Witam. Od 2 lat spotykam się z kobietą (jestem mężczyzną), do tej pory układało nam się znakomicie, lecz od pewnego czasu zauważyłem u niej brak empatii wobec zwierząt, a przynajmniej mnie się tak zdaje. Ja z góry uprzedzam, że nie jestem aniołkiem, potrafię się równo odpłacić jak ktoś mi zajdzie za skórę itd. Chciałbym się was drogie Panie zapytać o szczerą opinię czy ze mną jest coś nie tak czy z moją dziewczyną, ponieważ zastanawiam się czy moje podejście jest zdrowe. Jeżdzę do mojej dziewczyny na wieś (jestem z miasta, ona ze wsi), od razu zwróciło moją uwagę warunki trzymania psa, pies na łańcuchu, około 3 metrowym, dziurawa buda, brudne miski, brak miski z wodą, posiłek raz dziennie zlewki z posiłków z całego dnia, pies nie był spuszczany z łańcucha, a na krótki spacer wyprowadzany np. raz w miesiącu na łańcuchu (smycz moja dziewczyna zakupiła po długich moich narzekaniach, że pies musi mieć smycz). Zacząłem zabierać psa na długie spacery do lasu wraz z moja dziewczyną, już rozkazującym tonem wymagam by pies miał cały czas miskę ze świeżą wodą. Moja dziewczyna widzę w ogóle nie rozumie co do niej mówię, a argumentuje to mówiąc "tu jest wieś". Jej rodzice również patrzą na mnie jak na wariata gdy zwracam uwagę na to. Druga sprawa.... małe dziecko (4 lata) łapie kota za ogon i rzuca nim o bramę garażowa lub łapie kota i dusi, czy ze mną jest coś nie tak, że wymagam reakcji od rodziców tego dziecka a jedyne na co mogę liczyc to odpowiedz rodzica do dziecka np. "Franek tak się nie robi" i koniec tematu ?
Czy normalne jest, że dziecko bije mame, pluje, chodzi po stole gdy są goscie itd. ? Wracam wtedy uwagę, co słyszę ? On ma tylko 4 lata, jeszcze ma czas by sie nauczyc.
Chciałbym zaznaczyć, że nie jestem jakąś super współczującą osoba, nie stawiam dobra zwierzat ponad dobro ludzi, lecz wydaje mi się ze zapewnienie godziwych warunków nalezy sie kazdemu zwierzęciu od opiekuna.
Czy godnymi warunkami można nazwać to co opisałem ? Powiedzcie mi, jak wy byście zareagowali i co zrobili, bo szczerze mówiąc patrząc na takie podejście to boję się co wyjdzie z tego za kilka lat. Żadne argumenty nie trafiają. Czy chcielibyście się wiązać z kimś kto ma takie podejście do żywej istoty ?
Powiedzcie mi... przesadzam, zluzować i olać ? Czy może ... no właśnie, co zrobić skoro argumenty nie działają ?
Bardzo proszę mnie nie brać za "ekooszołoma" itd. jestem normalnym człowiekiem, z tak samo złymi cechami jak każdy z nas.
Podobne tematy
Nie przesadzasz. Macie inne podejscie do tych spraw a może jeszcze do innych.
Dla mnie byłoby to nie do przeskoczenia. Nawet si nie koleguje z ludźmi nie dbającymi o zwierzęta a co dopiero być z kimś takim w związku.
Moja dziewczyna widzę w ogóle nie rozumie co do niej mówię, a argumentuje to mówiąc "tu jest wieś".
Dokładnie. Wieś to stan umysłu.
Można nie mieszkać na wsi, a reprezentować podobny poziom świadomości i empatii, jak Twoja dziewczyna. Miejsce odgrywa drugorzędne znaczenie i nie spodziewaj się, że po przeprowadzce Twoja dziewczyna nagle wskoczy na wyższy poziom zarówno empatii, jak i społecznej odpowiedzialności.
Pies to tylko wierzchołek góry lodowej i jak pogrzebiesz znajdziesz więcej zachowań świadczących o nieco innym podejściu do ludzi, społeczeństwa, norm, zwierząt itd. Teraz w obliczu kwitnącej miłości nie są tak rażące (choć pies mimo wszystko dał Ci do myślenia), ale z czasem, wraz z bardziej dogłębnym poznaniem i ulatującymi motylkami sam zobaczysz ile jesteś w stanie zaakceptować, a czego absolutnie nie. Wieś (w sensie umysłowym) będzie dla was na długo punktem zapalnym.
Nie wyobrażam sobie nawet mienie luźnej znajomości z kims, kto tak traktuje zwierzęta
Czy Twoja dziewczyna chciałaby być caly czas na lancuchu, bez zadnych interakcji, bez spacerow, zipiąc z pragnienia i ciagle glodowac? Przeciez to jest TORTURA.
Kurcze, a ja się martwię, ze mój pies może się nudzic i tesknic jak mnie pare godzin w domu nie ma...
Nie wyobrażam sobie nawet mienie luźnej znajomości z kims, kto tak traktuje zwierzęta
Podobnie.
Pomijając miłość do zwierząt, której u nich brak, to jest to również inny próg wrażliwości generalnie, który jest dla mnie nie do przyjęcia. Dyskwalifikująca kombinacja.
Nie przesadzasz.
Z jednej strony zgadzam się z przedmówczyniami, a z drugiej warto zaobserwować czy reakcje chłopaka będą miały wpływ na dziewczynę. Przecież ona jest taka jakie miała wzorce. Nie jest powiedziane, że nie dostrzeże niewłaściwego stosunku do zwierząt. To nie musi być wrodzony brak empatii, tylko, tak jak wcześniej powiedziałam, kwestia wzorców. Na wsi tak w większości traktowało się zwierzęta (użytkowo), ale pokazanie innego podejścia może dziewczynie otworzyć oczy.
Zatem, co do zasady reakcja prawidłowa. Co do przyszłości - warto dłużej zaobserwować reakcję.
8 2016-08-17 13:03:30 Ostatnio edytowany przez rossanka (2016-08-17 13:04:09)
Z jednej strony zgadzam się z przedmówczyniami, a z drugiej warto zaobserwować czy reakcje chłopaka będą miały wpływ na dziewczynę. Przecież ona jest taka jakie miała wzorce. Nie jest powiedziane, że nie dostrzeże niewłaściwego stosunku do zwierząt. To nie musi być wrodzony brak empatii, tylko, tak jak wcześniej powiedziałam, kwestia wzorców. Na wsi tak w większości traktowało się zwierzęta (użytkowo), ale pokazanie innego podejścia może dziewczynie otworzyć oczy.
Zatem, co do zasady reakcja prawidłowa. Co do przyszłości - warto dłużej zaobserwować reakcję.
Wątpię. Nawet jak by mieli psa w bloku ona się nim zajmie, da wody,wyprowadzi ,ale na zasadzie tak trzeba, tak jak się odkurza czy myje okna. A empatii w życiu nie nabier ze.Za dużo znam takich przypadków.
Absolutnie nie przesadzasz!
Nie mogłabym być z kimś, kto w ten sposób traktuje zwierzęta...
Z jednej strony zgadzam się z przedmówczyniami, a z drugiej warto zaobserwować czy reakcje chłopaka będą miały wpływ na dziewczynę. Przecież ona jest taka jakie miała wzorce. Nie jest powiedziane, że nie dostrzeże niewłaściwego stosunku do zwierząt. To nie musi być wrodzony brak empatii, tylko, tak jak wcześniej powiedziałam, kwestia wzorców. Na wsi tak w większości traktowało się zwierzęta (użytkowo), ale pokazanie innego podejścia może dziewczynie otworzyć oczy.
Zatem, co do zasady reakcja prawidłowa. Co do przyszłości - warto dłużej zaobserwować reakcję.
A jeżeli nie otworzy oczu to może wystarczy postraszyć karą za łamanie prawa. W Polsce zwierzeta mają swoje prawa i łamanie ich można pójść do więzienia, a przynajmniej dostać wyrok w zawieszeniu. Od takich ludzi trzymałabym się z daleka. Ta rodzina pozbawiona jest empatii i to małe dziecko też nie będzie jej mieć. A na odchodne zgłosiłabym ich do Klubu Gaja lub innej organizacji. Dużo ludzi pochodzi ze wsi i jakoś empatii im nie brakuje.
Powiem wam tak.... mam bardzo mieszane uczucia mimo, ze jestem człowiekiem który osądza ludzi bardzo szybko, a tu mam spory orzech do zryzienia, ponieważ wiecie za pewne, że jest wiele rzeczy na wsi o czym się nie mówi jak np. topienie kotów, a o skali tego dowiedziałem się nie dawno, też z góry bym powiedział, że rodzina zero empatii, lecz mama mojej dziewczyny jak urodziły im się małe kotki powiedziała, że oni ich nie utopią bo nie mają serca czegoś takiego zrobić. I widzicie.... tutaj już się pojawia inne spojrzenie na tą sprawę, czy to rzeczywiście brak empatii wobec zwierząt czy zwykły brak świadomości, który nie tak łatwo będzie przeforsować, ponieważ doskonale wiecie jak dorośli ludzie podchodzą do takich nowinek. Ja jestem typem człowieka, któremu jak coś lub ktoś zajdzie za skórę to będę walczył do upadłego, poświęcę wszystko.... związek, opinię itd. ale będę walczył w słusznej sprawie. Jeśli to nie pomoże to kupię psu budę porządną przed zimą, właśnie po to by im się zrobiło głupio, może wtedy zrozumieją, ale pewnie nie zrozumieją
Więc luz, o zwierzęta się nie martwcie bo ja tam jestem (rzeczywiście, patrzę ostatnio po wsiach na psy i te warunki w jakich są one trzymane nie odbiegają od warunków w jakich jest trzymany pies mojej dziewczyny, ale to nie jest usprawiedliwienie). Powiedzcie mi tylko jak rozgryźć problem z moja dziewczyną, walczyć z wiatrakami czy co zrobić ? Ostatnio nawet zapytałem się moich rodziców jakie ja miałem podejście do zwierząt jak byłem mały i czy byłem uczony delikatności wobec nich ... otóż od zawsze byłem delikatny względem zwierząt i nikt mnie tego nie uczył (wychowywałem się bez psa i kota ponieważ moi rodzice nie chcieli mieć, mieszkałem w bloku). Pierwszy raz w życiu nie wiem co robić
małe dziecko (4 lata) łapie kota za ogon i rzuca nim o bramę garażowa lub łapie kota i dusi.
Niech rzuci tym kotem:

Jak ja nie znoszę głupich ludzi wychowujących następnych głupich ludzi.
To ja dodam swoje pięć groszy ![]()
Ja też wychowywałam się dużą część czasu, swego okresu dziecięcego, na wsi.
Miałam takie szczęście, że najbliższa rodzina (rodziciele, rodzeństwo) byli bardzo 'empatycznie' nastawieni do zwierząt. Pamiętam, że zawsze mama, mimo iż sama wychowywała się na wsi (i to takiej WSI drukowanymi literami) powtarzała, że zwierząt nie można męczyć, nie można krzywdzić bo też czują.
Nie wiem skąd to się wzięło, ale z rodzeństwem mieliśmy bardzo uczuciowe do tego podejście. Non stop braliśmy jakieś zwierzęta pod dach - a to chomiki, a to jakieś papugi faliste i kanarki, a to rybki, a to w końcu pies. Nawet niezlicze ile razy przyniosłam z ulicy jakiegoś ptaszka co z gniazda wypadł, raz to nawet mewe przywlokłam i całą zimę u nas koło "pieca" spędziła ![]()
Ale do czego zmierzam? Ano do tego, że bywając na tej rodzinnej WSI bawiłam się też z dziećmi z innych podwórek i powiem szczerze, że tyle okropieństwa i koszmarnego stosunku do zwierząt jakiego się tam naoglądałam - to moje.
Bicie, kopanie, plucie, przywiązywanie kotów czy psów, strzelanie z procy do kaczek i kur. Kiedyś podczas takiej akcji z płaczem pobiegłam do brata mojego dziadka (pan 65+ lat) i co usłyszałam? Wyśmiał mnie i powiedział, że to tylko zwierze i że miastowemu dziecku się w czterech literach poprzewracało. Cóż, płakałam, ale miałam tylko 8 lat.
Unikałam tych okrytnych dzieciaków, ale chcę Ci autorze zwrócić uwagę na pewną rzecz - jest mnóstwo ludzi na wsi dla których zwierzę to coś co nie czuje, co jest pod człowiekiem, co służy w głównej mierze, albo do obrony domu (pies), albo zjadania szkodników (kot), albo do pracy (koń), albo do pożywnienia (kura, kaczka, krowa etc).
One nie mają praw. Zresztą pamiętam jaka chryja była jak powiedziałam kiedyś przy wigilii, że jestem wegetarianką
Nawet nie chodzi o to, że mi mówili, że to głupota, ale np. moja babcia była szczerze przerażona, że pewnie jestem na coś chora i nie chce się przyznać bo nikt nie zrezygnowałby z jedzenia mięsa ot tak poprostu.
Nie wiem ile Twoja dziewczyna ma lat, może niedoczytałam ALE! Nie działałabym też zbyt pochopnie. Rozmawiaj z nią, obserwuj ją.
To ja dodam swoje pięć groszy
Ja też wychowywałam się dużą część czasu, swego okresu dziecięcego, na wsi.
Miałam takie szczęście, że najbliższa rodzina (rodziciele, rodzeństwo) byli bardzo 'empatycznie' nastawieni do zwierząt. Pamiętam, że zawsze mama, mimo iż sama wychowywała się na wsi (i to takiej WSI drukowanymi literami) powtarzała, że zwierząt nie można męczyć, nie można krzywdzić bo też czują.
Nie wiem skąd to się wzięło, ale z rodzeństwem mieliśmy bardzo uczuciowe do tego podejście. Non stop braliśmy jakieś zwierzęta pod dach - a to chomiki, a to jakieś papugi faliste i kanarki, a to rybki, a to w końcu pies. Nawet niezlicze ile razy przyniosłam z ulicy jakiegoś ptaszka co z gniazda wypadł, raz to nawet mewe przywlokłam i całą zimę u nas koło "pieca" spędziła
Ale do czego zmierzam? Ano do tego, że bywając na tej rodzinnej WSI bawiłam się też z dziećmi z innych podwórek i powiem szczerze, że tyle okropieństwa i koszmarnego stosunku do zwierząt jakiego się tam naoglądałam - to moje.
Bicie, kopanie, plucie, przywiązywanie kotów czy psów, strzelanie z procy do kaczek i kur. Kiedyś podczas takiej akcji z płaczem pobiegłam do brata mojego dziadka (pan 65+ lat) i co usłyszałam? Wyśmiał mnie i powiedział, że to tylko zwierze i że miastowemu dziecku się w czterech literach poprzewracało. Cóż, płakałam, ale miałam tylko 8 lat.
Unikałam tych okrytnych dzieciaków, ale chcę Ci autorze zwrócić uwagę na pewną rzecz - jest mnóstwo ludzi na wsi dla których zwierzę to coś co nie czuje, co jest pod człowiekiem, co służy w głównej mierze, albo do obrony domu (pies), albo zjadania szkodników (kot), albo do pracy (koń), albo do pożywnienia (kura, kaczka, krowa etc).
One nie mają praw. Zresztą pamiętam jaka chryja była jak powiedziałam kiedyś przy wigilii, że jestem wegetariankąNawet nie chodzi o to, że mi mówili, że to głupota, ale np. moja babcia była szczerze przerażona, że pewnie jestem na coś chora i nie chce się przyznać bo nikt nie zrezygnowałby z jedzenia mięsa ot tak poprostu.
Nie wiem ile Twoja dziewczyna ma lat, może niedoczytałam ALE! Nie działałabym też zbyt pochopnie. Rozmawiaj z nią, obserwuj ją.
I już Cię lubię ![]()
Kilka lat temu umarła (tak, umarła a nie zdechła) moja kotka z którą się wychowywałem. Była mi jak siostra, której nigdy nie miałem. Płakałem za nią jak za nikim innym (16 lat miała, trochę czasu) a mam już swoje lata... i cenię w zwierzętach to, że nie są "chytre" jak człowiek. Są proste i szczere i w pewnym sensie bezbronne.
To jest empatia do zwierząt. Jeden powie, że to tylko pies/kot a inny powie, że to AŻ pies/kot.
I już Cię lubię
Kilka lat temu umarła (tak, umarła a nie zdechła) moja kotka z którą się wychowywałem. Była mi jak siostra, której nigdy nie miałem. Płakałem za nią jak za nikim innym (16 lat miała, trochę czasu) a mam już swoje lata... i cenię w zwierzętach to, że nie są "chytre" jak człowiek. Są proste i szczere i w pewnym sensie bezbronne.
To jest empatia do zwierząt. Jeden powie, że to tylko pies/kot a inny powie, że to AŻ pies/kot.
Bo zwierze to członek rodziny.
Nie przesadzasz.
Sprawa wyjaśniona, pies będzie miał nową budę (okazało się, że buda jest dziurawa, ponieważ była przestawiana podczas dostawiania w niej nowej podłogi ostatnio, to fakt), spacery i miska tez juz na stałe będą, może i zareagowałem po swojemu czyli dosyć despotycznie i ostro, ale ważniejsze, że podziałało. Małym i jego stosunkiem do kotów również się zajmę. Jak widzicie, czasem warto postawić wszystko na jedną kartę, bo działacie wtedy w słusznej sprawie, ale nie po chamsku, ale z kulturą lecz zdecydowanie
Temat do zamknięcia ![]()
wow, historia brzmi jak byś trafił na tą wieś wybierając "zły zakręt" :], powqrw..j ich jeszcze trochę to jeszcze Ciebie przerobią na pasze dla psa. Różnymi wsiami usiana Polska, a im bardziej w lesie tym ludzie w zachowaniach bardziej pierwotni.
W sumie trochę przesadzasz. Przecież dla jej rodziców, a może i dla niej, zabijanie świni czy kury, albo innych żyjątek to była normalna forma przygotowania pokarmu. Im zwierzątka kojarzą się z czymś co ma służyć człowiekowi, a nie do kochania i pieszczenia. Dzieciak też dzikus niezły.
A ta twoja panna na co dzień na wsi mieszka rozumiem, a jak w mieście się zachowuje? :]. Zresztą ludzie miastowi też czasem niezła wiocha i nie mniejsza dzicz. Ja bym na Twoim miejscu przeszedł obrządek wstąpienia do ich społeczności i się przyłączył. W razie wojny z ruskimi albo jakiejś innej zagłady to tacy jak będą mieli większe szanse przeżycia.
Pozdrawiam
dobrze zrobiłem, jestem bardzo smutny, że bardzo osoba nie