Witam,
Piszę po raz kolejny na tym forum, kiedys dostałam tutaj kilka cennych rad, które mi pomogły.
Mam 24 lata. Wiek układania swojego życia, obierania pewnych celów. Jakie mam cele? Nie wiem. Nikt mnie nigdy nie nakierował na to, kim chciałabym być.
Pracuję w biurze, skonczyłam studia, przewinełam się przez wiele prac. Od sprzątaczki po kelnerki do pracy na taśmie produkcyjnej aż w koncu znalazłam stabilizacje w biurze. Lubie moją prace, ale wychodząc z niej musze codziennie mierzyć się z moją cholerna rzeczywistościa.
Kiedyś miałam mamę. Dopóki rak mi jej nie zabrał była najważniejszą osoba w moim życiu. I ona i matka mojego ojca. Ojciec zawsze był na drugim planie. Ojciec potrafił kiedyś zgotować nam piekło, teraz znow to zrobił.
Urodziłam sie w 91 roku. Przez kilka lat było dobrze. Później jedyne co pamiętam to alkoholizm ojca. Jego przychodzenie do domu na czworaka, zasmarkana twarz, i awantury ktore ciągle wszczynał. Tego nie można było zatrzymac. Czasem zdarzało się ze mama albo ja obrywałyśmy. Potem urodziła się moja siostra, a on dalej tylko pił..
Gdy mama powiedziała w koncu "dość" uciekłyśmy do babci. Pospiesznie spakowane rzeczy wrzucone na pakę starego auta, zimą. Musiałam jechac w naczepie bo w kabinie nie bylo juz miejsca. Potem przyjezdzał obiecywał rózne rzeczy, brał nas do siebie oczywiście będąc wczorajszym i cuchnacym alkoholem. W Koncu mama dostała rozwód. Wszystko zaczeło się układać. w koncu chodziłysmy do szkoły wyspane, czyste, nie smierdziałysmy fajkami, mogłam zapraszac kolezanki do domu. Sielanka skonczyla sie gdy okazało się ze mama choruje na raka. Od zwykłego bólu brzuchu do raka. Co taka dwójka małolatów jak ja i siostra mogłysmy o tym wiedziec? Ciagle tylko dajcie mamie spokoj musi odpoczywac. Gdy zaczeła się latanina po szpitalach wiedziałam juz więcej o chorobie. Zyłyśmy tylko kilkunastodniowymi przerwami od chemii do chemii. Tylko wtedy jak mama mogła funkcjonowac normalnie i nie lezała w szpitalu. W koncu i u babci przestało się przelewać, miała problem ze mama nie moze podejmowac zadnej pracy i wysiłków. Ze musi sie opiekowac dwoma pasożytami-dziećmi faceta którego od zawsze nienawidziła. W koncu przyszedł ten dzien kiedy była awantura. Oczywiscie wszystko przeze mnie bo nie pozwoliłam zeby babcia kazała mamie nosic węgiel do pieca. Jako 12 letnie dziecko postawiłam się. Wtedy znow nasze życie wywrociło się do góry nogami. Babcia wyzwała mnie od najgorszych i po prostu uciekłam z domu. spakowałam sie w reklamówke i uciekłam. Podobno szukali mnie po okolicznych wioskach. A ja wzielam telefon i zadzwonilam do mamy ojca ze maja nas zabrac do siebie. Mineły dwa dni. Byłysmy spowrotem w "rodzinnym" domu. Nasze rzeczy z domu babci zostały wyrzucone na ulice, potłuczone talerze, ubrania potraktowane jak zwykłe szmaty, babcia wyprosiła nas kijem od miotły. Pózniej widziałysmy ją tylko raz. W domu było okej- ojciec przestał pić. Gdy nastąpiła wznowa choroby wzieli znowu ślub, byłysmy na ślubie rodziców. Gdy juz było bardzo zle z mama ojciec rzucił się w wir alkoholu. Pewnie tez mu nie było łatwo. Dopiero co nas dostał i juz sie wszystko sypie. Krótko potem mama zmarła. Zamieszkała z nami mama ojca. Taka druga mama. Od małego moja druga mama. Osoba z którą łączyła mnie więź której nie da się opisać. Kilka lat po smierci mamy nastał dzien w którym ojciec juz był tak bardzo wyniszczony piciem ze wysiadła mu trzustka. Znów walka o kogoś zycie. Pierwszy raz doszło do mnie ze to mój ojciec i moze go zabraknąć. Ledwo go odratowali. To dało mu nauczke i od 7lat nie tyka alkoholu. Gdy osiagnełam pełnoletność i zdałam prawo jazdy byłam szczesliwa. Nareszcie cos mi się udało! udało się. Wracałyśmy z imprezy , we 3. Noc. 1:18 wybiegła sarna. Ja kierowałam. Nie podołałam. Spowodowałam wypadek w którym zgineły moje dwie przyjaciółki. Kolejne dwie częsci mojego życia odeszły. Wiem, ze większość nie wybaczyła mi do tej pory tego wypadku, nadal obwiniaja i będą obwiniać. Sama siebie winie za to co zrobiłam. Nie dopilnowałam bezpieczenstwa w aucie. Ze szpitala nie wyszlam na pogrzeb. Faszerowali mnie tylko lekami na uspokojenie bo wyszłam bez szwanku z wypadku. Psycholodzy psychiatrzy byli na porzadku dziennym. Sady rozprawy kary, pogodziłam się ze musiałam odpowiedziec za to co sie stalo, chociaz wiem ze nigdy sobie nie wybacze tego, że ich nie ma mimo tego jaka kare dostałam. To siedzi w psychice.
Przeprowadziłam się do innego miejsca nieopodal domu. zaczełam zycie od nowa, na własną rękę.Moja siostra mieszka ze mna, bo tutaj chodzi do szkoły a z domu nie ma dojazdu pksem. Przechodzi chyba jakis okres buntu bo jestem najgorsza i co nie tylko, bo staram sie miec jakas kontrole nad tym co wyprawia, padły nawet słowa ze jestem nieudacznikiem i zyje przeszloscia ize ma nadzieje ze za kilka lat mnie nie bedzie znac. No cóż, bywa. nie chcialam tylko zeby popelniała moje błedy.
Od jakiegos czasu podejrzewałyśmy ze ojciec pogrywa w te cholerne maszyny. nie wracał po nocach, we dnie go nie było.
Tegoroczne święta Bożego Narodzenia. Babcia-druga mama dostała zawał. Na takie coś nikt nigdy nie jest przygotowany. To przychodzi z nienacka. koniec końców leży teraz w szitalu bo miała wszczepiane by passy. Wiecie co? ja nie przezywałam tak choroby ojca jak przezywam teraz te ostatnie tygodnie. Myśl ze mogłabym ja stracic i zostac sama, z ojcem hazardzsta, i siostra buntowniczka ktora nie chce mnie znac po prostu mnie dobija bo ja juz sobie nie radze z tym wszystkim.
Babcia się dzisiaj wybudzila po operacji. Jej stan się poprawia, jestem szczesliwa.
Co z tego ze jestem szczesliwa jak zaraz rodzi sie kolejny problem? Moj ojciec. Moj ojciec wpadł juz tak bardzo w nałóg ze własną córke okradł.. cały dzien rycze, bo nie moge sobie wyobrazic jak mozna byc tak bezwzglednym, mamy tyle problemow, musimy teraz oszczedzac bo babcia bedize wymagac opieki, a on tak po prostu mnie okłamał i zabrał pieniadze. Ja mu nigdy nie ufałam, ale kolejny dzien z rzedu sępił pieniądze na naprawe mojego auta. nie chciał mnei zabrac do mechanika więc miałam juz pewne podejrzenia ze mnie okłamał. Zabrał 200zł. Dzisiaj rano postanowiłam pojechac do tego mechanika- jego dobrego znajomego. Powiedzial mi ze ojciec nie byl u niego wczoraj, ze zadnych czesci nie kupil. Ze on mojego auta nie naprawial bo byl w Niemczech.. Pękłam, po prostu jak małe dziecko wyszłam i wyłam jak dziecko.
Dostałam od babci wszystkie karty bankowe i rachunki do placenia, wchodzac dzisiaj na konto znow zobaczylam wyplate, tym razem 150zl. dwa dni wczesniej zabral ode mnie 100zl bo jemu sie auto niby popsulo. to juz sie robi okolo 500zl, w 3 dni.. To powiedzcie mi ile on przegra w miesiac? Skad on bierze pieniadze? wyzwał mnie od pojeb** ze mam spier**. jak go zapytalam kto pobral pieniadze wczoraj to napisal ze potrzebowal na kurwy.. nie odbiera ode mnie telefonów.. tak, taki jest moj ojciec i jedyny. a ja jestem taka naiwna. Nie chce zeby on przepuscił wszystko co mamy. Nie chce zeby na koncu przyszedl z placzem ze przegrał wszystko. Teraz mojej babci nie ma bo bedize miec dluga rehabilitacje. a co bedzie jak wroci? Nie chce zeby znow go kryła bo wystarczyły 4 dni zebym zauwazyła ze mnie klamie i wyciaga pieniadze na gry. To ile on od niej zabral jak jeszcze z nim mieszkała?
Pomózcie mi co ja mam z nim zrobic, bo na ten czas nie jest mozliwe jakiekolwiek porozumienie bo my jesstesmy teraz najgorsi..
Proszę, moze jest tu ktoś kto miał hazardziste w rodzinie. Co wtedy robiliscie? Muszę zmierzyć się z kolejnym problemem w zyciu, a nie wiem jak sie za niego zabrac..
Pozdrawiam
K.