Zadaję to pytanie, ponieważ okazało się, że mój dawny pracodawca, radny sejmiku wojewódzkiego nie będzie kandydował z uwagi na 11 (!) ciążących nad nim zarzutów prokuratorskich dt. dawania łapówek. Będzie za to kandydowała jego żona. Czy takie rozwiązania są sprawiedliwe?
Innym razem czytałam o posłance, która zwyzywała policjantów - i nie zrobiła tego pierwszy raz, bo toczyło się już kiedyś podobne postępowanie i nie wyciągnięto wobec niej żadnych konsekwencji w klubie, w którym zasiada.
I właśnie, powstaje kwestia - czy radny/poseł, przeciwko któremu toczy się postępowanie lub nawet został skazany powinien nadal udzielać się politycznie? Dlaczego Polacy pozwalają na udział w wyborach człowiekowi, który dumał "Czy można zgwałcić prostytutkę?"?