KoralinaJones napisał/a:Proste pytanie. Czy chcesz popracować nad sobą, nad własną osobowością, charakterem, nastawieniem do życia, czy chcesz się uczyć na własnych błędach, czy chcesz czerpać z doświadczeń innych osób, bardziej obytych, czy tylko tkwić we własnej stagnacji? Nie czy możesz, czy dasz radę, czy sobie poradzisz - pytanie nie dotyczy przesądzania o czymś czego nie wiesz skoro jeszcze nie zrobiłeś w tym kierunku ani jednego kroku, ale pytanie dotyczy czy tego CHCESZ? Sam sobie odpowiedz. Powodzenia!
Nie da rady. Nawet nie wiem co miałbym zrobić. Gdybym nie chciał, to bym nie zakładał tu tematu. Ale zwyczajnie nie jestem w stanie nic zrobić. Nie da rady się starać, zmieniać się, gdy nie ma się żadnego celu, gdy nie ma się dla kogo tego robić. Obojętnie co bym zrobił w życiu, to zawsze było źle, to czemu teraz miałoby mi to coś dać? Mam za dużo blokad, jak myślę o czymś, to zaraz się boję tego, że nie dam rady. Zaraz mam tak, że w głowie pustka, dostaję dreszczy, mam ochotę czymś w siebie walnąć z bezsilności. Bo nic nie umiem zrobić w życiu, zmarnowałem je.
Musiałbym zmienić WSZYSTKO w sobie, bo nie ma we mnie ani jednej rzeczy, która by się podobała dziewczynom. Np.:
- całkowita zmiana zainteresowań, bo te jakie teraz mam dla dziewczyn są gówniane. Tylko czemu mam rezygnować z czegoś co lubię? Ale znowu jak nie zrezygnuję, to jestem w dupie, bo żadna dziewczyna się nie zainteresuje tym co robię. Bo póki co większość moich zainteresowań wg dziewczyn to takie, które są dobre dla dzieciaka, a nie dorosłego, a pozostałe są po prostu nudne i śmieszne.
- z mega introwertyka nie zrobię z siebie przecież ekstrawertyka. A będąc introwertykiem też nikt na mnie nie spojrzy.
- nie zacznę nagle dostarczać dziewczynom emocji, nie jestem taki i też tego nie zmienię nigdy, bo się nie da po prostu. Jestem spokojny, takie mam usposobienie i nie zrobię z siebie bad boya. A dziewczyna nigdy nie wybierze kogoś spokojnego, bo zaraz i tak zostanie poderwana przez jakiegoś bad boya, który jej zapewni emocje.
- nie nadrobię nagle nastu lat straconego życia, nie nabiorę doświadczenia życiowego, doświadczenia w związkach, czyli wszystkiego, co jest wymagane przez dziewczyny. Jakbym teraz zaczął, to te lata nadrobię dopiero może koło 40stki. Trochę za późno. A zawsze będę już te naście lat do tyłu w życiu. Zawsze będę "upośledzony" i "cofnięty w rozwoju" w stosunku do innych, będę gorszy.
- jak mam uwierzyć w siebie, skoro nikt nigdy nie wierzył we mnie?
- po co mam w ogóle rozwalić swoje życie, skoro i tak te zmiany nic nie dadzą? Zawsze każda dziewczyna znajdzie coś, co jej się nie spodoba we mnie. A wokół będzie mieć masę facetów, którzy będą po prostu lepszym wyborem.
- zmiana pracy na coś innego, może kopanie rowów? Skoro bycie programistą jest źle postrzegane przez dziewczyny i mnie skreśla. Tylko znowu z drugiej strony zapewnia mi to dostatnie życie i lubię to robić.
- nie pozbędę się tych wszystkich blokad i strachu bez pomocy drugiej osoby... Czyli nie jest to możliwe. Bo żeby przestać się bać np. związku/seksu, itp., to jakaś dziewczyna musiałaby mi dać szansę, a do tego nigdy nie dojdzie. Bo ja nie wiem jak to jest i uważam, że nie dałbym rady być z kimś (i z tym się zgodzili już tu wszyscy, że tak by było). Boję się seksu, że zaraziłbym się czymś, byłaby wpadka, czy coś. Itp. Boję się wszystkiego, boję się życia, bo nigdy nie miałem okazji dowiedzieć się nawet jak to być dorosły.
- nauczenie się gotowania - kolejna rzecz bez której nie mam szans u dziewczyn. Tylko na co mi to, skoro sobie radzę bez tego?
- prawo jazdy - to samo, nie mam prawka, więc jestem skreślony z góry. Ale znowu, mi się nigdy samochód nie przydał. To po uj mi on? Żeby płacić na niego chociaż bym nie korzystał? Dodatkowo mam mega blokadę przed nauczeniem się jeździć i wiem, że bym nie był w stanie zdać egzaminu. Bo się zwyczajnie do tego nie nadaję. Nie umiałbym się skupić na jeździe, na tych wszystkich znakach i na tym co się wokół dzieje. Skończyłoby się to pewnie czyjąś śmiercią.
- własne mieszkanie - bez tego też jestem skreślony. Żadna dziewczyna nie będzie chciała mieć faceta co wynajmuje 20 metrową kawalerkę. Zero miejsca, mała wygoda, szkoda nerwów. Tylko co mam zrobić, skoro mnie póki co nie stać? I kredyt dopiero byłbym w stanie dostać za jakieś 2 lata?
- brak jeżdżenia na wakacje, zwłaszcza za granicę - nigdy mnie nie ciągnęło samego nigdzie, co innego gdybym miał z kim... Ale nie mam. To jest chyba rzecz która jest aktualnie najważniejsza dla dziewczyn i przez którą mnie najwięcej dziewczyn skreśliło
- ogólny brak motywacji do zrobienia czegoś nowego - po co mam coś robić, do czego mnie nie ciągnie? Gdybym widział, że to coś mi da, to może, ale tak? Po cholerę?
Po prostu najlepiej by było gdybym się nie urodził i tyle. Tacy ludzie jak ja to zakały rodzaju ludzkiego, które nie zasługują na nic dobrego w życiu.
Patrzę często na ludzi, których znam, którzy mają wyroki, są konfliktowi, piją, ćpią, palą, biją się, mają problemy z pracą, żerują na socjalu, itp. W czym oni niby kurwa są ode mnie lepsi? W życiu nigdy nie paliłem, nie brałem narkotyków, alkohol piję tylko parę razy w roku i to w małej ilości (i tak by starczyły ze 4 piwa, żebym się znalazł na podłodze xD), nigdy na nikogo nie wrzeszczałem, nikogo nie uderzyłem. Jestem spokojny, nie jestem konfliktowy. Zarabiam dobrą kasę i mam stabilną pracę. A z racji tego co robię raczej tak będzie zawsze. Ale to się kurwa dla nikogo nigdy nie liczy. Bo nie zapewniam jebanych emocji i jestem nudny, czyli nic nie jestem wart dla dziewczyn.