Chłopak zachowuje się, jakby nie miał do mnie za grosz empatii. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Chłopak zachowuje się, jakby nie miał do mnie za grosz empatii.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 15 ]

1 Ostatnio edytowany przez ally994 (2019-12-07 00:27:09)

Temat: Chłopak zachowuje się, jakby nie miał do mnie za grosz empatii.

Jesteśmy razem od 4 lat. Na początku oczywiście był wspaniały. Wydawał mi się taki inteligentny, wrażliwy, idealnie dopasowany do mnie. Mogliśmy rozmawiać godzinami. Czułam się w jego oczach wyjątkowa i ważna. Traktował mnie dobrze, przejmował się mną. Zawsze dostrzegałam w nim ciemniejszą stronę, bo był trochę depresyjny, czasem złośliwy albo uparty, ale on to kontrolował, a ja umiałam z nim rozmawiać. Potem było coraz gorzej. Mieszkamy razem od dwóch lat. Na ten moment boję się ruszyć w domu albo cokolwiek powiedzieć, żeby on się nie "uruchomił". Ja mam dobrą pracę, którą lubię. On nie znosi swojej pracy i mało zarabia, co go frustruje, ale w sumie nie robi nic, żeby tę sytuację zmienić. Jak wróci z pracy sfrustrowany, to łatwo się denerwuje, jest zirytowany, przeszkadzam mu, nie chce mnie słuchać. I ja jak najbardziej szanuje to, że może potrzebować czasu dla siebie, ale w te dni niestety często bywa nieprzyjemny. Trzeba uważać, żeby go nie "uruchomić". Drobnostka wystarczy, żeby się nakręcił.

Najgorzej, kiedy robię coś nie po jego myśli. Przykładowo, na wiosnę przesadzałam kwiaty. Robiłam to wiele razy i zawsze na gazetach. Nigdy nie zostawał nieporządek po tym, ziemię dokładnie zmiatałam. Ale jemu już nie pasowało i powiedział, żebym to robiła pod prysznicem. Odpowiedziałam spokojnie, że nie jest to dobry pomysł, bo ziemia zatka odpływ. I ja naprawdę nie rozumiem, nie ogarniam tego umysłem... dlaczego on nie może uznać "ok, ona woli tak, podała jakiś argument, niech sobie tak robi"? On już musi się unosić, wyzywać mnie od gówniar. Zaczyna się jazda, że pewnie rozniosę ziemię po domu, że niczego nie umiem zrobić dobrze, że robię wszystko idiotycznie i bez sensu. W takich sytuacjach potrafi mi powiedzieć coś naprawdę strasznego. Na przykład "nie ma dla mnie wartości twoja opinia". I wiecie co? Jak od lat przesadziłam wiele roślin, bo po prostu dbanie o rośliny to moja pasja, i nigdy nie nabrudziłam, tak tego dnia pechowo odrobinka ziemi została na podłodze niezauważona przeze mnie. Aż mnie ciarki przechodzą, jak sobie pomyślę, jak tego dnia powiedziałam tylko cicho "przepraszam, nie zauważyłam", a on się na mnie wydarł "zamknij się! wiedziałem, ze tak będzie! naucz się coś robić dobrze!". Od tego momentu trzęsę się, żeby nigdy nie nabrudzić. Jak gotuję to trzęsę się, żeby mi nawet odrobinka sosu nie kapnęła przypadkowo na kuchenkę, bo on zauważy i się nakręci. Strach mu cokolwiek powiedzieć, strach z nim dyskutować. Ostatnio starsza i doświadczona koleżanka w pracy powiedziała mi, że jak na mnie patrzy, to widzi znerwicowaną dziewczynę. Widzi, ze niby jestem konkretna, ogarnięta, uśmiecham się dużo, ale czuje ode mnie ciągłe znerwicowanie. I ma rację. Jestem kłębkiem nerwów. Ciągle mam poczucie, że go wkurzam, ze robię wszystko źle. Wielokrotnie mnie obraził albo intencjonalnie powiedział coś, co dobrze wiedział, że uderzy w mój słaby punkt, zrani mnie. Prawie zawsze w końcu powie mi coś tak okropnego, że się popłaczę. Wtedy słyszę "no tak, popłacz się, tylko to potrafisz". Nigdy nie przychodzi potem do mnie, nigdy nie przeprasza, nigdy nie pyta mnie, czy wszystko dobrze. Po prostu ma to gdzieś. Czasu ze mną za bardzo nie spędza wieczorami. Ciągle gra.

Jak czuję się kompletnie przybita przez niego, to leżę w łóżku i wyobrażam sobie, że mogę porozmawiać z moim chłopakiem. Ale nie z nim takim, jaki jest teraz. Z nim sprzed trzech czy czterech lat. On był mi najbliższą osobą, jaką kiedykolwiek miałam. Kiedy myślę, że chciałabym się komuś pożalić, to myślę właśnie o nim. Chciałabym zobaczyć jeszcze raz tę twarz, którą widziałam trzy lata temu. Móc poczuć się bezpiecznie. Żeby mnie jeszcze choć raz ten człowiek przytulił i powiedział mi, ze dam sobie radę. Tylko zdaję sobie sprawę z tego, że tego człowieka już nie ma. I nie wiem, co zrobiłam źle, że już go nie ma. Czy to w ogóle moja wina? A może w ogóle nigdy go nie było? Milion razy analizowałam, czy go nie zraniłam, nie zawiodłam. I pewnie, nie zawsze byłam słodka, milutka i do rany przyłóż. Kiedyś zapomniałam o jego urodzinach, bo pomyliły mi się dni. Raz się obraziłam, bo sobie ubzdurałam, że chodzi na kawę z jakąś babą, co okazało się nieprawdą. Ale nigdy nie zdradziłam, nie potraktowałam podle, nie skrzywdziłam, nie oszukałam. On ma dni, kiedy jest miły, wszystko jest dobrze. Ale ma dni, kiedy nie okazuje mi ani odrobiny sympatii czy empatii. Traktuję mnie fatalnie. To mój pierwszy chłopak, więc ja długo nie wiedziałam, ze coś jest nie tak. Ja mam 24 lata, on 30. Kocham go, jestem przywiązana i nie potrafię odejść. Nie wiem, co mam zrobić. Mam wrażenie, że przy nim tracę swój charakter. Normalnie wygadana, pewna siebie, całkiem niegłupia. W domu? Przerażona, skulona, wytrącona z równowagi. Nie umiem już nawet się postawić. Chcę tylko, żeby przestał.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Chłopak zachowuje się, jakby nie miał do mnie za grosz empatii.

Co Ty jeszcze z nim robisz? To jest toksyk, który wie, że ma Cię w garści, bo mu na to pozwoliłaś.
Masz 24 lata i na pewno zdążysz poznać faceta, który będzie Cię szanował i dbał o to jak się czujesz. Możliwe, że ten kiedyś był inny. Ale jak sama zauważyłaś, zmienił się (albo pokazał prawdziwą twarz). Nie czekaj na coś, czego już nie zobaczysz i nie usłyszysz, ten człowiek 'z początku' nie wróci. Można tak całe życie się łudzić, że jeszcze zobaczysz tamten uśmiech, tamto spojrzenie, usłyszysz tamte ciepłe słowa, poczujesz tamto zrozumienie i bliskość. Że jeszcze spędzicie czas tak jak kiedyś, że wszystko będzie jak dawniej. Tracisz czas, którego nikt Ci nie odda.

"[...]po raz kolejny upewniłem się w od dawna nurtującej mnie idei, iż życie składać się też może z kilku zdań. Kilka zdań może krążyć wokół ciebie przez całe życie. Od czasu do czasu będą ci je przypominali najzupełniej przypadkowi rozmówcy. Przeczytasz je w codziennej gazecie, w przypadkowo otwartej powieści. Reszta zaś - wszystko, co powiesz i usłyszysz - będą to wariacje na ich temat."

3

Odp: Chłopak zachowuje się, jakby nie miał do mnie za grosz empatii.
niepodobna napisał/a:

Co Ty jeszcze z nim robisz? To jest toksyk, który wie, że ma Cię w garści, bo mu na to pozwoliłaś.
Masz 24 lata i na pewno zdążysz poznać faceta, który będzie Cię szanował i dbał o to jak się czujesz. Możliwe, że ten kiedyś był inny. Ale jak sama zauważyłaś, zmienił się (albo pokazał prawdziwą twarz). Nie czekaj na coś, czego już nie zobaczysz i nie usłyszysz, ten człowiek 'z początku' nie wróci. Można tak całe życie się łudzić, że jeszcze zobaczysz tamten uśmiech, tamto spojrzenie, usłyszysz tamte ciepłe słowa, poczujesz tamto zrozumienie i bliskość. Że jeszcze spędzicie czas tak jak kiedyś, że wszystko będzie jak dawniej. Tracisz czas, którego nikt Ci nie odda.

Mogę napisać, ze to rozumiem i w sumie tak naprawdę jest. Poradziłabym komuś innemu dokładnie to samo. Ale nie potrafię. Jak on zaczyna w złości mówić, żebyśmy się rozstali, to czuję ból i się boję. Bardzo chciałam stworzyć dobry dom i związek, ale czuję się, że poległam. Z nim wszystko było takie idealne. Nie mogę uwierzyć, że tak już nigdy nie będzie. Mama mi mówi, że "jadę na oparach starej miłości" i oczywiście nie lubi mojego chłopaka, jest z nim skonfliktowana.

A on w sumie nawet jak ma dobre dni, to nadal nie jest taki jak kiedyś. Nie słyszę zbyt wiele dobrego, niewiele dobrego mnie spotyka. Niemniej chcę, żeby był. Kocham go. A on jest po prostu niemiły i to słowo go najlepiej opisuje. Odburkuje mi, nie obchodzę go. Nie wiem dlaczego tak jest.

4

Odp: Chłopak zachowuje się, jakby nie miał do mnie za grosz empatii.
ally994 napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Co Ty jeszcze z nim robisz? To jest toksyk, który wie, że ma Cię w garści, bo mu na to pozwoliłaś.
Masz 24 lata i na pewno zdążysz poznać faceta, który będzie Cię szanował i dbał o to jak się czujesz. Możliwe, że ten kiedyś był inny. Ale jak sama zauważyłaś, zmienił się (albo pokazał prawdziwą twarz). Nie czekaj na coś, czego już nie zobaczysz i nie usłyszysz, ten człowiek 'z początku' nie wróci. Można tak całe życie się łudzić, że jeszcze zobaczysz tamten uśmiech, tamto spojrzenie, usłyszysz tamte ciepłe słowa, poczujesz tamto zrozumienie i bliskość. Że jeszcze spędzicie czas tak jak kiedyś, że wszystko będzie jak dawniej. Tracisz czas, którego nikt Ci nie odda.

Mogę napisać, ze to rozumiem i w sumie tak naprawdę jest. Poradziłabym komuś innemu dokładnie to samo. Ale nie potrafię. Jak on zaczyna w złości mówić, żebyśmy się rozstali, to czuję ból i się boję. Bardzo chciałam stworzyć dobry dom i związek, ale czuję się, że poległam. Z nim wszystko było takie idealne. Nie mogę uwierzyć, że tak już nigdy nie będzie. Mama mi mówi, że "jadę na oparach starej miłości" i oczywiście nie lubi mojego chłopaka, jest z nim skonfliktowana.

A on w sumie nawet jak ma dobre dni, to nadal nie jest taki jak kiedyś. Nie słyszę zbyt wiele dobrego, niewiele dobrego mnie spotyka. Niemniej chcę, żeby był. Kocham go. A on jest po prostu niemiły i to słowo go najlepiej opisuje. Odburkuje mi, nie obchodzę go. Nie wiem dlaczego tak jest.

Te mamy czasem są mądre. Moja swego czasu mi powiedziała, że 'ta znajomość przypomina reanimowanie trupa'.
Tak, czasem tak się czujemy, że mimo wszystko najważniejsze, żeby ten ktoś był. Uczuć raz puszczonych w ruch nie da się wyłączyć z dnia na dzień. Ten proces potrwa, ale im później się zacznie tym trudniejszy będzie. Znajdź wsparcie jakichś innych ludzi, z którymi możesz rozmawiać, wyżalić się, spędzać z nimi czas. I zostaw tego faceta. Zobacz, on sam przebąkuje o rozstaniu. Ktoś kto kocha, nie gra tym. Jest z Tobą, bo mu na razie wygodnie i wszystko wolno.

"[...]po raz kolejny upewniłem się w od dawna nurtującej mnie idei, iż życie składać się też może z kilku zdań. Kilka zdań może krążyć wokół ciebie przez całe życie. Od czasu do czasu będą ci je przypominali najzupełniej przypadkowi rozmówcy. Przeczytasz je w codziennej gazecie, w przypadkowo otwartej powieści. Reszta zaś - wszystko, co powiesz i usłyszysz - będą to wariacje na ich temat."

5

Odp: Chłopak zachowuje się, jakby nie miał do mnie za grosz empatii.

Masz równać do poziomu mułu bagiennego. Co tu rozumieć? Baczność i nurkujemy!

6

Odp: Chłopak zachowuje się, jakby nie miał do mnie za grosz empatii.

Typowe zachowanie czlowieka takiego jak on.
Udawanie innego na poczatku, a pozniej pokazywanie prawdziwej twarzy i kontrola.

'Żadne drzewo nie wzrośnie do nieba,jeśli jego korzenie nie sięgają do piekła.'

7

Odp: Chłopak zachowuje się, jakby nie miał do mnie za grosz empatii.

Jejku, dziewczyno co Ty z nim jeszcze robisz?
Proszę, poszukaj pomocy jeśli nie masz sił aby to zakończyć, poczytaj o mechanizmach rządzących w relacjach toksycznych, poczytaj o kobietach kochających za bardzo.
Byłam kiedyś w toksycznym związku i czułam, że to jest błąd i strata czasu bycie z tą osobą.
I tak jak Ty, wydawało mi się, że nie mam sił.
W tej chwili żałuję straconego czasu, ale trudno, ważne, że wyciągnęłam wnioski. Wszystko jest w głowie, poszukaj dla siebie pomocy, to powinno Cię wzmocnić.
Tak czy siak jesteś sama, samotna w tej relacji - jeszcze dochodzi wieczne napięcie i nerwy.
Po co, na co? Życie mamy tylko jedno.
Trzymaj się.

Spokój wewnętrzny trzeba sobie po prostu wypracować przez trud.

8

Odp: Chłopak zachowuje się, jakby nie miał do mnie za grosz empatii.
ally994 napisał/a:

Jesteśmy razem od 4 lat. Na początku oczywiście był wspaniały. Wydawał mi się taki inteligentny, wrażliwy, idealnie dopasowany do mnie. Mogliśmy rozmawiać godzinami. Czułam się w jego oczach wyjątkowa i ważna. Traktował mnie dobrze, przejmował się mną. Zawsze dostrzegałam w nim ciemniejszą stronę, bo był trochę depresyjny, czasem złośliwy albo uparty, ale on to kontrolował, a ja umiałam z nim rozmawiać. Potem było coraz gorzej. Mieszkamy razem od dwóch lat. Na ten moment boję się ruszyć w domu albo cokolwiek powiedzieć, żeby on się nie "uruchomił". Ja mam dobrą pracę, którą lubię. On nie znosi swojej pracy i mało zarabia, co go frustruje, ale w sumie nie robi nic, żeby tę sytuację zmienić. Jak wróci z pracy sfrustrowany, to łatwo się denerwuje, jest zirytowany, przeszkadzam mu, nie chce mnie słuchać. I ja jak najbardziej szanuje to, że może potrzebować czasu dla siebie, ale w te dni niestety często bywa nieprzyjemny. Trzeba uważać, żeby go nie "uruchomić". Drobnostka wystarczy, żeby się nakręcił.

Najgorzej, kiedy robię coś nie po jego myśli. Przykładowo, na wiosnę przesadzałam kwiaty. Robiłam to wiele razy i zawsze na gazetach. Nigdy nie zostawał nieporządek po tym, ziemię dokładnie zmiatałam. Ale jemu już nie pasowało i powiedział, żebym to robiła pod prysznicem. Odpowiedziałam spokojnie, że nie jest to dobry pomysł, bo ziemia zatka odpływ. I ja naprawdę nie rozumiem, nie ogarniam tego umysłem... dlaczego on nie może uznać "ok, ona woli tak, podała jakiś argument, niech sobie tak robi"? On już musi się unosić, wyzywać mnie od gówniar. Zaczyna się jazda, że pewnie rozniosę ziemię po domu, że niczego nie umiem zrobić dobrze, że robię wszystko idiotycznie i bez sensu. W takich sytuacjach potrafi mi powiedzieć coś naprawdę strasznego. Na przykład "nie ma dla mnie wartości twoja opinia". I wiecie co? Jak od lat przesadziłam wiele roślin, bo po prostu dbanie o rośliny to moja pasja, i nigdy nie nabrudziłam, tak tego dnia pechowo odrobinka ziemi została na podłodze niezauważona przeze mnie. Aż mnie ciarki przechodzą, jak sobie pomyślę, jak tego dnia powiedziałam tylko cicho "przepraszam, nie zauważyłam", a on się na mnie wydarł "zamknij się! wiedziałem, ze tak będzie! naucz się coś robić dobrze!". Od tego momentu trzęsę się, żeby nigdy nie nabrudzić. Jak gotuję to trzęsę się, żeby mi nawet odrobinka sosu nie kapnęła przypadkowo na kuchenkę, bo on zauważy i się nakręci. Strach mu cokolwiek powiedzieć, strach z nim dyskutować. Ostatnio starsza i doświadczona koleżanka w pracy powiedziała mi, że jak na mnie patrzy, to widzi znerwicowaną dziewczynę. Widzi, ze niby jestem konkretna, ogarnięta, uśmiecham się dużo, ale czuje ode mnie ciągłe znerwicowanie. I ma rację. Jestem kłębkiem nerwów. Ciągle mam poczucie, że go wkurzam, ze robię wszystko źle. Wielokrotnie mnie obraził albo intencjonalnie powiedział coś, co dobrze wiedział, że uderzy w mój słaby punkt, zrani mnie. Prawie zawsze w końcu powie mi coś tak okropnego, że się popłaczę. Wtedy słyszę "no tak, popłacz się, tylko to potrafisz". Nigdy nie przychodzi potem do mnie, nigdy nie przeprasza, nigdy nie pyta mnie, czy wszystko dobrze. Po prostu ma to gdzieś. Czasu ze mną za bardzo nie spędza wieczorami. Ciągle gra.

Jak czuję się kompletnie przybita przez niego, to leżę w łóżku i wyobrażam sobie, że mogę porozmawiać z moim chłopakiem. Ale nie z nim takim, jaki jest teraz. Z nim sprzed trzech czy czterech lat. On był mi najbliższą osobą, jaką kiedykolwiek miałam. Kiedy myślę, że chciałabym się komuś pożalić, to myślę właśnie o nim. Chciałabym zobaczyć jeszcze raz tę twarz, którą widziałam trzy lata temu. Móc poczuć się bezpiecznie. Żeby mnie jeszcze choć raz ten człowiek przytulił i powiedział mi, ze dam sobie radę. Tylko zdaję sobie sprawę z tego, że tego człowieka już nie ma. I nie wiem, co zrobiłam źle, że już go nie ma. Czy to w ogóle moja wina? A może w ogóle nigdy go nie było? Milion razy analizowałam, czy go nie zraniłam, nie zawiodłam. I pewnie, nie zawsze byłam słodka, milutka i do rany przyłóż. Kiedyś zapomniałam o jego urodzinach, bo pomyliły mi się dni. Raz się obraziłam, bo sobie ubzdurałam, że chodzi na kawę z jakąś babą, co okazało się nieprawdą. Ale nigdy nie zdradziłam, nie potraktowałam podle, nie skrzywdziłam, nie oszukałam. On ma dni, kiedy jest miły, wszystko jest dobrze. Ale ma dni, kiedy nie okazuje mi ani odrobiny sympatii czy empatii. Traktuję mnie fatalnie. To mój pierwszy chłopak, więc ja długo nie wiedziałam, ze coś jest nie tak. Ja mam 24 lata, on 30. Kocham go, jestem przywiązana i nie potrafię odejść. Nie wiem, co mam zrobić. Mam wrażenie, że przy nim tracę swój charakter. Normalnie wygadana, pewna siebie, całkiem niegłupia. W domu? Przerażona, skulona, wytrącona z równowagi. Nie umiem już nawet się postawić. Chcę tylko, żeby przestał.

Człowiek, którego wątek dotyczy stosuje wobec Ciebie przemoc psychiczną. Chcąc zwabić Ciebie przywdział maskę, gdy stałaś się "jego", odrzucił ją i widzisz teraz jego prawdziwą twarz, już nie musi udawać, już może zachowywać się w zwykły dla siebie sposób. Ty zaś zachowujesz się jak żaba wrzucona do garnka z powoli podgrzewaną wodą, nie wyskakujesz (jak robi to żaba wrzucona do wody gorącej), tylko dziwisz się nie dowierzając własnym zmysłom.
Masz do wyboru dwie drogi:
1. tkwić w garnku do czasu, gdy się ugotujesz,
2. wyskoczyć z garnka teraz, już, natychmiast, póki czasem masz kontakt z rzeczywistością.


Wpisz w wyszukiwarkę hasło "Niebieska Linia", pokaże się kilka stron, niezależnie od tego, która otworzysz, przeczytaj dokładnie wszystkie informacje, zwłaszcza te o rodzajach przemocy domowej, cyklach przemocy, rozstaniu się ze sprawcą przemocy.
Twierdzisz, że kochasz go. Aby na pewno jego?

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

9

Odp: Chłopak zachowuje się, jakby nie miał do mnie za grosz empatii.

Jesteś ofiarą przemocy psychicznej.
Jeszcze Ci nie zmaglowal mózgu do końca, bo masz przebłyski, że "coś jest nie tak".
Jeśli od niego teraz nie odejdziesz, za parę lat będziesz emocjonalnym zombie pozbawionym własnej woli, zlęknionym i kwalifikującym się jedynie do terapii.

Daj sobie szansę na normalne życie. Przecież zasługujesz.

10 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2019-12-07 20:41:52)

Odp: Chłopak zachowuje się, jakby nie miał do mnie za grosz empatii.
ally994 napisał/a:

(...) Niemniej chcę, żeby był. (...)

Czym jesteś gotowa za to bycie zapłacić? Własnym zdrowiem psychicznym i fizycznym? Naprawdę wart jest tego?




***
Tak to jest, gdy w pierwszej wersji pomija się istotne słowo. smile

Jeśli ktoś chce, znajdzie sposób.
Jeśli ktoś nie chce, znajdzie powód.


"Sztuka życia polega na tym, by dostrzec swoje ograniczenia i słabości." Robert Rutkowski

11

Odp: Chłopak zachowuje się, jakby nie miał do mnie za grosz empatii.
ally994 napisał/a:

Odburkuje mi, nie obchodzę go. Nie wiem dlaczego tak jest.

A ja nie wiem, dlaczego tak jest, że dziewczyny w Twojej sytuacji zastanawiają się, dlaczego tak jest.

To nie ma żadnego znaczenia, dlaczego on się tak zachowuje. Znaczenie ma pierwsze zdanie - że odburkuje i jest niemiły.

Czujesz się z nim źle - dlaczego nie zaufasz temu odczuciu i nie zadbasz o siebie? Dlaczego zamiast posłuchać tego, co czujesz, zauważyć lampki ostrzegawcze, to Ty się zastanawiasz nad powodami jego zachowania? Czy powód taki a nie inny coś by tu zmienił? Facet traktuje Cię jak ścierkę do podłogi - czy to ważne dlaczego? Pakuj zabawki i uciekaj! Młoda jesteś, jeszcze znajdziesz normalnego faceta.

A jak chcesz powodu, to ja się podpisuje pod tym co już  wyżej wspomniano: facet myśli, że już Cię ma i po prostu pokazuje swoją prawdziwą twarz. Ten, w którym się zakochalaś i do kogo tęsknisz nigdy nie istniał - był tylko grą pozorów, by Cię zdobyć.

12 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-12-07 19:08:12)

Odp: Chłopak zachowuje się, jakby nie miał do mnie za grosz empatii.

Dziewczyno, ratuj się! Proszę! Masz dopiero 24 lata, całe życie przed Tobą. Nie pozwól na to aby obudzić się kiedyś jako 26, 29 albo 35-letnia kobieta ze zmarnowaną młodością, zszarganymi nerwami, niską samooceną i czasochłonną, kosztowną terapią. Każdy kolejny tydzień waszego związku to czas, którego nie odzyskasz już nigdy, uciekaj! Początki na pewno będą ciężkie, bo zawsze takie są, ale po miesiącu, dwóch, poczujesz, że zaczynasz z powrotem oddychać i cieszyć się życiem oraz co najważniejsze - że jesteś zbyt ważna i wartościowa, aby marnował Ci piękne lata Twojego życia tak bardzo toksyczny człowiek. Powodzenia!

@CatLady

Nic dodać, nic ująć!

13

Odp: Chłopak zachowuje się, jakby nie miał do mnie za grosz empatii.

Autorko na początku mogę tylko współczuć Tobie takiego losu.

Muissz się przyjrzeć istniejącej sytuacji i spojrzeć w oczy faktom. NIEZALEŻNIE czy on się zmienił czy przybrał maskę kochanego, uczynnego człowieka, widzisz jak sytuacja wygląda teraz. Facet pshychicznie Cię wykańcza, toksyczność wylewa się tam wszędzie.Facet  pokazał swoje prawdziwe oblicze. Sama widzisz do czego doprowadza Cię jego zachowanie. Czy aż tak wązne jest żeby on był przy Tobie, zupełnie niezależnie od tego, jaki jest w stosunku do Ciebie? Niby widzisz, że jest tragoicznie wręcz i widzisz jak Ciebie to dobija, ale z drugiej strony nie możesz odejść? Liczysz na to, że się zmieni? No nie wiem, czy to realne oczekiwanie.. Czy to jest naprawdę warte? Warte tych chwil pełnych nerwów, rozgoryczenia i żalu, kiedy facet nie okazuje Ci żadnego szacunku? Trzeba przecież dążyć do poprawy swego życia, zamiast przyjmować rolę cierpiętnicy?
W imię czego chcesz to wszystko znosić?

"Będziesz stale cierpiał, jeśli będziesz reagował emocjonalnie na wszystko(...), prawdziwa siła zawiera się w obserwowaniu wszystkiego z boku, ze spokojem i logiką" - Bruce Lee

14

Odp: Chłopak zachowuje się, jakby nie miał do mnie za grosz empatii.

Dziewczyno, uciekaj przed takim człowiekiem.
To chory związek bez przyszłości.  Chcesz wylądować na oddziale psychiatrycznym,  lub w dalszym etapie waszej znajomości na chirurgii ze  złamaną szczeka?
Szanuj siebie,  twoja mama ma rację ,ten typ nie zasługuje na ciebie.
Nie obwiniaj siebie o nic, to manipulator który dowartosciowuje się twoim kosztem.

Miłość szanuje. Kocham cię, więc w ciebie wierzę. Wiem, że jesteś wystarczająco silny, mądry, dobry, żebyś
dokonywał własnych wyborów. Nie muszę za ciebie decydować.
Sam to potrafisz.

15

Odp: Chłopak zachowuje się, jakby nie miał do mnie za grosz empatii.
ally994 napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Co Ty jeszcze z nim robisz? To jest toksyk, który wie, że ma Cię w garści, bo mu na to pozwoliłaś.
Masz 24 lata i na pewno zdążysz poznać faceta, który będzie Cię szanował i dbał o to jak się czujesz. Możliwe, że ten kiedyś był inny. Ale jak sama zauważyłaś, zmienił się (albo pokazał prawdziwą twarz). Nie czekaj na coś, czego już nie zobaczysz i nie usłyszysz, ten człowiek 'z początku' nie wróci. Można tak całe życie się łudzić, że jeszcze zobaczysz tamten uśmiech, tamto spojrzenie, usłyszysz tamte ciepłe słowa, poczujesz tamto zrozumienie i bliskość. Że jeszcze spędzicie czas tak jak kiedyś, że wszystko będzie jak dawniej. Tracisz czas, którego nikt Ci nie odda.

Mogę napisać, ze to rozumiem i w sumie tak naprawdę jest. Poradziłabym komuś innemu dokładnie to samo. Ale nie potrafię. Jak on zaczyna w złości mówić, żebyśmy się rozstali, to czuję ból i się boję. Bardzo chciałam stworzyć dobry dom i związek, ale czuję się, że poległam. Z nim wszystko było takie idealne. Nie mogę uwierzyć, że tak już nigdy nie będzie. Mama mi mówi, że "jadę na oparach starej miłości" i oczywiście nie lubi mojego chłopaka, jest z nim skonfliktowana.

A on w sumie nawet jak ma dobre dni, to nadal nie jest taki jak kiedyś. Nie słyszę zbyt wiele dobrego, niewiele dobrego mnie spotyka. Niemniej chcę, żeby był. Kocham go. A on jest po prostu niemiły i to słowo go najlepiej opisuje. Odburkuje mi, nie obchodzę go. Nie wiem dlaczego tak jest.

On nie jest '' niemiły'' tylko zaraz się nie obejrzysz a będziesz dostawać po twarzy. Pamiętaj o tym również że on robi tylko to na co Ty mu pozwalasz. A zostając z nim zgadzasz się na jego warunki czyli na poniżanie, I za przeproszeniem siedzenie pod stołem i zbieranie okruchów. To nie jest okres przejściowy, to jest okres przygotowawczy. I gwarantuje Ci że jeśli z nim zostaniesz to możesz się spodziewać o wiele gorszych sytuacji a to mi wygląda na psychopatyczna osobowość sklonną do agresji.
Moim zdaniem Ty na ten moment nie masz dość siły żeby odejść dlatego Twój mózg Ci mówi że Ty nie możesz odejść bo go kochasz. Mózg zawsze racjonalizuje nasze zachowanie kiedy nie możemy się zachować tak jak wiemy że powinniśmy. To nie jest miłość kochana. To jest uzależnienie i brak siebie samej. Ty nie możesz odejść bo nic Ci nie zostanie ponieważ siebie już dawno pochowałaś.
Musisz się odbudować. Po prostu wyprowadź się jak najszybciej mówiąc sobie i jemu że to tylko przerwa żeby odetchnąć. Jeśli Twój umysł wpada w panikę na samą myśl o rozstaniu to oszukaj go. Powiedz sobie że to tylko na jakiś czas. Podczas tej przerwy musisz i na prawdę musisz zbudować siebie, wszystkie aspekty swojego życia. Na pewno będzie Ci ciężko, tak bardzo, że będziesz się zastanawiać jak to zrobić żeby nie zdechnąć. Przygotuj się na to. Ale zrobisz to i dasz radę. A to dlatego, że nie znalazłaś siebie na śmietniku żeby wieść takie życie z kimś kto w ogóle nie daje Ci niczego. Idź na terapię, przysięgnij sobie że teraz Ty jesteś najważniejsza dla siebie i jesteś w stanie zainwestować w swoje szczęście i zdrowe życie. Znajdź sobie zajęcia, pasję, znajomych, albo spędzaj czas z tymi których masz. Pomyśl o wszystkim czego chcesz w życiu nie ważne że na ten moment Ci się to wydaje niemożliwe. To jest możliwe gwarantuję Ci a wiem bo byłam w bardzo podobnym położeniu i jak patrzę na siebie i na to co wyprawiałam to nie mogę uwierzyć że byłam kimś takim. Przez ten czas nie możesz się z nim kontaktować absolutnie pod żadnym pozorem. Walcz ze sobą i wygraj. A kiedy to wszystko zrobisz, to gwarantuje Ci na sto procent, spojrzysz na niego i nie będziesz w ogóle rozumiała jak mogłaś z kimś takim być. Trzymam kciuki mocno i nie poddawaj się. Miliony osób wyszły z tego i Ty też wyjdziesz.

Posty [ 15 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Chłopak zachowuje się, jakby nie miał do mnie za grosz empatii.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018