Powiem tak: mi również taka sytuacja i przebieg życia wydaje się mocno nieprawdopodobna. Za dużo czynników czy wydarzeń może mieć potencjalnie miejsce, aby ktokolwiek pozostał niejako na tym poziomie, gdzie właściwie jedyny wzozec, jaki czerpiemy o świecie lub zasadach, to rodzice. Już sam brak kolegów czy przyjaciół przez 30 lat życia(!), ok powiedzmy, że w okresie szkolno-studenckim, wydaje mi się kompletną abstrakcją, czymś nierealnym, wręcz fizycznie niemożliwym.. Tak samo zresztą, jak podejście jego rodziców do życia i "wychowania" dziecka. Myślę, że istnieje spora szansa, że przeciętna osoba, mając takie warunki czy sytuację, przynajmniej zastanowiłaby się nad swoim dalszym życiem, bo przeciętny człowiek długo by w takich warunkach nie wytrzymał. Przy najmniejszej szansie jakichkolwiek zmian, spróbowałby to wykorzystać. Dla mnie to jakaś gehenna.
Mało? szkoła, studia, praca, pasje, zajęcia to mało? Chyba naprawdę nie zdajesz sobie sprawy, jak ludziom zależy i co potrafią zrobić, żeby dażyć do spełnienia swoich oczekiwań w tej kwestii. Potem zaś, wymienione kwestie grają OLBRZYMIĄ rolę, dając motywację i chęć do życia, gdzie się ludzie spełniają w tym, co robią. Rozejrzyj się, chociażby po forum: czy większość ludzi tutaj ma podejście podobne do Twojego? Według mnie nie, bo doceniają ogromnie to, co mają, niezależnie od tego, czy są singlami czy bytują w związkach, bo akurat życie zawodowe, osiągnięcia czy sposób spędzania wolnego czasu okazuje się być bardzo ważny a do tego kompletnie niepowiązany ze sprawami związkowymi.
Ty wydajesz się wiązać zadowolenie, sukces czy chęć do rozwoju z obecnością drugiej osoby. Inaczej mówiąc: musi być ktoś, kto Cię popycha, bo sam nie masz motywacji. Tylko czy ktokolwiek będzie zadowolony z faktu, żę Ty zmieniasz się czy rozwijasz wyłącznie dla tej sooby a nie dla siebie? Wątpię
. Właśnie dla drugiej storny coś takiego jest odpychające. Człowiek, który swój rozwój osobisty czy zawodowy realizuje dla siebie jest postrzegany dużo bardziej atrakcyjnie. Cała tajemnica.