Z jakiegoś bliżej mi nieznanego powodu ludzie, zwłaszcza inne kobiety, mnie nie lubią i przez to czuję się mega samotna.
Od jakichś 8 lat nikt nie zaprosił mnie na sylwestra. W klasie maturalnej zostałam zaproszona na dwie osiemnastki, podczas kiedy nawet najbardziej nieśmiałe, szare myszki bywały na jakiejś przynajmniej raz w miesiącu. Na początku liceum musiałam zmieniać klasę, bo w mojej z jakichś niezrozumiałych dla mnie powodów ludzie nie odzywali się do mnie, a kiedy próbowałam zagadać, wybuchali mi śmiechem w twarz i odchodzili.
Najdziwniejsze jest to, że wcale nie jestem cicha i nieśmiała. Mam chłopaka, najlepszą przyjaciółkę (z którą niestety mocno osłabił mi się kontakt przez wyjazd na studia, stąd m.in. samotność) i zmienne grono znajomych, z którymi mogę czasem iść na piwo czy w coś zagrać (jak ja zaproszę), ale nie mogę na nich liczyć. Nikt nie podejdzie do mnie pierwszy po wykładzie, nikt nie zaprosi na piwo czy domówkę. Wielokrotnie pytałam chłopaka i przyjaciółki, co jest ze mną nie tak, ale nie potrafią odpowiedzieć. Chłopak wymyślił tylko, że mam irytujący głos, bo trochę mi się on załamuje i jest dość głośny (moja mama ma tak samo), ale moim zdaniem nie brzmi on aż tak źle, by kogoś unikać. Przeanalizowałam już listę innych możliwych powodów i wprowadziłam w życie wiele zmian: rozmawiając zawsze staram się nie zanudzać ludzi, nie przerywać im, uśmiechać się, dużo dopytywać o ich zdanie, nie wymądrzać się i nie zwierzać z jakichś prywatnych spraw, na spotkania zawsze zapraszam ludzi na jakąś strzelnicę, planszówki, bilard czy kręgle, aby sie ze mną nie nudzili... ale guzik to daje.
Z ludźmi spotykam się tak długo, jak ja inicjuję spotkania, jeśli ja przestaję podtrzymywać znajomość, to ona praktycznie od razu umiera. Poza chłopakiem i najbliższą rodziną nie mam komu opowiedzieć o swoich porażkach i sukcesach, bo czuję, że równie dobrze mogłabym zacząć mówić o tym obcym ludziom w parku - nawet przyjaciółka już coraz mocniej mnie zlewa.
Jakieś rady, bo serio jestem tym zmartwiona? Acha - nie śmierdzę, myję zęby i nie mam jakiegoś oczywistego defektu wizualnego, jak blizna na twarzy czy nadwaga, co mogłoby ten stan poniekąd tłumaczyć.