Dzisiaj już mnie przerosło, opiszę w skrócie sytuację. Jestem po jednym nieudanym małżeństwie, mam faceta od dwóch lat, jestem w ciąży. Mieszkaliśmy razem bez formalnego związku, ale nagle zmarł mój tata. Zostaliśmy postawieni w trudnej sytuacji, ja jako przeciwniczka mieszkania z rodzicami, podjęłam wraz z partnerem decyzję by przeprowadzić się do mamy, która ciężko znosi śmierć taty, jest w depresji, mieszka na wsi z dala od jakiejś większej cywilizacji.
Mama jest cudowna, dobra kobieta, ale przy wspólnym mieszkaniu pojawiają się pierwsze zgrzyty. Jestem po 1,5 rocznej terapii po rozwodzie, przy której też skorygowałam relacje z rodzicami. Mama od zawsze traktowała mnie jak dziecko, nie nauczyła mnie stawiać granic, mieć własnych oczekiwań. Wypracowałam to na terapii sama i trafiłam na człowieka, który mnie szanuje i kocha (poprzednie maleństwo było emocjonalnie przemocowe).
Przejdę do sedna, partner pochodzi z rodziny, gdzie obiady zawsze gotowała mama. Chciałabym wypracować relacje, w której wspólnie zajmujemy się tymi obowiązkami kuchennymi. Mieszkając z mamą jest to trudne bo mama uważa, że baba ma ugotować i podać facetowi obiad, Że ma po pracy mieć gorący obiad, itp. prosiłam mamę wielokrotnie, by nie nakładała mu jedzenia, że sam sobie weźmie i to akurat jakos dało się wypracować. Ale są już skrajne sytuacje, gdzie czuje się lekceważona i że moje granice są łamane. Tłumacze mamie, że to jest mój facet a nie jej, że nie powinna mu gotować obiadów bez uzgodnienia (ja jestem na specjalnej diecie cukrzycowej i sama sobie gotuje). Doszło do tego, że sam sobie nalozyl obiad a mama przyszła z garnkiem ziemniaków i wrzuciła mu resztę na talerz bez pytania! Mój partner się wkurzyl. Druga sytuacja, gdzie mama już gotuje obiad, nie pytając czy on chce czy nie chce. Mówię jej, że co robi, ona że gotuje jemu obiad bo nie pójdzie głodny do pracy. "Pytałaś go czy chce, czy jest głodny?" Co by tam nie był głodny... Moje prośby o zaprzestanie takiego zachowania są ignorowane, bo co ja tam wiem, mam szanować chłopa... Powiedziałam o tym partnerowi, stoi po mojej stronie, nie zjadł tego obiadu i pojechał do pracy. Dodam, że w poprzednim małżeństwie była sytuacja, gdzie podczas remontu mieszkaliśmy kilka dni u moich rodziców. Oboje wróciliśmy z pracy i od wejścia usłyszałam od mamy "grzej i nakładaj mu obiad, bo chłop wrócił z pracy" było mi mega przykro, bo ja też przecież wróciłam z pracy a mój ówczesny mąż sam nie wiedział jak się zachować bo było mu głupio że mama tak do mnie mówi.
Ręce mi już opadają. Wiem, że to niezdrowe że mieszkamy razem, ale zdarzyła się taka sytuacja losowa... Jest mi ciężko, bo też jestem w żałobie, w dodatku w ciąży, w nowym związku gdzie chce wypracować pewne zasady a jest mi to uniemożliwianie. Nie wiem co robić? Próbuje z mamą rozmawiać ale nie traktuje mnie poważnie, a za chwilę może zrobić się kwas między moim partnerem a nią. Mamy ponad 30 lat i oczekujemy traktowania po partnersku a nie jak 2 letnie dziecko, co ma dwie lewe ręce. Jak zwalczyć ta nadgorliwość?