Dobra, chyba trzeba serio przyznać, że nic z tego nie będzie i nie poznam nikogo. Skoro nic mi z tym nie wychodzi teraz, to też pewnie nie wyjdzie za rok, za dwa, czy za dziesięć lat. Bo skoro teraz dziewczyny mają mnie w dupie, to tym bardziej kiedyś. Bo nadal będę jaki jestem, tylko starszy.
Ostatni miesiąc:
Przez 3 tygodnie od założenia Tindera: 8 par (i to głównie dzięki premium, że mogę zobaczyć kto mi dał like). Aż 1 odpisała na moją wiadomość. I rozmowa skończyła się po wymianie tej 1 wiadomości. Uj z tym gównem. A jeszcze kasa na premium poszła...
Sympatia - ostatnio niby było spotkanie, dość mocno na siłę i nic dobrego o nim nie można powiedzieć za bardzo... Tylko tyle że było.
Lento - też szkoda gadać... Jedno niby spotkanie, co się skończyło wystawieniem mnie.
I nawet jak z jakąś dziewczyną piszę, to nie wiem po jaki uj mi to, skoro żadna kurna sama z siebie nic nie napisze, o nic nie spyta. Tylko każda pieprzona rozmowa wygląda tak, że jak o coś się pytam i dostaję zdawkową odpowiedź. Znowu coś zagajam i znowu odpowiedź na odwal. To po uj tracić czas na te pieprzone portale?
Bilans roku:
- luty - spotkanie z Tindera, trochę na siłę żeby po prostu spotkać się dla samego spotkania, połowa spotkania w ciszy
- kwiecień - spotkanie z Tindera, zakończone ghostingiem
- czerwiec - spotkanie z szybkich randek, dziewczyna tylko chciała pogadać (głównie o jej problemach chyba), znudziła się po 4 spotkaniach
- październik - spotkanie z Lento na kawę, zakończone wystawieniem mnie
- listopad - spotkanie z Sympatii, znowu trochę na siłę żeby po prostu spotkać się dla samego spotkania, do zapomnienia
Ogólnie tylko stracony czas, kasa (z 3k poszło na same portale + jeszcze kasa za postawienie jakiegoś jedzonka, itp.) i nerwy...
Zaraz się kończy kolejny rok, po uj mam się denerwować i dołować, że jako jedyny w rodzinie jestem sam. Trzeba się przyzwyczaić, że jestem zerem życiowym i żadna normalna dziewczyna na mnie nie spojrzy i tyle. A jeśli nawet to i tak się skończy na 1 spotkaniu, bo jestem zbyt nudny, a wokół jest masa lepszych facetów. Kolejne święta będą spędzone samotnie (z rodzicami), Sylwester tak samo... Żyć nie umierać...
Ale to może i lepiej. Ktoś taki jak ja powinien być sam. Po po co dziewczynie jakiś toksyczny gość z problemami. No i po co ktoś taki, kto nie ma nic do zaoferowania, nie ma co wnieść do związku. Dziewczyna nic by nie zyskała na takim czymś, prócz problemów. Wokół jest masa lepszych gości, którzy coś potrafią, coś osiągnęli w życiu, znają się na dziewczynach, mają doświadczenie życiowe i są ogarnięci. Mają dobrą sylwetkę, zajebisty charakter, ciekawe zainteresowania, samochód, mieszkanie, itp. Ja nic takiego nie mam. Jedno wielkie totalne życiowe zero.
Plus wydaje mi się, że jestem wyprany z jakichkolwiek uczuć, więc nie wiem, czy kiedykolwiek mógłbym coś czuć do kogoś, prócz pożądania.
Mnie już mało co w życiu cieszy, nic mi się robić nie chce. Nawet żyć mi się nie chce. Żyję dzień po dniu nie wiem po co nawet.