jakis_czlowiek napisał/a:. Ba, się zastanawiam, czy po prostu w moim wypadku nie lepiej by było po prostu poznać luźniej parę dziewczyn, trochę jakby "nadrobić" to co straciłem. Zrobić w końcu coś, co może by mi sprawiło przyjemność, a nie być wiecznie spięty i bać się wszystkiego... Wtedy chociaż może bym bardziej wiedział czego chcę wtedy od życia. Nie ma wtedy ciśnienia, ale jakaś bliskość i ten kontakt jest... Wiem, źle to brzmi... Ale też nie chcę się całkowicie zamykać na jakiekolwiek znajomości. I może też lepiej będzie w przyszłości wejść w coś poważnego, gdy też będę miał jakieś doświadczenie za sobą... Oczywiście najpierw musiałbym kogoś i tak poznać, póki co to tylko gdybanie.
To nie brzmi źle, to brzmi znakomicie!
Tak, właśnie tak powinieneś nawiązywać znajomości i spędzać czas dziewczynami przez jakiś czas, dopóki się nie poznacie lepiej.
W życiu spotykamy różnych ludzi. Z jednymi dobrze nam się bawi, inni zostają bliskimi znajomymi a z czasem przyjaciółmi, a jeszcze inni zupełnie do nas nie pasują i po prostu lepiej nie działać sobie na nerwy tylko z uśmiechem podziękować za towarzystwo.
To nie jest tak, że z każdą spotkaną osobą znajdziesz porozumienie serc i dusz, coś Cię w niej zachwyci będziesz chciał spotykać się częściej. Ludzie są różni, a poznać ich możemy tylko przez swobodne kontakty towarzyskie, bez presji, że z tego ma być coś poważnego.
Takie doświadczenia są Ci jak najbardziej potrzebne, zresztą wielu dziewczynom również.
Ja mam wrażenie, że ludzie z grupy30-40 lat mają olbrzymie trudności w nawiązywaniu znajomości i budowaniu zdrowych relacji.
Moim zdaniem to wina wychowania. Zbyt wielu rodziców położyło nacisk na wykształcenie i pracę mające w przyszłości zapewnić dziecku dobry i bezpieczny byt, a bardzo zaniedbało sferę więzi międzyludzkich.
Sama kiedyś słyszałam - skończ naukę, a dzień po tym możesz wychodzić za mąż.
Te słowa miały taki sens, że nie powinnam sobie zawracać głowy żadnymi relacjami towarzyskimi i siedzieć w domu, a całą uwagę i energię przeznaczyć na osiąganie sukcesów w nauce.
Z perspektywy czasu widzę jak absurdalnie to brzmi, chociaż wówczas nie potrafiłam tego właściwie zanegować.
W jaki sposób miałabym wyjść za mąż gdybym wcześniej z nikim nie spotykała się i dobrze go nie poznała? Skąd miałabym wiedzieć czy to odpowiednia dla mnie osoba, czy ją kocham i będzie nas do siebie ciągnąć? I za kogo miałabym wyjść, gdyby chłopcy mieli równie wielkie doświadczenie w relacjach ?
I niby jak miałoby to wyglądać? Wychodzę z domu, spotykam na ulicy chłopaka, stwierdzamy że bierzemy ślub bo wczoraj dostaliśmy dyplom, a potem żyjemy długo i szczęśliwie.
No bajka. Nie w sensie że tak cudownie tylko absurdalnie.
Nie jesteś odosobniony w swoim braku doświadczeń z dziewczynami, podobnie jak wielu dziewczynom również tych doświadczeń brakuje.