pycmański ma trochę racji przedstawiając ogólne tendencje, ale odrobinę też przesadza. Faktem jest że na ogół zadziorni, pragmatyczni, i lekko bezczelni faceci wpisują się w preferencje dość sporej(przeważającej?) grupy kobiet. Jeśli mu nie wierzycie zajrzyjcie do wątku 'Wasz ideał mężczyzny' (z książki/filmu), i zobaczcie kto tam 'wygrywa'. Niestety nie jest to koleś z 'Pięknego umysłu' (to tylko przykład), ani nikt w tym rodzaju, tylko...Kmicic. Czy to o czymś nie świadczy?
Co do pragmatyzmu o którym on wspominał - zauważcie że wobec kolesi super inteligentnych (a nawet geniuszy) którzy słabo/średnio zarabiają zauważyć można lekką pogardę(?), choć może jest to zbyt mocne słowo tutaj. Widoczne jest to w pewnych wątkach (np. o cechach idealnego partnera) - kobiety (spora-przeważająca? grupa) piszą tam mniej więcej że liczy się 'łeb do interesów'/'zaradność', a koleś który słabo/średnio zarabia choć po pracy zajmuje się zgłębianiem ciężkich dziedzin o których ten określany jako 'zaradny' nawet nie słyszał, określany jest często jako nieprzydatny nieudacznik. Nie chodzi więc sporej grupie kobiet o intelekt sam w sobie, tylko to o czym wspominał pycmański. Nie twierdzę że wszystkie kobiety tak mają, zdaję sobie również sprawę z tego że nie jest to ich (tj. tych, które akurat tak mają) winą. Po prostu tak jest.
Istnieją jednak inne cechy/inne typy mężczyzn, które są pociągające dla kobiet (co należy rozumieć: dla sporej ich części) w równym stopniu co wspominane już, a nie mają nic wspólnego z 'bedbojowością.
Mi się wydaje że tym czymś co pociąga/kieruję uwagę kobiety na konkretnego mężczyznę jest też w wielu przypadkach jakiś rodzaj tajemnicy w nim, coś co ona chiałaby 'zgłębić', obszar chroniony przed wzrokiem a nęcący obietnicą odkrycia czegoś niepowszedniego.
Ta dyskusja w sumie potwierdza że męzczyźni na ogół zwracają uwagę na pewne schematy, coś co się najczęściej powtarza, natomiast kobiety także na wyjątki, i często przez te 'wyjątki' rozwadniają reguły (oczywiście nie twierdzę że robią to w złym celu, wydaje mi się że to ma jakiś związek z działaniem mózgu).
Zanim go (tj. użytkownika pycmański) zjedziecie, należałoby zadać sobie pytanie: co tak naprawdę jest tym co tak mocno przyciąga mnie w męźczyznach? Wybierzcie sobie z pamięci tych, którzy najbardziej Was fascynowali/fascynują, i poszukajcie w nich wspólnika-zapalnika Waszej fascynacji.
Niby mężczyzna na punkcie którego posiadam obsesję, jest bardzo delikatnym (wręcz jak XIX- wieczna panienka) i empatycznym człowiekiem, ale kiedy zadaje sobie postawione wyżej pytanie to nie jestem pewna, czy bez smaczku w postaci kuszącej zagadkowości/chronienia sekretności w sobie, i huśtawki wywołanej jego ciągłymi zmianami nastroju/decyzji fascynowałby mnie tak samo. Nie jestem w stanie odpowiedzieć sobie na to czy w wersji 'słonecznego', delikatnego chłopca, interesowałby mnie równie mocno co w tej delikatnej, lecz 'księżycowej', chociaż kiedy stawał się na jakiś czas bardziej otwarty bardzo mi się to podobało.
Dodam jeszcze że typ nerda akurat wydaje mi się pociągający, bo przynosi skojarzenia z czymś nowoczesnym, pachnącym sterylnością. Wywołuje takie odczucie że ktoś pochodzi z jakichś lepszych czasów/przyszłości, na głębokim poziomie pewnie organizm czyta to jak: 'Ze mną będziesz mogła żyć w lepszym świecie przyszłości' stąd jego (tj. organizmu pozytywna reakcja) ![]()