Nie chcę zakładac nowego wątku więc piszę tuta. Moja mama ostatnio zaczęła pić. To znaczy nie ostatnio, tylko wcześniej nie miałam zielonego pojęcia o tym. Wódka, która została znika w zastraszającym tempie. A było jej trochę, mieliśmy ją sprzedać znajomym, ale jakoś to się wtedy rozeszło. Nie wiem jak z nią porozmawiać, żeby się obraziła. Bo szczerze mówiąc ostatnio to nie rozmawiam z nią o niczym powaznym, bo się obraża. I boję się... zwyczajnie, nie chcę kłótni. Mąż mówi, że jest w tym trochę mojej winy, bo zawsze ustępowałam, przemilczałam i w zasadzie dałam sobą rzadzić. Doradźcie coś, proszę...
Podobne tematy
Jeśli boisz się kłótni, obrażenia się mamy czy nieprzyjemnej sytuacji, to zrób to, co dotąd: udawaj, że nic takiego się nie wydarzyło, że nic nie zauważyłaś. To jest kwestia wyboru; co dla Ciebie jest ważniejsze: tzw. święty spokój czy zdrowie i życie bliskiej osoby. No, jest jeszcze trzeci wybór: jest to dla Ciebie obca już osoba i jej sprawy w ogóle Cię nie interesują.
Jeśli zdecydujesz się jednak na rozmowę z mamą, to zacznij od swoich uczuć do niej: miłości, zaniepokojenia jej zdrowiem i zachowaniem. Unikaj oskarżania, pouczania, moralizowania. I przypominaj mamie o swoim uczuciu do niej.
Obrażanie się jest sposobem na zakończenie tematu bolesnego dla mamy (przyznanie się do picia jest bardzo trudne). Jeśli będziesz zdecydowana, to zignorujesz jej obrażanie się i temat będziesz kontynuowała.
Pamiętaj jednak o jednym, nikt nie zmusi Twojej mamy do zakończenia picia, zrobi to tylko wówczas, gdy "dorośnie" do tej decyzji.
Od początku przepraszam za mój chaotyczny post. Chodzi o mamę. Problem z alkoholem wydaje się być opanowany. Starałam się zawsze być dobrą córką. Mam młodszego brata. Mama właśnie niedawno wróciła z wywiadówki. Brat bardzo dobrze się uczy, jest w IV klasie SP. Ale.... mama zaczęła się użalać, że nie mówi jej o wszystkim co się dzieje w szkole, że od obcych ludzi się dowiaduje. Później zaczęła narzekać na mnie. Że za coą ją to spotyka, że powinna nas zostawić, nie interesować się itp itd... Tak, owszem - ja byłam skryta, o wielu rzeczach im nie mówiłam. Ale nie było ze mną problemów. Nigdy nie wróciłam do domu póxniej niż ona chciała, nigdy nie wróciłam pijana, może tylko po jednym piwie i to, gdy byłam już pełnoletnia. Powtarzam - dobrze się uczyłam, miałam abicje, nie sprawiałam problemów wychowawczych. Miałam z mamą dobry kontakt, ale chciałam też mieć trochę prywatności. Stąd też pewne tajemnice, które odkrywane przez mamę powodowały sznataż... bo jak mi nie powiedz to wyjdę z domu i nie wrócę. Dziś też miała pretensje - bo się wyprowadzamy i robimy remont w domu, do którego się przeprowadzamy. Rodzice się tym nie interesują. Nie zapytają nawet czy coś nam pomóc. Mama może raz zapytała jak tam idzie. I nie ma tematu. Więc ja uznałam, że ją to nie interesuje i się nie zwierzam. Tata już mi powiedział, że się strasznie dziwi, że chcemy się wyprowadzić i tyle. A teraz po tej wywiadówce u brata przypomniało mi się wszystko, co przezywałam w młodości. Popłynęły mi łzy... Przepraszam musiałam się wygadać. Nie wiem co o tym myśleć...