Szeroki i głeboki temat, ale wlasnie lubie takie. I w swoim stylu sie rozpisze...
Wydaje mi się, że może ja jestem osobą zbliżoną do tematu wątku. Wprawdzie nie cechuje mnie zupełny brak emocji, np. odczuwam stany nastroju, rozróżniam emocje, coś tam przeżywam emocjonalnie np. oglądając filmy czy podziwiając dzieła sztuki. Jednak jednoczesnie zupełnie nie są dla mnie ważne tzw. głebsze, wyzsze przezycia. Zwłaszcza zwiazane z relacjami. Nigdy nie byłem w zadnym zwiazku i raczej nie mialem potrzeby zadnej więzi. W życiu nigdy nie szukalem żadnych przezyc, emocji. Nie mialem nigdy potrzeby nawet bycia na jakims koncercie, imprezie. Po nic zwiazanego z emocjami. A moze to tylko socjopatia ?
Po prostu widze, ze sa emocje dobre, ale tez bardzo wiele złych. Czyli stan gdy ktos jest emocjonalnie martwy wprawdzie powoduje, ze omijaja go emocje szcześcia, ale unika też emocji cierpienia itd.
Mam ogromny dystans do emocji z kilku powodów. Po pierwsze emocje sa moim zdaniem ulotne, emocje kogos do innej oosby moga sie zmienic doswlonie z dnia na dzien nie da sie przewidziec co ktos inny bedzie czul w danej chwili. Dlatego sa tylko bezwartosciowym jak dla mnie dodatkiem w życiu. Emocje nie sa wiec czyms na czym mozna jakos polegac. Po drugie ludzie umieja oszukiwac emocjonalnie, deklarowac jedne emocje a w rzeczywistosci czuc cos zupelnie innego. Nie mozna wiec ufac emocjom jakie widiz sie u innych ludzi. Po trzecie wyrazajac wlasne emocje narazamy sie na ocene innych. Moze byc ona druzgocąca. Emocje to cos co mozna subiektywnie oceniac. Gdy nie czuje sie tego samego co inni to np. mozna byc odrzucanym przez grupę. Dlatego zdecydowanie wole nauki scisle, gdzie ocena czyich dzialan nie opiera sie na emocjach.
Ponadto zycie i innych ludzi traktuje raczej jak reakcje chemiczną, więc śmierć jak koniec takiej reakcji, rozpad tkanek. Dlatego chyba nie boje się śmierci. Kiedys mnie nie było choc atomyu ktore mnie tworza istniały. I kiedys moje ciało wróci do otoczenia. Emocje moga byc pewnym złudzeniem, chwilowym stanem chemicznym majacym zmotywowac nas do pewnych stanow.
Osobiscie bardziej ufam wiedzy, inteligencji, regułom. Te są jasne, niezmienne. I zawsze dziwi mnie dlaczego dla innych tak wazne sa emocje. Moze mam jakas odmiane autyzmu. Moja ulubioną ksiazka jest np. rocznik statystyczny, encyklopedie. Im wiecej informacji tym lepiej.
Lepiej współpracuje mi sie z maszynami niz z ludzmi. Podobno zbliza sie czas, ze pracowac beda z nami roboty. Maszyny moim zdaniem beda kolejnym etapem ewolucji.... nie będą chorować, umierać na raka... bo same doskonale beda znac i moc zmieniać swoją budowe...
Gdybym kiedys mial dziewczyne i pewnego dnia ktos zamienił ją na robota identycznie wygladajacego i postepujacego nie odczułbym żadnego braku... zreszta chyba podobnie gdyby to sie stalo z każda osobą która znam. Jest mi obojetne czy otaczaja mnie osoby które coś czują.
Osobiście nie mam nic przeciwko maszynom, nawet lubie je bardziej niż ludzi. Napisalem "lubię" co swoja drogą tez jest jakąś emocją... wiec moze sam sobie przeczę... A moze nie tyle "lubie" co wydaje mi sie, ze "jestem lepiej dostosowany do pewnego otoczenia"... czy to uczucia ? Nie kazdy stan umyslu musi byc już emocją...
No wlasnie to wlasciwie dopiero wstep do tego..... czym sa emocje, uczucia ? To jest niemal dziedzina naukowa. Definicje okreslaja emocje jako stan pobudzenia umyslu, organizmu, na pewno sytyacja z otoczenia... czyli ta sama sytuacja moze u roznych ludzi budzic rozne emocje...
Wydaje mi sie, ze emocje to pewien prymitywny mechanizm ktoremu ludzie nadaja zbyt wielka wartosciowosc. Sa bowiem pewne kolory ktore potrafia wzbudzac pewne emocje np. radosci, a inne kolory uznaje sie za smutne, dajace inne emocje. To pokazuje jak zwykly kolor, np.taki sam obraz namalowany innymi kolorami moze dac skrajne emocje... choc obraz niesie te sama informacje.
Emocje bywaja złym podpowiednikiem, potrafia zaciemniac obraz rzeczywistosci.
I rzeczywiście, ludzie ktorzy mocno odrozniaja emocje od rzeczywistosic potrafia byc seryjnymi mordercami.
Inna kategoria to np. wycwiczeni żołnierze, płatni mordercy.
Ale uwaga nalezy pamietac, ze nagla utrata emocji moze byc objawem depresji. I to nie sa juz wtedy filozficzne rozwazania...brak emocji nie jest wtedy czyims wyborem czy naturą ale chorobą... pewne przezycia mogly byc zbyt ciezkie i rozregulowały tak, że ma sie depresje i nie czuje zadnych emocji i nie ma sie zadnej motywacji do niczego.
I na koniec : czemu brak emocji traktuje się jako chorobę ? A może wlasnie ktos taki kto ich nie przeżywa jest - w jakims sensie - jedynym w pelni zdrowym ? Jak Pan Spok ze Star Treka ? Czemu emocji nie traktuje sie jako choroby ? Uzalezenienie od czegos jest emocją. Nalogowo zakochanie sie i Milosc ktora uniemozlwia odejscie od kogos z kim nie jest nam wcale dobrze...
Dla mnie określenie "być jak maszyna" to komplement.