Tylwyth Teg Nie przypuszczałem nigdy, że bedę w stanie się kiedykolwiek tak bardzo zgodzić w całości z opinią kobiety
Ale masz całkowita rację!
Problem w tym, że to już wykracza zupełnie poza wszelki poziom. Poziom marazmu, zgnuśnienia i defetyzmu jest tutaj tak wysoki, że ciężko mi uwierzyć, że ktoś tak może w ogóle o sobie myśleć. Pomijając już same kwestię związków, to samo podejsćie do życia, jakie tu Kolega prezentuje, wydaje się jakimś niewytłumaczalnym zjawiskiem. A może Kolega lubi po prostu być w centrum uwagi i ciągle narzekać, żeby mieć wokół siebie stadko "bohaterów", próbujących go za każdym razem wyciągać z tego szamba?
Po tylu przepisanych stronach raczej przeciętny człowiek by sie zoriewntował w czym leży jego problem i co powienien spróbować zrobić, aby zacząć walczyć ze swoimi słabościami. A tutaj co mamy? Skrajny wręcz marazm, popadanie w jakiś obłęd, w którym dokopywanie sobie staje się chyba przyjemnośćią, bo jeszcze nigdy nie spotkałem kogoś kto by siebie tak mocno i natrętnie wręcz biczował. Jeśli sama owa"radość" z życia przekłada się na styl bycia, zachowanie i kontakty z ludźmi, to ja się absolutnie temu nie dziwię, że ktoś może nie cieszyć się sympatią otoczenia. Tylko właśnie przeciętna osoba po czasie to zauważa i próbuje chociaż to zmienić. BO nic się nie bierze z niczego- taka postawa, jaką się tutaj widzi musiała wzrastać chyba od bardzo wczesnych lat i z czsaem się jedynie kumulowała, wzrastała.
Niesamowite jest to, żę np. przy takich zarobkach ktokolwiek traktuje swoje życie jak przegraną walkę czy wręcz wegetację. Przecież to już niemały sukces, kiedy ma się takie zarobki! One dają ogromne możliwości rozwoju, doskonalenia się i ubarwiania sobie życia. Nie mam pojęcia na to wszystko idzie, jeśli ktoś wyskakuje z tematem gdzie ma dość siebie i swojego życia. Ileż można zdziałać mając takie zaplecze finansowe?Poza pracą, istnieje przecież jeszcze jakieś życie! Każde zajęcie czy pasja może dostarczać satysfakcji, nawet jeśli są to książki, planszówki, maraton czy pikła nożna. Tylko trzeba je wykonywać z chęcią, satysfakcją i zaangażowaniem a nie, jak tu często się przewijało, narzekać, że to właściwie nic nie znaczy, bo nie przynosi żadnej radości. Jeśli coś nie przynosi radości nie jest pasją! To naturalne, żę człowiek pragnie zmian, nowości i chce czegoś więcej!
Poza tym, to ciągłe i wręcz chorobliwe znajdywanie wymówek(przykład koronny z konkursem planszówek w Katowicach), wykręcanie się czy znajdywanie miliona powodów, żeby czegoś nie zrobić, kiedy pojawia się szansa. Ktoś podsuwa pomysł, radę czy wskazówki, ale nie, bo to jest "sztuczne", "mega dziwne" czy "odpychające". Coś, co jest najnormalnieszym zjawiskiem zachodzącym między ludźmi, czyli taka spontaniczna wręcz i uprzejma rozmowa, jest czymś niezrozumiałym lub nawet strasznym. Potem następuje rżnięcie głupa, kiedy nie wie się, że właśnie to podejście o czymś "sztucznym lub dziwnym" należy zmienić, aby to, co człowieka ta dotyka w życiu(samotność) móc stopniowo zwalczać.
Nagłe zderzenie ze ścianą, gdzie właśnie realia życia jasno pokazują, iż to życie nie jest sielanką, ale trzeba się trochę postarać, być wytrwałym, nie bać się podejmować ryzyka i wyzwań. Tutaj zaś widać pragnienie, żeby wszystko się nagle cudownie odmieniło, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.