERPIĘ!!!

Zapanuje nad swoimi uczuciami i emocjami i nie pokarzę gnojkowi tego co czuję!
Ps. Za dwa tygodnie mam pierwszą wizytę u psychologa smile

600

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

powinienes przez jakis czas sie z ni nie widywac bo ciagle jej slowa ze juz nie bedziecie razem aby bardziej cie rania

601

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

musisz wkoncu przestac o niej myslec i zajac sie soba

602

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
ona1990ona napisał/a:

powinienes przez jakis czas sie z ni nie widywac bo ciagle jej slowa ze juz nie bedziecie razem aby bardziej cie rania

Ja jej na oczy nie widziałem od ponad dwóch miesięcy, więc jej nie widuję. A piszę dlatego, bo na akurat dzisiaj dojdzie do naszego spotkania - właśnie po ponad dwóch miesiącach. Oczywiście inicjatywa z mojej strony, bo muszę coś z dawnego mieszkania koniecznie zabrać.

Zastanawiam się jaka będzie moja reakcja na jej widok - boję się, że może mnie to rozłożyć na części pierwsze. Z drugiej strony mam zamiar nie podchodzić do tego emocjonalnie i pokazać jej, że już mi nie zależy. W zasadzie oba rozwiązania do bani - w pierwszym przypadku się poniżę, a w drugim zszargam nerwy.

Przynajmniej dowiem się, czy nadal jest taka zimna i wyrachowana w stosunku do mnie po takim czasie...

603

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Po co w kimś na siłę szukać złota, skoro nie ma nawet srebra...

604

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

No to mam piekło w głowie i ból nie do zniesienia. Zobaczyłem ją i umarłem... Nie jestem w stanie nawet przytoczyć tego co mówiła. Nie ma w niej niczego, chyba coś mówiła, że sam od niej odszedłem dawno temu z jej serca. To, że kocham to mój problem. To, że nie mam życia - też. Rozrywa mnie wszystko w środku i żyć się nie chce.

605

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Fluffy, nie załamuj się proszę.
Skup się na sobie, zacznij robić coś dla siebie, powoli, małymi kroczkami. Wybierz się może do psychologa, to naprawdę pomaga, nie od razu, to nie tabletka, ale powoli to zacznie koić Twój ból, więcej zaczniesz rozumieć, przede wszystkim siebie. I naprawdę postaraj się zabrać za siebie, bo zwariujesz chłopie.
Jesteśmy w podobnym wieku, moje małżeństwo też się rozpierdzieliło (nie samo niestety), byłem już na etapie "sznurka", ale na szczęście pojawiło się w mojej głowie pytanie "czy jeśli na nim zadyndasz, to czy będziesz mieć szansę na jakąkolwiek zmianę??" Odpowiedź jest jedna- sam sobie odebrałbym tę szansę...
Lekko nie będzie, weź coś na uspokojenie, coś żebyś mógł spać, jakoś względnie funkcjonować na razie...
I pamiętaj, ZADBAJ O SIEBIE, wierzę że w tej chwili czujesz jakby całe życie uszło z Ciebie, ale (wiem że brzmi to banalnie) masz DOPIERO 36 lat, dasz radę. Wierzę że potrafisz...
3maj się chłopie.

606

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Nie przespałem nocy, zasnąłem nad ranem. Obudził mnie telefon z pracy - co się ze mną dzieje. Wszyscy mi wypominają, czemu tam pojechałem. Chyba jestem na etapie "sznurka" jak to ładnie określiłeś. Nie wyobrażam sobie życia bez niej i nie potrafię jej zrozumieć - dlaczego tak postanowiła. I czuję, że tylko ja muszę ponosić konsekwencje tej decyzji. Uszło ze mnie życie i wszystko inne. W zasadzie to włączyłem tryb wegetacji, bo nie wiem jak to inaczej nazwać.

607 Ostatnio edytowany przez Cash (2012-08-07 18:27:10)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Fluffy,
Po prostu jesteś zdrowym emocjonalnie facetem przeżywającym utratę i rozstanie, tu nie ma nic dziwnego. Niektórzy chlają na umór, inni q....wią się co niemiara, Ty zaś przeżywasz... To co Ty robisz jest NAJZDROWSZE i NAJLEPSZE, przeżywanie... Chlanie i qrw...nie się jest zagłuszaniem uczuć i emocji...
Po latach różnego rodzaju własnych wzlotów i upadków, terapii DDA i kontynuacji indywidualnej by wreszcie zacząć coś czuć, by nie blokować emocji, by umieć je wyrażać nie tylko RYYYKIEM wq...wionego lwa, mogę Ci powiedzieć jedno.
Daj SOBIE czas, SOBIE!!!!
Przeżyj to, niestety ten ból, tę trwogę serca, cierpienie i poczucie, jak to określiłeś rozrywało Cię od środka, trzeba niestety wypić, małymi łyczkami, ale trzeba to spić...
Twoja żona też z  tego co piszesz jest pogubiona mocno, to że Ty pokazujesz jej swoje cierpienie, niestety obawiam się nic nie da. Ona w tej chwili jest skupiona na sobie i na przeżywaniu siebie i swoich emocji.
Ty powinieneś zrobić to samo, wierzę że każdy dzień jest dla Ciebie syzyfowym ciężarem, każda noc drogą przez mękę, ale powoli zaczniesz wstawać. Dlatego drobne rzeczy które choć na chwilę pozwolą Ci się oderwać są w tym bardzo pomocne.
Odbuduj siebie, jesteś jak budynek którego ściany zostały nadwyrężone i popękały w wyniku ogromnego trzęsienia ziemii, jak pęknięta kość, która po zrośnięciu w tym właśnie miejscu jest mocniejsza...
Wiem że emocje w tej chwili po prostu rozkładają Ciebie, dlatego wspomniałem o psychologu, osobie kompletnie stojącej z boku, nie związanej z żadną ze stron, spróbuj...
Tak masz prawo się załamać, masz prawo płakać, łkać, ale to przejdzie...
Powiem Ci od siebie...
Moja agonia trwa ponad 2 m-ce, tydzień temu wracałem od znajomych autem trasa ponad 300km, nagle włączyły mi się obrazy, wspomnienia, pojawiły się łzy... Długa prosta droga, nagle widzę policjanta z lizakiem, cóż przekroczyłem prędkość...
Pani Policjantka, podeszła z "suszarką" i cała procedura.... podając dokumenty po prostu leciały mi łzy cały czas, patrzyła na mnie dziwnie, zapytałem czy mogę wysiąść z auta, przeprosiłem ją i ostatnim dechem powiedziałem "przyjmuję mandat". Po czym po prostu poszedłem kilkanaście metrów w pole, zwaliłem się na kolana i beczałem jak bóbr, wstrząsały mną spazmy, osmarkałem się jak dziecko. Policjantka jak się potem okazało stała ten kwadrans zdębiała co się dzieje... Jak się ogarnąłem w miarę, przeprosiłem ją i po prostu powiedziałem że "spier....łem swoje małżeństwo"... Okazało się potem w rozmowie, że akurat tego konkretnego dnia też musi podjąć decyzję o rozwodzie, bo mimo że są małżeństwem od dwóch lat i ok. roczne dziecko, to nie mogą się dogadać... Warczą na siebie...
Zaproponowałem by po prostu wybrali się do terapeuty... Nie wiem, qźwa, chyba rozmawiałem z nią jakby chodziło o moje małżeństwo, jakbym rozmawiał z własną żoną...
Przypadek?? Nie wiem... Wiem, że gdyby te spazmy dopadły mnie za kółkiem, pewnie skończyłbym na jakimś drzewie, albo zderzyłbym się z kimś Bogu Ducha winnym...
Fluffy, przeżyjesz i będziesz szczęśliwy... Nie jutro, nie za miesiąc, czy 2 kwartały, ale będziesz...
3maj się.

608

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
anaterka napisał/a:
kasikakasika napisał/a:

Mam odpowiedź na moje wszystkie wątpliwości... Jednak to była inna kobieta!
Zdjęłam dziś obrączkę, przestaje walczyć!!!
S......n

przykro mi bardzo... a jednak.. mężowie nie zostawiają nas "od tak, bo przestali kochać", w 99% jest to inna kobieta.. przykro mi sad

a mój mąż pomimo, że nie kocha mnie, proponuje mi sex bez zobowiązań. dla zdrowotności. z podkreśleniem NIE KOCHAM CIE, to tylko żądza,  jestem mężczyzną i potrzebuję sexu, nie wytrzymam już dłużej bez. i powiedział, że nie chce tego, ale będzie musiał rozejrzeć się za kimś... czuję się zeszmacona do końca ;( jak nie dostanie tego ode mnie to pójdzie do innej... i jak ja mam walczyć o to małżeństwo? o co? nigdy nie dowiem się pewnie, czy już to zrobił, każdej nocy i każdego dnia będzie siedziało mi to w głowie.. ja już nie wytrzymuje tego... ból po rozstaniu, po usłyszeniu, że nic nie czuje, a teraz jeszcze to... Boże pomóż ;(

Bóg tu chyba nie pomoże. Może po prostu powinnaś się przestać przejmować i poszukać kogoś kto Cię doceni.

609

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Łatwo jest powiedzieć: przestań się przejmować. Ale nie tak łatwo jest tak zrobić. Jeśli człowiek, którego się kocha, z którym chciało spędzić się życie, mówi teraz różne rzeczy, sprawia przykrość to nie można tak popsrotu przestać się tym przejmować. To boli i pewnie długo poboli. Mąż wraca za kilka dni z trasy i zapowiedział że zabiera rzeczy i się wyprowadza, że nie wróci już do mnie. Gdzie jeszcze niedawno zapewniał mnie o swojej miłości, dawał ciepło i poczucie bezpieczeństwa. I nagle to wszystko ucina. I jak się z tym pogodzić, nie przejmować się tym, kiedy człowiekowi cały świat zawalił się. Są jeszcze dzieci, dla nich trzeba być silnym. A najchętniej siadło by się w kącie, płakało. Brak sił, otępienie....

610 Ostatnio edytowany przez Cherry_Berry (2012-08-09 23:35:30)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

wcale nie nagle, miał już kochankę rok temu, prawda?

jasne, że będziesz się przejmować, to straszne uświadomić sobie, że ktoś, kogo się kocha kłamie od dawna w żywe oczy, szczerze wspólczuję

611

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Cherry_Berry, tak miał romans w zeszłym roku, ale dałam mu drugą szansę i przez ten okres było wszystko ok, spędzaliśmy czas razem z dziećmi, dobrze czuliśmy się w swoim towarzystwie. Wspierałam męża w realizacji jego hooby. Przez ten niespełna rok nie doszło do żadnych poważnych kłótni. Jeszcze miesiąc temu nic nie zapowiadało że tak to się wszystko skończy. BYły wielkie zapewnienia, mieliśmy wspólne plany. Ale wychodzi na to że z dnia na dzień mężowi zmieniły się poglądy. To jest niedojrzałość i brak ponoszenia odpowiedzialności za swoje poczynania. Bo nawet nie ma odwagi, żeby powiedzieć że odchodzi bo chce być sam, że przeprasza. Tylko próbuje zrzucić winę na mnie, a ja tym razem nie dam sobie wmówić winy, bo ze nie mam sobie nic do zarzucenia, wiem że byłam wobec niego uczciwa, jak pisałam wcześniej wspierałam w realizacji jego hobby i nie tylko, nie ograniczałam, dawałam swobodę żeby nie czuł się przytłoczony. A teraz okazuje się, że on zupełnie inaczej pamięta ten okres. To albo ja żyłam z kimś innym albo nie wiem co...

612

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Fluffy, odezwij się, jak u Ciebie??

613

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
piotrwz72 napisał/a:
anaterka napisał/a:
kasikakasika napisał/a:

Mam odpowiedź na moje wszystkie wątpliwości... Jednak to była inna kobieta!
Zdjęłam dziś obrączkę, przestaje walczyć!!!
S......n

przykro mi bardzo... a jednak.. mężowie nie zostawiają nas "od tak, bo przestali kochać", w 99% jest to inna kobieta.. przykro mi sad

a mój mąż pomimo, że nie kocha mnie, proponuje mi sex bez zobowiązań. dla zdrowotności. z podkreśleniem NIE KOCHAM CIE, to tylko żądza,  jestem mężczyzną i potrzebuję sexu, nie wytrzymam już dłużej bez. i powiedział, że nie chce tego, ale będzie musiał rozejrzeć się za kimś... czuję się zeszmacona do końca ;( jak nie dostanie tego ode mnie to pójdzie do innej... i jak ja mam walczyć o to małżeństwo? o co? nigdy nie dowiem się pewnie, czy już to zrobił, każdej nocy i każdego dnia będzie siedziało mi to w głowie.. ja już nie wytrzymuje tego... ból po rozstaniu, po usłyszeniu, że nic nie czuje, a teraz jeszcze to... Boże pomóż ;(

Bóg tu chyba nie pomoże. Może po prostu powinnaś się przestać przejmować i poszukać kogoś kto Cię doceni.

Mówi się "klin, klinem", tylko to nie takie proste, nasze zranione serca nie otworzą się szybko na nowe znajomości. Bynajmniej w mojej głowie póki co nie ma takiej możliwości.

614

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Cash napisał/a:

Fluffy, odezwij się, jak u Ciebie??

Chyba najwyższa pora powoli odpuszczać - tak myślę w tym momencie, jutro pewnie zmienię zdanie. Przekroczyłem trochę pewne granice w tym tygodniu, ale podziałało to też w pewien sposób oczyszczająco na mnie. Przez 3 miesiące nic się u niej nie zmieniło, pozew ma napisany tylko nie złożony jeszcze. Z relacji zaufanych osób trzecich wynika, że ona naprawdę nikogo nie ma, albo jest naprawdę wybitną specjalistką w ukrywaniu tego faktu. Niestety będę się musiał pogodzić z faktem rozpadu małżeństwa, co jest cholernie trudne.

Nadal czuję ból, ale zaczynam bardzo powoli trzeźwo myśleć o własnej przyszłości - narazie tylko w głowie, ale zawsze coś. Najgorsze jest gospodarowanie czasem, który był podporządkowany rytmowi życia we dwójkę i teraz jestem pogubiony całkowicie. Pomijam utratę marzeń i celów, ale to raczej oczywiste, że również pójdą w zapomnienie...

615

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Witam Was wszystkich, wiecie co jest dla mnie najgorsze, samotne wieczory, pustka i ta samotność, jak spotykam znajomych to dziwnie mi się przyglądają, nie wiedzą jak mają się zachować, a ja staram się żyć "normalnie", chociaż, wiem ile mnie to kosztuje, by trzymać pion!!!
Rozpatruje, roztrząsam i analizuje każdą sytuację, chociaż wiem, że to nie ma sensu, zostałam sama z tym całym bigosem, a przyszłość dla mnie to jakiś kosmos:(
Najbardziej boli, iż zaufałam, kochałam prawie bezgranicznie, a on mnie zdeptał, oszukał i zostawił.... ale to jego strata, a ja pójdę dalej..... a nauczę się jeszcze może komuś zaufać.....

616

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
holubka napisał/a:

Witam Was wszystkich, wiecie co jest dla mnie najgorsze, samotne wieczory, pustka i ta samotność, jak spotykam znajomych to dziwnie mi się przyglądają, nie wiedzą jak mają się zachować, a ja staram się żyć "normalnie", chociaż, wiem ile mnie to kosztuje, by trzymać pion!!!
Rozpatruje, roztrząsam i analizuje każdą sytuację, chociaż wiem, że to nie ma sensu, zostałam sama z tym całym bigosem, a przyszłość dla mnie to jakiś kosmos:(
Najbardziej boli, iż zaufałam, kochałam prawie bezgranicznie, a on mnie zdeptał, oszukał i zostawił.... ale to jego strata, a ja pójdę dalej..... a nauczę się jeszcze może komuś zaufać.....

Ponieważ są tu mężczyźni na forum to nie będę ich obrażać, ale chciałabym napisać niezłą wiązankę.
Piątkowy wieczór też spędzam sama, z dala od niego...
Pomimo, że usłyszałam wiele gorzkich słów w ostatnim czasie to nadal kocham go ponad wszystko, jednak nauczę się żyć bez niego! Nie jest wart TAKIEJ MIŁOŚCI!!!!!

617

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Wiem, też nie mam dobrych wspomnień z czasu mego małżeństwa, choć bywały fajne chwile, jednak jak widać na forum, to również kobiety  bywają podłe w stosunku do swoich facetów (np. fluffy) ale generalnie to my dostajemy po tyłku !

618

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Nie radzę sobie dziś w ogóle. Mąż przyjeżdża pojutrze z pracy i zabiera swoje rzeczy z domu i się wynosi. Nie umiem czasami przed dziećmi udać że wszystko jest ok, dzisiaj prawie cały dzień mam płaczliwy. A maluchy nie odstępują mnie na krok, powtarzają co chwilę, że mnie kochają i nigdy nie opuszczą. Teraz na początku końca czuję się fatalnie a co będzie dopiero później, szczerze to nie wiem czy będę sobie w stanie poradzić, tym bardziej, że kocham męża bardzo.

619

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
holubka napisał/a:

Wiem, też nie mam dobrych wspomnień z czasu mego małżeństwa, choć bywały fajne chwile, jednak jak widać na forum, to również kobiety  bywają podłe w stosunku do swoich facetów (np. fluffy) ale generalnie to my dostajemy po tyłku !

Niestety kobiety też dają popalić mężczyznom, dlatego też uważam że mój to dupek, ponieważ nie docenił tego co ma!
Ale, życie jest sprawiedliwe! Wierze, że zatęskni i wtedy ja stanę na podium i .... nie wiem co zrobię wink

Zastanawiam się jakie są kobiety, które zabierają nam naszych mężów?
Kiedyś wydawało mi się, że to też takie istoty bezwzględnie porzucone dla innych.
Dziś zgłupiałam, po tym co mnie spotkało, nigdy " nie spojrzałabym" na żonatego faceta.

620

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
fluffy napisał/a:
Cash napisał/a:

Fluffy, odezwij się, jak u Ciebie??

Chyba najwyższa pora powoli odpuszczać - tak myślę w tym momencie, jutro pewnie zmienię zdanie. Przekroczyłem trochę pewne granice w tym tygodniu, ale podziałało to też w pewien sposób oczyszczająco na mnie. Przez 3 miesiące nic się u niej nie zmieniło, pozew ma napisany tylko nie złożony jeszcze. Z relacji zaufanych osób trzecich wynika, że ona naprawdę nikogo nie ma, albo jest naprawdę wybitną specjalistką w ukrywaniu tego faktu. Niestety będę się musiał pogodzić z faktem rozpadu małżeństwa, co jest cholernie trudne.

Nadal czuję ból, ale zaczynam bardzo powoli trzeźwo myśleć o własnej przyszłości - narazie tylko w głowie, ale zawsze coś. Najgorsze jest gospodarowanie czasem, który był podporządkowany rytmowi życia we dwójkę i teraz jestem pogubiony całkowicie. Pomijam utratę marzeń i celów, ale to raczej oczywiste, że również pójdą w zapomnienie...

Fluffy
ja staram się robić te rzeczy na które nie starczało mi czasu gdy byłam z moim mężem, zajęłam się po prostu sobą, i swoimi potrzebami, staram się iść do przodu,

rozstanie i rozwód jest najwyżej punktowany w skali przeżycia stresu, więc przechodzi się okres tz. żałoby, trzeba się zmierzyć z każdym jej etapem, po etap rozpaczy, złości itd. ale jak mawiają "czas jest najlepszym lekarstwem" więc staram się tego trzymać.

Ale po za sprawami ducha i uczuć, istnieją sprawy materialne, z którymi teraz przyszło mi się zmierzyć (podział majątku) mój eks twierdzi iż mnie nie skrzywdzi, łaskawca jeden ................. odpowiedziałam jemu iż już mnie skrzywdził, rozwalając nasze małżeństwo, dalej już tylko milczy ...... tchórz jeden

621

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
oszukana29 napisał/a:

Nie radzę sobie dziś w ogóle. Mąż przyjeżdża pojutrze z pracy i zabiera swoje rzeczy z domu i się wynosi. Nie umiem czasami przed dziećmi udać że wszystko jest ok, dzisiaj prawie cały dzień mam płaczliwy. A maluchy nie odstępują mnie na krok, powtarzają co chwilę, że mnie kochają i nigdy nie opuszczą. Teraz na początku końca czuję się fatalnie a co będzie dopiero później, szczerze to nie wiem czy będę sobie w stanie poradzić, tym bardziej, że kocham męża bardzo.

Nie panikuj, jeszcze się nie wyprowadził!
Przywitaj go z podniesioną głową, jeśli postanowił już to na 100 % to i tak tego nie zmienisz!

622

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasikakasika napisał/a:
oszukana29 napisał/a:

Nie radzę sobie dziś w ogóle. Mąż przyjeżdża pojutrze z pracy i zabiera swoje rzeczy z domu i się wynosi. Nie umiem czasami przed dziećmi udać że wszystko jest ok, dzisiaj prawie cały dzień mam płaczliwy. A maluchy nie odstępują mnie na krok, powtarzają co chwilę, że mnie kochają i nigdy nie opuszczą. Teraz na początku końca czuję się fatalnie a co będzie dopiero później, szczerze to nie wiem czy będę sobie w stanie poradzić, tym bardziej, że kocham męża bardzo.

Nie panikuj, jeszcze się nie wyprowadził!
Przywitaj go z podniesioną głową, jeśli postanowił już to na 100 % to i tak tego nie zmienisz!

Potwierdzam, faceci to z reguły tchórze, będzie próbował zwalić trochę odpowiedzialności na ciebie, nie daj się i bądź silna !!!

623

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Jeszcze się nie wyprowadził ale to zrobi i nie mam zamiaru go zatrzymywać. Nie było go teraz miesiąc, i przez ten miesiąc padło pod moim adresem wiele przykrych słów, których w życiu się nie spodziewałam. Nie będę teraz przytaczać tych wszystkich bzdur które od miesiąca słyszałam, bo nie mam na to sił. Zawiódł mnie po raz kolejny. Przekreślił mnie jakbym była nikim. I tak się teraz czuję

624

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
holubka napisał/a:

ja staram się robić te rzeczy na które nie starczało mi czasu gdy byłam z moim mężem, zajęłam się po prostu sobą, i swoimi potrzebami, staram się iść do przodu,

rozstanie i rozwód jest najwyżej punktowany w skali przeżycia stresu, więc przechodzi się okres tz. żałoby, trzeba się zmierzyć z każdym jej etapem, po etap rozpaczy, złości itd. ale jak mawiają "czas jest najlepszym lekarstwem" więc staram się tego trzymać.

Ale po za sprawami ducha i uczuć, istnieją sprawy materialne, z którymi teraz przyszło mi się zmierzyć (podział majątku) mój eks twierdzi iż mnie nie skrzywdzi, łaskawca jeden ................. odpowiedziałam jemu iż już mnie skrzywdził, rozwalając nasze małżeństwo, dalej już tylko milczy ...... tchórz jeden

Holubka zazdroszczę Ci postawy, ja mam nadal totalny dół, nie umiem organizować sobie czasu bez niego. Są dni kiedy po prostu mnie nie ma, a są też takie jak dziś, kiedy siedzę w naszym domu i płaczę po cichu w rękaw.

Jacy oni łaskawi, mam podobną sytuację jeśli chodzi o kwestię materialną, wszystko mi zostawił, cóż za cudowny mąż!!! 
Podejrzewam, że tu działają wyrzuty sumienia, zawsze to jakaś oznaka ludzkości, chociaż dla mnie dziś to i tak podłe zwierzę!

Jednakże mój mąż zaczyna się "krzątać wokół mojego życia", może zaczyna mu mnie brakować? Daje delikatne znaki swojej obecności. Od początku tego tygodnia nie daje o sobie zapominać.

Pytałam go o uczucia, wymigał się od konkretnej odpowiedzi, powiedział tylko, że z tym jest najtrudniej. Wolałabym chyba usłyszeć, że uczucia minęły, byłoby mi łatwiej.

625

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
oszukana29 napisał/a:

Jeszcze się nie wyprowadził ale to zrobi i nie mam zamiaru go zatrzymywać. Nie było go teraz miesiąc, i przez ten miesiąc padło pod moim adresem wiele przykrych słów, których w życiu się nie spodziewałam. Nie będę teraz przytaczać tych wszystkich bzdur które od miesiąca słyszałam, bo nie mam na to sił. Zawiódł mnie po raz kolejny. Przekreślił mnie jakbym była nikim. I tak się teraz czuję

Kłóciliście się na odległość?

626

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
oszukana29 napisał/a:

Jeszcze się nie wyprowadził ale to zrobi i nie mam zamiaru go zatrzymywać. Nie było go teraz miesiąc, i przez ten miesiąc padło pod moim adresem wiele przykrych słów, których w życiu się nie spodziewałam. Nie będę teraz przytaczać tych wszystkich bzdur które od miesiąca słyszałam, bo nie mam na to sił. Zawiódł mnie po raz kolejny. Przekreślił mnie jakbym była nikim. I tak się teraz czuję

Wiem, że jest Ci ciężko, sama przechodziłam podobny scenariusz, ale musisz być twarda i nie poddawać się, a przykre słowa to jego problem, to on skrzywdził i będzie musiał z tym żyć. raz już Cię bardzo zranił, więc sama widzisz, takie typy się nie zmieniają.

Nie uda się zbudować szczęścia na cudzym nieszczęściu (mój mąż o tym zapomniał)

627

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
holubka napisał/a:
kasikakasika napisał/a:
oszukana29 napisał/a:

Nie radzę sobie dziś w ogóle. Mąż przyjeżdża pojutrze z pracy i zabiera swoje rzeczy z domu i się wynosi. Nie umiem czasami przed dziećmi udać że wszystko jest ok, dzisiaj prawie cały dzień mam płaczliwy. A maluchy nie odstępują mnie na krok, powtarzają co chwilę, że mnie kochają i nigdy nie opuszczą. Teraz na początku końca czuję się fatalnie a co będzie dopiero później, szczerze to nie wiem czy będę sobie w stanie poradzić, tym bardziej, że kocham męża bardzo.

Nie panikuj, jeszcze się nie wyprowadził!
Przywitaj go z podniesioną głową, jeśli postanowił już to na 100 % to i tak tego nie zmienisz!

Potwierdzam, faceci to z reguły tchórze, będzie próbował zwalić trochę odpowiedzialności na ciebie, nie daj się i bądź silna !!!

On chce zwalić całą odpowiedzialność na mnie, ale ja tym razem nie pozwolę na to. Bo ja moge z czystym sumieniem powiedzieć, że nie zrobiłam nic co by usprawiedliwialo jego zachowanie. Mógł realizować swoje pasje, miał swobodę, jak coś potrzebował to zazwyczaj to miał, byłam wsparciem, byłam przy nim w najlepszych jak i najgorszych chwilach. A on nagle, z dnia na dzień wszystko przekreślił i teraz twierdzi że nie było tak jak ja to pamiętam. A przez ostatnie 10 miesięcy byliśmy szczęśliwi, on zapewniał mnie o swojej milości, o tym że ja i dzieci jesteśmy dla niego najważniejsi. Przez ten czas nie usłyszałam pod moim adresem ani jednej jego skargi. A teraz wychodzi na to, że chyba coś mi się przyśniło, że to wcale tak nie było. Prawda jest taka, że on nie chce brać odpowiedzialności za swoje czyny, chce przerzucić ją na mnie.

628

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasikakasika napisał/a:
holubka napisał/a:

ja staram się robić te rzeczy na które nie starczało mi czasu gdy byłam z moim mężem, zajęłam się po prostu sobą, i swoimi potrzebami, staram się iść do przodu,

rozstanie i rozwód jest najwyżej punktowany w skali przeżycia stresu, więc przechodzi się okres tz. żałoby, trzeba się zmierzyć z każdym jej etapem, po etap rozpaczy, złości itd. ale jak mawiają "czas jest najlepszym lekarstwem" więc staram się tego trzymać.

Ale po za sprawami ducha i uczuć, istnieją sprawy materialne, z którymi teraz przyszło mi się zmierzyć (podział majątku) mój eks twierdzi iż mnie nie skrzywdzi, łaskawca jeden ................. odpowiedziałam jemu iż już mnie skrzywdził, rozwalając nasze małżeństwo, dalej już tylko milczy ...... tchórz jeden

Holubka zazdroszczę Ci postawy, ja mam nadal totalny dół, nie umiem organizować sobie czasu bez niego. Są dni kiedy po prostu mnie nie ma, a są też takie jak dziś, kiedy siedzę w naszym domu i płaczę po cichu w rękaw.

Jacy oni łaskawi, mam podobną sytuację jeśli chodzi o kwestię materialną, wszystko mi zostawił, cóż za cudowny mąż!!! 
Podejrzewam, że tu działają wyrzuty sumienia, zawsze to jakaś oznaka ludzkości, chociaż dla mnie dziś to i tak podłe zwierzę!

Jednakże mój mąż zaczyna się "krzątać wokół mojego życia", może zaczyna mu mnie brakować? Daje delikatne znaki swojej obecności. Od początku tego tygodnia nie daje o sobie zapominać.

Pytałam go o uczucia, wymigał się od konkretnej odpowiedzi, powiedział tylko, że z tym jest najtrudniej. Wolałabym chyba usłyszeć, że uczucia minęły, byłoby mi łatwiej.

Grunt mu się pali po nogami, węszy i robi tak zwane zwiady, tak mi się wydaje,

U mnie tak tez było, wielokrotnie, wiem co mówię , 16 lat wariactwa, rozstania, powroty, i tak w kółko, zwalał na mnie całe szambo i szantażował emocjonalnie, ale przejrzałam na oczy, postawiłam twarde warunki, ale nie był zainteresowany, zmianami w naszym życiu, dalej szalał, balował i bóg wie co jeszcze ..... dość pogoniłam ........ i tez węszy i sprawdza czy kolejny raz ulegnę jego obiecankom ale nie nie tym razem.
A oczy otworzył mi mój syn (nasz syn) maskara

629

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasikakasika napisał/a:
holubka napisał/a:

Wiem, też nie mam dobrych wspomnień z czasu mego małżeństwa, choć bywały fajne chwile, jednak jak widać na forum, to również kobiety  bywają podłe w stosunku do swoich facetów (np. fluffy) ale generalnie to my dostajemy po tyłku !

Niestety kobiety też dają popalić mężczyznom, dlatego też uważam że mój to dupek, ponieważ nie docenił tego co ma!
Ale, życie jest sprawiedliwe! Wierze, że zatęskni i wtedy ja stanę na podium i .... nie wiem co zrobię wink

Zastanawiam się jakie są kobiety, które zabierają nam naszych mężów?
Kiedyś wydawało mi się, że to też takie istoty bezwzględnie porzucone dla innych.
Dziś zgłupiałam, po tym co mnie spotkało, nigdy " nie spojrzałabym" na żonatego faceta.

Ja tez nie smile ale to z którymi fokami oni nas zdradzają, jakieś desperatki czy co ? Sama tego nie rozumiem, jak kobieta kobiecie może robić takie świństwa smile

630

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
holubka napisał/a:
kasikakasika napisał/a:
holubka napisał/a:

Wiem, też nie mam dobrych wspomnień z czasu mego małżeństwa, choć bywały fajne chwile, jednak jak widać na forum, to również kobiety  bywają podłe w stosunku do swoich facetów (np. fluffy) ale generalnie to my dostajemy po tyłku !

Niestety kobiety też dają popalić mężczyznom, dlatego też uważam że mój to dupek, ponieważ nie docenił tego co ma!
Ale, życie jest sprawiedliwe! Wierze, że zatęskni i wtedy ja stanę na podium i .... nie wiem co zrobię wink

Zastanawiam się jakie są kobiety, które zabierają nam naszych mężów?
Kiedyś wydawało mi się, że to też takie istoty bezwzględnie porzucone dla innych.
Dziś zgłupiałam, po tym co mnie spotkało, nigdy " nie spojrzałabym" na żonatego faceta.

Ja tez nie smile ale to z którymi fokami oni nas zdradzają, jakieś desperatki czy co ? Sama tego nie rozumiem, jak kobieta kobiecie może robić takie świństwa smile

Ubije jak dorwę, nawet jak jest niewinna i nie wiedziała o mnie!
Nie daruje!
Powaga!

631

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
holubka napisał/a:
kasikakasika napisał/a:
holubka napisał/a:

ja staram się robić te rzeczy na które nie starczało mi czasu gdy byłam z moim mężem, zajęłam się po prostu sobą, i swoimi potrzebami, staram się iść do przodu,

rozstanie i rozwód jest najwyżej punktowany w skali przeżycia stresu, więc przechodzi się okres tz. żałoby, trzeba się zmierzyć z każdym jej etapem, po etap rozpaczy, złości itd. ale jak mawiają "czas jest najlepszym lekarstwem" więc staram się tego trzymać.

Ale po za sprawami ducha i uczuć, istnieją sprawy materialne, z którymi teraz przyszło mi się zmierzyć (podział majątku) mój eks twierdzi iż mnie nie skrzywdzi, łaskawca jeden ................. odpowiedziałam jemu iż już mnie skrzywdził, rozwalając nasze małżeństwo, dalej już tylko milczy ...... tchórz jeden

Holubka zazdroszczę Ci postawy, ja mam nadal totalny dół, nie umiem organizować sobie czasu bez niego. Są dni kiedy po prostu mnie nie ma, a są też takie jak dziś, kiedy siedzę w naszym domu i płaczę po cichu w rękaw.

Jacy oni łaskawi, mam podobną sytuację jeśli chodzi o kwestię materialną, wszystko mi zostawił, cóż za cudowny mąż!!! 
Podejrzewam, że tu działają wyrzuty sumienia, zawsze to jakaś oznaka ludzkości, chociaż dla mnie dziś to i tak podłe zwierzę!

Jednakże mój mąż zaczyna się "krzątać wokół mojego życia", może zaczyna mu mnie brakować? Daje delikatne znaki swojej obecności. Od początku tego tygodnia nie daje o sobie zapominać.

Pytałam go o uczucia, wymigał się od konkretnej odpowiedzi, powiedział tylko, że z tym jest najtrudniej. Wolałabym chyba usłyszeć, że uczucia minęły, byłoby mi łatwiej.

Grunt mu się pali po nogami, węszy i robi tak zwane zwiady, tak mi się wydaje,

U mnie tak tez było, wielokrotnie, wiem co mówię , 16 lat wariactwa, rozstania, powroty, i tak w kółko, zwalał na mnie całe szambo i szantażował emocjonalnie, ale przejrzałam na oczy, postawiłam twarde warunki, ale nie był zainteresowany, zmianami w naszym życiu, dalej szalał, balował i bóg wie co jeszcze ..... dość pogoniłam ........ i tez węszy i sprawdza czy kolejny raz ulegnę jego obiecankom ale nie nie tym razem.
A oczy otworzył mi mój syn (nasz syn) maskara

U Ciebie jest ciut inna sytuacja, to Ty postawiłaś go pod ścianą, spakowałaś manele i wystawiłaś za drzwi.
Ja niestety zostałam "wystawiona za drzwi", jak niepotrzebna para kaloszy po blisko 20 latach razem spędzonych sad
Moje poczucie własnej wartości mocno podupadło i choć wiem, ze jestem atrakcyjną kobietą i nie miałabym najmniejszego problemu, żeby znaleźć sobie kogoś, to czuje się podle!

632

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasikakasika napisał/a:
holubka napisał/a:
kasikakasika napisał/a:

Holubka zazdroszczę Ci postawy, ja mam nadal totalny dół, nie umiem organizować sobie czasu bez niego. Są dni kiedy po prostu mnie nie ma, a są też takie jak dziś, kiedy siedzę w naszym domu i płaczę po cichu w rękaw.

Jacy oni łaskawi, mam podobną sytuację jeśli chodzi o kwestię materialną, wszystko mi zostawił, cóż za cudowny mąż!!! 
Podejrzewam, że tu działają wyrzuty sumienia, zawsze to jakaś oznaka ludzkości, chociaż dla mnie dziś to i tak podłe zwierzę!

Jednakże mój mąż zaczyna się "krzątać wokół mojego życia", może zaczyna mu mnie brakować? Daje delikatne znaki swojej obecności. Od początku tego tygodnia nie daje o sobie zapominać.

Pytałam go o uczucia, wymigał się od konkretnej odpowiedzi, powiedział tylko, że z tym jest najtrudniej. Wolałabym chyba usłyszeć, że uczucia minęły, byłoby mi łatwiej.

Grunt mu się pali po nogami, węszy i robi tak zwane zwiady, tak mi się wydaje,


U mnie tak tez było, wielokrotnie, wiem co mówię , 16 lat wariactwa, rozstania, powroty, i tak w kółko, zwalał na mnie całe szambo i szantażował emocjonalnie, ale przejrzałam na oczy, postawiłam twarde warunki, ale nie był zainteresowany, zmianami w naszym życiu, dalej szalał, balował i bóg wie co jeszcze ..... dość pogoniłam ........ i tez węszy i sprawdza czy kolejny raz ulegnę jego obiecankom ale nie nie tym razem.
A oczy otworzył mi mój syn (nasz syn) maskara

U Ciebie jest ciut inna sytuacja, to Ty postawiłaś go pod ścianą, spakowałaś manele i wystawiłaś za drzwi.
Ja niestety zostałam "wystawiona za drzwi", jak niepotrzebna para kaloszy po blisko 20 latach razem spędzonych sad
Moje poczucie własnej wartości mocno podupadło i choć wiem, ze jestem atrakcyjną kobietą i nie miałabym najmniejszego problemu, żeby znaleźć sobie kogoś, to czuje się podle!

Kochana dla mnie to nie ma znaczenia że kazałam mu odejść on mnie prowokował wiele lat, bo sam nie miał odwagi tego zakończyć, tak mu było wygodnie, on szalał, a żonka prała, gotowała, prowadziła domek, pieła się po szczeblach kariery, a on pan i władca robił co chciał, ale nie wytrzymałam tego piekła i go przerwałam, coś we mnie pękło, teraz jesteśmy w trakcie uzgodnień przed rozwodowych i zauważam iż to jemu miękną kolanka, ale ja jestem już w innym miejscu. Zrozumiałam, iż ten związek mnie prawie emocjonalnie zniszczył i dlatego powiedziałam dość, choć wiem, że jak bym poprosiła, to by wrócił, ale wiem, iż znowu tylko na jego warunkach, a na to, nigdy sobie już nie pozwolę. Wiem nie jest nam łatwo, ale zawsze warto walczyć o godne życie. Ja walczyłam o nasze małżeństwo 16 lat więc tez zmarnowałam trochę czasu........ Trzymaj się kochana, kiedyś i dla nas zaświeci słoneczko:)

633

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Fluffy,
przyznam Ci szczerze, że trochę się przestraszyłem kiedy zamilkłeś na te kilka dni, a ostatnia rzecz którą napisałeś była związana ze "sznurkiem"...
Z całego serducha Ci współczuję i 3mam za Ciebie kciuki...  Przekroczyłeś granice jak mówisz, jeśli nikogo przez to nie krzywdziłeś, to ok. każdy musi odreagować...
Spróbuj zrobić coś dla siebie, wiem że powtarzam Ci to z uporem maniaka...
Ja poszedłem na kurs tańca... Coś trzeba...

Kasikakasika, Holubka,

tak to my faceci zdradzamy, porzucamy, statystycznie najczęściej... Ale tak jak wspomniałyście o przykładzie Fluffy'ego i kobiety potrafią krzywdzić i ranić... A po sobie mogę powiedzieć, że zraniłem i płacę za to wyrzutami sumienia, tęsknotą, bólem... świadomością straconych szans...
I też samotny piątkowy wieczór jest dobijający... Myślałem żeby się po prostu nachlać by nie myśleć... Cały tydzień uśmiech, bo praca, a dopiero gdy idę w Pt popołudnie do "shrinka" puszczają emocje, łzy...

Ostatnio pojechałem do żony do pracy, z kwiatami, pogadać z nią... Zobaczyć... Tym razem nie płakałem, starałem się być facetem, merytorycznym i rzeczowym... Powiedziała, że chciałaby przed rozwodem zrobić rozdzielność majątkową, by moje dochody nie wpływały na jej możliwości dofinansowań w pracy... Masakra...
Gdzieś tam w dyskusji wyrwało jej się z młodej piersi "kochanie" pod moim adresem, ale to po prostu się wyrwało...
Zapytałem czy wie za co mnie pokochała... odpowiedziała że nie pamięta...
Qrde, przez te prawie 2,5 m-ca pokonałem ogromną drogę wgłąb siebie, wiele rzeczy zrozumiałem, wiele rzeczy zmieniam...
I na grzyba mi to...

634

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Cash napisał/a:

Fluffy,
przyznam Ci szczerze, że trochę się przestraszyłem kiedy zamilkłeś na te kilka dni, a ostatnia rzecz którą napisałeś była związana ze "sznurkiem"...
Z całego serducha Ci współczuję i 3mam za Ciebie kciuki...  Przekroczyłeś granice jak mówisz, jeśli nikogo przez to nie krzywdziłeś, to ok. każdy musi odreagować...
Spróbuj zrobić coś dla siebie, wiem że powtarzam Ci to z uporem maniaka...
Ja poszedłem na kurs tańca... Coś trzeba...

Kasikakasika, Holubka,

tak to my faceci zdradzamy, porzucamy, statystycznie najczęściej... Ale tak jak wspomniałyście o przykładzie Fluffy'ego i kobiety potrafią krzywdzić i ranić... A po sobie mogę powiedzieć, że zraniłem i płacę za to wyrzutami sumienia, tęsknotą, bólem... świadomością straconych szans...
I też samotny piątkowy wieczór jest dobijający... Myślałem żeby się po prostu nachlać by nie myśleć... Cały tydzień uśmiech, bo praca, a dopiero gdy idę w Pt popołudnie do "shrinka" puszczają emocje, łzy...

Ostatnio pojechałem do żony do pracy, z kwiatami, pogadać z nią... Zobaczyć... Tym razem nie płakałem, starałem się być facetem, merytorycznym i rzeczowym... Powiedziała, że chciałaby przed rozwodem zrobić rozdzielność majątkową, by moje dochody nie wpływały na jej możliwości dofinansowań w pracy... Masakra...
Gdzieś tam w dyskusji wyrwało jej się z młodej piersi "kochanie" pod moim adresem, ale to po prostu się wyrwało...
Zapytałem czy wie za co mnie pokochała... odpowiedziała że nie pamięta...
Qrde, przez te prawie 2,5 m-ca pokonałem ogromną drogę wgłąb siebie, wiele rzeczy zrozumiałem, wiele rzeczy zmieniam...
I na grzyba mi to...

Robisz to dla siebie, wiele bym dała, by mój (jeszcze) mąż to zrozumiał, ile krzywd mi wyrządził i naszemu synowi, nawet jak nie będziecie już razem (czego Wam nie życzę ) to zawsze na przyszłość zaowocuje, już nigdy nie powielisz tych samych błędów i będziesz mógł iść dalej. W zmiany w sobie mają ogromny sens, nie poddawaj się ...... smile

635

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Cash napisał/a:

Kasikakasika, Holubka,

tak to my faceci zdradzamy, porzucamy, statystycznie najczęściej... Ale tak jak wspomniałyście o przykładzie Fluffy'ego i kobiety potrafią krzywdzić i ranić... A po sobie mogę powiedzieć, że zraniłem i płacę za to wyrzutami sumienia, tęsknotą, bólem... świadomością straconych szans...
I też samotny piątkowy wieczór jest dobijający... Myślałem żeby się po prostu nachlać by nie myśleć... Cały tydzień uśmiech, bo praca, a dopiero gdy idę w Pt popołudnie do "shrinka" puszczają emocje, łzy...

Ostatnio pojechałem do żony do pracy, z kwiatami, pogadać z nią... Zobaczyć... Tym razem nie płakałem, starałem się być facetem, merytorycznym i rzeczowym... Powiedziała, że chciałaby przed rozwodem zrobić rozdzielność majątkową, by moje dochody nie wpływały na jej możliwości dofinansowań w pracy... Masakra...
Gdzieś tam w dyskusji wyrwało jej się z młodej piersi "kochanie" pod moim adresem, ale to po prostu się wyrwało...
Zapytałem czy wie za co mnie pokochała... odpowiedziała że nie pamięta...
Qrde, przez te prawie 2,5 m-ca pokonałem ogromną drogę wgłąb siebie, wiele rzeczy zrozumiałem, wiele rzeczy zmieniam...
I na grzyba mi to...

Jak na grzyba? Dla samego siebie! Chciałabym potrafić tak sobą zawładnąć żeby móc powiedzieć że "pokonałam ogromną drogę w głąb siebie". To wielki sukces! Jeśli Twoja żona tego nie doceni, to kij ......

636

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
holubka napisał/a:

Kochana dla mnie to nie ma znaczenia że kazałam mu odejść on mnie prowokował wiele lat, bo sam nie miał odwagi tego zakończyć, tak mu było wygodnie, on szalał, a żonka prała, gotowała, prowadziła domek, pieła się po szczeblach kariery, a on pan i władca robił co chciał, ale nie wytrzymałam tego piekła i go przerwałam, coś we mnie pękło, teraz jesteśmy w trakcie uzgodnień przed rozwodowych i zauważam iż to jemu miękną kolanka, ale ja jestem już w innym miejscu. Zrozumiałam, iż ten związek mnie prawie emocjonalnie zniszczył i dlatego powiedziałam dość, choć wiem, że jak bym poprosiła, to by wrócił, ale wiem, iż znowu tylko na jego warunkach, a na to, nigdy sobie już nie pozwolę. Wiem nie jest nam łatwo, ale zawsze warto walczyć o godne życie. Ja walczyłam o nasze małżeństwo 16 lat więc tez zmarnowałam trochę czasu........ Trzymaj się kochana, kiedyś i dla nas zaświeci słoneczko:)

Rozumiem, to Ty stałaś się facetem w tym związku po trudnych przejściach jaki Cie spotkały z jego strony.
Dlatego jest Ci łatwiej, bo sama podjęłaś za Was decyzję!
Na mnie spadło to z dnia na dzień! Z minuty na minutę!
Nie było kolorowo, to fakt, ale nie przypuszczałam, że tak się to skończy. Walczyliśmy ze sobą o pozycję w związku, bo nagle z potulnej żonki, chciałam stać się samcem alfą.
I tak się to skończyło. Nie zyskałam nic!!! Straciłam tylko to co najważniejsze w moim życiu!

Ale wierzę, że to nie koniec!!!
CIĄG DALSZY NASTĄPI smile

637

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasikakasika napisał/a:
Cash napisał/a:

Kasikakasika, Holubka,

tak to my faceci zdradzamy, porzucamy, statystycznie najczęściej... Ale tak jak wspomniałyście o przykładzie Fluffy'ego i kobiety potrafią krzywdzić i ranić... A po sobie mogę powiedzieć, że zraniłem i płacę za to wyrzutami sumienia, tęsknotą, bólem... świadomością straconych szans...
I też samotny piątkowy wieczór jest dobijający... Myślałem żeby się po prostu nachlać by nie myśleć... Cały tydzień uśmiech, bo praca, a dopiero gdy idę w Pt popołudnie do "shrinka" puszczają emocje, łzy...

Ostatnio pojechałem do żony do pracy, z kwiatami, pogadać z nią... Zobaczyć... Tym razem nie płakałem, starałem się być facetem, merytorycznym i rzeczowym... Powiedziała, że chciałaby przed rozwodem zrobić rozdzielność majątkową, by moje dochody nie wpływały na jej możliwości dofinansowań w pracy... Masakra...
Gdzieś tam w dyskusji wyrwało jej się z młodej piersi "kochanie" pod moim adresem, ale to po prostu się wyrwało...
Zapytałem czy wie za co mnie pokochała... odpowiedziała że nie pamięta...
Qrde, przez te prawie 2,5 m-ca pokonałem ogromną drogę wgłąb siebie, wiele rzeczy zrozumiałem, wiele rzeczy zmieniam...
I na grzyba mi to...

Jak na grzyba? Dla samego siebie! Chciałabym potrafić tak sobą zawładnąć żeby móc powiedzieć że "pokonałam ogromną drogę w głąb siebie". To wielki sukces! Jeśli Twoja żona tego nie doceni, to kij ......

Kasikakasika...
Jak ona ma to docenić, skoro On do niej z sercem jak na dłoni a ona mu z rozwodowymi tematami? Taka kobieta jest jak sieć komórkowa... poza zasięgiem Jego działań:)
Jak przekonasz przekonanego, by choć spróbował zrobić inny krok? Wybaczył nie te przysłowiowe 7 razy ale więcej.

638

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
bags napisał/a:
kasikakasika napisał/a:
Cash napisał/a:

Kasikakasika, Holubka,

tak to my faceci zdradzamy, porzucamy, statystycznie najczęściej... Ale tak jak wspomniałyście o przykładzie Fluffy'ego i kobiety potrafią krzywdzić i ranić... A po sobie mogę powiedzieć, że zraniłem i płacę za to wyrzutami sumienia, tęsknotą, bólem... świadomością straconych szans...
I też samotny piątkowy wieczór jest dobijający... Myślałem żeby się po prostu nachlać by nie myśleć... Cały tydzień uśmiech, bo praca, a dopiero gdy idę w Pt popołudnie do "shrinka" puszczają emocje, łzy...

Ostatnio pojechałem do żony do pracy, z kwiatami, pogadać z nią... Zobaczyć... Tym razem nie płakałem, starałem się być facetem, merytorycznym i rzeczowym... Powiedziała, że chciałaby przed rozwodem zrobić rozdzielność majątkową, by moje dochody nie wpływały na jej możliwości dofinansowań w pracy... Masakra...
Gdzieś tam w dyskusji wyrwało jej się z młodej piersi "kochanie" pod moim adresem, ale to po prostu się wyrwało...
Zapytałem czy wie za co mnie pokochała... odpowiedziała że nie pamięta...
Qrde, przez te prawie 2,5 m-ca pokonałem ogromną drogę wgłąb siebie, wiele rzeczy zrozumiałem, wiele rzeczy zmieniam...
I na grzyba mi to...

Jak na grzyba? Dla samego siebie! Chciałabym potrafić tak sobą zawładnąć żeby móc powiedzieć że "pokonałam ogromną drogę w głąb siebie". To wielki sukces! Jeśli Twoja żona tego nie doceni, to kij ......

Kasikakasika...
Jak ona ma to docenić, skoro On do niej z sercem jak na dłoni a ona mu z rozwodowymi tematami? Taka kobieta jest jak sieć komórkowa... poza zasięgiem Jego działań:)
Jak przekonasz przekonanego, by choć spróbował zrobić inny krok? Wybaczył nie te przysłowiowe 7 razy ale więcej.

Znane są nam wszystkim takie przypadki, które mówią co innego a co innego myślą.

639

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

U nas praktyka życia mija się z "książkową" teorią a u tych z drugiej strony medalu - teoria... wiedzie prym

640

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Holubka,
o tak, NIGDY w życiu nie popełnię tych samych błędów... Tak zrozumiałem...  Nie poddaję się, aczkolwiek są momenty gdzie jestem w czarnej doopie...

Kasikakasika,
tak dla samego siebie, tak ogromny sukces, ale czuję że to Pyrrusowe zwycięstwo...
Tak jak pisałem Fluffy'emy, próbuję robić coś dla siebie, coś by się oderwać... Poszedłem więc na kurs tańca...

Bags,
dziękuję Ci, ująłeś to bardzo dobrze... Moja (jeszcze) żona sama o sobie twierdzi, że to co ma w głowie i sercu, to na języku...

Podczas ostatniego "widzenia" z żoną usłyszałem wiele słów pod swoim adresem, że jestem prawdziwym facetem mocno stąpającym po ziemii, a ona ma w sobie dużo takiego oderwania, szaleństwa...
I pierwszy raz powiedziała że to nie tylko ja to spieprzyłem, ale że My to spieprzyliśmy...

Kurde, ja wiem że myśmy mieli wiele wspólnych, kompatybilnych elementów, jeśli chodzi o codzienność, rozmowy, czy poniekąd postrzeganie świata... Seks, też byliśmy dobrze pod tym względem dopasowani, powiedziałbym nawet BARDZO dobrze wink

Nie wiem, może jeszcze ona się obudzi, jeszcze tli się we mnie taka nadzieja, bo w zmianach i pracy nad sobą nie zatrzymam się i wiem że po tym wszystkim co przeszliśmy, moglibyśmy na nowo zbudować coś naprawdę świetnego...

641

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
Cash napisał/a:

Fluffy,
przyznam Ci szczerze, że trochę się przestraszyłem kiedy zamilkłeś na te kilka dni, a ostatnia rzecz którą napisałeś była związana ze "sznurkiem"...
Z całego serducha Ci współczuję i 3mam za Ciebie kciuki...  Przekroczyłeś granice jak mówisz, jeśli nikogo przez to nie krzywdziłeś, to ok. każdy musi odreagować...
Spróbuj zrobić coś dla siebie, wiem że powtarzam Ci to z uporem maniaka...
Ja poszedłem na kurs tańca... Coś trzeba...

Etap "sznurka" jest widocznie niezbędny, może nie wszystkim, ale nam widocznie tak. Jeżeli chodzi o przekroczenie granic, to nie będę się przyznawał publicznie do swoich działań, ale kurcze - to podziałało wprost oczyszczająco na mnie. I trwa to od mniej więcej czterech dni. Może zaczynam też otwierać oczy i zauważać, że wokół jest naprawdę sporo wartościowych ludzi, którzy przeszli przez to co ja. Dojście do takich wniosków zajęło mi trzy miesiące, ale mam nadzieję, że jestem na właściwej drodze oczyszczania samego siebie z tego bagna.

642

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Fluffy
jednak coś na Ciebie działa, oby tylko skutecznie wink

643

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód

ja  to czasem myślę że rozwód jest wręcz nieunikniony, jak się rozglądam po swoich znajomych to prawie wszyscy są po rozstaniu niby z tą jedyną/ym albo po rozwodzie

644 Ostatnio edytowany przez kasikakasika (2012-08-11 16:57:20)

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
zdrada19 napisał/a:

ja  to czasem myślę że rozwód jest wręcz nieunikniony, jak się rozglądam po swoich znajomych to prawie wszyscy są po rozstaniu niby z tą jedyną/ym albo po rozwodzie

To, że "prawie wszyscy" się rozchodzą, to pozostali też muszą?
Co to za tłumaczenie?
Moja miłość jest jedyna na całe życie, bo taka jestem i jeśli druga strona taka nie jest, to rzeczywiście nie obronię się przed rozwodem, ale kochać nie przestanę nigdy!!!
BO JAK KOCHAM, TO NA CAŁE ŻYCIE!

645

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasikakasika napisał/a:
zdrada19 napisał/a:

ja  to czasem myślę że rozwód jest wręcz nieunikniony, jak się rozglądam po swoich znajomych to prawie wszyscy są po rozstaniu niby z tą jedyną/ym albo po rozwodzie

To, że "prawie wszyscy" się rozchodzą, to pozostali też muszą?
Co to za tłumaczenie?
Moja miłość jest jedyna na całe życie, bo taka jestem i jeśli druga strona taka nie jest, to rzeczywiście nie obronię się przed rozwodem, ale kochać nie przestanę nigdy!!!
BO JAK KOCHAM, TO NA CAŁE ŻYCIE!

Ja też myślałam iż mój związek będzie na całe życie (o naiwności....) ale życie dookoła pokazuje zupełnie coś innego, ja również dołączam do grona tych z odzysku, kiedyś dla mnie to sytuacja nie do pomyślenia, ale życie jest zagadką, zostałam sama, chociaż wcale nie jest mi z tym dobrze, samotność i codzienność, chociaż będąc w związku również byłam w nim sama ! Już sama nie wiem co gorsze.

646

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
holubka napisał/a:

Ja też myślałam iż mój związek będzie na całe życie (o naiwności....) ale życie dookoła pokazuje zupełnie coś innego, ja również dołączam do grona tych z odzysku, kiedyś dla mnie to sytuacja nie do pomyślenia, ale życie jest zagadką, zostałam sama, chociaż wcale nie jest mi z tym dobrze, samotność i codzienność, chociaż będąc w związku również byłam w nim sama ! Już sama nie wiem co gorsze.

NIGDY NIE POKOCHAM JUŻ NIKOGO TAK JAK KOCHAM MOJEGO MĘŻA.
Mogę z kimś być dla wygody, dla rozrywki, dla seksu, dlatego żeby nie czuć się samotną, ale nie pokocham nigdy TAKĄ MIŁOŚCIĄ.
I to nie dlatego, że będę się bała komuś zaufać. NIE!
TAKA MIŁOŚĆ JEST RAZ NA CAŁE ŻYCIE!

647

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasikakasika napisał/a:
holubka napisał/a:

Ja też myślałam iż mój związek będzie na całe życie (o naiwności....) ale życie dookoła pokazuje zupełnie coś innego, ja również dołączam do grona tych z odzysku, kiedyś dla mnie to sytuacja nie do pomyślenia, ale życie jest zagadką, zostałam sama, chociaż wcale nie jest mi z tym dobrze, samotność i codzienność, chociaż będąc w związku również byłam w nim sama ! Już sama nie wiem co gorsze.

NIGDY NIE POKOCHAM JUŻ NIKOGO TAK JAK KOCHAM MOJEGO MĘŻA.
Mogę z kimś być dla wygody, dla rozrywki, dla seksu, dlatego żeby nie czuć się samotną, ale nie pokocham nigdy TAKĄ MIŁOŚCIĄ.
I to nie dlatego, że będę się bała komuś zaufać. NIE!
TAKA MIŁOŚĆ JEST RAZ NA CAŁE ŻYCIE!

A co powiesz o powiedzonku "KAŻDA MIŁOŚĆ JEST PIERWSZA"

dla mnie to science fiction

648

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
holubka napisał/a:

A co powiesz o powiedzonku "KAŻDA MIŁOŚĆ JEST PIERWSZA"

dla mnie to science fiction

Nie znam takiego powiedzenia!!!

649

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
holubka napisał/a:

A co powiesz o powiedzonku "KAŻDA MIŁOŚĆ JEST PIERWSZA"

dla mnie to science fiction

Abstrakcja, jak można kogoś kochać, a potem kochać kogoś innego?
Jeśli się skończyła, to nie była miłością!

650

Odp: Jest źle - mam 36 lat i rozwód
kasikakasika napisał/a:
holubka napisał/a:

A co powiesz o powiedzonku "KAŻDA MIŁOŚĆ JEST PIERWSZA"

dla mnie to science fiction

Abstrakcja, jak można kogoś kochać, a potem kochać kogoś innego?
Jeśli się skończyła, to nie była miłością!

Ja również kochałam i co jeszcze gorsze kocham go, ale nigdy już z nim nie będę, nie mogę .....
Mój mąż to również moja jedyna miłość, od 17 roku życia (tak jak u ciebie) ale nie będę z nim, nie chcę, on mnie tyle razy zranił, poniżył, nie szanował, iż nie poświęcę się dla tej miłości, boli jak cholera, jestem na tz. detoksie, już jest lepiej, chodzę do psychiatry, biorę leki (nerwica), to przeżycia z moim mężem, doprowadziły do tego, iż prawie zwariowałam, z miłości .......
Ale jest już lepiej, zaczynam oddychać, spać, jeść..... no i czasami się uśmiechać

Posty [ 586 do 650 z 17 441 ]

Strony Poprzednia 1 … 8 9 10 11 12 … 269 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Jest źle - mam 36 lat i rozwód

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026